PBF - Czarny Świt

Awatar użytkownika
Jarlaxle
Reactions:
Posty: 132
Rejestracja: 02 listopada 2011, 19:26

Post autor: Jarlaxle » 07 stycznia 2017, 01:17

STANDARD WYPOSAŻENIA WYJŚCIOWEGO:
Włócznia, kopesz, łuk i strzały, trucizna, szarpie, zioła (medyczne oraz do fajki i picia), racje żywnościowe tykwy z wodą...
No może jeszcze szkicownik, to skreślę jakieś mapy ;)
Tomasz "Jarl" Ordycz - dziennikarz (PBF Kl?twa Burzy)
Dragan - Polanin, klanowy my?liwy (PBF Czarny ?wit)
Tiberius - Tactical Marine of Raven Guard (PBF Cie? Ob??du)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 08 stycznia 2017, 16:42

Koronopan, chata Nikodemusa

Wyciągnięta z komórki i zaprowadzona do domostwa Nikodemusa, Oksana milczała przez całą drogę. Młody sędzia powitał to z ukrywaną ulgą, ostatnią bowiem rzeczą jakiej by sobie życzył były histeryczne sceny czynione przez Skandkę w publicznym miejscu. Na uliczkach wioski pojawiało się coraz więcej głęboko niespokojnych i przygnębionych osadników, wymieniających się strasznymi wieściami, snujących czarne wizje przyszłości Koronapanu. Zgodnie z poleceniem Markusa Anton Hayte odwiedzał kolejne domostwa przekazując członkom społeczności informację o tragicznej śmierci Piotra Aksiejewa oraz ciężkich obrażeniach Schillera - to zaś wystarczyło, by sukcesywnie wypłaszać z domów przerażonych osadników. Rwetes czyniony przez wyznaczonych do ekspedycji mężczyzn dodatkowo pogłębiał rodzącą się w sadybie atmosferę niepewności i zalęknienia.

Niewielki domek z drewna i skorodowanego metalu był wcześniej własnością sędziego Richtera, ale po jego śmierci przeszedł w ręce młodego wychowanka stróża prawa. Nikodemus mieszkał w nim samotnie, pozostając jak dotąd nieczułym na zakusy kilku wioskowych dziewcząt marzących o polepszeniu swego społecznego statusu poprzez małżeństwo z nowym sędzią.

Wprowadzona do skromnie urządzonego pokoju gościnnego, Oksana usiadła na wskazanym jej przez Nikodemusa zydlu. Chociaż śmierć Piotra musiała nią głęboko wstrząsnąć, nie okazywała wyraźnych emocji pozostając wierną swej reputacji osoby wyniosłej i niezwykle opanowanej.

- Proponuję szczere przyznanie do winy - oznajmił Nikodemus, który oparł się o futrynę drzwi krzyżując ramiona na piersiach. Stojący obok z zaciśniętymi pięściami młody Hayte potrząsnął groźnie głową.

- Do jakiej winy? - jasnowłosa Skandka uniosła zaczepnie głowę, wysunęła podbródek przydając sobie mimowolnie jeszcze bardziej pociągającego wyglądu - Nie zrobiliśmy z Piotrem niczego złego.
Proponuję w tym miejscu raz jeszcze zadeklarować taktykę przesłuchania Oksany, być może z uwzględnieniem tego, co dowiedzieliście się przed chwilą w więzieniu (chodzi mi o emocjonalny wybuch Sikory).

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 09 stycznia 2017, 07:21

Nikodemus zrobił kilka kroków wzdłuż pokoju obserując bacznie siedzącą z buntowniczą miną skandkę. Gerard stał oparty o drzwi pokoju, wpatrując się w kobietę spojrzeniem, pod którym ogon podkuliłby każdy wilk i niejeden niedźwiedź.

- Zagrajmy w otwarte karty Oksano. Kontynuowanie wojny niczego dobrego nam nie przyniesie, nie zwróci życia Marcusowi ani Piotrowi. Przykro mi mówić o Marcusie w czasie przeszłym, ale jego los wydaje się przesądzony, a godziny, może nawet minuty, policzone. Wiedz, że Marcus chciał dla Wioski jak najlepiej, konflikt z Piotrem wynikał jedynie z ich odmiennego pojęcia dobra ogółu. Teraz sprawy przybrały nieoczekiwany obrót, co skłania nas do zrewidowania naszych poglądów. Wiem dobrze, że nie ma twojej winy w tych tragicznych wydarzeniach. Zostaniesz oczyszczona z zarzutów. Niestety, biedny Radek nie ma szans się wywinąć. Nie jest ważny jego udział, jego motyw. Fakt pozostaje faktem, przyczynił się do śmierci dwóch bardzo ważnych członków naszej społeczności. Śledztwo wykaże, że śmierć Piotra leżała w bezpośredniej zależności od postrzału Marcusa. Wszyscy świadkowie to potwierdzą. Nie jest także ważne, co Marcus chciał uczynić z wyciągniętym samopałem, co się mogło wydarzyć. Ważne jest, co się wydarzyło. Sikora stał się mordercą, uczynił sobie śmiertelnych wrogów po obu stronach sporu. Ludzie mu tego nie darują, a prawo w kwestii morderstwa jest bezlitosne. Ale tę kwestię będę musiał rozpatrzeć później.
Teraz chcę złożyć ci propozycję. Starszyzna stworzyła plan uratowania wioski. W tym celu rusza wyprawa po pryzy, które zapewnią społeczności przetrwanie. Wyprawa będzie niebezpieczna, ale dla wioski to jedyna szansa. A i jej uczestnicy wiele mogą zyskać. Z pewnością sławę, szacunek i wdzięczność mieszkańców, może nawet bogactwo lub pryzy, o których ci się nie śniło. Lecz prawdziwym i jedynym istotnym celem wyprawy jest przetrwanie osady. Więcej powiedzieć nie mogę, póki nie wyrazisz zgody. Pójdź z nami. Byłaś solidną podporą dla Piotra, wykorzystaj swą siłę i umiejętności dla szczytnego celu. Nadto wyprawa pozwoli ci zapomnieć o stracie, jaką poniosłaś. Niestety, nie masz zbyt wiele czasu na zastanowienie.
Celowo powiedziałem o prawdopodobnie rychłej śmierci Marcusa (oby do niej nie doszło), żeby zmiękczyć skandkę.
Pomyślałem, że jeśli przekabacimy ją na naszą stronę, stanie się cennym uczestnikiem wyprawy. Mogłaby dużo nam zaszkodzić, gdybyśmy zostawili ją w wiosce. Można by było sfabrykować dowody i po cichu ją usunąć, ale do tego nie mam zamiaru się posuwać. Dlatego jedynym rozsądnym, dość wszechstronnym rozwiązaniem wydaje mi się włączenie jej do wyprawy. Ale czy to się uda?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 09 stycznia 2017, 11:33

Koronopan, chata Nikodemusa

Jasnowłosa kobieta milczała przez dłuższą chwilę, wpatrując się beznamiętnie w oczy sędziego. Nikodemus nie popędzał jej, chociaż wiedział jak ważny dla ekspedycji był czynnik czasu. Złożył Skandce ryzykowną propozycję i świadomy był tego, że część popleczników Markusa będzie mu ją miała za złe. Rozważając wszystkie za i przeciw mężczyzna uznał jednak, że najlepszym dla osady rozwiązaniem było permanentne trzymanie Oksany na oku.

- Oszalałeś? - zdumiony słowami sędziego Gerard zapomniał na ułamek chwili o powadze stanowiska - Chcesz ją wlec do Kociego Miasta? A jak zechce uciec? Albo coś popsuć?

Nikodemus uniósł bez słowa rękę dając tym gestem do zrozumienia, że prosi o zachowanie powściągliwości w słowach. Młody Hayte ugryzł się w język, nachmurzył, posłał Oksanie groźne spojrzenie.

- Naprawdę sądzisz, że przyjmę tę ofertę? - kiedy Skandka w końcu przemówiła, ton jej głosu niemalże pokrył ściany pokoju szronem - Czuję się zdumiona...
Reszta na PW...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 09 stycznia 2017, 11:51

Koronapan, plac przy składzie żywności

Kiedy członkowie wyprawy zebrali się w pobliżu wypalonego szkieletu spiżarni, objuczeni ekwipunkiem i posępni niczym burzowe chmury, na placyk wychynęli w końcu jeszcze bardziej roztrzęsieni osadnicy. Wielu z nich chciało się pożegnać z przybocznymi Markusa życząc im bezpiecznej drogi i szybkiego powrotu; inni skorzystali z okazji, by wyrazić na głos swe powątpiewanie dla tak ryzykownego pomysłu. Wszyscy wiedzieli już, że Piotr Aksiejew tragicznie zmarł, a obrażenia Markusa nie wieściły rychłego wyzdrowienia. Świadomość tego stanu rzeczy zdjęła Koronapańczyków zgrozą, toteż w oczach niejednej kobiety na widok gotowiących się do drogi ludzi zalśniły łzy.

- Nie dajcie się ponieść chciwości - powtarzał niespokojnie Rudolf Warzecha, który zdążył puścić w niepamięć zatarg z polańskimi braćmi i który klepał ich na pożegnanie po plecach - Wielu śmiałków zginęło w takich starych ruinach, bo za długo tam czas mitrężyli. Wracajcie jak najszybciej.

- Już ich nie obaczymy żywych! - zawodziła opodal stara Zenobia - Pochłoną ich upiory Minionych Czasów albo borostwory! Żaden nie wróci!

Gerard poczuł na plecach zimne ciarki, toteż pośpiesznie oderwał wzrok od zapłakanej staruszki i powiódł spojrzeniem po surowych obliczach rodziców.

- Nie daj się ponieść bezmyślności - napomniała go sucho matka, która nawet w obliczu rychłego rozstania z pierworodnym trzymała emocje na wyjątkowo skrupulatnej wodzy - Wypełniaj polecenia mądrzejszych od siebie, słyszysz?

Młody anabaptysta pokiwał gorliwie głową, obejrzał się na zbitych w gromadkę towarzyszy. Głośne rozmowy i nerwowe życzenia pomyślności ucichły nagle zastąpione niskim pomrukiem zaskoczenia. Oglądając się za siebie Gerard ujrzał widok, który dla niego samego wcale zaskoczeniem nie był, ale który bez wątpienia wstrząsnął bardziej zatwardziałymi poplecznikami Schillera.

Nikodemus stanął przy magazynie ze zwisającym z ramienia skórzanym plecakiem, wspierając się na stylisku swego ceremonialnego młota. Towarzysząca mu Oksana, ubrana w szarobure podróżne odzienie i ściskająca w dłoni myśliwską włócznię, obrzuciła wpatrzonych w nią ziomków niechętnym spojrzeniem.

- Wszyscy już są? - zapytał retorycznie sędzia, który zdążył już w myślach przeliczyć zgromadzonych pod spiżarnią śmiałków - Więc nie ma już na co czekać. Ruszajmy.

[center]KONIEC DRUGIEGO AKTU[/center]

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 09 stycznia 2017, 13:05

[center]AKT III - MATECZNIK ZACHODU[/center]

Ekspedycja Schillera opuściła osadę przy wtórze głośnych okrzyków pocieszenia, życzeń pomyślności i histerycznego płaczu Zenobii. Odgłosy cywilizacji szybko ucichły w tyle, kiedy zieleń puszczy pochłonęła gromadkę skupionych poważnych mężczyzn oraz jednej ewidentnie podejrzliwie traktowanej kobiety. Należący do Bayera Werka terenowy wózek ku zadowoleniu wszystkich nie spowalniał tempa marszu, ponieważ swego czasu Borkanin zainstalował w nim prymitywne amortyzatory pomagające niwelować nierówności terenu. Wrzucony pod dziurawą plandekę artefakt Markusa - przez Yurana zaprezentowany pozostałym pod nazwą startownika błyskawicowego - faktycznie swoje ważył, ale pchany ramionami zmieniających się regularnie mężczyzn, wózek toczył się do przodu przy dźwięku poskrzypywania osi kółek.

Znajoma okolica po dłuższej chwili przeszła w rzadko odwiedzane pogranicze, odzierając wędrowców z resztek poczucia bezpieczeństwa. Drzewa przybrały w ich oczach nowych groźnych kształtów, chaszcze zgęstniały, a niosące się wśród koron drzew ochrypłe pokrzykiwanie wron promieniowało irracjonalną zapowiedzią groźnych i niebezpiecznych wydarzeń. Suche gałązki trzaskały cicho pod podeszwami butów, wymieniane sporadycznie uwagi i komentarze z rzadka przerywały pełną napięcia ciszę.

Nikodemus i Oksana szli w tyle za wózkiem, świadomi posyłanych im ukradkiem nieufnych spojrzeń. Z racji piastowanego stanowiska sędzia miał prawo dołączyć Skandkę do wyprawy, co wcale nie oznaczało, że pozostali członkowie ekspedycji przyjęli to z aprobatą. Wychowanek Richtera musiał mieć świadomość tego, że wszelkie działania Oksany mogące zagrozić powodzeniu misji musiały w ostatecznym rozrachunku obarczyć odpowiedzialnością właśnie jego osobę, dlatego sam cały czas trzymał milkliwą kobietę w polu widzenia.
Na razie idziecie przez las na południowy zachód. Za najdalej półtorej godziny powinniście natrafić na ledwie zauważalne pozostałości drogi z Minionych Czasów, biegnącej z zachodu na wschód. Do tej pory korzystaliście z tego jej odcinka, który prowadził do Wrocławia; myszkowania w przeciwnym kierunku raczej się wystrzegaliście. Zgodnie z informacjami Markusa prowadzi ona prosto do odległego o jakieś 10-12 godzin ciągłego marszu Kociego Miasta.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 11 stycznia 2017, 16:47

E40 na zachód od Koronapanu

Stara leśna droga za każdym razem budziła swym widokiem uczucie nabożnego podziwu. W jednej chwili człowiek widział wokół siebie jedynie zielonoburą gęstwę, w następnej stawał pod pasem niebieskich przestworzy upstrzonych gdzieniegdzie bielą poszarpanych obłoków. Licząca sobie kilkadziesiąt metrów szerokości pusta przestrzeń wolna była od drzew, tylko sporadycznie można było dostrzec na jej powierzchni zdrewniałe krzewy czepiające się korzeniami fałd naniesionej deszczami ziemi. Tu i ówdzie spod warstwy gleby wyzierały łaty spękanego asfaltu i betonu, ciągnące się po horyzont w obu kierunkach, wzięte w kleszcze napierającej z boków zieleni.

Droga Dawnych Ludzi i Minionych Czasów, namacalny dowód istnienia legendarnej cywilizacji zgładzonej ogniem Eshatonu z woli rozgniewanego na ludzkość Boga - przynajmniej w wersji głoszonej przez anabaptystów. Bayer Werk widział w swym życiu dość pozostałości po czasach sprzed kataklizmu, aby się z nimi jako tako oswoić, ale i tak za każdym razem przeszył go w takiej chwili gorący dreszcz ekscytacji.

Współcześni ludzie budowali z drewna, kamienia i metalu, lecz ich konstrukcje w niewielkim stopniu kojarzyły się z majestatem i chwałą budowniczych sprzed Eshatonu. Niebywale stara droga była namacalnym dowodem talentu tamtych geniuszów, po wielu wiekach erozji wciąż pozostając rozpoznawalnym reliktem Minionych Czasów.

Wepchnąwszy wózek na środek betonowego pasa członkowie ekspedycji rozeszli się nieco na boki, zaczęli lustrować wzrokiem odkrytą przestrzeń autostrady. Jak daleko oko sięgało, jedynymi śladami życia były kołujące nad drzewami czarne punkciki będące najpewniej wronami.

- Chwila postoju, nim ruszymy w dalszą drogę? - zaproponował Dirk, który jako pierwszy rzucił pod nogi plecak i kuszę, odkręcając jednocześnie zamknięcie butelki z wodą.

- Krótka chwila nie zaszkodzi - odparł pojednawczo Telibor, oparty plecami o wózek i przyglądający się ignorującej wszystkich poza sędzią Oksanie - Będziemy szli aż do zmierzchu? Wszyscy jedną kupą?

- Jeśli ktoś będzie szedł z przeciwka albo za nami, na drodze się nie ukryje, zauważymy go na czas - mruknął zadumany Bruni - A jeśli kto się w zasadzce ukryje, lepiej nam trzymać się kupą niż czujki wysyłać, inaczej za bardzo rozdrobnimy siły.
Jesteście na pozostałościach przecinającej las starej autostrady Drezno-Wrocław. Droga jest rzecz jasna w opłakanym stanie, ale dla Was wygląda pięknie: prosty szlak przez puszczę, praktycznie pozbawiony zalesienia, bardzo ułatwiający podróżowanie. Słońce wysoko, to dopiero wczesne popołudnie. Czujnym marszem do zmierzchu powinniście pokonać co najmniej 20-25 kilometrów. Powinienem coś wiedzieć, zanim ruszycie dalej?

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 12 stycznia 2017, 14:23

- Z wózkiem i tak przez puszcze będzie nie będziem szli, bo albo wózek rozpirzym, albo co gorsza maszinu, a wtedy ni lechuja z wyprawy. - kiwnął beznamiętnie Yuran. Dla Polanina jasnym było, że ilość czynników pozytywnych przewyższała ewentualne ryzyko zwiazane z podróżowaniem antyczną drogą, z pewnością zresztą zbudowaną samymi mocami Koronapana.

Sam zresztą znał nieco okoliczne tereny i stara trasa zdawała się przynajmniej w bliskości Koronapanu dośc bezpieczną okolicą i co najważniejsze wróżącą czasem szanse na napotkanie bogatych kupców, z którymi czasem handlowali bracia wracając do wsi z polowań. Jeśli się miało nieco szczęścia, lub cierpliwości, to wczesniej czy później można było powymieniać skórki, mięso na metalowe łyżki lub noże z bogatymi kupcami z Borki czy nawet z dalekiego Balkanu. Czasem nawet kupcy powiadali o niebożebnie bogatych brudnych ludziach z dalekiego południa, których to skóra takim brudem przeniknęła, że czarni byli jako sadza, czy dziegieć! Sam Yuran te plotki kwitował jeno nabożnym politowaniem, bo gdzie by Koronopan w swej mądrości dopuścił aby ktokolwiek brudniejszy mógł chodzić po ziemi niż plemię Liszaja, które w swej dzikości kąpieli jeno raz do roku zażywało w jedenj balii i o jednej wodzie. W Koronapanie było takie powiedzenie o siódmej wodzie po Liszajach, bo pewnie jak całe plemię jeden po drugim od wodza począwszy a na dziatwie skonczywszy kąpiel wzięło, to po później woda jakąś breje musiała przypominać. Yuran jako cywilizowany człowiek ablucji dokonywał raz w tygodniu jak Koronapan przykazywał, Yuran po pierwszyźnie, potem Dragan a na koncu Eleni, ale żeby tak od razu całe plemię?!
Myślę że podróż autostradą jest chyba mniej ryzykowna i niż przedzieranie się przez puszczę. Niebezpieczeństwo takie same, ale autostrada to pewnie ważny szlak dla karawan, kupców (i co za tym idzie zbójów:o)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 12 stycznia 2017, 17:57

E40 na zachód od Koronapanu

Czas był bezcenny i wszyscy członkowie ekspedycji doskonale zdawali sobie z tego sprawę. Postój trwał ledwie krótką chwilę, po czym wózek ponownie ruszył z miejsca wprawiony w ruch siłą mięśni mężczyzn. Dzień był słoneczny, lecz nie upalny, dzięki czemu wędrówka pod odkrytym niebem nie sprawiała nikomu nadmiernego kłopotu.

Wszyscy z wyjątkiem Oksany i Nikodemusa zmieniali się regularnie przy pasach dyszla, sprawiedliwie dzieląc między siebie niezbyt męczące obowiązki pociągowych. Eskorta maszerowała tuż przy pojeździe, z naszykowaną na wszelki wypadek bronią i czujnym wzrokiem przeczesującym okoliczne zagajniki. Niepokój i ostrożność skutecznie zniechęcały do jałowych konwersacji, toteż ciszę podróży zakłócały jedynie dzięki wydawane przez wózek i pomruk ściszonej konwersacji między sędzią i Skandką.

Nikodemus i jego towarzyszka maszerowali w tyle grupy, kilkanaście kroków za plecami pchaczy. Oglądający się w ich stronę Gerard Hayte raz czy dwa poczuł ukłucie zazdrości, bo jasnowłosa piękność była zdecydowanie przyjemniejszym kompanem od cierpiącego na wzdęcia Telibora, ale poczucie obowiązku nie pozwalało młodzieńcowi na użalanie się nad sobą.

- Nie wiem, czy nie byłoby dobrze obozować bez ogniska - przerwał w końcu milczenie Dirk - Noc chyba będzie księżycowa. Ja bym się rozłożył w lasku z widokiem na drogę i spał po ciemku przy podwójnej straży. Yuran, co myślisz? Może nas tu coś zeżreć?

Polański myśliwy pokręcił w odpowiedzi przecząco głową. Okolica od kilku lat wydawała się wolna od drapieżnych wulfów, a inne zwierzęta przezornie unikały zbyt bliskiego sąsiedztwa ludźmi. Instynkt podpowiadał Yuranowi, że na zachodnim szlaku największym zagrożeniem byli dwunodzy drapieżcy, nie zaś mniejsi bracia w rozumie.

- Jak nie rozpalimy ognia, będziemy jedli zimne żarcie - zastrzegł naprędce - Ale będzie na pewno bezpieczniej. Nie mam pojęcia, kto się tutaj może kręcić nocą. Trudno nas będzie wypatrzeć, jeśli będziemy spali po ciemku.

- Na jednym noclegu poprzestanie? - spytał Bruni - Jak to wygląda z tą mapą? Jak wam to Markus wyklarował?

- Jak się sprężymy i ruszymy o świcie, jutro przed wieczorem możemy już być w Kocim Mieście - odpowiedział Werk, który za punkt honoru przyjął wykucie na pamięć wszystkich instrukcji Schillera - To jakieś pięćdziesiąt kilometrów od miejsca, gdzie weszliśmy na Starą Drogę. Ale może lepiej byłoby przespać drugą noc pod ruinami, żeby między nie nie włazić o zmierzchu? Stracimy jedną noc, ale za to zapuścimy się tam pojutrze z rana, tak chyba byłoby bezpieczniej. Jak myślicie?
Takie tam luźne rozmowy przy dyszlu. Reakcja na PW Namakemono w osobnym wpisie.

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 13 stycznia 2017, 11:42

E40 na zachód od Koronapanu

Błagające o pomstwe do nieba skrzeczenia wózka coraz bardziej zdawało się być niesłyszale przez drepczących w grupie. Dźwięk przeszywajacy na początku całe ciało teraz stał się jednym z wielu dźwięków tła.

Minęła kolej młodego anabaptysty w ciągnięciu, oddał wózek w ręcę Telibora, w zasadzie bez słowa, choć ten przejmując stery skrzeczacego wehikułu nie mógł wytrzymac i spytał.

- Boisz się?

Rudzielec, spojrzał na niego dużymi oczami jakby były rozszezrzone ręcznie instrumentem. Ja, naturlich ale modle się do najwyższego o siłe. Koncząc słowa zwolnił kroku, szukajac coś z skórzanej torbie zarzuconej na ramie.

Po chwily kiedy przeżuwał kawałek zasuszonego mięsa królika zbliżył się bardziej do sędziego i Skandkii.

Nikodemusie, mam do Ciebie eine fragen. W cztery oczy. Spojrzał na Oksane. Gdy ta oddaliła się od nich w kierunku wózka, zapytał.

Jestem zaskoczony Twoją decyzją, czy to rozważne aby kobieta brała udział w tej wyparawie, a jak w nocy zły obejmie jej umysł i zarżnie nas jak małe Schwein-iaki?

Z lekkim przerażeniem obserwował Skandkę, chciał dostrzeć w jej powabnych pośladkach i zgrabnych ruchach cień rozwiewający jego wątpliwości.
Ja, naturlich - naturalnie
eine Frage - jedno pytanie
Schwein - świnia/prosiak (Połączyłem słowo prosiak niemieckie z polskim, Schwein + fleksia słowa prosiaki wysło mi Schweiniaki)
Jeżeli odpowiedź sędziego uspokoi Geralda będzie starał się spać tej nocy, jeżeli nie będzie poddenerwowany i raczej nie uśnie.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 13 stycznia 2017, 11:53

- Gerardzie, czy znasz przysłowie "przyjaciół trzymaj blisko, a wrogów jeszcze bliżej"? Ponoć autorem tych słów jest Marian Puzon, ojciec chrzestny mojego mistrza. Owszem, jej obecność stanowi pewne zagrożenie, ale więcej złego mogłaby zrobić w wiosce niż z nami, natomiast w podróży jej przydatność przewyższa potencjalne zagrożenie. Co nie znaczy, że możemy ją spuścić z oka. To po pierwsze. Po drugie zaś, zwróć uwagę, że poza Koronapanem przyjaciół nie mamy, każdego należy traktować jako potencjalnego wroga. W tej sytuacji Oksana jest tak samo zainteresowana bezpieczeństwem grupy, jak ty czy ja. Czy to cię choć trochę uspokoiło?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 15 stycznia 2017, 16:13

E40 na zachód od Koronapanu

Kiedy młody Hayte dokończył swą ściszoną wymianę zdań z sędzią i powrócił do wózka, Oksana zwolniła kroku pojawiając się ponownie u boku Nikodemusa. Oboje maszerowali przez dłuższą chwilę w milczeniu, rozglądając się uważnie na boki.

- Żałują, że mnie zabrałeś, prawda? - odezwała się w końcu Skandka, głosem pobrzmiewającym leciutką nutką sarkazmu - Zostali tak dalece przeciągnięci na stronę Markusa, że widzą we mnie krwiożerczą skrytobójczynię?

- Po prostu nie rozumiał mojej decyzji - odparł nieśpiesznie Nikodemus - To młody chłopak, bardzo prostolinijny. Cała ta sytuacja go przerasta, stąd jego niezrozumienie. Zresztą ja też mam pewne pytania. Dlaczego właściwie przystałaś na moją propozycję? Nadal jestem przeświadczony o twojej niewinności. Nie musiałaś z nami iść, żeby zyskać sobie moją przychylność.

- Miałabym siedzieć w klatce do twojego powrotu? - blondynka zerknęła na sędziego z ukosa, a na jej twarzy pojawił się przelotny cień sardonicznego rozbawienia, który jeszcze bardziej wyostrzył rysy kobiety - A gdybyście nie wrócili? Poplecznicy Markusa mogliby mnie nawet powiesić. Idąc z wami zyskałam przynajmniej chwilową wolność. Czas pokaże, czy była to słuszna decyzja.

- Nie wiem jak skończy się ta wyprawa - Nikodemus wzruszył wymownie ramionami - W każdym razie chcę cię zapewnić, że nie stoję po żadnej stronie sporu. Jestem związany wyłącznie literą Kodeksu.

- Nigdy tego nie kwestionowałam - Oksana ponownie obejrzała się w stronę sędziego, lustrując go swymi niezwykłymi niebieskimi oczami - I wiedz, że wiele sobie po twoim honorze obiecuję. Richter wychował cię na prawdziwie neutralnego stróża prawa. Dowiodę w tej wyprawie swej lojalności wobec osady i swej wartości, ale będę oczekiwała czegoś w zamian. Odwołam się do Kodeksu, sędzio. Zażądam procesu Markusa, a ty nie będziesz mógł odmówić. On jest zabójcą, choćby i z przypadku. Zabił Piotra, więc musi ponieść karę. Takie moje prawo jako oskarżyciela, a ty nie możesz mi odmówić.

Nikodemus poczuł lodowaty dreszcz słysząc wypowiedziane stanowczym szeptem słowa Skandki, nie potrafiąc się wyzwolić z uwięzi jej hipnotycznego spojrzenia. Świadomość znaczenia wypowiedzianych przez Oksanę słów wprawiła mężczyznę w skaranie ukryte zaniepokojenie, bo stanowiła zapowiedź jeszcze większego wstrząsu dla koronapańskiej społeczności.

- Richter znalazł kiedyś chwilę, by opowiedzieć mi i Piotrowi o paragrafach Kodeksu, niedługo po tym jak osiedliśmy w osadzie - ciągnęła dalej Skandka - Wiem, że trudno mi będzie wywalczyć karę śmierci, ale od biedy zadowolę się banicją.
Oksana i Nikodemus są dość daleko od reszty grupy, by nie dosłyszeć ani słowa tej konwersacji...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 15 stycznia 2017, 16:33

E40 na zachód od Koronapanu

Koronapańczycy aż do zmierzchu nie natrafili na ślad żadnej rozumnej istoty, chociaż w szacunkach Bayera Werka pokonali co najmniej dwadzieścia kilometrów. Szeroka wstęga popękanego asfaltu i betonu ciągnęła się łagodnymi łukami poprzez zieleń lasu, niezmiennie biegnąc ku zachodowi.

Kilka razy w trakcie podróży ekspedycja zatrzymywała się przez niemal całkowicie zżartych korozją wrakach dziwnych machin, porzuconych na autostradzie w zamierzchłych czasach. W opinii borkańskiego mechanika rozpadające się w proch konstrukcje były nieodwracalnie zniszczonymi samojezdnikami, pojazdami Dawnych Ludzi poruszającymi się dzięki mocy elektrycznych silników. Natrafiając na nie Werk za każdym razem zatrzymywał wędrówkę z okrzykiem dziecięcej ekscytacji, szybko przechodzącej w gorzkie rozczarowanie. Stopień skorodowania wraków był tak ogromny, że nie stanowiły już praktycznie żadnej wartości nawet jako źródło złomu, toteż rozgoryczenia Bayera nie łagodziły nawet cenne łupy w postaci trzech zmatowiałych samochodowych lusterek i pokrytych nalotem pleśni kawałków szyb.

Poskrzypywanie wózka najwyraźniej skutecznie płoszyło okoliczne zwierzęta. Po rozgrzanych płytach betonu biegały okazjonalnie wielkie mrówki, czasami pojawiały się też inne owady, najczęściej wielkie błyszczące metalicznie żuki. Na gałęziach mijanych drzew siedziały czarne jak smoła wrony, odprowadzające podróżników skrzącym się inteligencją wzrokiem. Ich ochrypłe krakanie było jedynym innym dźwiękiem prócz szumu drzew i odgłosów wydawanych przez gromadkę ludzi.

- Wystarczy na dzisiaj - zdecydował Yuran, kiedy słońce zaczęło znikać za koronami drzew, a długie macki ciemności wypełzły na autostradę niczym kończyny mitycznej bestii czającej się w mroku puszczy - Za chwilę zrobi się całkiem ciemno. Zjedziemy tam, między drzewa. To wygląda na dobre miejsce do przenocowania.
Pierwszego dnia wędrówki nie spotkała Was żadna zła przygoda. Maszerowaliście w dość dobrym tempie, by oddalić się od domu na ponad dwadzieścia kilometrów - to ogromny dystans dla większości z Was. Ograbiwszy napotkane wraki samochodów Werk wszedł w posiadanie naprawdę cennych łupów: na szkle, zwłaszcza lusterkach, można dobrze zarobić. Ale to przyszłość, teraz pomyślmy o noclegu. Yuran wybrał zalesione miejsce na poboczu umożliwiające obserwację autostrady. Nocujecie z ogniskiem czy bez? Wystawiacie warty czy nie? Jeśli tak, jak liczne, w jakich odstępach czasu zmieniane i kto wejdzie w ich skład? Poproszę o komplet odpowiedzi, aby bez zbędnego opóźnienia rozliczyć nocny postój.

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 15 stycznia 2017, 17:45

Proponuję trzy warty, tak po dwie godzinki każda. Dobrze by było, żeby warty były dwuosobowe. Sędzia, jako że w drodze zajmował się jedynie przebieraniem nogami i konwersacją z Oksaną, a za największy z ciężarów miał swój młot, zgłasza się do jednej z wart. Yuran i Dragan mile widziani w dwóch pozostałych wartach. Każdy niech sobie dobierze towarzysza. Czy Werk jest chętny, żeby towarzyszyć Nikodemusowi w czuwaniu?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 15 stycznia 2017, 19:56

E40 na zachód od Koronapanu

Noc faktycznie okazała się bezchmurna, chociaż liściasta kopuła ponad głowami śpiących ludzi przypominała hermetyczne zadaszenie nie przepuszczające najmniejszej nitki księżycowego światła. Miękka ściółka pogrążona była w głębokiej ciemności ledwie pozwalającej dostrzec rozmazane zarysy ciał najbliższych towarzyszy. W ciszy późnej nocy słychać było delikatny szum liści drzew i płytkie oddechy śpiących Koronapańczyków.

Widoczna pomiędzy pniami drzew wstęga autostrady pozostawała oświetlona srebrzystym blaskiem księżyca, zapewniając wartownikom nie najgorszą widoczność mimo nocy.

Oparty plecami o pień brzozy, Nikodemus wodził spojrzeniem pomiędzy sprawiającą wrażenie wymarłej drogą i niedostrzegalnymi w ciemnościach posłaniami, na których pochrapywali jego towarzysze. Siedzący opodal Werk pomrukiwał co jakiś czas pod nosem dając w ten sposób znak, że bynajmniej nie zasnął i pełni wartę z równym oddaniem, co sędzia.

Wspólną decyzją członków ekspedycji postanowiono nie rozpalać na czas noclegu ogniska. Płomienie na pewno płoszyłyby drapieżne zwierzęta, ale jednocześnie dawałyby znać innym ludziom o czyjejś obecności. Zachodnie ziemie pozostawały dla Koronapańczyków zbyt wielką zagadką, by ci mogli sobie pozwolić na jakikolwiek przejaw beztroski, stąd właśnie postanowienie o nocowaniu w ciemnościach.

Wychowanek Richtera rozmyślał długo nad słowami Oksany i konsekwencjami jej żądań, gdyby po powrocie do osady wciąż przy nich obstawała. Z prawnego punktu widzenia miała podstawy do oskarżenia Markusa, a Nikodemus nie potrafił sobie przypomnieć żadnego opisanego w Kodeksie Richtera precedensu pozwalającego obalić na wstępie jej roszczenia.

Jakiś cichy odgłos uwolnił sędziego od posępnych rozważań, przykuł natychmiast czujną uwagę. Był to szelest liści nie współgrający z szumem wiatru, uzupełniony kilkoma suchymi trzaskami gałązek. Nikodemus spojrzał odruchowo w górę, chociaż gęsta korona drzew nie pozwalała mi nic dostrzec w ciemności. Ponownie szelest, tym razem dobiegający z innej strony, z kierunku pozycji zajmowanej przez Bayera. Trzask gałązki, potem ledwie słyszalny, ale w oczywisty sposób niepokojący odgłos, który w najlepszym przypadku mógł się kojarzyć z łopotem powiewającej na wietrze szmatki, natychmiast urwany.

Zawinięci w swe koce ludzie leżeli w bezruchu, nieświadomi nagłego zatroskania Nikodemusa, nie mający pojęcia o istnieniu dźwięków, które wydawały się nie pasować do zwyczajnej melodii nocnego lasu.
Myślę, że zbyt długo już się nudzicie w tej przygodzie. Wartę mają Nikodemus i Werk, reszta ekipy śpi. Nie padła deklaracja rozpalenia ogniska, co natychmiast skrzętnie wykorzystałem. Ciemność jest zbyt gęsta, by wartownicy mogli cokolwiek dostrzec, opierają się na razie wyłącznie na zmyśle słuchu. Jakieś deklaracje? /EVILS/

ODPOWIEDZ