Strona 3 z 18

: 03 kwietnia 2012, 09:48
autor: czegoj
Według mnie powinniśmy trochę zaimprowizować, ale to tylko moje zdanie.
Alex oczywiście nie będzie za bardzo ingerował w rozmowę z Costello. W sumie większość pytań początkowych zostało już zadane, poczekam na odpowiedzi i zostawię śledztwo lepszym od siebie. Oczywiście czarująco uśmiechnie się do wracającej sekretarki. Public relations jest najważniejsze.:D

: 03 kwietnia 2012, 15:03
autor: 8art
Biuro Cotello i Spółka, Arkham 22 listopada 1920;

Sekretarka wprowadziła mężczyzn do gabinetu szefa. Costello był na oko pięćdziesięcioletnim, otyłym i jowialnie wyglądającym mężczyzną. Przyglądał się gościom spod grubych, acz gustownych okularów.

- Dzień dobry Panom. Proszę siadać. Liz przekazała , że macie do mnie ważną i nie cierpiącą zwłoki sprawę. Zatem jak mogę pomóc?

Detektyw wyciągnął legitymację:

- William Hutchinson, private investigations. Pracujemy dla pana Corbitta i zajmujemy sie aktualnie sprawą jego domu przy Washington Street. Jak mniemamy, opiekuje się Pan nieruchomością naszego pracodawcy. Chcielibyśmy uzyskać od Pana i informacje na temat najemców domu i ich obecnego miejsca zamieszkania.

- Hmmm... - Costello pomyślał chwilę. - Zaraz każę przyszykować teczkę z historią nieruchomości. Ale raczej nie będzie tam aktualnych adresów. Z tego co pamiętam, nie pośrednicze już żadnej z tych osób i nie mam obowiązku archiwizacji tego typu danych. Musielibyście takie informacje weryfikować na policji. Mam jednak historie zamieszkania, referencje i inne papiery do wglądu. Interesuje Panów coś szczególnego?

- W zasadzie to zastanawiające jest dla naszego pracodawcy czemu jest tam tak duża rotacja? Czy najemcy zgłaszają jakieś problemy? Dlaczego tak często się wyprowadzają? - wtrącił się w końcu Alex. Costello nieskrępowany gradem pytań odpowiedział spokojnie:

- To dość specyficzny dom. Położony w drogiej dzielnicy, lecz zaniedbany. Owszem, jak słusznie Panowie zauważyli, najemcy zmieniają się dość często. Myślę, że przyczyna tkwi w opłatach: przeszło tysiąc pięćset dolarów za rok za sam najem, a standard nieruchomości pozostawia wiele do życzenia, jak na taką okolicę. Proszę do tego doliczyć opłaty bieżące i bardzo wysoki w tej okolicy podatek miejski. A status finansowy najemców nieco odbiegał od klasy społecznej sąsiadów, jeśli mam być szczery. Konkluzja nasuwa się sama. Tych ludzi nie było stać na dom w takiej dzielnicy.

A skargi Panie Cotello?- przerwał detektyw.

- W materiałach mam całą listę "skarg" - Ryan ironicznie podkreślił ostatnie słowo. - Jeśli skargami można to nazwać. Ci ludzie po prostu próbowali moim zdaniem zbić cenę, a uwierzcie mi skarżyli się na wszystko. O ile niektóre zażalenia miały sens i zajmowaliśmy się nimi z pełnym zaangażowaniem, to niektóre, wybaczcie Panowie, były co najmniej żałosne. "W domu straszy" i takie tam. No przecież od razu widać, że to szyte grubymi nićmi mierne próby wytargowania czegoś lub wypowiedzenia umowy przed czasem. Nikt o zdrowych zmysłach nie uwierzy w nawiedzony dom. - Cotello zaśmiał się głośno.

Na pytanie Paula o klucze Ryan odparł, iż ma komplet zapasowych kluczy, z kolei drugi zestaw jest depozycie policyjnym, w związku, że ostatnia rodzina została zabrana do szpitala w stanie ograniczonej poczytalności. Ich rzeczy, wraz z kluczami zostały zabezpieczone przez policję. Paul zapytał także o sąsiadów. Uzyskał od Cotello zapewnienie, że choć nie zna tych ludzi osobiście, to mieszka tam śmietanka społeczna miasta i nigdy nie było żadnych komentarzy na ich temat.

Dyrektor agencji wydał dyspozycję Miss Hayworth. Młoda dama wróciłą po kilku minutach. Wciąż uśmiechając się tajemniczo do Alexa podała bibliotekarzowi dość grubą teczkę. Oczom Alexa, Paula i Willa ukazały się druki urzędowe, referencje, umowy, skargi, notatki i rachunki. Podzielili pracę pomiędzy siebie szybko sortując materiały. Pośród setek kartek zawierających dane faktograficzne rodzin i najemców odnaleźli kilkadziesiąt pisemnych skarg z różnych okresów. Większość dotyczyła spraw czysto technicznych jak np konieczności wymiany boilera czy awarii prądu i wiążącej się z tym wizyty elektryka. Kilka jednak było dość zagadkowych. Dr Swallow pisał otwarcie, że w domu straszy: poruszają się przedmioty a on sam "cierpi depresje i powtarzające sie koszmary". Państwo Picton przy wypowiedzeniu umowy zamieścili notkę w której zwracali uwagę na "wyjątkowo straszną atmosfere domu i zasłyszaną historie o dziwnym właścicielu domu i jego testamencie". Pan Flemming pisał, że do domu musi się ktoś włamywać, lub raczej mieć klucze, bo co i rusz odnajduje ślady czyjejś bytności w domu, co doprowadza go depresji i koszmarów. Żądał wymiany zamków, co zresztą uczyniono. Wkrótce potem i tak wyprowadził się. Alex zauważył:

- Znam tego Flemminga. Nie byłem pewien wcześniej, ale już wiem. Pracował przedemną w bibliotece uniwersyteckiej. Może uda nam się do niego dotrzeć.


Wątek techniczny

No więc wywyiad z Cotello niemal skończony. Być może rzucił trochę światła a być może wszystko staje się jeszcze bardziej tajemnicze. Jeszcze jakieś dodatkowe pytania? Dajcie ewentulanie znać gdzie kierujecie następne kroki. Wydaje się, że logiczne będzie jeśli Alex uda się do biblioteki w poszukiwania znajomków Pana Fleminnga, Paul z Williamem,nie wiem może do St. Ann's Hospital? A może spróbujcie wycyganić klucze od Cotello, czy wolicie iść do Corbitta? Proszę o deklaracje. Proszę o deklaracje

Wykonałem dla Was kilka rzutów na Korzystanie z bibliotek. Wydaje mi się, że to najlepsza umiejka do zastosowania w sytuacji kiedy przeglądacie stare papiery. William z wynikiem 39 przy wyraźnie gubi się w papierzyskach, jednak Paul i Alex (wyniki odpowiednio 15 i 40) ratują sytuację. W godzinę przegrzebaliście skutecznie teczkę.

: 03 kwietnia 2012, 18:15
autor: deliad
Dom nie zając nie ucieknie pomyślał William.
- Zanim zaczniemy przepatrywać dom warto wybrać się do szpitala. Ciekawi mnie co da się wyciągnąć do szaleńców.

: 03 kwietnia 2012, 21:16
autor: 8art
Przed biurem Costello & Spółka, Arkham 22 listopada 1920

Wyszli na deszcz z biurowca, w którym spędzili ostatnie dwie godziny. Nasunęli głebiej kapelusze. Było zimno i w dodatku mokro. Alex zwyczajowo włożył ręce w kieszenie płaszcza. Wyczuł palcami lewej dłoni mała karteczkę w kieszeni. Wyjął ją i rozłożył. Jakież było jego zdziwenie, gdy papeterii wyczytał lokalny numer telefonu i krwistoczerowny, szminkowy odcisk ust z podpisem: Zadzwoń...


Wątek techniczny

Taka mała wstawka sytuacyjna. Nie mogłem się oprzeć:) Ruszymy z dalszą akcją jak tylko ustalicie plan działania. Deliad chce odwiedzić szpital. A Meduzzzz i Czegoj?

: 03 kwietnia 2012, 23:59
autor: czegoj
Alex wyraźnie uśmiechnął się po przeczytaniu karteczki. Dzwonienie to taki przejaw nowoczesności. Spoglądnął na tabliczkę do której otwarte jest biuro i oceniając czas udał się do biblioteki w poszukiwaniu śladów Flemminga. Oczywiście wcześniej pożegnał się ze znajomymi i umówił w jakieś pobliskiej restauracji na późny wieczór.

P.S. Rozumiem, że wieczorkiem po później kolacji, będziemy mieli już klucze do domu i będzie można spotkać się już we wnętrzu tego ciekawego pomieszczenia.

: 04 kwietnia 2012, 14:09
autor: 8art
Biblioteka Uniwersytetu Miscatonic, późne popołudnie Arkham 22 listopada 1920;

Brendi zastanwiał się, kto może znać Flemminga. Musiały być to osoby, które zaczęły pracę wcześniej niż Alex. Zostawało zatem już pięć osób: dyrektor Dr Armitage, Ralph Stinson, Kirstie Johnson, Joe Gartrell i Steve Marshall. Dyrektor musiał znać dobrze Flemminga, ale nie było możliwości skontaktowania się z nim. Od kilku tygodni przebywał na konferencji naukowej w Baltimore. Ralph Stinson nie lubił Brendi'ego, więc raczej odpadał jako źródło informacji. Zostawały więc trzy tropy.

Steve Marshall wychodząc z Działu Opracowania wpadł wprost na Alexa. Wymienili kilka zdawkowych zdań, gdy Brendi zapytał kolegę:

- Steve, pamiętasz może Jamesa Flemminga? Wiem, że pracował tu przede mną.

- No Ba! Jakbym nie pamiętał! Przecież biurko w biurko pracowaliśmy.A czemu pytasz?

- Masz jakieś namiary na niego? Kiedyś mieszkał w domu należacym do mojej matki. A teraz mama wzięła się za pisanie historii posiadłości. Chciała zadać kilka pytań dawnemu najemcy. Wiesz jakieś nudy. - Zełgał gładko młody bibliotekarz.

- A tak. Przeprowadził się do Bostonu ale nadal jesteśmy w kontakcie. W końcu to tylko dwadzieścia mil stąd. Szefuje w tamtejszej filii Bostońskiej Biblioteki Publicznej. Daj mi chwilę. Mam gdzieś zapisany jego numer telefonu i adres. Znajdę i Ci przekażę. A jak coś to pewnie zawsze możesz złapać go w jego biurze. Klawy gość, napewno pomoże.


Wątek techniczny

Rozmowę w bibliotece pozwoliłem wstawić w głównym topicu a nie przez PW, bo raczej nie ma nic do ukrycia i zakładam, że poinformujesz chłopaków o wyniku śledztwa. Stolik zamawiasz dla siebie i Panny Hayworth? Czy dla Waszej trójki?

W kwestii kluczy. Gdy kończyliście rozmowę z Cotello, było już po 15.00. Złota rączka, który pracuje dla agencji i zajmuje się szeroko rozumianymi naprawami skończył już pracę, a klucze nie są trzymane w biurze lecz w warsztacie. Możecie stawić się jutro w warsztacie celem dorobienia kluczy. Cotello nie zgodzi się na oddanie Wam jedynego dostępnego mu zestawu.

: 04 kwietnia 2012, 14:23
autor: czegoj
Stoliku nie będę zamawiał, bo nie wiem, czy natrafię na Pannę Hayworth i jednocześnie, nie wiem o której konkretnie trafię do restauracji. Staram się wybrać taką, żeby nie miała największego obłożenia, a jednocześnie była dość długo czynna.

Czekam na pojawiające się możliwości kontaktu z Flemmingem. Jeśli jest blisko to przejdę się (lub przejadę) w odwiedziny, jeśli to zbyt daleko pozostaje kontakt telefoniczny.

Wizytę w domu pozostawiamy na jutro, lepiej żebyśmy nie dostali ostatniego kompletu kluczy, bo jeszcze i ten zgubię.:D

: 04 kwietnia 2012, 14:35
autor: 8art
Wątek Techniczny

Steve poadał Ci adres w Bostonie i numer telefonu. Tak jak wspominałem, by dostać się do Bostonu, potrzebujesz około godziny. Nim trafisz pod wskazany adres, pogadasz i wrócisz z powrotem do Arkham zajmie to na oko około cztery godziny. Możesz mieć ewentulany problem ze złapaniem ostatniego pociągu, a wtedy czeka Cię noc w Bostonie, niestety bez towarzystwa ponętnej Panny Hayworth.

: 04 kwietnia 2012, 14:47
autor: czegoj
Zdecydowanie wybieram kontakt telefoniczny. Jeśli chodzi o rozmowę to postaram się przedstawić sprawę następująco:
1. Przedstawię się, poinformuję, że pracuję w dawnej bibliotece Flemminga oraz że zamierzam również pomieszkać w domu, który wcześniej zamieszkiwał i jednocześnie poinformuje, że dom w części należy do mojej matki.
2. Potem przyjdzie czas na pytania.
- Jak mu się mieszkało?
- Czemu uważa, ten dom za nawiedzony (bo pewnie tak uważa)?
- Czemu się stamtąd wyprowadził?
- Czy ktoś odradzał mu mieszkanie w tym domu?
- Czy dziwne sytuacje w domu zaczęły się w jakimś specyficznym momencie, czy zdarzały się od początku jego pobytu?
- Czy byłby gotów wprowadzić się do tego miejsca powtórnie?
- Skąd się dowiedział o możliwości wynajęcia tego domu?

Kolejność dowolna i oczywiście od toku rozmowy będzie zależne, czy padnie kolejna seria pytań, czy zakończę konwersację, ładnie dziękując za rozmowę i pytając czy będę mógł jeszcze skorzystać z kontaktu jeśli zaszłaby taka potrzeba.

Jeśli chodzi o odpowiedzi to wolałbym, żeby padały w topcku niż na PW, chyba, że rzeczywiście będzie to wiedza tajemna. Łatwiej mi tu czytać w jednym miejscu niż sięgać do PW.

: 04 kwietnia 2012, 22:24
autor: meduzzzz
Paul był bardzo rad z rozdzielenia drużyny. Zaproponował:
- Bill, nie ma sensu żebyśmy wszędzie jeździli razem, tracimy tylko czas. Proponuję, żebyś ty pojechał do szpitala Św. Anny, tobie jako detektywowi prędzej udziela jakiś informacji. Ja tymczasem zrobię mały wywiad wśród sąsiadów, ludzie lubią dzielić się plotkami, szczególnie jeśli chodzi o gazety.


Jeśli Bill się zgodzi to zamiast jechać po sąsiadach zmieniam zdanie i zajeżdżam do biblioteki - zanim przystąpię do pracy chcę dowiedzieć się czegoś o historii tego domu, z większą wiedzą będę miał większą pulę pytań.

: 04 kwietnia 2012, 23:27
autor: 8art
Dom Alexa, Arkham Wieczór 22 lisotpada 1920;

Bibliotekarz odczekał do około godziny siódmej, sądząc, że wcześniej nie zastanie Flemminga w domu. Przeczytał dzisiejszego Arkham Advertiser i zjadł przygotowaną przez gosposię lekką kolację. Alex dał latynowskiej pomocy domowej wyjść wcześniej zważywszy, że było mu to dziś na rękę. Gdy drzwi zamknęły się za gosposią, Brendi w końcu chwycił za telefon. Poprosił telefonistkę o rozmowę zamiejscową z Bostonem i po kilkunastu minutach uzyskał połączenie z Flemmingiem.

James zgodnie z opinią Steve'a w rozmowie rzeczywiście wydawał się świetnym facetem. Ucieszył się z telefonu pracownika Biblioteki Miscatonic, wypytał o pracowników, pamiętał wiele szczegółów. Nim Brendi zdołał skierować rozmowę na właściwy tor spędził już na linii ponad kwadrans.

Flemming mieszkał przy Washington Street przez około osiem miesięcy. Dom był pięknie położony i wtedy całkiem zadbany. Powodami dla których wyprowadził się z tamtego miejsca były: po pierwsze ktoś uporczywie co jakiś czas odwiedzał najmowany dom pod jego nieobecność bez jego wiedzy. A po drugie intratna propozycja pracy w Bostonie. Zapytany o nieproszonych gości, szczegółowo i skrupulatnie wyjaśniał, iż ciągle znajdywał przedmioty domowe w innych miejscach. Jak przyznał jest człowiekiem bardzo pedantycznym i uporządkowanym, co w zawodzie bibliotekarza jest cechą bardzo porządaną. Był absolutnie przekonany, że ktoś musiał odwiedzać dom i przestawiać różne drobiazgi. Zarządał wymiany zamków, co zresztą uczyniono, lecz problem pozostał. Wkrótce potem przeprowadził się do Bostonu.

Na pytanie czy może dom jest nawiedzony zaśmiał się głośno i sam odpowiedział pytaniem: "Czy Pan pyta poważnie czy to taki żart?". Całkowicie zanegował sugestię Brendi'ego, był realistą i nie wierzył w żadne siły nadprzyrodzone. Podejrzewał, że przyczyną dziwnych ruchów przedmiotów były najprawdopodobniej jakieś dzieciaki z sąsiedztwa - głupie kawały nastolatków, bo złodzieje raczej pokusiliby się o zuchwałą kradzież niż w zabawę w kotka i myszkę z właścicielem. Z początku wydawało mu się, że dzieciaki mają jakieś zapasowe klucze, ale bardziej pewne jest iż wchodziły do domu przez któreś z okien, bo problem wciąż istniał nawet po zmianie kluczy. Kilkakrotnie zastawił nawet "pułapki" na dzieciaków, które jak sądził zadziałały i musiały napędzić stracha nieproszonym gościom. Nie powstrzymały jednak tajemniczych wizyt. Cała ta sytuacja powodowała jednak oddźwięk na zdrowiu Flemminga. Przez tych "gówniarzy" oraz niemoc w tej sytuacji miewał koszmary i w końcu popadł w delikatną depresję, co objawiało się wyraźnym spadkiem odporności. Począł miewać uciążliwe dla zdrowia infekcje, ale jak twierdził to normalna reakcja, gdy nie można się porządnie wyspać.

Spytany o teoretyczną możliwość ponownego wprowadzenia się do domu Westona, stwierdził, że jak najbardziej mógłby tam wrócić, oczywiście gdyby miało to jakikolwiek sens. Teraz te uporczywe dzieciaki to już pewnie dorośli, poważni ludzie i dom zapewne nie jest już celem ich wizyt, co zapewniałoby komfort psychiczny. Dodał, że ogłoszenie o wynajmie znalazł, o ile dobrze pamięta, w Arkham Adrvertiser.

: 06 kwietnia 2012, 14:52
autor: 8art
Biblioteka Miejska, późne popołudnie 22 listopada 1920;

Paul buszował po bibliotece od niemal czterech godzin. Bibliotekarka, starsza Pani Williams niecierpliwie patrzyła na zegarek, chcąc już zamknąć. Dziennikarz przekonał ją jednak kilkoma dolarowymi monetami aby została w pracy nieco dłużej. Co trochę prosił kobieta donosiła Gillinghamowi kolejne oprawione roczniki lokalnych gazet. Paul wertował je szybko w nadzieji na wyłowienie wśród milionów liter kilku ciekawych informacji.

Dziennikarz odnalazł notkę z 1866 roku o tym iż dom zbudowano na zlecenie bogatego kupca Richarda Archera. Dom był w posiadaniu spekulanta do 1875, gdy posiadłość odkupił Robert Weston. Kolejną informacją był proces z 1899 roku, jaki wytoczyli Westonowi sąsiedzi, domagając się opuszczenia zajmowanego terenu "ze względu na jego przyzwyczajenia i uciążliwe zachowanie". Najwyraźniej Weston wygrał proces, bo wyglądało iż mieszkał w domu aż do jego zaginięcia w 1905 roku. Kilka lat później zaczął się proces o uznanie Westona zmarłym i o egzekucję jego testamentu, czego zresztą do końca niewyegzekwowano, bowiem Weston zażyczył sobie być pochowanym w piwnicy swego domu. Wykonawcą ostatniej woli Westona był wielebny Michael Thomas, pastor Kaplicy Kontemplacji i Kościoła Pana Naszego Dawcy Sekretów.

W 1917 roku w domu powiesił się Pan Goodyear. Reszta rodziny opuściła dom po serii tragicznych wypadków w wyniku których Pani Goodyear została okaleczona, a dzieci ciężko chorowały. W 1920 roku ostani najemcy Państwo Macario zostali zabrani do szpitala psychiatrycznego w odstępie kilku miesięcy. Powodem był poważny obłęd.


Wątek techniczny

Kilka dobrych rzutów na Korzystanie z Bibliotek. Paul uzyskuje "krzyżyk" przy tej umiejce.

: 06 kwietnia 2012, 22:18
autor: czegoj
Po rozmowie telefonicznej biorę szybki prysznic oraz jak najszybciej w stronę biura, gdzie mam nadzieję spotkać kogoś miłego. Po drodze jeszcze jakiś kwiat - najlepiej biała róża - to zawsze działa i na spotkanie z nieznajomą. Potem oczywiście do chłopaków dowiedzieć się, co ciekawego im udało się dowiedzieć.

: 06 kwietnia 2012, 23:25
autor: meduzzzz
Widząc, że czas ucieka sprawę R. Westona zostawię na potem, tymczasem robię notatki z tego co znalazłem i opuszczam bibliotekę. Póki jest jeszcze dzień udaje się na tourne po sąsiadach zrobic kilka wywiadów do artykułu o tajemnicy starego domu. Później na miejsce spotkania z chłopakami.

: 07 kwietnia 2012, 10:40
autor: deliad
Dzień był szary i ponury. Z niema ciekły stróżki deszczu.
Postać w meloniku przebiegła przez ruchliwą ulicę i przeskakując rynsztok. Padało od rana i rynsztoki miały silny nurt.
Wiliam był przyzwyczajony do takiej pogody. Lubił ją. Deszcz, parasole, gwar i ruch - to wszystko przypominało mu Londyn. Jego rodzinne miasto.
Przystanął i zapalił papierosa. Zmierzał do szpitala świętej Anny.

Nie będzie łatwo spotkać się z państwem Macario. Znając jednak małe zarobki pielęgniarzy powinno udać się umówić spotkanie.

Rozmyślając dotarł do szarego monumentalnego szpitala. Strząsnął wodę z płaszcza i przekroczył drzwi.

Wątek techniczny:

Staram się spotkać z panem i panią Macario. Najlepiej oddzielnie, w ten sposób będę wiedział w ilu sprawach ich historia będzie się pokrywać.