PBF: DrecarE - Cienie na Śniegu

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 22 listopada 2015, 12:06

Wiedźma spojrzała na Alfra wzrokiem wyrażającym zdziwienie i lekkie niedowierzanie - poczekaj, poczekaj... myślałam, że jest Ci znany pewien istotny fakt - widząc, równie zdziwioną minę Kyariela, kontynuowała - o tym, że obwieszanie się magicznymi talizmanami zupełnie jak jakimiś zwykłymi świecidełkami, jest niebezpieczne. - kruczowłosa odchrząknęła i zmarszczywszy kształtny nosek, odezwała się podniesionym głosem - Mój wuj mi powiadał:

,,Droga siostrzenico bacz na to, aby nigdy, ale to nigdy nie słuchać głosu chciwości, w szczególności tyczącej się zaklętych przedmiotów. Zgubny to jeno podszept, prowadzący jedynie do rychłych, poważnych kłopotów."

Czegóż to ich tam uczą w tych lodowcach? Żeby magowie energii o takim fakcie nie wiedzieli? Zupełnie niepojęte...

-Dziwię się, że naprawdę o tym jeszcze nie słyszałeś, ale przynajmniej dobrze, że okazało się to teraz, jeszcze przed wyruszeniem w dalszą podróż. Noszenie więcej niż jednego amuletu, lub nadmiaru pierścieni z dużym prawdopodobieństwem przyczyni się do wytworzenia się wokół takiej osoby obszaru, w którym energia będzie tak niestabilna, że... na przykład część jej przedmiotów nagle ożyje i niczym żarłoczne wije zacznie ją dusić lub tak szybko, jak tylko zdoła, ucieknie i nikt ich nie będzie już w stanie znaleźć. Och i słyszałam nawet takie krótkie historie o tych, co o tym nie wiedzieli, ale zapewniam Cię, nie chciałbyś znać ich końca... no może tych niektórych. Wystarczy pomyśleć tylko co by było, gdyby w takim polu nieszczęśnik miałby również przy sobie magiczny, dwuręczny miecz, albo zbroję...

- Dlatego naprawdę powinieneś przyjąć ten amulet - czarownica wcisnęła w dłoń Elfa Północy nieduży, lśniący medalion, zaciskając jego palce na trzymanym przedmiocie. Jej ostre spojrzenie wykluczało wszelakie próby sprzeciwu. - Ponadto również potrzebujesz jakiejś osłony, w końcu tylko ty i ja znamy się na sprawach magii. Cała drużyna na nas liczy w tej sprawie, nie można więc sobie pozwolić na brak ostrożności.
Widząc Alfra, godzącego się ze swoim losem, na jej twarzy momentalnie zagościł promienny uśmiech - właśnie, sądzę, że zgodnie dobiliśmy właściwej wymiany. Do zobaczenia później i... uważaj na siebie. - przez jej twarz przemknął cień uprzedniej nieznającej sprzeciwu determinacji, po chwili znów przeistoczył się w wyraz szczerej radości, gdy młoda wiedźma pośpiesznie udała się poczynić przygotowania przed udaniem się z Olafem i Tańczącym, aby złożyć hołd duchom totemicznym.
W trakcie podróży szukam ziół, oraz korzystam z Widzenia Duchów, aby w końcu może znaleźć sobie jakiegoś towarzysza - raczej szukam takiego z żywiołów, których energię bardziej rozumiem, czyli Wody lub Ducha.
Ostatnio zmieniony 23 listopada 2015, 22:05 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 23 listopada 2015, 16:44

[center]Ersor, 15 mroliść (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Reszta ceremonii rozmyła się w pamięci Olafa zamieniając się w procesję obrazów, podobnych nieco do snu, a trochę... Sam nie wiedział do końca, do czego mógłby to porównać. Jeśli jednak były to sny, czuł, że są to sny ważne i wielkie, takie, które zmienią jego życie. Jeśli zaś była to rzeczywistości, to ramy tego, co uważał za nią poszerzyły się mocno w tym momencie. Nie wiedział, kiedy osiągnął trans. Pamiętał jednak płomień ogniska, chłód płatków śniegu topniejących na jego skórze, czerwień mięsa na śniegu i zapach krwi. Śpiew czarownicy był jak falowanie oceanu - przypływał i odpływał w równym rytmie. W pewnym momencie Olaf spojrzał na skałę wystającą ze śniegu przed nim i ujrzał dwa gorejące punkty, wpatrzone w siebie. Kamień nie był już kamieniem, a skała nie przypominała wilka. Była wilkiem. Ogromną, szarą bestią, wpatrującą się w Olafa płonącymi ślepiami. Młody Nardlens poczuł, jak siła zaklęta w nich wciąga go do środka. Jego ciało upadło na śnieg, dusza jednak wzniosła się w górę, przyciągana przez płomień w oczach wilka. Poczuł ten płomień w sobie. Poczuł radość. Biegł przez śnieżną równinę czując zapach mrozu i słodki smak krwi. Wokół niego biegli inni - wataha ruchliwych, szarych cieni. Ponad nimi księżyc i gwiazdy, nagie i tak boleśnie bliskie. Wzniósł pysk do nieba czując, jak w gardle rodzi się wycie. Reszta stada przyłączyła się do pieśni i głos ich popłynął ponad białą równiną, docierając do miejsca, w którym marzenia i sny stawały się rzeczywistością. Śpiewał o swoim zjednoczeniu z Wilkiem, o sile, którą czuł w sobie i wiedział, że nic nigdy nie będzie już takie, jak przedtem...

[center]Obrazek[/center]
Do karczmy powrócił milcząc. W izbie jednak przywitał go ojciec, obejmując ramieniem. Żadne słowa nie były potrzebne. Olaf wiedział, że ojciec wie, że nie znajduje słów które mogłyby wyrazić zmianę którą czuł. Vilberg zaś nie musiał pytać. Uśmiechnął się tylko w gęstwinie brody, przytulając syna.

[center]***[/center]
Ceremonie religijne, choć udane, okazały się także wyczerpujące. Nikt nie miał ochoty na siedzenie w karczemnej izbie dłużej, niż było to koniecznie. Korzystając z pierwszej, lepszej wymówki wymykali się kolejno na górę, by położyć się spać. Nikt wszakże nie utrudniał im tego. Pozostali członkowie wyprawy zdawali się w pełni rozumieć sytuację i nie nagabywali ich zbytnio. Tej nocy wszyscy zasnęli głębokim, odżywczym snem, pozbawionym widzeń. Rankiem zbudził ich Brnjar, stawiając wszystkich na nogi paroma celnymi dowcipami i rubasznym poczuciem humoru. Jego wojownicy uwinęli się już z pakowaniem najcięższych rzeczy, Gunlid wyprowadziła zaś konie i właśnie siodłała je wraz z Hatrem i Joosem. Śniadanie zjedli właściwie w biegu, pomagając przy koniach i bagażach. Wszyscy myśleli o tym, co czeka ich w drodze. Oto bowiem pozostawić mieli za sobą zamieszkałe tereny, zapuszczając się na górskie odludzie. Zastanawiali się, co ich tam czeka? Jakie przygody i niebezpieczeństwa staną się ich udziałem? Dalej, poza pasmem Szarych Grzbietów, które przemierzyć mieli w najbliższym czasie leżał całkiem inny świat. Okryte wiecznym śniegiem pustkowia, zamieszkałe jedynie przez bestie i demony zimna.

- Vilberg, jak myślisz ile zajmie nam przedostanie się przez wzgórza? - zagadnął Brnjar, studiując jeszcze rpzez chwilę mapę. W rękach trzymał skórzaną tubę, do której zamierzał ją za chwilę spakować.

- Myślę, że jakieś dwa tygodnie, może nieco więcej - starszy korsarz dopił piwo i z hukiem odstawił kufel na stół. Wstał z lawy zbierając się do wyjścia.

- Wszystko zależy od pogody, Brnjar. I od tego jak sprawdzą się nasi zwiadowcy - dodał jeszcze. - Śnieg nie powinien być głęboki o tej porze. Jeśli Auren pozwoli już za dwanaście dni możemy być po drugiej stronie. No ale nie ma co gadać po próżnicy, pospieszajmy - ponaglił resztę.
Dla Kyariela: twoje rany zregenerowały się dzięki magii czarownicy i jesteś już całkiem zdrowy.

Dla Norlaug: kupisz zioła, które chciałaś:
3 dawki żywokostu: za 2 o i 1 ż;
2 dawki żywnika: za 2 o.
Razem kosztować wyniesie to 4 o 1 ż. Twoje pozostałe fundusze, to: 3 D, 3 o, 1 ż.

Dla wszystkich: możecie od tego momentu korzystać z możliwości zapewnianych przez Totem lub Patrona.
W czasie pakowania się znajdziecie także tę torbę, którą dostaliście od starego Jusse. Jest w niej pięć flaszek z wódką z muchomorów.
Jeśli chcecie coś jeszcze dokupić w Ersor, czy robić cokolwiek istotnego w czasie drogi (np. szukać ziół), to proszę dziś o wpisy, bo jutro wklejam dalszą część wyprawy.
Ostatnio zmieniony 23 listopada 2015, 18:22 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 24 listopada 2015, 11:53

Tańczący po Czarnej Spirali czym prędzej zebrał swoje rzeczy i w pośpiechu zeżarł śniadanie. Nie czekając wyszedł przed gospodę. Oczekiwanie aż reszta będzie gotowa, wydawało się znacznie bardziej atrakcyjne na świeżym powietrzu. Zajął miejsce, które już zdążyło złapać nieco jego zapachu. Zamknął oczy, w pragnieniu przywołania wydarzeń dnia poprzedniego, jednak nie było mu to dane. Kolejno towarzysze wyprawy zaczęli wylewać się z tawerny, kojącą ciszę poranka zalewając coraz to liczniejszą zbieraniną okrzyków, rozmów i rozkazów.

Westchnął ciężko, manifestując w ten sposób swój ból dupy, jednak zaraz dźwignął się na cztery łapy, i podreptał sprawdzić czy może w czymś pomóc.
Jeśli będzie możliwość, w Ersor chcę dokupić leczących przedmiotów. Po drodze zajmować się chcę zwiadem, jak zobaczę gdzieś skromny obiad to go chcę złapać, jak zobaczę syty obiad, złapać i przytargać do reszty. Zarówno w polowaniu jak i zwiadzie korzystam z pomocy mego wspaniałego, skrzydlatego towarzysza. Jeśli przyuważę gdzieś jakieś zioła, daję znać czarownicy.
Ostatnio zmieniony 24 listopada 2015, 12:25 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 24 listopada 2015, 16:14

[center]ROZDZIAŁ II
- Zimowa Droga -

Przeprawa przez Szare Grzbiety, 16-25 mroliść, 360 rok Ery Silniri.
[/center]
Opuścili Ersor rankiem, żegnani przez karczmarza i kilku mieszkańców, którzy przyszli jeszcze wyrazić wdzięczność za odnalezienie kurhanu bohatera i zgładzenie szajki banitów. Był wśród nich także stary Jusse, który wydawał się zadziwiająco trzeźwy i dziwnie wzruszony. Staruszek dziękował każdemu osobiście, klepiąc go po plecach i życząc dobrej drogi.

Wyruszyli wąskim traktem, prowadzącym w stronę Szarych Grzbietów. Niebo miało barwę kobaltu i zapach żelaza. Wiatr niósł pojedyncze płatki śniegu. Wyjeżdżając z wioski pożegnali ostatnim spojrzeniem grobowe wzgórze, które odsłoniło przed nimi swe tajemnice podczas ostatniej pełni. Bystre oko Kyariela wyłowiło z ośnieżonych kształtów sylwetkę grobowej steli i Alfr mógłby przysiąc, że ujrzał siedzącego na niej kruka.

[center]Obrazek[/center]
Wkrótce ścieżka, którą poruszali się, stała się jedynie sugestią drogi, okrytą pierzyną miękkiej bieli. Było zbyt wąsko, by jechać obok siebie, ustawili więc konie w szeregu, jadąc po własnych śladach. Tańczący wraz z Olafem wyforsowali się nieco do przodu, wspólnie starając się wyznaczyć najlepszy szlak. Wkrótce mróz wypłoszył z serc wędrowców resztki ciepła, a trudy wędrówki sprawiły, iż zapomnieli o marzeniach, skupiając się raczej na twardej, codziennej rzeczywistości.


[center]***
Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=1M0D_QPWl-U[/center]
Dziesięć kolejnych dni upłynęło na mozolnym przedzieraniu się przez wzgórza. Aura, z początku łagodna, wkrótce odmieniła swe oblicze ukazując im swą mroczniejszą twarz. Przez pięć ostatnich dni padało właściwie nieprzerwanie. Śnieg zdążył zakryć ścieżki i zamaskować rozpadliny, sprawiając, że cała wyprawa posuwała się o wiele wolniej niż zaplanowano. Olaf szybko zorientował się, iż nie był tak naprawdę przygotowany na taką eskapadę. Jego zmysł zwiadowcy pozwalał mu co prawda odnaleźć właściwy kierunek, jednakże panujące w górach warunki uniemożliwiały właściwie odnalezienie bezpiecznej drogi, którą mogłyby się przedostać obładowane zapasami wierzchowce. Gdyby nie obecność Tańczącego, który z łatwością i niemal instynktownie odnajdywał wśród zasp bezpieczne trasy, cała ekspedycja znalazłaby się w nie lada kłopocie. Mimo to jednak podróż nie należała do łatwych. Śnieg padał ustawicznie, ograniczając widoczność. Oblodzone kamienie i szczeliny skalne groziły złamaniem nogi zarówno koniom, jak i wędrowcom. Strome ścieżki, bardziej odpowiednie dla kozic niż ludzi, sprawiały, że głownie szli, prowadząc objuczone kuce. Wiatr niósł ze sobą ostre płatki śniegu, które osadzały się na odzieniu i twarzach, kąsając zimnem.

[center]Obrazek[/center]
Już po kilku dniach Kyariel poczuł, że warunki przerastają go znacznie. Jedynie krew Alfrów płynąca w jego żyłach pozwalała mu przetrwać trudności, czuł jednak, że kosztuje go to zbyt wiele. Często, po całym dniu drogi nie był w stanie uczynić wiele więcej, niż jedynie owinąć się kocem i zasnąć. Wstawał także jako ostatni, starając się wykorzystać każdą chwilę na odpoczynek. Mimo to miał wrażenie, że panujący mróz powoli wysącza z niego wszelkie ciepło i energię, pozostawiając jedynie rosnącą apatię. Zapewne, gdyby nie pomoc towarzyszy dawno już porzuciłby myśl o tej szalonej wyprawie i zawrócił... Lub też zginął marnie, gubiąc się wśród ośnieżonych wzgórz... Tak, to drugie wydawało mu się bardziej prawdopodobne. Zdawał sobie bowiem sprawę, że bez pomocy Tańczącego, czy Olafa nie umiałby nawet odnaleźć właściwej drogi do Ersor. Zaciskając zęby więc brnął dalej, obok swojego konia, wspierając się często na jego grzbiecie.

Kolejne dni wydawały się bliźniaczo podobne do pozostałych. Wstawali wczesnym rankiem, gdy tylko niebo zaczynało szarzeć na wschodzie. Szybkie śniadanie składało się zwykle z gulaszu z suszonego mięsa, owoców i sucharów. Dalszą część dnia wypełniało mozolne przedzieranie się przez śnieżne zaspy, kluczenie wśród okrytych śniegiem skał i oczekiwanie na zwiadowców, którzy wyruszali często naprzód poszukując właściwej drogi. Okrywająca wzgórza biel wydawała się mętna i zszarzała, pod niebem zakrytym ustawicznie ciężkimi chmurami. Śnieg zdawał się wciskać wszędzie, topniejąc pod ubraniem i spływając po plecach strużkami wody. Wszechobecna wilgoć wysysała ciepło ciała, sprawiając, że ubrania zamarzały w najmniej odpowiednich momentach. Starali się oszczędzać chrust, wykorzystując magię runiczną, która często stanowiła jedyną ochronę przed mrozem. Zwłaszcza w chwilach, gdy byli zbyt wyczerpani, aby wygrzebać spod śniegu trochę drewna.

W tych zasnutych oparem zmęczenia, bezsłonecznych dniach humor i pogoda ducha Brnjara i Joosego stawiały wszystkich na nogi. Jowalny kupiec wydawał się niewyczerpaną skarbnicą żartów, które przywracały uśmiech nawet na twarz wyczerpanego Kyariela, czy Olafa, sfrustrowanego kolejną przeszkodą na trasie. Joose zachowywał zaś ustawicznie heroiczną pogodę ducha, która dodawała im sił nawet w najbardziej ponurych chwilach. Nikt też nie wiedział, skąd brał niewielkie kawałki drewna, z których wciąż strugał niewielkie zwierzątka, obdarowując nimi towarzyszy. Być może nosił je ze sobą lub znajdywał na wzgórzach w czasie swojej warty. Wkrótce jednak młodsi członkowie wyprawy mieli cała kolekcję kozic, zajęcy, khasów, renów, wilków i trolii, a każda z figurek związana była z jakąś zabawną historyjką lub wspomnieniem. Wszystko to pozwalało przetrwać, broniąc ich przed zniechęceniem i sprawiając, że każdego kolejnego dnia znajdowali dość sił i nadziei, aby iść dalej. Pomimo śniegu, wilgoci, wyczerpania i mrozu wyprawa posuwała się więc mozolnie naprzód, spiesząc na ratunek zaginionym.
Testy Przetrwania:
Znajdowanie drogi: Per. + Przetrwanie:
Olaf: 31 + 11 = 42. Rzut: 42. Zdane marginalnie. Wiesz, gdzie jest właściwy kierunek, ale poza tym niewiele więcej. Chwilami gubisz się wśród skał i nie potrafisz znaleźć na tyle dobrej drogi, by przejechały nią konie.
Tańczący: 39 + 14 = 53 Rzut: 04. Krytyczny sukces! Nie tylko wiesz, gdzie jest właściwy kierunek, ale z łatwością odnajdujesz drogę, którą może podążać reszta wyprawy.

Testy Przetrwania w dziczy:
Wszyscy: Odp. + Przetrwanie
Kyariel: 40 + 6 + 50 (Odporność na mróz) - 20 (za warunki) = 76; Rzut: 81. Test nie zdany. Jako elf nie zapadniesz na żadną chorobę i jesteś odporny na wyziębienie. Jednak odczuwasz efekty zmęczenia. Do czasu aż nie wypoczniesz (przynajmniej dobę) otrzymujesz modyfikatory karne -10 do S.F. i Odp.
Norlaug: 33 + 4 + 50 (Odporność na mróz) - 20 (za warunki) = 67; Rzut: 21. Test zdany z czterema przebiciami. Dobrze sobie radzisz, pomimo panujących warunków. Droga oczywiście nieco cię męczy, ale nie odczuwasz nadmiernego wyczerpania i możesz działać normalnie.
Olaf: 36 + 11 + 50 (Odporność na mróz) - 20 (za warunki) = 77; Rzut: 15. Test zdany z sześcioma przebiciami. Znakomicie sobie radzisz, pomimo panujących warunków. Właściwie nie odczuwasz większego zmęczenia, jesteś na co dzień przyzwyczajony do wysiłku.
Tańczący: 45 + 14 - 20 (za warunki) = 39 Rzut: 39. Test zdany ale sukces jest marginalny. Zimno i poszukiwanie właściwej drogi okazują się dla ciebie dość męczące, mimo to starasz się jakoś trzymać i jak na razie wychodzi Ci to.
Vidgar: 39 + 4 + 50 (Odporność na mróz) - 20 (za warunki) = 73; Rzut: 40. Test zdany z trzema przebiciami. Dobrze sobie radzisz, pomimo panujących warunków. Droga oczywiście nieco cię męczy, ale nie odczuwasz nadmiernego wyczerpania i możesz działać normalnie.

Testy szukania ziół: Per + Zielarstwo
Norlaug: 22 + 8 - 20 (za warunki) = 10. Rzut: 75. Nic nie znajdujesz, śnieg przysypał wszystko.
Tańczący: 39 + 3 - 20 (za warunki) = 21. Rzut: 84. Nic nie znajdujesz, śnieg przysypał wszystko.
Ostatnio zmieniony 24 listopada 2015, 17:18 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 24 listopada 2015, 16:51

[center]Szare Grzbiety, 26 mroliść (vajni), 360 rok Ery Silniri[/center]
Tego dnia nie mieli wiele szczęścia. Jakieś dwie godziny po tym, jak wyruszyli wicher rozpętał się gwałtownie, niosąc ze sobą mroźny oddech z głębi lądu. Śnieg sypnął gęsto, przesłaniając widoczność i zmieniając świat w labirynt plam światła i cienia, w któych sylwetki towarzyszy jawiły się jedynie na chwile, podobne bardziej zagubionym duchom niż żywym istotom. Łaska Niedźwiedzia poprowadziła jednak Tańczącego, sprawiając, że dotarł do groty, leżącej nieco na prawo od szlaku. Jaskinia była na tyle szeroka, iż zdolna była zapewnić osłonę zarówno członkom wyprawy jak i dzielnym kucykom. Ponaglani wyciem Wilczarza zeszli więc ze szlaku, prowadząc konie ku bezpiecznemu schronieniu. Wkrótce dotarli pod skalne sklepienia, a kamienne ściany osłoniły ich przed wyjącym wichrem. Vidgar wyrysował Symbol Domowego Ogniska na dużym, płaskim kamieniu, leżącym na środku groty i większość skupiła się wkoło, grzejąc dłonie. Przez chwilę nikt nic nie mówił, ciesząc się ciepłem, światłem i wzajemną obecnością. Wicher na zewnątrz jęczał i skowyczał głosem demonów zimna. Tutaj jednak panowała cisza, przerywana jedynie prychaniem kuców. Wkrótce zajęli się nimi, zdejmując juki i rozcierając zmierzwioną końską sierść zwitkami gałązek. Właściwie cieszyli się z możliwości odpoczynku, zwłaszcza, iż znaleziona przez Wylkołka grota wydawała się o wiele lepszym schronieniem niż miejsca, w których nocowali ostatnio.

[center]Obrazek[/center]
Zawieja ustąpiła dopiero późnym popołudniem. I choć resztki dziennego blasku wciąż jeszcze rozświetlały okolicę, było już zbyt późno, aby ruszać dalej. Niebo rozjaśniło się, nabierając siwej barwy - jakby zasnute było delikatną kurtyną ofiarnego dymu. Zdawało się odległe od trosk i zmartwień śmiertelnych. Śnieg jednak przestał padać i wszyscy powitali odmianę pogody z ulgą. Vilberg z Brnjarem wyszli na zewnątrz by zapalić fajkę. Krasnoludzki ten zwyczaj był ostatnio bardzo popularny wśród wielu mężów w Beran. Vidgar i Joos także opuścili grotę, aby poćwiczyć szermierkę.

- Mamy chwilę wytchnienia - rzekł Vilberg, obserwując jak obaj wojownicy wymieniają ciosy. - Można ją spożytkować na łowy. Żołądek już mi się skurczył od tych sucharów i suszonego mięsa. Co wy na to?

Gunlid kiwnęła głową i odezwała się:

- Zaiste, mądre to słowa! Warto by udać się na polowanie. Trójka nas jest - dodała patrząc na Olafa i Tańczącego - i komuś poszczęści się na pewno. Co rzekniecie na to?

Nim zdążyli odpowiedzieć, Brnjar dodał:

- Widzi mi się ten pomysł zacnie. Nuże, przyjaciele - odezwał się do swych wojów. - Zbierzcie trochę drewna, aby było na czym upiec mięsiwo.

Obaj "Bracia Ponuracy"; spojrzeli po sobie, po czym jak jeden mąż skinęli głowami. Krążąca między nimi butelka miodu zniknęła gdzieś bezgłośnie. Wstali niemal jednocześnie i bez słowa zaczęli schodzić ze wzgórza. Wkrótce ich barczyste sylwetki zniknęły za okolicznymi skałkami.
Zakładam, że wszyscy jesteście niedaleko, w grocie lub przed wejściem do niej. Sugestia polowania odnosi się oczywiście do osób, które się na tym znają: więc do Olafa i Tańczącego.
Reszta może w tym czasie zająć się innymi sprawami (rozmową, zbieraniem ziół etc.), korzystając z chwili odpoczynku.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 24 listopada 2015, 20:24

Wylkołek także nie kazał długo czekać na swoją reakcję. Był co prawda zmęczony i przemarznięty, ale był także głodny. A wizja mięsa w sąsiedztwie ogniska zdecydowanie dodawała mu sił.

- To dobry pomysł. - oznajmił wylewnie jak zwykle, po czym bez chwili zwłoki wyruszył w poszukiwaniu zwierzyny.

Mając w pamięci słowa Gunlid, obrał ścieżkę pośród zasp śnieżnych, które zastygły w swym bezkresnym tańcu drobinek lodu w kształt przypominający bałwany morskie. Droga była na tyle trudna i niewygodna, iż założył, że nikt nie pójdzie w tę właśnie stronę. Parę chwil później, zawiodła go ona w niewielki sosnowy zagajnik, porastający łagodne zbocze wzgórza.

Miał szczęście. Trop złapał szybko, w dodatku na tyle świeży, że podążenie za ofiarą nie przyniosło mu wysiłku. Stąpał jednak ostrożnie, bacząc by nie uczynić żadnego hałasu. Nie był pewien, czy to głód działał na niego tak stymulująco, czy może niedostępność tych surowych terenów za to odpowiadała, grunt, że nie nastąpił na żadną butelkę skrytą pod śnieżnym dywanem.

Skradając się powoli, wychylił łeb zza kolejnej zaspy, ostrożnie badając teren. I wtedy ją zobaczył. Swoją ofiarę, chociaż w tej chwili tytułował ją w myślach "obiadem". A zapowiadał się on obficie. Jej biała sierść, niemal niezauważalna w tym otoczeniu, delikatnie połyskiwała. Sugestia grzywy złożona z delikatnego włosia, zafalowała tknięta lekkim podmuchem wiatru. Cienki i przydługawy ogon, zakończony charakterystycznym ciemnobrązowym pędzlem, rozwiał jego wątpliwości, co do przynależności gatunkowej zdobyczy. Nie spodziewał się trafić na moluna, chociaż nie był też specjalnie zdziwiony.

Wyczekał odpowiedni moment, nim wychylił się zza białej osłony. Doskonale sobie zdawał sprawę, że jego smolista sierść niemalże świeci czernią w tej zimowej scenerii. Minęło kilka pełnych niepewności chwil, kiedy przytulony do ziemi podczołgał się bliżej. Na tyle blisko, by jednym sprężystym skokiem dosięgnąć jednej z jej łap i z gardłowym warknięciem wgryźć się głęboko, zrywając jednocześnie ścięgna i krusząc kości.

Samica zerwała się przerażona z urywanym okrzykiem, jednak uszkodzona kończyna skutecznie spowolniła desperacką ucieczkę. Na tyle, że Tańczący kilkoma zaledwie susami zrównał z nią bieg. A kiedy znalazł się odpowiednio blisko, rzucił się na jej śnieżnobiałą krtań. Wywrócili się niemal natychmiast, ale Wylkołek nawet na chwilę nie zwolnił uścisku. Szybko też dobił zdobycz. Nie chciał, żeby się męczyła. Był głodny, nie szalony.
Ostatnio zmieniony 24 listopada 2015, 21:28 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 25 listopada 2015, 23:29

Mimo, iż siarczysty mróz nie doskwierał jej tak bardzo, wiedźma z radością przywitała schronienie w postaci przestronnej jaskini. Szybko zsiadła z grzbietu kucyka i zdjęła pokryte topniejącymi płatkami śniegu siodło. Po chwili szybkimi ruchami zaczęła rozcierać przemokłą, gęstą sierść Rogitra. Pod gwałtownym naporem cienkich gałązek, ostatnie ślady lodowych płatków stały się zaledwie niewielka kałużą pod kopytami wierzchowca. Pod pokrywą kędzierzawej sierści, jego skóra zaczęła płonąć nową dawką krwi, pompowaną nieustępliwie przez silne serce. Wiedźma wtuliła twarz w bok ulubionego zwierzęcia, dziękując mu za olbrzymi wysiłek i wytrwałość, dzięki której mogli dotrzeć aż tutaj. Rozkoszne ciepło buchające z ciała kucyka rozlało się falą po policzkach młodej Norlaug.

Głęboki oddech i wolne bicie serca działały tak kojąco...

[center]wdech... [/center]
[center]***[/center]
[center]wydech...[/center]
Pierwotny rytm przypisany każdej istocie od poczęcia. Niczym ramiona matki otulał swoim spokojem. Wzrok się zamazał, a po chwili jej oczy się zamknęły. Wtedy czuła tylko to... głęboką więź z dzielnym towarzyszem podróży. Jakby jej serce biło jednocześnie do tego rytmu. Jakby było z nim jednym...

Pod powiekami poczuła chłód. Ujmujące wrażenie równie spokojnie odpłynęło, gdy kobieta otworzyła oczy, budząc się ni to z jawy ni ze snu. Wspomnienie więzi płonęło jednak cicho, niczym radośnie tańczący płomyk. Wiedźma poklepała kucyka przyjaźnie, po czym ofiarowała mu dorodne, rubinowo czerwone jabłko.

[center]***[/center]

Siedzieli stłoczeni wokół kamienia. Część zziębnięta, a wszyscy wyraźnie zmęczeni. A jednak czuło się najprostszą radość, płynącą z możliwości ogrzania zmarzniętych dłoni oraz zażycia tak potrzebnego odpoczynku. Kyariel wyraźnie wyglądał na osłabionego, tak jakby mimo przyrodzonej odporności na mróz Północy, śnieżyca wysączyła z niego całą energię, którą ledwo zdążył odzyskać. Czarownica szczelniej otuliła się kocem i wyjrzała na zewnątrz jaskini.

[center]***[/center]

[center]Obrazek[/center]

Nagły trzask. Tarcie stali o stal. Błysk jaśniejszy od błyskawicy, gdy ostrza uderzyły na siebie jak dwa drapieżne ptaki. Unik... zwód... pchnięcie... Vidgar w ostatniej chwili zdążył uskoczyć. Potężne cięcie Joosa zdolne było rozpłatać dzika na dwoje. Z blaskiem w oczach i radosnym śmiechem Vidgar uderzył. Młody Wilk poruszał się w walce niczym w tańcu. Jego miecz wirował rozmywając się w powietrzu srebrzystą smugą. Sprężyste mięśnie napięły się. Skoczył, gwałtownie ciął prosto w bok starszego woja. Zgrzytnęła stal, gdy wojownik instynktownie sparował cios. Vidgar tylko na to czekał. Wykorzystał przewagę swojej pozycji i podciął przeciwnika. Na raz wzbił się tuman śniegu, gdy Joose głucho upadł na pokrytą puchem ziemię.

Obaj wybuchnęli gromkim śmiechem, po czym młodzieniec pomógł wstać towarzyszowi. Jego błękitne oczy jarzyły się płomiennie. Lekko zarumieniona z wysiłku skóra podkreślała niesamowitą witalność wojownika.

Czarownica przełknęła ślinę. Rozmowa wydawała się czymś prostym przecież. Nie trzeba się obawiać... a jednak miała to być rozmowa tylko we dwoje. Czuła jakby jej żołądek podskoczył do wysokości gardła. Niedawno uzyskany spokój był zaledwie nikłym wspomnieniem na skraju świadomości. Mimo otaczającego ją przenikliwego zimna, jej dłonie zaczęły się pocić i lekko drżeć. Chciała jednak wyjaśnić wszelakie nieporozumienie i... poznać bliżej dzielnego wojownika.

Weź się w garść... przecież warto wyjaśnić sytuację, choćby dla dobra całej drużyny...

Wzięła głęboki oddech i przemówiła:

- Vidgarze, czy możemy porozmawiać?

Zdawał się lekko zaskoczony. Klepnął przyjacielsko Joosa w ramię i podążył za czarownicą w stronę karłowatego drzewka, rozpościerającego swoje powyginane gałęzie nieopodal groty. Kobieta oparła się o oblodzoną ścianę skały i rzekła:

- Chciałabym wyjaśnić wszelkie nieporozumienia do jakich mogło dojść. Cenię szczerość, która właściwie jest podstawą do budowy zaufania w drużynie - czarownica odchrząknęła - ekhmm.. wiec przechodząc do rzeczy... pod koniec rozmowy z Haurrem miałam wrażenie jakbyś był na mnie z jakiegoś powodu wzburzony... jeśli chodziło o te artefakty, to od razu Cię zapewniam, że było to pytanie czysto praktyczne... trzeba się upewnić z czym będzie się miało w końcu do czynienia. Obawiam się też, że może słyszałeś o innych osobach mojej profesji jakieś niesprawdzone plotki.

- Proszę wyjaśnij mi szczerze o co chodzi. Skąd twoja złość i zdystansowanie? Zaufanie jest bardzo istotne jak mamy razem walczyć. Chciałabym abyśmy podczas tej wyprawy mogli na sobie polegać.

Czarownica mówi uprzejmie, jednak widać, że jest rozmową troszkę poddenerwowana.

Vigar wyraźnie zmieszany, drapiąc się w głowę z miną pełną zakłopotania w końcu zdołał wydusić z siebie:

- No yyy, wiesz, tzn ja chciałem, eee..., no nie rozumiem, znaczy się chodzi mi że nie jestem przecież zły nie? To znaczy chciałem powiedzieć, że ja nie jestem zły na ciebie za nic. No i w sumie to widziałem jak umiesz leczyć no i uważam cię za wartościowy dodatek do naszej drużyny - w myślach zaś zadał sobie pytanie czy wypada niewiastę nazywać dodatkiem ale nie miał ani czasu ani zasobów "obycia" by rozstrzygnąć ten dylemat - a tam na kurhanie? No nie no byłem zaskoczony trochę, że pytasz go o jakieś artefakty sił ciemności, to się jakoś wiesz no..., nie ma to sensu, żeby u niego były jakieś mroczne artefakty, że niby po co by mu były? A zły nie byłem, to chyba światło księżyca mogło jakoś mi dziwnie na twarz padać.
Sztuczność uśmiechu wynika ze zmieszania. Vidgar jest trochę zagubiony, że jakaś dziewczyna się do niego tak bezpośrednio odzywa i to w dodatku taka, która czasem kojarzy mu się (niestety) z babcią.
Wyszczerzył się w trochę sztucznym uśmiechu, który miał być pogodny i przyjazny.

- No i jeszcze dodam, że ci ufam, nie ma problemu.

Czarownica nie była do końca przekonana czy wszystko jest w porządku. Młody Nardlens zdawał się być lekko nerwowy... nie naciskała jednak. Czasem trzeba sobie dać więcej czasu i spokoju, aby znajomość mogła kiełkować. Czuła jednakże pewną ulgę, gdy króciutka rozmowa uwolniła ja od pewnych trosk.

- Hmmm... dziękuję Ci. Wiedz też, że doceniam twoją odwagę z jaką ruszyłeś do walki i oddanie bogini. No cóż, skoro wyjaśniła się sprawa... to zobaczymy się później. Jeszcze chcę nazbierać trochę ziół, póki zatrzymaliśmy się w tej jaskini.

Wiedźma pospiesznie oddaliła się do jaskini. Tak, chciała znaleźć troszkę ziół, ale... sama nie wiedziała właściwie jak zagadnąć młodego wojownika. Mimo swej profesji i spostrzegawczości jeśli chodzi o emocje innych, czuła się zagubiona...

Po chwili otrząsnęła się jednak, wiedząc, że w takich warunkach nie może sobie pozwolić na czcze rozmyślania i nieuwagę. Ostrożnie więc zaczęła brnąć dalej, przeczesując śnieg znalezionym nieopodal ich schronienia długim kijem.
Po rozmowie z Vidgarem, idę poszukać ziół, ale nie oddalam się zanadto. Chcę mieć jaskinię w zasięgu wzroku i jestem bardzo ostrożna - w razie czego (jakby było bardzo źle) używam Śnieżnego Kroku. Jak wrócą wszyscy, to jeśli mamy coś - jakiś garnuszek, to zaparzę Czarny Bez dla osób, które byłyby bardzo wyziębione.
Jakie czarownica przeżywa emocje każdy chyba widzi. Zdarzenia ostatnich dni - walka, leczenie Kyariela oraz wędrówka zaabsorbowały młódkę całkowicie, a teraz zapomniane emocje znów dały o sobie znać.
Ostatnio zmieniony 26 listopada 2015, 18:14 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

Hel
Reactions:
Posty: 54
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:11

Post autor: Hel » 26 listopada 2015, 17:09

Z poczuciem wszechogarniającej ulgi wkroczył, a raczej miał wrażenie, że wpełzł do groty. Chwilę ogrzał się z wszystkimi przy ogniu stworzonym za pomocą prostej magii przez Vigdara, a potem rozejrzał się za jakimiś skórami, które mogłyby mu służyć za posłanie. Gdy już je namierzył owinął się w nie i zamierzał iść spać korzystając z nadarzającej się okazji. Rozejrzał się wcześniej czy nie ma nic pilnego do zrobienia, lecz wszysscy albo poszli polować, albo byli zajęci rozmową, lub zbieraniem chrustu. Zastanwaiał się czy nie przyłączyć się do tych ostatnich, lecz uznał, że nie byłby teraz zbyt efektywny i ze czasem trzeba sobie odpuścić. Zaczął zachodzic w głowę czemu tak ciężkie warunki wyprawy dały mu się we znaki, przecież wychował się i dorastał w takich, a do starości jeszcze daleko...Nie był jednak widocznie tak zahartowany jak sądził, a wyprawa ratunkowa to nie spacer..Może za dużo czasu spędzanego w bibliotece ojca, a za mało poświęcania uwagi tężyźnie fizycznej i aktywności...wspominając swojego ojca i tworząc różne scenariusze jego losów od czasu kiedy ostatni raz się widzieli- w końcu zasnął.
Ostatnio zmieniony 26 listopada 2015, 18:43 przez Hel, łącznie zmieniany 1 raz.

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 27 listopada 2015, 14:48

Po odejściu Norlaug, Vidgar stał w miejscu jeszcze przez długą chwilę. Ta rozmowa zaczęła się tak zaskakująco szybko jak się skończyła. Właściwie to nie docierało jeszcze do niego, że się skończyła.

Czy to było dobrze? Może jednak faktycznie nie powinien był mówić o wiedźmie "dodatek"? Może ją obraził w ten sposób? Kurde jak mawiali starsi - baby nie zrozumiesz i Vidgar zaczął się zastanawiać, czy nie zaczyna doświadczać czegoś związanego z tym, dlaczego oni tak mówili.

A może dobrze odpowiedział i sprawa została zakończona? Może Norlaug odeszła do swoich spraw uspokojona słowami młodego wojownika? Jednak w pośpiechu w jakim stawiała kroki oddalając się było coś ... hmmm...

...no właśnie co to było? Nie było to na pewno nic groźnego. Nie było to także nic niepokojącego. Nie było ostentacyjne ani agresywne. Właściwie to równie dobrze można było powiedzieć, że nic w tym nie było. A jednak.... To coś tak ulotnego, co było w tym pośpiechu, tak niezauważalnego, że aż nie do uwierzenia, że w ogóle mogło coś takiego być. Sprawiało, że cały entuzjazm Vidgara, dotyczący pomyślnego zakończenia rozmowy gasł jak świeczka na zamieci śnieżnej. Coś tak subtelnego a jednak z taką siła wyrazu... Przez plecy Vidgara przeszedł dreszcz..., kobiety są straszne. Niby nic się nie stało a jednak coś było nie tak.

Mam tylko nadzieję, że Ridvina się nie zachowuje podobnie... O szlag! Czy ja naprawdę to właśnie pomyślałem?

Zamiast roztrząsać tą sprawę i w myślach przepraszać, być może urażoną Boginię, pozostawił sprawę nierozstrzygniętą. W sumie, to czemu Ridvona miała by w ogóle usłyszeć tą jego nieistotną myśl...

Po rozmowie, nie wrócił już do treningu. Podróż była męcząca i nie było sensu się dodatkowo nadwyrężać. Poza tym, więcej wysiłku oznaczało więcej jedzenia, a to warto było jednak oszczędzać.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 27 listopada 2015, 19:11

[center]Szare Grzbiety, 26 mroliść (vajni), 360 rok Ery Silniri[/center]
Tańczący po Czarnej Spirali podniósł pysk, wypuszczając z kłów zdobycz. Smak krwi i ciepło ciała ofiary, zbudziły w nim głód. Przełknął ślinę i chciał się cofnąć, by ocenić rozmiar zwierzyny, gdy nagle poczuł potężne uderzenie w bok. Zaskomlał cicho, czując jak jakaś gwałtowna siła odrzuca go na śnieg. Jednocześnie coś rozdarło jego pancerz, rozpruwając skórę i odsłaniając żebra. Padając, odruchowo przetoczył się na łapy i spojrzał przed siebie, w miejsce, gdzie stał jeszcze przed chwilą. Nad ciałem łani stał pokaźny byk. Czerwono cętkowany samiec moluna, w pełni sił. Jego rogi barwiła świeża, czerwona krew. Cienki strumyk czerwieni spływał na jego wąski pysk i skapywał na ziemię, barwiąc śnieg szkarłatem. I gdy Wylkołek przyglądał się z mu, molun ryknął donośnie, gotując się do kolejnego ataku...

[center]Obrazek[/center]
Spoiler!
[center]RUNDA ZASKOCZENIA:[/center]
Atak moluna: szarża
105 - 15 (Tańczący nie spodziewa się ataku) - 30 (szarża) = 65. Rzut na kości: 39. Trafienie.
Rzut na obrażenia: 5 + 8 (premia siły x2 dzięki szarży) = 14
Zdolność Odporność na broń n-mag. Dzieli obrażenia na pół.
7 - 3 (pancerz Wylkołka) = 4
Tańczący otrzymuje od ataku 4 obrażenia i spada na rany średnie.
[center]***[/center]
Norlaug krążyła w pobliżu jaskini szukając ziół. Gruba pokrywa śniegu nie ułatwiała zadania, młoda wiedźma wiedziała wszakże, iż pewne rodzaje roślin potrafią przetrwać pod tą osłoną. Zależało jej zwłaszcza na jagodach goi i korzeniu żeń szenia, które mogłyby pomóc Kyarielowy odzyskać nadwątlone siły. Choć pewne gatunki płucnicy, błękitnawego porostu, pokrywającego skały i żwirowiska, także mogły okazać się cenne. Słońce zachodziło powoli. Jego dolny kraniec dotykał już grzbietów najwyższych wzgórz i kobieta wiedziała, że nie zostało jej wiele czasu do zmroku. Cienie wydłużyły się, barwiąc śnieg błękitem i szarością. Powoli wdrapywała się na płaski stok, badając uważnie zaspy, w których mogły skrywać się krzewinki goji. Zdało się, iż szczęście uśmiechnęło się do niej tego wieczora. W niewielkim zagłębieniu, osłoniętym poszarpaną skałką zauważyła wystające spod śniegu gałązki. Czerwieniały na nich drobne krople owoców, zwarzonych przez mróz, lecz wciąż jeszcze pełnych uzdrowicielskich mocy. Z radością wzięła się do zbiorów, zrywając delikatnie i ostrożnie karmazynowe jagódki, gdy nagle krzewy przed nią poruszyły się gwałtownie i niepokojąco. Instynktownie odskoczyła w tył, starając się nie upaść. Jednak jej stopy nie napotkały oparcia i runęła w dół... A później była już tylko ciemność...

[center]Obrazek[/center]
Spory zająć śnieżny zamarł przez chwilę w bezruchu, rozglądając się w poszukiwaniu istoty, która tak bardzo go wystraszyła. Nie zauważył jednak nic niepokojącego, poza sporą dziurą w śniegu, czerniejącą kilka metrów dalej. Schronił się więc z powrotem w krzewach, powracając do obgryzania smakowitych gałązek.

[center]***[/center]
Wiedźma ocknęła się, leżąc w ciemności. Czuła wszechogarniający chłód, a jej głowa pulsowała bólem. MIędzy palcami pozostało kilka rozgniecionych jagódek, reszta musiała rozsypać się gdzieś dookoła. Ostrożnie podniosła rękę, macając delikatnie tył czaszki i aż jęknęła z bólu wyczuwając pod palcami wpółzakrzepłą krew. Grube ubranie musiało jednak ochronić ją przed skutkami feralnego upadku i kość wydawała się cała. Dziękując Wiedźmie Losu usiadła ostrożnie opierając się o jakąś skałę. Gdzie się znalazła? Czym było to ciemne i dziwnie ponure miejsce? Spróbowała rozejrzeć się i wzrok jej powędrował w górę. Nad nią, zbyt wysoko, by mogła nawet pomarzyć o dosięgnięciu go, ujrzała poszarpany otwór, przez który sączyło się szare światło zmierzchu...
Norlaug: test zielarstwa - jaki by nie był, wyrzuciłem 97. Krytyczny pech. A więc wpadłaś w szczelinę skalną, skrytą pod śniegiem.
Obrażenia od upadku: K6 + 1 = 6 - 3 (Pancerz) = 3 (całą pula ran lekkich zeszła do 0).
Znajdujesz się gdzieś pod ziemią, siedząc na jakiejś skalistej i nierównej powierzchni. Dookoła jest dość ciemno i nie wiesz, jak dokłądnie wygląda okolica. Otwór nad tobą wznosi się na wysokości 3 m.

Kyariel i Vidgar: zapada już zmierzch, a Norlaug nie pojawiła się. Widzieliście ją jeszcze jakiś czas temu jak zbierała zioła w okolicy, ale od jakiejś godziny zniknęła i nie macie pojęcia co się z nią stało. Myśliwi jeszcze nie wrócili.
Ostatnio zmieniony 30 listopada 2015, 18:07 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 29 listopada 2015, 13:15

Olaf czuł wściekłość. Od godziny pałętał się po okolicy i nie potrafił nic znaleźć, a na domiar złego, ledwo co udało mu się ustalić ww którym kierunku jest grota. Czuł się jak ostatni nieudacznik; z pewnością jak wróci do groty wszyscy będą na niego patrzyć z politowaniem;

- Jak to? Olafie, taki hardy w mowie jesteś, a nawet głupiego zająca złapać nie potrafisz? Dobrze, że się chociaż nie zgubiłeś!

Tak z pewnością będą gadać.

- Ech! A może po prostu powiem, że byłem się rozejrzeć i pójdę na polowanie za chwilę, jak tylko się dogrzeję? Tak, tak, to będzie dobry pomysł! Choć myśl o kłamstwie jest podła, to jednak mój honor i reptuacja zostanie poważnie wystawiona... ale czy kłamiąc, nie upokorzę się jeszcze bardziej?

Gdyby proces myślowy Olafa generował ciepło, pod jego stopami zaczął by się gromadzić ten legendarny pisaek, który rzekomo gdzieś na świecie zalega od horyzontu po horyzont. W końcu wiadomo, że przepalona ziemia i rośliny zamieniają się w piasek.

Olaf zrezygnowany obrał kierunek powrotny do groty, gdzie wyprawa miała swoje obozowisko, i podjął mozolną wędrówkę powrotną, układając sobie w myślach dokładnie co powie, by nie skłamać a i by nie wyjść na patałacha.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 29 listopada 2015, 21:48

Vidgar siedział dość bezmyślnie gapiąc się w ścianę jaskini. Grzał się przy znaku runicznym i odpoczywał. Fizycznie oraz mentalnie. Mentalnie dużo bardziej. W pewien sposób cisza i monotonia śnieżnego bezmiaru, przez którą przedzierali się codziennie przepełniła go błogim spokojem. Nie zdawał sobie nawet z tego sprawy w tak głęboko błogi spokój zapadł. Oczywiście nie był to jego normalny stan podczas podróży. Teraz po prostu w taki popadł. Gdyby był w stanie zauważyć to uczucie to stwierdziłby, że znalazł się bliżej wszechświata, gdzie wszystko miało swój sens, każdy podmuch podnoszący nic nie znaczące płatki śniegu, każdy ślad pozostawiony przez końskie kopyto, zawirowania pary z oddechu i nieskończona w tej chwili niezmienność ściany jaskini..., spokój był jednak tak błogi, że wszystko to ominęło Vidgara..., w jakiś sposób.

Siedząc tak w końcu usłyszał swój głos:

- Norlaug chyba się zgubiła.

Na początku myślał, że kto inny to powiedział. Rozejrzał się i kiedy zobaczył, że oczy tych nielicznych, którzy byli wtedy w grocie zwróciły się na niego zrozumiał, czyj był to głos. Poczuł też jakiś dziwny nagły niepokój.

- Ściemnia się, ona poszła gdzieś tam - wskazał ręką mniej więcej w kierunku gdzie oddaliła się wiedźma - i to już dawno temu, powinna już wrócić albo zaraz wrócić, ale jeśli się zgubiła? No to puki jeszcze jest jakoś jasno to możemy jej poszukać. Ona jest w końcu z lasu, może nie umie się znaleźć w górach?

Vidgar sam nie wiedział do końca, czemu aż tak zależy mu na przekonaniu innych o tym, że Norlaug istotnie się zgubiła. Sam słuchał swoich słów z pewnym zaskoczeniem ale pod koniec był już przekonany i stał w napięciu czekając na odpowiedź innych.

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 30 listopada 2015, 20:51

Wszechogarniająca cisza przecięta odległym krzykiem sowy zdawała się wręcz pulsować. Nikłe światło wpadające przez otwór zapowiadało nadchodzący pospiesznie zmierzch. Wzrastające wśród skał cienie stawały się niemalże namacalne...

Cóż to za zapomniane przez resztę świata miejsce? O ironio, jakże mogłam wpaść do tego dołu, gdy byłam cały czas jak najostrożniejsza...

Wiedźma wsparła się lekko o oblodzoną ścianę jamy nasłuchując. Nie docierał do jej uszu najmniejszy nawet szmer, świadczący, że ciemny dół ma jakiegoś groźnego mieszkańca. Po chwili wyciągnęła więc z czeluści przepastnej sakiewki bryłkę krzemienia. Na jego szklistej powierzchni wyryty był symbol. Cicha inkantacja popłynęła wartkim strumieniem z ust czarownicy. Dłoń zaczęła lekko mrowić, gdy popłynęły przez nią strugi czystej, wibrującej energii. Znak runiczny zaiskrzył, ukazując wnętrze zapadłej jamy.

W odległości ledwie kilku kroków majaczyła dziura prowadząca dalej w głąb uśpionej ziemi. Szyb zionął złowrogą czernią, nie obiecując nic pomyślnego.

Całe moje szczęście, przecież mogło być gorzej... mogłam wylądować przecież jeszcze głębiej, a nawet już się nie przebudzić... No to chociaż jakieś pocieszenie - i wtem czarownica odzyskała nieco dobrego samopoczucia. Aczkolwiek dziura wyglądała nadal bardzo, ale to bardzo podejrzanie. Młódka chciała dać znać w końcu swoim towarzyszom. Może usłyszą jej niesione wiatrem wołanie i znajdą to miejsce...

Ale czy aby cokolwiek innego jej nie wyczuje? Słyszała w końcu o różnych takich stworach - czarnych, mieszkających w najgłębszych ciemnościach, pełznących powoli i syczących setką miniaturowych odnóży...

Chroboczą w ciemnych tunelach takich jak ten, rozpuszczają delikatną tkankę kwasem, a ich olbrzymie szczęki miażdżą kości takich kruchych istotek jak my...

Brrr... wspomnienie o tych potworach w zwierzęcej powłoce napawało ją lękiem. Osobiście nie miała do nich żadnego problemu... w końcu to też inne żywe istoty, zamieszkujące tą piękną ziemię. Akceptowała więc je, a nawet podziwiała w pewnym mrocznym sensie... oczywiście póki trzymały się od niej w odległości przynajmniej pięciuset sążni.

Po chwili czarownica ocknęła się ze snucia nowych, jeszcze straszniejszych wizji. Postanowiła zachować cały czas czujność i nie narzucać niczego otoczeniu. Znała siłę imaginacji, olbrzymi potencjał wpływania na rzeczywistość za pomocą niespętanej wyobraźni.

Potarła dłonie próbując wykrzesać choć odrobinę ciepła w kostniejących od chłodu palcach. Zaróżowioną z zimna skórę wciąż barwiły szkarłatne plamy. Jedyna pozostałość po jagódkach, które z takim zapałem zbierała. A robiło się co raz zimniej...

Nie zwlekając więc dłużej, z przekonaniem zaczęła więc wołać ile sił wystarczyło w płucach:

- Vidgarze, Kyarielu, pomocy!
Wydaję 1 punkt Energii na rzucenie czaru Lśniący Run i wołam moich towarzyszy, dodając jak najgłośniej ,,pomocy!", dopóki któryś z nich mnie nie znajdzie. Przy tym co pewien czas nasłuchuje, czy nic z tej dziury nie będzie chciało wyjść na łatwy żer.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 02 grudnia 2015, 13:43

[center]Szare Grzbiety, 26 mroliść (vajni), 360 rok Ery Silniri[/center]

- Słusznie prawisz, Vidgarze - odrzekł Vilberg gładząc w zamyśleniu brodę. Zdawało się, że nieobecność czarownicy także nieco go niepokoi. - Wypada poszukać młódki. Rzekła, że nie odejdzie daleko, wszakże noc już za pasem, a jej ni widu ni słychu.

Spojrzał przez chwilę w stronę wejścia do groty, jakby spodziewał się, że Norlaug lada chwila pojawi się w nim. Tak się jednak nie stało. Jedynie wiatr zagwizdał cicho wnosząc do wnętrza śnieżną kurzawę.

- Ano, trza jej poszukać. Weź przeto Kyariela i sprawdźcie zachodnią stronę - polecił, spoglądając na wymienionych. - A ty Joos i ty Hatr obejdźcie stok od wschodu. Jeno baczcie na ślady i weźcie ze sobą po zwoju mocnej liny. My tu ostaniem z koni przypilnować. Zresztą ani ja - stuknął znacząco dłonią w kolano. - ani Brnjar ze swym brzuszyskiem, nie bylibyśmy dla was pomocą. Jeśli jednak coś by się złego dziać miało, albo byście jej nie znaleźli nigdzie blisko, to dajcie znać natychmiast. Będziemy czekać. Ruszajcie już, nie ma co tracić czasu na gadanie.

- A jakbyście pomocy jakiej potrzebowali - dodał Brnjar. - To wołajcie ino. Wyśle do was tedy obu mych wojów.

Młody Nardlens skinął głową i wstał, słysząc słowa wuja, za czym zaczął się sposobić do drogi. Kyariel wyplątał się spod sterty zwierzęcych skór, którymi się okrył. Nie rad był opuszczać ciepłe schronienie, rozumiał jednak, że jego pomoc może okazać się istotna. Joos w tym czasie grzebał w jukach wybierając liny. Jedne zwój rzucił w stronę Vidgara, który złapał go w locie i przewiesił sobie przez ramię. Sznur wydawał się szorstki w dotyku, był jednak elastyczny, a jego grubość budziła zaufanie. Poczekał, aż czarodziej dołączy do niego, po czym obaj wyszli na zewnątrz, zagłębiając się w błękitno-szarą panoramę wzgórz.

Obaj młodzieńcy krążyli już od pół godziny, po zachodniej stronie groty. Ślady Norlaug były co prawda wyraźne w wielu miejscach, stanowiły jednak mętną i chaotyczną plątaninę, że trudno było się w nich zorientować. Nagle jednak Alfr stanął bez ruchu, nasłuchując. Zdało mu się, iż wiatr niesie odległe wołanie. Głos był z pewnością kobiecy, nie umiał jednak rozpoznać słów.

- Zdaje mi się, że coś słyszałem - rzekł szybko do Vidgara i szparkim krokiem ruszył w stronę, z której dobiegał go tajemniczy dźwięk.
Testy Tropienia (Per + Tropienie):
Kyariel: 33 - 10 (za brak umiejętności) + 20 (za warunki) = 43 Rzut: 71; Test nie zdany, nic nie możesz odczytać ze śladów, które krzyżują się w wielu miejscach, krążą chaotycznie po okolicy a czasem nawet wracają po tym samym tropie.
Vidgar: 27 - 10 (za brak umiejętności) + 10 (za warunki) = 27 Rzut: 52; Test nie zdany, nic nie możesz odczytać ze śladów, które krzyżują się w wielu miejscach, krążą chaotycznie po okolicy a czasem nawet wracają po tym samym tropie.

Testy percepcji: Nasłuchowanie (Per)
Kyariel: 33; Rzut 29 - test zdany, bez przebić. Słyszysz wołanie czarownicy, nie rozpoznasz jednak głosu, ani nie zrozumiesz słów. Wiesz wszakże z której strony dochodzi.
Vidgar: 27; Rzut: 49 - test nie zdany. Nic podejrzanego nie słyszysz;
[center]***[/center]
Norlaug krzyczała ile sił w płucach. Jej głos wibrował w niewielkiej grocie, w której się znalazła, brzmiąc dziwnie ponuro i samotnie. Czarownica poczuła dreszcz. A co, jeśli nikt jej nie usłyszy? Jeśli zostanie tutaj sama, w mroku rozświetlanym jedynie przez niewielką iskrę z magicznego runu? Skrawek nieba, ciemniejący szybko w wyrwie, ponad jej głową, bezlitośnie odmierzał czas, jaki pozostał do zapadnięcia nocy. Z wysiłkiem odsunęła od siebie te ponure myśli i zawołała znowu. Zaczynało już powoli brakować jej tchu, a gardło paliło od krzyku. Nabrała powietrza, aby zawołać ponownie, lecz zamiast tego zastygłą w bezruchu...

Z ciemnego szybu na środku jaskini doszedł ją bowiem grzechot kamieni i szelest czegoś, co przesuwało się w górę: wolno, lecz nieubłaganie. Drżąc cofnęła się pod ścianę i wbiła spojrzenie w mroczną czeluść.

[center]Obrazek[/center]
Norlaug: Test Nasłuchowania (Per)
22; Rzut: 12. Test zdany z jednym przebiciem. Zdecydowanie coś sporego wspina się w mrocznym szybie. Nie brzmi to dobrze.
[center]***[/center]
Wieczór kładł się na łagodnej linii wzgórz długim welonem cieni. Olaf słyszał jedynie skrzyp śniegu towarzyszący jego krokom i własny, nieco już zasapany, oddech. Wszystkie te dźwięki jednak zdawały się jedynie podkreślać głęboką ciszę otaczających go wzgórz. Ciszę tak wielką, że aż nierzeczywistą, która rozciągała się w każdym możliwym kierunku, spowijając okolicę swą niewidzialną obecnością. W takich chwilach młody zwiadowca zawsze czuł się jednocześnie nieco zagubiony, przerażony a zarazem głęboko zafascynowany potęgą przyrody. W takich chwilach czuł, że jest jedynie tchnieniem wiatru z oddech wszechświata, pojedynczym, wirującym płatkiem śniegu... Słońce bezgłośnie opadało coraz niżej, prawie w całości skrywając się już za skalistymi grzbietami. Nocne cienie wpełzały w szczeliny skalne, wypełniały niewielkie zagajniki karłowatych brzóz i sosen, które mijał. I chwilami, miał wrażenie, że ktoś go stamtąd obserwuje. Nie przeszkadzało mu to jednak, dopóki czuł obecność ducha totemu, który otaczał go opieką.

[center]Obrazek[/center]
I nagle: tak! Sam Wilk musiał prowadzić go tą drogą! Na śniegu przed sobą ujrzał ślady moluna. Wydawały się tak świeże, jakby zwierzę przeszło tędy dosłownie przed chwilą. Cała frustracja z powodu nieudanych łowów, natychmiast uleciała z jego pamięci, zastąpiona przez falę ekscytacji. Ostrożnie podążył za tropem, wspinając się na jedno z pobliskich zboczy. Starał się poruszać możliwie jak najciszej. Gdy dotarł do szczytu zrozumiał jednak, że nie było to potrzebne. Po drugiej stronie, w niewielkim zagajniku, ujrzał bowiem szkarłatno-białą sylwetkę byka, który z pochyloną nisko głową, gotował się właśnie do ataku na Tańczącego. Wylkołek stał na śniegu niedaleko leżącej na ziemi łani. I choć z tej odległości Olaf nie mógł widzieć szczegółów, natychmiast zrozumiał sytuację. Zanim zdążył napiąć łuk byk, ryknął krótko i zaszarżował w kierunku pechowego wilczarza.
Byk moluna szarżuje na Tańczącego. Czekam na deklaracje, co robi Wylkołek?

Olaf znajduje się jakieś 70 m. dalej. Widzi wyraźnie sytuacje i może strzelać (choć strzał na taką odległość będzie miał zmniejszone nieco obrażenia).
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 02 grudnia 2015, 19:04

Olaf ocenił sytuację swoim wilczym instynktem. Jeżeli się podkradnie bliżej i ustrzeli moluna, to z pewnością odda śmiertelny strzał; lecz wtedy byk ciężko rani wylkołka...

A może to i lepie? Jednego tropiciela mniej, splendor chwały spadnie na mnie...

Obca myśl wkradła się w labirynt myśli Olafa; ten szybko ją odepchnął i z grymasem wściekłości - wściekłości na siebie, że tak pomyślał - błyskawicznie dobył łuku, wymierzył i oddał strzał, kierując pocisk w miejsce, gdzie zaraz miała znaleźć się głowa moluna.
Oddaje strzał po czym zbiegam co sił w nogach, skracając dystans o 20 metrów i oddaje kolejny strzał, wyciągając w międzyczasie kolejną strzałę.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

ODPOWIEDZ