: 10 lutego 2015, 02:28
Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House
[center]
[/center]
Z pozoru niewygodne krzesło okazało się jednak być bardzo przytulnym punktem obserwacyjnym. Gavin zdecydował się kontynuować taniec zgodnie z podanym rytmem. Tango, tango tango...
Nowo przybyły wampir podążał wzrokiem za subtelnymi gestami Dellona, zapamiętując imiona i twarze. Pobieżna charakterystyka postaci dawała pewne wyobrażenie o tym co jego rozmówca uważał na temat zgromadzonych. Wstępna, dość sztywna maksyma "miasta pod rządami Ventru" ustępowała powoli coraz bardziej osobistym i emocjonalnym wypowiedziom. Ravnos z uśmiechem przyjął podarowaną przez Ventru wizytówkę, po czym sprawdził co jest po obu jej stronach.
- Obecnie jednak chciałbym lepiej zapoznać się z miastem, zanim cokolwiek postanowię. Rozumie Pan, jestem ciekaw nowych miejsc, a to miasto musi skrywać tyle czarujących zakątków. Czy są tu może jakieś warte odwiedzenia Elizja? Mam na myśli takie do których wpuszczono by mnie z moją - tu zamyślił się na chwile - aparycją. Sam Pan rozumie. Nie w każdym miejscu jesteśmy, mam na myśli mój klan, mile widziani. - Ravnos uśmiechnął się szelmowsko, mając pewność że oboje rozumieją o co chodzi.
- Z drugiej strony, czy są tu jakieś miejsca gdzie lepiej nie zapuszczać się nocą? Obecność przedstawicieli Sabatu napawa moją osobę pewnym... niepokojem. Tak, niepokój to dobre słowo. Spotkanie z rozochoconą sforą nie jest czymś co ktokolwiek by dobrze wspominał. No chyba że należy do pewnej specyficznej części Rodziny która para się takimi przyjemnościami. - Tu Gavin chwilowo skupił wzrok na Assamicie, nie było wątpliwości że obaj wiedzą o kogo chodzi.
[center]
[/center]
[center]https://www.youtube.com/watch?v=VjWakBmGWm4[/center]
Podczas wysłuchiwania, ostatniej wypowiedzi Harpii, młody Ravnos wodzi wzrokiem po bardzo obiecujących kształtach Primogen Torreadorów. Coś go kusiło, wołało z głębi jego duszy, jego ciemność, jego pragnienie! Głos niczym wąż, niepowstrzymanie piął się w górę a narastająca żądza syczała coraz donośniej, kąsała coraz dosadniej... Zagraj: wszystko albo nic! Po chwili Gavin nachylił się konspiracyjnie w stronę Dellona. Nie nachalnie, o nie, jednak na tyle by mógł ściszyć głos i być pewien że tylko oni dwaj są świadomi kilku następnych zdań.
- Odnośnie pracy to hmm... Gdyby było to, na przykład, dotrzymywanie towarzystwa madam Vigier to... Camarilla mogłaby liczyć na moje pełne oddanie. Chociaż inne rozrywki także mnie interesują. Rozumie Pan panie Wels, każdy czasem potrzebuje odrobiny ciepła by przypomnieć sobie jak to jest być znowu żywym - Tu spojrzenia Gavina i Wels'a spotkały się na chwile... odrobinę za długą chwile. - Niemniej, jestem, zainteresowany. - Zaakcentował każde słowo Zwodziciel.
- Jak to jest że na pogrzeb tak znakomitej osobistości jak Red Wisdom nie zawitał żaden przedstawiciel klanu Nosferatu? - zapytał po chwili Gavin jakby odkrył Amerykę. - Czy między nim a Dziećmi Podziemi istniała jakaś waśń?
[center]
[/center]Z pozoru niewygodne krzesło okazało się jednak być bardzo przytulnym punktem obserwacyjnym. Gavin zdecydował się kontynuować taniec zgodnie z podanym rytmem. Tango, tango tango...
Nowo przybyły wampir podążał wzrokiem za subtelnymi gestami Dellona, zapamiętując imiona i twarze. Pobieżna charakterystyka postaci dawała pewne wyobrażenie o tym co jego rozmówca uważał na temat zgromadzonych. Wstępna, dość sztywna maksyma "miasta pod rządami Ventru" ustępowała powoli coraz bardziej osobistym i emocjonalnym wypowiedziom. Ravnos z uśmiechem przyjął podarowaną przez Ventru wizytówkę, po czym sprawdził co jest po obu jej stronach.
Podczas monologu Dellona używam empatii by wyczuć emocje za wypowiedziami Ventrue. Sam fakt że powiedział coś więcej o Max'ie i Furii świadczy że cieszą się oni jego zainteresowaniem. Czy też kobiety o silnym charakterze są tym co Harpia darzy głębszym... afektem?
- To zależy na czym taka zabawa miałaby polegać - powiedział Gavin tonem wyrażającym zainteresowanie, chociaż jego wzrok nadal utrzymywał się na wizytówce. Po chwili jednak pierwszy z "kluczy do tego miasta" znikną w jednej z wewnętrznych kieszeni. - Obecnie jednak chciałbym lepiej zapoznać się z miastem, zanim cokolwiek postanowię. Rozumie Pan, jestem ciekaw nowych miejsc, a to miasto musi skrywać tyle czarujących zakątków. Czy są tu może jakieś warte odwiedzenia Elizja? Mam na myśli takie do których wpuszczono by mnie z moją - tu zamyślił się na chwile - aparycją. Sam Pan rozumie. Nie w każdym miejscu jesteśmy, mam na myśli mój klan, mile widziani. - Ravnos uśmiechnął się szelmowsko, mając pewność że oboje rozumieją o co chodzi.
- Z drugiej strony, czy są tu jakieś miejsca gdzie lepiej nie zapuszczać się nocą? Obecność przedstawicieli Sabatu napawa moją osobę pewnym... niepokojem. Tak, niepokój to dobre słowo. Spotkanie z rozochoconą sforą nie jest czymś co ktokolwiek by dobrze wspominał. No chyba że należy do pewnej specyficznej części Rodziny która para się takimi przyjemnościami. - Tu Gavin chwilowo skupił wzrok na Assamicie, nie było wątpliwości że obaj wiedzą o kogo chodzi.
[center]
[/center][center]https://www.youtube.com/watch?v=VjWakBmGWm4[/center]
Podczas wysłuchiwania, ostatniej wypowiedzi Harpii, młody Ravnos wodzi wzrokiem po bardzo obiecujących kształtach Primogen Torreadorów. Coś go kusiło, wołało z głębi jego duszy, jego ciemność, jego pragnienie! Głos niczym wąż, niepowstrzymanie piął się w górę a narastająca żądza syczała coraz donośniej, kąsała coraz dosadniej... Zagraj: wszystko albo nic! Po chwili Gavin nachylił się konspiracyjnie w stronę Dellona. Nie nachalnie, o nie, jednak na tyle by mógł ściszyć głos i być pewien że tylko oni dwaj są świadomi kilku następnych zdań.
- Odnośnie pracy to hmm... Gdyby było to, na przykład, dotrzymywanie towarzystwa madam Vigier to... Camarilla mogłaby liczyć na moje pełne oddanie. Chociaż inne rozrywki także mnie interesują. Rozumie Pan panie Wels, każdy czasem potrzebuje odrobiny ciepła by przypomnieć sobie jak to jest być znowu żywym - Tu spojrzenia Gavina i Wels'a spotkały się na chwile... odrobinę za długą chwile. - Niemniej, jestem, zainteresowany. - Zaakcentował każde słowo Zwodziciel.
Spoiler!
Po tej zagrywce Gavin wycofuje się jednak, kierowany odczuciem że być może zbyt śmiało sobie poczyna. Próbuje dalej kontynuować rozmowę, sprawdzając w miarę dyskretnie wzrokiem na kogo jeszcze mogła zadziałać jego mała sztuczka.- Jak to jest że na pogrzeb tak znakomitej osobistości jak Red Wisdom nie zawitał żaden przedstawiciel klanu Nosferatu? - zapytał po chwili Gavin jakby odkrył Amerykę. - Czy między nim a Dziećmi Podziemi istniała jakaś waśń?
Gavin właśnie pojechał bardzo mocno po bandzie, zwłaszcza w świecie zrównoważonych i wiecznie opanowanych nieśmiertelnych. Niemniej jest to coś, co najbardziej go w takich operacjach przeraża i pociąga. Wywoływanie fal, efekt domina - emocjonalna reakcja lub zakłopotanie. cały nektar tego zamieszania. Pierwsze krople trucizny zwanej emocjami skropiły ziemie, teraz pytanie: jakiego rodzaju demona obudziłem?
[/center]
[/center]
[/center]