Post
autor: Suriel » 17 grudnia 2015, 23:37
Sala Trofeów Królowej Cierni, 457.815.M41
- Po pierwsze cieszę się, że w końcu jesteśmy w końcu poza portem w niczym nie ograniczonej przestrzeni. Szczęśliwy powrót Królowej w czynną służbę zawdzięczamy przede wszystkim dwóm wielkim rzeczom: naszej wspólnej i ciężkiej pracy oraz moim pieniądzom. Myślę, że fakt iż nasza Pani znów żegluje wśród gwiazd należy uczcić toastem. Panowie! - wzniósł puchar w górę - Za zdrowie Królowej naszych serc!
Pociągnął głębszy łyk amasecu.
- Jednakże... temu statkowi brakowało tego przez ostatnie trzy miesiące ostatnich napraw nieco ruchu i to wyraźnie widać. - mówił spokojnie i chłodno.
- Myślę, że ten przestój również nieco odbił się na formie załogi. I to niestety w niepokojący mnie sposób... - zawiesił głos wpatrzony w puchar jaki trzymał w rękach.
- Najbardziej nie jestem zadowolony z braku pełnej funkcjonalności napędu oraz z powodu wątpliwie długiego czasu ładowania się osłon. Proszę znaleźć sposób by przyspieszyć ten kluczowy proces - powiedział nie patrząc na Diomedesa - Jest pan nowy na statku i zdaję sobie sprawę, że musiał pan znaleźć czas nie tylko by nadzorować trwającą generalną naprawę Królowej ale i uczyć się ducha tegoż wspaniałego okrętu, dlatego tym razem podejdę do braku pełnej sprawności wyrozumiale. Nie uważam jednak by poszukiwanie po porcie swoich techników było zadaniem które musi wykonwać Główny Mechanik. Od tego są inni ludzie. Pana umiejętności są natomiast bardziej potrzebne tu na statku. Oczekuję, że następnym razem zajmie się wyłącznie swoją robotą, a włóczenie po porcie pozostawi w gestii desygnowanych osób.
Morgan rozejrzał się po stole wyczytując z twarzy reakcję zebranych oficerów. Powrócił do spożywania posiłku dorzucając jakby od niechcenia.
- No i jeśli pan nie będzie zajmował się poszukiwaniem swoich mechaników a swoją robotą, to Szef ochrony może szybciej się doliczy ile osób należy przetransportować. - dodał z lekko kwaśnym uśmiechem.
Przez chwilę słychać było jedynie stukanie sztućców przy stole. Oficerowie wyraźnie zmarkotnieli i wyraźnie ode chciało im się luźnych rozmów by nie ściągnąć na siebie uwagi. Morgan kroił kawałki mięsa i układał je srebrnym sztućcem obok siebie na talerzu kontynuując.
- Mało brakowało i musielibyśmy pozostać w porcie z powodu przestrzelenia przez Różę. No ale myślę, że nad nami wszystkim spoczywało jasne spojrzenie Imperatora, niech strzeże... - dorzucił spoglądając na kapelana - Dla mnie był niezwykle łaskawy dzisiejszego dnia albowiem w Chórze przez Osnowę przedarły się dwa demony... Zareagowałem błyskawicznie i jak przystało na oficera marynarki zastrzeliłem jednego z nich na miejscu. Mówię to byście dowiedzieli się prawdy ze źródła a nie przekłamanych plotek. Jak zatem sami widzicie panowie mało brakowało by ostatni dziedzic nie stracił dzisiaj życia. Dlatego postanowiłem by w podzięce Imperatorowi by nasz kapelan odprawił nabożeństwo dziękczynne za opiekę jaką nas był łaskaw otoczyć. Przez miesiąc od teraz, z przerwą jednego dnia wolnego po każdych dziewięciu dobach. Każdego dnia trzykrotnie, czyli po razie dla każdej wachty. Udział jest oczywiście dobrowolny. Proszę ojcze by skrupulatnie notował ojciec listę obecności dla całej załogi Królowej, dla mojego wglądu.
Blackthorn przez chwilę zajął się posiłkiem z mięsa młodych zakhów ze Spectoris dając czas oficerom na swobodne rozmowy. Po dłuższej chwili znowu chrząknął i odczekał aż zapadła stosowna dla jego wywodu cisza.
- Panie Krix mimo, iż ciągnął pan te cholerne holowniki wykonał pan bardzo dobry i trudny unik. Wygląda na to, że jest pan bohaterem tego dnia albowiem jednym manewrem uratował pan klejnot dziedzictwa Blackthornów przed ponownym remontem oraz setki osób wśród załogi. I właśnie to jest najważniejsze. Poza tym przypomnę, że na tym okręcie służy ponad dwadzieścia tysięcy ludzi, jedna dziura w powłoce zabiera setki istnień. I co najważniejsze statek jest cały. Stojąc bezczynnie w porcie tego nie robi, a jeśli Królowa nie zarabia, to nikt z nas nie zarabia. I chyba nikomu nie muszę przypominać, że kiedy zostawiamy nasze rodziny same w portach na wiele miesięcy to przecież to o profit tak naprawdę chodzi. Zatem, gratuluję panie Pierwszy.
Wzniósł kielich i pociągnął dłuższy łyk z pucharu wbijając zimny wzrok w Krixa.
- Jestem niemal skłonny wybaczyć panu, że wysłał pan zwykły prom po część załogi pozostałą w porcie. Cicho liczę, że może następnym razem połowa oficerów Królowej i jej nic nie znaczący kapitan doczeka się pańskiego uznania i wyśle pan kanonierkę, tak jak powinno się robić. - zakończył kąśliwie i przez dłuższą chwilę dłubał z niechęcią w przyniesionym właśnie deserze.
- Należy się panom informacja dokąd wyruszamy. Panowie, naszym celem jest niezwykle bogaty obszar. Ruszamy po Nephium na Lucin's Breath. Proszę Panie Visscher przygotować dla nas bezpieczną trasę. Nie ma pan jednak zbyt wiele czasu albowiem wyruszamy jak tylko przybędzie nowy astropata, czyli właściwie niezwłocznie... - spojrzał na Seneszala - Czyli jak długo to potrwa panie Barca?
- Pięć dni...
- ILE?! - Morgan w jednej chwili poczerwieniał na twarzy i zacisnął ręce na blacie stołu. Już miał coś fuknąć ale się opamiętał w ostatniej chwili. Przez chwilę nie mówił nic, bębnił tylko palcami w blat stołu czując jak w jednej chwili stracił cały humor a wraz z nim ochotę na dalszy posiłek. - Skoro tak, to proszę przygotować każdy dział pod inspekcję. Chcę się bliżej przyjrzeć stanowi statku, poczynając od bezpieczeństwa i stanie ładunku na maszynowni kończąc.
- Proszę nie przerywać sobie posiłku - powiedział do oficerów Morgan wstając od stołu. Kaptan wytarł sobie usta białą chusteczką po czym pozostawił ją zmiętą na talerzu i mrukliwie rzucił:
- Zechce mi pan towarzyszyć w drodze na mostek panie Barca?
Nie czekając na niego ruszył energicznie do wyjścia. Po kilkunastu krokach Barca zrównał się z kapitanem. Milczeli aż drzwi oficerskiej windy zamknęły się za nimi pozostawiając wścibskie uszy za solidną taflą stali. Winda z cichym szumem ruszyła na poziom kapitańskiego mostka. Blackthorn przez chwilę milczał.
- Panie Barca, nie jestem zadowolony... Ten układ siedzeń przy stole nie jest najlepszym rozwiązaniem. Myślę, że najlepszym rozwiązaniem byłby jakiś stały układ siedzeń. Pan pozostanie przy mnie, natomiast - myślę że należy przesunąć w głąb stołu Pana Visschera i naszego przyszłego astropatę. Ostatnio obecność tych którzy mają styczność z Osnową mi nie służy. Niech siedzą gdzieś dalej ode mnie na wypadek gdyby się ta nieszczęsna historia z chóru miała choć częściowo powtórzyć. A i niech pan posadzi gdzieś koło nich prawą rękę pana Vexa. Tak, na wszelki wypadek. Bliżej mnie proszę posadzić pierwszego oficera. I niech ten układ będzie w miarę stały. Po drugie proszę o przekazanie wiedzy naszej kadrze oficerskiej na temat punktu docelowego. Wprawdzie przeczytałem chyba wszystko co było na ten temat ale być może i ja się czegoś ciekawego dowiem, więc pojawię się na pewno osobiście na pana prelekcji.
Drzwi windy rozsunęły się ze szmerem.
- To wszystko panie Barca. - Rzucił chłodno nie odwracając głowy.
Kapitan nie czekając na odpowiedź ruszył na mostek i zasiadłszy w gustownym głębokim fotelu dowódcy pogrążył się w rozmyślaniach. Nie potrafił pozbyć się myśli, że te wszystkie ostatnie zdarzenia to nie był przypadek.
Ostatnio zmieniony 07 marca 2016, 12:40 przez
Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein