Skrzyżowanie z międzystanową w Jean
Dwaj pilnujący wjazdu mężczyźni wymienili między sobą spojrzenia, nawet na sekundę nie spuszczając obcych z muszek swej broni. Ten trzymający oburącz pistolet przekręcił ciało w bok, by stanowić w razie kłopotów jak najmniejszy cel; drugi przyklęknął na jedno kolano przyciskając do ramienia kolbę strzelby.
- Nie widziałem was w pace! - wrzasnął facet z pistoletem, zarośnięty czarną szczeciną komponującą się w urokliwy sposób z kudłatą fryzurą - Skąd znacie Cobba?! I gdzie on jest?!
- Ani kroku dalej! - ostrzegł drugi strażnik, mierząc złowieszczo w gotowego zbliżyć się do stacji pastora.
- Cobb jest chory - oznajmił podniesionym głosem Gottschalk, rozkładając dłonie w geście pokojowych zamiarów - W Goodsprings panuje zaraza, najpewniej rozniesiona przez zdziczałe ghule. Miejscowi już wykitowali, nawet ten skurwiel Ringo. Wasi kumple potrzebują pomocy, a my mamy zanieść wiadomość do paki!
- Co ty pierdolisz?! - w głosie stojącego na zadaszeniu stacji Kajdaniarza dało się wyczuć oczywiste niedowierzanie - A kim wy jesteście?!
- Chupacabrasy z Nowego Vegas! - odkrzyknął kaznodzieja - Nie słyszeliście o naszym gangu?! Trudno się dziwić zważywszy na to, że bez końca kisicie dupy w tym kiciu! Mieliśmy do załatwienia sprawę w Nipton i zeszło nam przez Goodsprings. Na całe szczęście nie weszliśmy do osady, bo jeszcze byśmy złapali sami tego syfa. Joe kazał iść do Jean i przekazać prośbę o pomoc, a za przysługę macie nam zapłacić.
- A skąd niby macie te kamizelki, co?! - zawołał strażnik ze strzelbą - Od Cobba?! To byliście w Goodsprings czy nie?!
- Tam był podobno jakiś robot, stary Sekuritron, rozwalił kilku waszych jeszcze przed szturmem na osadę - pastor okazał się w oczach towarzyszy kłamcą doskonałym, łżąc bez śladu zająknięcia i budząc tym talentem oczywisty podziw chudzielca - Cobb pozwolił nam zdjąć z trupów kamizelki, żebyście nas przypadkiem za wcześniej nie rozwalili, bo podobno sracie w gacie na widok uzbrojonych obcych.
- Pierdol się! - odwrzasnął strażnik ze strzelbą, ale nie tonem prowokacyjnej obelgi, tylko w niezobowiązującym komentarzu dla ostatnich słów rozmówcy - Ani kroku dalej!
Obaj Kajdaniarze zaczęli się pośpiesznie naradzać, wymieniając między sobą ściszone uwagi i obserwując jednocześnie cały czas nieznajomych przybyszów.
- Tylko się kurwa sprężajcie z tą gadką, bo mieliśmy dostać coś do żarcia i picia! - przypomniał jasnowłosy strzelec, w żaden sposób nie okazując targającego nim napięcia.
Ułożyłem z propozycji Namakemono wstawkę fabularną, ale możecie coś jeszcze od siebie dodać...