Nie czekał długo. Ghul odebrał telefon już po trzecim sygnale.
- Jesteś przytomny?
- No, tak jakby... Znaczy tak, jasne. Co jest? - głos w słuchawce był nieco zaspany, ale trzeźwiał szybko. Namtar uśmiechnął się lekko. Rozmowa nie była stratą czasu.
- Nie będzie mnie dziś. Zapamiętaj adres: Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House. Chcę żebyś w dzień ogarnął dojazd tutaj i okolicę. Chcę znać czas w jakim możesz się tutaj zjawić, jeśli będę tego potrzebował.
- Zrozumiałem, WV 1017 Edgewood. Nie ma problemu.
- Dobrze. Będę potrzebował krwi z haszem.
- Jutro załatwię... Teraz staram się odespać trochę... Wiesz, żebym później w dzień nie chodził do tyłu...
- Słusznie - pochwalił Łowca. - Jak szybko możesz mi załatwić srebrną amunicję?
- Nawet na jutrzejszą noc. Mam to zrobić?
- Nie, nie teraz. Chciałem po prostu znać czas. I jeszcze jedno... Masz dla mnie krew?
- Tak - głos Ghula stał się nieco ostrożniejszy. - Ale mam ci ją dać dopiero za dwie noce.
- Dobrze... Chciałem tylko wiedzieć. Idź spać.
- Się robi, szefie.
Łowca przerwał połączenie.
Dwie noce, alhamdu'Haqim* - Oblizał odruchowo wargi. Umiał być cierpliwy. Poza tym, dwie noce, to nie tak długo. Na chwilę jego myśli zdominowały wspomnienia krwi i jej smaku, który tak dobrze znał. Szkarłatnej strugi spływającej po skórze jego Mistrza...
[center]
***[/center]
Myśl o spotkaniu z Amirem Niewiernych, była równie nęcąca jak pomysł zdiabolizowania kanistra z benzyną. A jednak, zapewnię nie miał w tej sprawie większego wyboru. Skrzywił się chowając telefon do kieszeni. Dom wydawał się całkowicie pozbawiony życia. Morderca stał przez chwilę w bezruchu, w wejściu do pokoju rytualnego. Chłonął otaczające go milczenie i mrok. Gdzieś, na krawędzi uwagi zatańczyły wersy z dawno zapomnianego wiersza:
[center]
Dom był straszny. Tak cicho w nim było i pusto
Jakby wszyscy umarli... Czy ja z nimi? Nie wiem.[/center]
Uśmiechnął się. Lubił ten stan. Pustkę, która pojawiała się, gdy wszyscy odchodzili. Pustkę, w której był jedynie cieniem, wśród innych cieni. Wiedział, że za chwilę będzie musiał wrócić do Sanktuarium, rozmawiać z Przeklętymi i patrzeć w ich twarze. Ale teraz... Przez tą chwilę mógł być sam, całkiem sam. Smakując wspomnienia krwi i martwotę starego domu. Myślał o pokoju w piwnicy i o czarnym lustrze, które stanowiło jego posadzkę. O tym, co mogło kryć się pod jej powierzchnią...
Później westchnął i ruszył do kręgu. Wiedział, co jeszcze musi zrobić tej nocy.
[center]
***[/center]
Gdy Namtar wraca do Sanktuarium, ma na sobie spodnie i czarny podkoszulek z napisem U'R NXT. Kurtkę i szelki z bronią ma przewieszone przez ramię. Teraz można zauważyć, że jego ramiona, plecy i klatka piersiowa pokryte są tatuażami w postaci stylizowanych arabskich liter i napisów. Ma nieco wygoloną głowę po obu stronach, ciemne włosy zaś opadają mu na kark. Są trochę wilgotne, co każe przypuszczać, że brał niedawno prysznic.
Jego wejście do Sanktuarium przerwało jakąś rozmowę i przez chwilę oczy zebranych skupiły się na postaci Łowcy. Wykorzystał ten moment:
- Dom jest czysty - powiedział, zwracając się głownie do Victorii - zabezpieczyłem teren na tyle, na ile mogłem. Na strychu są klatki po krukach. Zostało w nich nieco czarnych piór. Może wam się do czegoś przydadzą.
- Był tu też sługa Amira Charleston - dodał po chwili. - Przekazał wiadomość. Amir życzy sobie widzieć wszystkich jutro o 23 w Muzeum Sztuki. Mnie także.
Podszedł do swojego sarkofagu, odkładając na bok kurtkę i szelki z bronią. Usiadł na trumnie i spojrzał na Gavina.
- Mam jeszcze jedną sprawę do omówienia. Konkretnie z tobą - Ravnos spojrzał na niego z lekkim zaskoczeniem.
- Nie chce mi się komplikować tego, co muszę ci powiedzieć - kontynuował Morderca. - Więc będę się wysławiał krótko. Nie wierzę w przypadki, ani w cudowne odnajdywanie swych braci. Jak dla mnie, sam wysłałeś tu Lucjana, aby obrobił dom, nim się tu zjawisz i zajmiesz honorowym spłacaniem długu dla klanu... I w sumie miałbym to gdzieś, bo mój Klient nie wynajął mnie do pilnowania rupieci po swojej śmierci. Gdyby nie jedna sprawa...
Gavin chciał coś odpowiedzieć, ale ton groźby, który nagle pojawił się w słowach Zabójcy kazał mu zamilknąć.
- Nie od razu zorientowałem się o co chodzi, bo na co dzień nie żyję w tym twoim świecie półprawd i innych bzdur, które ja nazywam po prostu kłamstwem. Ale Strażnik powiedział, że twój brat starał się wykraść materiały dotyczące Arcanym i tego Kultu Gehenny. Myślę sobie, że jeżeli faktycznie w całej tej sprawie chodzi o jakiegoś Matuzalema i materiały te mogły zawierać miejsce jego spoczynku, to twój Klan właśnie próbuje mnie okraść z Krwi, która mi się należy na mocy Kontraktu. Cholernie mi się to nie podoba, mówiąc szczerze. Więc zadbałem na razie o to, by ciało Lucjana znalazło się w bezpiecznym miejscu - znanym jedynie mi. Nie musisz się martwić. Włos mu z głowy nie spadnie - Morderca uśmiechnął się nieprzyjemnie. - Powiedzmy, że Lucjan jest moją polisą ubezpieczeniową, na wypadek, gdybym jednak miał rację i gdybyś, razem z innymi kłamliwymi, cygańskimi psami, próbował mnie okraść. Zdrowiej jednak byłoby, gdybyś pojął, że to ci bardzo zaszkodzi. Twojemu bratu także. Ja jestem szalenie pomysłowy w pewnych kwestiach, a inna lilmauti lasakaraat**. Nie próbuj więc okradać Klanu Łowców, bo nie ma takiej siły na tym świecie, która cię uratuje przed naszą zemstą. Niektórzy mówią, że są tacy, którym się udało jej uniknąć. Nazywa się ich kosmonautami. Hal tafham?***
Gavin miał wrażenie, że pomieszczenie, w którym przebywali stało się stanowczo za małe. Nawet stąd widział błysk wysuniętych kłów Zabójcy, gdy ten kontynuował zimno:
- Mam nadzieję, że umiesz mnie jakoś przekonać, że się mylę, bassas****. Choć z drugiej strony będzie to trudne, z uwagi na to, co powiedziałeś wcześniej na temat prawdy - wyszczerzył zęby w jednym ze swoich popieprzonych uśmiechów. Podobało mu się, w jaki sposób los dopada Niewiernych...
Mówię spokojnie, ale w moim głosie jest wystarczająco dużo napięcia, by zamrozić powietrze w całym pomieszczeniu. Używam zastraszania w taki sposób, aby Gavin bardzo poważnie potraktował to, co mówię i wiedział, że niewiele mi trzeba, by przejść od słów do czynów.
Od MG:
Test zastraszania: ST:6 Namtar = 6 sukcesów; Gavin = 4 sukcesy. Test udany = 2 sukcesy przewagi.
Gavin jest zastraszony. Namtar osiągnął oczekiwany efekt.
* arab. Haqimowi niech będą dzięki.
** arab. zaprawdę śmierci towarzyszy agonia.
*** arab. Rozumiesz?
**** arab. kłamco