ZC - Tajemnica Domu Westonów
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Sacred Heart Church, Arkham ranek 25 listopada 1920
Pastor sumiennie wysłuchiwał spowiedzi i przydzielał surowe pokuty za przewiny. Ci, którzy wychodzili z konfesjonału nie wyglądali jednak na przygnębionych pokutą. Raczej wyczuć można było jakby skrzydeł dostali. Pastor musiał być osobą wielkiej charyzmy i ogrmnym autorytetem dla wiernych.
Krótkie nabożeństwo okraszone płomiennym kazaniem skończyło się krótko przed dziewiątą. Kirkegaard wychodząc na zakrystię skinął do siedzących mężczyzn, zapraszając ich na tył kościółka.
- Czy jesteście gotowi? - spytał. - Będę potrzebować kwadransa aby przebrać się i zabrać potrzebne rzeczy.- Rzekł składając stułę.
- My w zasadzie jesteśmy gotowi ojcze - Paul ochoczo wyraził swoją gotowość, choć z trudem powstrzymywał się w kościele aby nie zasnąć. Najgorzej trzymał się Alex, który spał najkrócej, a rana na udzie rwała niemiłosiernie. Stał z podkrążonymi oczyma I podpierał się laseczką. Nie umknęło to uwadze księdza.
- A tobie co się stało synu?
- Miałem niewielkie problemy z ludźmi małej wiary - Alex nie był dziś w wylewnym nastroju.
Ksiądz zabrał ze stołu różaniec i niewielką torbę. Cała czwórka wyszła na zewnątrz do zaparkowanych przed kościołem dwóch Frodów T.
Wątek techniczny
Zakładam, że pod kościół podjechaliście dwoma autami: Paula i Willa. Zatem ruszacie do domu Westona. Chciałbym dowiedzieć się, co ze sobą zabieracie i czy robicie coś jeszcze przed przybyciem na miejsce.
Pastor sumiennie wysłuchiwał spowiedzi i przydzielał surowe pokuty za przewiny. Ci, którzy wychodzili z konfesjonału nie wyglądali jednak na przygnębionych pokutą. Raczej wyczuć można było jakby skrzydeł dostali. Pastor musiał być osobą wielkiej charyzmy i ogrmnym autorytetem dla wiernych.
Krótkie nabożeństwo okraszone płomiennym kazaniem skończyło się krótko przed dziewiątą. Kirkegaard wychodząc na zakrystię skinął do siedzących mężczyzn, zapraszając ich na tył kościółka.
- Czy jesteście gotowi? - spytał. - Będę potrzebować kwadransa aby przebrać się i zabrać potrzebne rzeczy.- Rzekł składając stułę.
- My w zasadzie jesteśmy gotowi ojcze - Paul ochoczo wyraził swoją gotowość, choć z trudem powstrzymywał się w kościele aby nie zasnąć. Najgorzej trzymał się Alex, który spał najkrócej, a rana na udzie rwała niemiłosiernie. Stał z podkrążonymi oczyma I podpierał się laseczką. Nie umknęło to uwadze księdza.
- A tobie co się stało synu?
- Miałem niewielkie problemy z ludźmi małej wiary - Alex nie był dziś w wylewnym nastroju.
Ksiądz zabrał ze stołu różaniec i niewielką torbę. Cała czwórka wyszła na zewnątrz do zaparkowanych przed kościołem dwóch Frodów T.
Wątek techniczny
Zakładam, że pod kościół podjechaliście dwoma autami: Paula i Willa. Zatem ruszacie do domu Westona. Chciałbym dowiedzieć się, co ze sobą zabieracie i czy robicie coś jeszcze przed przybyciem na miejsce.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Dom Westona; Arkham; późny ranek 25 listopada 1920;
Niebo spowijał całun ciężkich stalowych chmur, zwiastujących zbliżającą się burzę lub śnieżycę. Gdy auta stanęły zaparkowane przed domem Westona, z nieba poczęły spadać pierwsze krople deszczu i płatki śniegu.
Czterech ponurych mężczyzn ruszyło szybkim krokiem w stronę domu aby schronić się pod werandą. W dłoniach dzierżyli łopaty i pokaźnch rozmiarów łom. Najstarszy z nich o wyglądzie księdza szedł niosąc niewielką torbę.
Alex wyciągnął klucze i rozpoczął misterną ceremonię otwierania czterech zamków w dzrwiach. Cała czwórka weszła do domu. Pierwsze co nasunęło się badaczom to fakt, że z domu zniknął niemal całkiem ochydny fetor zepsutej zupy, który powitał ich za pierwszym razem. Wnętrze sprawiało teraz zupełnie inne wrażenie. Wynajęta sprzątaczka musiała być mistrzynią w swoim fachu, bo wszystko było starannie ułożone, odkurzone. Pomyśleć można było, iż ktoś opuścił lokum jakby wczoraj. Will zaczął sprawdzać światło. W pomieszczeniach na parterze, elektryczne żarówki rozświetliły wnętrza pokojów:
- Dobra robota. - Pod nosem mruknął detektyw. - Jeszcze jak schody zrobił ten cieśla to to mamy wszystko.
Wątek techniczny
Panowie, jesteście znów w domu. Gdzie kierujecie pierwsze kroki. Na zamknięty strych czy do piwnicy? A może chcecie teraz, przy świetle przeszukać dokładnie wszystkie pomieszczenia?
Póki co jest cicho i spokojnie, nawet szopów nigdzie nie widzieliście;) Ksiądz nie wygląda aby mu się spieszyło gdziekolwiek.
PS: Czegoj i Meduzzzz, to Wasza ostatnia szansa na deklarację, co zabraliście ze sobą. Innaczej zakładam, że macie tylko rzeczy osobiste: klucze, dokumenty, papierosy i zapalniczkę.
Niebo spowijał całun ciężkich stalowych chmur, zwiastujących zbliżającą się burzę lub śnieżycę. Gdy auta stanęły zaparkowane przed domem Westona, z nieba poczęły spadać pierwsze krople deszczu i płatki śniegu.
Czterech ponurych mężczyzn ruszyło szybkim krokiem w stronę domu aby schronić się pod werandą. W dłoniach dzierżyli łopaty i pokaźnch rozmiarów łom. Najstarszy z nich o wyglądzie księdza szedł niosąc niewielką torbę.
Alex wyciągnął klucze i rozpoczął misterną ceremonię otwierania czterech zamków w dzrwiach. Cała czwórka weszła do domu. Pierwsze co nasunęło się badaczom to fakt, że z domu zniknął niemal całkiem ochydny fetor zepsutej zupy, który powitał ich za pierwszym razem. Wnętrze sprawiało teraz zupełnie inne wrażenie. Wynajęta sprzątaczka musiała być mistrzynią w swoim fachu, bo wszystko było starannie ułożone, odkurzone. Pomyśleć można było, iż ktoś opuścił lokum jakby wczoraj. Will zaczął sprawdzać światło. W pomieszczeniach na parterze, elektryczne żarówki rozświetliły wnętrza pokojów:
- Dobra robota. - Pod nosem mruknął detektyw. - Jeszcze jak schody zrobił ten cieśla to to mamy wszystko.
Wątek techniczny
Panowie, jesteście znów w domu. Gdzie kierujecie pierwsze kroki. Na zamknięty strych czy do piwnicy? A może chcecie teraz, przy świetle przeszukać dokładnie wszystkie pomieszczenia?
Póki co jest cicho i spokojnie, nawet szopów nigdzie nie widzieliście;) Ksiądz nie wygląda aby mu się spieszyło gdziekolwiek.
PS: Czegoj i Meduzzzz, to Wasza ostatnia szansa na deklarację, co zabraliście ze sobą. Innaczej zakładam, że macie tylko rzeczy osobiste: klucze, dokumenty, papierosy i zapalniczkę.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
- Zacznijmy od góry - powiedział detektyw - pierw strych, a później po kolej wszystkie pokoje na piętrze i parterze. W końcu dotrzemy do piwnicy i coś mi się zdaje, że to najgorsze miejsce.
- Pastorze, będzie nam pan towarzyszył, czy woli rozpocząć przygotowania do obrządku?
- Pastorze, będzie nam pan towarzyszył, czy woli rozpocząć przygotowania do obrządku?
Ostatnio zmieniony 31 maja 2012, 12:35 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Dom Westona; Arkham; późny ranek 25 listopada 1920;
Pokój, w którym ktoś lub coś ostatnim razem przesuwało meble był w nienaruszonym stanie. Właz na strych był zabity gwoździami. Will rozejrzał się po pokoju. Wyglądało na to, że sprzątaczka nie zaglądała do nieużywanych pomieszczeń. Ciarki jednak przeszły mężczyźnie po plecach. Było w tym pomieszczeniu coś co powodowało instynktowny niepokój metysa. Wraz z dziennikarzem szybko sprawdzili wszystkie zakamarki, szuflady toaletki
- Otwieramy strych? - Spytał sam siebie w myślach i zdał sobie sprawę, że zrobił to na głos.
- Można spróbować... - Bez przekonania odpowiedział Paul.
Alex tymczasem zostawił pastora w salonie, gdzie egzorcysta chciał się najpierw pomodlić wśród krzyży. Bibliotekarz wdrapywał się na górę, w myślach przeklinając każdy schodek, który powodował promieniujący ból w dopiero co zszytej nodze. Gdy wszedeł do pokoju, Will stał na sekretarzyku i właśnie wyciągał z umieszczonej na suficie ramy włazu ostatni gwóźdź, którego użyto do zabicia przejścia. Oddał łom Paulowi i pchnął klapę do góry. Wejście nie ustąpiło, drewno było wypaczone, być może pozostały tam wciąż jakieś gwoździe. Detektyw wytężył mięśnie i z głuchym jękiem wysiłku uniósł klapę. Z góry na głowę Hutchinsona posypała się kaskada kurzu. Krztusząc się i kichając mężczyzna odsłonił wejście. Paul podał mu latarkę.
Strych miał zaledwie kilka stóp wysokości, nawet dziecko musiałoby chodzić po nim przygarbione, jeśli nie zgięte w pół. Na górze nie znajdowało się nic ciekawego. Mały świetlik, troche ptasich i szczurzych odchodów, kilka starych gniazd os. Nic co należałoby do ludzi.
Hutchinson westchnął tylko i zamknął klapę z powrotem:
- Nie ma tam nic co mogłoby rzucić jakiekolwiek światło na to co się tu dzieje. Dammned! Miałem nadzieję, że znajdziemy chociaż jakiee... - Nie dokończył. W tym momencie w niewytłumaczlny sposób sekretarzyk, na którym stał metys, gwałtownie wysunął się spod nóg detektywa i niczym ciśnięty przez niewidzialnego procarza uderzył z całą siłą w Paula. Dziennikarz upadł z głuchym łoskotem, a mebel z impetem roztrzaskał się o ścianę, tuż obok Alexa, zostawiając w tynku pokaźne wgłębienie. Will miał więcej szczęścia. W trudno wytłumaczlny sposób udało mu się chwycić włazu. Na ułamek sekundy Hutchinson zawisł w ekwilibrystycznej pozie po czym spadł na ziemie bez szwanku.
- Fuck me! What a fuck was that? - detektyw dał ujście swemu zdumieniu. Zdawało mu się, że to piwnica miała być najgorszym miejscem. Wzdrygnął się znowu, gdy pomyślał, że skoro takie niespodzianki zastali na górze to co czeka ich na dole?
- To... to niemożliwe... - Alex patrzył z niedowierzaniem na rozbite kawałki drewnianego mebla. Miał jeszcze do tej chwili cichą nadzieje, że wszystkie wydarzenia z domu były sfingowaną mistyfikacją. To co ujrzał rozwiało jakiekolwiek wątpliwości
- For fuck's sake! Mój nos! - zaklął siarczyście dziennikarz podnosząc się z ziemi I obcierając rękawem zakrwawiony nos. I nagle zdał sobie sobie sprawę, że jest tu jeszcze ktoś: - A gdzie Kirkegaard?
Wątek techniczny
W tym pokoju raczej nic nie znajdziecie. Jest tu jeszcze metalowa, obdrapana rama od łóżka I drewniane krzesło… Ciekawe czy też potrafią latać? Idziecie po pastora? Zakładam, że wcześniej sprawdziliście pozostałe dwie sypialnie na piętrze. Nic tam nie ma ciekawego. Ot zwykłe domowe rzeczy i pluskwy w materacach.
Detektyw wpierw wygrywa w teście spornym Siły przeciwko Wytrzymałości włazu. Gdy toaletka ruszyła z miejsca Will zdał testy Szcześcia (wynik 40, dzięki czemu złapał się włazu) I skakania (sukces 25). Laduje na ziemi bez szwanku. Paulowi nie udaje się uniknąć pędzącego mebla (Uniki 73). Mebel zadał k4 obrażenia z wynikiem 2.
Meduzzzz: aparat masz ok. Coś w rodzaju tego na załączonym obrazku. Masz też trochę magnezji (starczy na 3 zdjęcia w ciemnościach, lub słabym oświetleniu.
Pokój, w którym ktoś lub coś ostatnim razem przesuwało meble był w nienaruszonym stanie. Właz na strych był zabity gwoździami. Will rozejrzał się po pokoju. Wyglądało na to, że sprzątaczka nie zaglądała do nieużywanych pomieszczeń. Ciarki jednak przeszły mężczyźnie po plecach. Było w tym pomieszczeniu coś co powodowało instynktowny niepokój metysa. Wraz z dziennikarzem szybko sprawdzili wszystkie zakamarki, szuflady toaletki
- Otwieramy strych? - Spytał sam siebie w myślach i zdał sobie sprawę, że zrobił to na głos.
- Można spróbować... - Bez przekonania odpowiedział Paul.
Alex tymczasem zostawił pastora w salonie, gdzie egzorcysta chciał się najpierw pomodlić wśród krzyży. Bibliotekarz wdrapywał się na górę, w myślach przeklinając każdy schodek, który powodował promieniujący ból w dopiero co zszytej nodze. Gdy wszedeł do pokoju, Will stał na sekretarzyku i właśnie wyciągał z umieszczonej na suficie ramy włazu ostatni gwóźdź, którego użyto do zabicia przejścia. Oddał łom Paulowi i pchnął klapę do góry. Wejście nie ustąpiło, drewno było wypaczone, być może pozostały tam wciąż jakieś gwoździe. Detektyw wytężył mięśnie i z głuchym jękiem wysiłku uniósł klapę. Z góry na głowę Hutchinsona posypała się kaskada kurzu. Krztusząc się i kichając mężczyzna odsłonił wejście. Paul podał mu latarkę.
Strych miał zaledwie kilka stóp wysokości, nawet dziecko musiałoby chodzić po nim przygarbione, jeśli nie zgięte w pół. Na górze nie znajdowało się nic ciekawego. Mały świetlik, troche ptasich i szczurzych odchodów, kilka starych gniazd os. Nic co należałoby do ludzi.
Hutchinson westchnął tylko i zamknął klapę z powrotem:
- Nie ma tam nic co mogłoby rzucić jakiekolwiek światło na to co się tu dzieje. Dammned! Miałem nadzieję, że znajdziemy chociaż jakiee... - Nie dokończył. W tym momencie w niewytłumaczlny sposób sekretarzyk, na którym stał metys, gwałtownie wysunął się spod nóg detektywa i niczym ciśnięty przez niewidzialnego procarza uderzył z całą siłą w Paula. Dziennikarz upadł z głuchym łoskotem, a mebel z impetem roztrzaskał się o ścianę, tuż obok Alexa, zostawiając w tynku pokaźne wgłębienie. Will miał więcej szczęścia. W trudno wytłumaczlny sposób udało mu się chwycić włazu. Na ułamek sekundy Hutchinson zawisł w ekwilibrystycznej pozie po czym spadł na ziemie bez szwanku.
- Fuck me! What a fuck was that? - detektyw dał ujście swemu zdumieniu. Zdawało mu się, że to piwnica miała być najgorszym miejscem. Wzdrygnął się znowu, gdy pomyślał, że skoro takie niespodzianki zastali na górze to co czeka ich na dole?
- To... to niemożliwe... - Alex patrzył z niedowierzaniem na rozbite kawałki drewnianego mebla. Miał jeszcze do tej chwili cichą nadzieje, że wszystkie wydarzenia z domu były sfingowaną mistyfikacją. To co ujrzał rozwiało jakiekolwiek wątpliwości
- For fuck's sake! Mój nos! - zaklął siarczyście dziennikarz podnosząc się z ziemi I obcierając rękawem zakrwawiony nos. I nagle zdał sobie sobie sprawę, że jest tu jeszcze ktoś: - A gdzie Kirkegaard?
Wątek techniczny
W tym pokoju raczej nic nie znajdziecie. Jest tu jeszcze metalowa, obdrapana rama od łóżka I drewniane krzesło… Ciekawe czy też potrafią latać? Idziecie po pastora? Zakładam, że wcześniej sprawdziliście pozostałe dwie sypialnie na piętrze. Nic tam nie ma ciekawego. Ot zwykłe domowe rzeczy i pluskwy w materacach.
Detektyw wpierw wygrywa w teście spornym Siły przeciwko Wytrzymałości włazu. Gdy toaletka ruszyła z miejsca Will zdał testy Szcześcia (wynik 40, dzięki czemu złapał się włazu) I skakania (sukces 25). Laduje na ziemi bez szwanku. Paulowi nie udaje się uniknąć pędzącego mebla (Uniki 73). Mebel zadał k4 obrażenia z wynikiem 2.
Meduzzzz: aparat masz ok. Coś w rodzaju tego na załączonym obrazku. Masz też trochę magnezji (starczy na 3 zdjęcia w ciemnościach, lub słabym oświetleniu.
Ostatnio zmieniony 01 czerwca 2012, 19:06 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Dom Westona; Arkham; późny ranek 25 listopada 1920;
Zastali pastora na schodach. Ksiądz zdenerwoawny właśnie zaczynał wchodzić po schodach. Spojrzał spod krzaczastych brwi na trójkę mężczyzn u szczytu schodów:
- Na Boga Najświętszego! Co się tam stało? Słyszałem tylko jakby sto diabłów bluźniło! Nawet pacierza nie można zmówić w spokoju.
Mężczyźni, każdy w tym samym momencie zaczerpnęli powietrza aby odpowiedzieć
Wątek techniczny
No właśnie, co mówicie pastorowi Lutherowi?
Zastali pastora na schodach. Ksiądz zdenerwoawny właśnie zaczynał wchodzić po schodach. Spojrzał spod krzaczastych brwi na trójkę mężczyzn u szczytu schodów:
- Na Boga Najświętszego! Co się tam stało? Słyszałem tylko jakby sto diabłów bluźniło! Nawet pacierza nie można zmówić w spokoju.
Mężczyźni, każdy w tym samym momencie zaczerpnęli powietrza aby odpowiedzieć
Wątek techniczny
No właśnie, co mówicie pastorowi Lutherowi?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
- Pastor wybaczy nasze wzburzone słowa, ale właśnie bez żadnego ostrzeżenia jedna szafka sama rozbiła się o ścianę. Przy okazji zahaczyła o Gilighama. Ten dom żyje nawet za dnia, a nie, jak piszą w książkach za pięć centów, o nawiedzonych domach, tylko w nocy. Aż się boję pomyśleć co się może stać w piwnicy - rzekł nieco wzburzony i przestraszony za razem detektyw.
Unikając nieco, zbyt prędkiego udania się do piwnicy, zaczął przeszukiwać inne pokoje na piętrze i parterze.
Unikając nieco, zbyt prędkiego udania się do piwnicy, zaczął przeszukiwać inne pokoje na piętrze i parterze.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Dom Westona; Arkham; późny ranek 25 listopada 1920
- To szatańska interwencja bez dwóch zdań. Muszę się przygotować na tę walkę. Potrzebuje kilka minut spokoju. - Pastor wrócił do salonu aby kontynuwać modlitwę.
Mężczyźni rozeszli się po parterze myszkując. Paul buszował po szufladach w kuchni, William pobieżnie sprawdzał jadalnie. Alexowi zostały schowki. Wszedł do pierwszego z nich. Tego w którym przestraszył go szczur. Otworzył drzwi. Tym razem grzyonia nie było. Brendi rozejrzał się po rupieciach i zaklął w myślach:
- Holy Shit! Jak ja mogłem wcześniej na to nie zwrócić uwagi!
W schowku stał stary, zabity deskami kredens, którego nie zdążył sprawdzić poprzednim razem, gdy tajemnicze dźwięki wywabiły go na piętro domu. Potem całkowicie wyleciało mu to z pamięci. Wiedziony przeczuciem zacisnął spocone dłonie na drewnie i spróbował oderwać deski. Drewno i gwoździe nie ustąpiły. Mężczyzna zdenerwowany rozejrzał się po schowku. W kącie stał metalowy pogrzebacz. Brendi uśmiechnął się I sięgnął po narzędzie. Podważył pierwszą deskę, która z cichym skrzypnięciem odeszła od kredensu. Zachęcony sukcesem zabrał się za kolejne. Opanowało go wręcz dziecięce podniecenie. Chwilę potem nic już nie stało na przeszkodzie aby zaspokoić ciekawość. Zaczął otwierać po kolei drzwiczki i szufladki. Podniecenie zaczęło ustępować zwątpieniu a potem poczuciu zawiedzenia. Mebel był pusty. No nie do końca, jeśli policzyć mysie lub szczurze odchody. Otworzył ostatnią szufladę I poczuł, że jego ciekawość popłaciła. Wyciągnął trzy przewiązane sznurkiem zeszyty. Odwiązał sznurek I otworzył jeden z brulionów. Kartki pokrywały zdania gęsto kreślone piórem. W rękopisie pełno było przekreśleń, kleksów I plam. Brendi wczytał się w przypadkową stronę, gdy odkrył, że zapiski, choć zawierały wiele notatek były najprawdopodobniej angielskim tłumaczeniem Liber Ivonis!
- Co tam masz? - Pytanie Paula, który wraz z Willem pojawił się niespodziewanie wystraszyło Alexa skupionego nad zeszytami niemal na śmierć.
- Chyba jakieś pamiętniki, albo tłumaczenie manuskryptu. - Odpowiedział szeptem Brendi chowając zeszyty za połę marynarki.
- Widzę, że miałeś więcej szczęścia niż my. Poza jakimiś pierdołami nic znaleźliśmy - Wtrącił się detektyw, po czym wzdrygnął się na myśl o miejscu, do którego musieli się udać:
- Chodźmy do tej piwnicy.
- To szatańska interwencja bez dwóch zdań. Muszę się przygotować na tę walkę. Potrzebuje kilka minut spokoju. - Pastor wrócił do salonu aby kontynuwać modlitwę.
Mężczyźni rozeszli się po parterze myszkując. Paul buszował po szufladach w kuchni, William pobieżnie sprawdzał jadalnie. Alexowi zostały schowki. Wszedł do pierwszego z nich. Tego w którym przestraszył go szczur. Otworzył drzwi. Tym razem grzyonia nie było. Brendi rozejrzał się po rupieciach i zaklął w myślach:
- Holy Shit! Jak ja mogłem wcześniej na to nie zwrócić uwagi!
W schowku stał stary, zabity deskami kredens, którego nie zdążył sprawdzić poprzednim razem, gdy tajemnicze dźwięki wywabiły go na piętro domu. Potem całkowicie wyleciało mu to z pamięci. Wiedziony przeczuciem zacisnął spocone dłonie na drewnie i spróbował oderwać deski. Drewno i gwoździe nie ustąpiły. Mężczyzna zdenerwowany rozejrzał się po schowku. W kącie stał metalowy pogrzebacz. Brendi uśmiechnął się I sięgnął po narzędzie. Podważył pierwszą deskę, która z cichym skrzypnięciem odeszła od kredensu. Zachęcony sukcesem zabrał się za kolejne. Opanowało go wręcz dziecięce podniecenie. Chwilę potem nic już nie stało na przeszkodzie aby zaspokoić ciekawość. Zaczął otwierać po kolei drzwiczki i szufladki. Podniecenie zaczęło ustępować zwątpieniu a potem poczuciu zawiedzenia. Mebel był pusty. No nie do końca, jeśli policzyć mysie lub szczurze odchody. Otworzył ostatnią szufladę I poczuł, że jego ciekawość popłaciła. Wyciągnął trzy przewiązane sznurkiem zeszyty. Odwiązał sznurek I otworzył jeden z brulionów. Kartki pokrywały zdania gęsto kreślone piórem. W rękopisie pełno było przekreśleń, kleksów I plam. Brendi wczytał się w przypadkową stronę, gdy odkrył, że zapiski, choć zawierały wiele notatek były najprawdopodobniej angielskim tłumaczeniem Liber Ivonis!
- Co tam masz? - Pytanie Paula, który wraz z Willem pojawił się niespodziewanie wystraszyło Alexa skupionego nad zeszytami niemal na śmierć.
- Chyba jakieś pamiętniki, albo tłumaczenie manuskryptu. - Odpowiedział szeptem Brendi chowając zeszyty za połę marynarki.
- Widzę, że miałeś więcej szczęścia niż my. Poza jakimiś pierdołami nic znaleźliśmy - Wtrącił się detektyw, po czym wzdrygnął się na myśl o miejscu, do którego musieli się udać:
- Chodźmy do tej piwnicy.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Dom Westona; Arkham, późny ranek 25 listopada 1920;
Żarówka na schodkach zapaliła się bladym światłem, rzucajac ponury cień na ceglaną ścianę piwnicy przylegającą do schodów. Mur zostawiał brudny, czerwony ślad po dotknięciu, o czym przekonał się Paul, przejeżdżając przypadkowo po ścianie rękawem płaszcza. Will schodził powoli, ostrożnie stawiając kroki na wciąż chybotliwych drewnianych stopniach. W ślad za nim ruszyli Alex, Paul i pastor Kirkegaard. Stara żarówka zaledwie dawała półmrok. Do tego co rusz przygasała, pogrążając pomieszczenie w iście nieprzeniknionej ciemności. Na dole Will zapalił swoją latarkę i omiótł powoli wnętrze. Wyobraźnia detektywa podpowiadała najstraszniejsze scenariusze. Hutchinson był spięty niczym kot gotów skoczyć w każdym momencie do ataku lub panicznej ucieczki. Nie znalazł jednak niczego, co mogłoby przyprawić go o jeszcze szybsze bicie serca.
Na klepisku niewielkiej piwnicy walały się najrozmaitsze rupiecie. Pomieszczenie przympominało w zasadzie śmietnik. Wśród kilku rdzewiejących metalowych skrzynek, porozrzucane były narzędzia, śrubki I najrozmaitsze przedmioty, dla których najlepszym określeniem byłoby śmieci. Ściany piwnicy, poza jedną ustawioną z czerwonych cegieł, obite były deskami. Pod schodami znajdowały się też małe drewniane drzwiczki, prowadzące do innego pomieszczenia. Alex nacisnął rdzewiejącą klamkę stwierdzając zdziwiony:
- Zamknięte?
Uwaga pozostałej trójki momentalnie skupiła się na prostokącie niewielkich drzwiczek. Will mimowolnie sprawdził sterczący spod paska rewolwer, po czym wetknął łom pomiędzy drzwi a framugę. Nacisnął początkowo delikatnie, ale gdy poczuł opór drewna nastąpił z całą siła. Drzwi skrzypnęły złowrogo, po czym ustąpiły pod naporem ogromnej siły metysa. Dopiero teraz dostrzegli, że drzwi były zabite gwoździami. Paul pierwszy schylił się i zerknął do środka. Wnętrze pomieszczenia było całkowicie czarne niemal po sam sufit. W kącie leżała niewielka pryzma węgla.
- Po co ktoś zadał sobie trud zabicia składzika na węgiel? - spytał Will. Paul tymczasem rozepchnął łopatą węgiel, oświadczając, że nie ma tu absolutnie niczego.
- Czai się zło w tym domu... Czuję to... - stwierdził nagle pastor, po czym odwrócił się powoli w stronę schodków - Zacznę pierwsze egzorcyzmy na parterze. Gdybyście znaleźli coś ważnego, to nie wahajcie się mnie zawołać.
Podreptał na górę. Will rzucił jeszcze raz okiem po piwnicy. Jego uwagę przykuło niewielkie metalowe pudełko z trudnym do dostrzeżenia grawerunkiem. Podniósł kasetkę z ziemi I otworzył ją. W środku, na zgniłym materiale leżał stary nóż ze zdobioną rękojeścią. Ostrze pokryte było grubą warstwą rdzy. Przyjrzał się broni dokładniej i ostrożnie dotknął ostrza. Rdza nie przypominała w dotyku stali, choć miała wyrźny zapach żelaza, co zauważył wąchając brudne od kontaktu z ostrzem palce.
Stojący tuż obok Alex zdał sobie sprawę czym pokryte jest ostrze noża:
- Krew...
Wątek techniczny
Panowie, gdzie chcecie szukać domniemanego denata, zła wcielonego, diabła, czy ducha? Rozkopujecie klepisko? Rozwalacie ceglaną ścianę? Modlicie się z pastorem? Piwnica choć zawalona gratami, nie zawiera, poza nożem żadnych ciekawych lub dziwnych przedmiotów.
Żarówka na schodkach zapaliła się bladym światłem, rzucajac ponury cień na ceglaną ścianę piwnicy przylegającą do schodów. Mur zostawiał brudny, czerwony ślad po dotknięciu, o czym przekonał się Paul, przejeżdżając przypadkowo po ścianie rękawem płaszcza. Will schodził powoli, ostrożnie stawiając kroki na wciąż chybotliwych drewnianych stopniach. W ślad za nim ruszyli Alex, Paul i pastor Kirkegaard. Stara żarówka zaledwie dawała półmrok. Do tego co rusz przygasała, pogrążając pomieszczenie w iście nieprzeniknionej ciemności. Na dole Will zapalił swoją latarkę i omiótł powoli wnętrze. Wyobraźnia detektywa podpowiadała najstraszniejsze scenariusze. Hutchinson był spięty niczym kot gotów skoczyć w każdym momencie do ataku lub panicznej ucieczki. Nie znalazł jednak niczego, co mogłoby przyprawić go o jeszcze szybsze bicie serca.
Na klepisku niewielkiej piwnicy walały się najrozmaitsze rupiecie. Pomieszczenie przympominało w zasadzie śmietnik. Wśród kilku rdzewiejących metalowych skrzynek, porozrzucane były narzędzia, śrubki I najrozmaitsze przedmioty, dla których najlepszym określeniem byłoby śmieci. Ściany piwnicy, poza jedną ustawioną z czerwonych cegieł, obite były deskami. Pod schodami znajdowały się też małe drewniane drzwiczki, prowadzące do innego pomieszczenia. Alex nacisnął rdzewiejącą klamkę stwierdzając zdziwiony:
- Zamknięte?
Uwaga pozostałej trójki momentalnie skupiła się na prostokącie niewielkich drzwiczek. Will mimowolnie sprawdził sterczący spod paska rewolwer, po czym wetknął łom pomiędzy drzwi a framugę. Nacisnął początkowo delikatnie, ale gdy poczuł opór drewna nastąpił z całą siła. Drzwi skrzypnęły złowrogo, po czym ustąpiły pod naporem ogromnej siły metysa. Dopiero teraz dostrzegli, że drzwi były zabite gwoździami. Paul pierwszy schylił się i zerknął do środka. Wnętrze pomieszczenia było całkowicie czarne niemal po sam sufit. W kącie leżała niewielka pryzma węgla.
- Po co ktoś zadał sobie trud zabicia składzika na węgiel? - spytał Will. Paul tymczasem rozepchnął łopatą węgiel, oświadczając, że nie ma tu absolutnie niczego.
- Czai się zło w tym domu... Czuję to... - stwierdził nagle pastor, po czym odwrócił się powoli w stronę schodków - Zacznę pierwsze egzorcyzmy na parterze. Gdybyście znaleźli coś ważnego, to nie wahajcie się mnie zawołać.
Podreptał na górę. Will rzucił jeszcze raz okiem po piwnicy. Jego uwagę przykuło niewielkie metalowe pudełko z trudnym do dostrzeżenia grawerunkiem. Podniósł kasetkę z ziemi I otworzył ją. W środku, na zgniłym materiale leżał stary nóż ze zdobioną rękojeścią. Ostrze pokryte było grubą warstwą rdzy. Przyjrzał się broni dokładniej i ostrożnie dotknął ostrza. Rdza nie przypominała w dotyku stali, choć miała wyrźny zapach żelaza, co zauważył wąchając brudne od kontaktu z ostrzem palce.
Stojący tuż obok Alex zdał sobie sprawę czym pokryte jest ostrze noża:
- Krew...
Wątek techniczny
Panowie, gdzie chcecie szukać domniemanego denata, zła wcielonego, diabła, czy ducha? Rozkopujecie klepisko? Rozwalacie ceglaną ścianę? Modlicie się z pastorem? Piwnica choć zawalona gratami, nie zawiera, poza nożem żadnych ciekawych lub dziwnych przedmiotów.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times