Strona 16 z 88

: 26 marca 2015, 23:11
autor: lightstorm
Charleston WV Muzeum Sztuki 09.08.1993 Przed północą

Nagle wszyscy zebrani umilkli i w teatrze zrobiło się absolutnie cicho. Zza ciężkiej karmazynowej kurtyny wyłonił się Książę Democritus. Pełen powagi podszedł na błękitnego fotela, po czym z godnością zajął swe miejsce. Furia stała dalej tuż obok bacznie obserwując wszystkich zebranych.

- Witam was wszystkich oraz dziękuję za tak liczne przybycie. Przejdę od razu do sedna sprawy... - słowa Księcia Charleston rozbrzmiewały w ciszy z niezwykłą siłą - Wczoraj zostaliśmy zaatakowani w magiczny sposób przez Sabat. Wielu z nas straciło krew w wyniku tego ataku. Proszę wszystkich tutaj zebranych o szczególną ostrożność w tej sprawie. W tej chwili wiemy jedynie, iż Sabat uzyskał wsparcie kogoś bardzo potężnego, kto potrafi władać magią. Niestety, aktualnie niewiele więcej mogę powiedzieć o naturze naszego zagrożenia... Jednak chciałbym was uspokoić, ponieważ podjąłem drastyczne środki, aby zaradzić tej sytuacji. Śledztwo jest w dobrych rękach...

Nagle z fotela poderwał się Primogen Gangreli:

- Przejdźmy wreszcie do rzeczy! - warknął - Nie obchodzi mnie, kto się tym zajmuje, ale potrzebne są efekty! I to szybko! Jak komuś się wydaje, że wie jak ogarnąć Lupinów, to zapraszam na rozmowę z nimi. I wiecie co będzie? Wszystko weźmie w łeb! Wisi nad nami wojna, jakiej to miasto jeszcze nie widziało! Wczoraj kilku Lupinów mieszkających w okolicach góry Spruce Knob także straciło krew. Możesz sobie wyobrazić jak to podziałało na nasze relacje, Książę! - sapnął wściekle, podnosząc dłoń zaopatrzoną w ostre pazury... - Śledztwo! Oni chcą zemsty! Marnuję tutaj swój czas, niczego istotnego się nie dowiedziałem. Wierzę, że nie zechcesz mnie zatrzymywać, bo za godzinę wasze domeny zaczną płonąć, a banda wściekłych bestii oskalpuje waszych ghuli. Kupię nam kilka nocy, a ty do tego czasu znajdź rozwiązanie... Nie słowa! - głos jego przeszedł w niezrozumiałe, zwierzęce powarkiwanie.

Na sali ponownie zawrzało. Nastrój panicznego strachu narastał nieubłaganie. Zebrani Kainici z paniką w oczach powtarzali ostatnie słowa Gangrela, dodając do nich wiele własnych spekulacji. Wild Heart wstał ukłonił się nisko, po czym ruszył w stronę wyjścia.

- No to mamy przejebane - rzucił w powietrze Max Damage, z właściwym sobie filozoficznym spokojem.

- Przynajmniej Wild Heart robi coś praktycznego - skwitował Nercid.

Lizelotta rzuciła ponure spojrzenie w kierunku Regentki:

- Mam nadzieję, moja droga, że wiesz co się dzieje i jak temu zaradzić, prawda?

- Ja... - Viger nie zdążyła odpowiedzieć albowiem wtrącił się jej Rusty:

- Cały czas siedzisz w swojej Fundacji. Nad czym tak usilnie pracujesz? Słyszałem, że zamówiłaś ostatnio wielkie pojemniki z hartowanego szkła. Może nie masz gdzie trzymać zapasów krwi, co? - Nosferatu zachichotał złośliwie.

- Ja nie mam z tym nic wspólnego Rusty. Wiem, że był to atak nie tylko nas was, ale także na mnie - odpowiedziała Tremerka.

- Wiedziałam, że do tego dojdzie. Nadchodzi zagłada nas wszystkich, zegar zagłady wskazuje bliski koniec! - dorzuciła swoje szalona Malkavianka.

Nagle Christian wstał i rzucił w stronę młodszych:

- Każdy kto uważa, że Camarilla go nie ochroni, może przyjść do knajpy Hard Way. Będę tam na was czekał.

Spojrzał na Democritusa i dodał:

- Chyba zostałeś sam, pajacu na gumce - rzucił, po czym skierował się w stronę wyjścia.

Nie tylko starsi dyskutowali otwarcie między sobą, reszta wampirzego zgromadzenia była równie mocno poruszona całą sytuacją. Szepty przerodziły się w otwarte dialogi. Salę teatralną wypełnił wyczuwalnych strach. Praktycznie każdy Kainita, przebywający w pomieszczeniu został pochłonięty przez tę wzbierającą falę grozy. Po chwili młodzi mówili już tylko o nadchodzącym końcu oraz po swojemu interpretowali wygłaszane przez Primogenów kwestie.

Gdy Pain wyszedł wraz z resztą Anarchistów, Książę podniósł się z fotela:

- Cisza! - krzyknęła Furia, a głos jej przetoczył się po Sali niczym grom. Zebrani zamarli w całkowitym milczeniu. - Jeśli usłyszę, choć jeszcze jedno zdanie od kogokolwiek, sprawię, że pożałuje, iż nie wyrwał sobie wcześniej języka!

- Dziękuję Furio - odezwał się Książę. Jego głos był opanowany i pełen siły - Na horyzoncie pojawiło się nowe zagrożenie i należy się mu przeciwstawić działając razem. Nie będę tolerował zachowań mających na celu rozbicie Camarilli od wewnątrz, albowiem taki cel ma nasz wróg. Panika w obliczu zagrożenia także nam nie pomoże, a jedynie może zaszkodzić. Chcę byście o tym pamiętali. Idea współpracy jest podstawą w Camarilli i tak jak pozwalała nam przetrwać wielokrotnie w przyszłości tak też i wspomoże nas teraz - jego ton złagodniał nieco przechodząc do dalszej części, pocieszając przerażonych, budząc nadzieję. - Obiecuję wam, że jeszcze tej nocy zdobędziemy wszelkie informacje jak się zabezpieczyć przed ewentualnymi atakami tego rodzaju. Kieruję ku temu cała moją uwagę i środki, jakimi dysponujemy. A teraz zostawicie mnie i Primogenów, byśmy mogli podjąć odpowiednie decyzje związane z bezpieczeństwem miasta. Wyjątkiem są osoby, które posiadają jakieś informacje na temat natury naszego zagrożenia. One powinny pozostać. Koteria Atrahasisa też zostaje. To wszystko, co miałem wam do powiedzenia.

Democritus usiadł znów na fotelu patrząc na zebranych Primogenów.
Na sali zostaliście wy, Primogeni, Książę, Szeryf i Ojciec Terrego.
Reszta zgromadzonych wychodzi. Gdy ostatnia osoba opuści salę, drzwi zastają zamknięte od zewnątrz.
Książę odezwał się do członków koterii Red'a:

- Większość z was jest spoza miasta i nie podlegacie obecnym tutaj Primogenom. Jednakże chciałbym byście powiedzieli zebranym, czy byliście świadkami tego ataku, o którym była tu mowa. A także, co wiecie o tej sprawie?
Widzicie jak Ojciec Terrego spogląda w waszą stronę. Terry zasłania twarz i schował się za fotelami.

: 27 marca 2015, 02:38
autor: Rooster
Pytanie zadanie przez Księcia zawisło w powietrzu, niczym właściwy wstęp do pierwszego aktu szekspirowskiego dramatu. Victoria miała świadomość, że zostanie zadane i była przygotowana na tę rozmowę. Jednak obecność ojca Terrego w tym miejscu zdecydowanie komplikowała całą sytuację, zwłaszcza dla przerażonego ojczulka. Spokojnie podniosła się ze swojego miejsca, obserwując elitę Charlestone. Kątem oka wychwyciła za sobą ruch ciemnej sylwetki Namtara, który również wstał, zajmując dogodną pozycję w rzędzie foteli tuż za nią. Dziwne uczucie, które ogarnęło na chwilę jej umysł sprawiało, iż mimo strachu, który wzbudzał w niej Morderca, czuła się... bezpiecznie, mając go za sobą. Spojrzała jeszcze raz na wszystkich członków koterii...

Siedzimy w tym wszystkim razem, a to jest najlepsza okazja, by udowodnić naszą lojalność dla koterii i sprawy Reda. Skoro ten stary wampir maczał w tym palce, Książę i Rada będą musieli zareagować na nasze oskarżenia.

- Książę... - zaczęła spokojnie Victoria - członkowie naszej koterii również zostali zaatakowani w magiczny sposób wczorajszej nocy. Jak zapewne zdążyliście już ustalić, głównym źródłem i medium, dzięki któremu ów atak mógł objąć tak wielu spośród spokrewnionych, jest księga kondolencyjna z pogrzebu Atrahasisa. Jeśli się nie mylę, każdemu, kto złożył w niej swój podpis, skradziono krew... - na chwilę zamilkła, obserwując reakcję na wypowiedziane słowa.

Napięcie i strach, które towarzyszyły wcześniejszym kłótniom przerażonych kainitów, przerodziły się w zimną, skoncentrowaną determinację w głosie Lasombry.

- Moja wiedza na temat okultyzmu nie jest wielka, jednak mam świadomość, że do wykonania tak potężnego rytuału taumaturgii potrzeba bardzo dużej wiedzy i silnej krwi. Czy wiecie, gdzie jest księga i co się z nią stało? Z pewnością możecie to ustalić. Rozumiem Książę, że dla uspokojenia społeczności Camarilli, jako wroga zawsze można użyć Sabatu, jednak w tym przypadku zdrada sięga o wiele głębiej...

Na chwilę zapadła w sali całkowita cisza. Słowa, które miała wypowiedzieć, skonfrontują Terrego z jego największym koszmarem, jednak Victoria miała świadomość, że walka, którą stoczy ojczulek, będzie dla niego wybawieniem lub klęską. Szczerze miała nadzieję na to pierwsze.

- Osobą, która jest odpowiedzialna za złamanie naszych Praw i jawnie dopuściła się ataku na społeczność spokrewnionych, jest Malkavianin, który siedzi obok was! - Victoria wskazała ręką na stwórcę Terrego.

Grobowa cisza, która zapadała po tych słowach dźwięczała w uszach, niczym nieznośny wizg na granicy percepcji. Czas jakby na chwilę zwolnił. Victoria dostrzegła nerwowy ruch sylwetki Furii... nieznaczną zmianę pozycji Democritusa, zasiadającego w swym fotelu... cichy szmer i jęk Terrego. Wszystko to w ułamku sekundy dotarło do niej, jak na filmie, który ogląda się klatka po klatce. Po tym dziwnym przebłysku czas znów przyspieszył, nabierając zawrotnego tempa.

- Uprzedzając wasze pytania i zarzuty. Wiesz Książę, że jestem szanowanym członkiem Camarilli i mam pełną świadomość powagi oskarżeń, które wypowiedziałam.

: 27 marca 2015, 10:49
autor: Suriel
Nie wiem czy mnie słyszysz Terry ale to jest najlepszy moment żeby załatwić tą Twoją sprawę z ojcem. Oczywiście pod warunkiem, że masz jakieś dowody a nie jedynie swoje podejrzenia. Jeśli to co mówisz okaże się prawdą to ta zbrodnia nie może ujść bez kary. Bo masz dowody, prawda?

Nagle usłyszał dobrze znany głos, którego dźwięk zawsze napawał go cichym lękiem. W ciemności z siedzenia którego z tej perspektywy Horacy dokładnie nie widział odezwał się primogen Nosferatu. Zsunięty w dół fotela siedział w takim miejscu, że nawet bez dyscypliny trudno był go dojrzeć. Jeśli tylko tego zapragnął, to ten starzec potrafił pozostać nie zauważony nawet przy tak licznej auli. Dziwny tembr jakim przemawiał bardziej przypominał dźwięk rozdzierania starej zardzewiałej blachy niż ludzki głos. Rusty*...

"...- Cały czas siedzisz w swojej Fundacji. Nad czym tak usilnie pracujesz? Słyszałem, że zamówiłaś ostatnio wielkie pojemniki z hartowanego szkła. Może nie masz gdzie trzymać zapasów krwi, co?"

[center]Obrazek[/center]

Horacy obserwował reakcję znajdującego się wśród primogenu ojca Frater Terrego ale z jego twarzy nie dało się nic wyczytać.
Stary gracz, gdy tego chce jego twarz jest bardziej niewzruszona niż maska jaką noszę.

Nagle wstała Victoria i zaczęła mówić. Oczy niemal wszystkich zebranych skupiły się na jej wyprostowanej jak struna sylwetce. Od postaci biła dziwna wewnętrzna siła dziwnie kontrastująca z subtelnym ciałem. Przemawiała z mocą i swobodną pewnością siebie, która świadczyła o tym, ze tego typu wystąpienia wcale nie są jej słabą stroną. Zaczęła bardzo dobrze.

"...Rozumiem Książę, że dla uspokojenia społeczności Camarilli, jako wroga zawsze można użyć Sabatu, jednak w tym przypadku zdrada sięga o wiele głębiej... "
Horacy w jednej chwili pojął dokąd zmierza ta wypowiedź.
Oh, nie... - pomyślał z rosnącym złym przeczuciem i skulił się w sobie zażenowany.

"- Osobą, która jest odpowiedzialna za złamanie naszych Praw i jawnie dopuściła się ataku na społeczność spokrewnionych, jest Malkavianin, który siedzi obok was! - Victoria wskazała ręką na stwórcę Terrego. "

Oh, nie Victorio. Nie sprawdziliśmy tego! Nie mamy dowodów czy to nie jedynie świadectwo paranoi jednego wariata przed drugim. Tyle krwi, to wydaje się zbyt mocny ruch byleby się zemścić na swym własnym dziecku. Nawet Terry sam tego nie był pewien. To bardzo poważne zarzuty i jak na razie bez dowodów. I to w dodatku wobec osoby którą primogen miasta przyjmuje z szacunkiem. Oh, nie.. oni zaraz zapytają o to skąd...

* w znaczeniu zardzewiały

: 27 marca 2015, 12:35
autor: Sigil
Stojąc za Victorią zdawał się patrzeć wprost na Amira, lecz tak naprawdę poświęcał mu jedynie ułamek swojej uwagi, konieczny, aby orientować się w przebiegu rozmowy. W większości bowiem skoncentrowany był na ojcu Terrego, śledząc kątem oka każde poruszenie starego Malkavianina.

Tafaddal*, zrób mi tą przyjemność, dewane sag** - pomyślał, uśmiechając się lekko. - Czekam...

Patrząc na postawę i aurę Mordercy trudno byłoby jednak odgadnąć prawdziwe motywy i emocje, które nim kierowały. Był spokojny i w pełni rozluźniony. Wiedział, że nie może spłoszyć ani ostrzec ofiary, okazując agresję. I nie zamierzał tego robić. Lubił tą część polowania, rozkoszując się subtelnością, która jej towarzyszyła. Czekanie pobudzało go i podniecało jednocześnie. Przedłużając sam moment przed zabójstwem, smakował w myślach krew i duszę ofiary... Czuł, jak welon strachu, który wciąż wisiał w Sali Teatralnej, otacza go, niczym astralny płaszcz, wnikając w niego na zasadzie jakiejś dziwnej osmozy. Chłonął tą energię, która zdawała się wypełniać jego żyły żywą, elektryczną ciemnością. Ta moc rosła w nim, pozwalała mu raz jeszcze poczuć się wysłannikiem Śmierci, ostrzem losu, narzędziem Woli Haqima... Sprawiała, że z jednej strony czuł się nieco nierealnie, tak jakby jego istnienie stawało się nagle bardziej prawdziwe, bardziej namacalne niż rzeczywistość dookoła. Nie był to jednak wynik oszołomienia, lecz raczej pewien wyższy stan świadomości, wznoszący postrzeganie na doskonalszy poziom. Zmysły Mordercy działały bowiem z perfekcyjną wyrazistością i miał wrażenie, że nawet nie używając mocy Nadwrażliwości jest w stanie dostrzec najdrobniejsze szczegóły otoczenia. Siła, którą czuł, zwiniętą wewnątrz niczym wąż, czekała na stosowny moment, aby móc się objawić... Wiedział, że ten moment nadejdzie... Niedługo... Teraz, gdy machina ruszyła, nie było już odwrotu.
Zarówno aura jak i postawa Namtara są bardzo spokojne. Właściwie to, co się dzieje w jego głowie jest nie do odkrycia dla obserwatora.
Poza tą jedną myślą, którą podałem, nie myślę więcej o tym, co chcę zrobić. Przynajmniej nie w jasny sposób. Osłaniam umysł frazą Zir.

* arab. zapraszam, bądź mym gościem
** pers. szalony psie

: 27 marca 2015, 17:22
autor: Frater_Terry
Terry nie wierzył własnym uszom. Mroczna Pani zdradziła go. Wpierw uspokoiła go, uśpiła jego czujność, by następnie wyjść na środek i zwrócić na niego uwagę. Wiedział co powie Książę. Zapyta o źródło tego oskarżenia, a ona wskaże Terry'ego. I będzie musiał wstać, i wtedy On go zobaczy.

Zrobiła to celowo? Od początku z Nim pracowała? To bardzo w Jego stylu, zrobił tak już z nie jedną osobą, której ufałem.

Czy zrobiła to nieświadomie? Przecież ona musi zdawać sobie sprawę, że znajdę się w centrum uwagi. Nie ma żadnego dowodu na swoje oskarżenie. Nikt nawet się mnie zapytał skąd mam te informacje. Więc mnie wskaże jako dowód.

I wtedy będę musiał wstać. I on mnie zobaczy. I jedyna moja nadzieja, spoczywać będzie w Jedi, który wybrał Ciemną Stronę Mocy. W dodatku seryjnym mordercy. Jak w ogóle do tego doszło? Czemu Pan pozwolił mi zbłądzić w to miejsce i te okoliczności?

Za późno na ucieczkę. Mógł wyjść kiedy miał okazję. Teraz kwestią chwil już było, kiedy stanie twarzą w twarz ze swym Stwórcą, przed którym uciekał przez tak wiele lat. Postanowił więc, ostatnie być może chwile, przeznaczyć na modlitwę. Zacisnął mocno powieki i w duchu zaczął mówić.

[center]Panie Jezu, wyznaję Cię jako swojego Mistrza i Pana,
Wierzę, że każdą kroplę swojej drogocennej Krwi przelałeś po to,
Aby uwolnić mnie od szatana, grzechu i wszelkich zniewoleń.
Panie Jezu z głęboką wiarą w Ciebie proszę,
Aby Twoja Krew okryła to miejsce,
Panie Jezu, obmyj mnie swoją drogocenna Krwią
Niech okryje mnie od stóp do głów.
Proszę o całkowitą ochronę życia mojego.
Panie Jezu, zachowaj mnie dziś od złego,
Napełnij mnie, Panie Jezu swoim Duchem św. i obdarz darami:
Mądrości, Rozumu, Wiary, Odwagi i Rozeznania,
Tak abym żył dziś w Twojej chwale.
Wypełniając wszystko to, co dobre.[/center]

: 27 marca 2015, 18:53
autor: Rellon
Gavin był od przebudzenia oszczędny w słowach i czynach. Była to pierwsza noc, od jak zdawało mu się, wieków którą przespał bez pomocy. Miał wrażenie jakby przebijał się przez kolejne warstwy złego snu, a każdy poziom sprawiał że koszmary poprzedniego znikały niczym pasja upojnej nocy. Te rzeczy były ważne, wczoraj... Dziś jest nowa noc, nowe rozdanie kart...

Od momentu przybycia do Charleston grał raczej ze słabą ręką. Kiedy nie masz dobrego rozdania, blefujesz lub liczysz na błędy silnych. Czas po przebudzeniu Gavin spędza więc w Music Room'ie, wodząc nieobecnym wzrokiem po tamtejszych artefaktach. Powoli, cal po calu, krok po kroku. Ravnos analizował dane, obrazy, subtelne gry - wszystkie części sieci które dane było mu zaobserwować noc wcześniej. Łączył je z tym rodzajem wiedzy którego nie mogł zdradzić czy przekazać pozostałym członkom koterii. Wiedza zdobytą przez doświadczenie...
Spoiler!
Używam takich zdolności jak Prawo Camarilli (Camarliia Lore) i Zagadki (Enigmas) by wyciągnąć dodatkowe informacje na temat naszej sytuacji i relacji pomiędzy członkami rodziny których dane było mi dane widzieć. W szczególności chodzi mi o jakiś zarys stronnictw. Myśli Ravnosa krążyły głównie wokoło:
- Dellon Wels - którego stronnictwa mógłby być harpią, z kim obnosił się przyjaźnie ze względu na pracę, a kogo darzył sympatią.
- Lizelotta Viger - Co mogło łączyć ją z Sidonią, zwłaszcza że Harpia wymieniała członków rodziny raczej parami co sugerowało pewne podobieństwo zainteresowań lub bliższe kontakty.
- Biskup Hoqax - gdybym był Biskupem Sabbatu, przez kogo sączyłbym truciznę w ciało Camarilli? Nie jest przypadkiem że Biskup pojawił się w tym czasie i w tym miejscu. Musiał czymś się niepokoić na tyle by sprawdzić to na własne oczy. Chciał sprawdzić czy ktoś, kogo nie można na co dzień spotkać jest w mieście? Albo dac komuś znać że kości poszły w ruch? Czy otrzymał swoją odpowiedź?
Sama wizyta w Muzeum należała raczej do przyjemnych. Bardzo przyjemne połączenie nowoczesnej użyteczności z starodawną przytulnością, co sprawiało ze młodsze jak i starsze pokolenia musiały czuć się tu "jak u siebie".

Dłuższą chwilę zajęło Cyganowi oglądanie prac, które oddziaływały na niego w dziwny sposób.
- Kontakt z "żywą" rzeczą zawsze daje więcej niż kontakt tylko z zdjęciem. W obraz ktoś włożył energie, przemyślenia, wizje. Ma on swój ciężar, fakturę, niedoskonałości. Wszystko to sprawia ze będzie on na stulecia przekazywał innym pewną wibracje. Pewien wdzięk i czar. - zerknął na pozostałych członków koterii - Czy Wy jeszcze potraficie podziwiać tą sztukę? Czy też jest to tylko krew wylana na płótno?

Po wejściu na salę przysłuchiwał się wypowiedziom członków koterii. Jego wzrok skupił się na "przyjacielu" który wczoraj zorganizował mu taniec z Wilkami. Gdyby nie zasady Elizjum których był świadom, Malkaviańskiemu ścierwu żadna demencja by nie pomogła.
- Już ja Ci pokaże magiczne sztuczki! Tak Cie padalcu powykręcam że nikt Cie od Tzimisce nie odróżni. - Po chwili jednak się opanował, należało zbierać informacje. Elizjum ma swoje granice, czas jaki ten patałach może tu spędzić także.

Gavin obserwował więc dalsze poczynania, rejestrując i zapamiętując tyle informacji ile zdoła. Uwadze jego nie uszła postać humanoidalna, będąca najprawdopodobniej krzyżówką guźca z człowiekiem. Uśmiechnął się pod nosem, widząc jak wspaniale działa klątwa Kaina na tych sprzedajnych skurwieli, zwanych Gangrelami.
Podbijam sobie wzrok nadwrażliwością i odczytuje reakcje osób które zostały w pomieszczeniu. Robie tak ponieważ uwaga zebranych skupiona bedzie na oskażonym i oskarżeniach, chce wyczaić kto jak z tym ma. Być może ktoś zdradzi się z reakcją wskazującą że opętany Malkav jest jego sojusznikiem.

: 27 marca 2015, 20:10
autor: lightstorm
Charleston WV Muzeum Sztuki 09.08.1993 Przed północą

Podczas wypowiedzi Victorii ojciec Terrego podniósł się z fotela, po czym z niekrytym zaskoczeniem na twarzy spojrzał w stronę oskarżycielki. Po słowach Lasomby Primogeni także zwrócili swą uwagę na członkach koterii. Książę przemówił:

- To bardzo poważne zarzuty Victorio - Ventrue zrobił władczą minę. - Oskarża pani, pana Aurin'a Spiro, który jest moim serdecznym gościem. Zapytam więc, na jakiej podstawie pojawiły się tak mocne oskarżenia? Ma pani jakiś dowód? - pytanie zawisło w powietrzu. Primogeni przyglądali się całej sytuacji nie mówiąc ani słowa. Członkowie koterii bardzo szybko poczuli ich wzrok na sobie. Mieli świadomość tego, że są to jedne z najbardziej przebiegłych osób, jakie mogli spotkać w Charleston. Każdy zdał sobie sprawę, jak bardzo ważną rolę odegra to, co zostanie teraz powiedziane.

- Wszelkie szczegóły wyjaśni Frater Terry - Victoria odpowiedziała, po czym spojrzała na schowanego i pogrążanego w modlitwie Terrego.

W głowie Malkaviana odezwał się znajomy głos Mentora:

- Terry, wstawaj... Trzeba zmierzyć się z demonami przeszłości. Twoje modlitwy zostały wysłuchane. Przecież chciałeś, dopaść go za to, co ci uczynił prawda? Wstawaj i zmierz się z nim... Razem ze mną. Dasz radę.
Dla Terrego: Test Odwagi: ST:8 Udany. Możesz wstać, przezwyciężasz strach i spojrzeć na swojego ojca.

: 27 marca 2015, 20:32
autor: Frater_Terry
Kiedy usłyszał Wyrok, zamarł bez ruchu. Rozumiał że teraz musi wziąć się w garść i wstać. Tylko grawitacja jakaś taka silna.

Otworzył oczy. Zacisnął dłonie na krawędzi fotela, w mocnym uścisku, po czym dźwignął się na nim, stając na wyprostowanych nogach. Z początku głowę miał opuszczoną, chwilę mu zajęło nim spojrzał na Księcia. Democritus patrzył się nań wyczekująco. Nie tylko zresztą on, oczy całej sali zwrócone były na niego.

Wyprostował się i ruszył w stronę Księcia, najbardziej pewnym krokiem, na jaki go był stać. Szedł z głową uniesioną, nie zdejmując oczu z Księcia. Starał się jednak, by bardziej wyglądało to jak szacunek, niż jak zwykłe gapienie się. Kiedy wspiął się na scenę, ukłonił się w stronę Księcia, następnie w stronę zebranych Primogenów. Stanął lekko z boku, tak, by Książę pozostał doskonale dla każdego widoczny. Następnie zaczął mówić.

- Witaj Szanowny Książę, witajcie Szlachetni Primogeni. Jestem Frater Terry, z klanu Malkavian. Sługa Boży, naznaczony Duchem Świętym. Na wstępie, jak na Starszego przystało, pragnę podziękować za zaproszenie na to spotkanie, jak i wyrazić wdzięczność za zaszczyt bycia jednym z tych którzy mogli pozostać na sali.

- Mroczna Pani wysunęła prawdziwe oskarżenie. Łaska Pana na Niebiosach i Jego Mądrość, pozwoliły mi dojrzeć przebieg ów rytuału, który był źródłem ataku. A którego Kapłanem był w istocie mój stwórca - wyciągnął ramię w kierunku, jak się okazało, Aurin'a Spiro. Nigdy wcześniej nie słyszał Jego imienia. Potwór który ścigał go przez tyle nieskończonych nocy, miał imię.

Powoli obrócił głowę, wzrokiem podążając za ręką. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, Terry drgnął. Przez chwilę miał wielką ochotę spuścić wzrok, jednak wytrzymał. Wyraźnie widział teraz błękit spokoju, okalający złowrogą postać. Gdzieniegdzie spod tańczących tęczą plam szaleństwa, wyłaniała się chwilami, ukryta dobrze i głęboko czerń nienawiści. Jego oczy błyskały chińską czerwienią zadowolenia. Ten Potwór wyraźnie coś knuł, a to mogło wróżyć bardzo źle Terry'emu.

- Kiedy nas zaatakowano, miałem możliwość ujrzeć krąg magiczny, pełen Taumaturgicznych symboli, po części wyrysowany krwią, po części kredą. Na środku kręgu spoczywała Księga Kondolencyjna, z pogrzebu Mędrca w Czerwieni. Po obu jej stronach, odziani w czarne, bez rękawne szaty, spod których wystawała czerwona część spodnia, stali Przebudzeni, inkantując jakieś słowa. I chociaż ich kaptury były naciągnięte, i nie mogłem dostrzec ich twarzy, wyraźnie widziałem ich aury, stąd wiem kim byli.

- Operatorem rytuału był mój Ojciec. Odziany był w szatę całkowicie czarną, bez żadnych znaków czy symboli. Lecz jego kaptur był opuszczony, i mogłem zobaczyć wyraźnie jego twarz. Na stojaku przed nim leżał stary, pożółkły papirus, z którego czytał tekst.

Doskonale wiedział, że nie dostarczył nikomu żadnego dowodu. Pamiętał jednak, że był znany w pewnych kręgach Camarilli. Mniej lub bardziej. Liczył, że może jego reputacja pomoże zebranym potraktować go poważnie. Wymienił również wszystkie zapamiętane szczegóły wizji, mając nadzieję, że wpatrująca się w niego Regent Tremere'ów, rozpozna elementy ceremonii.

Czekając na reakcję zebranych, intensywnie wypatrywał u Ojca jakichkolwiek zmian nastroju, czegokolwiek co go zdradzi.
Spoiler!
Jeśli ktoś zacznie do mnie mówić, natychmiast na niego spojrzę. Do tego czasu jednak gapię się na ojca i chcę wychwycić każdą zmianę jaka zaistnieje w jego aurze.

: 27 marca 2015, 23:04
autor: Rellon
Szczęściem Koterii jest zawiść wampirów. Doskonała okazja by w białych rękawiczkach wbić sztylet osobie która, niesłusznie oczywiście, cieszy się szacunkiem w danym mieście. No i jest jeszcze paranoja - ktoś zrobił krzywdę wielu wampirom, zapanowała atmosfera podejrzliwości. wystarczy teraz wskazać winnego i kły pójdą w ruch.

Ravnos patrzył po zebranych, był pewien że wielu z nich kalkulowało podobnie, przekazując sobie spojrzenia i znaki które w ich języku mogą być wszystkim. Primorgen Nosferatu podrapał się po policzku, Ventrue uniusł lekko głowę, Torreadorka poprawiła rąbek sukni...

Ważą teraz tą świnie i wyceniają, czy naprawde stać ich na to by puścić go wolno? Czy może pozwolić Furii zakołkować go do wyjaśnienia sprawy? Zwłaszcza ze zaklęcie dotknęło także księcia... Czy wystarczająco sobie nagrabił, czy też jeszcze ratuje go jakaś niewidoczna nić. Kto kupuje, kto sprzedaje...

Gavin czekał, chociaż to czekanie doprowadzało go do szału. Z jakiegoś powodu wierzył na słowo Ojczulkowi, teraz dopiero widział jak wiele kosztowała go ta szczerość. Sztywność jego ciała zdradzała napięcie, tember głosu walkę z samym sobą. Była to nierówna walka. W jednym narożniku stał Ksiądz, w drugim Aurin wspomagany przez strach Terrego. Czyjś świat właśnie ulegał zmianie. Pozostawało pytanie w którym kierunku.

: 28 marca 2015, 20:59
autor: lightstorm
Charleston WV Muzeum Sztuki 09.08.1993 poniedziałek 23:27

Wraz za Malkavianem w stronę Księcia, ruszył także Namtar. Gdy Terry znalazł się na scenie, Assamita zatrzymał się tuż obok, tak by mieć mniejszy dystans do Aurina. Furia z gracją podeszła bliżej do Namtara, który prezentował się jak prawdziwy profesjonalista. Szeryf zdecydowanie chciała zobaczyć jak Morderca zareaguje na jej bliskość. Democritus słuchał uważnie każdego słowa, które wypowiedział Terry. Gdy Malkavian skończył, Książę odezwał się:

- Twoje słowa Victorio traktuję jako głos całej koterii. Dlatego jestem zaskoczony tą, jakże śmiałą wypowiedzią, tym bardziej, że ojciec Terry nie przedstawił żadnego dowodu, oprócz wizji jaką miał. Jesteście nowi, więc powiem wam na przyszłość, że niespecjalnie przepadam za klanem księżyca, a szczególnie, gdy opowiadają w kółko niestworzone historie.

Książe zwrócił się do swojego syna:

- Richard, proszę wyjaśnij Voctori i zebranym, że oskarżenia są bezpodstawne.

Na słowa Księcia Primogen Ventrue, podniósł się z fotela i zwrócił w stronę Lasombry:

- Nie wiem w jaką grę chcesz wciągnąć zebranych, ale wiem jedno. Pan Aurin Sprio, był razem ze mną w Nyctofilii praktycznie przez całą noc, i także jest ofiarą magicznego ataku. Byłem świadkiem tego zdarzenia, tak więc historia opowiedziana przez księdza nie ma pokrycia w rzeczywistości i wypływa prawdopodobnie z urojeń.

Primogen odwrócił się w stronę Terrego:

- Nie pierwszy raz Klan Księżyca próbuje zrobić mało zabawny dowcip, ale tym razem przekroczyliście granicę.

Spiro przez cały czas delikatnie uśmiechał się pod nosem, czekając na odpowiedni moment, by włączyć się do rozmowy:

- To co powiedział Richard Nercid jest absolutną prawdą. Byłem tam i tak jak inni, stałem się ofiarą ataku. A ty wyrodny synu - zwrócił się do Fratera Terrego - po raz kolejny próbujesz mnie upokorzyć lub zniszczyć. Zbłądziłeś dawno temu odrzucając to, co jest podstawą Camarilli, na rzecz ścieżki jaką wymyślił Sabat. Ostrzegałem cię! Nie chciałeś słuchać.

Stary Malkavian zwrócił się do starszych miasta:

- Książę, Primogeni... Proszę o ukaranie Terrego za swoje zachowanie. Je nie będę tego czynił, gdyż przestał być moim synem, w chwili gdy postanowił odrzucić Człowieczeństwo. Zdaję się na waszą mądrość i wierzę, że podejmiecie właściwą decyzję.

Mentor Terego pojawił się nagle:

- Ten skurwysyn to zaplanował! ^&*%* FUCK &^*&^) Daj mi chwile Terry &*^%** zaufaj mi (*^&$%^%&*&()@ wytrzymaj jeszcze chwilę *(*&(&^%%**&&%^$% niebawem 23:33 *^)()*__&%$ jeszcze chwilę! &*^%%^$*& Bierz w łapy wizytówkę*())_*^^&$$^%^

Oczy Terrego intuicyjnie skierowały się w stronę Sidoni. Wyostrzył wzrok i ujrzał jak Primogen Malkavianów bawi się w dłoni kilkoma wizytówkami...

: 28 marca 2015, 21:25
autor: Sigil
- Jeśli ktokolwiek tknie Terrego, lub inną osobę, znajdującą się pod moją ochroną - głos Assamity wydawał się całkowicie opanowany, jednak gdzieś w nim obecny był ton ostrzeżenia, który trudno było zignorować. - będzie to ostatnia rzecz, w jego nieżyciu, jaką zrobi.

Morderca nie poruszył się, wygłaszając swoją uwagę. Zdawał się spoglądać gdzieś na Primogenów, w rzeczywistości zaś obserwował przede wszystkim Spiro i Furię. Wiedział, że prawdopodobnie będzie szybszy. Kobieta-wojownik, nie była żadnym zagrożeniem. Pogardzał nią. Stanowiła kolejny absurdalny pomysł Bękartów Khayyina. Rozumiał, że jeśli dojdzie do starcia, będzie musiał stanąć przeciwko wielu przeciwnikom. Nie martwiło go to jednak. Osoby na tej sali stanowiły wyzwanie. Śmierć w walce, w tej sytuacji, nie przynosiła ujmy.

- Ja mogę tutaj zginąć - dodał w ciszy, która zapadła po jego słowach. - ale zabiorę wielu ze sobą. Rozważcie to zanim zechcecie wejść w moje kompetencje.
Używam Zastraszania, by potraktowano moja słowa poważnie.

: 29 marca 2015, 00:15
autor: Suriel
Horacy ocenił sytuację. Czuć było duże napięcie w całej tej niezręcznej chwili. Teraz najlepszy byłby błazen, który pokazałby wszystkim absurdalność tej sytuacji. Tyle, że to właśnie dwa błazny były przyczyną całego tego zamieszania.

Źle rozegraliśmy całą tą sytuację nawet jeśli Terry miał rację. Ojczulku, niechcący wjebałeś swoje białe jak śnieg owieczki nad samą grań ziejącej ciemnością przepaści. Trzeba to przerwać bo ten wariat jest gotów rzezać się z całym primogenem i to w elizjum.

- Rozważyłem asamito i mnie nikt nigdzie nie zabierze. A na pewno nie w te odmęty szaleństwa w jakie tutaj wszyscy zaczynamy podpadać. Ta spirala podejrzeń nakręcana przez dwóch przyjezdnych z klanu księżyca niczemu nie służy. Jedynie wciąga co słabsze umysły, którym nie potrzeba już dowodów by widzieć "świętą prawdę" jednego czy drugiego. - rzucił okiem na Victorię.

- Klątwa Nosferatu jak powszechnie wiadomo jest dziedziczna. Jeśli tak samo jest z paranoją wśród klanu księżyca - Horacy klasnął w dłonie a potem wykonał gest jak konferansjer w teatrze kiedy podnosi się kurtyna odsłaniając akt kulminacyjny - TA-RAA... To mamy rozwiązanie tej całej nienormalnej sytuacji, której ulegamy.

- Głos całej koterii nie jest jednolity, proszę przyjąć moje votum separatum w tej sprawie. Bez oczywistych dowodów jest to dla mnie jedynie niesmaczna sprzeczka pomiędzy ojcem a synem, która w normalnej sytuacji zapewne znużyłaby nas wszystkich. Niestety od ostatniej nocy sytuacja w mieście jest bardzo nerwowa i każdy chętnie by już nacisnął spust żeby to zakończyć i zająć się w końcu swoimi sprawami - spojrzał na Furię i Namtara.

- W całym tym galimatiasie wątek księgi kondolencyjnej należałoby jednak dokładniej sprawdzić. Mam dziwne przeczucie, że to może być trop prowadzący do sedna tajemnicy. Ja się nie wpisywałem, i nic mi nie jest. Można sprawdzić pozostałych. Tylko ci lupini...

Lekko zgrabiony Horacy wycofał się o dwa kroki w tył, w cień, niczym średniowieczny usłużny Żyd-sprzedawca który wykonał już swoją rolę.

: 29 marca 2015, 01:58
autor: lightstorm
Charleston WV Muzeum Sztuki 09.08.1993 poniedziałek 23:32

Ventrue siedział władczo na fotelu słuchając wypowiedzi każdej z osób na sali. Gdy Assamita powiedział swoje zdania, Democritus odpowiedział:

- Twoja nerwowość Assamito niczemu nie służy. Obiecuję, że Terremu nic fizycznie się nie stanie, masz moje słowo. Są innego rodzaju rozwiązania w tej sytuacji, niż śmierć - Książę zaakcentował ostatnie słowo, dając do zrozumienia, że Assamita myśli tylko o jednym. Zwrócił się do Lizelotty:

- Co z księgą? - Książę zadał pytanie, po czym zadumał się.

Primogen Toreadorów zabrał głos:

- Księga znajduje się cały czas w Muzeum, w Pokoju Pamięci. Tylko ja mam dostęp do znajdujących się tam rekwizytów. Powinna cały czas tam przebywać.
Spoiler!
W tym czasie Horacy postanowił zajrzeć, co dzieje się w głowie Terrego:

Nosferatu ujrzał Spiro, który stoi nad Terrym w jakimś bardzo ciemnym pomieszczeniu, trzymając zakrwawione tępe narzędzie. Po chwili obraz zlewa krew i usłyszał dźwięk łamanych kości, krzyk Terrego, jakby był obdzierany ze skóry. Nagle pojawił się konfesjonał, w środku którego ujrzał bardzo jasną drogę, która nie miała końca. Po chwili zobaczył jak ręce ojczulka oplatają szyję Spiro, który zaczął się dusić pomimo tego, że był martwy. Poczuł gniew, strach i podniecenie. I nagle stało się coś bardzo dziwnego. Nigdy wcześniej Horacemu nie przydarzyło się coś podobnego. Przeczuwał, że coś się zaraz wydarzy... Coś bardzo strasznego... Usłyszał zew krwi, a przed oczyma pojawił się potop krwi. COŚ zaczęło mówić do Nosferatu i to nie był Terry:

- Niegrzecznie podglądać, oj Horacy ciekawski jesteś... Wyjrzałeś za daleko... Czytałeś Sekretne Okno Kinga?

W tym momencie Horacy zrozumiał coś przerażającego. Był poniedziałek i zbliżała się 23:33. Wiedział od bardzo dawna, że Primogen Malkavianów zarządza tym dziwnym zgromadzeniem osób. Nagle Nosferatu odleciał bardzo daleko w jakimś nieokreślonym kierunku. Miał wrażenie, że ego mu pęka i coś próbuje rozpruć jego ja. Usłyszał głos, który był jak pomocna dłoń, gdy wiedział, że spadnie prosto w paszczę szaleństwa.

- Gdzie kurwa leziesz? Hmmm? Po kiego chuja tam patrzysz? Chcesz być wolny? Nie jesteś wolny tylko zniewolony przez siebie samego. Patrz, te paszcze to Ty... Tylko że nie wiesz dlaczego... Nieważne... Terry będzie ciebie teraz potrzebował. Owszem nie jest na ścieżce Człowieczeństwa, lecz na Ścieżce Nocnego Odkupienia, ale nie ma nic wspólnego z Sabatem. Zajrzałeś do nas w bardzo niefortunnym dla Ciebie momencie... Spiro zdradził klan, Spiro zapłaci cenę za swoją ignorancję! Spiro, gotowany na twardo... Horacy tylko ani słowa, Rustemu, bo cię znajdę. Jestem wszędzie i nigdzie... Spiro krew nie dla ciebie... Sprio nie dostaniesz jej...! Spiro pozdrowienia od Alistera Crowleya! Idź do piekła, tam gdzie Twoje miejsce sługo demonów!

Wydajesz 1 punkt Siły Woli. Test Udany = 6 sukcesów. Zdajesz sobie sprawę z faktu, że Terry aktualnie ma bardzo małą siłę woli, bo wydał na telepatyczną wiadomość do każdego członka koterii.
Path of Nocturnal Redemption masz wiedzę Sabat 2. Wiesz co to za ścieżka i czym się charakteryzuje.
Test Siły Woli ST:8 = 2 sukcesy. Masz szczęście, odczujesz tylko chwilowy szok, ale obejdzie się bez żadnych chorób psychicznych.
Horacy podczas akcji w umyśle Terrego odpływa na fotelu. W następnych postach możesz działać normalnie, ale odegraj chwilowy szok.

: 29 marca 2015, 11:30
autor: Frater_Terry
Nieprawdą było by stwierdzenie, jakoby Frater Terry spodziewał się innego rozwoju sytuacji. Od samego początku wiedział, że to się tak skończy. Wyjdzie na środek, Potwór go zobaczy i znajdzie sposób by się do niego dobrać. Tak wiele razy widział już ten scenariusz. Tak wiele już razy zaufał komuś, wierząc, że tym razem będzie inaczej. I za każdym razem jego Ojciec pokazywał mu jak bardzo się mylił, i jak bardzo nie ma szans przed nim się skryć.

Zrezygnowany stał na scenie, z rękoma luźno zwieszonymi po bokach. Zastanawiał się jak mógł pozwolić wciągnąć się w całą tą grę. Dookoła niego, zebrani prowadzili swoją pełną pretensji i kolejnych oskarżeń dyskusję. Usłyszał w głowie głos swego Mentora. Wysłuchał go, po czym odruchowo spojrzał na siedzącą cicho Sidonię. Jego ręka sama powędrowała do kieszeni ukrytej pod sutanną. Wyciągnął niewielki kartonik, który zeszłego wieczoru wręczyła mu Primogen Malkavian, przyjrzał mu się. Na kolorowym kartoniku widniał napis:

[center]Klub osób, które czują się dobrze w każdy poniedziałek o godzinie 23:33[/center]
Dopiero jednak teraz zwrócił uwagę na tęczowe kolory wizytówki, układające się w dziwne, tańczące wzory. Kiedy przyjrzał im się uważniej, zaczął dostrzegać ich prawdziwe znaczenie. Uśmiechnął się lekko, odkrywając kolejne elementy zagadki.

[center]Strażnicy Łzy Malkava
[/center]

Na słowa Lizelotty, tyczące się miejsca spoczynku Księgi Kondolencyjnej, podniósł głowę znad wizytówki i znów spojrzał w kierunku Stwórcy. Tym razem w jego spojrzeniu było szczere zainteresowanie, zamiast zwyczajowego, panicznego strachu.

: 29 marca 2015, 13:32
autor: Rellon
- Za dużo w życiu widziałem by nie wierzyć w Malkaviańskie wizje. - rzekł Gavin z swojego miejsca na sali. - Ktoś tu zapomina ile Ojczulka kosztuje wyjawienie tego sekretu. Nie trzeba posiadać sokolich oczu by dostrzec że wolałby by go tu nie było. Każdy wie że Klan Księżyca to świry, ale co gorsza te Świry potrafią ostrzegać przed nieszczęściami na długo przed tym jak nastąpią. Zostaliście ostrzeżeni, a topicie wieści w gównianej polityce.

Gavin był zdegustowany. Nie wierzył w to że Aurin i Primorgen Ventrue byli razem na towarzyskim piciu herbatki i krakersach. Uważał nawet że Ventrue mogą wspierać zapędy tego pseudo-czarnoksiężnika. Ravnosovi mało brakowało by wyjść z sali, żegnająć wszystkich zebranych radawnym gestem pojednania i pokoju, który członkowie jego klanu osiągajął przez skierowanie w strone odbiorcy środkowego palca.

Nie widzą prawdy nawet gdy tak kopnie ich w twarz. A może są aż tak zastraszeni lub przekupieni? To by bardziej pasowało, Camarilla jest w końcu niekończoncym się kołem wzajemnych uprzedzeń i adoracji.