Troszkę odpocząłem od tematu i przyjrzałem się z dalszej perspektywy i moje spostrzeżenia wyglądają następująco.
1. Zbiórka na PP na Sagę nie uda się i nie ma już o co walczyć. Od początku była kiepsko zaplanowana. Artur chyba z nikim nie dyskutował jak to ma wyglądać (a już na pewno nie progu finansowego). Poszedł na żywioł plus ewentualna pomoc ekipy PP. Tutaj zwyczajnie brak składu i ładu. Raczej nie przewiduję fajerwerków - fragmenty za słabe żeby zdobyć nowych fanów, a starzy za dojrzali dla prezentowanego poziomu.
2. Artur nie potrzebuje pomocy. Sam wie co dolega KC. Tytaniczną robotę wykonuje Junior, ale i tak wszystko musi przechodzić przez Seniora. Niestety Artur albo w ogóle nie ufa ludziom, albo sam jest przekonany, że robi dobrze (ewentualnie najlepiej jak potrafi).
3. Artur ma jakiegoś podpowiadacza prawnego, który chce dobrze, ale nie znając specyfiki tematu podpowiada średnio. Działanie zgodne z prawem (dogłębne aż do bólu) mija się z celem jeśli chce się zaspokoić potrzeby fanów. Teraz pytanie jest takie - czy Artur potrzebuje fanów KC? Moja odpowiedź - Nie. Dlaczego, bo ciągną się jak garb. Jest to zbędny balast.
4. RPG a powieść. RPG nie wyjdzie, a jeśli wyjdzie to formie by Szyndler, czyli de facto niczym nie odbiegająca (miejscami pewnie nawet gorsza) niż wiele innych fanowskich opracowań. Rożnica jest taka, że Artur chce za to pieniądze. Fani nie chcieli. Powieść natomiast wyjdzie, czy to się komuś podoba, czy nie.
5. Ostatnie - Artur wiele razy podkreśla, że jest paladynem i nie rozumie dlaczego ludzie mu nie wieżą, że stara się dobrze. Otóż pewnie dlatego, że próbuje zmienić profesję na kupca, a to już zupełnie inne zajęcie.
Konkludując - wiele osób uważa, że król jest nagi. Natomiast król uważa, że Ci co nie widzą odzieży są zbyt głupi, żeby ją zobaczyć, więc szkoda się nimi zajmować. Kto ma rację czas pokaże. Ja muszę się przyznać jestem za głupi.
A teraz skąd te przemyślenia. Otóż nastąpiło tu zupełne odwrócenie sytuacji. Normalnie to autor zabiega o fanów i robi wszystko, żeby było im dobrze. Tutaj autor ma fanów i dba o nich średnio, trochę jak stali klienci w firmach telekomunikacyjnych (są pozorowane działania, ale bez radochy dla nich bo i tak są). To fani są gotowi poświęcać czas i nawet własną pomysłowość, po to żeby ich zabawka z dzieciństwa była fajniejsza niż jest w rzeczywistości. Czemu nie wiem, ale sądząc po sobie, chyba trochę, żeby inni się nieśmiali, że gram w coś takiego. Kończąc te wywody - życzę Arturom jak najlepiej, bardzo chcę, żeby KC się udało, jednak ja już nie widzę dla siebie miejsca w tym projekcie, przy tym projekcie, czy wokół tego projektu. Stoję, przyglądam się i trochę trzymam kciuki, ale już tak tylko kiedy sobie przypomnę (oby nie za często, bo kciuki mogę wykorzystać przy innej pracy).
P.S. Dobrze mi było nie odzywając się.
