- Ja się już sam znalazłem! - rzekł szybko Stygijczyk, wyłaniając się zza załomu i rozglądając z paranoicznym błyskiem w oku. - Pospieszajmy przeto do "Albatrosa" nim znów jakieś rezuny się zjawią. I rozglądajcie się bystro - dodał ściszonym głosem zbliżając się do towarzyszy - bowiem Conan mówił, że ktoś może nas śledzić...
PBF - Ach, ci przeklęci korsarze!
Wyspy Baracha, Tortuga, zaułek uliczny
- Ja się już sam znalazłem! - rzekł szybko Stygijczyk, wyłaniając się zza załomu i rozglądając z paranoicznym błyskiem w oku. - Pospieszajmy przeto do "Albatrosa" nim znów jakieś rezuny się zjawią. I rozglądajcie się bystro - dodał ściszonym głosem zbliżając się do towarzyszy - bowiem Conan mówił, że ktoś może nas śledzić...
- Ja się już sam znalazłem! - rzekł szybko Stygijczyk, wyłaniając się zza załomu i rozglądając z paranoicznym błyskiem w oku. - Pospieszajmy przeto do "Albatrosa" nim znów jakieś rezuny się zjawią. I rozglądajcie się bystro - dodał ściszonym głosem zbliżając się do towarzyszy - bowiem Conan mówił, że ktoś może nas śledzić...
Ruszajmy do "Albatrosa".
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
Wyspy Baracha, port Tortuga. Tawerna "Albatros", kilka minut po północy.
Gdy tylko kurtyzana znikła za rogiem, z czeluści zaułka wysunął się Nehaher. Po krótkiej naradzie najemnicy ruszyli dalej, czując na sobie piętno prześladowania. Po kilkunasto minutowym kluczeniu między zaułkami i kolejnym, kilkukrotnym upewnieniu się, że nikt za nimi nie podąża, a ewentualny ogon odpadł niczym u jaszczurki, całe towarzystwo weszło do "Albatrosa". W niewielkiej sali, przy jednym ze stolików siedział kapitan Conan. Po ilości dzbanów i zapachu wina można się było domyśleć, że mężczyzna jest pijany - a przynajmniej powinien być.
Jakież było zaskoczenie - i pewna doza zazdrości u obu barbarzyńców - keidy okazało się, że Conan był zaledwie lekko pijany - niczym zwykły człowiek po winie wypitym po obiedzie.
- Już myślałem, że i was załatwili - mruknął na powitanie. Karczmarz bez słowa podszedł do stolika, zebrał zamówienie, zaryglował drzwi i zniknął w kuchni. Wtedy dopiero Conan podjął wątek.
- Zostaliście ostatnimi ludźmi na tej przeklętej wyspie, którym mogę zaufać, więc należą wam się słowa wyjaśnienia. Ten łotr, Zarano i jego sługus Menkara, są na usługach księcia Kordawy. Wspólnie chcą wygryźć starego króla, przez żeniaczkę księcia z królewną. Chabella przeczuwając zamiary tych trzech nicponi wsiadła na statek i zdołała uciec do swojego kuzyna, ukrytego w Shem, by ten pomógł stłumić rebelię. Ja zaś chce pomóc księżniczce, dlatego wyruszyłem za Menkarą. Jak widać, przechytrzyli mnie! - Conan walną ręką w stół, łamiąc jedną z desek. Zaraz jednak się opanował.
- Na domiar złego okazało się, że nie jestem tutaj mile widziany, kiedy Belith nie ma na wyspie. W dodatku ktoś wywołał małe zamieszanie na wyspie, podpalając kordawską karczmę. To może sprawić, że za niedługo będzie tu bardzo niebezpiecznie. Mam nadzieję, że to nie wy podpaliliście, hm? - spojrzał groźnie na Garro, który aż się wewnętrznie skulił pod wzrokiem niebieskich oczu.
- Zarano i Menkara szybko opuszczą wyspę, a wraz z nimi odpłyną ich sługusy, więc z ich stroni nic nam nie będzie grozić. Jest późno, musimy wypocząć, a rano zorientować się w sytuacji i spróbować ukraść jakiś statek. Najlepiej z załogą... - mruknął Conan, pociągając łyk z kubka.
Gdy tylko kurtyzana znikła za rogiem, z czeluści zaułka wysunął się Nehaher. Po krótkiej naradzie najemnicy ruszyli dalej, czując na sobie piętno prześladowania. Po kilkunasto minutowym kluczeniu między zaułkami i kolejnym, kilkukrotnym upewnieniu się, że nikt za nimi nie podąża, a ewentualny ogon odpadł niczym u jaszczurki, całe towarzystwo weszło do "Albatrosa". W niewielkiej sali, przy jednym ze stolików siedział kapitan Conan. Po ilości dzbanów i zapachu wina można się było domyśleć, że mężczyzna jest pijany - a przynajmniej powinien być.
Jakież było zaskoczenie - i pewna doza zazdrości u obu barbarzyńców - keidy okazało się, że Conan był zaledwie lekko pijany - niczym zwykły człowiek po winie wypitym po obiedzie.
- Już myślałem, że i was załatwili - mruknął na powitanie. Karczmarz bez słowa podszedł do stolika, zebrał zamówienie, zaryglował drzwi i zniknął w kuchni. Wtedy dopiero Conan podjął wątek.
- Zostaliście ostatnimi ludźmi na tej przeklętej wyspie, którym mogę zaufać, więc należą wam się słowa wyjaśnienia. Ten łotr, Zarano i jego sługus Menkara, są na usługach księcia Kordawy. Wspólnie chcą wygryźć starego króla, przez żeniaczkę księcia z królewną. Chabella przeczuwając zamiary tych trzech nicponi wsiadła na statek i zdołała uciec do swojego kuzyna, ukrytego w Shem, by ten pomógł stłumić rebelię. Ja zaś chce pomóc księżniczce, dlatego wyruszyłem za Menkarą. Jak widać, przechytrzyli mnie! - Conan walną ręką w stół, łamiąc jedną z desek. Zaraz jednak się opanował.
- Na domiar złego okazało się, że nie jestem tutaj mile widziany, kiedy Belith nie ma na wyspie. W dodatku ktoś wywołał małe zamieszanie na wyspie, podpalając kordawską karczmę. To może sprawić, że za niedługo będzie tu bardzo niebezpiecznie. Mam nadzieję, że to nie wy podpaliliście, hm? - spojrzał groźnie na Garro, który aż się wewnętrznie skulił pod wzrokiem niebieskich oczu.
- Zarano i Menkara szybko opuszczą wyspę, a wraz z nimi odpłyną ich sługusy, więc z ich stroni nic nam nie będzie grozić. Jest późno, musimy wypocząć, a rano zorientować się w sytuacji i spróbować ukraść jakiś statek. Najlepiej z załogą... - mruknął Conan, pociągając łyk z kubka.
Jeżeli macie jakieś pytania, to jest dobry moment, by je zadać.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Wyspy Baracha, port Tortuga. Tawerna "Albatros", kilka minut po północy.
- Witaj Conanie, dobrze widzieć cię w zdrowiu! - odezwał się z szerokim uśmiechem Nehaher, siadając przy stole zajmowanym przez wielkiego barbarzyńcę. W skupieniu wysłuchał wyjaśnień Cymeryjczyka, po czym rzekł:
- Uważam, że lepiej jest myśleć, że to im nieszczęście zagraża z naszej strony, niż drżeć o własne życie. Ta perspektywa bardziej mi odpowiada - nalał sobie nieco wina z jednego z dzbanów, spróbował, skrzywił się i dolał wody. - I choć sam jestem zwykle wrogiem przemocy, jednak tuszę, iż te dwie gnidy należałoby rozdeptać. I to jak najrychlej. Albowiem czas działa tu tylko na naszą niekorzyść, dając im możliwość działania...
Przerwał na chwilę jakby układając w zamyśleniu to, co miał rzec, po czym odezwał się ściszonym nieco głosem:
- Sprawa, o której prawisz jest nam znana, albowiem rzeknę ci, iż ten kundel i amator, Menkara, któren nie odróżniłby miecza Barzai od zardzewiałej maczety, uchodzić musiał z Kordawy za naszą przyczyną. Samoczwart bowiem, z zacnymi towarzyszami mymi, przerwaliśmy jego ohydne praktyki, sprawiając, że uciekł haniebnie i chwilowo utracił stanowisko. Jad jego zaklęć osłabiał króla Ferdrugo, dzięki czemu książę Vilgaro miał szansę snuć swą niecną sieć intryg - skrzywił się i machnął ręką wyrażając obrzydzenie na samą myśl o tego rodzaju poczynaniach i spiskach.
- Wszakże mam zaufanych przyjaciół w Kordawie, ludzi zacnych i uczciwych, którzy także nie byliby szczęśliwi ujrzawszy Vilgaro na tronie Zingary. I którym nieobojętne są cierpienia księżniczki Chabelii. Pragnąłbym więc wspomóc ich w potrzebie. A przy tym także i was, Kapitanie, przyczyniając się do upadku Menkary, który wskutek jakiegoś nędznego zbiegu okoliczności jeno, śmie się zwać czarnoksiężnikiem. Zarano zaś także powinien zapłacić za swe niecne czyny. Zresztą, kto trzyma z Menkarą sam sobie wystawia niechlubne świadectwo. Tak więc jak widzicie cele nasze są zbieżne i sami Bogowie niechybnie splątał nasze ścieżki.
Westchnął i wzniósł oczy do nieba, lecz ujrzał jedynie powałę karczmy, o belkach poczerniałych od dymu i sadzy. Przez chwilę zapatrzył się więc na pajączka rozpinającego swoją sieć w kącie, między ścianą a sufitem. Uśmiechnął się niedostrzegalnie.
- Radzić przeto powinniśmy jak powstrzymać te szakale plugawe, zżerane przez żądzę zysku i władzy - podjął, powracając do przerwanego tematu. - Jak rozumiem, tutaj, na lądzie, będzie to niezmiernie trudne. Wszakże, powiadasz iż wkrótce wypływają. Nie wiesz może, gdzie się kierują? Ja co prawda niespecjalnie przepadam za podróżami morskimi, ale poświęcę się w przypadku konieczności...
Kolejne westchnienie wyrwało się z piersi czarownika, podkreślając jego ofiarność i szczerość intencji, a także chęć pomocy w tym zakresie.
- Powiadasz też, że księżniczka uciekła do swego kuzyna w Shem i że on pomoże jej strawić rebelię. To przyznam są dobre i napawające otuchą wieści, jednak chciałbym wiedzieć coś więcej na ten temat, czy przeto mógłbyś mnie oświecić nieco? Byłbym rady, gdybyś zechciał, bowiem rozumiejąc sytuację większą możemy służyć ci pomocą...
- Witaj Conanie, dobrze widzieć cię w zdrowiu! - odezwał się z szerokim uśmiechem Nehaher, siadając przy stole zajmowanym przez wielkiego barbarzyńcę. W skupieniu wysłuchał wyjaśnień Cymeryjczyka, po czym rzekł:
- Uważam, że lepiej jest myśleć, że to im nieszczęście zagraża z naszej strony, niż drżeć o własne życie. Ta perspektywa bardziej mi odpowiada - nalał sobie nieco wina z jednego z dzbanów, spróbował, skrzywił się i dolał wody. - I choć sam jestem zwykle wrogiem przemocy, jednak tuszę, iż te dwie gnidy należałoby rozdeptać. I to jak najrychlej. Albowiem czas działa tu tylko na naszą niekorzyść, dając im możliwość działania...
Przerwał na chwilę jakby układając w zamyśleniu to, co miał rzec, po czym odezwał się ściszonym nieco głosem:
- Sprawa, o której prawisz jest nam znana, albowiem rzeknę ci, iż ten kundel i amator, Menkara, któren nie odróżniłby miecza Barzai od zardzewiałej maczety, uchodzić musiał z Kordawy za naszą przyczyną. Samoczwart bowiem, z zacnymi towarzyszami mymi, przerwaliśmy jego ohydne praktyki, sprawiając, że uciekł haniebnie i chwilowo utracił stanowisko. Jad jego zaklęć osłabiał króla Ferdrugo, dzięki czemu książę Vilgaro miał szansę snuć swą niecną sieć intryg - skrzywił się i machnął ręką wyrażając obrzydzenie na samą myśl o tego rodzaju poczynaniach i spiskach.
- Wszakże mam zaufanych przyjaciół w Kordawie, ludzi zacnych i uczciwych, którzy także nie byliby szczęśliwi ujrzawszy Vilgaro na tronie Zingary. I którym nieobojętne są cierpienia księżniczki Chabelii. Pragnąłbym więc wspomóc ich w potrzebie. A przy tym także i was, Kapitanie, przyczyniając się do upadku Menkary, który wskutek jakiegoś nędznego zbiegu okoliczności jeno, śmie się zwać czarnoksiężnikiem. Zarano zaś także powinien zapłacić za swe niecne czyny. Zresztą, kto trzyma z Menkarą sam sobie wystawia niechlubne świadectwo. Tak więc jak widzicie cele nasze są zbieżne i sami Bogowie niechybnie splątał nasze ścieżki.
Westchnął i wzniósł oczy do nieba, lecz ujrzał jedynie powałę karczmy, o belkach poczerniałych od dymu i sadzy. Przez chwilę zapatrzył się więc na pajączka rozpinającego swoją sieć w kącie, między ścianą a sufitem. Uśmiechnął się niedostrzegalnie.
- Radzić przeto powinniśmy jak powstrzymać te szakale plugawe, zżerane przez żądzę zysku i władzy - podjął, powracając do przerwanego tematu. - Jak rozumiem, tutaj, na lądzie, będzie to niezmiernie trudne. Wszakże, powiadasz iż wkrótce wypływają. Nie wiesz może, gdzie się kierują? Ja co prawda niespecjalnie przepadam za podróżami morskimi, ale poświęcę się w przypadku konieczności...
Kolejne westchnienie wyrwało się z piersi czarownika, podkreślając jego ofiarność i szczerość intencji, a także chęć pomocy w tym zakresie.
- Powiadasz też, że księżniczka uciekła do swego kuzyna w Shem i że on pomoże jej strawić rebelię. To przyznam są dobre i napawające otuchą wieści, jednak chciałbym wiedzieć coś więcej na ten temat, czy przeto mógłbyś mnie oświecić nieco? Byłbym rady, gdybyś zechciał, bowiem rozumiejąc sytuację większą możemy służyć ci pomocą...
W czasie całej rozmowy Nehaher stara się robić dobre wrażenie, podkreślając swoje zaangażowanie w sprawę.
Ostatnio zmieniony 01 sierpnia 2015, 18:35 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
- Słodycz twych słów nie osłodzi twojej prawdziwej, gorzkiej natury, czarowniku - powiedział powoli Conan, trawiąc jak widać słowa stygijczyka. Po chwili pauzy zwrócił się do swojego pobratyńca z Cymerii.
- Mam kilka na oku statek "Rekin", niejakiego kapitana Magmusa... ów człek wyglądał na takiego, który szuka załogi... chyba nie będzie problemem przejąć stery nad statkiem - barbarzyńca błysnął białymi zębami w szerokim uśmiechu. - Co się tyczy zaś księżniczki... - odwrócił się w stronę stygijczyka i milcząc przez chwilę mierzył go wzrokiem.
- Nie mieszajmy się do tego - powiedział w końcu. - Wystarczy, że zatopimy "Pertela" z Menkarą i Zarano na pokładzie. Tak osłabiony książę nie będzie w stanie sam przejąć władzy. Nie wiem, dokąd płyną, ale wiem, że bardzo się im śpieszy. To znaczy, że albo znaleźli, czego szukali, albo dostali nowe informacje - zakończył swój wywód Conan, bekając donośnie.
Oberżysta przybiegł na zawołanie i dołożył więcej wędzonych ryb, wina oraz świeżego, ledwo co wypieczonego chleba.
- Z drugiej jednak strony - podjął Conan po chwili - znalazłoby się dla was zadanie tutaj, na wyspie. Jednakże, odkąd "Szelma" poszła na dno, nie jestem już waszym kapitanem i nie mam prawa wami dowodzić. Zrobicie, co chcecie. ALe lepiej mieć we mnie przyjaciela, niźli nieznajomego - skwitował, popijając piwem zjedzony właśnie posiłek.
- Mam kilka na oku statek "Rekin", niejakiego kapitana Magmusa... ów człek wyglądał na takiego, który szuka załogi... chyba nie będzie problemem przejąć stery nad statkiem - barbarzyńca błysnął białymi zębami w szerokim uśmiechu. - Co się tyczy zaś księżniczki... - odwrócił się w stronę stygijczyka i milcząc przez chwilę mierzył go wzrokiem.
- Nie mieszajmy się do tego - powiedział w końcu. - Wystarczy, że zatopimy "Pertela" z Menkarą i Zarano na pokładzie. Tak osłabiony książę nie będzie w stanie sam przejąć władzy. Nie wiem, dokąd płyną, ale wiem, że bardzo się im śpieszy. To znaczy, że albo znaleźli, czego szukali, albo dostali nowe informacje - zakończył swój wywód Conan, bekając donośnie.
Oberżysta przybiegł na zawołanie i dołożył więcej wędzonych ryb, wina oraz świeżego, ledwo co wypieczonego chleba.
- Z drugiej jednak strony - podjął Conan po chwili - znalazłoby się dla was zadanie tutaj, na wyspie. Jednakże, odkąd "Szelma" poszła na dno, nie jestem już waszym kapitanem i nie mam prawa wami dowodzić. Zrobicie, co chcecie. ALe lepiej mieć we mnie przyjaciela, niźli nieznajomego - skwitował, popijając piwem zjedzony właśnie posiłek.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
- Bylibyście moimi oczami i uszami w mieście... - Conan zamyślił się chwilę. - Trzeba by było też przypomnieć komuś, że jest mi winny przysługę. Bo zdaję się, że ten psubrat zapomniał o tym - barbarzyńca zmrużył oczy z wściekłości. Po chwili uspokoił się i kontynuował. - Dodatkowo, mój przyjaciel co jakiś czas dokuje tutaj i sprzedaje złupione towary. Potrzebuje zaufanych ludzi, by się z nim skontaktować - a co tu dużo mówić - tylko wam tutaj ufam. Oczywiście możecie być pewni, że oprócz uścisku dłoni i mojej wdzięczności coś wpadnie wam do sakiewek - dodał wesołym już tonem.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Wyspy Baracha, port Tortuga. Tawerna "Albatros", kilka minut po północy.
- Możemy się tym zająć, ale musicie wiedzieć, że odkąd poszedłem z Garro, przyczepili się do nas ci Aesirowie. Ja potrafię ich zgubić, ale nie reszta kompanii. Niebawem zmorzy nas sen i będziemy potrzebować bezpiecznej kryjówki, by zregenerować siły. Jeżeli jest tak jak mówisz, to każdy może nas sprzedać za garść złotych lun. Czy twój przyjaciel może nam zapewnić taki miejsce?
Galvat zamyślił się chwilę, po czym dodał:
- Niejaki stręczyciel Orlando i jego ludzie wysłali do nas dziwkę, by nas omamiła. Potem mieli nas okraść. Znacie go może? Może wiecie, gdzie przesiaduje? Myślę, że Adoth i Sigurd chętnie się go wypytają, dlaczego chciał ich okraść.
Spojrzał na obu wojowników, po czym skierował swoją uwagę na uzdrowiciela.
- A ty Garro się nie wpierdalaj jak jak działam w twojej obronie. Gdzie ty kurwa masz rozum? Tu nie ma cywilizacji, tylko dzicz! Psy dupami szczekają i chujami wodę piją. Tylko brutalne metody działają jak wszędzie czają się potencjalni wrogowie. Jak ci się moje metody nie podobają to, po chuja tutaj jesteś? Przypomnę ci - mam zwoje zasady i nie zabijam bez powodu. Zastraszanie to co innego, rozumiesz medyku?
- Możemy się tym zająć, ale musicie wiedzieć, że odkąd poszedłem z Garro, przyczepili się do nas ci Aesirowie. Ja potrafię ich zgubić, ale nie reszta kompanii. Niebawem zmorzy nas sen i będziemy potrzebować bezpiecznej kryjówki, by zregenerować siły. Jeżeli jest tak jak mówisz, to każdy może nas sprzedać za garść złotych lun. Czy twój przyjaciel może nam zapewnić taki miejsce?
Galvat zamyślił się chwilę, po czym dodał:
- Niejaki stręczyciel Orlando i jego ludzie wysłali do nas dziwkę, by nas omamiła. Potem mieli nas okraść. Znacie go może? Może wiecie, gdzie przesiaduje? Myślę, że Adoth i Sigurd chętnie się go wypytają, dlaczego chciał ich okraść.
Spojrzał na obu wojowników, po czym skierował swoją uwagę na uzdrowiciela.
- A ty Garro się nie wpierdalaj jak jak działam w twojej obronie. Gdzie ty kurwa masz rozum? Tu nie ma cywilizacji, tylko dzicz! Psy dupami szczekają i chujami wodę piją. Tylko brutalne metody działają jak wszędzie czają się potencjalni wrogowie. Jak ci się moje metody nie podobają to, po chuja tutaj jesteś? Przypomnę ci - mam zwoje zasady i nie zabijam bez powodu. Zastraszanie to co innego, rozumiesz medyku?
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
Wyspy Baracha, port Tortuga. Tawerna "Albatros", kilka minut po północy.
Reakcja Cymeryjczyka wywołała wyraz głębokiego żalu na twarzy Nehahera. Westchnął ciężko i rzekł:
- Proszę, Conanie nie oceniaj książki po okła... Znaczy się miecza po pochwie - poprawił się płynnie, starając się mówić w sposób zrozumiały dla barbarzyńcy. - Być może wielu moich rodaków to krętacze i ludzie bez sumienia, nad czym ubolewam osobiście. Lecz zapewniam cię także iż w Stygji żyje wiele uczciwych i szczerych mężów o wielkim sercu. Nie kieruj się więc krzywdzącymi stereotypami w ocenie mej osoby. Tak więc, by rozproszyć twoje obawy, a także rozwiać tą dziwną niechęć, która w tak smutny sposób kładzie się cieniem na naszych relacjach, jestem w stanie pomóc ci zupełnie bezinteresownie - uśmiechnął się z rozbrajającą szczerością. - Oczywiście, nie mogę mówić za mych towarzyszy, lecz jeśli o mnie chodzi to doprawdy raduję się, wspierając tych, którzy pragną mi zaoferować swoją przyjaźń. Jest to w istocie wielki dar i chciałbym, byś wiedział, że doceniam go. Tak więc konkretnie, jakiej pomocy więc oczekiwałbyś od nas?
Reakcja Cymeryjczyka wywołała wyraz głębokiego żalu na twarzy Nehahera. Westchnął ciężko i rzekł:
- Proszę, Conanie nie oceniaj książki po okła... Znaczy się miecza po pochwie - poprawił się płynnie, starając się mówić w sposób zrozumiały dla barbarzyńcy. - Być może wielu moich rodaków to krętacze i ludzie bez sumienia, nad czym ubolewam osobiście. Lecz zapewniam cię także iż w Stygji żyje wiele uczciwych i szczerych mężów o wielkim sercu. Nie kieruj się więc krzywdzącymi stereotypami w ocenie mej osoby. Tak więc, by rozproszyć twoje obawy, a także rozwiać tą dziwną niechęć, która w tak smutny sposób kładzie się cieniem na naszych relacjach, jestem w stanie pomóc ci zupełnie bezinteresownie - uśmiechnął się z rozbrajającą szczerością. - Oczywiście, nie mogę mówić za mych towarzyszy, lecz jeśli o mnie chodzi to doprawdy raduję się, wspierając tych, którzy pragną mi zaoferować swoją przyjaźń. Jest to w istocie wielki dar i chciałbym, byś wiedział, że doceniam go. Tak więc konkretnie, jakiej pomocy więc oczekiwałbyś od nas?
Spoiler!
Ostatnio zmieniony 02 sierpnia 2015, 15:56 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
- Aesirowie... Nic mi o tym nie wiadomo. Najemnicy na tej wyspie zwykle działają do pierwszej próby. Jak im się nie uda, to uciekają. Boją się konsekwencji. Rada Kapitanów zawsze surowo każe tych, co nie przestrzegają prawa. Orlando...
Conan zamyślił się chwilę.
- Tak, znam tego cwanego szczurka. Ma swój zamtuz w alei kupców z Argos. To zwykły pionek niewarty uwagi. Okrada każdego klienta, dlatego tylko nowi dają się naciąć. Stali bywalcy znają tego padalca i omijają go szerokim łukiem.
Galvat zakończył rozmowę z Conanem i zwrócił się do Garro, podczas gdy Nehaher wykorzystał chwilę i ponownie skierował swe słowa do barbarzyńcy z północy.
- Brzydzę się magią i czarownikami. To przez Setha ludzie posiadają moce, których mieć nigdy nie powinni. Co innego uczciwa walka na stal i pięści, co innego podstępnymi sztuczkami! - Conan podniósł głos. Przepłukał gardło i kontynuował. - Ale i owszem, zdarzają się czasem czarownicy godni zaufania. Na swej drodze spotkałem tylko jednego, który nie był zaślepiony władzą i złotem. Mam nadzieję, że ty będziesz drugim - mruknął już ciszej.
Przez chwilę w tawernie panowało milczenie. Przerwał je Conan.
- Chce wiedzieć, co się dzieje w mieście. Dlaczego flota królewska Argos ma pozwolenie na dokowanie w porcie? Kto im zdradził szlak wodny? Chce znać również wszystkie plotki o Zingarze, a w szczególności o zingarskiej księżniczce Chabelli. Ponadto, pewien kupiec wisi mi spore pieniądze, inny zaś - przysługi. A teraz te psy się wypierają mojej znajomości! - Conan uderzył otwartą dłonią w stół, łamiąc w drzazgi wcześniej uszkodzoną deskę stołu. - I najważniejsze: dokąd, do stu demonów, wypłynęła Belith?!
Conan zamyślił się chwilę.
- Tak, znam tego cwanego szczurka. Ma swój zamtuz w alei kupców z Argos. To zwykły pionek niewarty uwagi. Okrada każdego klienta, dlatego tylko nowi dają się naciąć. Stali bywalcy znają tego padalca i omijają go szerokim łukiem.
Galvat zakończył rozmowę z Conanem i zwrócił się do Garro, podczas gdy Nehaher wykorzystał chwilę i ponownie skierował swe słowa do barbarzyńcy z północy.
- Brzydzę się magią i czarownikami. To przez Setha ludzie posiadają moce, których mieć nigdy nie powinni. Co innego uczciwa walka na stal i pięści, co innego podstępnymi sztuczkami! - Conan podniósł głos. Przepłukał gardło i kontynuował. - Ale i owszem, zdarzają się czasem czarownicy godni zaufania. Na swej drodze spotkałem tylko jednego, który nie był zaślepiony władzą i złotem. Mam nadzieję, że ty będziesz drugim - mruknął już ciszej.
Przez chwilę w tawernie panowało milczenie. Przerwał je Conan.
- Chce wiedzieć, co się dzieje w mieście. Dlaczego flota królewska Argos ma pozwolenie na dokowanie w porcie? Kto im zdradził szlak wodny? Chce znać również wszystkie plotki o Zingarze, a w szczególności o zingarskiej księżniczce Chabelli. Ponadto, pewien kupiec wisi mi spore pieniądze, inny zaś - przysługi. A teraz te psy się wypierają mojej znajomości! - Conan uderzył otwartą dłonią w stół, łamiąc w drzazgi wcześniej uszkodzoną deskę stołu. - I najważniejsze: dokąd, do stu demonów, wypłynęła Belith?!
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Rano Conan prawdopodobnie ruszy w poszukiwaniu statku. Wy zaś - o ile nie chcecie płynąć z nim - macie tyle czasu, aż wróci...
Reasumując: z braku zegarka możecie określić godzinę na 1-2 w nocy. Dzień nastaje koło 5:30, ale wysoce prawdopodobne, że Conan wyruszy koło 8:00 rano.
Reasumując: z braku zegarka możecie określić godzinę na 1-2 w nocy. Dzień nastaje koło 5:30, ale wysoce prawdopodobne, że Conan wyruszy koło 8:00 rano.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Jak mamy tak mało czasu, proponuję się sprężać. Może na początek coś takiego: Galvat i Nehaher odwiedzą wspólnie kupców odmawiających współpracy z Conanem, od razu i bez straty czasu. Cywilizowany Stygijczyk i zdziczały Zamorańczyk to dobra kombinacja, powinni przełamać opory obu delikwentów.
W tym samym czasie Garro i barbarzyńcy uderzają na zamtuz Orlando, wybijają właścicieli, przejmują na własność dziwki, otwierają własny interes... chwila, troszkę się zagalopowałem. Może tak - przejmują na własność dziwki, po czym wymieniają ich usługi na informacje posiadane przez klientów?
W tym samym czasie Garro i barbarzyńcy uderzają na zamtuz Orlando, wybijają właścicieli, przejmują na własność dziwki, otwierają własny interes... chwila, troszkę się zagalopowałem. Może tak - przejmują na własność dziwki, po czym wymieniają ich usługi na informacje posiadane przez klientów?