Strona 13 z 26

: 20 czerwca 2015, 12:05
autor: Sigil
Wyspy Baracha, karczma "Kordawski klejnot"

- Cóż, honorem i dumą najeść się nie sposób, więc i kupcy potrzebni są na tym świecie... - rzekł filozoficznie Nehaher. Niemniej z uwagi na wcześniejszą, paranoiczną reakcję karczmarza, nie drążył dalej tego tematu.

- Dzięki wam, dobry człowieku. Zaiste wielce cenne są twoje rady i z pewnością ułatwią nam życie. A i ostrygi macie tutaj wyborne - przemilczał temat podania czerwonego wina do owoców morza. Taki szczegół nie mógł przecież zepsuć ich rozmowy.
Daję delikatnie do zrozumienia, że wyczerpaliśmy już interesujące tematy i rozmowa zbliża się do końca.

: 22 czerwca 2015, 15:32
autor: Dobro
- Tak, tak... a jakże... - mruczał Ortis, szukając kolejnego tematu do rozmów. Próbował jeszcze, ale po reakcji Nehahera wywnioskował, że należy dać odpocząć gościom.

- W razie czego, mamy tanie pokoje. Ot, 7 złotych lun za was wszystkich za nocleg ze śniadaniem. Ale jak tam chcecie... - dodał niby ze znudzenia, jednak z cichą nadzieją w głosie, że tej nocy jeszcze coś zarobi.
Jakie są wasze dalsze plany? Powoli zbliża się czas dla Garro, by ruszył poskładać swojego pierwszego na wyspie pacjenta!

: 22 czerwca 2015, 17:12
autor: adamwl
Adoth

Pokoje chętnie wynajmiemy, zapewne zabawimy tu parę dni, a teraz dobry człowieku sprawdź bo chyba coś w kuchni Ci się przypala hehe
Mam nadzieję, że teraz drużyna będzie mogła na spokojnie pogadać

: 22 czerwca 2015, 21:29
autor: Sigil
Wyspy Baracha, karczma "Kordawski klejnot"

- Tak, istotnie myślę, że weźmiemy pokój - poparł ideę Nehaher - oczywiście, jeśli reszta mych towarzyszy nie ma nic przeciwko. Dziękujemy za ciekawą rozmowę. Może będzie jeszcze okazja, aby wymienić kilka plotek.

Uśmiechnął się i dopił wino, czekając, aż Ortis oddali się do swoich spraw.

: 23 czerwca 2015, 16:11
autor: Dobro
Ortis - chcąc nie chcąc - poszedł do kuchni, dać znać kucharce, że na dziś można już kończyć. Wnętrze karczmy wypełniała cisza, przerywana przytłumionym gwarem dobiegającym z ulicy. Jeżeli awanturnicy czekali na dogodny moment do swobodnych rozmów bez nieproszonych gości - ten moment właśnie nastał.

: 23 czerwca 2015, 17:14
autor: adamwl
Adoth

W rzyci mam zaciąganie się na jakiś okręt, trza się stąd wydostać, a nie roboty szukać. A skoro baba rządzi tą wyspą to chyba wiem czyją bransoletkę znaleźliśmy w świątyni
rzekł do kompanów gdy karczmarz odszedł

: 23 czerwca 2015, 17:47
autor: Araven
Sigurd

Adothu myślisz, że bransoletka należy do Belit? Nie zaszkodzi zapytać, tylko nie wiem, jak się do niej dostaniemy, pewnie nie jest to proste. Ale można spróbować. Co do roboty, to zaciągnięcie się na jakiś statek daje nam jednak szanse stąd odpłynąć, większe niż na tratwie jaką budują nasi kompanii.

: 23 czerwca 2015, 17:55
autor: Sigil
Wyspy Baracha, karczma "Kordawski klejnot"

- No cóż, nie tajemnicą jest, iż znaleźliśmy bransoletę złożonej w ofierze niewiasty - mruknął Nehaher. - Jednak kto ją na ołtarzu zadźgał, Belith czy Menkara, oto jest pytanie... W każdym razie nie sądzę, by ktokolwiek z nich ucieszył się, gdy mu dostarczycie dowód na jego paktowanie z mrocznymi siłami. Zapewne odczytają to jako próbę szantażu i każą was stracić - uśmiechnął się smutno.

Zadumał się na chwilę nad tym, po czym zmienił temat:

- W każdym razie to teraz nieistotne... Słusznie jednak prawisz, nie ma sensu tutaj pracy szukać. Nie ma także sensu błąkać się na oślep po mieście licząc na łut szczęścia. Tak więc mogę spróbować połączyć się telepatycznie z naszym byłym kapitanem, Conanem. Myślę, że, jeśli nadal żyje jest najodpowiedniejszą osobą, która mogłaby nam pomóc. Wszakże walczyliśmy po tej samej stronie, czyż nie? Poza tym mamy informację o rozbitkach z jego załogi... Tak więc myślę, że moglibyśmy pomóc sobie nawzajem. O ile oczywiście Conan nadal żyje... Jednak jako osoba ciesząca się względami królowej, mógłby z pewnością nam jakoś pomóc wydostać się z tej przykrej sytuacji. A jeśli nawet Garro miałby plan pozostania tutaj przez czas jakiś, to wstawiennictwo kochanka królowej mogłoby mu tylko pomóc w interesach...

Przerwał na moment i rozejrzał się podejrzliwie, lustrująć wzrokiem obecne w pomieszczeniu cienie.

- Poza tym warto byłoby się rozejrzeć za Mankarą... - dodał po chwili, ściszając głos do szeptu. - Jeśli dowie się, że jesteśmy w mieście z pewnością ściągnie nam na głowy same problemy... A sami wiecie, iż plugawie paktuje z demonami i inszym paskudztwem, więc ciemne siły mogą ostrzec go o naszym przybyciu. Powinniśmy się mieć na baczności...

: 23 czerwca 2015, 20:44
autor: Keth
Wyspy Baracha, karczma "Kordawski klejnot"

Garro nie potrafił uwierzyć własnym uszom, kiedy dowiedział się, że jego potencjalnym konkurentem na wyspie miał być wychowanek bezbożnego Menkary. Już sama przeszłość drugiego uzdrowiciela wystarczała, by Zingarczyk wyrobił sobie na jego temat zdanie - żywiąc skrywaną nadzieję, że prędzej czy później któryś z porywczych barbarzyńców zrobi z rywalem porządek.

Lecz Garro nie zamierzał rezygnować z walki o pozycję w pirackim półświatku z powodu czyjegoś powiązania z Menkarą. Tortuga, z początku rzekome siedliszcze okrutnych zabójców i złodziei, teraz jęło się uzdrowicielowi jawić źródłem nie lada dochodu.

- Zacny przyjacielu, racz spojrzeć na te flakoniki - powiedział Zingarczyk kładąc na blacie przed nosem karczmarza przygotowane przez siebie mikstury - Oto próbka mych możliwości, chociaż nie oddaje ona w pełni wiedzy, jaką posiadłem w temacie uzdrawiania. Jeśli je sprzedasz, podzielimy się zyskiem po połowie. Jeśli zachęcisz tutejszych ludzi do płacenia za me usługi, obaj dobrze na tym zarobimy. Co zatem rzekniesz? Jesteś gotów ubić ze mną interes?
Tłumaczę karczmarzowi właściwości mikstur, po czym mu je oddaję. Mam nadzieję, że żądza złota zwycięży i przekona go do promowania moich usług/towarów. Chciałbym też wiedzieć, gdzie mieszka i urzęduje drugi uzdrowiciel oraz kto zapewnia mu protekcję (jeśli ktoś zapewnia). Potem będę naciskał na Galvata, aby udać się na zakupy i do karczmy, w której spoczął poturbowany pierwszy klient.

: 24 czerwca 2015, 12:01
autor: Dobro
- Mhm... - mruknął Ortis, przeglądając i podnosząc pod światło poszczególne flakony. - Wyglądają zacnie... Aha, ten na zmęczenie... no, no - mruczał pod nosem, w myślach zaś kalkulując zyski z potencjalnego partnera handlowego. - Myślę, że mogłoby to zadziałać... tak... Mogę wezwać mojego znajomka, który handluje różnymi zamorskimi specyfikami... Proponuje układ taki: jedna dziesiąta części dla mnie, trzy dziesiąte części zarobku dla znajomka, reszta dla ciebie. Co rzekniesz na to, uzdrowicielu?

Tymczasem do karczmy weszło trzech mężczyzn w typowych, pirackich ubraniach. Rechotali głośno i obgadywali innych członków załogi, nie zwracając przy tym uwagi na ucztujących w milczeniu awanturników. Piraci usiedli przy stole i zamówili piwo, które żona Ortisa nalewała z jednej z beczek.
Spoiler!
Jeden z tamtej bandy co chwilę na was spogląda. Wygląda na to, że was rozpoznał!

: 24 czerwca 2015, 19:32
autor: lightstorm
Wyspy Baracha, karczma "Kordawski klejnot"

Galvat prawie się nie odzywał. Siedział, obserwował i jadł spokojnie serwowane przez Ortisa pożywienie. Słuchał uważnie każdego słowa, które wypowiadali jego nowi kompani. Nie przeoczył żadnego szczegółu, który dział się wokół niego. Pomimo prawa panującego na wyspie, zdawał sobie sprawę że tutaj jest niebezpiecznie. To czego się dowiedział podczas rozmowy tylko utwierdziło go w tym przekonaniu. Zamorańczyk myślał nad planem działania i oceniał swoich kompanów: To miasto jest zepsute i przesiąknięte żądzą posiadania i chyba tylko Nehaher wydaje się to zauważać. Aby tu przetrwać trzeba mieć plecy, albo mnóstwo pieniędzy. Z tego co widzę, to oni nie mają ani jednego ani drugiego, kurwa. Te dwa ciosane kamieniem od urodzenia dzikusy zapomniały, że nie są piratami, tylko ich udają. To kwestia czasu, aż zacznie lać się krew. Widziałem takie miasta, tutaj wszystko ma swoją cenę, a to całe niby prawo, przestaje działać gdy w grę wchodzi ciężka sakiewka - rozmyślał patrząc na siedzących przy stole.

Przegryzał kolejne kęsy czekając, aż karczmę opuszczą ciekawskie uszy. Dwójka barbarzyńców zaczęła prawić o pokazaniu bransoletki przeklętej królowej. Co za idioci ze mną siedzą. Oni naprawdę chcą skończyć na ołtarzu jako ofiara? Nawet nie będą wiedzieć jak to się stało. Wystarczy dać im powód i polezą wszędzie, gdzie tylko chcesz. Garro, uzdrowiciel też się tak podjadał możliwością zarobku, że chyba przeoczył fakt kim jest jego konkurent. Mieliśmy stąd spierdalać, a ci plotą sobie sznur na szyję nie wiedząc o tym. Tylko ten Nehaher jest za bystry na to miejsce. Trzeba będzie z nim się dogadać i wynosić się z tej parszywej dziury- analizował sytuację Galvat.

Wtem do karczmy weszli piraci i zaczęli chlać piwo. Galvat ręką sprawdził gdzie znajduje się jego broń, po czym szeptem odezwał się do towarzyszy:

- Nehaher ma rację. Jak pójdziecie oddać bransoletkę, to jesteście martwi. Kurwa dziecko wymyśliłoby lepsze wyjście z tej sytuacji. Jak się odzywacie to się zastanawiam, co jest przyczyną tej tępoty wcielonej: wasze pochodzenie, czy to, że lano was po łbie mieczem od urodzenia? Dobrze, że wiecie że kamieni nie da się jeść, bo byście umarli w męczarniach. Dobra, dosyć komplementów, chodźmy do naszej izby i tam dokończmy tą gadkę - powiedział cichym, aczkolwiek drwiącym głosem.

: 25 czerwca 2015, 13:20
autor: Araven
Zamorańczyku zaraz ci flaki wypruję, sam jesteś tępy. Piraci jacy tu weszli patrzą na nas, chyba są z tego okrętu jaki nas zaatakował, poznaje chyba któregoś z nich. Zaraz może się tu polać krew. Być może w wirze walki zginie też jakiś zamorańczyk, albo lepiej kilku.

: 25 czerwca 2015, 15:32
autor: lightstorm
Wyspy Baracha, karczma "Kordawski klejnot"

Galvat wyglądał jakby niespecjalnie poruszyła go wypowiedź barbarzyńcy. Powiedz tępemu, że jest idiotą, to zaraz rzuci ci się do gardła - pomyślał. Odezwał się pewnym siebie drwiącym głosem:

- O kurwa, dobre to było! Sigurd nasz mistrz ciętej riposty! Aż mnie ciarki przeszły. "Sam jesteś tępy"? Kurwa, mogłeś wymyślić coś lepszego... Pfff... - zaśmiał się cicho Galvat. - Chyba cię sztorm wyjebał na mieliznę intelektualną, dzikusie. To nie nas zaatakowano, albowiem pierwsi uderzyliśmy. To my zaatakowaliśmy ich, kumasz? A flaki to sobie wypruwaj komu chcesz, ale w innym miejscu. Chyba żeś zapomniał, iż zabijanie tutaj to samobójstwo.

Pieprzeni barbarzyńcy. Potrafią tylko żreć, ruchać i zabijać. Jebane zwierzęta. Ci idioci gotowi są wyjąć broń i zacząć mordować z świadomością prawa jakie tutaj panuje. Ciekawe, czy ten drugi też zaraz powie, że nie jest tępy? Co za pech, a już zaczynałem ich nawet lubić - pomyślał, a jednak zatrzymał to dla siebie, wiedząc że wypowiedzenie tych słów może nie okazać się dla niego najzdrowsze.

Zamorańczyk spojrzał na Adotha siedzącego przy stole, który jeszcze nie zdążył się odezwać. Przez chwilę wyglądał jakby chciał coś powiedzieć, po czym jednak zmienił zdanie:

- Jeżeli tamci rzeczywiście byli po przeciwnej stronie, to lepiej spieprzajmy do izby. Kłopotów nam więcej nie trzeba... - mruknął jedynie, patrząc spod oka na piratów pijących przy drugim stole.
Galvat jest trudnym kompanem, nie będę tego ukrywał. Nie bierzcie tego do siebie. Galvat ma niewyparzoną gębę niestety i staram się wczuwać w postać. Na karcie postaci: Problem: Niewyparzona gęba.

: 25 czerwca 2015, 15:39
autor: Sigil
Wyspy Baracha, karczma "Kordawski klejnot"

- Uspokójcie się, obaj - rzekł chłodno Nehaher. - Nie pora to i miejsce na werbalne popisy. Adoh dobrze zrobił, że podzielił się swoim pomysłem. Nie jest winą barbarzyńców, Galvacie, że nie potrafią się do końca odnaleźć w bardziej zaawansowanych kulturach... Więc zamilcz i nie kuś losu.

- W naszej grupie każdy ma swoją rolę i jest jej istotną częścią. Poprzedniej nocy także okazałeś się przydatnym kompanem, więc lepiej nie psuj naszej opinii o tobie i powściągnij rozwydrzony jęzor. Nie powinniśmy wadzić się między sobą w miejscu, gdzie czyha na nas wielu wrogów...

Mówiąc to, spojrzał ukradkiem w stronę wskazanych wcześniej przez Sigurda piratów.

- A jeśli już jesteśmy przy temacie to i ja uważam, że lepiej co rychlej udać się do izby... - dokończył szeptem po chwili.

: 25 czerwca 2015, 15:41
autor: Dobro
Galvat i Nehaher dyskretnie obejrzeli się na gadających nieopodal i ucztujących piratów. Pomimo kilku prób nie dostrzegli, by ktoś im się przyglądał i w ogóle był zainteresowany bardziej czyjąś obecnością w karczmie aniżeli swoim napitkiem i towarzyszami. Garro tymczasem niemal przybił sztamę z Ortisem, puszczając w ruch koło zamachowe handlu.
Spoiler!
Jesteście już drugi raz prowokowani przez Galvata. Oboje bez trudu możecie go spacyfikować, połamać czy zrobić inną przykrość, ale to wszystko zależy od charakteru waszej postaci. Tymczasem mężczyzna ucztujący przy drugim stole przestał wam się przyglądać i popija piwo rozmawiając o sprośnych tematach ze swoimi towarzyszami.

PS mam nadzieję, że nie bierzecie jego obelg osobiście!