ZC - Tajemnica Domu Westonów
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
- Zapraszam do mnie na miłą pogawędkę. Mam w szafeczce lek na skołatane nerwy, w dawce, która powinna nam pomóc. Może przy okazji zrobimy ognisko w koszu na śmieci - Will mrugnął do towarzyszy.
Wątek techniczny:
Co się stało z tłumaczeniem tej księgi, które znaleźliśmy w domu Westona. Ktoś z nas je ma czy zabrała nam to policja.
Co robimy z resztą księgi, puszczamy z dymem, czy oddajemy murzynowi?
Wątek techniczny:
Co się stało z tłumaczeniem tej księgi, które znaleźliśmy w domu Westona. Ktoś z nas je ma czy zabrała nam to policja.
Co robimy z resztą księgi, puszczamy z dymem, czy oddajemy murzynowi?
Ostatnio zmieniony 21 czerwca 2012, 12:59 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Biuro Williama Hutchinsona; Arkham; wieczór 26 listopada 1920;
- Czeka na nas. – Will dostrzegł, że okna jego biura są rozświetlone. Czuł niewytłumaczalny lęk na myśl o pozornie prostej opowieści, jaką musieli zaserwować tajemniczemu murzynowi. Mimo prostej rzeczy jakiej podjęli się w zamian za uwolnienie czuł oblewający go na plecach pot, a ręce z trudem trzymały dopalonego do połowy papierosa. Spojrzał ukradkiem na chłopaków. Sam nie wiedział czy go to cieszyło, czy przerażało, ale był pewien, że dwójka towarzyszy podzielała nerwy metysa.
Weszli wąską klatką schodową na piętro i powoli zbliżali się do drzwi biura z napisem William Hutchinson Private Investigations. Detektyw nacisnął klamkę i wkroczyli do środka. Pomieszczenie było przepełnione, gęstym papierosowym dymem, a w fotelu siedział starszy mężczyzna w garniturze. Miał około sześćdziesiąt lat, bladą cerę poprzetykaną popękanymi naczyńkami krwionośnymi i oliwkowo-brązowe usta świadczące dobitnie paleniu. W kościstych rękach trzymał papierosa. Towarzyszył mu poznany wcześniej murzyn. Stał niespokojny za fotelem palącego, ruszając się nerwowo, wyraźnie niezadowolny z papierosowej mgły.
- Witajcie. Wiedziałem, że przyjdziecie. - Nieznajomy gość w fotelu podniósł się z trudem i wstał: - Powinienem powiedzieć, żebyście się rozgościli, ale w rzeczy samej jesteście u siebie. - Skrzywił się w uśmiechu, zakasłał po czym wyciągnął ze srebnej papierośnicy nowego papierosa, odpalił go tlącym się jeszcze poprzednim niedopałkiem i zaciągnał się głeboko:
- Pan, jak go nazwaliście Black, powiedział mi całkiem sporo o Was. Wygląda na to, że sporo przeżyliście ostatnimi dni. Czekam zatem na waszą obiecaną, intrygującą opowieść.
Wątek techniczny
Domyślnie zakładam, że opowiadacie całą historię, tak jak jest to zapisane w pbf. Jeżeli chcecie coś dodać, pominąć lub zmienić to proszę o szczegółowe deklaracje. Domyślam si, że notatniki i księgę niszczycie
- Czeka na nas. – Will dostrzegł, że okna jego biura są rozświetlone. Czuł niewytłumaczalny lęk na myśl o pozornie prostej opowieści, jaką musieli zaserwować tajemniczemu murzynowi. Mimo prostej rzeczy jakiej podjęli się w zamian za uwolnienie czuł oblewający go na plecach pot, a ręce z trudem trzymały dopalonego do połowy papierosa. Spojrzał ukradkiem na chłopaków. Sam nie wiedział czy go to cieszyło, czy przerażało, ale był pewien, że dwójka towarzyszy podzielała nerwy metysa.
Weszli wąską klatką schodową na piętro i powoli zbliżali się do drzwi biura z napisem William Hutchinson Private Investigations. Detektyw nacisnął klamkę i wkroczyli do środka. Pomieszczenie było przepełnione, gęstym papierosowym dymem, a w fotelu siedział starszy mężczyzna w garniturze. Miał około sześćdziesiąt lat, bladą cerę poprzetykaną popękanymi naczyńkami krwionośnymi i oliwkowo-brązowe usta świadczące dobitnie paleniu. W kościstych rękach trzymał papierosa. Towarzyszył mu poznany wcześniej murzyn. Stał niespokojny za fotelem palącego, ruszając się nerwowo, wyraźnie niezadowolny z papierosowej mgły.
- Witajcie. Wiedziałem, że przyjdziecie. - Nieznajomy gość w fotelu podniósł się z trudem i wstał: - Powinienem powiedzieć, żebyście się rozgościli, ale w rzeczy samej jesteście u siebie. - Skrzywił się w uśmiechu, zakasłał po czym wyciągnął ze srebnej papierośnicy nowego papierosa, odpalił go tlącym się jeszcze poprzednim niedopałkiem i zaciągnał się głeboko:
- Pan, jak go nazwaliście Black, powiedział mi całkiem sporo o Was. Wygląda na to, że sporo przeżyliście ostatnimi dni. Czekam zatem na waszą obiecaną, intrygującą opowieść.
Wątek techniczny
Domyślnie zakładam, że opowiadacie całą historię, tak jak jest to zapisane w pbf. Jeżeli chcecie coś dodać, pominąć lub zmienić to proszę o szczegółowe deklaracje. Domyślam si, że notatniki i księgę niszczycie
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Wiliam skrzywił się z zażenowania. Prywatny detektyw, który nawet nie potrafi uchronić swojego biura przed niechcianymi "gośćmi". Westchnął cicho. Podszedł do mężczyzny w fotelu, podał mu dłoń i przedstawił się.
Ukradkiem zerknął na obraz przedstawiający Fort Knox, za którym mieścił się jego sejf. Wskazał Alexowi i Paulowi wolne krzesła.
- Miło mi panów poznać, jaki widzę nie muszę już mówić - czujcie się jak u siebie w domu. Panie Black, kim jest Pana towarzysz? - zapytał detektyw.
Wil ruszył do szafki w której ukrywał niemal pełną butelkę irlandzkiej whisky. Postawił na stoliku literatki i nalał do nich "wodę ognistą".
- Proszę się częstować - powiedział i sam wziął jedną ze szklaneczek.
Oparł się o parapet okna i wpatrzył w znikające za horyzontem słońce.
- Chce pan usłyszeć ciekawą historię? Znam takich mnóstwo. Jak na przykład historia domu Westonów.... - pociągnął spory łyk trunku.
- Było to mniej więcej tak. Był szary i deszczowy dzień, nudny i nie zapowiadający przyszłych dramatycznych wydarzeń....
Wątek techniczny:
Ani słowa o księdze i tłumaczeniu. Nie wymieniam z nazwiska zleceniodawcy i nie wspominam o moim informatorze w policji.
Ukradkiem zerknął na obraz przedstawiający Fort Knox, za którym mieścił się jego sejf. Wskazał Alexowi i Paulowi wolne krzesła.
- Miło mi panów poznać, jaki widzę nie muszę już mówić - czujcie się jak u siebie w domu. Panie Black, kim jest Pana towarzysz? - zapytał detektyw.
Wil ruszył do szafki w której ukrywał niemal pełną butelkę irlandzkiej whisky. Postawił na stoliku literatki i nalał do nich "wodę ognistą".
- Proszę się częstować - powiedział i sam wziął jedną ze szklaneczek.
Oparł się o parapet okna i wpatrzył w znikające za horyzontem słońce.
- Chce pan usłyszeć ciekawą historię? Znam takich mnóstwo. Jak na przykład historia domu Westonów.... - pociągnął spory łyk trunku.
- Było to mniej więcej tak. Był szary i deszczowy dzień, nudny i nie zapowiadający przyszłych dramatycznych wydarzeń....
Wątek techniczny:
Ani słowa o księdze i tłumaczeniu. Nie wymieniam z nazwiska zleceniodawcy i nie wspominam o moim informatorze w policji.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Biuro Williama Hutchinsona; Arkham; nad ranem 27 listopada 1920;
Palący chętnie przyjął szklaneczkę trunku. Obrócił ją w ręce ze znawstwem. Spróbował i skomplementował alkohol, oznajmując że przedkłada whisky nad whiskey. Murzyn gestem dłoni odmówił picia alkoholu.
- Przepraszam za moje maniery - Czarny grzecznie odezwał się: - Jak mogłem nie przedstawić mego towarzysza. To Pan White i podobnie jak ja jest nikim. Można powiedzieć, że nawet bardziej nikim niż ja.
...
Opowieść toczyła się długo. Niemal do rana, przerywana pytaniami nieznajomych. Panowie Black i White potrafili zaimponować umiejęstnością słuchania. Nie komentowali ironicznie, nie śmiali się. Wierzyli w każde słowo wypowiedziane tego wieczoru. Gdy w końcu zmęczeni badacze doszli do momentu aresztowania, Pan White, gasząc chyba setny tej nocy papieros przerwał opowieść gestem ręki:
- Dalej już wiemy co zaszło. Dziękuje Panowie za tę historię. Byliście bardzo pomocni. I jeszcze zapewne będziecie. - Pan White tonem nie znoszącym sprzeciwu obwieścił: - Może pewnego dnia ktoś zgłosi się do Was o pomoc. Bardzo proszę o udzielenie takowej, przez wzgląd na ciężkie kłopoty z jakich wybawił Was Pan Black. Wiem, że zoobligował Was tylko do opowiedzenia tej historii, ale zmieniam warunki. Jesteście odpowiedzialnymi ludźmi, z głowami na karku. Stanęliście w obliczu rzeczy, przy których większość ludzi wariuje na amen. Możecie być użyteczni.
Mężczyzna wstał z fotela w którym spędził większość nocy słuchając bacznie i analizując to co opowiadła trójka znajomych. Zwrócił się do Pana Black:
- Wyciągnij akta Kościoła Dawcy Tajemnic. Musiały być polityczne naciski aby wyciszyć tę sprawę. Załatw to. - Wychodząc z biura odpalił papierosa, stanął w drzwiach i odwrócił się w stronę zmęczonych badaczy: - Dziękuje raz jeszcze Panowie. Aha. Jeśli jednak macie jakieś notatki Westona albo Thomasa, to radzę po przyjacielsk. Nie grożę, nie straszę, ale po ludzku sugeruję: Spalcie to w cholerę. Wierzcie mi, to nie jest wiedza, którą chcielibyście poznać.
Pan Black zdjał z wieszaka płaszcz i przewiesił go przez ramię. Włożył na głowę kapelusz, wcześniej otrzepawszy go z wyimaginowanego kurzu:
- Prawie zapomniałbym: Zgłoście się na policję. Za głowę Pastora Michaela Thomasa była nagroda. Myślę, że z czystym sumieniem możecie ją odebrać. Nie powinni Wam robić kłopotów.
Po czym wyszli...
KONIEC
Palący chętnie przyjął szklaneczkę trunku. Obrócił ją w ręce ze znawstwem. Spróbował i skomplementował alkohol, oznajmując że przedkłada whisky nad whiskey. Murzyn gestem dłoni odmówił picia alkoholu.
- Przepraszam za moje maniery - Czarny grzecznie odezwał się: - Jak mogłem nie przedstawić mego towarzysza. To Pan White i podobnie jak ja jest nikim. Można powiedzieć, że nawet bardziej nikim niż ja.
...
Opowieść toczyła się długo. Niemal do rana, przerywana pytaniami nieznajomych. Panowie Black i White potrafili zaimponować umiejęstnością słuchania. Nie komentowali ironicznie, nie śmiali się. Wierzyli w każde słowo wypowiedziane tego wieczoru. Gdy w końcu zmęczeni badacze doszli do momentu aresztowania, Pan White, gasząc chyba setny tej nocy papieros przerwał opowieść gestem ręki:
- Dalej już wiemy co zaszło. Dziękuje Panowie za tę historię. Byliście bardzo pomocni. I jeszcze zapewne będziecie. - Pan White tonem nie znoszącym sprzeciwu obwieścił: - Może pewnego dnia ktoś zgłosi się do Was o pomoc. Bardzo proszę o udzielenie takowej, przez wzgląd na ciężkie kłopoty z jakich wybawił Was Pan Black. Wiem, że zoobligował Was tylko do opowiedzenia tej historii, ale zmieniam warunki. Jesteście odpowiedzialnymi ludźmi, z głowami na karku. Stanęliście w obliczu rzeczy, przy których większość ludzi wariuje na amen. Możecie być użyteczni.
Mężczyzna wstał z fotela w którym spędził większość nocy słuchając bacznie i analizując to co opowiadła trójka znajomych. Zwrócił się do Pana Black:
- Wyciągnij akta Kościoła Dawcy Tajemnic. Musiały być polityczne naciski aby wyciszyć tę sprawę. Załatw to. - Wychodząc z biura odpalił papierosa, stanął w drzwiach i odwrócił się w stronę zmęczonych badaczy: - Dziękuje raz jeszcze Panowie. Aha. Jeśli jednak macie jakieś notatki Westona albo Thomasa, to radzę po przyjacielsk. Nie grożę, nie straszę, ale po ludzku sugeruję: Spalcie to w cholerę. Wierzcie mi, to nie jest wiedza, którą chcielibyście poznać.
Pan Black zdjał z wieszaka płaszcz i przewiesił go przez ramię. Włożył na głowę kapelusz, wcześniej otrzepawszy go z wyimaginowanego kurzu:
- Prawie zapomniałbym: Zgłoście się na policję. Za głowę Pastora Michaela Thomasa była nagroda. Myślę, że z czystym sumieniem możecie ją odebrać. Nie powinni Wam robić kłopotów.
Po czym wyszli...
KONIEC
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Dom Alexa Brendi; Arkham; wieczór 28 listopada 1920;
Bibliotekarz otworzył butelkę piwa korzennego i wyciągnał spoczywające bezpiecznie w zamykanej szufladzie biurka notatniki Westona. Zaczął czytać. Z początkowego bełkotu powoli zaczął wyłaniać się przerażający obraz bluźnierczego kultu, gotowego nie cofnąć się przed niczym aby osiągnąć jakiś odległy, zupełnie nieokreślony cel. Na stronach zeszytów przewijały się niezrozumiałe słowa Shub-Nigurath, Chtulhu, Azatoth i wiele innych. Strony porażały Alexa swoją nieludzką wymową. Nie wytrzymał gdy doszedł do opisu jakiegoś niezrozumiałego, plugawego rytuału, gdzie w ofierze składało się małe dzieci. Zamknął zeszyt zdawszy sobie sprawę, że podejrzenia policji o porywaniu dzieci przez członków kultu wcale nie były bezsasadne. Jakie mroczne siły powodowały tymi szaleńcami do popełniania takich czynów. Odpalił papierosa i patrzył tępo w kłeby dymu, zastanawiając się czy mimo wszystko wrócić do w jakiś sposób przyciągającej nieludzkim magnetyzmem lektury.
Wątek techniczny
Brniesz dalej w notatniki czy lądują w kominku?
Postaram się dopisać jeszcze kilka epilogowych wstawek. W końcu musicie iść do Waszego zleceniodawcy - Corbitta, być może na policję. Coś o Kirkegaardzie
Chciałbym jeszcze wiedzieć, zanim zamknę wszystko do końca, czy któryś z Was czyta tłumaczenia lub orginał księgi. Może niszczycie jednak wszystko zgodnie z wolą pastora i prośbą Pana White?
Bibliotekarz otworzył butelkę piwa korzennego i wyciągnał spoczywające bezpiecznie w zamykanej szufladzie biurka notatniki Westona. Zaczął czytać. Z początkowego bełkotu powoli zaczął wyłaniać się przerażający obraz bluźnierczego kultu, gotowego nie cofnąć się przed niczym aby osiągnąć jakiś odległy, zupełnie nieokreślony cel. Na stronach zeszytów przewijały się niezrozumiałe słowa Shub-Nigurath, Chtulhu, Azatoth i wiele innych. Strony porażały Alexa swoją nieludzką wymową. Nie wytrzymał gdy doszedł do opisu jakiegoś niezrozumiałego, plugawego rytuału, gdzie w ofierze składało się małe dzieci. Zamknął zeszyt zdawszy sobie sprawę, że podejrzenia policji o porywaniu dzieci przez członków kultu wcale nie były bezsasadne. Jakie mroczne siły powodowały tymi szaleńcami do popełniania takich czynów. Odpalił papierosa i patrzył tępo w kłeby dymu, zastanawiając się czy mimo wszystko wrócić do w jakiś sposób przyciągającej nieludzkim magnetyzmem lektury.
Wątek techniczny
Brniesz dalej w notatniki czy lądują w kominku?
Postaram się dopisać jeszcze kilka epilogowych wstawek. W końcu musicie iść do Waszego zleceniodawcy - Corbitta, być może na policję. Coś o Kirkegaardzie
Chciałbym jeszcze wiedzieć, zanim zamknę wszystko do końca, czy któryś z Was czyta tłumaczenia lub orginał księgi. Może niszczycie jednak wszystko zgodnie z wolą pastora i prośbą Pana White?
Ostatnio zmieniony 26 czerwca 2012, 18:31 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Wątek techniczny:
Palimy to świństwo, dokładnie strona po stronie.Odwiedzę pastora w szpitalu.
Palimy to świństwo, dokładnie strona po stronie.Odwiedzę pastora w szpitalu.
Ostatnio zmieniony 23 czerwca 2012, 07:35 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.
-
czegoj
- Site Admin
- Reactions:
- Posty: 3844
- Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 10 times
- Kontakt:
Alex chyba zaryzykowałby i spróbował jeszcze poczytać. Umysł badacza i wrodzona ciekawość nie pozwalają, żeby tak wszystko zniszczyć. Jeśli po przerzuceniu kolejnych kilkunastu stron dojdzie do wniosku, że to rzeczywiście lektura nie dla niego to spali. Jeśli jednak "wciągnie go" bez reszty, to cóż grając postacią do końca na pewno Alex przeczytałby to.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Dom Alexa Brendi; Arkham; przed północą 28 listopada 1920;
Brendi podszedł do kominka, trzymjąc w rękach rozdartą Liber Ivonis i notesy Westona. Patrzył w ogień trzaskający z sosnowych szczap. Wahał się myśląc, czy zachować cenne rękopisy ku przestrodze dla potomnych czy posłać je do diabła w ogień. Jako bibliotekarz nie lubił niszczyć pisanych dokumentów, szczególnie takich które mogły mieć nawet i kilkaset lat. Po za tym, mimo wręcz nieludzko ohydnej zawartości część jaźni Alexa miała ochotę wrócić do lektury. Zawodowy nawyk Brendi’ego i wrodzona ciekawość walczyła z odrazą na myśl o treści manuskryptów i perspektywą, że ktoś użyje tych ksiąg w niecnych celach.
Sam nie wiedział ile dokładnie czasu minęło odkąd stanął przy kominku do momentu, w którym ostatecznie wrzucił znaleziska w płomienie. Te momentalnie zatańczyły radośnie wokół papieru. Coś krzyknęło jeszcze w duszy mężczyzny aby ratować manuskrypt, ale Brendi odwrócił się i podszedł do stojącego w rogu pokoju fotela , gdzie zasiadł w milczeniu.
Liber Ivonis płonęła, a bibliotekarzowi zdawało się, że czerniejący papier i skórzane okładki cicho wyją w potępieńczym tańcu z ogniem. Sam nie wiedeział czy to podrażniona wyobraźnia, czy to prawdziwe emaptyczne bodźce. Wkrótce ogien przygasł. Alex wstał z krzesła i podszedł do szafy. Wyjął z niej najmodniejszy garnitur i wkrótce potem szedł wśród spadających płatków śniegu do Valentino's Ristorante, gdzie miał zamiar odreagować ostatnie kilka dni.
Brendi podszedł do kominka, trzymjąc w rękach rozdartą Liber Ivonis i notesy Westona. Patrzył w ogień trzaskający z sosnowych szczap. Wahał się myśląc, czy zachować cenne rękopisy ku przestrodze dla potomnych czy posłać je do diabła w ogień. Jako bibliotekarz nie lubił niszczyć pisanych dokumentów, szczególnie takich które mogły mieć nawet i kilkaset lat. Po za tym, mimo wręcz nieludzko ohydnej zawartości część jaźni Alexa miała ochotę wrócić do lektury. Zawodowy nawyk Brendi’ego i wrodzona ciekawość walczyła z odrazą na myśl o treści manuskryptów i perspektywą, że ktoś użyje tych ksiąg w niecnych celach.
Sam nie wiedział ile dokładnie czasu minęło odkąd stanął przy kominku do momentu, w którym ostatecznie wrzucił znaleziska w płomienie. Te momentalnie zatańczyły radośnie wokół papieru. Coś krzyknęło jeszcze w duszy mężczyzny aby ratować manuskrypt, ale Brendi odwrócił się i podszedł do stojącego w rogu pokoju fotela , gdzie zasiadł w milczeniu.
Liber Ivonis płonęła, a bibliotekarzowi zdawało się, że czerniejący papier i skórzane okładki cicho wyją w potępieńczym tańcu z ogniem. Sam nie wiedeział czy to podrażniona wyobraźnia, czy to prawdziwe emaptyczne bodźce. Wkrótce ogien przygasł. Alex wstał z krzesła i podszedł do szafy. Wyjął z niej najmodniejszy garnitur i wkrótce potem szedł wśród spadających płatków śniegu do Valentino's Ristorante, gdzie miał zamiar odreagować ostatnie kilka dni.
Ostatnio zmieniony 26 czerwca 2012, 18:30 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Apartament Prezydencki hotelu Miscatonic, Arkham, wieczór 29 listopada 1920
- Cieszę się, że udało Wam się rozwiązać problem domu. - Corbitt uroczystym tonem podniósł kryształową szkalnkę pełną bursztynowej whisky: - Nie podejrzewałem, się że wyjaśnienie było tak trywialne. Zwłoki w piwnicy, kto by się spodziewał. Napijmy się zatem.
Twarz Corbitta rozjaśniła się w szerokim uśmiechu zadowolenia. Mężczyźni bez entuzjazmu poszli w ślady Waltera. Dziwiły go trochę markotne, jakby spowite cieniem niepokoju twarze swoich pracowników. Godziwe wynagrodzenie i sowitą premię jaką dorzucił, gdy dostrzegł, że Brendi kuleje, nie spowodowały wybuchu radości, ani nawet poprawy grobowego nastroju mężczyzn. Nie miał jednak zamiaru pytać co mogło być przyczyną takiego stanu rzeczy. Dla krewkiego starca liczyło się zakończenie kłopotów problematycznym domostwem w Arkham, które jakiś czas spędzało sen z powiek Corbitta intrygowało go niezmiernie. Miał ochotę już wrócić do Teksasu. Mroźna i wilgotna pogoda Massachussetts zaczynała dawać się we znaki stawom koniarza.
Goście nie byli zbyt rozmowni a Corbitt nie nalegał zbytnio na towarzystwo, tym bardziej iż wiedział, że pewna wynajęta dama miała nawiedzić apartament Teksańczyka za kilkadziesiąt minut. Mężczyźni pożegnali się z niedawnym pracodawcą i opuścili luksusowy apartament. W hotelowym lobby, wciąż milczący odpalili równocześnie papierosy. Paul spytał w końcu:
- Jak myślicie, warto było?
Will i Alex wzruszyli ramionami. Detektyw w końcu zajrzał do koperty z premią: znajdowały się tam trzy pięćdziesiąt dolarowe banknoty. Szybko policzył w pamięci. Rozwiązanie zagadki zajeło im 6 dni. Razem z premią wychodziło po sto czterdzieści dolarów na głowę. Hutchinson w normalnych okolicznościach cmokałby zadowolny, ale od kilku dni udzielał mu się ponury nastrój przyjaciół. Schował więc kopertę spowrotem do kieszeni płaszcza i razem wyszli na ulicę ozdobioną pierwszym śniegiem, który spadł ostatniej nocy.
- Cieszę się, że udało Wam się rozwiązać problem domu. - Corbitt uroczystym tonem podniósł kryształową szkalnkę pełną bursztynowej whisky: - Nie podejrzewałem, się że wyjaśnienie było tak trywialne. Zwłoki w piwnicy, kto by się spodziewał. Napijmy się zatem.
Twarz Corbitta rozjaśniła się w szerokim uśmiechu zadowolenia. Mężczyźni bez entuzjazmu poszli w ślady Waltera. Dziwiły go trochę markotne, jakby spowite cieniem niepokoju twarze swoich pracowników. Godziwe wynagrodzenie i sowitą premię jaką dorzucił, gdy dostrzegł, że Brendi kuleje, nie spowodowały wybuchu radości, ani nawet poprawy grobowego nastroju mężczyzn. Nie miał jednak zamiaru pytać co mogło być przyczyną takiego stanu rzeczy. Dla krewkiego starca liczyło się zakończenie kłopotów problematycznym domostwem w Arkham, które jakiś czas spędzało sen z powiek Corbitta intrygowało go niezmiernie. Miał ochotę już wrócić do Teksasu. Mroźna i wilgotna pogoda Massachussetts zaczynała dawać się we znaki stawom koniarza.
Goście nie byli zbyt rozmowni a Corbitt nie nalegał zbytnio na towarzystwo, tym bardziej iż wiedział, że pewna wynajęta dama miała nawiedzić apartament Teksańczyka za kilkadziesiąt minut. Mężczyźni pożegnali się z niedawnym pracodawcą i opuścili luksusowy apartament. W hotelowym lobby, wciąż milczący odpalili równocześnie papierosy. Paul spytał w końcu:
- Jak myślicie, warto było?
Will i Alex wzruszyli ramionami. Detektyw w końcu zajrzał do koperty z premią: znajdowały się tam trzy pięćdziesiąt dolarowe banknoty. Szybko policzył w pamięci. Rozwiązanie zagadki zajeło im 6 dni. Razem z premią wychodziło po sto czterdzieści dolarów na głowę. Hutchinson w normalnych okolicznościach cmokałby zadowolny, ale od kilku dni udzielał mu się ponury nastrój przyjaciół. Schował więc kopertę spowrotem do kieszeni płaszcza i razem wyszli na ulicę ozdobioną pierwszym śniegiem, który spadł ostatniej nocy.
Ostatnio zmieniony 26 czerwca 2012, 18:29 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
EPILOG
Arkham 23 Grudnia 1920
Czwartkowe wydanie Arkham Gazzette rozeszło się w ciągu minut. Ludzie normalnie o tej porze opętani przedświątecznymi przygotowaniami, tego dnia nie dali biegać młodym chłopcom sprzedającym bulwarówkę. Naręcza dziennika znikały wymienianie na setki półcentówek. Młodzieńcy dawno nie mieli takiego utargu. Nawet nie zdążyli zmarznąć na grudniowym mrozie nim skończyli pracę. Cały Boston i Arkham trąbiło o samobójczej śmierci Burmistrza Ryana Gregory Seniora, który zastrzelił się we własnym gabinecie zeszłej nocy.
Paul dowiedział się o tym od zaprzyjaźnonego dziennikarza tuż zanim numer dziennika trafił w ręcę gezeciarzy. Wbiegł do redakcji z nadzieją obwieszczenia tej informacji kolegom i koleżankom:
- Słyszeliście?... - Jego podniecenie opadło gdy dostrzegł leżacą na stole gazetę i Pannę Hayword czytającą w skupieniu bostońską bulwarówkę: - Aha, już wiecie...
O zmarłych nie wyapdało mówić źle, ale rodzina Ryanów naznaczona była klątwą. Osiem lat temu syn burmistrza Ryan Gregory Junior zginął w niejasnych okolicznościach w pożarze kościoła w Arkham. W kuluarach mówiło się nieoficjalnie, że syn był zaangażowany w działalność niekoniecznie legalną i oddał się całkowicie dziwnej religii. Teraz ojciec popełnił samobójstwo. Nie wiadomo nic było o kłopotach rodzinnych lub finansowych tej wpływowej osobistości. Mało tego, rodzinna kancelaria adwokacka prosperowała jak nigdy dotąd. Pozycja wpływowego burmistrza zdecydowanie pomagała w prosperity firmy. Gregory nie zostawił listu, nic. Po prostu strzelił sobie w głowę. Policja po kilku dniach wykluczyła osób trzecich, chociaż stróż w budynku, który pamiętnej nocy był pijany w sztok zaklinał, że z budynku Offices of the Mayor wychodził tajemniczy murzyn. Jaka gazeta dałaby wiarę wyrzuconemu za pijaństwo starcowi. Reporter Enigma Magazine w Bosotnie wspomniał w artykule o tym, a także zwrócił uwagę, że biuro burmistrza zdobiły dziwne znaki i symbole na ścianach, nie mające nawet wyrazu w praktykach okultystycznych. Środowiska opiniotwórcze jej rewelacje jak zwykle uznały za wzorcowy przykład dziennikarskiej nierzetelności i bezkompromisowego szukania sensacji.
Wątek techniczny
To już koniec.
Alex dzisiejszej nocy zyskuje jeszcze jeden punkt Mitów Cthulhu i traci kolejny punkt Poczytalności.
Podniosłem Wasze Postaci. Krzyżyki, które przyznałem w trakcie sesji podniosłem automatyczni, pomijając zasady Zewu i tak:
Alex: Medycyna zwiększa się do 59%; Pierwsza pomoc (przeniosłem jeden krzyżyk z medycyny na PP) podnosi się do 40%, a Spostrzegawczość do 46%.
Paul: Korzystanie z Bibliotek podnosi się do 40%, Perswazja do 75% i Spostrzegawczość do 49%
Will: Perswazja rośnie do 47%, Spostrzegawczość do 79% i Pistolet do 84%
Ponieważ to PBF, to chciałbym dodatkowo uhonorować moich graczy dodatkowymi "krzyżykami". Niech każdy z Was rozdzieli pomiędzy umiejętności dodatkowe TRZY krzyżyki (Pamiętajcie, że do umiejętności zaliczają się także bronie palne i bronie do walki wręcz - tam też mozęcie stawiać krzyżyki).
Te bonusy rozliczę standardowo wg zasad. Tzn, aby podnieść umiejkę o k10 rzucę wpierw k100. Jeśli wynik testu będzie wyższy niż poziom umiejętności to gracz zyska k10 punktów w testowanej umiejce. Słowem im wyższa umiejętnośc tym mniejsza szansa, że można się czegoś nauczyć.
Arkham 23 Grudnia 1920
Czwartkowe wydanie Arkham Gazzette rozeszło się w ciągu minut. Ludzie normalnie o tej porze opętani przedświątecznymi przygotowaniami, tego dnia nie dali biegać młodym chłopcom sprzedającym bulwarówkę. Naręcza dziennika znikały wymienianie na setki półcentówek. Młodzieńcy dawno nie mieli takiego utargu. Nawet nie zdążyli zmarznąć na grudniowym mrozie nim skończyli pracę. Cały Boston i Arkham trąbiło o samobójczej śmierci Burmistrza Ryana Gregory Seniora, który zastrzelił się we własnym gabinecie zeszłej nocy.
Paul dowiedział się o tym od zaprzyjaźnonego dziennikarza tuż zanim numer dziennika trafił w ręcę gezeciarzy. Wbiegł do redakcji z nadzieją obwieszczenia tej informacji kolegom i koleżankom:
- Słyszeliście?... - Jego podniecenie opadło gdy dostrzegł leżacą na stole gazetę i Pannę Hayword czytającą w skupieniu bostońską bulwarówkę: - Aha, już wiecie...
O zmarłych nie wyapdało mówić źle, ale rodzina Ryanów naznaczona była klątwą. Osiem lat temu syn burmistrza Ryan Gregory Junior zginął w niejasnych okolicznościach w pożarze kościoła w Arkham. W kuluarach mówiło się nieoficjalnie, że syn był zaangażowany w działalność niekoniecznie legalną i oddał się całkowicie dziwnej religii. Teraz ojciec popełnił samobójstwo. Nie wiadomo nic było o kłopotach rodzinnych lub finansowych tej wpływowej osobistości. Mało tego, rodzinna kancelaria adwokacka prosperowała jak nigdy dotąd. Pozycja wpływowego burmistrza zdecydowanie pomagała w prosperity firmy. Gregory nie zostawił listu, nic. Po prostu strzelił sobie w głowę. Policja po kilku dniach wykluczyła osób trzecich, chociaż stróż w budynku, który pamiętnej nocy był pijany w sztok zaklinał, że z budynku Offices of the Mayor wychodził tajemniczy murzyn. Jaka gazeta dałaby wiarę wyrzuconemu za pijaństwo starcowi. Reporter Enigma Magazine w Bosotnie wspomniał w artykule o tym, a także zwrócił uwagę, że biuro burmistrza zdobiły dziwne znaki i symbole na ścianach, nie mające nawet wyrazu w praktykach okultystycznych. Środowiska opiniotwórcze jej rewelacje jak zwykle uznały za wzorcowy przykład dziennikarskiej nierzetelności i bezkompromisowego szukania sensacji.
Wątek techniczny
To już koniec.
Alex dzisiejszej nocy zyskuje jeszcze jeden punkt Mitów Cthulhu i traci kolejny punkt Poczytalności.
Podniosłem Wasze Postaci. Krzyżyki, które przyznałem w trakcie sesji podniosłem automatyczni, pomijając zasady Zewu i tak:
Alex: Medycyna zwiększa się do 59%; Pierwsza pomoc (przeniosłem jeden krzyżyk z medycyny na PP) podnosi się do 40%, a Spostrzegawczość do 46%.
Paul: Korzystanie z Bibliotek podnosi się do 40%, Perswazja do 75% i Spostrzegawczość do 49%
Will: Perswazja rośnie do 47%, Spostrzegawczość do 79% i Pistolet do 84%
Ponieważ to PBF, to chciałbym dodatkowo uhonorować moich graczy dodatkowymi "krzyżykami". Niech każdy z Was rozdzieli pomiędzy umiejętności dodatkowe TRZY krzyżyki (Pamiętajcie, że do umiejętności zaliczają się także bronie palne i bronie do walki wręcz - tam też mozęcie stawiać krzyżyki).
Te bonusy rozliczę standardowo wg zasad. Tzn, aby podnieść umiejkę o k10 rzucę wpierw k100. Jeśli wynik testu będzie wyższy niż poziom umiejętności to gracz zyska k10 punktów w testowanej umiejce. Słowem im wyższa umiejętnośc tym mniejsza szansa, że można się czegoś nauczyć.
Ostatnio zmieniony 26 czerwca 2012, 18:25 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Udało nam się zakończyć Tdw po około trzech miesiącach. Chciałbym podziękować w tym miejscu moim pierwszym graczom forumowym: Czegojowi, Deliadowi i Meduzzzzowi, za to, że się ze mną bawili i cierpliwie czekali na moje posty. Czy ewentualnie pisalibyście się Waszymi postaci w jakieś bliżej niekreślonej przyszłości do powrotu w świat ZC?
Myślę, że gracze wykazali się dużą inwencją i stworzyli ciekawe kreacje z krwi i kości. Czytając wypowiedzi graczy posty pisały mi się niemal same. Sprawiliście mi niezła frajdę. Mam nadzieję, że bawiliście się równie dobrze jak ja. Napewno dzięki Wam zapamiętam tę sesję jako wyjątkową.
Nie sposób pominąc nieocenionej pomocy Ketha, który wyciągał młodszemu koledze po fachu pomocną dłoń. Pierwsze kilka postów nawet zredagował, dzięki czemu stały się po prostu wyjątkowe. Keth wielkie dzięki!
Ponieważ to moja pierwsza sesja PBF jako MG to bardzo prosiłbym (please please PLEASE), zarówno graczy jak i osoby, które tylko śledziły TdW o komentarze: Co się podobało, co mogło by być lepsze, a co było do dupy w ogóle. Chodzi mi zarówno o warsztat, kwestie fabularne, a także o wszystko inne, co teraz nie przychodzi mi do głowy.
Każda opinia jest bardzo dla mnie istotna (także ta krytyczna - krytyka jest chyba nawet ważniejsza, bo wiadomo nad czym trzeba pracować), bo pozwoli mi się rozwijać i kto wie, może kiedyś będę prawie tak dobry jak Keth;)
Myślę, że gracze wykazali się dużą inwencją i stworzyli ciekawe kreacje z krwi i kości. Czytając wypowiedzi graczy posty pisały mi się niemal same. Sprawiliście mi niezła frajdę. Mam nadzieję, że bawiliście się równie dobrze jak ja. Napewno dzięki Wam zapamiętam tę sesję jako wyjątkową.
Nie sposób pominąc nieocenionej pomocy Ketha, który wyciągał młodszemu koledze po fachu pomocną dłoń. Pierwsze kilka postów nawet zredagował, dzięki czemu stały się po prostu wyjątkowe. Keth wielkie dzięki!
Ponieważ to moja pierwsza sesja PBF jako MG to bardzo prosiłbym (please please PLEASE), zarówno graczy jak i osoby, które tylko śledziły TdW o komentarze: Co się podobało, co mogło by być lepsze, a co było do dupy w ogóle. Chodzi mi zarówno o warsztat, kwestie fabularne, a także o wszystko inne, co teraz nie przychodzi mi do głowy.
Każda opinia jest bardzo dla mnie istotna (także ta krytyczna - krytyka jest chyba nawet ważniejsza, bo wiadomo nad czym trzeba pracować), bo pozwoli mi się rozwijać i kto wie, może kiedyś będę prawie tak dobry jak Keth;)
-
czegoj
- Site Admin
- Reactions:
- Posty: 3844
- Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 10 times
- Kontakt:
To może ja zacznę ...
1. Świat ZC jest nie dla mnie to już wiem. Grało mi się momentami bardzo ciężko, ale to pewnie dlatego iż najbardziej mi leży heroic, a tutaj jednak dość mroczno było. Nie wiem, czy jeszcze się odważę wrócić, ale jak będziesz chciał prowadzić daj znać, może Alex do tego czasu nabierze odwagi na kolejną porcję niezapomnianych przeżyć.
2. Miałeś czasami spore przestoje, ale nie w takich miejscach, żeby chciało się czekać na następny wpis. Powodowało to, że czasami musiałem wracać, żeby sobie coś przypomnieć. Porównując do Ketha (porównujmy do najlepszych), On jakby planuję przerwę w prowadzeniu zostawiając zazwyczaj gracza w momencie, kiedy jest jakiś ważny moment. Gracz (czytacz), chce wiedzieć co będzie dalej, dlatego za nim doczeka się na kolejnego posta, przypomina sobie co było do tej pory. U Ciebie niestety tak nie miałem. Zwyczajnie czytałem i jeśli nie odpisałem natychmiast to niestety potem zazwyczaj zapominałem to zrobić. Nie wiem czy to wada, czy zaleta ale informuję. Podsumowując - staraj się rozkładać inaczej akcenty. Napisz czasem więcej postów, a zawieś tam gdzie będzie ciekawiej, niż przekładaj resztę treści na następny dzień. Ewentualnie nie pisz wcale i poczekaj aż zbierze Ci się więcej.
3. Brakło mi trochę interakcji przy zakończeniu przygody. Miałem wrażenie, że BG nie mieli wielkiego wpływy na zakończenie przygody. Próbuję sobie wyobrazić, jak zakończyłaby się akcja jeśli np. murzyn zginąłby wcześniej. Chodzi mi tu o liniowość. Daj więcej swobody, a jednocześnie staraj się pchać graczy w określonym kierunku. Ja tutaj czułem się popychany w kierunku, natomiast brakło mi tu ewidentnie swobody. Staraj się by gracze pograli trochę postaciami, zobacz na wstawki wielebnego prowadzonego przez deliad'a - to jest postać do zapamiętania. Tutaj raczej nikt naszych postaci nie zapamięta. Może się mylę, ale właśnie podczas takich sesji najłatwiej opisywać i odgrywać postać. Prowokuj graczy do głębszych opisów, zobacz jak fajnie stara się motywować Araven w swoich sesjach. Pamiętaj, że w przyszłości może ktoś chcieć pokusić się o zrobienie opowiadania z granych sesji i jeśli będzie tam mało fabularki to raczej nikt za to nie weźmie się.
Tytułem końca - grało mi się inaczej. Na pewno ciekawe doświadczenie, zwłaszcza, że nie często miałem przyjemność uczestniczyć w mrocznych klimatach. Niedościgniony mój wzór to świat Ravenlofta i mój kumpel z liceum, który jak prowadził to włos na głowie stawał. Niektórzy koledzy z portalu mieli przyjemność poznać. Takiego klimatu nie da się osiągnąć w PBF, jednak muszę przyznać, że momentami udało Ci się mnie wciągnąć w klimacik to bardzo in +.
1. Świat ZC jest nie dla mnie to już wiem. Grało mi się momentami bardzo ciężko, ale to pewnie dlatego iż najbardziej mi leży heroic, a tutaj jednak dość mroczno było. Nie wiem, czy jeszcze się odważę wrócić, ale jak będziesz chciał prowadzić daj znać, może Alex do tego czasu nabierze odwagi na kolejną porcję niezapomnianych przeżyć.
2. Miałeś czasami spore przestoje, ale nie w takich miejscach, żeby chciało się czekać na następny wpis. Powodowało to, że czasami musiałem wracać, żeby sobie coś przypomnieć. Porównując do Ketha (porównujmy do najlepszych), On jakby planuję przerwę w prowadzeniu zostawiając zazwyczaj gracza w momencie, kiedy jest jakiś ważny moment. Gracz (czytacz), chce wiedzieć co będzie dalej, dlatego za nim doczeka się na kolejnego posta, przypomina sobie co było do tej pory. U Ciebie niestety tak nie miałem. Zwyczajnie czytałem i jeśli nie odpisałem natychmiast to niestety potem zazwyczaj zapominałem to zrobić. Nie wiem czy to wada, czy zaleta ale informuję. Podsumowując - staraj się rozkładać inaczej akcenty. Napisz czasem więcej postów, a zawieś tam gdzie będzie ciekawiej, niż przekładaj resztę treści na następny dzień. Ewentualnie nie pisz wcale i poczekaj aż zbierze Ci się więcej.
3. Brakło mi trochę interakcji przy zakończeniu przygody. Miałem wrażenie, że BG nie mieli wielkiego wpływy na zakończenie przygody. Próbuję sobie wyobrazić, jak zakończyłaby się akcja jeśli np. murzyn zginąłby wcześniej. Chodzi mi tu o liniowość. Daj więcej swobody, a jednocześnie staraj się pchać graczy w określonym kierunku. Ja tutaj czułem się popychany w kierunku, natomiast brakło mi tu ewidentnie swobody. Staraj się by gracze pograli trochę postaciami, zobacz na wstawki wielebnego prowadzonego przez deliad'a - to jest postać do zapamiętania. Tutaj raczej nikt naszych postaci nie zapamięta. Może się mylę, ale właśnie podczas takich sesji najłatwiej opisywać i odgrywać postać. Prowokuj graczy do głębszych opisów, zobacz jak fajnie stara się motywować Araven w swoich sesjach. Pamiętaj, że w przyszłości może ktoś chcieć pokusić się o zrobienie opowiadania z granych sesji i jeśli będzie tam mało fabularki to raczej nikt za to nie weźmie się.
Tytułem końca - grało mi się inaczej. Na pewno ciekawe doświadczenie, zwłaszcza, że nie często miałem przyjemność uczestniczyć w mrocznych klimatach. Niedościgniony mój wzór to świat Ravenlofta i mój kumpel z liceum, który jak prowadził to włos na głowie stawał. Niektórzy koledzy z portalu mieli przyjemność poznać. Takiego klimatu nie da się osiągnąć w PBF, jednak muszę przyznać, że momentami udało Ci się mnie wciągnąć w klimacik to bardzo in +.