Płonąca belka z trzaskiem oderwała się od stropu karczmy i spadła na dół, wzbijając kurz i miliony iskier w powietrze. Sekundę później Sigurd przeskoczył nad płonącym drewnem, uciekając od zamachu ostrego jak brzytwa, półtoraręcznego miecza. Aesir krwawił z ciętej rany nad prawym ramieniem; jedno z ostrzy dosięgło go i nie był w stanie się obronić. Krew płynęła lekkim strumykiem między pofalowanym materiałem skórzni.
Kilka metrów dalej cymmeryjczyk krzyżował miecze z innym napastnikiem, który dorównywał mu w sztuce wojennej. Ciosy odbijał i blokował z trudem, ale jednak. Adoth miał problemy, by skutecznie wyprowadzić atak.
Płomienie ogarniały cały budynek; krzyki ludzi mieszały się z trzaskiem płonących drewien. Zewsząd nadbiegali ludzie z wiadrami i pojemnikami z wodą. Galvat już szykował się do obrony, gdy jego przeciwnik zatrzymał się w połowie, zaryzykował szybki rzut oka na bok, po czym nagle dmuchnął w gwizdek, wydając przeciągły, ciężki do zniesienia dźwięk.
Jego towarzysze na dany sygnał zaczęli się wycofywać. Walczący z Sigurdem wyprowadził uderzenie od góry; aesir zablokował tarczą uderzenie, ale przyklękł na jedno kolano. Napastnicy wykorzystali okazję i rozpierzchli się w dwie przeciwne strony, chowając miecze w biegu. Walczący z Adothem mężczyzna rzucił się niespodziewanie do ucieczki, prosto w tłum nadbiegających ludzi.
Galvat już miał ruszać w pościg, gdy jego uwagę przykuł ryk bólu Nehahera. Obejrzał się; stygijczyk wił się z bólu na ziemi, trzymając głowę rękami.
Garro właśnie dobiegł z wiadrem wody; spojrzał tylko na płonący budynek i wzruszył ramionami z bezsilności.
- To podpalacze! Tam są! - krzyknął ktoś z tłumu, wskazując palcem na barbarzyńców i Galvata. Ich przeciwnicy byli tuż tuż, ale świadek wskazał tylko na nich... i zniknął z powrotem w nacierającym z wodą tłumie.
Co robicie?