: 26 marca 2015, 23:11
Charleston WV Muzeum Sztuki 09.08.1993 Przed północą
Nagle wszyscy zebrani umilkli i w teatrze zrobiło się absolutnie cicho. Zza ciężkiej karmazynowej kurtyny wyłonił się Książę Democritus. Pełen powagi podszedł na błękitnego fotela, po czym z godnością zajął swe miejsce. Furia stała dalej tuż obok bacznie obserwując wszystkich zebranych.
- Witam was wszystkich oraz dziękuję za tak liczne przybycie. Przejdę od razu do sedna sprawy... - słowa Księcia Charleston rozbrzmiewały w ciszy z niezwykłą siłą - Wczoraj zostaliśmy zaatakowani w magiczny sposób przez Sabat. Wielu z nas straciło krew w wyniku tego ataku. Proszę wszystkich tutaj zebranych o szczególną ostrożność w tej sprawie. W tej chwili wiemy jedynie, iż Sabat uzyskał wsparcie kogoś bardzo potężnego, kto potrafi władać magią. Niestety, aktualnie niewiele więcej mogę powiedzieć o naturze naszego zagrożenia... Jednak chciałbym was uspokoić, ponieważ podjąłem drastyczne środki, aby zaradzić tej sytuacji. Śledztwo jest w dobrych rękach...
Nagle z fotela poderwał się Primogen Gangreli:
- Przejdźmy wreszcie do rzeczy! - warknął - Nie obchodzi mnie, kto się tym zajmuje, ale potrzebne są efekty! I to szybko! Jak komuś się wydaje, że wie jak ogarnąć Lupinów, to zapraszam na rozmowę z nimi. I wiecie co będzie? Wszystko weźmie w łeb! Wisi nad nami wojna, jakiej to miasto jeszcze nie widziało! Wczoraj kilku Lupinów mieszkających w okolicach góry Spruce Knob także straciło krew. Możesz sobie wyobrazić jak to podziałało na nasze relacje, Książę! - sapnął wściekle, podnosząc dłoń zaopatrzoną w ostre pazury... - Śledztwo! Oni chcą zemsty! Marnuję tutaj swój czas, niczego istotnego się nie dowiedziałem. Wierzę, że nie zechcesz mnie zatrzymywać, bo za godzinę wasze domeny zaczną płonąć, a banda wściekłych bestii oskalpuje waszych ghuli. Kupię nam kilka nocy, a ty do tego czasu znajdź rozwiązanie... Nie słowa! - głos jego przeszedł w niezrozumiałe, zwierzęce powarkiwanie.
Na sali ponownie zawrzało. Nastrój panicznego strachu narastał nieubłaganie. Zebrani Kainici z paniką w oczach powtarzali ostatnie słowa Gangrela, dodając do nich wiele własnych spekulacji. Wild Heart wstał ukłonił się nisko, po czym ruszył w stronę wyjścia.
- No to mamy przejebane - rzucił w powietrze Max Damage, z właściwym sobie filozoficznym spokojem.
- Przynajmniej Wild Heart robi coś praktycznego - skwitował Nercid.
Lizelotta rzuciła ponure spojrzenie w kierunku Regentki:
- Mam nadzieję, moja droga, że wiesz co się dzieje i jak temu zaradzić, prawda?
- Ja... - Viger nie zdążyła odpowiedzieć albowiem wtrącił się jej Rusty:
- Cały czas siedzisz w swojej Fundacji. Nad czym tak usilnie pracujesz? Słyszałem, że zamówiłaś ostatnio wielkie pojemniki z hartowanego szkła. Może nie masz gdzie trzymać zapasów krwi, co? - Nosferatu zachichotał złośliwie.
- Ja nie mam z tym nic wspólnego Rusty. Wiem, że był to atak nie tylko nas was, ale także na mnie - odpowiedziała Tremerka.
- Wiedziałam, że do tego dojdzie. Nadchodzi zagłada nas wszystkich, zegar zagłady wskazuje bliski koniec! - dorzuciła swoje szalona Malkavianka.
Nagle Christian wstał i rzucił w stronę młodszych:
- Każdy kto uważa, że Camarilla go nie ochroni, może przyjść do knajpy Hard Way. Będę tam na was czekał.
Spojrzał na Democritusa i dodał:
- Chyba zostałeś sam, pajacu na gumce - rzucił, po czym skierował się w stronę wyjścia.
Nie tylko starsi dyskutowali otwarcie między sobą, reszta wampirzego zgromadzenia była równie mocno poruszona całą sytuacją. Szepty przerodziły się w otwarte dialogi. Salę teatralną wypełnił wyczuwalnych strach. Praktycznie każdy Kainita, przebywający w pomieszczeniu został pochłonięty przez tę wzbierającą falę grozy. Po chwili młodzi mówili już tylko o nadchodzącym końcu oraz po swojemu interpretowali wygłaszane przez Primogenów kwestie.
Gdy Pain wyszedł wraz z resztą Anarchistów, Książę podniósł się z fotela:
- Cisza! - krzyknęła Furia, a głos jej przetoczył się po Sali niczym grom. Zebrani zamarli w całkowitym milczeniu. - Jeśli usłyszę, choć jeszcze jedno zdanie od kogokolwiek, sprawię, że pożałuje, iż nie wyrwał sobie wcześniej języka!
- Dziękuję Furio - odezwał się Książę. Jego głos był opanowany i pełen siły - Na horyzoncie pojawiło się nowe zagrożenie i należy się mu przeciwstawić działając razem. Nie będę tolerował zachowań mających na celu rozbicie Camarilli od wewnątrz, albowiem taki cel ma nasz wróg. Panika w obliczu zagrożenia także nam nie pomoże, a jedynie może zaszkodzić. Chcę byście o tym pamiętali. Idea współpracy jest podstawą w Camarilli i tak jak pozwalała nam przetrwać wielokrotnie w przyszłości tak też i wspomoże nas teraz - jego ton złagodniał nieco przechodząc do dalszej części, pocieszając przerażonych, budząc nadzieję. - Obiecuję wam, że jeszcze tej nocy zdobędziemy wszelkie informacje jak się zabezpieczyć przed ewentualnymi atakami tego rodzaju. Kieruję ku temu cała moją uwagę i środki, jakimi dysponujemy. A teraz zostawicie mnie i Primogenów, byśmy mogli podjąć odpowiednie decyzje związane z bezpieczeństwem miasta. Wyjątkiem są osoby, które posiadają jakieś informacje na temat natury naszego zagrożenia. One powinny pozostać. Koteria Atrahasisa też zostaje. To wszystko, co miałem wam do powiedzenia.
Democritus usiadł znów na fotelu patrząc na zebranych Primogenów.
- Większość z was jest spoza miasta i nie podlegacie obecnym tutaj Primogenom. Jednakże chciałbym byście powiedzieli zebranym, czy byliście świadkami tego ataku, o którym była tu mowa. A także, co wiecie o tej sprawie?
Nagle wszyscy zebrani umilkli i w teatrze zrobiło się absolutnie cicho. Zza ciężkiej karmazynowej kurtyny wyłonił się Książę Democritus. Pełen powagi podszedł na błękitnego fotela, po czym z godnością zajął swe miejsce. Furia stała dalej tuż obok bacznie obserwując wszystkich zebranych.
- Witam was wszystkich oraz dziękuję za tak liczne przybycie. Przejdę od razu do sedna sprawy... - słowa Księcia Charleston rozbrzmiewały w ciszy z niezwykłą siłą - Wczoraj zostaliśmy zaatakowani w magiczny sposób przez Sabat. Wielu z nas straciło krew w wyniku tego ataku. Proszę wszystkich tutaj zebranych o szczególną ostrożność w tej sprawie. W tej chwili wiemy jedynie, iż Sabat uzyskał wsparcie kogoś bardzo potężnego, kto potrafi władać magią. Niestety, aktualnie niewiele więcej mogę powiedzieć o naturze naszego zagrożenia... Jednak chciałbym was uspokoić, ponieważ podjąłem drastyczne środki, aby zaradzić tej sytuacji. Śledztwo jest w dobrych rękach...
Nagle z fotela poderwał się Primogen Gangreli:
- Przejdźmy wreszcie do rzeczy! - warknął - Nie obchodzi mnie, kto się tym zajmuje, ale potrzebne są efekty! I to szybko! Jak komuś się wydaje, że wie jak ogarnąć Lupinów, to zapraszam na rozmowę z nimi. I wiecie co będzie? Wszystko weźmie w łeb! Wisi nad nami wojna, jakiej to miasto jeszcze nie widziało! Wczoraj kilku Lupinów mieszkających w okolicach góry Spruce Knob także straciło krew. Możesz sobie wyobrazić jak to podziałało na nasze relacje, Książę! - sapnął wściekle, podnosząc dłoń zaopatrzoną w ostre pazury... - Śledztwo! Oni chcą zemsty! Marnuję tutaj swój czas, niczego istotnego się nie dowiedziałem. Wierzę, że nie zechcesz mnie zatrzymywać, bo za godzinę wasze domeny zaczną płonąć, a banda wściekłych bestii oskalpuje waszych ghuli. Kupię nam kilka nocy, a ty do tego czasu znajdź rozwiązanie... Nie słowa! - głos jego przeszedł w niezrozumiałe, zwierzęce powarkiwanie.
Na sali ponownie zawrzało. Nastrój panicznego strachu narastał nieubłaganie. Zebrani Kainici z paniką w oczach powtarzali ostatnie słowa Gangrela, dodając do nich wiele własnych spekulacji. Wild Heart wstał ukłonił się nisko, po czym ruszył w stronę wyjścia.
- No to mamy przejebane - rzucił w powietrze Max Damage, z właściwym sobie filozoficznym spokojem.
- Przynajmniej Wild Heart robi coś praktycznego - skwitował Nercid.
Lizelotta rzuciła ponure spojrzenie w kierunku Regentki:
- Mam nadzieję, moja droga, że wiesz co się dzieje i jak temu zaradzić, prawda?
- Ja... - Viger nie zdążyła odpowiedzieć albowiem wtrącił się jej Rusty:
- Cały czas siedzisz w swojej Fundacji. Nad czym tak usilnie pracujesz? Słyszałem, że zamówiłaś ostatnio wielkie pojemniki z hartowanego szkła. Może nie masz gdzie trzymać zapasów krwi, co? - Nosferatu zachichotał złośliwie.
- Ja nie mam z tym nic wspólnego Rusty. Wiem, że był to atak nie tylko nas was, ale także na mnie - odpowiedziała Tremerka.
- Wiedziałam, że do tego dojdzie. Nadchodzi zagłada nas wszystkich, zegar zagłady wskazuje bliski koniec! - dorzuciła swoje szalona Malkavianka.
Nagle Christian wstał i rzucił w stronę młodszych:
- Każdy kto uważa, że Camarilla go nie ochroni, może przyjść do knajpy Hard Way. Będę tam na was czekał.
Spojrzał na Democritusa i dodał:
- Chyba zostałeś sam, pajacu na gumce - rzucił, po czym skierował się w stronę wyjścia.
Nie tylko starsi dyskutowali otwarcie między sobą, reszta wampirzego zgromadzenia była równie mocno poruszona całą sytuacją. Szepty przerodziły się w otwarte dialogi. Salę teatralną wypełnił wyczuwalnych strach. Praktycznie każdy Kainita, przebywający w pomieszczeniu został pochłonięty przez tę wzbierającą falę grozy. Po chwili młodzi mówili już tylko o nadchodzącym końcu oraz po swojemu interpretowali wygłaszane przez Primogenów kwestie.
Gdy Pain wyszedł wraz z resztą Anarchistów, Książę podniósł się z fotela:
- Cisza! - krzyknęła Furia, a głos jej przetoczył się po Sali niczym grom. Zebrani zamarli w całkowitym milczeniu. - Jeśli usłyszę, choć jeszcze jedno zdanie od kogokolwiek, sprawię, że pożałuje, iż nie wyrwał sobie wcześniej języka!
- Dziękuję Furio - odezwał się Książę. Jego głos był opanowany i pełen siły - Na horyzoncie pojawiło się nowe zagrożenie i należy się mu przeciwstawić działając razem. Nie będę tolerował zachowań mających na celu rozbicie Camarilli od wewnątrz, albowiem taki cel ma nasz wróg. Panika w obliczu zagrożenia także nam nie pomoże, a jedynie może zaszkodzić. Chcę byście o tym pamiętali. Idea współpracy jest podstawą w Camarilli i tak jak pozwalała nam przetrwać wielokrotnie w przyszłości tak też i wspomoże nas teraz - jego ton złagodniał nieco przechodząc do dalszej części, pocieszając przerażonych, budząc nadzieję. - Obiecuję wam, że jeszcze tej nocy zdobędziemy wszelkie informacje jak się zabezpieczyć przed ewentualnymi atakami tego rodzaju. Kieruję ku temu cała moją uwagę i środki, jakimi dysponujemy. A teraz zostawicie mnie i Primogenów, byśmy mogli podjąć odpowiednie decyzje związane z bezpieczeństwem miasta. Wyjątkiem są osoby, które posiadają jakieś informacje na temat natury naszego zagrożenia. One powinny pozostać. Koteria Atrahasisa też zostaje. To wszystko, co miałem wam do powiedzenia.
Democritus usiadł znów na fotelu patrząc na zebranych Primogenów.
Na sali zostaliście wy, Primogeni, Książę, Szeryf i Ojciec Terrego.
Reszta zgromadzonych wychodzi. Gdy ostatnia osoba opuści salę, drzwi zastają zamknięte od zewnątrz.
Książę odezwał się do członków koterii Red'a:Reszta zgromadzonych wychodzi. Gdy ostatnia osoba opuści salę, drzwi zastają zamknięte od zewnątrz.
- Większość z was jest spoza miasta i nie podlegacie obecnym tutaj Primogenom. Jednakże chciałbym byście powiedzieli zebranym, czy byliście świadkami tego ataku, o którym była tu mowa. A także, co wiecie o tej sprawie?
Widzicie jak Ojciec Terrego spogląda w waszą stronę. Terry zasłania twarz i schował się za fotelami.
[/center]