Wyspy Baracha, port Tortuga. Tawerna "Albatros", kilka minut po północy.
- Witaj Conanie, dobrze widzieć cię w zdrowiu! - odezwał się z szerokim uśmiechem Nehaher, siadając przy stole zajmowanym przez wielkiego barbarzyńcę. W skupieniu wysłuchał wyjaśnień Cymeryjczyka, po czym rzekł:
- Uważam, że lepiej jest myśleć, że to im nieszczęście zagraża z naszej strony, niż drżeć o własne życie. Ta perspektywa bardziej mi odpowiada - nalał sobie nieco wina z jednego z dzbanów, spróbował, skrzywił się i dolał wody. - I choć sam jestem zwykle wrogiem przemocy, jednak tuszę, iż te dwie gnidy należałoby rozdeptać. I to jak najrychlej. Albowiem czas działa tu tylko na naszą niekorzyść, dając im możliwość działania...
Przerwał na chwilę jakby układając w zamyśleniu to, co miał rzec, po czym odezwał się ściszonym nieco głosem:
- Sprawa, o której prawisz jest nam znana, albowiem rzeknę ci, iż ten kundel i amator, Menkara, któren nie odróżniłby miecza Barzai od zardzewiałej maczety, uchodzić musiał z Kordawy za naszą przyczyną. Samoczwart bowiem, z zacnymi towarzyszami mymi, przerwaliśmy jego ohydne praktyki, sprawiając, że uciekł haniebnie i chwilowo utracił stanowisko. Jad jego zaklęć osłabiał króla Ferdrugo, dzięki czemu książę Vilgaro miał szansę snuć swą niecną sieć intryg - skrzywił się i machnął ręką wyrażając obrzydzenie na samą myśl o tego rodzaju poczynaniach i spiskach.
- Wszakże mam zaufanych przyjaciół w Kordawie, ludzi zacnych i uczciwych, którzy także nie byliby szczęśliwi ujrzawszy Vilgaro na tronie Zingary. I którym nieobojętne są cierpienia księżniczki Chabelii. Pragnąłbym więc wspomóc ich w potrzebie. A przy tym także i was, Kapitanie, przyczyniając się do upadku Menkary, który wskutek jakiegoś nędznego zbiegu okoliczności jeno, śmie się zwać czarnoksiężnikiem. Zarano zaś także powinien zapłacić za swe niecne czyny. Zresztą, kto trzyma z Menkarą sam sobie wystawia niechlubne świadectwo. Tak więc jak widzicie cele nasze są zbieżne i sami Bogowie niechybnie splątał nasze ścieżki.
Westchnął i wzniósł oczy do nieba, lecz ujrzał jedynie powałę karczmy, o belkach poczerniałych od dymu i sadzy. Przez chwilę zapatrzył się więc na pajączka rozpinającego swoją sieć w kącie, między ścianą a sufitem. Uśmiechnął się niedostrzegalnie.
- Radzić przeto powinniśmy jak powstrzymać te szakale plugawe, zżerane przez żądzę zysku i władzy - podjął, powracając do przerwanego tematu. - Jak rozumiem, tutaj, na lądzie, będzie to niezmiernie trudne. Wszakże, powiadasz iż wkrótce wypływają. Nie wiesz może, gdzie się kierują? Ja co prawda niespecjalnie przepadam za podróżami morskimi, ale poświęcę się w przypadku konieczności...
Kolejne westchnienie wyrwało się z piersi czarownika, podkreślając jego ofiarność i szczerość intencji, a także chęć pomocy w tym zakresie.
- Powiadasz też, że księżniczka uciekła do swego kuzyna w Shem i że on pomoże jej strawić rebelię. To przyznam są dobre i napawające otuchą wieści, jednak chciałbym wiedzieć coś więcej na ten temat, czy przeto mógłbyś mnie oświecić nieco? Byłbym rady, gdybyś zechciał, bowiem rozumiejąc sytuację większą możemy służyć ci pomocą...
W czasie całej rozmowy Nehaher stara się robić dobre wrażenie, podkreślając swoje zaangażowanie w sprawę.