PBF - Cedar Creek by Night

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 28 maja 2018, 22:50

[center]Brama przy Cold Water Rd, poranek drugiego dnia[/center]

Ducha zdumiewało z jaką lekkością poruszał się jego przyjaciel, zastany przecież rano w nadzwyczaj niewygodnej pozycji. Stado-pomyślał. To było jego stado. Coś jak plemię, ale bardziej pierwotne. Dla kilku wspólnych chwil, mógł z powodzeniem wytrzymać trochę potu, na plecach i niżej. Wiedział że ciało powinno się za chwilę przyzwyczaić, tak było z ojcem na polowaniach. Dobrze byłoby jeszcze wypić coś słodkiego.

Dotrzymując zatem kroku toksykowi, albinos kontemplował wspólną wycieczkę. Szczerze zachodził w głowę, co też mogło spowodować pożar w tak dobrze strzeżonej dzielnicy. Nie śmiał przerywać dostojnej ciszy między sobą i przyjacielem, ludzie dookoła robili wystarczająco wiele niepotrzebnego hałasu. Zobaczyli przed sobą bramę do wewnętrznego miasta, obstawioną przez żołnierzy Kościoła Moona. Popatrzyli na siebie, Indianin pokazał, że jest uzbrojony, drobny grymas na twarzy Śmierdziela powiedział mu, żeby to olać. Ruszyli w kierunku bramy.

-Ty, co żeś taki zakonspirowany? Podejdź tu. -strażnik nie mógł przeoczyć albinosa w goglach i pelerynie z kapturem. -Czego tu szukasz? broń masz?

-Mam. -powiedział oszczędnie Duch i odsłonił wszystko co posiada. Pomyślał że gdyby to była strażniczka pokazałby jej więcej. Ale strażnik wcale nie wydawał się chętny do żartów, co sugerowała opuszczona w kierunku Indianina lufa karabinu. -nie stresuj się kolego, bo ci ręka drgnie. - zmitygował go dalej Duch.

-Nie jestem twoim kolegą, białasie. -nastała nerwowa chwila milczenia.
-Mogę dalej? -przerwał Duch.
-Nie, nie możesz, ku..a. czego tu szukasz? Wyglądasz jak szpieg.
-Chciałem pomóc, jeśli wcześniej mnie nie zastrzelisz. Jestem mechanikiem, słyszałem, że był problem z instalacją elektryczną. Że rozdają po manierce czystej wody jak pomogę? to prawda?
-Pomóc? To po co ci ten arsenał?
-Do pracy. Noże do przewodów, a czasem muszę szybko coś przestrzelić, żeby nieś pomoc.
Jeśli mogę to użyję mobilizacji, by zmienić kość perswazji z k8 na k10.

Broń palną Duch wziął, bo nie wiedziałem, że to nie do końca dobrze widziane. Ale jak ma to nawet lepiej. Może w całym zamieszaniu z osobą albinosa, toksyk przejdzie sobie niepostrzeżenie.
Ostatnio zmieniony 28 maja 2018, 23:11 przez Nanatar, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 151 times

Post autor: Suriel » 28 maja 2018, 23:33

Butcher's Best, drugi dzień

Coś w tym wszystkim Gurze mocno nie pasowało, ale nie bardzo wiedział co. W wyglądzie tego zwierzęcia, budziło coś atawistyczny głęboko skryty niepokój.

Zaraz, zaraz czy krowy nie jędzom trawy... Nie ważne. Ostatecznie to przecie, tylko zwykła krowa jest... - pomyślał bez przekonania.

Wlokąc za sobą dzierżony w prawicy młot, ruszył powoli w kierunku krowiszcza. Uniósł lewą rękę w geście jak do psa by mogła sobie spokojnie obwąchiwać ramię. Choć po prawdzie, nie zamierzał do tego dopuścić. Chciał ją wówczas zdzielić z boku młotkiem, zwabiwszy wprzódy tym przyjaznym gestem, bo te haczykowate zębiszcza krowuni, jakoś go tak naturalnie odstręczały.

- No muśka, dawaj poznamy siem... jestem... - powiedział podchodząc powoli i ostrożnie. - ...zajebiście... przyjazny.... Guraaa....
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 28 maja 2018, 23:35

Zdecydowanie włóczenie się w okolicy pożaru może być niezdrowe... idę z wujem do szpitala. Nie wiem kto fotografuje tych gapiów, ale nie zamierzam załapać się na pamiątkową fotkę...
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 29 maja 2018, 02:11

Niespecjalnie zastanawiając się nad powodami całego tego zamieszania robionego przy przechodzeniu z jednej do drugiej części miasta pokraczna postać mutanta zajęła jednak- uznając to za słuszne- miejsce w dwuosobowej kolejce, ustawiając się tuż za albinosem. Słuchając mimowolnie dialogu między strażnikiem, a Duchem toksyk po części zniecierpliwiony, po części zaciekawiony spozierał to z lewej, to z prawej strony zza pleców kompana wlepiając wybałuszone oczy w człowieka przy bramie. Przez moment uznał to za bardzo interesującą pracę. Stać tak sobie cały dzień i wypytywać ludzi o to, po co tędy przechodzą i co ze sobą noszą. To mogło być całkiem wciągające zważywszy na to, jak odmiennie kuszące wonności mogli ze sobą dostarczać mieszkańcy całego miasta. W zasadzie taka wiedza była przecież nad wyraz cenna. Wiedząc skąd kto się przyszwendał i czym wali można było dziecinnie łatwo odgadnąć, która z dzielnic miasta, ba!, który konkretnie obszar jest najbardziej skisły i zasuwający zdrowymi, wysbublimowanymi oparami. Jednak najwyraźniej na "bramce" pracowali sami idioci, ponieważ żaden z nich nie domyślił się, jak skorzystać z owych nieocenionych plusów pełnionej funkcji, ponieważ czuć było od nich jedynie pot, wczorajszy bimber i absolutny brak zapachu gówna. Dowodziło to niezbicie, że marnowali okazję i nie odwiedzali odpowiednich miejsc, a także tego, że i ich przełożony musiał być kompletnym głupkiem, skoro tego od swoich podkomendnych nie wymagał. Rozweselony tym spostrzeżeniem Śmierdziel parsknął bezgłośnie, po czym otarł dłonią twarz z uwolnionej przypadkiem partii glutów. Ochroniarz niespodziewanie przeniósł nań wzrok.
- Czego tu szukasz?- wypalił oschle wartownik.
Nie zastanawiając się zbytnio toksyk niezgrabnie wytargał zza pazuchy tabliczkę. Naskrobał odpowiedź i odwrócił w kierunku gamonia wciąż podrygując i podśmiechując się w duchu nad jego nieporadnością życiową.
Strażnik przechylił głowę na bok odczytując na głos wyjaśnienie Śmierdziela.
"Gówna"- mina wartownika nabrała odcieni głębokiej purpury i z niewiadomego dla mutanta powodu wściekł się błyskawicznie sięgając po broń.
Kpisz ze mnie pokrako?!- ryknął złowrogo.
Z tępym wyrazem twarzy zdziwiony reakcją człowieka toksyk wskazał przyniesione ze sobą wiaderko i szufelkę. Następnie zupełnie bez emocji zdjął gacie symulując oddawanie stolca, po czym nie zważąjąc na osłupiałego widowiskiem obserwatora przeszedł do kolejnej scenki, w której radośnie napełniał wiaderko wyimaginowanymi odchodami.
- Zmiataj stąd debilu!- warknął mężczyzna- Nikt tu nie sra.
Pod wpływem głębokiego szoku Śmierdziel rozdziawił usta na całą szerokość upuszczając w piach zdobyczną szczękę, którą postanowił założyć przed wyjściem do bądż co bądż lepszej dzielnicy miasta- mimo, że spędził dłuższą chwilę w drodze nad profilowaniem jej pod własne wymagania wciąż nie pasowała. Nie mogąc wyjść z podziwu nad kiepskim kłamstwem strażnika (którego momentalnie zaczął podejrzewać o komunistyczne, bądź pozaziemskie pochodzenie, albowiem oczywistym dlań było, że wszyscy normalni ludzie, w tym nawet Osa i Gura regularnie oddają stolec) dumnie wskazał na swój, a następnie Ducha zadek i ze stanowczą postawą zamaszystym ruchem ręki wyeksponował wielokrotnie powtarzając naukowe gesty strategię stawiania kloca.
Ok MG- mam tylko wiaderko i szufelkę, bo szczękę pies jebał i ją zostawiam (się nie nadaje). Strażnik mało śmierdzi, czyli głupi jest, ale chyba nie aż tak, więc pewnie wszystko pojął i zaraz nas przepuści. To jak, weszli my, czy aspołecznik Duch spaprał sprawę tą swoją niepotrzebną awanturą?

Z przemyśleń Śmierdziela dodam jeszcze, że głupia ta ichnia robota. Po dniu pracy toksyka by cholernie bolały ręce od gadania.
Ostatnio zmieniony 29 maja 2018, 02:18 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
Malauk winien mie? opisan? w bestiariuszu cech? specjaln?- Malauckie szcz??cie.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 29 maja 2018, 20:56

Brama przy Cold Water Rd, drugi dzień

Przeładowany Garand szczęknął donośnie, a metaliczne echo tego dźwięku rozeszło się po najbliższej okolicy budząc zrozumiały popłoch wśród przebywających pod bramą lokalsów. Przechodnie rozpierzchli się czym prędzej, chociaż nie uciekli daleko - oddaliwszy się o kilkanaście jardów, jęli pożerać wzrokiem rozgrywające się przed miejskim wejściem widowisko.

- Robisz ze mnie idiotę, pieprzony degeneracie?! - ubrany na czarno żołnierz Kościoła Moona wściekł się nie na żarty. Purpurowy ze złości na gładko ogolonej twarzy, wycelował karabin w nic sobie nie robiącego z groźnej sytuacji toksyka - Mam ci rozwalić ten bezbożny łeb?!

- Opuść broń! - huknął nadbiegający od boku diakon z przewieszonym przez ramię Thompsonem - Śmierdziela nie poznajesz? Przecież to on czyści miejskie ścieki. Ten smród pozna każdy, kto siedzi w mieście dłużej niż tydzień! Śmierdziel, zmiataj stąd i nie drażnij moich ludzi tą dekadencką pantomimą. To twój kumpel? Też zbiera gówno? To bierz go i zjeżdżaj, zanim się tu wszyscy porzygamy.
Jesteście po drugiej stronie bramy, gratuluję!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 29 maja 2018, 21:25

Szpital Świętej Rodziny, drugi dzień

W rozległym holu kilkupiętrowego szpitala tłoczyli się niespokojni ludzie, ustawicznie dopytujący się o los poszkodowanych w pożarze krewnych i znajomych, skarżący się na własne dolegliwości bądź deklarujący gotowość oddania krwi. Ci ostatni obsługiwani byli od ręki w sąsiadujących z holem pomieszczeniach zabiegowych, pozostali musieli czekać niecierpliwie na któregoś z zaaferowanych lekarzy.

- Przejście dla ordynatora! - jakiś miejski szeryf w ciemnoniebieskiej kurtce i czapce przedwojennego policjanta odpędził od recepcji gromadę lamentujących petentów, torując drogę starszemu mężczyźnie w białym kitlu i rogowych okularach.

- Szanowni państwo! - lekarz stanął za blatem recepcji odgradzając się meblem od napierających obywateli Cedar Creek - Chciałbym państwa poinformować, że stan najbardziej poszkodowanych ofiar jest już stabilny. Z pomocą Bożą ich życie nie będzie zagrożone, chociaż naturalnie nie możemy wykluczyć żadnych komplikacji. Osoby nie potrzebujące medycznej opieki prosimy o opuszczenie szpitala, aby umożliwić nam spokojną pracę. Wróćcie do domów i módlcie się w intencji poszkodowanych.

Z tłumku posypały się jakieś nieskładne pytania, uciszone natychmiast władczym gwizdkiem szeryfa.

- Krewnych ofiar prosimy o przejście do sąsiedniego pomieszczenia, tam pielęgniarki odprowadzą państwa do tych pacjentów, którym możemy pozwolić na odwiedziny. Krwiodawcy proszeni są na tę stronę. Proszę pamiętać, że krew jest bezcenna, zwłaszcza amerykańska. Przetaczając własną krew ratujecie życie.

- Słyszeliście doktora! - szeryf podniósł do ust metalową tubę wzmacniającą dźwięk jego słów - Gapie wyjazd na zewnątrz albo zaczniemy aresztować za sianie fermentu. Rodziny rannych na prawo, krwiodawcy na lewo. Raz dwa, ruszać się.

Osa zerknęła na swego wuja i zmarszczyła czoło skonfundowana wyrazem niepewności na jego obliczu. W ułamku chwili odgadła, że Slammer wolałby uniknąć ujawnienia znajomości z Coltrainem, przynajmniej ze względu na tajemniczą przesyłkę ukrytą w nadbudówce knajpy.
Szeryf zaczyna usuwać ludzi z holu. Co teraz? Deklaracja znajomości z jakąś ofiarą? (scenka fabularna mile widziana). A może szybka deklaracja przystąpienia do programu honorowego krwiodawstwa? Osa jeszcze w nim nie uczestniczy, ale może to świetna okazja, by zademonstrować swoje patriotyczne poczucie obowiązku?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 29 maja 2018, 21:38

Butcher's Best, drugi dzień

Widząc zbliżającego się z wyciągniętą ręką olbrzyma, krowa pochyliła w dół głowę lustrując rzeźnika dziwnie rozgorączkowanym wzrokiem.

- Bydź jak pies, ino nie gryź - zaklinał ją głosem i oczami cargo, starając się jednocześnie tak ciągnąć za sobą ogromny młot, by zwierzę go nie widziało - Wąchaj łapkę, polizaj jak chcesz... dobra muśka...

- Uważaj, żeby ci nie skoczyła na klatę! - zawołał z góry jeden z podekscytowanych gapiów - Odczekaj na dobry moment i wal w łeb, zanim ci odgryzie twój własny! One potrafią być diablo szybkie!

Zerkając ku krawędzi areny Gura ujrzał jak zbici w gromadkę koledzy w rzeźnickich kitlach wymieniają się między sobą jakimiś przedmiotami i papierkami, gestykulując szaleńczo i ściskając sobie co chwila dłonie.

- A jak nie bydzie chciała atakować?! - zawołał cargo, wciąż podsuwając krowie pustą rękę. Stworzenie uspokoiło nieco oddech, a w jego wzroku miejsce złości zaczęła zajmować ostrożna ciekawość.

W powietrzu rozległ się nieoczekiwanie nieodległy huk wystrzałów z broni maszynowej. Krótkie serie, jedna z drugą, punktowane gromadnym rykiem wydartym z licznych potężnych gardzieli.

Słysząc ten jeżący włosy na głowie dźwięk, krowa sama zawyła przeciągle, a potem w mgnieniu oka runęła wprost na Gurę.

[center]Obrazek[/center]
Krówka troszkę podobna do tej na zdjęciu, tylko mniej oczu ma, a za to więcej kostnych zgrubień na skórze. I potrafi się poruszać naprawdę szybko! :o

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 29 maja 2018, 22:43

[center]Plac Eisenhowera, poranek drugiego dnia
[/center]
Strażnicy przy bramie wydawali się albinosowi dość tępi, nic nie rozumieli, pomoc odrzucali, na szczęście jeden okazał się na tyle bystry, że poznał Śmierdziela. Potwierdziło to to, co Indianin wiedział, że toksyk miał w mieście niezliczone koneksje. W złom-wiosce, w której wychował się Biegający w Cieniu, z pewnością zostałby Szamanem.

Chwilę ledwie później znaleźli się nieopodal pogorzeliska. Duch szedł wolno śladem przyjaciela, uważnie przyglądając się spalonym resztkom i tłoczącemu się przy nim tłumowi. Akcja gaśnicza jeszcze trwała, mechanik zastanawiał się nad przyczyną pożaru. Wierzył, zważywszy na swe doświadczenie, że to lokalna wojna gangów. Ocalali częściej doznawali krzywdy od bliźnich, niż od obcych, czy sovietów. W obozach wrogów było pewnie podobnie, nieustająca walka o władzę i trofea.

Duch poszukał wzrokiem resztek instalacji elektrycznej, która to mogłaby być przyczyną pożaru, zbliżywszy się ile zdołał wystawił nos i kilkakrotnie poszukiwał zapachów: benzyny, prochu, dynamitu.

Indianin odnalazł wzrokiem toksyka, który wrzucał niepostrzeżenie coś do wiaderka, mógł to być koński nawóz, albo kawał spalonego mięsa, nie miał pewności, ale i widział na placu żadnego konnego. Ruszył w kierunku przyjaciela licząc na jakieś wyjaśnienie, miał bowiem nadzieje, że spotkają tu wesołego Gurę, lub wściekłą Osę. Nie chciał być natrętny. -Że tu rudej nie przygnało to dziwne. -stwierdził tylko.
Może jednak jakiś konny stróż prawa.

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 29 maja 2018, 23:46

Szpital Świętej Rodziny, drugi dzień

Osa lekko pociągnęła za rękaw Slammera nachylając się dyskretnie ku jego uchu.

- Zmykaj stąd wujek zanim ktoś Cię skojarzy z Coltrainem - mruknęła cicho - Ja w tym czasie oddam trochę krwi i może dowiem się czegoś więcej.

Upewniwszy się, że wuj zrozumiał o co jej chodzi Osa skinęła lekko głową po czym ruszyła zdecydowanym krokiem w stronę pielęgniarki ustawiającej niewielką grupkę ludzi w coś na kształt kolejki. Dziewczyna podeszła do siostry deklarując chęć oddania krwi co spotkało się z jej wyraźnym uznaniem i zaowocowało ustawieniem Osy na czele kolejki jako jedynej kobiety. Panie przodem - pomyślała Osa cynicznie.

Plan dziewczyny oparty był na kobiecej skłonności do plotek. Samo pobierani krwi zapewne trwało trochę czasu i może uda się skłonić siostrzyczkę do jakichś zwierzeń odnośnie liczby ofiar, ich stanu a także dowiedzieć się czy jest wśród nich Coltrain. Liczyła się także informacja o tych, którym się nie udało czyli ewentualnych ofiarach... oraz rzeczywistej przyczynie zgonu.
Jak to kobieta kobiecie... może pociągnę ją delikatnie za język użalając się nad ofiarami. Oczywiście bez jakichkolwiek bezpośrednich pytań.
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 30 maja 2018, 22:05

Szpital Świętej Rodziny, drugi dzień

Umieszczona na mało wygodnym białym łóżku, Osa z trudem walczyła z narastającym uczuciem paniki, zrodzonym ze świadomości zamknięcia w jednym pomieszczeniu z dwudziestką obcych ludzi oraz wrażeniem bycia zdaną na łaskę medycznego personelu. Otaczający ją krwiodawcy byli ludźmi w różnym wieku, raczej małomównymi, rozmyślającymi na identycznych łóżkach z wbitymi w żyły igłami, poprzez które ich wypływająca rurkami krew trafiała do umieszczonych pod łóżkami plastikowych torebek.

Przyjaźnie uśmiechnięci lekarze oraz pielęgniarki w szpiczastych czepkach krążyli wśród dawców, wypytując ich o samopoczucie i zapewniając, że ofiarom tragicznego pożaru nic już nie grozi. Osa przysłuchiwała się dyskretnie tym konwersacjom, udając zainteresowaniem powieszonym na przeciwnej ścianie edukacyjnym plakatem. Co rusz słyszała jakieś obce jej imiona i nazwiska poszkodowanych, ale ani razu nikt nie wspomniał Charliego Coltraina.

Siedząca pod plakatem młoda kobieta o krótko przyciętych włosach opacznie widać zinterpretowała słane w jej stronę spojrzenia tropicielki, bo poprawiwszy skrywającą włosy chustkę odwróciła ostentacyjnie w bok głowę. Podobnie jak Osa, ona również nie została jeszcze podpięta do medycznej aparatury, co świadczyło o tym, że gościła w sali krwiodawców po raz pierwszy.

- Niemiernie mi miło, że mogę panią poznać - oświadczył przystojny wysoki lekarz, który podkradł się w międzyczasie do łóżka Osy i usiadł na sąsiadującym z posłaniem stołku - Pani pozwoli, że się przedstawię. Jestem Steve Bullock i będę miał przyjemność przeprowadzić z panią wstępny wywiad.

- Wstępny wywiad? - powtórzyła niepewnie rudowłosa, zapominając w jednej chwili o zadzierającej nosa nieznajomej pod plakatem i skupiając całą swą uwagę na lekarzu - Jaki wywiad?

- Siostry przekazały mi, że jest pani u nas pierwszy raz - wyjaśnił Steve - W takim przypadku najpierw zbieramy informacje o dawcy, a potem pobieramy próbkę do analizy laboratoryjnej. Pewnie zdaje sobie pani sprawę, że niestety nie wszyscy dawcy mogą oddawać użyteczną krew. Choroby genetyczne, pasożyty, podwyższony poziom skażenia radioaktywnego. Czynniki te mogą bardzo zaszkodzić biorcy przy transfuzji, stąd potrzeba takiego wywiadu.

- Rozumiem - odrzekła ostrożnie siostrzenica Slammera - Skoro to konieczne, niech będzie.

- Na początek kilka pytań ogólnych - lekarz wyciągnął z kieszonki fartucha notes i ołówek - Jak się pani nazywa i od jak dawna przebywa w Cedar Creek? Czy jest pani Amerykanką i z którego pokolenia? Czy była pani kiedykolwiek karana? Przypadki zachorowań na raka bądź przypadki ksenofilii w rodzinie? Znane choroby weneryczne? Kontakty seksualne z ludźmi o nietypowym genotypie? Jest pani może znany "Kapitał" Karola Marksa? Proszę się rozluźnić, to tylko rutynowa procedura. Czy mam powtórzyć któreś z pytań?

Plakat edukacyjny
Spoiler!
[center]Obrazek[/center]
Żadnej siostry nie udało się jeszcze zagadać, ale w zamian pojawił się lekarz. Może jego pociągnąć za język? (i nie bądź leń, Karganie, skrob fabularkę albo zdaj się definitywnie na rzut kostkami, ale potem bez narzekania na jedynki) :)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 30 maja 2018, 22:49

Plac Eisenhowera, drugi dzień

Zaciekawienie Ducha szybko zwróciło uwagę jednego z pilnujących porządku na placu szeryfów. Niski krępy człowiek - ubrany podobnie jak pozostali stróże prawa Cedar Creek w kurtkę szytą na wzór przedwojennego policyjnego uniformu - podszedł żwawym krokiem do albinosa i położył rękę na jego ramieniu.

- Proszę się cofnąć do tamtego miejsca - polecił szorstkim tonem funkcjonariusz - Prowadzimy tu dochodzenie. Przeszkadzanie służbom może być uznane za wykroczenie. Ty! Ty z wiaderkiem! Zostaw to natychmiast!

Ofuknięty Śmierdziel zastygł na kolanach odrzucając wpierw od siebie jakąś przemoczoną szmatę, najpewniej kawałek zalanego wodą przez strażaków ręcznika. Widząc jego wytrzeszczone oczy oraz wystawiony bezwiednie język, co najmniej dwóch techników nie omieszkało toksykowi strzelić flesza skupiając na nim tym samym uwagę innych funkcjonariuszy.

- Cofnąć się o dziesięć kroków - poleciał jakiś człowiek, który w opinii ociekającego potem Ducha wyglądał na gościa od federalnych, bo nosił czarny garnitur, kapelusz i przeciwsłoneczne okulary - A ty pokaż no się tutaj!

Indianin wzdrygnął się pojmując znienacka, że czarny fedź wycelował w niego palec.

- Coś ty taki mokry, co? Pocisz się? Musisz mieć coś na sumieniu!
Chłopaki, tylko bez paniki. Cedar Creek przestrzega standardów zachodniej cywilizacji: tu się rozstrzeliwuje dopiero po procesie i to takim co najmniej godzinnym!

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 31 maja 2018, 11:40

Szpital Świętej Rodziny, drugi dzień

Osę przytkało na moment bo lista pytań była równie długa co zaskakująca. Zdawać by się mogło, że to nie jest zwykły wywiad medyczny, z którym Osa miała już kilka razy do czynienia w dawnych, bezpiecznych czasach spędzonych w Azylu. Zdaje się, że trzeba będzie bardziej uważać na to co się mówi - przemknęło przez myśl dziewczynie.

- Nazywam się Meg panie doktorze - niewinny i ciepły uśmiech pojawił się jak zaczarowany na ustach Osy - Meg Kosinsky. Mieszkam u Wuja Slammera już od ponad roku. Nie wiem co ma pan na myśli pytając, od którego pokolenia jestem amerykanką. Urodziłam się i wychowałam w Azylu położonym na zachód od Salt Lake City. Moi rodzicie są amerykanami, moi dziadkowie również byli amerykanami. Nie byłam nigdy karana jak również żaden z członków mojej rodziny. Ojcec jest szanowanym członkiem swojej społeczności. Wykształconym człowiekiem na stanowisku Głównego Technika. Nie mam raka ani żadnych chorób wenerycznych jeśli nie można się ich nabawić pijąc kiepskiej jakości wodę. Nie wiem co to jest Kapitał, ale imię Marks słyszałam często jak wujek przeklinał tych cholernych komunistów. Czy znajomość tego Kapitału ma coś wspólnego z jakością krwi ? Bo wie pan oddawałam już w życiu krew dla rannego przyjaciela w Azylu, ale pierwszy raz słyszę taki zestaw pytań.

Dziewczyna wciąż uśmiechała się promiennie, ale ktoś kto znał ją dobrze zauważyłby niebezpieczne iskierki złości pojawiające się gdzieś głęboko w jej oczach. Być może były to rutynowe pytania, a może lekarz dostał polecenie zadania pytań od kogoś innego. A może po prostu chciał się umówić...w końcu był całkiem przystojny.

- Trochę zakręciło mi się w głowie - głowa Osy opadła na poduszkę a je prawa dłoń złapała delikatnie nadgarstek ręki doktora - Czy mógłby pan potrzymać mnie chwilę za rękę ? Poczułabym się bezpiecznie...
Cholera nie ułatwiasz życia Keth tymi pytaniami. Założyłem, że Cedar Creek jest w Teksasie - jak to jakieś inne to daj znać bo muszę poprawić lokalizację Azylu. Zobaczymy czy doktorek kupi moje kobiece wdzięki ;) Jakby co to dodaj "zmęczenie" do testów na podrywanie :D
Ostatnio zmieniony 31 maja 2018, 22:27 przez Kargan, łącznie zmieniany 1 raz.
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 31 maja 2018, 12:42

To było piękne. Widok zniszczeń dokonanych przez oczyszczającą moc żywiołu ognia przez dłuższą chwilę hipnotyzował zastygłą w bezruchu postać mutanta, który dał się ponieść wyobraźni. Gdzieś w głębi od dawna snuł fantazje na temat tego, jak niepokonany kroczy ulicami Cedar Creek zaatakowanego przez komunistów. Stawiając ciężkie, męskie kroki rozsiewa oczyszczający ogień ze swojej potężnej broni. Kobiety i dzieci krzyczą w przerażeniu, a on pali złych najeżdźców. A potem przybiegają najważniejszi ludzie w mieście, ściskają mu ręce ze łzami w oczach i dziękują za ratunek... Gdzieś spomiędzy zgliszczy wybiega naga Osa, przyłapana niespodziewanym atakiem w trakcie kąpieli i bierze go na ręce... Śmierdziel uśmiechnął się do siebie dumnny ze swej nieokazanej co prawda jak dotąd odwagi przekonany, że przyjdzie jeszcze na to wszystko pora. Zarazem była to jedyna osadzona na dnie jego podświadomości cząstka, która od dawna z pewnym zniecierpliwieniem oczekiwała ataku sowietów. Przez chwilę jeszcze wlepiał zamglone spojrzenie w parujące pogorzelisko, gyd przypadkiem dostrzegł coś pośród poczerniałych ruin. Nie zastanawiając się zbytnio przekroczył umowną linię blokującą dostęp i zaczął rozgrzebywać ziemię. Dziwnej konstrukcji broń była w całości osmalona sadzą i zdawała się nie być amerykańskiej produkcji. Wyciągnął z wiaderka kawałek świeżo nawilżonej szmaty (potrzebę oddania moczu ukradkiem* załatwił chwilę wcześniej podczas fantazjowania, bowiem była jakaś taka nieodparta na skutek rozmyślania o ogniu). Pochylił się nad swoją uczciwie wypatrzoną zdobyczą i począł owijać ją w szmatę, na wypadek natknięcia się jeszcze na jakiś pokaźny kawał łajna, który mógłby częściowo utkwić w przypominającej trąbkę lufie urządzenia i by się potem jakaś część z pewnością zmarnowała i nie dała wydłubać. Już sobie wyyobrażał, jak daje go rozochoconej prezentem Rudej, gdy jakiś cholerny zazdrośnik wydarł się zawistnie na całą okolicę.

-Ty! Ty z wiaderkiem! Zostaw to natychmiast!

Ofuknięty Śmierdziel zastygł na kolanach przeklinając w myślach cholernego psa ogrodnika. Widząc jego wytrzeszczone oczy oraz wystawiony bezwiednie język, co najmniej dwóch techników nie omieszkało toksykowi strzelić flesza skupiając na nim tym samym uwagę innych funkcjonariuszy. Obrażony na cały świat strzelił jeszcze fotografom kilka kwaśnych min, po czym cisnął z impetem znalezisko w sam środek ruin. Odwrócił się na pięcie i rozpoczął poszukiwania rozsianych jak podejrzewał po okolicy gratisów. W końcu na widok pożaru z pewnością znalazł się tu niejeden lokals, który ze strachu popuścił klocka, a wielce prawdopodobne dla toksyka było, że taki kulturny człek zamieszkujący ten obszar nie omieszkał zdjąć uprzednio gaci, toteż była szansa na udane polowanko w najbliższej okolicy.
*ukradkiem na tyle na ile mógł, bo tak to pewnie kazaliby mu szczać na dogasające zgliszcza i byłby jedną porcję uryny w życiu w plecy.

Skoro wszyscy skupiają uwagę na zgliszczach, Śmierdziel wyrzuca ten super wypasiony laser obcych... a niech im gardle stanie, a sam idzie przetrząsać okolicę.
Malauk winien mie? opisan? w bestiariuszu cech? specjaln?- Malauckie szcz??cie.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 31 maja 2018, 17:31

Szpital Świętej Rodziny, drugi dzień

Steve Bullock podtrzymał omdlałą kobietę silnym męskim ramieniem, pokrzykując jednocześnie na pielęgniarki. Umieszczona w pozycji leżącej i delikatnie poklepywana po policzkach, Osa otworzyła powoli oczy, spoglądając na zaniepokojonego jej stanem lekarza prawdziwie cielęcym wzrokiem.

- Bardzo przepraszam za kłopot - wymamrotała nieskładnie - Nie miałam jeszcze dzisiaj okazji zjeść. To pewnie dlatego zakręciło mi się w głowie. No i pańska obecność też nie ułatwia zebrania myśli.

Lekarz poczerwieniał delikatnie, chrząknął kilka razy lustrując Osę bacznym wzrokiem.

- Oddawanie krwi z pustym żołądkiem nie jest najlepszym pomysłem - oznajmił pozornie surowym głosem, chociaż w jego oczach pojawiły się życzliwe iskierki - Myślę, że w takiej sytuacji poprzestaniemy dzisiaj wyłącznie na wypełnieniu formularza, a próbki krwi pobierzemy dopiero jutro, jeśli oczywiście poczuje się pani lepiej. Siostro, proszę podać tej pani wodę z glukozą.

Osa przyłożyła do skroni jedną dłoń, skrzywiła twarz w grymasie udawanej boleści. Jej zmrużone oczy podchwyciły spojrzenie kobiety w chustce na głowie, bezbłędnie wyczytały w nim sarkastyczny kpiarski błysk.

- Myślę, że to najlepsze wyjście, doktorze Bullock - rudowłosa przeniosła swą drugą dłoń na rękę lekarza, ścisnęła ją długimi palcami w wyrazie wdzięczności - Gdybym tylko mogła...

- Przyszli za nasze grzechy!

Lekarz wypuścił mimowolnie z dłoni notes, kiedy w progu pomieszczenia rozległ się mrożący krew w żyłach ludzki okrzyk. Osa przekręciła się błyskawicznie w łóżku, chociaż zachowała dość zimnej krwi, by z niego nie wystrzelić na równe nogi.

Solidnie zabandażowany człowiek wpadł do sali zabiegowej wymachując na wszystkie strony rękami, ścigany przez dwóch rosłych pielęgniarzy. Jego widoczne w szczelinach opatrunków oczy płonęły dziką gorączką szaleństwa, spowodowaną zapewne silnym bólem promieniującym z miejsc, gdzie jego ciało strawiły żarłoczne płomienie pożaru.

- Proszę się zatrzymać, natychmiast!

Nie zwracając uwagi na piski przestraszonych pielęgniarek oraz polecenia swych opiekunów, ogarnięty wielkim wzburzeniem mężczyzna wskoczył za łóżko Osy omal nie przewracając przy tym Bullocka.

- Widziałem ich w nocy! Diabły przyszły po nasze dusze! Za grzechy moje i wasze!

- Proszę się natychmiast uspokoić! Budzi pan strach wśród innych pacjentów! - Steve Bullock odzyskał błyskawicznie rezon, podniósł w wyrazie pokojowych intencji obie ręce próbując zepchnąć nieszczęśnika w narożnik pokoju.

- Byli cali czarni jak smoła - poparzony na całym ciele biedak przestał krzyczeć straciwszy widać większość sił, zaczął się w zamian zanosić histerycznym szlochem - I poruszali się jak duchy. Oczy ich zielone, a świeciły się w ciemnościach jak ślepia kojota. W rękach mieli czerwone promienie, piekielne włócznie Lucyfera. Widziałem wszystko z dachu, przysięgam na Świętą Trójcę i wszystkich świętych. Weszli do tamtego domu, a zaraz potem wszystko stanęło w płomieniach. Szatan się na nas zawziął!

Dwaj pielęgniarze dopadli w końcu zbiega, unieruchomili go bez większego kłopotu, a potem wyprowadzili szlochający kłębek nerwów do przeciwnego skrzydła szpitala.

- Bardzo państwa przepraszam - pobladły z wrażenia lekarz otarł ze skroni pot - Nieszczęśnik najpewniej postradał nerwy z powodu tej tragedii. Doznał halucynacji, może też reaguje w dziwny sposób na leki przeciwbólowe. Proszę starać się o tym nie myśleć. Moi koledzy na pewno dobrze się tym człowiekiem zajmą. Pani Megan, proszę wypić tę wodę. Zawiera glukozę, doda pani energii. Muszę na chwilę wyjść, proszę na mnie zaczekać.
Lekarz wychodzi na chwilę z pomieszczenia. Co teraz? Osa czeka na dokończenie wywiadu czy zmienia zdanie i ulatnia się dyskretnie pod nieobecność Bullocka? BTW, Cedar Creek to fikcyjne miasto nad Snake River, w Idaho, niedaleko Salt Lake City.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 31 maja 2018, 18:07

Butcher's Best, drugi dzień

Ziemia dosłownie zadrżała w posadach, kiedy monstrualna krowa runęła na uzbrojonego w dobrze jej chyba skądś znany młot ciemiężyciela. Oblany z wrażenia lodowatym potem cargo usłyszał pełne ekscytacji wrzaski obserwujących pojedynek rzeźników, ale cała jego uwaga skupiła się w tym momencie wyłącznie na jednym punkcie - fragmencie płaskiej czaszki powyżej rozjuszonych oczu krowy, pomiędzy jej zakrzywionymi niebezpiecznie rogami. Stęknąwszy głucho mutant zamachnął się z całej siły młotem, co zajęło mu w sumie jakieś trzy sekundy. Krowa potrzebowała sekundy mniej, by skrócić dzielący ją od Gury dystans do zera.

Gura rzadko kiedy porządnie obrywał. W karczemnych utarczkach nie bez powodu uchodził za lokalnego czempiona i to on zwykł spuszczać innym solidne manto, nie zaś je zbierać. Stąd też w pierwszym momencie poczuł nie tyle ból, co bezbrzeżne zdumienie, gdy zwierzę uderzyło go twardą jak stal czaszką prosto w nadludzko umięśniony tors. Coś w środku Gury trzasnęło głośno - coś, co chyba pękło albo się połamało. Spod założonego na brzuch opatrunku polała się natychmiast krew. Wydając z siebie przeciągły pomruk złości, cierpienia i zwyczajnego niedowierzania, cargo złapał wolną ręką za łeb napierającego nań zwierzęcia, niewyobrażalnym wysiłkiem swoich przerośniętych mięśni zatrzymując krowę w miejscu.

Obaj przeciwnicy - człowiek i zwierzę - wryli się nogami w sypkie podłoże areny, niczym dwaj tytani próbując wzajemnie się przepchnąć pośród ekstatycznych wrzasków publiczności.
Krowa działa pierwsza z tytułu wyższej Inicjatywy (15). Jedna duża akcja na szarżę, druga na taranowanie. Rzut 2k12 na Zew Walki oraz Sprawność. Wyniki 5 i 5 (zgroza). Pakiet 2k10 dla krowy z wynikami 4 i 8. Cios ma Siłę 2k6+k10 w tors, gdzie Pancerz Gury wynosi 3. Na kostkach wypada kolejno 1, 3 oraz 8. Po odjęciu pancerza i odporności wchodzi 6 ran! To prawie nokaut! Teraz pora na kontrę. Ponieważ krowa weszła w zwarcie bezpośrednie, cargo może natychmiast atakować! Młot jest bardzo niepraktyczny na takim dystansie, ale opcją pozostaje nóż, pistolet albo zdzielenie bydlęcia pięścią między oczy!

ODPOWIEDZ