Wyspy Baracha, Tortuga, zaułek uliczny
Strach bijący od kobiety był tak oczywisty, że Garro wręcz się zagotował w duchu. Zielarz już wcześniej zdawał sobie sprawę z tego, że Galvat był niebezpiecznym człowiekiem, nie bez powodu zresztą zabiegał o względy Zamorańczyka świadomy zalet takiego sojusznika. Jednak brutalne i bezwzględne zachowanie mężczyzny głęboko medyceusza poruszyło, a zarazem nasunęło mu na myśl szaleńczy pomysł.
Postąpiwszy o kilka kroków Garro ujął Galvata pod ramię i ścisnął je z całej siły palcami przysuwając usta do ucha rzezimieszka.
- Krzywdzenie jej zysku nam nie przyniesie, głupcze - zasyczał cicho - Pomyśl dwa razy, zanim zaczniesz kaleczyć dobry towar. Odwrócimy role, owce przemienią się w wilka. Sigurd, Adoth, podejdźcie bliżej.
Zebrawszy błyskawicznie w myślach zalety swego pomysłu uzdrowiciel zaczął szeptać w przyśpieszonym tempie, w duchu lękając się przez cały czas o zdrowie ladacznicy.
- Tutaj rządzi prawo silniejszego, zyski czerpie zaś ten, kto potrafi utrzymać się przy władzy. Pójdźmy na te kwatery i udajmy, że wszystko idzie po myśli stręczycieli, kiedy zaś po nas przyjdą, zarżniecie ich jak te owce. Zgarniemy łupy, zyskamy szacunek, a koniec końców przejmiemy tutejszy zamtuz. Po cóż ta dziewka ma nadstawiać tyłka dla jakowyś szubrawców, skoro może to czynić dla naszego własnego zysku?
Handel medykamentami to jedno, ale burdel jako dodatkowe źródło interesu to inna bajka - czemu nie? Tylko najpierw trzeba przejąć prawa własności do tego przybytku!