Strona 15 z 18
: 10 czerwca 2012, 15:00
autor: meduzzzz
Paul bezmyślnie rzuca się z szaleńczym krzykiem na potwornego przeciwnika. Szarżuje potężnie zamachując się na nieumarłe zwłoki. Tak na wszelki wypadek ma w zamiarze wyeliminować przeciwnika permanentnie, tym razem masakrując zwłoki doszczętnie, tak aby już więcej nie były zagrożeniem...
: 10 czerwca 2012, 15:43
autor: 8art
Dom Westona; Arkham; późny ranek 25 listopada 1920;
Groteskowa postać przypominała drewnianą wysuszoną lalkę. Zwłoki były chude, nagie i wysokie niemal na sześć stóp. Trup stracił wszystkie włosy a upiorne, wyschnięte dziąsła odsłaniały pożółkłe zęby. Najgorsze były jednak oczy, świadczące bezbłędnie o szaleństwie kryjącym się w pozornie martwym ciele. Płonęły na żółto sprawiając makabryczne wrażenie.
Trup spojrzał odstraszającym wzrokiem na Paula i Willa. Zarechotał ponownie i ruszył w stronę mężczyzn oblizując się skurczonym językiem i ruszając złowrogo szponiastymi dłońmi.
Paul wylądował z krzykiem na podłodze. Nie przerywając wrzasku nawet na chwilę zerwał się na nogi, zacisnął pięści i runął na trupa w bezmyślnym, obłędnym ataku furii.
Wątek techniczny
Rzuciłem 6 w tabelce krótkotrwałego obłędu. Paula opanowała na kilkanaście sekund mania mordowania. Dziennikarz rzuca sie na zwłoki z jednoznacznym zamiarem.
A wy co Panowie? Ucieczka? Atak z pazurami na kreature?
: 10 czerwca 2012, 16:36
autor: czegoj
Alex chwyta za znajdujący się gdzieś w pobliżu łom. Czymś takim próbuje uderzając kilkukrotnie oderwać łeb trupa. Potem zlustruje pomieszczenia, tutaj trzeba mieć oczy na około głowy. Jeśli łomu nie na mierzy to szuka czegoś co może nadawać się na broń improwizowaną - laska, kawał drewna, krzesło, cokolwiek obuchowego czym można nawalać takie coś.
: 10 czerwca 2012, 16:43
autor: deliad
Will łapie za łopatę i okłada trupa, próbując go zdekapitować.
: 10 czerwca 2012, 23:57
autor: 8art
Dom Westona; Arkham; pozny ranek 25 listopada 1920;
Dziennikarz wylądował na plecach makabrycznego wynaturzenia i wrzeszcząc niczym opętany okładał trupa pięściami, nie zważając, że martwa tkanka jest twarda niczym kamień i dotkliwie rani dłonie Paula.
Will i Alex odskoczyli momentalnie pastora i cofnęli się przerażeni widokiem żyjącego trupa. Instynkt walki przeważył jednak nad chęcią panicznej ucieczki. Chwycili za leżące szpadle i wojowniczo wymachując zaatakowali trupa, nie czyniąc mu jednak w pierwszym momencie żadnej szkody. Nie zważając na nic Will zamachnął się po raz drugi i celnie uderzył. Szpadel odłupał kawałek ciała i odbił się od tułowia truchła niczym od kamiennej ściany. Ręce metysa na chwilę zdrętwiały na trzonku łopaty.
Zakrwawione pięści Paula lądowały co rusz na głowie trupa. Ten początkowo spróbował odepchnąć desperackiego dziennikarza. Bez skutku, człowiek walczył z iście diabelską odwagą. Martwy przeniósł niespodziewanie atak na uzbrojonego Alexa. Zaskoczony bibliotekarz wygiął się w desperackim uniku. Podstępny atak był jednak świetnie wymierzony i Brendi poczuł jak upazurzona dłoń boleśnie znaczy klatkę piersiową. Krzyknął krótko obserwując smugę własnej krwi skapującej z dłoni trupa.
Metys wykorzystał nienaturalne wygięcie się potwora i uderzył ponownie. Tym razem zaostrzony szpadel wbił się głęboko w miednicę niemal odrąbując wysuszoną nogę i przyrodzenie przeciwnika. Martwy gwałtownie odwrócił się w jego stronę wydając z siebie przerażający jazgot i próbując dosięgnąć detektywa. Chciał zrobić krok, jednak uszkodzona kończyna odmówiła posłuszeństwa i ożywione zwłoki padły na kolana. Will wyszarpnął łopatę i mężczyżni zasypali wynaturzenie gradem ciosów.
Ostatni opanował się dziennikarz. W rękach miał już tylko coś co kiedyś było głową trupa, a teraz przypominało dziwny wywłok kości, mózgu i wysuszonej skóry. Spojrzał na zmasakrowane ciało i zwymiotował gwałtownie. Patrzył potem poatrzył się na swoje pocharatane, broczące krwią z niezliczonych ran dłonie i na przyjaciół. Alex i Will stali oparci o ścianę i trzęsącymi się rękoma próbowali odpalić papierosa. Nerwy nie dawały jeszcze odpuścić. Alex zszokowany próbował opanować się, ale na usta cisnęły mu się tysiące myśli, pytań i rekonstruckji tego co wydarzyło się sekundy temu.
- Jezu, trzeba karetkę dla pastora. Jak my to wszystko wyjaśnimy? Co to za horror?
Nim zdołał na cokolwiek sobie odpowiedzieć zdał sobie sprawę, że słyszy wycie nizeliczonych syren. Z góry dochodziło chaotyczne tupanie ciężkich butów. U góry schodów pojawił się w tym samym momencie policjant z wyciągniętym shotgunem, krzycząc donośnie:
- Policja! Ręce do góry!
: 11 czerwca 2012, 09:18
autor: deliad
Wiliam wsadził papierosa między trzęsące się z trwogi usta i pokornie podniósł ręce do góry.
Zaciągnął się chciwie tytoniowym dymem.
- Wezwijcie karetkę mamy rannego księdza. Strzelał do niego ten psychopata leżący na schodach - mówił nico niewyraźnie, bo starał się nie wypościć papierosa.
Mętlik w głowie utrudniał mu myślenie. Rozejrzał się po piwnicy i w głowie zaświtała myśl - jak my, do wszystkiego co święte, zdołamy to wyjaśnić policji?
- Jestem prywatnym detektywem. Mam w kieszeni licencję. Uważajcie, w powietrzu jest halucynogenny gaz. Przed chwilą zdawało mi się, że rzucił się na nas ten wyschnięty trup........ He, he, he - zaśmiał się nieco histerycznie detektyw, tracąc tak dzielnie trzymanego papierosa.
: 11 czerwca 2012, 10:05
autor: czegoj
Alex stara się utrzymać resztki normalności - nie odzywa się. Pozwala, żeby to inni załatwili sprawę, w razie czego będzie co najwyżej przytakiwał.
: 11 czerwca 2012, 20:06
autor: meduzzzz
- Thank goodness you're here! Jestem przedstawicielem Gazety, zanim zabierzecie nas na przesłuchanie czy mogę zrobic zdjęcie?
Mimo powagi sytuacji totalnie roztrzęsiony Paul powiedział to calkiem serio. Jednak od razu zdal sobie sprawę, że mówiąc to wszyscy pomyślą, że chyba stracił rozum...
-na pewno pomoże to w dochodzeniu... tak?
dodal tłumacząc się...
: 11 czerwca 2012, 21:57
autor: 8art
Dom Westona; Arkham; późny ranek 25 listopada 1920;
Policjant początkowo zdawał się nawet przysłuchiwać przekrzykującym się nawzajem mężczyznom i chyba miał już nawet opuścić lufę shotguna, gdy zza jego pleców wyrosła sylwetka funkcjonariusza znanego już skąd inąd poszukiwaczom.
Detektyw Jackson omiótł pomieszczenie wzrokiem, zbladł, a jego ciałem wstrząsnął konwulsyjny wymiotny odruch. Opanował się jednak i wyciągnął przed siebie opuszczone dotej pory ramię trzymające policyjnego Smith & Wesson'a:
- Sweet Jesus... - wyszeptał wpierw porażony widokiem ciał na podłodze. Wykrzyknął potem: - Poddajcie się! Ręce do góry!
Will ku swemu przerażeniu dostrzegł jak wskazujący palec towarzyszącego Jacksonowi policjanta powędrował spowrotem na spust broni.
- Matko Przenajświętsza i wszyscy Święci. Wezwijcie tu karetki i koronera. Aresztować ich i strzelać w razie jakiegokolwiek oporu! Ci zwyrodnialcy zamordowali trzy osoby... - orzekł wstrząśnięty detektyw, łącząc elementy układanki, która ułożyła się teraz w logiczną całość. Ci trzej próbowali zabić kogoś ostatniej nocy. Nie udało im się i teraz dokończyli zbrodni.
Na schodach momentalnie zaroiło się od policjantów z bronią gładkolufową, która bynajmniej nie służyła dziś jako ozdoba munduru.
: 11 czerwca 2012, 23:14
autor: czegoj
Alex jest całkowicie zrezygnowany. Nie stawia oporu na wyjaśnienia przyjdzie czas.
: 12 czerwca 2012, 08:00
autor: deliad
- Mówiłem, żebyście uważali na gaz. Jacksonowi już odbiło. Jakie trzy morderstwa? Przecież ten tu - Will wskazał wyschniętego trupa - nie żyję od przynajmniej 20 lat. Pastor natomiast, jeszcze żyje. Postrzelił, go napastnik, który zaatakował ubiegłej nocy Alexa. I to my mu założyliśmy opatrunki. Wezwijcie karetkę. Błagam...
William tłumaczył wolno i rzeczowo. Zwracając uwagę, żeby nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów.
: 13 czerwca 2012, 00:19
autor: 8art
Dom Westona; Arkham; późny ranek 25 listopada 1920;
Policjanci nieco skonfudowani informacja Willa o halucynogennym gazie, zatrzymali się na schodkach. Jackson poczerwieniał ze złości słysząc inwektywy pod swoim adresem, szybko jednak odzyskał rezon:
- Trzymać ich na muszkach! Nie wiadomo co im może do łba strzelić pod wpływem narkotyków. A teraz łapki w góre i wyłazić na górę. Rannego zabierze ambulans.
Po chwili dodał do sierżanta:
- Jak przyjadą ze szpitala, to upewnij się, że nie schodzą na dół z żadnymi niebezpiecznymi narzędziami. I niech nikt nie schodzi na dół poza lekarzami.
Mężczyznom nie pozostało nic innego jak przełknąć kielich upokorzenia, podnieść ręce i pozwolić aresztować się na parterze domu Westona.
Policjanci odczytali prawa oskarżonych, po czym skuli badaczy w wiezięnne kajdany przeznaczone dla groźnych przestępców, dodatkowo krępujące nogi i utrudniające poruszanie. Wcześniej aresztowani zostali dokładnie przeszukani i pozbawieni wszystkich przedmiotów wliczając w to nawet paski od spodni.
Gillingham wlokąc sie do policyjnego wozu nie mógł znieść upokorzenia. Porządny obywatel teraz niesłusznie oskarżony o potrójne morderstwo. Co pomyślą rodzice?
Usiedli na drewnianej ławie w tylnej części auta, przeznaczonej dla aresztantów. Policyjny Packard ruszył na sygnale, kierując się bezpośrednio ku Komendzie Głównej. Will przechylił się ku przyjaciołom z poważną miną:
- Panowie, powieszą nas, bo łatwo się z tego nie wykaraskamy. A jak Kirkegaard przypadkiem nie przeżyje to nawet świadka nie będziemy mieli. Musimy ustalić zeznania i jakoś logicznie wytłumaczyć wszystko.
- No trzeba coś wymyśleć. Całej prawdy nie można wyznać. - odezwał się w końcu milczący do tej pory Brendi. - Przecież nie powiemy im, że zaatakował nas nieboszczyk, bo dołączymy do państwa Macario w psychiatryku.
: 13 czerwca 2012, 01:20
autor: meduzzzz
- bez adwokata nas nie powieszą... a Jackson ma ze mną porachunki zwyczajny przerost ambicji, szkoda mi go ale jest totalnym imbecylem zasługującym na anihilację... a wracając do tematu trzymajmy się faktów i będzie dobrze, bo przecież na rzecz wuja alexa wynajelismy egzorcyte, zaatakowal nas czlowiek staruch co zaatakowal alexa i tyle w temacie.. kim jest staruch?
Paulowi wrocil sarkastyczny humor niewiadomo czemu poczul sie lepiej...
- w razie czego mamy magiczna ksiege, moze wywolamy demona na uratowanie hę?
: 13 czerwca 2012, 09:13
autor: deliad
Will przyglądał się kajdanom opasującym jego ręce i nogi. Jego ojciec zawsze mówił, że właśnie tak skończy. Parszywy mieszańcu - mawiał - albo będziesz najlepszy, albo będą zamiatać tobą podłogę. Jak nie ty wsadzisz ich do paki, to oni Ciebie. Ot, i jechał wozem policyjnym, skuty kajdanami, z oskarżeniem o potrójne morderstwo.
Spojrzał na pozostałą dwójkę towarzyszy. Ich zacięte, ponure lub histerycznie roześmiane twarze. Złączyła ich ta wspólna, zadziwiająca i tajemnicza sprawa. Wiedział, że to co wspólnie przeżyli złączy ich kolejne losy. Towarzysze, aż po grób? Czy może krzesło elektryczne....
Will myślał, że rozwiązanie tej sprawy pozwoli podskoczyć mu w rankingu prywatnych detektywów. Teraz już wiedział, że ta sprawa może jedynie pociągnąć go na dół.
Taka sprawa nadawała się jedynie do brukowca, może na niej skorzystać Paul, o ile policja lub wydawca nie zamkną mu ust.
Jakby nie dość było tego, to jeszcze wciągnęli w to bagno, poczciwego kaznodzieje.
Wiliama przeszły dreszcze na samą myśl, że ranny Kirdegard został sam w piwnicy. Oby Bóg nad nim czuwał.
Detektyw wziął kilka uspokajających oddechów i skierował myśli na najbliższą przyszłość.
- Musimy powiedzieć policji jak się sprawy miały, zasypać ich faktami... Może jak wspomniemy o kościele, yyy, tego tam Dawcy Tajemnic, to zatuszują sprawę i nas wypuszczą. Opowiemy historię domu i ludzi w nim mieszkających, o zaginięciu Westona, o egzorcyzmach,o wizycie w podziemiach,o ataku na Alexa. Może ten staruch był zbiegły z więzienia, kapłanem tej sekty. Pamiętacie jak się nazywał? Tylko co z księgą? Z jednej strony to dowód rzeczowy, który ukryliśmy, z drugiej, jest jeszcze nasz nieznajomy murzyn. Nie chcę żeby wpadała w niepowołane ręce...
O latających meblach i akcesoriach kuchennych, a tym bardziej chodzących trupach, zapomnijcie....
: 13 czerwca 2012, 10:30
autor: czegoj
Alex siedział skonfundowany:
- Wiecie co Panowie mnie to chyba przerosło. Spokojne życie w bibliotece różni się trochę od tego jakie prowadzę przez ostatnie dni. Nie wiem co mam robić? Pewnie gdybym robił to sam, to już bym zrezygnował, jednak wplątani jesteście w to wszystko jeszcze Wy i to komplikuje sprawę. Osobiście poczekałbym na rozwój wypadków, tz. na razie rozeznałbym się o co jesteśmy oskarżeni i ewentualnie poszukał dobrego adwokata. Jestem ciekaw czy mamy jakiś sojuszników, kogoś np. jeszcze interesuje ta sprawa, czy tylko wrogów? Jeśli tylko wrogów to nie wiem, czy dobrze robimy ładując się w to?
Alex zakończył swą przemowę machnięciem ręką. Czyżby pierwsze oznaki rezygnacji?