Strona 119 z 191
: 05 lutego 2013, 19:23
autor: deliad
Różnice w poglądach tak różnorodnej pod względem charakterów drużynie muszą być. To normalne. Druid stara się być równoważnikiem tych poglądów i w miarę możliwości dążyć do równowagi, tak aby ani dobro, ani zło nie dominowało. Taka to ciężka fucha druidów.
: 05 lutego 2013, 19:33
autor: mordimer00
Amras także widząc co dzieje się z Caratris stara się z nią porozmawiać. Mimo iż wydaje jej się iż to co czynimy to wszelkie i niewybaczalne zło, ale czasami warto zabić kogoś aby uratować istnienia kilku osób czy kilkuset. Amras stara się z nią porozmawiać w sprawie jakichkolwiek wątpliwości.
: 05 lutego 2013, 19:52
autor: mordimer00
Do piątku pozbawiony jestem kompa w pracy, więc jedyne wpisy będą popołudniami. Przepraszam bardzo ale w domu nie mam za wiele czasu więc może być krucho z wpisami.
: 05 lutego 2013, 22:57
autor: Astaroth
Jak już Caratris stwierdzi, że trzeba siłowo, to wyzwie orka na pojedynek, bo to jedyne honorowe rozwiązanie.
Zabieram się za przeszukiwanie terenu, może jednak znajdę jakiś ślad w tym zadeptanym lesie. A jeśli z dołu nie da się odnaleźć żadnych śladów, to może widok z góry cokolwiek nam powie. Caratris pójdzie się trochę przejść górą, zwłaszcza w pobliżu miejsca, które oznaczono jako miejsce zaginięć. Zwierząt zapytam, czy pamiętają, co działo się zanim pojawiło się tutaj tylu ludzi.
: 05 lutego 2013, 23:21
autor: 8art
Jak już będziemy na miejscu to ja zacznę szukać mgicznych aur, które mogłaby pozostawić magczna istota, lub martwiak, demon itp. Jak znam życie to rozwiązanie pewnie kryje się w ruinach w "których straszy":)
: 05 lutego 2013, 23:21
autor: Araven
Ale, żeby było jasne, oni nie zaginęli w jednym konkretnym miejscu, weszli do lasu w różnych oddalonych od siebie nawet kilka kilometrów miejscach i nie wrócili. Śladów znalazłaś Caratris masę, ale nic co pozwoliłoby znaleźć zaginionych. Zwierzęta boją się centrum lasu Tyrtajos, tam drży ziemia. Tyle Druid i Caratris od zwierzaków się dowiedzieli
Zostajecie w lesie w którym znikają ludzie czy wracacie? a jutro do lasu do Lorda do ruin gdzie straszy? Formalnie to ziemie lorda.
: 05 lutego 2013, 23:23
autor: Astaroth
Nie ma znaczenia czy w jednym czy nie. I tak od jakiegoś miejsca musimy zacząć. Zakładam, że wybraliśmy jakieś i tam zaczęliśmy poszukiwania.
: 05 lutego 2013, 23:31
autor: 8art
- Wypadałoby tego "lorda" poprosić o pozwolenie na poszukiwania, choć myślę, że jak książe prosi to nie będzie mu wypadało odmówić, czy robić problemy... Chyba, że... Chyba, że lord sam jest w to jakoś zamieszany. Ale nie róbmy sugestii. Poczekamy, zobaczymy.
Nie ma co siedzieć tu nocą. Ludzie ginęli za dnia, więc noc nic nie zmieni, a po drugie jesteśmy pewno wykonczeni po całym, długim dniu, a wtedy łatwo o głupi bład. Pchnijmy jakiegoś chłopka na dwór. Lord pewno udzieli na gościny na noc.będzie się pewnie można czegoś dowiedzieć od niego, a nocleg w łożu i dobre wino lepsze niż szczochy i ława w wioskowej karczmie.
: 06 lutego 2013, 08:55
autor: morgliht
Arus po całodniowym spacerze po lesie czuł się wyśmienicie. Z zainteresowaniem przyglądał się jak druid i elfka rozmawiają ze zwierzętami i roślinami, sam co najwyżej może poznać „dawną mowę” co i tak ma bardzo rzadkie zastosowanie bo martwaki nie są zbyt rozmowne. Krocząc po lesie stara się wypatrzyć ślady pozostawione przez martwaki. Gdy usłyszał pomysł noclegu w posiadłości lorda ucieszył sie w duchu że wreszcie odpocznie w cywilizowanych warunkach. Arus proponuje aby najpierw odwiedzić ruiny, może one są źródłem ginięcia tych istot. W duchu ma nadzieje że będzie tam jakieś widmo, południca bo z chęcią bliżej pozna te martwaki.
Wyczuwał niechęć elfki do swojej osoby, ale cóż z taka reakcja istot nie jest mu obca i przyzwyczaił się do niej, nic sobie z nich już nie robiąc. Będąc na praktykach katowskich w Olgrionie był już wyalienowany ze społeczeństwa, swoją twarz musiał na uroczystościach przysłaniać czarnym kapturem, rodzice straszyły dzieci jego osobą, dotknięcie jego miecza wróżyła sto lat nieszczęść itp. brednie. Odprężenie i relaks czół dopiero gdy w towarzystwie innych oprawców i katów w lochach rozmawiał z najgorszymi szumowinami z okolicy, gdzie najwięksi twardziele miękli i wyjawiali wszystkie tajemnice pod wpływem jego perswazji. Dzięki ciężkiej pracy został dostrzeżony przez potężne i wpływowe osoby i dzięki temu jest agentem wywiadu Katana, co dało mu pewien immunitet i ochronę w krainach gdzie rządzą orki.
: 06 lutego 2013, 11:11
autor: Araven
Lord Artakides udzieli wam gościny na noc, dotarliście do jego posiadłości. Atrakides to majętny właściciel ziemski, posiada ponad 2000 hektarów ziemi między traktem i lasem, i nieco powyżej. Wypasa tam konie i uprawia proso. Ma też sporo owiec. Pracuje na niego grupa wolnych chłopów, dzierżawiących ziemie, na których żyją. Uprawiają ją i oddają 20% urobku.
Atrakides powitał was godnie, widać, że jest wściekły bo zaginął jego syn. Zasugował, że najprawdopodobniej za zaginięcia, odpowiadają bandyci, którzy jak powiadają miejscowi, widziani bywają po zachodniej stronie lasu Tyrtajos i na wzgórzach wokół ruin przeklętego zamku Phyllos.
: 06 lutego 2013, 13:07
autor: 8art
- A zgłoszono jakieś żadania okupu? Szantażowano Cię. Po co bandyci mieliby porywać Twego syna jak nie dla bliżej nieokreślonej korzyści. Ale nie ma się co frustrować z bezsiły. Próbujemy rozwiązać tę zagadkę i jak Katan w niebiosach spojrzy łaskawym okiem uda nam się odgadnąc ten makabryczny kalambur.
***
Uruk był w końcu wykąpany i spojrzał na łoże z pościelą, a na jego twarzy wykwitł szeroki uśmiech zadowolenia:
- Khurrwa muthra. - Zaklął w orklashu rad niezmiernie z gościny Atrakidesa: - Bedrum whore un sakash! (tylko nałożnicy brakuje - w wolnym tłumaczeniu). - Rzekł sam do siebie.
Nałożnica byłaby miłym dodatkiem, aczkolwiek niekoniecznie niezbędnym. Szlachcic chciał się wprzedewszystkim wyspać a nie legiwać z dziewką. Ostatnio leżał w takim łożu wiele tygodni temu chyba zaraz po zaślubinach księcia Amrasa. Od tamtej pory był w polu tropiąc resztki sługusów władców wraz z goblińskim zastępem, który pod twardą ręką Vadera stał się karnym i świetnym oddziałem.
: 06 lutego 2013, 13:47
autor: Araven
Moji ludzie sprawdzali owe ruiny, nikogo tam nie znaleźli. Żądań okupu nie było. Mój syn miał łuk elfiej roboty, dar wodza Iranian dla mego przodka, gdybyście odnaleźli mego syna byłbym wdzięczny. Moje wysiłki spełzły na niczym, przepadł jak kamień w wodę, jako i inni. Tacy znaczni i sławni awanturnicy, może poradzą tam, gdzie zwykli śmiertelnicy nie dali rady. Jakies życzenia przed snem?
Caratris odkryła jedynie, ślady być może którejś z ofiar, szła w głab lasu Tyrtajos, ale sama, jakby z własnej woli.
: 06 lutego 2013, 18:13
autor: deliad
Liczne porwania ludzi zaintrygował druida. Radagast zawsze ciekawili drapieżnicy. Ich motywacje, sposób działanie i to jak polowali i zabijali.
Liczna grupy "naturalnych morderców" cały czas się powiększała. Im dalsze rojony Orchii odwiedzał, tym poznawał nowe ich gatunki.
Na co trafili tym rzem? Być może na szalonego dziwożona, południcę, mściwą nimfę. Podejrzanych było wiele.
Radagast jednak podejrzewał, że cokolwiek by to nie było, to na pewno służył Władcom, wspomagając im w diabolicznym planie przebudzenia Yoga.
Druid przyjął gościnę i niekłamaną ulgą. W puszczy robiło się coraz niebezpieczniej. Radagast potrafił sobie w niej radzić. Jednak ostrożność nigdy nie zawadzi. W twierdzy odpoczną ich ciała i skołatane umysły. Przyjdzie czas na przemyślenia i retrospekcje, akceptacje stanu rzeczy i wreszcie przyjdzie czas na plany.
O zmierzch półork przysiadł na blankach z dzbanem piwa i do późnej pory wsłuchiwał się w dźwięki nocy i wpatrywał się w lśniąca na niebie gwiazdy.
Rozmyślał nad dalszym posunięciem jakie mogą wykonać władcy, o groźbie jaką powodują słudzy Yoga, o skłóconych elfich klanach. O zabitych, uratowanych i hektolitrach krwi jakie wsiąkną w ziemię, zanim powróci równowaga.
: 06 lutego 2013, 18:36
autor: 8art
Jeśli MG nie planuje niespodziewanego ataku wilkołaków w nocy, tudzież innych atrakcji to:
Ork obudził się jeszcze przed świtem. Dawno tak dobrze nie spał. Przeciągnął się jeszcze ziewając głośno, po czym szybko wstał. Załatwił pierwszą potrzebę do nocnika, dokonał rytualnej oblcuji i oddał się żarliwej modlitwie. Ostatnimi laty obowiązki jakie narzucił nań boski patron rzadko pozwalały mu oddawać się kapłańskiej posłudze, ale uruk zawsze, gdy tylko miał chwilę, poświęcał ją stymulującej medytacji i rytulanym obrzędom kapłańskim znanym tylko wtajemniczonym. Niewzruszona wiara podparta obcowaniem z boską jaźnią, która dotknęła kiedyś jego umysłu napędzała i utwierdzała rycerza w misjach jakie powierzała mu boska inkarnacja Kartana - Imperator By - Rygyn.
Wydarzenia w Waluzji i Kos potwierdzały boski plan, a krucjata jaką toczyli rękoma swoimi i sojuszników, których zdobywali w krwi i trudzie, miała oddać wolność w ręce mieszkańców tych ziem, a zarazem wzmocnić ważną więź z Imperium, roztaczającym dyskretną opiekę nad swoimi podwładnymi. Dziwiła go tylko niechęć miejscowych do walki z oczywistym zagrożeniem. Był jednak pewien, że dadzą radę przeciwnościom. Zakończył modlitwę:
- Wrukk itne Khattanat Khatan urgith khme khmog taharun Kos Khattanat Sharkaran hau-hau (W imię Imperium, natchnij mnie Katanie mocą bym wyzwolił Kos spod władzy psów Shakaran).
: 06 lutego 2013, 18:58
autor: Araven
Co robicie rano? Pytacie o coś Lorda Artakidesa czy po śniadaniu, wracacie do lasu Tyrtajos?