Keth napisał/a:
Rozprawialiśmy o graniu Uruk-hai z WKW, więc chętnie do tego wątku wrócę po to, by pokazać jak ja bym zagrał taką postacią. Po pierwsze, ja widzę WKW jako naprawdę wysoko stojącą warstwę arystokracji, kłaniającą się jedynie elicie władzy (ilu w końcu książąt może mieszkać w jednym mieści, poza Ostrogarem?). Ta szlachta ma ogromne wpływy, cieszy się powszechnym szacunkiem i lękiem, a w przypadku UH jeszcze trzyma stery władzy na Orkusach. Jeśli Mistrz Gry zgodziłby się na oddanie w me ręce takiej postaci, musiałby naturalnie zdawać sobie sprawę, że kierowanie życiem UH/WKW odbywa się na zupełnie innym poziomie niż gra bohaterem chłopem czy mieszczaninem (nawet ubogim szlachcicem). UH/WKW otwiera już na starcie zupełnie nowe perspektywy i naprawdę ułatwia wiele spraw, pozwalając przy okazji od początku prowadzenia postaci skoncentrować się na niestandardowych przygodach (rozwinę tę myśl później).
Według mnie bzdury opowiadasz ... nie pokłoń się czarnemu rycerzowi na trakcie to jeśli przeżyjesz to Ci pogratuluje.
Pewnie średnio go będzie interesowało czy jesteś synkiem tego tana czy tamtego, on ma 10 poziom a Ty 0 poz. i nie okazałeś mu szacunku. Jak już mówiłem moja postać jest jednym z wielu synków arystokraty, mogę się tylko powoływać na rodzinę. Herb może i znają w mieście, ale nie muszą znać mnie, raczej mojego ojca.
Keth napisał/a:Jestem zatem kapłanem/czarnoksiężnikiem, oddanym z całego serca misji umacniania wiary w Katana. Jako syn wysokiego tana (tytulatura z łapanki, ale lepsza taka jak wcale) cieszę się w rodzinnym mieście poważaniem już z racji swego szlachetnego urodzenia (nawet na POZ 0). Jak wspomniał jeden z przedmówców, mój herb jest doskonale rozpoznawalny w okolicy, a sam dźwięk nazwiska otwiera większość drzwi. Będąc zdecydowanym wrogiem bohaterów-sierot samotnych jak palec i od początku bezdomnych ustalam wraz z Mistrzem Gry szczegóły dotyczącej mojej rodziny (to jeszcze na etapie tworzenia postaci). Szczegółowo rozpisana rodzina to inwestycja na przyszłość, to punkty zaczepienia dla wielu nowych wątków w przygodach oraz wsparcie w życiowych problemach. Syn poświęcający swe życie karierze duchownego w służbie rasowego bóstwa najpewniej zjedna sobie ogromną przychylność i życzliwość ojca, więc nie muszę się raczej przejmować zatargami na linii BG-rodzina (chyba, że Mistrz Gry zdecyduje inaczej) - w końcu dla rodziny to raczej powód do dumy, że wybrałem taką właśnie profesję, prawda?
Rozpisawszy rodzinę biorę się za majątek początkowy. Żeby nie powielać wcześniejszych postów, skrócę ten fragment do minimum. Skoro zasady mówią, że mój majątek można oddać w dzierżawę i że generuje on co rok stosowny dochód, to na 99% musi to być ziemia (ewentualnie z infrastrukturą). Przyjmuję, że dostałem owo pole agawy czy malutką bimbrownię czy fermę norek od ojca w prezencie na dobry start w życiu (argument o obyczajach uruków opartych na dzikich obyczajach plemiennych trochę mi nie podszedł, w końcu orki rządzą od ostatnich dziewięciu tysięcy lat, więc to dość czasu, by się jednak ucywilizować). Jak już pisałem wcześniej, ja nastawiam się na start z dużą gotówką zamiast inwestycji majątkowych na przyszłość. Sprzedaję ziemię/fermę z pomocą kupca (dla wrażliwych na aspekt kupczenia: za pośrednictwem lokalnego mistrza gildii kupieckiej). Wszystko mi też jedno, komu sprzedaję, czy radzie miasta czy innemu urukowi, byle ten ktoś był wypłacalny. Robię wszystko, by wyciągnąć maksimum (szczegóły we wcześniejszych postach). Jak wszystko pójdzie dobrze, mam sześć i pół tysiąca PLUS te 450 w gotówce na start (wcześniej o tym zapomniałem), więc zaczynam grę z sakiewką wartą siedem tysięcy sztuk złota. Co mówicie? Że maksymalna przeginka? Że tak się nie powinno grać? A ile razy w życiu trafi się Wam kombinacja UH/WKW?
Ucywilizować to się pewnie ucywilizowali, etykietę znają, nie są idiotami, ale mentalność i podejście do życie pewnie cały czas mają takie samo. Jeśli jesteś "silny", wykażesz się, udowodnisz że coś znaczysz to wtedy w oczach ojcach coś sobą reprezentujesz. Twarda ręka bez głaskania po główce.
Nadal nie wiem o jakim majątku mówisz, to należy do rodziny, nie ma nic poza 450 sztukami złota. Myślisz że na start dostanę rękę księżniczki i połowę królestwa? Na wszystko trzeba sobie zasłużyć i zapracować.
Co do następnej kwestii ... Czy ja wiem czy to powód do dumy dla na przykład takiego barona że jego syn zamiast zajmować się rodzinnym majątkiem (bo powiedzmy to jest jedyny dziedzic) to wybrał drogę poszukiwacza przygód, nie wydaje mi się. Każdy uruk wyznaję katana, to jest obowiązek, a to że jestem kapłanem to niewiele zmienia. Jak już mówiłem na pewno jest wiele korzyści płynących z tego tytułu że jestem arystokratą ale nie popadajmy w skrajność ...
Moja rodzina coś znaczy, a postać prawie nic.
Keth napisał/a:Zapewne ukończyłem naukę profesji kapłańskiej (a najpewniej również czarnoksięskiej) w rodzimym mieście, więc jestem silnie powiązany z główną świątynią Katana w tym miejsc. Docierając do tego etapu nie zaczynam gry zespołowej, tylko proszę Mistrza Gry o indywidualną minisesję, nie zamierzam bowiem jeszcze narażać na szwank swej cennej i delikatnej skóry. Najpierw inwestycje w siebie, potem niebezpieczny szlak. Tu pojawia się idea zakupu formuł dziesięciu nowych czarów (kapłańskich/czarodziejskich) pierwszego kręgu. Kombinacja UH/WKW oznacza niemal swobodny do nich dostęp, więc nie przewiduję większych kłopotów z zakupem, ale uważam, że wszystkie te zabiegi powinny być w odpowiednio sposób zagrane (właśnie na indywidualnej sesyjce sam na sam z MG, drużyna bardziej tu będzie zawadzać niż pomagać). Kwestia mechaniki społecznej: gdzie szukam formuł, za jakie sznurki pociągam, na jakie nazwiska się powołuję? - gracz powinien to wszystko przedstawić w szczegółach zamiast zadeklarować sucho "kupuję dziesięć pergaminów", bo jego uruk obraca się we wpływowych kręgach, a przez jego ręce przepływa spora gotówka, tego rodzaju interesy stanowią istotny element gry i budują zaplecze na przyszłość. Załóżmy, że pierwszy tysiąc z sakiewki idzie na nowe czary, a kończąc naukę profesji BG wchodzi ze startu w posiadanie innych pięciu (2k5). Magiczna księga aż trzeszczy w szwach, a UH siedzi sobie w ciepełku w świątyni lub u swego rodziciela i studiuje formuły, dopóki wszystkiego nie opanuje. Kiedy już się to uda, przechodzę do kolejnego kroku w rozwoju postaci.
I od razu proste pytanie. Co stanowi pokusę wręcz nie do odparcia dla magika, który właśnie poznał nowy czar? Który zna jego formułę oraz teoretyczny opis działania, ale nie stosował jeszcze w praktyce? Odpowiedź oczywiście wszyscy znamy, a w przypadku UH/WKW nie dotyczy nas problem braku gotówki na PM. I oto ciąg dalszy indywidualnej minisesji. Testuję w praktyce wszystkie swoje zaklęcia, w zależności od efektu działania na sobie samym, na konfratrze czarnym rycerzu lub psie ogrodnika. Jeśli o kaleczące czary idzie, nie rzucam się co koń wyskoczy w dzicz, by dorwać tam pierwszego lepszego goblina i potraktować go czarnym pociskiem, oj nie. W zamian wysyłam sługi do lokalnego więzienia lub na targ niewolników (Get-war-gar z niewolniczych targów przecież słynie), aby kupili mi jakiś tani obiekt doświadczalny. Co ktoś tam krzyczy? Że to nieetyczne? W razie rozterek moralnych polecam szczerą rozmowę z przyjacielem czarnym rycerzem, on rozwieje ewentualne wątpliwości! Na eksperymenty pójdzie sporo mocy, ale koszty wciąż jeszcze nie stanowią problemu, pojawia się zaś w zamian nowa korzyść - Punkty Doświadczenia. Każdy Mistrz Gry podchodzi do nich inaczej, wielu drastycznie modyfikuje oryginalne zasady dotyczące tego zagadnienia, jeśli jednak oprzemy się tutaj na MiMach, udane rzucenia zaklęć przyniosą mojemu urukowi od 15 do 150 pedeków! Do tego może jeszcze dojść kilka PD z okazji udanego zastosowania jakiejś zdolności profesyjnej i być może zyskam dość PD, żeby już na koniec indywidualnej sesji skoczyć o jeden czy może nawet dwa POZ.I tak dzięki swej pozycji społecznej, powiązaniom rodzinnym i bogactwu rozpoczynam grę drużynową jako kapłan/czarnoksiężnik w konfiguracji POZ 1/0, 0/1 albo jeszcze wyższej, z dostępem do kilkunastu zaklęć i pełnym amuletem. Dobór ekwipunku i świty to temat na zupełnie nowego posta, zrobię sobie przerwę!
Zaklęcia kapłańskie dostaje się od bóstwa, u nas ich się nie uczy (jesteś kapłanem nie magiem, Twoje zaklęcia oparte są na wierze), gorzej ma np mag, bo nie dość że musi się ich nauczyć to jeszcze jest coś takiego jak czary autorytatywne.
Mistrza Czarnoksięstwa że tak powiem już sobie załatwiłem pociągając za odpowiednie sznurki, a w świątyni katana w mieście mnie znają.
Tak samo nie ma u nas takiej bzdury jak kupowanie PM za pieniądze, dla mnie to jest totalne nieporozumienie. PM nie są towarem, który można kupić jak landryny na targu, jego odzyskiwanie jest trochę łatwiejsze (po prostu nie musi to być odpoczynek/sen w super warunkach, choć w czasie podróży odzyskujemy jednak mniej) ale na straganie się go nie kupi, można się dogadać w gildiach magowskich, lub poprosić znajomego maga o pomoc, jeżeli potrzebne są większe ilości, lub po prostu samemu magazynować go w jakimś przedmiocie specjalnie do tego celu przygotowanym. KONKRETNIE: Mag odzyskuje 1/10 UM w ciągu godziny - w dobych warunkach. Moc to moc i jest to coś bardzo indywidualnego, przypisanego do postaci czarującej, oczywiście można uważać, że sprzedaż PM jest ok, super, że to element oryginalności KC - oryginalne na pewno jest, ale czy sensowne.. Tak w ogóle - miło jest czerpać moc z "powietrza", można w ciągu chwili stać się multimilionerem, na szczęście niewielu ma tak wysokie UM, ale nie wiem czemu jeszcze nie rozwalili rynku, bo ja bym się chyba nie oparł pokusie Trochę poszkodowani są również kapłani, którzy czerpią moc od swoich kochaniutkich bóstw, pewnie im zabraniają kupowania nieoryginalnego towaru. Kupowanie mocy nie jest zbyt fortunne. Energia magiczna powinna być czerpana z otoczenia lub z własnego organizmu. PM to nie tuszonka czy bułeczki, którymi można tarżyć. Podobnie kupowanie czarów - źródła mocy magów, które winno być zazdrośnie strzeżone...
Dla mnie zakup PM jest czymś nienaturalnym, jak już pisałem potężny mag może mieszkać na pustkowiu i nie mieć kontaktu z innymi istotami, nie może to jednak powodować iż nie będzie mógł czarować, jest to ograniczenie nie mające logicznego uzasadnienia.
Jak to na innym forum zostało napisane :
PM powinien zależeć od statystyk ponieważ to one określają potęgę MAGa! PM to nie jest surowiec, to nie są jajka, które kupuje się od przekupy na targu! Moc otacza wszystko w około i dlatego istnieje magia, każdy z czarujących ma pewien potencjał, pewną moc, pewne zdolności czarowania. Zdolny mag swobodniej rzuca czary i rzuca ich więcej gdyż ma większe możliwości wynikające z jego potęgi a nie zasobności kieszeni! Mag czaruje bo ma moc a nie złoto w kieszeni! Poczytaj sobie o Ged'zie (Urszula LeGuin) czy Gandalfie (Tolkien) a najlepszym przykładem jest czarodziej z opowieści o Gotreku i Felixie - popatrz jak wraz ze wzrostem umiejętmności rzuca więcej czarów, nie chodzi i nie kupuje PM tylko odpoczywa i odzyskuje moc! (sorry ale pomysł kupowania PM jest dla mnie bzdurny). Ciekawe co twoim zdaniem ma zrobić niemajętny czarnoksiężnik mieszkający na pustkowiu gdy zabraknie mu mocy? Zapierdzielać na targ do miasta - bez sensu.
Kolejna sprawa, to że jestem urukiem nie upoważnia mnie do tego żeby zabijać wszystkich jak leci (jako arystokrata pewnie bym głowy nie dał, ale pokaźna grzywna by była, oczywiście niewolnicy to co innego), co prawda w obronie własnej owszem ... Poza tym u nas w miastach nie za bardzo można używać magii, nawet żeby się teleportować trzeba mieć odpowiednie pozwolenia i koneksje (szczególnie w stolicy).
Jeżeli chodzi o PD to wszystko zależy od MG, akurat u nas na początku bardziej liczy się odgrywanie postaci.