PBF - Boskie potyczki
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Akal-mar, południe 4 dnia bakis-ranu
Postawiony w obliczu frapującej zagadki, Huskun w mig rozszyfrował jej najbardziej prawdopodobne rozwiązanie, posiłkując się swym ogromnym doświadczeniem i wrodzonym sprytem. Rzecz nie mogła iść o nic innego jak tylko wielką chuć i żądzę. Nawykły do rozpasanych orgii Turgulów goblin zdawał sobie sprawę z tego, że obdarzone łaskami Piana lędźwie zwykły dawać życie w postaci małych, rozwrzeszczanych i wiecznie usmarowanych odchodami bękartów; lecz nadmierna chuć przynosiła też czasami zgubę, czego akuratnie Huskun doświadczył na własne oczy - jeden z jego licznych krewniaków wyzionął ducha, gdy dosiadająca go tęga goblińska niewiasta zadusiła nieszczęśnika wepchniętym głęboko w gardziel cyckiem.
Tak więc rozwiązaniem zagadki musiała być chęć niepohamowanego dupczenia, jakże bliska sercu goblińskiego zaklinacza.
Pogrążony znienacka w błogim rozmarzeniu, Huskun ocknął się po dłuższej chwili i zamrugał niepewnie oczami widząc stojącą w otwartych wrotach dziewczęcą postać.
- Bierz mnie, bogini... - wymamrotał nieskładnie goblin, łapiąc się odruchowo za przyrodzenie w geście często podglądanym u oddanych czcicieli Piana.
Postawiony w obliczu frapującej zagadki, Huskun w mig rozszyfrował jej najbardziej prawdopodobne rozwiązanie, posiłkując się swym ogromnym doświadczeniem i wrodzonym sprytem. Rzecz nie mogła iść o nic innego jak tylko wielką chuć i żądzę. Nawykły do rozpasanych orgii Turgulów goblin zdawał sobie sprawę z tego, że obdarzone łaskami Piana lędźwie zwykły dawać życie w postaci małych, rozwrzeszczanych i wiecznie usmarowanych odchodami bękartów; lecz nadmierna chuć przynosiła też czasami zgubę, czego akuratnie Huskun doświadczył na własne oczy - jeden z jego licznych krewniaków wyzionął ducha, gdy dosiadająca go tęga goblińska niewiasta zadusiła nieszczęśnika wepchniętym głęboko w gardziel cyckiem.
Tak więc rozwiązaniem zagadki musiała być chęć niepohamowanego dupczenia, jakże bliska sercu goblińskiego zaklinacza.
Pogrążony znienacka w błogim rozmarzeniu, Huskun ocknął się po dłuższej chwili i zamrugał niepewnie oczami widząc stojącą w otwartych wrotach dziewczęcą postać.
- Bierz mnie, bogini... - wymamrotał nieskładnie goblin, łapiąc się odruchowo za przyrodzenie w geście często podglądanym u oddanych czcicieli Piana.
- Chwila, moment! Kolejka, mości Huskunie... - powiedział ostro gnom, przepychając się łokciami w stronę piękności.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Akal-mar, południe 4 dnia bakis-ranu
- Ojej - powiedziała elfka o smukłej posturze odziana w białą prostą sukienkę i włosach związanych w kucyki - jakże miło mi panów powitać - dziewczyna dygnęła skromnie lekko się rumieniąc widząc ogromne zainteresowanie swoją osobą oraz wyczyny Huskuna.
Przepychający się łokciami gnom wyszedł przed szereg i przesadził stopnie susami, aby móc ucałować rączki młodej tani jednak posągi stojące przy samych drzwiach, widać wredne ze swojej magicznej natury, skrzyżowały kamienne miecze broniąc dostępu do wieży.
Zgrzyt kamiennych obrońców nieco ochłodził zapał Nieulękłych.
- Racze uważać -pisnęła wystraszona Sybil - do wieży nie można wnosić broni ni potencjału magicznego. Lepiej zostawić także przedmioty codziennego użytku, które mogłyby posłużyć za broń. Golem są mało stabilne i nigdy nie wiadomo jak zareagują.
- Ojej - powiedziała elfka o smukłej posturze odziana w białą prostą sukienkę i włosach związanych w kucyki - jakże miło mi panów powitać - dziewczyna dygnęła skromnie lekko się rumieniąc widząc ogromne zainteresowanie swoją osobą oraz wyczyny Huskuna.
Przepychający się łokciami gnom wyszedł przed szereg i przesadził stopnie susami, aby móc ucałować rączki młodej tani jednak posągi stojące przy samych drzwiach, widać wredne ze swojej magicznej natury, skrzyżowały kamienne miecze broniąc dostępu do wieży.
Zgrzyt kamiennych obrońców nieco ochłodził zapał Nieulękłych.
- Racze uważać -pisnęła wystraszona Sybil - do wieży nie można wnosić broni ni potencjału magicznego. Lepiej zostawić także przedmioty codziennego użytku, które mogłyby posłużyć za broń. Golem są mało stabilne i nigdy nie wiadomo jak zareagują.
Kto wybiera się do wnętrza wieży? Czy zaryzykuje wniesienie ww. przedmiotów?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Barthur spojrzał na swoje dłonie i wyraźnie się przestraszył, co jak na Nieulękłego było dość nietypowe. Zostawić pyrlik i nóż to nic wielkiego, ale co miał zrobić w wielkimi jak bochny pięściami, którymi niejednemu powybijał kły? Wielki goblin spojrzał lna kompanówitościwie, tak jak maee dziecko spogląda na swoich rodziców będąc w kompletnej kropce:
- Kumotrzy, kaj ja mam tu rynce zostawić? Dyć nie dom se odrąboć...
- Kumotrzy, kaj ja mam tu rynce zostawić? Dyć nie dom se odrąboć...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Akal-mar, południe 4 dnia bakis-ranu
Perspektywa dobrowolnego rozbrojenia się stała w oczywistej sprzeczności z przekonaniami goblińskiego zaklinacza, toteż Huskun przez długą chwilę stał w bezruchu jęcząc i sapiąc w pocieszny sposób, karcony spojrzeniami obu krasnoludów i Barthura. Przełamawszy w końcu swój lęk, szaman przypadł na kolana, rozgrzebał ziemię za pomocą palców i ukrył w niej zdjęty z nadgarstka amulet. Na koniec oznakował miejsce jego ukrycia wbitymi w grunt sztyletami, po czym jako ostatni wkroczył do strzelistej wieży kręcąc na wszystkie strony głową i wystawiając odruchowo jęzor.
Perspektywa dobrowolnego rozbrojenia się stała w oczywistej sprzeczności z przekonaniami goblińskiego zaklinacza, toteż Huskun przez długą chwilę stał w bezruchu jęcząc i sapiąc w pocieszny sposób, karcony spojrzeniami obu krasnoludów i Barthura. Przełamawszy w końcu swój lęk, szaman przypadł na kolana, rozgrzebał ziemię za pomocą palców i ukrył w niej zdjęty z nadgarstka amulet. Na koniec oznakował miejsce jego ukrycia wbitymi w grunt sztyletami, po czym jako ostatni wkroczył do strzelistej wieży kręcąc na wszystkie strony głową i wystawiając odruchowo jęzor.
Huskun nie zabiera ze sobą niczego, co mogłoby sprowokować golemy...
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Akal-mar, południe 4 dnia bakis-ranu
Balin niechętnie oparł o wieżę topór, niedawno go odzyskał i wolał się z nim nie rozstawać, wszak był bronią zdolną rozpłatać wampira, teraz jednak ważniejsze było zgłębienie tajemnic Akal-mar.
O dziwo wieża od środka wydawała się znacznie przestronniejsza niż od zewnątrz. Urządzono ją z przepychem nie szczędząc pieniędzy na meble, arrasy, obrazy i dywany. Pierwszy poziom wypełniały szafy i wieszaki. Elfka zaproponowała pozostawienie płaszczy i innych niewygodnych elementów stroju. Następnie zaprowadziła ich do drzwi za którymi znajdowały się schody wiodące po łuku na następne piętra. Zatrzymali się na piątym gdzie znajdowała się kuchnia. Na każdym piętrze przy drzwiach stała kamienna statua imitująca elfiego wojownika.
Sybil zastawiła marmurowy stół owocami i wodą miętową zachęcając do poczęstunku i rozmowy.
Balin niechętnie oparł o wieżę topór, niedawno go odzyskał i wolał się z nim nie rozstawać, wszak był bronią zdolną rozpłatać wampira, teraz jednak ważniejsze było zgłębienie tajemnic Akal-mar.
O dziwo wieża od środka wydawała się znacznie przestronniejsza niż od zewnątrz. Urządzono ją z przepychem nie szczędząc pieniędzy na meble, arrasy, obrazy i dywany. Pierwszy poziom wypełniały szafy i wieszaki. Elfka zaproponowała pozostawienie płaszczy i innych niewygodnych elementów stroju. Następnie zaprowadziła ich do drzwi za którymi znajdowały się schody wiodące po łuku na następne piętra. Zatrzymali się na piątym gdzie znajdowała się kuchnia. Na każdym piętrze przy drzwiach stała kamienna statua imitująca elfiego wojownika.
Sybil zastawiła marmurowy stół owocami i wodą miętową zachęcając do poczęstunku i rozmowy.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Akal-mar, południe 4 dnia bakis-ranu
Wypełniające wieżę bogactwo wzbudziło u goblińskiego zaklinacza istny zawrót głowy, wywołując silny ślinotok i odpowiadając za rwącą się nieskładnie mowę. Tylko napitek okazał się ogromnym rozczarowaniem, bo miast piwa czy wina Huskun odkrył w dzbanach i pucharach paskudną w smaku wodę.
Goblin wypluł wciągnięty zbyt pośpiesznie w usta łyk trunku i otarł grube wargi otrząsając się w wyrazie odrazy niczym mokry pies.
- Obrzydliwość, fuj! - sarknął pod nosem - Woda, prawdziwa woda, fuj!
Wypełniające wieżę bogactwo wzbudziło u goblińskiego zaklinacza istny zawrót głowy, wywołując silny ślinotok i odpowiadając za rwącą się nieskładnie mowę. Tylko napitek okazał się ogromnym rozczarowaniem, bo miast piwa czy wina Huskun odkrył w dzbanach i pucharach paskudną w smaku wodę.
Goblin wypluł wciągnięty zbyt pośpiesznie w usta łyk trunku i otarł grube wargi otrząsając się w wyrazie odrazy niczym mokry pies.
- Obrzydliwość, fuj! - sarknął pod nosem - Woda, prawdziwa woda, fuj!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Akal-mar, południe 4 dnia bakis-ranu
Skarcony goblin spojrzał na Balina wyjątkowo złym wzrokiem, wyobrażając sobie w duchu okazałą sakiewkę wykonaną ze skóry zdartej żywcem z tyłka krasnoludzkiego kapłana. Balin najwyraźniej nie do końca pojął ogrom funkcji, jaką piastował teraz nowy szaman plemienia Turgulów, inaczej zapewne okazałby Huskunowi znacznie większy szacunek.
Lecz co się odwlecze, to nie uciecze...
Skarcony goblin spojrzał na Balina wyjątkowo złym wzrokiem, wyobrażając sobie w duchu okazałą sakiewkę wykonaną ze skóry zdartej żywcem z tyłka krasnoludzkiego kapłana. Balin najwyraźniej nie do końca pojął ogrom funkcji, jaką piastował teraz nowy szaman plemienia Turgulów, inaczej zapewne okazałby Huskunowi znacznie większy szacunek.
Lecz co się odwlecze, to nie uciecze...
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Akal-mar, południe 4 dnia bakis-ranu
Elfka usiadła na małym zydlu krzyżując długie i kształtne nogi mimochodem prezentując kształtne łydki. Udostępniła w ten sposób większe krzesła swoim gościom. Gdy Balin wspomniał po Elissie odwróciła ku niemu twarz o dużych i modrych oczach, a w miarę jak zaczęła opowiadać oczy zaszły mgiełką łez a policzki spąsowiały.
- Wiem co nieco o Elissie. Mój mistrz mi opowiadał. To naprawdę piękna historia. Elissa była elfką jak i moja mama, ale pochodziła z wielkiego i bogatego rodu. Była bogata niczym księżniczka, inteligentna i piękna jak wschodzące słońce. Mieszkała na innym Orkusie, nie pamiętam na którym. Nie miała żadnych zmartwień, a jej życie było usłane różami. Pewnego razu gdy była na spacerze i kąpała się pod wodospadem napadły ją małe wstrętne zielone.... yyy - Sybil poczerwieniała jeszcze bardziej i zerknęła w stronę Huskuna - potwory. Tak. Straszne potwory. Rzuciły się i groziły strasznie. Niech pomyślę? A ta. Groziły, że dupczyć będą okrutnie, a mistrz mówił, że to może bardzo boleć. Wtedy właśnie jej krzyki usłyszał przejeżdżający w pobliżu Garahat. Podpędził na swym koniu i przegnał potwory siekąc i dźgając mieczem. Elissa wielce go pokochała i mimo, że rodzice początkowo nie chcieli pozwolić na ich związek, bo nie wspomniałam, że Garahat nie był pełnej krwi elfem, zresztą podobnie jak i ja. Jego dziadek, takoż jak mój, był człowiekiem. Rodzice aby sprawdzić szczerość jego uczuć wysłali go na niebezpieczną misję po skarb. Bo gdy Garahat zdobyłby skarb stałby się majętny, a to jak powtarza mistrz otwiera wiele dróg a nawet i serca. Garahat podołał próbie, ale został ranny. Rany nie były zbyt poważne i szybko wyzdrowiał, ale w jego krew wsączyła się klątwa - tu półelfka przetarł pierwszą uronioną z oka łzę.
- Okazało się, że Garahata ugryzł wilkołak! I on sam zaczął się w niego przemieniać. Straszna to była klątwa i silniejsza niźli zwykle, bo gdy podczas pełni księżyca zamienił się w wielkiego potężnego stwora już w tej postaci pozostał. Zaręczyny zerwano a za wilkołakiem wysłano łowczych. Biedna i bezradna Elissa płakała dniami i nocami. Jednak gdy przeminęło dziesięć dni i dziesięć nocy przestała płakać i odrodziła niczym feniks z popiołów. Postanowiła uratować swojego ukochanego, mimo, że wszyscy twierdzili, że nie da się tego zrobić. Elissa zaczęła rozwijać swój talent alchemiczny. Nie szczędząc środków udało jej się pojmać wilkołaka żywcem i podjęła próby odwrócenia klątwy. Jednak ludność ich królestwa wiedziona trwogą zbuntowała się i zażądała śmierci potwora. Elissa musiała uciekać. Wtedy to spakowała skarb zdobyty przez narzeczonego i przyszykowany na jej ślub posag i rozpoczęła się jej tułaczka. Ponoć Elissa zwiedziła cały świat od pustkowi zamieszkanych prze pandorianki, po kresy świata sharanów i archipelagi zamieszkane przez nieumarłych. Wszędzie tam szukała wiedzy i mocy, która pozwoliłaby na odwrócenie klątwy. Wiele lat krążyła szukając mitycznych bawolich gig, jednak legenda nie znalazła potwierdzenia w rzeczywistości. Ponoć dotarła nawet do krańca świat, do krain gdzie panuje wieczna noc. Do granic gdzie zawracają ptaki, słońce i księżyc. W końcu jednak osiadła tu, na Orkusie Wielkim, i za większość swoich skarbów kupiła Akal- mar. Wiele, wiele lat badań - ponoć liczonych w setki - w końcu zawiodły ją ku rozwiązaniu. W bibliotece jest ostatni z pamiętników Elissy, w którym na samym końcu widnieje zdanie, że wreszcie udało jej się stworzyć eliksir, który zdoła cofnąć klątwę boską. Mój mistrz mówi, że jej z pewnością się nie udało, że bogowie nigdy nie cofają swoich postanowień. Mówi, że najpewniej umarła ze zgryzoty, oszalałą lub sama się....Mówi, że wśród alchemików jak używają określenia "Eliksir Elissy" to oznacza to rzecz tak skomplikowaną, że niemożliwą to stworzenia, ale ja nie wierzę! - gromadzące się w oczach łzy przełamały wały powiek i zaczęły dużymi kroplami spływać po policzkach młodej magiczki - Nikt nie wie gdzie zniknęła, ale ja myślę, że jej się udało. Odczarowała Garahata i wyszła za niego za mąż. Ruszyli szczęśliwi w świat i zostawili wszystko za sobą. Mieli dużo dzieci i żyli szczęśliwie po kres swych dni. Tak właśnie myślę. A skoro wy pytacie o Elissę to znaczy, że to prawda.... Prawda?
Elfka usiadła na małym zydlu krzyżując długie i kształtne nogi mimochodem prezentując kształtne łydki. Udostępniła w ten sposób większe krzesła swoim gościom. Gdy Balin wspomniał po Elissie odwróciła ku niemu twarz o dużych i modrych oczach, a w miarę jak zaczęła opowiadać oczy zaszły mgiełką łez a policzki spąsowiały.
- Wiem co nieco o Elissie. Mój mistrz mi opowiadał. To naprawdę piękna historia. Elissa była elfką jak i moja mama, ale pochodziła z wielkiego i bogatego rodu. Była bogata niczym księżniczka, inteligentna i piękna jak wschodzące słońce. Mieszkała na innym Orkusie, nie pamiętam na którym. Nie miała żadnych zmartwień, a jej życie było usłane różami. Pewnego razu gdy była na spacerze i kąpała się pod wodospadem napadły ją małe wstrętne zielone.... yyy - Sybil poczerwieniała jeszcze bardziej i zerknęła w stronę Huskuna - potwory. Tak. Straszne potwory. Rzuciły się i groziły strasznie. Niech pomyślę? A ta. Groziły, że dupczyć będą okrutnie, a mistrz mówił, że to może bardzo boleć. Wtedy właśnie jej krzyki usłyszał przejeżdżający w pobliżu Garahat. Podpędził na swym koniu i przegnał potwory siekąc i dźgając mieczem. Elissa wielce go pokochała i mimo, że rodzice początkowo nie chcieli pozwolić na ich związek, bo nie wspomniałam, że Garahat nie był pełnej krwi elfem, zresztą podobnie jak i ja. Jego dziadek, takoż jak mój, był człowiekiem. Rodzice aby sprawdzić szczerość jego uczuć wysłali go na niebezpieczną misję po skarb. Bo gdy Garahat zdobyłby skarb stałby się majętny, a to jak powtarza mistrz otwiera wiele dróg a nawet i serca. Garahat podołał próbie, ale został ranny. Rany nie były zbyt poważne i szybko wyzdrowiał, ale w jego krew wsączyła się klątwa - tu półelfka przetarł pierwszą uronioną z oka łzę.
- Okazało się, że Garahata ugryzł wilkołak! I on sam zaczął się w niego przemieniać. Straszna to była klątwa i silniejsza niźli zwykle, bo gdy podczas pełni księżyca zamienił się w wielkiego potężnego stwora już w tej postaci pozostał. Zaręczyny zerwano a za wilkołakiem wysłano łowczych. Biedna i bezradna Elissa płakała dniami i nocami. Jednak gdy przeminęło dziesięć dni i dziesięć nocy przestała płakać i odrodziła niczym feniks z popiołów. Postanowiła uratować swojego ukochanego, mimo, że wszyscy twierdzili, że nie da się tego zrobić. Elissa zaczęła rozwijać swój talent alchemiczny. Nie szczędząc środków udało jej się pojmać wilkołaka żywcem i podjęła próby odwrócenia klątwy. Jednak ludność ich królestwa wiedziona trwogą zbuntowała się i zażądała śmierci potwora. Elissa musiała uciekać. Wtedy to spakowała skarb zdobyty przez narzeczonego i przyszykowany na jej ślub posag i rozpoczęła się jej tułaczka. Ponoć Elissa zwiedziła cały świat od pustkowi zamieszkanych prze pandorianki, po kresy świata sharanów i archipelagi zamieszkane przez nieumarłych. Wszędzie tam szukała wiedzy i mocy, która pozwoliłaby na odwrócenie klątwy. Wiele lat krążyła szukając mitycznych bawolich gig, jednak legenda nie znalazła potwierdzenia w rzeczywistości. Ponoć dotarła nawet do krańca świat, do krain gdzie panuje wieczna noc. Do granic gdzie zawracają ptaki, słońce i księżyc. W końcu jednak osiadła tu, na Orkusie Wielkim, i za większość swoich skarbów kupiła Akal- mar. Wiele, wiele lat badań - ponoć liczonych w setki - w końcu zawiodły ją ku rozwiązaniu. W bibliotece jest ostatni z pamiętników Elissy, w którym na samym końcu widnieje zdanie, że wreszcie udało jej się stworzyć eliksir, który zdoła cofnąć klątwę boską. Mój mistrz mówi, że jej z pewnością się nie udało, że bogowie nigdy nie cofają swoich postanowień. Mówi, że najpewniej umarła ze zgryzoty, oszalałą lub sama się....Mówi, że wśród alchemików jak używają określenia "Eliksir Elissy" to oznacza to rzecz tak skomplikowaną, że niemożliwą to stworzenia, ale ja nie wierzę! - gromadzące się w oczach łzy przełamały wały powiek i zaczęły dużymi kroplami spływać po policzkach młodej magiczki - Nikt nie wie gdzie zniknęła, ale ja myślę, że jej się udało. Odczarowała Garahata i wyszła za niego za mąż. Ruszyli szczęśliwi w świat i zostawili wszystko za sobą. Mieli dużo dzieci i żyli szczęśliwie po kres swych dni. Tak właśnie myślę. A skoro wy pytacie o Elissę to znaczy, że to prawda.... Prawda?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Akal-mar, południe 4 dnia bakis-ranu
Przysłuchujący się słowom dziewczęcia Huskun ustawicznie taksował elfkę wzrokiem, wyobrażając ją sobie w całkowitej nagości i w mnóstwie wyuzdanych łóżkowych pozycji, z własnym rzecz jasna w tych pozach udziałem. Erotyczne przygody zaznane w mieście dowiodły goblinowi niezbicie wyższości dbających o wygląd ludzkich dziewcząt nad zarośniętymi niby dziki goblińskimi amantkami, ale elfka natychmiast podniosła i tak wysoką poprzeczkę.
Chcąc przestać się mimowolnie drapać w kroczu, zaklinacz jął wpychać do ust zgarniane z półmisków owoce, ciamkając donośnie i oblizując się co chwila w sposób, który w jego mniemaniu miał wydźwięk uwodzicielski i zachęcający zarazem.
Przysłuchujący się słowom dziewczęcia Huskun ustawicznie taksował elfkę wzrokiem, wyobrażając ją sobie w całkowitej nagości i w mnóstwie wyuzdanych łóżkowych pozycji, z własnym rzecz jasna w tych pozach udziałem. Erotyczne przygody zaznane w mieście dowiodły goblinowi niezbicie wyższości dbających o wygląd ludzkich dziewcząt nad zarośniętymi niby dziki goblińskimi amantkami, ale elfka natychmiast podniosła i tak wysoką poprzeczkę.
Chcąc przestać się mimowolnie drapać w kroczu, zaklinacz jął wpychać do ust zgarniane z półmisków owoce, ciamkając donośnie i oblizując się co chwila w sposób, który w jego mniemaniu miał wydźwięk uwodzicielski i zachęcający zarazem.
Huskun jest pewien, że osamotniona w wieży młoda elfka rzuci się na niego przy pierwszej sposobności - wszak nie odtrąci wytrawnego chędożnika na rzecz jakiegoś gnoma czy krasnoluda?