Karczma Amarys , 32 orakt-ran, południe - Kilka chwil wcześniej
- Choć Pani na piętro w tej Alkowie nie jesteś bezpieczna. - Surelion zarzucając worek na plecy odsłonił kikutem kotarę. Za oknem błyskało się. Wiatr siekł lekko z ukosa w odymione od straw szyby karczemnego przybytku. Zerknął podejrzliwym wzrokiem po zgromadzonej w dusznej salce gawiedzi. Ocieplali marne ciała różnemi trunkami, chroniąc się tym sposobem przed wszędobylską wilgocią i ciągnącym od podłogi zimnem. Kilku bywalców napełniało brzuchy aromatycznie pachnącą kaszą. Baruba tylko czekał aż kotara drgnie i gdy Surelion wyglądał jednym okiem na tłum karczmarz spokojnym krokiem podszedł do Kielicha
- To może podam strawę przyjacielu?
- Owszem, zanieś ją czym prędzej do najdalszego pokoiku, zostaw otwarte drzwi i klucz w zamku. Niech nikt prócz moich uczniów nam nie przeszkadza.- Mistrz mówił spokojnie i w bardzo opanowany sposób. - Przyślij też nam chłopaka, który zapowie że wszystko jest gotowe.
Gdy Surelion w ciszy omiótł raz jeszcze spojrzeniem po zebranych w karczmie gości i wrócił do alkowy, Astrid zarzuciła na siebie koc tak, że opadał jej na głowę, włosy i plecy. Podeszła do Sureliona i złapała go pod ramie.
- Zabierzesz mnie do Erica. Tak bardzo za nim tęsknie. - Półbóg nie zdążył odpowiedzieć. Chłopak odchylił kotarę i kiwnął tylko głową na znak przygotowania izby.
- Chodźmy, mamy dość czasu. Posłałem już po niego, nie przyjdzie jednak szybciej jak po zmroku kiedy będzie pewność że da się go skryć przed złym wzrokiem. Wówczas też wyruszymy do twego brata pani. - Powiedział cicho jakby wprost do ucha pięknej kobiety.
Astrid szła pierwsza po schodach, a tuż za nią zamyślony Surelion. Poruszała się z kobiecą gracją. Gdy byli na piętrze Surelion otworzył drzwi wpuszczając ją do środka. Odłożył worek na bok pomiędzy krzesło a niewielki stołek. Obróciła się. Milczeli, choć była jakaś dziwna nic porozumienia pomiędzy tym dwojgiem. Kiedy uderzył piorun przerywając nagle ciszę, kobieta wzdrygnęła się. Półbóg przystąpił do niej. Jego czułe słowa które garściami wlewał jej do pięknego ucha uspokoiły niepokoje jej duszy.
- ...i nie odstąpię cię ani twego syna. Nie pozwolę by go skrzywdzono tak długo jak jest pod poją pieczą. - zakończył aksamitnym głosem.
Wsparła się na nim niczym zlęknione zwierzę, które odnalazło na chwilową ostoję. Uniósł dłonią jej podbródek patrząc głęboko w oczy. Upewniając się czy zrozumiała słowa obietnicy jakie jej złożył. A potem ich usta się spotkały. Krew dudniąca w żyłach zrobiła swoje. Cichy galop biegnący aortami przyspieszył naraz w obojgu. Oboje bowiem przez chwilę znaleźli klucz do tego czego szukali naprawdę. Ich ciała przywarły do siebie. Splotły się w uścisku jakby uciekały przed wszędobylską wilgocią. Na daremnie. Mokrość był królową tego dnia, i była wszędzie. Za oknem w cicho spływających strugach deszczu. W ich pocie i w niej kiedy chwilę później nagi półbóg miarowo i niespiesznie poruszał się w czarodziejce.
Leżeli zmęczeni dłuższą chwilę na zmiętej pościeli. Półbóg gładził delikatnie jej ramię uspakajającym ruchem, po czym wstał z posłania i zaczął się ubierać.
- Zamówię nam jakąś strawę oraz okrycie dla cienie na wieczór. Wypoczywaj, nabieraj sił.- powiedział cicho i ucałowawszy ją w ramię wyszedł z pokoju.
Podkład muzyczny:
https://www.youtube.com/watch?v=EBAzlNJonO8
[center]If I had a heart I could love you
If I had a voice I would sing[/center]
Burza nie ustawała, kiedy stał na korytarzu koło jej pokoju, wsłuchując się w jej zwodniczy, gwałtowny rytm. Wciągnął głębiej powietrze stojąc na pustym korytarzu. Doskonale wiedział co należało następnie zrobić. Odczekał do błysku, zwiastującego grom. A kiedy on nastąpił szybko wyszeptał słowa zaklęcia. Powietrze zawirowało tworząc humanoidalnego sługę. Półbóg wręczył mu nóż a wraz z nim mentalne polecenie. Kiedy zaczął rozlegać się grzmot pchnął lekko drzwi wpuszczając do środka. Krzyk kobiety zlał się w jedno z gromem niknąc jak ucięty nożem. Surelion wpadł chwilę po stworzeniu wypowoadajac fragmenty słów magii, w teatralnym geście obrony czarodziejki. Stwór rozpadł się na drobne kawałki rozwiany przez moc. Było jednak za późno. Ostrze już kilkakrotnie przeszyło ciało bezbronnej kobiety. Stal jak przez masło przeszła na wylot zostając w ciele. Astrid opadła z sił w jednej sekundzie. Jej ciało każdym oddechem słabło. Ściskał jej śliską od krwi dłoń kiedy odchodziła.
- m o r de e ee rc a a a a ! - wraz z ostatnim tchnieniem wyszeptała, zostawiając półboga sam na sam z jej przerażonymi oczami. Zasłonił je ręką pozwalać opaść powiekom w śnie. Przykrył ją lecz niezbyt szczelnie. Usiał na łóżku i oglądał swoje ręce. Miał je całe we krwi i kiedy to robił drzwi lekko się uchyliły. Do pokoju wszedł Ketras.
- Mistrzu, jakże się raduję znajdując cię w zdrowiu. Gdzie pozostali z uczniów? Czy przybyłem pierwszy?
Słowa zastygły na wargach akolity, oczy zwiększyły się do rozmiarów spodków ze zdziwienia. Mag szybko jednak odzyskał rezon. Surelion stanął w oknie spoglądając w burzę jaka trwała za szklaną taflą. Zapadła niezręczna cisza.
Z piękna został jedynie krwawy strzępek, zawinięty w brudną pościel.
[center]

[/center]
- ...Co życzysz sobie uczynić z ciałem? Wrzucić do jeziora czy sprzedać po zmroku na mięsnym targu? Rozważ wszelako zasadność tego, aby przedtem zabrać jej wszystko, co może mieć wartość dla przyziemnych potrzeb twojej kongregacji.
Na te słowa mistrz obrócił się na pięcie. Cień gniewu przeszedł po jego twarzy i zniknął tak szybko jak się pojawił.
- Nie... usiądziesz i posłuchasz. - powiedział nieco rozczarowany postawą ucznia Surelion. Kiedy akolita tak zrobił półbóg ciągnął dalej.
- Zamierzam wskrzesić tą czarodziejkę a potem rozkochać w sobie, opieką i staraniem. Zrobię to rękoma jej brata tan Murofa Żywego. Tym samym stanę się ojczymem dla jej przeklętego dziecka o niezwykłej mocy. Powinien przyjąć mnie ze względu na mój książęcy status. W trakcie spotkania zamierzam mu powiedzieć, że posiadam ciało jego siostry i zgodzę się mu je przekazać pod jednym warunkiem. Mianowicie, że obieca że ją wskrzesi i że pozwoli bym od początku do końca był przy tej ceremonii. Czarodziejka była jest mi niezwykle bliska. Dla osoby na pokroju Wielkiego Komornika zorganizowanie wskrzeszenia poprzedzonego regeneracją w miesiącu boga kupiectwa to banał. Kapłani tak zwanego boga mądrości chętnie to zrobią dla kogoś kto pobiera myto w Srebrnej Przystani. Ręka, rękę myje. Murof nic mi nie uczyni przemocą, szarpnąć się bowiem na księcia to ryzykowne nawet jak na jego siły. Zatem Murof zorganizuje cermonie jak należy. A ja będę przy tym obecny. Będę obserwował każdy gest kapłanów, każde słowo i każdy szczegół, w jaki rzuca się w dzisiejszych czasach owe zaklęcia. Dzięki temu przyjacielu nauczę się dwóch skrajnie potrzebnych nam czarów: wskrzeszania i regeneracji. Będą one kluczowe w naszej późniejszej drodze do boskości. Nie pozwolę żadnemu memu akolicie zginąć i nie wrócić do świata żywych jeśli taka będzie wola wiernego. Jeśli zatem wskrzeszenie wyjdzie ujawnię chłopca i będę starał się wejść w rolę ojczyma i kochanka do czasu kiedy będzie to konieczne. Przez ten czas czarodziejka powinna ci zdradzić większość czarów ze swej księgi zaklęć. Jeśli wskrzeszenie nie wyjdzie, to chłopiec na zawsze zostanie u mnie, a komornik odjedzie z niczym, będzie bowiem myślał że to Astrid go schowała.
Mistrz patrzył a Ketrasa czy aby dobrze pojął pierwszą część planu.
- Wprzódy jednak obetniemy jej głowę. Następnie wraz z nią udamy się na spotkanie z gildią cieni. Mieli nakaz był sprowadzić ją żywą, a jest martwa. Przyniesiemy jasny dowód zatem nikt więcej jej nie będzie już ścigał. Nie przekażemy im jednak głowy ani nie przyznamy się, że wiemy cokolwiek o chłopcu. Zażądamy wyższej ceny za nią. Przekażemy głowę tylko kiedy dogadamy się osobiście ze zleceniodawcą zadania co do wysokości. Ustalimy odgórnie datę i miejsce spotkania z demonologowi ojcu chłopca w ten sposób będziemy wiedzieli dokładnie kiedy i gdzie będzie. To wystarczy by z pomocą Wielkiego Komornika przygotować zasadzkę na czarnoksiężnika. Dobrze przygotujemy się na uderzenia na demonologa, który zapewne pojawi się w mieście dobrze przygotowany na umówione spotkanie. Tylko on ma bowiem ma moc ją wskrzesić w nadziej że dowie się gdzie jest jego syn. Pojawi się w konkretnym miejscu i czasie by odebrać głowę swej byłej.
Surelion spojrzał na bielejącą od śmierci twarz Czarodziejki, na jej stygnące usta które jeszcze chwilę temu szczelnie opasywały jego męskość.
- Chciał ją żywą a otrzyma martwą i użytą, uczynię podwójne upokorzenie dla byłego męża tej kobiety. - Powiedział z namysłem, bez cienia emocji w głosie. Dla półboga liczyła się bowiem jedynie wiedza tajemna. Wszelkie ludzkie popędy odczuwał ale jako sprawy drugorzędne, wyblakłe i gdzieś w tle. Jego boski tok myślenia był pozbawiony moralności, dobra bądź zła.
- Musimy też sprawić by chłopiec wiedział, że jego matka nie żyje. Że teraz ma tylko mnie na tym świecie. Chcę by, jeśli wskrzeszenie nie wyjdzie, na zawsze winił za to swego wuja. Czy wiesz zatem co masz zrobić? - zapytał z chłodnym namysłem - Najtrudniejsza część planu to przetrwać żywmy w karczmie gildii. Potem... potem musimy uszczknąć wiedzy tego demonologa, jego potęga jest... co najmniej interesująca. - Surelion uśmiechnął się kącikiem ust.
[center]
This will never end 'cause I want more
More, give me more
Give me more...[/center]
Post pisany with Dretch cooperation.