Mimo, iż siarczysty mróz nie doskwierał jej tak bardzo, wiedźma z radością przywitała schronienie w postaci przestronnej jaskini. Szybko zsiadła z grzbietu kucyka i zdjęła pokryte topniejącymi płatkami śniegu siodło. Po chwili szybkimi ruchami zaczęła rozcierać przemokłą, gęstą sierść Rogitra. Pod gwałtownym naporem cienkich gałązek, ostatnie ślady lodowych płatków stały się zaledwie niewielka kałużą pod kopytami wierzchowca. Pod pokrywą kędzierzawej sierści, jego skóra zaczęła płonąć nową dawką krwi, pompowaną nieustępliwie przez silne serce. Wiedźma wtuliła twarz w bok ulubionego zwierzęcia, dziękując mu za olbrzymi wysiłek i wytrwałość, dzięki której mogli dotrzeć aż tutaj. Rozkoszne ciepło buchające z ciała kucyka rozlało się falą po policzkach młodej Norlaug.
Głęboki oddech i wolne bicie serca działały tak kojąco...
[center]wdech... [/center]
[center]***[/center]
[center]wydech...[/center]
Pierwotny rytm przypisany każdej istocie od poczęcia. Niczym ramiona matki otulał swoim spokojem. Wzrok się zamazał, a po chwili jej oczy się zamknęły. Wtedy czuła tylko to... głęboką więź z dzielnym towarzyszem podróży. Jakby jej serce biło jednocześnie do tego rytmu. Jakby było z nim jednym...
Pod powiekami poczuła chłód. Ujmujące wrażenie równie spokojnie odpłynęło, gdy kobieta otworzyła oczy, budząc się ni to z jawy ni ze snu. Wspomnienie więzi płonęło jednak cicho, niczym radośnie tańczący płomyk. Wiedźma poklepała kucyka przyjaźnie, po czym ofiarowała mu dorodne, rubinowo czerwone jabłko.
[center]***[/center]
Siedzieli stłoczeni wokół kamienia. Część zziębnięta, a wszyscy wyraźnie zmęczeni. A jednak czuło się najprostszą radość, płynącą z możliwości ogrzania zmarzniętych dłoni oraz zażycia tak potrzebnego odpoczynku. Kyariel wyraźnie wyglądał na osłabionego, tak jakby mimo przyrodzonej odporności na mróz Północy, śnieżyca wysączyła z niego całą energię, którą ledwo zdążył odzyskać. Czarownica szczelniej otuliła się kocem i wyjrzała na zewnątrz jaskini.
[center]***[/center]
[center]

[/center]
Nagły trzask. Tarcie stali o stal. Błysk jaśniejszy od błyskawicy, gdy ostrza uderzyły na siebie jak dwa drapieżne ptaki. Unik... zwód... pchnięcie... Vidgar w ostatniej chwili zdążył uskoczyć. Potężne cięcie Joosa zdolne było rozpłatać dzika na dwoje. Z blaskiem w oczach i radosnym śmiechem Vidgar uderzył. Młody Wilk poruszał się w walce niczym w tańcu. Jego miecz wirował rozmywając się w powietrzu srebrzystą smugą. Sprężyste mięśnie napięły się. Skoczył, gwałtownie ciął prosto w bok starszego woja. Zgrzytnęła stal, gdy wojownik instynktownie sparował cios. Vidgar tylko na to czekał. Wykorzystał przewagę swojej pozycji i podciął przeciwnika. Na raz wzbił się tuman śniegu, gdy Joose głucho upadł na pokrytą puchem ziemię.
Obaj wybuchnęli gromkim śmiechem, po czym młodzieniec pomógł wstać towarzyszowi. Jego błękitne oczy jarzyły się płomiennie. Lekko zarumieniona z wysiłku skóra podkreślała niesamowitą witalność wojownika.
Czarownica przełknęła ślinę. Rozmowa wydawała się czymś prostym przecież. Nie trzeba się obawiać... a jednak miała to być rozmowa tylko we dwoje. Czuła jakby jej żołądek podskoczył do wysokości gardła. Niedawno uzyskany spokój był zaledwie nikłym wspomnieniem na skraju świadomości. Mimo otaczającego ją przenikliwego zimna, jej dłonie zaczęły się pocić i lekko drżeć. Chciała jednak wyjaśnić wszelakie nieporozumienie i... poznać bliżej dzielnego wojownika.
Weź się w garść... przecież warto wyjaśnić sytuację, choćby dla dobra całej drużyny...
Wzięła głęboki oddech i przemówiła:
- Vidgarze, czy możemy porozmawiać?
Zdawał się lekko zaskoczony. Klepnął przyjacielsko Joosa w ramię i podążył za czarownicą w stronę karłowatego drzewka, rozpościerającego swoje powyginane gałęzie nieopodal groty. Kobieta oparła się o oblodzoną ścianę skały i rzekła:
- Chciałabym wyjaśnić wszelkie nieporozumienia do jakich mogło dojść. Cenię szczerość, która właściwie jest podstawą do budowy zaufania w drużynie - czarownica odchrząknęła - ekhmm.. wiec przechodząc do rzeczy... pod koniec rozmowy z Haurrem miałam wrażenie jakbyś był na mnie z jakiegoś powodu wzburzony... jeśli chodziło o te artefakty, to od razu Cię zapewniam, że było to pytanie czysto praktyczne... trzeba się upewnić z czym będzie się miało w końcu do czynienia. Obawiam się też, że może słyszałeś o innych osobach mojej profesji jakieś niesprawdzone plotki.
- Proszę wyjaśnij mi szczerze o co chodzi. Skąd twoja złość i zdystansowanie? Zaufanie jest bardzo istotne jak mamy razem walczyć. Chciałabym abyśmy podczas tej wyprawy mogli na sobie polegać.
Czarownica mówi uprzejmie, jednak widać, że jest rozmową troszkę poddenerwowana.
Vigar wyraźnie zmieszany, drapiąc się w głowę z miną pełną zakłopotania w końcu zdołał wydusić z siebie:
- No yyy, wiesz, tzn ja chciałem, eee..., no nie rozumiem, znaczy się chodzi mi że nie jestem przecież zły nie? To znaczy chciałem powiedzieć, że ja nie jestem zły na ciebie za nic. No i w sumie to widziałem jak umiesz leczyć no i uważam cię za wartościowy dodatek do naszej drużyny - w myślach zaś zadał sobie pytanie czy wypada niewiastę nazywać dodatkiem ale nie miał ani czasu ani zasobów "obycia" by rozstrzygnąć ten dylemat - a tam na kurhanie? No nie no byłem zaskoczony trochę, że pytasz go o jakieś artefakty sił ciemności, to się jakoś wiesz no..., nie ma to sensu, żeby u niego były jakieś mroczne artefakty, że niby po co by mu były? A zły nie byłem, to chyba światło księżyca mogło jakoś mi dziwnie na twarz padać.
Sztuczność uśmiechu wynika ze zmieszania. Vidgar jest trochę zagubiony, że jakaś dziewczyna się do niego tak bezpośrednio odzywa i to w dodatku taka, która czasem kojarzy mu się (niestety) z babcią.
Wyszczerzył się w trochę sztucznym uśmiechu, który miał być pogodny i przyjazny.
- No i jeszcze dodam, że ci ufam, nie ma problemu.
Czarownica nie była do końca przekonana czy wszystko jest w porządku. Młody Nardlens zdawał się być lekko nerwowy... nie naciskała jednak. Czasem trzeba sobie dać więcej czasu i spokoju, aby znajomość mogła kiełkować. Czuła jednakże pewną ulgę, gdy króciutka rozmowa uwolniła ja od pewnych trosk.
- Hmmm... dziękuję Ci. Wiedz też, że doceniam twoją odwagę z jaką ruszyłeś do walki i oddanie bogini. No cóż, skoro wyjaśniła się sprawa... to zobaczymy się później. Jeszcze chcę nazbierać trochę ziół, póki zatrzymaliśmy się w tej jaskini.
Wiedźma pospiesznie oddaliła się do jaskini. Tak, chciała znaleźć troszkę ziół, ale... sama nie wiedziała właściwie jak zagadnąć młodego wojownika. Mimo swej profesji i spostrzegawczości jeśli chodzi o emocje innych, czuła się zagubiona...
Po chwili otrząsnęła się jednak, wiedząc, że w takich warunkach nie może sobie pozwolić na czcze rozmyślania i nieuwagę. Ostrożnie więc zaczęła brnąć dalej, przeczesując śnieg znalezionym nieopodal ich schronienia długim kijem.
Po rozmowie z Vidgarem, idę poszukać ziół, ale nie oddalam się zanadto. Chcę mieć jaskinię w zasięgu wzroku i jestem bardzo ostrożna - w razie czego (jakby było bardzo źle) używam Śnieżnego Kroku. Jak wrócą wszyscy, to jeśli mamy coś - jakiś garnuszek, to zaparzę Czarny Bez dla osób, które byłyby bardzo wyziębione.
Jakie czarownica przeżywa emocje każdy chyba widzi. Zdarzenia ostatnich dni - walka, leczenie Kyariela oraz wędrówka zaabsorbowały młódkę całkowicie, a teraz zapomniane emocje znów dały o sobie znać.