- Kurwa mać! - zaklął dostrzegając tatuaż na plecach rannego - Czułem to, po prostu czułem! Od początku tamten typ nie przypadł mi do gustu...
- Dacie radę mu pomóc z zakażeniem? - zerknął pytająco na Cash'a i indianina smarującego maścią nieprzytomnego.
Przyklęknął przyglądając się ranom klnąc co chwila do siebie. Poderwał się nagle czerwony na twarzy.
- I kuźwa, może ktoś mi wytłumaczy czemu nikt z Anawalt nie był w stanie gościa rozpoznać? Chyba Walthers już się kiedyś spotkał z Holtzem skoro tak go sobie cenił? Wjeżdżaliśmy, to prawie w majtki zajrzeli, a przebierańca puścili jak beknął nazwisko! Jak to tak wygląda to Kaznodzieja ma przerypane... A my nawet nie wiemy którędy pojechali!
Czerwony z wściekłości stanął spoglądając w niebo, próbując opanować gniew zaciskał pięści i z głośnym świstem wciągał powietrze. Po kilkunastu głębokich wdechach uspokoił się na tyle by spróbować normalnie rozmawiać.
- Noo... to teraz mamy o czym deliberować. Wiemy kto załatwił pick'upa! Ha! Holtz obsługujący nasz pojazd, ja pierd... że też mu Radeford pozwolił... I pytanie najważniejsze, co robimy? - zaczerpnął głęboko leśne powietrze, mimo wszystko zapach lasu i cisza pomagała mu się opanować.
- Sytuacja nieciekawa, my tutaj, Eb gdzieś... - wskazał ręką dookoła - Fart wielki że natknęliśmy się na czerwonych braci a nie resztę bandy pseudaka. Mamy dwie opcje, leziemy dalej do Bluewell, albo wracamy do Anawalt i ruszamy odszukać kaznodzieję.
- Zakładam w tej sytuacji, że opcja ataku na Bluewell jest podpuchą aby wciągnąć część z obrońców Anawalt w pułapkę i obniżenie zdolności obronnych. Z drugiej strony nie można założyć, że faktycznie się tam nie pojawią, tym bardziej jeśli kaznodzieja dostał w łeb jak nasz gość! - wskazał chorego - Wypadałoby kopnąć się z wiadomościami...
Podrapał się po głowie, wyciągnął jakąś zapomnianą sosnową igłę zza kołnierza. Zerknął uważnie na Cash'a i Małą Pumę.
- Cóż, wyboru chyba nie mamy wielkiego - westchnął lekko - Uważam, że my musimy pchać się do Bluewell, tak czy siak trzeba sprawdzić co tam się dzieje i uprzedzić ludzi. Muszą wiedzieć czego się spodziewać. Obawiam się, że to dopiero początek.
- Pamiętacie jak mówiliśmy co widzieliśmy w drodze? Banda grasująca w Bluefield wcale nie musiała być tylko rabusiami, pseudak też na mutka nie wyglądał. Chyba, że mu co w gaciach wyrosło... - zaśmiał się lekko - Ale do rzeczy, potem Paul widział dziwaka w Brush Fork, giną ludzie z waszego patrolu. I pojawia się pseudak. Coś jest na rzeczy... za dużo zbiegów okoliczności.
- Mała Pumo! - zwrócił się bezpośrednio do indianina kładąc po swej lewej stronie klatki piersiowej prawą dłoń - Wybacz, że zwracam się tak bezpośrednio, nie dane było nam stanąć ramię w ramię w walce i poznać się bliżej. Nie śmiałbym prosić o wsparcie, abyście łamali własne przekonania, lecz z całego serca chciałbym uprosić abyście ruszyli jak najszybciej ku Anawalt gdy my udamy się do Bluewell. Ostrzec mieszkańców i przekazać jak sprawy stoją, żeby nie było więcej niespodzianek.
Kiwnął lekko głową i zwrócił się do towarzyszy.
- A my chłopaki chyba z buta lecimy do Bluewell, ostrzec tamtych. Co myślicie?
***
Odciągnął Cash'a na bok i ściszonym głosem zapytał.
- Dasz radę tak ugadać czerwonoskórych aby pchnęli za Eb'em kilku tropicieli? Obawiam się, że może być za późno zanim wrócimy ale póki nie znajdziemy modlitewnika i obrzyna istnieje wątła nadzieja, że nie dał się pseudakowi.
Nie ukrywam, że najmilej widzianą opcją byłoby wysłanie kilku indian do Bluewell z chłopakami z Anawalt. Indianie zapewne znają szlaki, szybko znajdą drogę, a chłopaki obyte z karabinkami i dobrze wyposażeni, powinni dać sobie radę.
A ja najchętniej polazłbym z indianami z powrotem do Anawalt i śladem Kaznodziei, w sumie już się z nim zżyliśmy w drodze, szkoda naszego GŁOSU
Kwestia co uradzi reszta i co wskóra Cash. O ile focha nie strzeli na Salt'a za powarkiwanie