PBF - Charleston by Night

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 10 lutego 2015, 02:28

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House

[center]Obrazek[/center]
Z pozoru niewygodne krzesło okazało się jednak być bardzo przytulnym punktem obserwacyjnym. Gavin zdecydował się kontynuować taniec zgodnie z podanym rytmem. Tango, tango tango...
Nowo przybyły wampir podążał wzrokiem za subtelnymi gestami Dellona, zapamiętując imiona i twarze. Pobieżna charakterystyka postaci dawała pewne wyobrażenie o tym co jego rozmówca uważał na temat zgromadzonych. Wstępna, dość sztywna maksyma "miasta pod rządami Ventru" ustępowała powoli coraz bardziej osobistym i emocjonalnym wypowiedziom. Ravnos z uśmiechem przyjął podarowaną przez Ventru wizytówkę, po czym sprawdził co jest po obu jej stronach.
Podczas monologu Dellona używam empatii by wyczuć emocje za wypowiedziami Ventrue. Sam fakt że powiedział coś więcej o Max'ie i Furii świadczy że cieszą się oni jego zainteresowaniem. Czy też kobiety o silnym charakterze są tym co Harpia darzy głębszym... afektem?
- To zależy na czym taka zabawa miałaby polegać - powiedział Gavin tonem wyrażającym zainteresowanie, chociaż jego wzrok nadal utrzymywał się na wizytówce. Po chwili jednak pierwszy z "kluczy do tego miasta" znikną w jednej z wewnętrznych kieszeni.

- Obecnie jednak chciałbym lepiej zapoznać się z miastem, zanim cokolwiek postanowię. Rozumie Pan, jestem ciekaw nowych miejsc, a to miasto musi skrywać tyle czarujących zakątków. Czy są tu może jakieś warte odwiedzenia Elizja? Mam na myśli takie do których wpuszczono by mnie z moją - tu zamyślił się na chwile - aparycją. Sam Pan rozumie. Nie w każdym miejscu jesteśmy, mam na myśli mój klan, mile widziani. - Ravnos uśmiechnął się szelmowsko, mając pewność że oboje rozumieją o co chodzi.

- Z drugiej strony, czy są tu jakieś miejsca gdzie lepiej nie zapuszczać się nocą? Obecność przedstawicieli Sabatu napawa moją osobę pewnym... niepokojem. Tak, niepokój to dobre słowo. Spotkanie z rozochoconą sforą nie jest czymś co ktokolwiek by dobrze wspominał. No chyba że należy do pewnej specyficznej części Rodziny która para się takimi przyjemnościami. - Tu Gavin chwilowo skupił wzrok na Assamicie, nie było wątpliwości że obaj wiedzą o kogo chodzi.

[center]Obrazek[/center]
[center]https://www.youtube.com/watch?v=VjWakBmGWm4[/center]
Podczas wysłuchiwania, ostatniej wypowiedzi Harpii, młody Ravnos wodzi wzrokiem po bardzo obiecujących kształtach Primogen Torreadorów. Coś go kusiło, wołało z głębi jego duszy, jego ciemność, jego pragnienie! Głos niczym wąż, niepowstrzymanie piął się w górę a narastająca żądza syczała coraz donośniej, kąsała coraz dosadniej... Zagraj: wszystko albo nic! Po chwili Gavin nachylił się konspiracyjnie w stronę Dellona. Nie nachalnie, o nie, jednak na tyle by mógł ściszyć głos i być pewien że tylko oni dwaj są świadomi kilku następnych zdań.

- Odnośnie pracy to hmm... Gdyby było to, na przykład, dotrzymywanie towarzystwa madam Vigier to... Camarilla mogłaby liczyć na moje pełne oddanie. Chociaż inne rozrywki także mnie interesują. Rozumie Pan panie Wels, każdy czasem potrzebuje odrobiny ciepła by przypomnieć sobie jak to jest być znowu żywym - Tu spojrzenia Gavina i Wels'a spotkały się na chwile... odrobinę za długą chwile. - Niemniej, jestem, zainteresowany. - Zaakcentował każde słowo Zwodziciel.
Spoiler!
Używam Prezencji poziomu pierwszego dla wywołania pozytywnych reakcji. A nóż widelec padnie na Harpie, ponadto przy wypowiadaniu ostatniego zdania próbuje... uwodzenia. Uważnie obserwuje Dellona, czy moje zabiegi poruszyły w nim jakąś nutę. W obserwacji tej bardzo pomocna okaże się Nadwrażliwość poziomu drugiego. Po dokonaniu obserwacji wracam do "normalnego" trybu widzenia.
Po tej zagrywce Gavin wycofuje się jednak, kierowany odczuciem że być może zbyt śmiało sobie poczyna. Próbuje dalej kontynuować rozmowę, sprawdzając w miarę dyskretnie wzrokiem na kogo jeszcze mogła zadziałać jego mała sztuczka.
- Jak to jest że na pogrzeb tak znakomitej osobistości jak Red Wisdom nie zawitał żaden przedstawiciel klanu Nosferatu? - zapytał po chwili Gavin jakby odkrył Amerykę. - Czy między nim a Dziećmi Podziemi istniała jakaś waśń?
Gavin właśnie pojechał bardzo mocno po bandzie, zwłaszcza w świecie zrównoważonych i wiecznie opanowanych nieśmiertelnych. Niemniej jest to coś, co najbardziej go w takich operacjach przeraża i pociąga. Wywoływanie fal, efekt domina - emocjonalna reakcja lub zakłopotanie. cały nektar tego zamieszania. Pierwsze krople trucizny zwanej emocjami skropiły ziemie, teraz pytanie: jakiego rodzaju demona obudziłem?
Ostatnio zmieniony 10 lutego 2015, 09:42 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 11 lutego 2015, 01:43

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House


Victoria z fascynacją obserwowała, w jaki sposób pojawienie się nowych Kainitów wywołało poruszenie i napięcie, niczym nóż z łatwością tnący delikatne i subtelne struktury materii i złudzeń. Fale strachu i nienawiści wyczuwalne w pomieszczeniu nadawały tej nocy zupełnie innego wymiaru.

Tyle emocji, zebranych w tak krótkim czasie mogłoby posłużyć ciekawszym celom, niż wzajemne konfabulacje i napędzanie tej przestarzałej, ale jakże uroczej konstrukcji wzajemnych przywiązań i zależności, która mimo wszystko nadawała wampirom choć niewielką namiastkę tego, kim kiedyś byli. Tak, to właśnie emocje były tym, po co tu wszyscy się zebrali. Oczywiście można ubierać to w różnego rodzaju ideologie, nadawać im własny sens, jak to każdy zbłąkany umysł ma w zwyczaju?... Ale czyż to właśnie nie czyni naszej ponurej egzystencji odrobinę ciekawszą? Bardziej fascynującą wśród bezmiaru pustych i zimnych nocy, kiedy odliczmy ziarna piasku w nieskończonych klepsydrach naszych martwych ciał?

Przez chwilę Lasombra zastanawiała się, co kryje się pod fasadami i maskami zebranych. Odkrywanie prawdziwych motywów i pragnień było czymś, co pozwalało jej kształtować rzeczywistość wedle własnej woli. To był klucz i kwintesencja tego, czym była. Z równą wnikliwością obserwowała własne reakcje. Pojawienie się biskupa Sabatu wywołało bardzo nieprzyjemne uczucie w świadomości wampirzycy. Ciemność, którą nosiła głęboko zafalowała na granicy zmysłów i postrzegania, poruszając niewidzialne struny na samym dnie jej Istoty, wysuwając swoje drapieżne kły... Gwałtowne i pełzające ruchy zalewały umysł obrazami wykrzywionego królestwa, nie dając ulgi ani chwili wytchnienia. Z dużym wysiłkiem woli Victoria opanowała Ciemność, która próbowała zerwać się ze smyczy... Tak, Hoqax był tym czego mogła i powinna się obawiać. Jednak jego pojawienie się dzisiejszej nocy na pogrzebie nie powinno jej dziwić. Wszak starzec był szanowany wśród wszystkich kainitów. Nawet taki, goryl jak ten anarchista miał tego świadomość. Cóż, należało to wykorzystać. Oczywiście na wszystko jest odpowiednia pora, a właściwie zaplanowane działania połączone z wnikliwą analizą i subtelnym wdziękiem intuicji mogą zdziałać wiele...

Victoria odczekała dłuższą chwilę, czekając na rozwój sytuacji i obserwując otoczenie. Kiedy Strażnik opuścił zgromadzenie, napięcie skumulowane w jej drobnym ciele zelżało, pozostawiając uczucie delikatnego mrowienia ciemnych macek, które teraz falowały w jej umyśle niczym spokojne fale oceanu, pieszczące brzeg subtelnym dotykiem kochanka... miarowo... rytmicznie... z wyczuciem...

Spokojnym krokiem i z wrodzoną elegancją skierowała się w stronę, gdzie stała Lizelotta. Toreadorka wydawała się mocno poruszona rozmawiając z mężczyzną w ciemnym garniturze, jednak z wdziękiem skrywanym za latami doświadczeń nie pozwalała sobie na choćby najmniejszy gest, który uchybiłby jej pozycji.

- Proszę wybaczyć, jeśli państwu w czymś przerwałam... Nie chciałabym w jakikolwiek sposób uchybić etykiecie i powadze tego zgromadzenia, jednak w zaistniałej sytuacji chciałabym prosić panią, pani Lizelotto, o chwilę rozmowy i poświęcenie mej skromnej osobie odrobinę bezcennego czasu. - powiedziała Victoria, skłaniając nieznacznie głowę w kierunku rozmawiających ze sobą wampirów, obdarzając ich czarującym, nieśmiałym uśmiechem.

- Jeśli szanowni państwo pozwolicie, oddalę się teraz i zaczekam, byście mogli dokończyć własne sprawy. - wypowiadając te ostatnie słowa, Lasombra złowiła okiem zaciekawione spojrzenia swoich rozmówców, zadowolona z reakcji, które wywołała. Oddaliła się w kierunku stolika zastawionego kryształami szlifowanymi w proste, pionowe fasety, które w niesamowity sposób łączyły karmazynowy odcień krwi ze światłem świec w rzeźbionych kandelabrach. Przed chwilą widziała tu Łowcę, który oddalił się z kielichem w ręku. Ogień i krew tańczyły w naczyniach, przywołując na myśl zmysłowe piękno zamknięte w formie...

Po krótkiej chwili do stolika podeszła Lizelotta wyprzedzana zapachem jaśminu...
- Dziękuję za poświęcenie mi chwili. - zaczęła Victoria, uważnie przyglądając się twarzy toreadorki. - Zdaję sobie sprawę, że w zaistniałej sytuacji sprawa, z którą chciałabym się do pani zwrócić, jest dla mnie nieco krępująca, ale proszę o wyrozumiałość w tej materii.

- Obie cenimy sztukę i atmosferę, którą budują tak wysublimowane przejawy wrażliwości. Niektórzy nie dostrzegają uroku i czaru przedmiotów, które nas otaczają. - wzrok Lasombry powędrował z powrotem w kierunku kryształów i bukietów mieczyków dyskretnie rozmieszczonych w pomieszczeniu. Pozwoliła sobie chwilę cieszyć tym widokiem...

- Choć jest to smutny rodzaj piękna, atmosfera tego spotkania jest przepełniona powagą i dostojeństwem, które powinno towarzyszyć pożegnaniu bliskich i szanowanych osób. Proszę przyjąć ode mnie wyrazy głębokiego szacunku i uznania dla pani zmysłu estetyki i piękna, którego możemy doświadczać dzięki pani staraniom. - komplement, wypowiedziany w stronę Lizelotty gładko przeszedł przez usta Victorii, zawierając w sobie autentyczny podziw.

- Jeżeli pani pozwoli, jako osoba nowa w tym mieście i nie zaznajomiona z panującymi tu zwyczajami, chciałabym prosić o udzielenie kilku cennych wskazówek, by nie uchybiając tradycji, móc godnie i z taktem wypełnić obowiązki, które... muszę przyznać z nieskrywanym żalem... będę zmuszona pełnić w najbliższym czasie. - zaskoczenie na twarzy toreadorki po wysłuchaniu tych słów przerodziło się w zainteresowanie. Przywodziły na myśl reakcje osób, które po czasie dostrzegają zupełnie nieznane dotąd lub wcześniej nie zauważane niuanse na obrazach surrealistów. Victoria lubiła te momenty małych oświeceń, jak je pieszczotliwie nazywała.

- Tak, jestem jedną z osób wskazanych przez Atrahsisa w swym testamencie, zatem proszę o zrozumienie sytuacji, w której się znalazłam. Mam nadzieję, że biorąc pod uwagę zaistniałe okoliczności, spełni pani moją prośbę i przedstawi zebranym gościom, a także udzieli podstawowych informacji o domenie księcia i samym Charlestone.

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 11 lutego 2015, 15:19

Terry spojrzał na wyciągniętą w jego stronę dłoń. Szybkim ruchem wybawił ją z ciężaru trzymanej wizytówki, spojrzał na kartonik.
-Nie jestem pewien czy zawsze czuję się wtedy dobrze, ale wierzę że sama wizyta w tym miejscu sprawi że nie będę miał więcej takich wątpliwości.-powiedział i podniósł wzrok na Sidonię. Widząc emocje zaklęte w jej spojrzeniu dodał -Dziękuję również za Twe słowa. w istocie, nie powinienem się lękać, albowiem powiedział Pan: Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w królestwie swoim.
Sidonia otworzyła usta by sformułować odpowiedź, lecz Terry nie czekał na jej słowa. Sprawnie wyminął ją i przemknął schylony z lekka w kierunku gramofonu. Zajął miejsce obok, pod ścianą, i stąd zaczął śledzić rozwój wypadków.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 12 lutego 2015, 00:21

[center]Obrazek[/center]
Sidonia ujęła za rękę Brata Terrego i zaprowadziła go do sąsiedniego pokoju. Tam pod jedną ze ścian, przykryte czarnym materiałem, znajdowało się coś wysokości dorosłego człowieka. Primogenka Malkavian wdzięcznym krokiem zbliżył się do owego obiektu.

- A oto mój prezent dla was: "Wybrańców Red'a". Nic nie umknie memu oku i każda sekunda zostanie rozliczona. Tratatata! Przedstawiam Ci... - Sidonia zerwała materiał jednym ruchem ręki, ukazując wielki zegar. Jego tarcza była biała, bez cyfr. Wskazówki pokazywały 6 minut przed północą.

- Zegar Zagłady! - odrzekła dumnie, odpowiadając na pytający wzrok Terrego - Przed śmiercią Red'a wskazywał za kwadrans północ. Musimy go pokazać pozostałym. Nie masz przypadkiem przy sobie taczki? Zresztą nieważne. Potrzeba matką wynalazku. Bierz z tamtej strony, ja wezmę z tej i pospieszajmy - Frater pospiesznie wykonał polecenie.

- Podsunęłam ten pomysł mojemu mężowi w czterdziestym siódmym - kontynuowała Sidonia posapując - i tak jakoś poszło. To oryginalna tarcza z Chicago... Właściwie czemu ja posapuję skoro nie oddycham?
Postękując z wysiłku, pod ciężarem niewygodnego mebla, ruszyli w stronę salonu.
Terry: Gdy złapałeś za zegar, coś się stało. Nie wiesz jak to możliwe, ale masz wrażenie, że wskazówki zmienią swoją pozycję jeszcze tej nocy. Czujesz niesprecyzowany lęk. Coś się wydarzy... Ale przecież zawsze coś się musi wydarzyć.
[center]***[/center]
- W Charleston mamy kilka Elizjów, Gavinie - mówił Dellon półgłosem, spoglądając zalotnie w oczy Ravnosa - W Kapitolu przebywa Democritus, co, jak sam rozumiesz czyni go bardzo oficjalnym miejscem. Viger urzęduje w Muzeum Sztuki. Jest jeszcze oczywiście klub nocny o nazwie "Nyctofilia". Do ciebie zdecydowanie najlepiej pasuje nocny klub. Znajdziesz tam odpowiedzi na wszystkie nurtujące Cię pytania. - Ventrue uśmiechnął się tajemniczo. Po czym przerwał na chwilę, jakby zastanawiał się nad odpowiednimi słowami:

- Nie zapuszczaj się do lasów...Tam rządzą Lupini i jest ich naprawdę sporo. Mówię poważnie. I nie martw się o Sabat. Kiedy pojawia się w mieście to klęczy lub pełza przed Furią. A co do Nosferatu, to są ale ich nie ma... Rozmowa o nich w towarzystwie nie jest mile widziana.

Kładąc swoją delikatną dłoń na kolanie Gavina, Ventrue spojrzał mu prosto w oczy:

- Przyjdź jutro do Muzeum Sztuki o 23:00. Będę tam na Ciebie czekał... A teraz wybacz, lecz muszę znikać.

Uniósł dłoń i musnął delikatnie ucho Ravnosa, po czym wstał z miejsca i pospiesznie oddalił się na kierunku wyjścia z salonu.
Po chwili Gavin zorientował się, co się naprawdę stało. Powodem nagłego spłoszenia Harpii był zbliżający się szerokim krokiem Anarchista...
Gavin: Test Empari: ST:8 = 3 sukcesy. Jesteś prawie pewien, że Dellon jest biseksualny i zainteresował się twoją osobą.
Uwodzenie: 3 sukcesy. Udało ci się wpłynąć na emocje Harpii.
Spoiler!
Test Prezencji ST:7 = -1 PECH. Zbliżający się Christian jest tobą bardzo zainteresowany.
[center]***[/center]
- Oczywiście kochanie. Przejdźmy na ty - zaproponowała Lizelotta z czarującym uśmiechem - będzie nam łatwiej rozmawiać. W końcu jesteśmy Rodziną. Z rozkoszą pomogę zaaklimatyzować ci się w tym mieście. Jest tutaj tyle do zobaczenia... A propos... Pozwól mi się porwać jutro. Zapraszam cię do Muzeum Sztuki. Będę tam z kilkoma innymi osobami ceniącymi sobie dobry gust. Spotkanie jest o 23. Słyszałam o tobie wiele dobrego od innych Spokrewnionych... Tak niewielu członków Lasombra należy do Camarilli, a jeszcze mniej potrafi docenić sztukę. Zwłaszcza antyki, ale o zakupach pomówimy jutro, a teraz...

Toreadorka spojrzała na strój Victorii:

- Skromne lecz piękne... I ten połysk - zamilkła na chwilę, wpatrując się w materiał, po czym gładko zmieniła temat - Charleston to miasto pełne sekretów. Och, Hoqax ma tupet, żeby się tutaj pojawiać, nieprawdaż? Traktuj każdego jak rzadki okaz, nie marnuj okazji do podziwiania sztuki. I trzymaj się z daleka od tych przeklętych Nosferatu. Większość z nich, przykro mi rzec, to złodzieje i kłamcy.

Machnęła ręką i wydęła usta okazując swoje zniesmaczenie.

- Tyle tutaj nowych twarzy - dodała po chwili rozglądając się z niewinną miną - Wstyd przyznać, ale niektóre są mi zupełnie obce. Mogłabyś mi zdradzić o kim jeszcze mówi testament?
Victoria: Test Etykiety ST:6 = 3 sukcesy. Primogen Toreadorów rozpoznał Cię w jako członka Camarilli.
[center]***[/center]
Namtar popijał kolejny kieliszek krwi, stojąc samotnie pod ścianą w pozycji profesjonalnego ochroniarza. Obserwował całe pomieszczenie, przyglądając się z uwagą wszystkim zebranym. Cierpliwie szukał wad i słabych punktów żałobników. Nie interesowała go polityka, słowa i całe to zgromadzenie. Gardził tym. Niemniej nigdy nie wiadomo, na kogo może trafić się w przyszłości Kontrakt. Teraz miał okazję napatrzeć się na ważniejsze persony w USA. Skrzywił się nieznacznie, ujrzawszy, iż Tremerka zatoczyła krąg niczym sęp i teraz zmierza w jego kierunku. Błyskawicznie wypił zawartość kieliszka i przygotował się do odparcia ewentualnego ataku.

- Nie jesteś zwykłym Assamitą. Gdyby aura potrafiła świecić, zaćmiłbyś pół pomieszczenia... - powiedziała Arneta uśmiechając się chłodno. - Ciekawe, jak przyjęłoby to nasze słoneczko...

Przez chwilę odprowadzała wzrokiem Lizelottę.

- Arneta Lambert, miło poznać - przedstawiła się, powracając do rozmowy - To bardzo ciekawe spotkanie, pouczające rzekłabym... Morderco...
Namtar: Uzupełniłeś 1 pkt. krwi (razem już 2). Regentka rozpoznała twój bloodline.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 12 lutego 2015, 17:32

- Więc jestem niezwykłym Assamitą - odparł zimno Namtar, klnąc w myślach całą linię Czarodziejów. - To coś zmienia?

- To zależy - Arneta bawiła się kieliszkiem, czerpiąc sobie tylko znaną satysfakcję z tej sytuacji. - Ty mi powiedz.

- Gdyby mój Klan uważał, że nie stanę na wysokości zadania, to by mnie tu nie było - odparł Morderca nie zmieniając tonu. Nie podobała mu się cała ani ta rozmowa, ani kierunek, w którym zmierzała.

- Oboje wiemy, że nie jesteś tutaj tylko dla ochrony... Wiesz chociaż w kogo uderzyć? - Tremerka zadała pytanie patrząc na dłoń Assamity.

Namtar podążył wzrokiem za jej spojrzeniem. Na skórze wciąż jeszcze widoczne były ślady krwi. Schował rękę do kieszeni.

- O szczegółach kontraktu rozmawiał będę tylko z osobami wskazanymi przez klienta - odparł, mając nadzieję, że oszczędność jego wypowiedzi zniechęci Regentkę do dalszej dyskusji. Tak się jednak nie stało:

- Nie denerwuj się - powiedziała miękko, wydając się jednocześnie delikatnie rozbawiona. - To co wiem na twój temat pozostawię dla siebie. Jeśli mogę coś doradzić, to... Skup się na ochronie, bo to miasto jest pełne niespodzianek. Możesz się przez przypadek komuś narazić...

- Zrozumiałem - wycedził przez zęby - I będę pamiętał.

Znów poczuł napięcie, starał się jednak tego nie okazywać, pozostając w pozornie rozluźnionej pozycji. Ta kobieta grała w jakąś dobrze znaną sobie grę, o której on niestety nie miał pojęcia. Żałował, że musi w niej uczestniczyć. Żałował, że nie potrafi zabijać wzrokiem...
Regentka roześmiała się cicho:

- Widzisz groźby tam, gdzie ich nie ma. Czyżby jakieś uprzedzenia? A jednak, mimo to, życzę ci powodzenia... - zmierzyła wzrokiem zakłopotanego Namtara - Śmierć Atrahasisa warta jest pomszczenia. Zapamiętaj moje słowa.

Po czym poruszając się z leniwą elegancją, przywodzącą na myśl zadowolonego z siebie kota, oddaliła się. Łowca przyjął jej odejście z ulgą. Miał wrażenie, że wszyscy na sali bawią się stanowczo lepiej od niego. Stłumił cisnące mu się na usta przekleństwo i powrócił do obserwacji zebranych. Miał nadzieję, że nikt więcej nie zapragnie z nim rozmawiać...
Nie czuję się dobrze w tym towarzystwie, mimo wszystko jednak, staram się wyglądać spokojnie i profesjonalnie.
Wyławiam wzrokiem pozostałych członków grupy. Używam Nadwrażliwości (2). aby ustalić, gdzie jest Świr. Ravnosa łatwo rozpoznać drogą eliminacji. Nosferatu gdzieś się zapodział, ale to chyba nic nadzwyczajnego, jeśli idzie o Klan Ukrytych.
Ostatnio zmieniony 15 lutego 2015, 11:13 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 14 lutego 2015, 10:48

Kiedyś ktoś powiedział mi "Śmierć uśmiecha sie do nas wszystkich, jedyną rzeczą którą może zrobić człowiek to uśmiechnąć się do niej" Gavin wstaje, przybierając minę wyrażającą uprzejme zainteresowanie. Ciekawy jest co takiego zrobi lub powie Pain. Zainicjowanie rozmowy pozostawia Christianowi.
W pierwszym odruchu Ravnos sie przestraszył - wiadomo kolejny, wściekły bruha na sterydach. Po chwili jednak ocenił sytuacje i nie jest ona taka krytyczna. Uprzejmie wysłucham co ma do powiedzenie Bruha, ewentualnie spróbuje go zmanipulować by dostrzegł ze tak naprawde chcemy tego samego.
Używam Nadwrażliwości 2 żeby wyczytać emocje Pain'a

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 14 lutego 2015, 20:31

Z sąsiedniego pokoju, weszło dwóch Malkavianów, wnosząc Zegar Zagłady. Jego pudło chwiało się chwilami niebezpiecznie, gdy posapując ustawiali go na środku salonu. Zebrani żałobnicy rozstąpili się, pozwalając niecodziennej parze na swobodne działanie. Kilku Kainitów obserwowało poczynania Świrów komentując je cicho.

- Postawmy do tutaj, tak aby każdy mógł go zobaczyć - rzekła Sidonia do Terrego, nie kryjąc zadowolenia.

- Dobrze... - odpowiedział, zmęczony noszeniem ciężkiego zegara.
[center]***[/center]
Christian Pain zbliżał się nieubłaganie do Ravnosa. Gavin przygotował się i czekał, aż pierwszy odezwie się Anarchista. Brujah zatrzymał się pół kroku przed wampirem i powiedział niskim tonem:

- Wyglądasz na bardzo zabawnego śmiecia, który lubi mielić ozorem. Ha ha ha kurwa. Czy Ty przypadkiem nie chciałeś wpłynąć na mnie Prezencją? Bo jak tak, to zajebiście. Uśmiałem się kurwa do łez. Red podobno Cię wybrał, byś się dowiedział kto go załatwił... - w tym momencie Christian podniósł rękę i wskazał palcem w serce Ravnosa.

- Takich nierobów jak ty, trzeba odpowiednio na wejściu motywować - Brujah dotknął palcem klatki piersiowej Gavina, popychając go lekko.

-Jak nie dowiesz się kto to zrobił, to przywiąże cię do frontu swojego samochodu... Nieważne gdzie się schowasz i tak cię znajdę. Nie ma Księcia, czy Biskupa za którym byś się schował... Kapujesz zderzaku?
Nadwrażliwość 2 ST:8 = 1 sukces. Christian ma bladą aurę. Nie jesteś pewien koloru, ale na 100% to wampir, bo aura jest blada.
Christian zastrasza: ST:6 Pain: 8 sukcesów, Gavin: 5 sukcesów. Różnica 3 sukcesów po stronie Brujaha. Boisz się go jak jasna cholera.
[center]***[/center]
- Mogłabyś mi zdradzić o kim jeszcze mówi testament? - pytanie Torreadorki zawisło w powietrzu.

- Niestety, rozczaruję Cię moja droga... Choć wkrótce sama się przekonasz - odpowiedziała Victoria.

- Ah, rozumiem... taka szkoda, że skazujesz mnie na męczarnie oczekiwania.

Primogen Toreadorów nie kryła rozczarowania i wydało się, iż straciła zainteresowanie dalszą rozmową. Przekierowała całą swoją uwagę na nietypową parę jaką stanowił Ravnos i Anarchista. Victoria także zainteresowała się wydarzeniami po prawej stronie Sali. Brujah był bardzo zdecydowany w słowach i działaniu.
[center]***[/center]
Namtar obserwował salę. Ruch i zachowanie Brujaha nie uszło jego uwadze. Natychmiast ruszył w stronę Christiana, wymijając innych żałobników. Gdy znalazł się obok Anarchisty, ten odwrócił się leniwie w kierunku Assamity.

- Na Twoim miejscu pilnowałbym rąk - powiedział cicho Morderca. W jego głosie czuć było zaczajoną groźbę. - bo będę musiał zainterweniować.

- Taaa... jasne... - odpowiedział Christian. Przez chwilę mierzyli się wzrokiem i Gavin miał wrażenie, że powietrze między nimi zgęstniało. Później Brujah uśmiechnął się krzywo i odszedł bez słowa.
Namtar zastrasza: ST:6 Namtar: 6 sukcesów, Pain: 6 sukcesów. Różnica 0 sukcesów. Brujah wyczuwa twoją próbę zastraszenia, ale nie wpływa ona na niego.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 15 lutego 2015, 02:32

[center]Obrazek[/center]
Gavin słuchał wypowiedzi Anarchisty z rosnącą paniką. Prezencja nie zadziałała jak powinna i nie do końca był pewien... dlaczego? Całość wypowiedzi Christiana: styl bycia i zachowanie były napastliwe, agresywne w swym chamstwie. Przemawiała przez niego arogancja barowego wikidajły, który dorobił się blizn w burdach o rzeczy których nie pamięta. Co bardziej przerażało, to fakt że nie miałby nic przeciwko kilku dodatkowym. Właśnie to bezsensowne zamiłowanie do agresji, wyrażanej tak otwarcie i bezpardonowo tak strasznie działało na Ravnosa.
Emocjonalnie Gavin jest zepchnięty, spodziewał się złego obrotu sprawy, jednak ten jest tragiczny. Boi się, a w strachu ludzie robią wiele głupich rzeczy. Właśnie jedną z takich miał zamiar uczynić. Ostatecznie lepiej dostać w pysk niż wykazać się słabym charakterem przed członkami Rodziny. Zwłaszcza tymi którzy widzą i pamiętają.
Brujah dotknął palcem klatki piersiowej Gavina, popychając go lekko.
-Zrób to jeszcze raz a stracisz wzrok - myślał Ravnos z determinacją zaszczutego zwierzęcia.
-Jak nie dowiesz się kto to zrobił, to przywiąże cię do frontu swojego samochodu... Nieważne gdzie się schowasz i tak cię znajdę. Nie ma Księcia, czy Biskupa za którym byś się schował... Kapujesz zderzaku?
Materializacja wypowiedzi dotyczącej bogatych konotacji rodziny Christiana (jego ojca, matki i babki z różnymi rodzajami kundli i kobiet lekkich obyczajów) została ucięta przez najbardziej, jak dotąd, nieprawdopodobne wydarzenie tego wieczoru. Przynajmniej dla Ravnosa.

[center]Obrazek[/center]
- Na Twoim miejscu pilnowałbym rąk - powiedział cicho Morderca. W jego głosie czuć było zaczajoną groźbę. - bo będę musiał zainterweniować.
- Taaa... jasne... - odpowiedział Christian. Przez chwilę mierzyli się wzrokiem i Gavin miał wrażenie, że powietrze między nimi zgęstniało. Później Brujah uśmiechnął się krzywo i odszedł bez słowa.
Odczuwam szok. Ravnosom rzadko zdarza sie by ktoś sie za nich wstawił. Zwłaszcza w tak niekorzystnych warunkach - do jakich napewno należy stanięcie w opozycji do Mr. Pain'a.
O cholera - myślał zszokowany tym, czego był świadkiem - Wygląda na to że winien jestem Ci grubą przysługę Łowco - zaczął Ravnos siląc się na spokojny ton głosu - Tak więc dziękuje Ci. - tu zrobił krótką pauze, ważąc kolejne słowa. W końcu jak daleko moge się posunąć? - po czym wyciągnął w kierunku Assamity ręke - Nazywają mnie Gavin Bellanger.
Mówiąc zdania "Wygląda na to że winien jestem Ci grubą przysługę Łowco" i "Tak więc dziękuje Ci" chciałbym użyć Ekspresji żeby szczerze wyrazić to co powiedział Gavin.
Ostatnio zmieniony 15 lutego 2015, 05:30 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 15 lutego 2015, 11:01

- To był mój obowiązek - Namtar nie podniósł głosu, mówił teraz spokojnie, ważąc słowa z chłodną precyzją - Jestem tu, aby ochraniać cię i dbać o twoje bezpieczeństwo. Tak jak i innych wybranych przez Atra-hasisa. To moja praca. Nic mi nie jesteś winien.

Zignorował wyciągniętą przez Ravnosa rękę. Nie pragnął mieć bliższych kontaktów z Niewiernymi. Nie pragnął grać w ich dziwaczną grę zależności i przysług. Wolał, by traktowali go jak kogoś, kto wykonuje dla nich pewne zlecenie. Nic więcej. Przyjrzał się przez chwilę Gavinowi, zapamiętując jego imię i twarz. Później odwrócił się i ruszył na swoje dawne miejsce obserwacyjne, pod ścianą.

Mimo wszystko krótka wymiana uprzejmości z Brujahem poprawiła mu nastrój. Nie widział strachu w jego oczach, ale to, co pojawiło się między nimi dawało nadzieję na odrobinę (krwi) rozrywki. Możliwe, że ten wieczór dawał jeszcze jakieś szanse na poprawę atmosfery. Uśmiechnął się lekko. Z drugiej jednak strony czy powinien tak myśleć, zajmując się ochroną? Potrzebował sposobu na pozbycie się napięcia i odreagowanie stresu. Christian wydawał się przez chwilę obiecującą opcją. Przez chwilę...
Powrócił do obserwowania zgromadzonych. Powinien się bardziej skupić na pracy. Na inne rzeczy... krew... przyjdzie jeszcze czas...
Ostatnio zmieniony 11 kwietnia 2015, 15:04 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 16 lutego 2015, 09:57

- Dobrze... - odpowiedział, zmęczony noszeniem ciężkiego zegara. Wyprostował się zadowolony, obserwując zaciekawienie na twarzach kilku osób zebranych wokół. Nieoczekiwanie i niezamierzenie znalazł się w centrum ich zainteresowania, czego od początku spotkania starał się uniknąć.
W innej części sali atmosfera nagle zgęstniała, żeby nie powiedzieć zlodowaciała. Terry spojrzał w tamta stronę. Zobaczył ze dwie najbardziej przerażające go siły przebywające na tym zgromadzeniu właśnie stanęły naprzeciw siebie. Miał wrażenie jakby czubki głów, zarówno Christiana jak i Dartha Namtara niebezpiecznie podskakiwały, niczym pokrywki na garnkach które poczuły ze to dobry moment by zacząć kipieć. Na szczęście ktoś chyba zmniejszył ogień w palenisku, bo po chwili wszystko wróciło do tej dziwnie napiętej sytuacji, która jednak nie zbliżała się tak wielkimi krokami do przekroczenia masy krytycznej. Terry odetchnął z ulga, jednak tylko na chwile, bo szybko uświadomił sobie że powrócił do bycia w centrum zainteresowania. Uśmiechnął się nerwowo i nieśmiało zaczął machać ręką do każdego z kim splotło się jego spojrzenie.

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 17 lutego 2015, 14:31

Spojrzenie Victorii całkowicie skupiło się na rozgrywce pomiędzy Anarchistą i dwójką spośród jej przyszłej koterii. Fascynująca próba sił... Zwróciła się do Lizelotty:

- Wybacz zatem mój nietakt. W chwili obecnej mogę jedynie przypuszczać, kim są owe osoby... - przeniosła wzrok na torreadorkę, przyznając w duchu, że w istocie Łowca jest odpowiednią osobą do zadania, które przed nimi stało.

- Dlatego nie chciałabym pochopnie i nierozważnie wprowadzić Cię w błąd... - dokończyła z lekkim zmieszaniem. - Choć tych dwoje pasuje do opisów Atrahsisa... - Victoria wskazała ruchem głowy w kierunku Namtara i Ravnosa, obserwując jej reakcje i czekając na odpowiedź.

- Ciekawe osobistości... - Toradorka chciała dodać coś więcej, lecz nagłe pojawienie się pary Świrów wnoszących zegar zagłady zmienił jej nastrój.

- Wybacz, lecz muszę teraz opuścić to zgromadzenie. Nie jestem miłośniczką cyrku, ani tanich kabaretów i moje oczy zdecydowanie nie są przygotowane na ten widok... Do zobaczenia jutro - powiedziała żegnając się, po czym odwróciła się i skierowała swe kroki w stronę wyjścia.


Ciekawe, co tak bardzo poruszyło Lizelottę. W istocie, każdy z obecnych tutaj jest niczym unikatowy i rzadki antyk... A z antykami należy obchodzić się ostrożnie i z szacunkiem. Każdy wymaga również indywidualnego podejścia i troski, by móc właściwie ... służyć...


Zmysły Victorii wyostrzyły się, a oczy zapłonęły dziwnym blaskiem, kiedy tylko jej wzrok skupił się na owym unikatowym przedmiocie... Zegar wniesiony do pomieszczenia roztaczał niesamowitą aurę wokół siebie... Fascynował i przyzywał.

Victoria wolnym krokiem ruszyła w kierunku pozostawionego samotnie i zmieszanego Ravnosa. Najwyższy czas poznać włóczęgę...

- Mam wrażenie, że potrzeba Ci chwili by ochłonąć... - rzuciła niedbale, wkładając rękę pod ramię zaskoczonego Gavina i z wdziękiem odciągając go w bardziej ustronne miejsce.

- Twoje poczynania przyciągają zbyt wiele uwagi mój drogi... I mówiąc szczerze, raczej nie wyglądasz na szczęśliwego z obrotu spraw.

Konsternacja na twarzy Ravnosa wydawała się autentyczna, co w pewien sposób bawiło Lasombrę. Z ciekawością czekała na jego reakcje.
Używam empatii by dokładnie poznać stan emocjonalny rozmówcy. Jeśli wyczuję jakąkolwiek nieszczerość, zostawię go i ruszę w kierunku zegara. Dla Victorii ten przedmiot jest bardzo istotny, więc będzie chciała jak najszybciej obejrzeć go z bliska.
Ostatnio zmieniony 17 lutego 2015, 16:09 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 17 lutego 2015, 16:54

- Głupcy! - okrzyk Sidoni zburzył spokój zgromadzenia. - Nadchodzi koniec nas wszystkich! Zegar Zagłady przesunął swe wskazówki zaraz po śmierci Brujaha, aż o dziewięć minut! To nie zdarzyło się nigdy wcześniej! - twarz Malkavianki wykrzywiła się groźnie, a jej kły wysunęły się. Zwracając się w kierunku Democritusa kontynuowała przemówienie:

- Nie pozostawiaj mieszkańców miasta w potrzebie, bowiem staniesz się świadkiem straszliwej katastrofy! - krzyczała, wymachując chaotycznie rękoma. - Czegoś co przekracza Cię Demoritusie! Ten moment, gdy wszystkie lalki otworzą oczy i zwrócą swe twarze w kierunku władcy marionetek. Staniesz sam pośrodku wielkiej ciemności, bez nadziei na światło...

Książę nagle podniósł się z krzesła i przerwał gorączkową wypowiedź Primogenki:

- Dość! Sidonio uprzedzałem Cię, żebyś nie raczyła zebranych swoimi ekscentrycznymi pomysłami, które i tak nachodzą cię zbyt często! Nakazuję ci natychmiast opuścić ten dom.

- Tak jest mój władco... - Sidonia odpowiedziała spuszczając głowę, jej ramiona zadrżały spazmatycznie i przez chwilę wydawało się, że zacznie szlochać. Opanowała się jednak, po czym szybkim krokiem skierowała się stronę wyjścia.

- Ale wejście i zarazem szybkie wyjście kurwa! - krzyknął Christian nie kryjąc zadowolenia. - Podoba mi się! Ale charakter! - Brujah spojrzał na Księcia. - Demo coś tam, niezłe rybeczki masz w akwarium. Dziękuję, że wstałeś gdy chciałem wyjść. Doceniam i zapamiętam...
Democritus nie zaszczycił Brujaha nawet jednym spojrzeniem, Christian nie czekał jednak na to, odwrócił się i poszedł w ślady Malkavianki, opuszczając salon. Zaraz za nim wyszedł także Max Damage, który cały czas opierał ścianę tuż obok wejścia do pokoju.

- Chcę teraz pomówić z osobami, które są wymienione w testamencie. Reszcie dziękuje za przybycie. - odezwał się Książę.

Ventrue stojąc za biurkiem pozostał niewzruszony, ignorując wystąpienie Anarchisty. Członkowie powstającej koterii zorientowali się, iż atmosfera uległą zmianie od chwili, gdy dwa Świry wniosły dziwaczny zegar. Żałobnicy samotnie, lub grupkami opuszczali dom Atrahasisa. Ci, którzy nie zdążyli tego uczynić wcześniej, zrobili to teraz, na wezwanie Księcia. Po chwili w drzwiach pojawił się Nosferatu.

Wybrańcy Reda stanęli przed obliczem Democritusa, który strzepnął nieistniejący pył z garnituru i ponownie zasiadł za biurkiem.

- To bardzo trudna sytuacja dla was, albowiem Spokrewnieni miasta Charleston będą się wami interesować. Z pewnością w głowach tych, którzy byli tutaj obecni, już zrodziło się wiele pytań. To oczywiście oznacza także problemy - przerwał na chwilę lustrując zebranych spokojnym, chłodnym wzrokiem.

- To, jak sobie z tym poradzicie, pozostawiam wam i nie będę w to ingerował, dopóki zachowane zostaną prawa Camarilli. To wasze śledztwo, więc, jak sądzę posiadacie kompetencje do tego, by je poprowadzić. Zdecydowałem jednak, że skoro nieruchomość należy się wam, na mocy testamentu, nadam temu miejscu status domeny. Mam na myśli dom, wraz z ogrodem. Jednakże sami musicie zdecydować kto z was będzie oficjalnie jego panem, lub panią - dodał, patrząc na Victorię. - Macie kwadrans na ustalenie tego. Jeśli nie dojdziecie do porozumienia uznam, iż skoro nie potraficie współpracować już na początku to znaczy, że nie podołacie zadaniu jakie wyznaczył wam mędrzec.

Ventrue spojrzał na zegarek dając do zrozumienia, że odmierza czas.
Horacy: Zwiedziłeś praktycznie całe pierwsze piętro. Nie znalazłeś jak na razie nic interesującego, jednakże zorientowałeś się, że znajduje tam: biblioteka, prywatny gabinet Red'a oraz pracownia alchemiczna. Reszta drzwi jest zamknięta i nie wiesz co jest za nimi. Odwiedziłeś tylko te, które miały otwarte zamki w drzwiach. Na grzebanie przy zamkach brakło czasu, bo czujesz że Democritus cie wzywa. Nie jesteś w stanie się temu oprzeć.
Victoria: Bez rzutów na Empatię wiesz, że Primogen Toreadorów jest bardzo negatywnie nastawiona do Sidoni.
Terry: Podczas wymiany zdań między Malkavianką, a Ventrue widzisz jak wskazówka zegara bardzo delikatnie drga, jakby nie wiedziała w którą stronę się przesunąć.
Ostatnio zmieniony 26 lutego 2015, 22:01 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 17 lutego 2015, 17:20

Wypowiedź odnosi się do zagrywki Lasombry, jeszcze przed tym jak Książe wymiótł całe pospólstwo z salonu.
- Stare historie Rodzinne są jak świeże blizny, łatwo je rozdrapać i przywołać ledwie ukojony ból. Historia moich braci i sióstr jest jak namiętny romans, zwłaszcza jeżeli chodzi o kontakty z Bruha. - tu na krótką chwile oczy Gavina zeszkliły się, jakby odczytywał coś z przeszłości - Pełno w nim gniewu, pasji i perwersyjnej radości, o którym pamiętamy My i Oni - określił temat najtaktowniej jak potrafił, zwłaszcza że okoliczności zobowiązywały do przestrzegania pewnych zasad.

- Wedle obrazu jaki mi naszkicowano, dzisiejsze spotkanie miało być nieco bardziej kameralne - tu uśmiechnął się wyrażając dosadnie, jak bardzo radowałby się ten wampir, gdyby takim było - Niemniej, skoro już nie jest to należy wyciągnąć z niego jak najwięcej, styl nie gra roli póki wywołasz efekt. Myśli zaczną krążyć a wywołają drgania, drgania przechodzą w pieśń, pieśń możesz usłyszeć i znaleźć w niej fałszywe tony. Rozplącz te tony, a znajdziesz to na czym obojgu nam zależy. - mówił ściszonym tonem Ravnos. - Myślałem że każdy wie że Ravnosi są bardzo.. - tu pstrykną palcami prawej dłoni dwukrotnie, szukając odpowiedniego słowa - absorbujący w większym towarzystwie. - dokończył, sprzedając Lasombrze łobuzerski uśmiech.

- Wiem, co robię, Madam. Nie jestem najwybitniejszym tancerzem na tej imprezie, jednak przebywanie z takowymi nauczyło mnie jednego czy dwóch kroków. Należy o nich pamiętać zwłaszcza gdy tańczy się z kimś, z kim tańczyć się nie chce. - Zakończył dość uszczypliwie Ravnos.
Staram sie opanować po ostatniej, dość namiętnej konwersacji. Jeżeli mi sie to nie udaje to używam Aktorstwa by brzmieć jak osoba opanowana.
Całą wypowiedź staram się prowadzić w tonie dość zrównoważonym, z delikatnymi naciskami na słowa które są bardziej zabarwione emocjonalnie (rzut na ekspresje?):
[center]
"Pełno w nim gniewu, pasji i perwersyjnej radości" - rozbawienie,
"dzisiejsze spotkanie miało być nieco bardziej kameralne" - niezadowolenie,
"a znajdziesz to na czym obojgu nam zależy" - wyrażenie woli współpracy,
"Wiem, co robię, Madam" - pewność siebie.

OD MG: Test Ekspresji ST:6 = 4 sukcesy. Wyszło dokładnie tak jak tego chciałeś. A nawet odrobinę lepiej. Brzmisz przekonywająco i naturalnie.
[/center]
Po wprowadzeniu ultimatum przez Ventrue.
- Niech Lasombra przejmie domenę, przynajmniej listonosz nie będzie uciekał w podskokach jeśli ją kiedykolwiek zobaczy. - określił dość jasno swoje zdanie Gavin.
Dla Ravnosa jasnym wydaje się iż tą kupę cegieł przejmie Lasombra, zwłaszcza że w innym wypadku sugerowałoby to niespójność w koterii. W jego mniemaniu Ventrue i Lasombra to prawie to samo. Różnica polega na tym ze Ci pierwsi siedzą na większej części kanapy, a Ci drudzy nie boją się wpychać na nią z użyciem łokci..
Ostatnio zmieniony 17 lutego 2015, 19:18 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 17 lutego 2015, 18:00

Namtar stanął w pewnej odległości za zebranymi, podkreślając w ten sposób dystans do ich spraw i układów. Polecenia Księcia nie odebrał osobiście, uznając, iż takie kwestie, jak posiadanie domeny czy rozmowy z Amirem należą do Niewiernych. Nie czuł się w żaden sposób częścią tej koterii. Jedynym, co wiązało go z tymi Bękartami Khayyina był Kontrakt. A zapłata w krwi została już uregulowana. Teraz miał chwilę, aby przejrzeć się osobom, których dotyczyła umowa i na tym skoncentrował swoją uwagę, zachowując milczenie.

Kobieta, Świr, Śmieć i Nosferatu. Jedynie do tych ostatnich nie miał większych zarzutów. Przynajmniej nie udawali, że są czymś innym niż potworami... Lub też klątwa w ich żyłach nie pozwalała im tego ukryć, zmuszając do szczerości tak rzadkiej wśród Munafiqun. Kobieta była zdrajczynią własnej krwi, więc mógł pozwolić jej żyć. Reszta stanowiła elementy, które będzie musiał znieść. Umiał być cierpliwy. Zresztą mogło być gorzej. Niemniej zdecydowanie mogło też być lepiej... Nie było sensu jednak dyskutować z wyrokami losu. Mektub.

Przelotnie zastanowił się, na ile świadomi byli jego obowiązków i priorytetów - ale omówienie tych kwestii wolał pozostawić na koniec, gdy Amir opuści już to miejsce.
Stoję z tyłu, wyglądam jak ochrona, a nie jak ktoś kogo interesują prawa własności i nie odzywam się. Czekam, aż skończy się ta rozmowa, by powiedzieć to, co sam mam do powiedzenia.
Ostatnio zmieniony 18 lutego 2015, 12:55 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 17 lutego 2015, 19:06

Terry zastygł z głupim uśmiechem na twarzy w momencie gdy książę zaczął wypraszać wszystkich z domu. Wszystko to stało się jakoś szybko, niemal jakby ktoś wcisnął przycisk przewijania na kontrolerze wszechświata. Ocknął się kiedy Democritus zaczął odmierzać czas.

- Niech Lasombra przejmie domenę, przynajmniej listonosz nie będzie uciekał w podskokach jeśli ją kiedykolwiek zobaczy. -odezwał się jako pierwszy Ravnos. Terry też postanowił szybko podzielić się swą opinią.

- Powiedział Pan: "Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego." Nie potrzeba mi bogactw ni domów wystawnych - tu robiąc wymowną pauzę spojrzał na księcia dając mu do zrozumienia że do niego kieruje następne zdanie. - Ni tym bardziej kłopotów z tym związanych, bo stąd zapewne pośpiech i konieczność wyboru. Przeto przychylę się do przedmówcy mego i jako i on przede mną na Czarną Panią zagłosuję.
Jest mi serdecznie wszystko jedno i nie widzę tak naprawdę istotnego powodu dla którego ktokolwiek ma myśleć inaczej. Stąd posłużę się podjętym już przez kogoś wyborem. W razie mety będę miał kogo obarczyć winą :D
Ostatnio zmieniony 17 lutego 2015, 19:13 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ