Strona 23 z 88

: 26 kwietnia 2015, 21:08
autor: Rellon
Sposób zachowania kruka wprowadził Ravnosa w stan niemałego zdziwienia. "Wyzwolone" ghule-zwierzęta miały skłonność do dziwnych zachowań, jednak rubaszność Fiachra przerosła jego najśmielsze oczekiwania. Przez chwile nawet zastanawiał się, czy w miłości Gangreli do dziczy nie ma czegoś bardziej perwersyjnego. Tok jakim podążała uwaga Gavina został jednak przerwany dość nieoczekiwanie.

- I zatrąbił piąty anioł (...) nie mają pieczęci Bożej na czołach. - zakończył, teatralnie odwracając się do członków Koterii. Po chwili udał się w sobie tylko znanym kierunku, nie niepokojony przez kogokolwiek.

Przez chwile obserwował innych członków koterii. Ciekaw czy ktokolwiek ulegnie presji.

Podejrzewam, że nikt z was nie myślał że sprawa wykroczy poza zwykłą zemstę. A co dopiero podpadnie pod mityczną walkę o uratowanie świata. Dla Gavina sprawa była prosta, wręcz wyryta w Ravnoskim sposobie życia. W końcu gdy coś Ci się nie podoba należy to zmienić, krok po kroku. Przecież to nic trudnego, uczynić tylko jeden krok. Prawda?

Chciał zebrać więcej informacji, jednak był głupcem który nic nie wie. Błogosławieństwem i przekleństwem był fakt, że zdawał sobie z tego sprawę. Fakt który należało zmienić. Gdzieś w okolicy usłyszał hałas.

- Skoro spotkanie uznajemy za zakończone, to będę na was czekał przy samochodzie. Cmentarna aura niezbyt odpowiada mojemu gustowi, jeżeli ktokolwiek odważy się mnie posądzić o posiadanie jakiegokolwiek. - rzucił żartobliwie (w jego mniemaniu) i ruszył w kierunku gdzie zaparkowali.

Musze zadzwonić do Lemon Tree i zatrudnić kilka osób do sprawdzenia tych adresów gdzie nocował Lucjan i ten fajfus. No i informacje tym nadlatującym meteorycie. Bardzo istotne by dowiedzieć się ile zostało nam czasu.
Ravnos uważa że nie grozi im żadne niebezpieczeństwo. Udaje się więc w stronę samochodu. Gdy tam dojdzie, planuje wykonać kilka telefonów i zaaranżować zbieranie danych.

: 26 kwietnia 2015, 21:49
autor: Suriel
Nosferatu stał z opuszczoną głową, zupełnie pogrążony w swoich myślach. Pasował do tego miejsca, w tym momencie przypominał bowiem jeszcze jeden ponury posąg jaki stawia się umarłym. Takie posągi zawsze wyglądały jakby żałowały tych nad którymi stoją i tak jakby wiedział więcej niż umarły. Tak przynajmniej uważał Horacy. Tym razem czuł jednak jakby to on był wszechwiedzącym posągiem stojącym nad pustym jeszcze grobem. W tym grobie miało spocząć całe jego miasto. Wszyscy których zna, pół Wirginii miało być starte z powierzchni ziemi.

Nosferatu był w szoku co było chyba typowe dla każdej normalnej istoty. Nie potrafił pogodzić się z tym co właśnie usłyszał. To po prostu nie mieściło się w jego głowie. Musiał, po prostu musiał coś z tym zrobić. Nie był jednak w stanie jeszcze pozbierać myśli. Jedyne co na gorąco przychodziło mu do głowy to roztrąbić to na cały stan.

Z jednej strony sianie paniki nie było wskazane przy takiej sytuacji jak teraz ale z drugiej strony jak tego kurwa, nie powiedzieć innym.

Horacy bił się z myślami jak to zrobić z głową. Przed oczami stanęli mu kolejno wszyscy których znał i lubił w mieście. Wszyscy na których mu zależało.

Trzeba ich uprzedzić jakoś, tyle istnień. To nie do pomyślenia... Ale Red Wisdom, wszak uprzedzał żeby nie mówić. Nawet jeśli będziemy jako koteria głosować co dalej zrobić to przegłosują mnie. Terry będzie być może za, to daje dwa do dwóch. Więc tak naprawdę zadecyduje... Ravnos? Potrząsnął parę razy głową przecząco.
Nie to wszystko jakiś absurd, nie do pomyślenia, ja się z tym nie zgadzam. To nie może być prawda...

: 26 kwietnia 2015, 23:15
autor: Sigil
Zostawił karabin na miejscu, sam zaś zlał się z okolicznymi cieniami, przekształcając się w strzęp mroku. Gładko ześlizgnął się po ścianie krypty i pod osłoną nocy zbliżył się do sfory. Nie mieli możliwości, by go zauważyć. Mgła i prześwitujący przez chmury księżyc zmieniała cała okolicę w czarno biały fresk, szkicowany białymi smugami oparów i ciemnymi plamami mroku. W jego oczach był to świat ukrytych ścieżek, które pozwalały mu poruszać się niepostrzeżenie. Teraz był tuż obok, za cienka kurtyną mgły. Słyszał cichy szelest ich kroków i ubrania, czuł lekki zapach taniej wody kolońskiej i tytoniu... Musiał przyznać, że są dobrzy. Poruszali się właściwie bezszelestnie...

Wiedział, że nie może uderzyć pierwszy. Słowa Horacego na temat cmentarza i panujących tu zasad pozostały mu w pamięci. Mimo to, czuł, iż ta grupa stanowi zagrożenie i prędzej czy później da mu pretekst do działania. W tych sprawach nigdy się nie pomylił. Pozostało tylko czekać...
Zmieniam się w cień, dzięki mocy Asbu Ilat 3 - palę 2 PK

Czekam w cieniach blisko sfory. Bardzo blisko. Staram się wypatrzyć lidera. Pewnie będę miał szansę go rozpoznać, gdy sabatnicy zauważą koterię.
Jeśli sięgną po broń lub wykonają jakąkolwiek akcję, która mi się nie spodoba, atakuję pierwszy, wykorzystując przewagę zaskoczenia.

: 27 kwietnia 2015, 00:47
autor: lightstorm
Charleston WV Cmentarz Spring Hill 09.08.1993 Po północy

Gavin już miał oddalić się w stronę samochodu, gdy nagle spostrzegł coś dziwnego. Horacy także zwrócił uwagę na to kuriozalne zjawisko. Oto bowiem, od południowej strony cmentarza pełzł w ich kierunku rozległy słup mgły. Fenomen zdecydowanie nie wyglądał naturalnie i od razu wzbudził podejrzenia. Horacy cichym głosem powiedział do Gavina i Victorii:

- Ktoś tu idzie, widzę pięć postaci...

Gavin pomimo wytężania wzroku widział jedynie wirujące, białe pasma. Victoria podniosła się, siadając na nagrobku i spojrzała z ciekawością w wskazanym kierunku.

- Zaraz zobaczymy dokładniej - wyszeptała do towarzyszy, po czym wykonała jeden z znanych sobie mistycznych gestów. Ku jej zdziwieniu, mgła nie rozproszyła się, lecz bardziej skondensowała w jednym miejscu, jakby celowo stawiając jej opór. Pozwoliło to jednak członkom koterii dokładnie ujrzeć pięć postaci ludzkich. Trzy z nich trzymało w rękach łopaty, pozostali zaś dzierżyli lśniące noże. Horacy od razu wiedział z kim mają do czynienia. Zanim zdążył zadać sobie pytanie, co ta grupa Sabatników tutaj robi, na jego oczach gęsta mgła zmieniła się w pokaźnych rozmiarów postać przedstawiciela klanu Gangrel. Nieumarły zaraz po materializacji przygotowany był do walki. Jego ostre pazury i czerwone, nieludzkie oczy budziły respekt. Gangrel zawarczał:

- Kogo ja widzę! Horacy i dwóch marnych śmieci... Lalunia coś czarowała, ale zaraz połamię jej te łapska. Widzieliście mnie tutaj, a to oznacza że muszę oderwać wam łeb przy samej dupie. Zabić ich! - polecił sforze. Jego ostatnie słowa przypominały wycie bestii.
Dla Horacego: Test Percepcji ST:7 = 5 sukcesów. Zauważasz podejrzaną mgłę oraz pięć osób, które w niej się ukrywają. Idą bardzo cicho.
Dla Gavina: Test Percepcji ST:7 = 2 sukcesy. Zauważasz podejrzaną mgłę i nic po za tym.
Dla Victorii: Test Percepcji ST:7 = 2 sukcesy. Zauważasz podejrzaną mgłę i nic po za tym.
Kontrola pogody ST:4 = 2 sukcesy. Magia działa, ale mgła nie jest naturalna. Palisz 1 PK.
Dla Namtara: Udaje Ci się włączyć Śmiertelną Ciszę przed materializacją. Palisz 1 PK.
Spoiler!
Kolejność działań w rundzie:
1. Namtar;
2. Jednocześnie: Sabatnik z łopatą, Sabatnik z łopatą, Sabatnik z nożem i Terry;
3. Przywódca Sfory i Sabatnik z łopatą;
4. Horacy;
5. Gavin i Sabatnik z nożem;
6. Victoria

Pierwsza runda walki:
Namtar używa Ech Nirvany: 1 (7 sukcesów), jest to akcja darmowa. Wydaje 1 Punkt Siły Woli.
Podnosi Wytrzymałość o 1 (wydaje 1 PK), Test Przetrwania ST: 7 = 3 sukcesy, udany, Assamita może działać dalej w tej rundzie.
Następnie materializuje się używa akceleracji (wydaje 1 PK) i atakuje sztyletem (którego aktywacja wymaga spalenia kolejnego PK i jest akcją darmową) Przywódcę Sfory, korzystając z przewagi zaskoczenia:
Akcja 1: Trafienie ST: 5 = 9 sukcesów
Zaskoczony Gangrel nie unika, po teście wyparowania otrzymuje 6 Obrażeń Prawdziwych.
Akcja 2: Trafienie ST: 5 = 6 sukcesów
Gangrel odpala Akcelerację i unika ciosu
Akcja 3: Trafienie ST: 5 = 7 sukcesów
Gangrel próbuje unikać, lecz bez powodzenia (3 sukcesy). Otrzymuje 2 Obrażenia Prawdziwe (po teście wyparowania) i umiera śmiercią ostateczną.
Akcja 4: Namtar akatuje Sabatnika z nożem. Trafienie ST: 5 = 8 sukcesów
Sabatnik częściowo unika, ale bez większego powodzenia (2 sukcesy). Otrzymuje 12 Obrażeń Prawdziwych (po teście wyparowania) i umiera;
Akcja 5: Namtar atakuje ostatniego Sabatnika z nożem. Trafienie ST: 5 = 7 sukcesów
Sabatnikowi nie udaje się unik. Otrzymuje 10 Obrażeń Prawdziwych (po teście wyparowania) i umiera.
Koniec akcji Assamity

Akcje Sabatu:
Pozostali Sabatnicy z łopatami, w liczbie trzech atakują Namtara tym, co mają w rękach:

Sabatnik numer 1:
Trafienie łopatą ST: 7 = 4 sukcesy; Łopata złamała się po uderzeniu.
Namtar nie unika, otrzymuje 2 obrażenia obuchowe (po teście wyparowania)


Sabatnik numer 2:
Trafienie łopatą ST: 7 = 1 sukces
Namtar nie unika, lecz nie otrzymuje obrażeń (dzięki ochronie którą zapewnia mu pancerz oraz udanemu testowi wyparowania)

Sabatnik numer 3:
Odpala Akcelerację
Akcja 1: Trafienie łopatą ST: 7 = 2 sukcesy
Namtar nie unika, lecz nie otrzymuje obrażeń (dzięki ochronie którą zapewnia mu pancerz oraz udanemu testowi wyparowania)
Akcja 2: Trafienie łopatą ST: 7 = 3 sukcesy; Łopata złamała się w wyniku tego ciosu.
Namtar nie unika, otrzymuje 1 obrażenie obuchowe (po teście wyparowania)


W tej samej inicjatywie Terry może działać, choć znajduje się z tyłu, za całą grupą.

Czekam na działania reszty koterii (proszę o deklaracje tu lub na PW). Na placu boju pozostał Namtar oraz trzech Sabatników z łopatami. Wszyscy oni są zainteresowani przede wszystkim zabiciem Assamity. Czy ktoś z was włącza się do walki? Jeśli tak proszę o deklaracje działań. Aktualna kolejność inicjatywy wygląda tak:

3. Terry;
4. Horacy;
5. Gavin (Sabatnik z nożem nie żyje więc nic nie zrobi);
6. Victoria

Cała akcja walki odbywa się w całkowitej ciszy. Namtar porusza się z taką szybkością, że rozmywa wam się w oczach. Jak na razie skutecznie sobie radzi.
Na PW dajcie mi znać, kto chce sam opisywać swoje działania w walce, a kto woli bym ja je opisał.

: 27 kwietnia 2015, 01:03
autor: Sigil
Wycie Gangrela ucichło nagle, jak ucięte nożem. Twarz przywódcy sfory na ułamek sekundy przybrała zaskoczony wyraz. Zawarczał, widząc jak jeden z cieni przed nim rozrósł się nagle, przyjmując postać mężczyzny, uzbrojonego w zakrzywiony sztylet. Korzystając z przewagi zaskoczenia Morderca wbił ostrze, głęboko pod żebro agresora, po czym, szczerząc zęby, przekręcił je. Gangrel ryknął, jednak aura Śmiertelnej Ciszy pochłonęła ten dźwięk. Namtar uderzył ponownie, tnąc po skosie, od pachwiny w górę. Tym razem jednak Myśliwy* był przygotowany. Odskoczył zwinnie w bok unikając ciosu. Jego podwinięte wargi ukazywały wysunięte kły. Wyraz zaskoczenia zniknął, zastąpiony przez płonącą w oczach furię. Nie zdążył jednak przejść do natarcia. Assamita był szybszy. Podrywając dłoń, wbił khanjar od dołu, w żuchwę przywódcy sfory. Ostrze z damasceńskiej stali przeszło bez oporu przez podniebienie, masakrując płaty czołowe przeciwnika. Światło w ślepiach Gangrela zgasło niczym zdmuchnięta świeca, a jego źrenice pokryły się bielmem. Namtar wyszarpnął broń i ciało Myśliwego upadło na ziemię, znikając we mgle. Bez chwili zwłoki ciął ponownie, płynnym ruchem dosięgając Bękarta Khayyina, po swej lewej stronie. Trzymał on w ręku pokaźnych rozmiarów nóż. Sabatnik próbował odskoczyć, jednak zaplątał się w stojący w pobliżu krzyż. Cios rozpłatał pechowca praktycznie na pół, przechodząc na ukos przez klatkę piersiową i serce. Assamita uśmiechnął się szerzej, czując jak broń w jego ręku łatwością przecina mięśnie i żebra. Uwielbiał to uczucie. Dzięki niemu czuł, że żyje. Krew Niewiernego trysnęła na białą, marmurową płytę pobliskiej mogiły. W tym świetle wydawała się zupełnie czarna.

Zawirował płynnie w półobrocie, i wbił sztylet w kobietę nacierającą nań z prawej strony. Zauważył, że jej usta poruszają się - chyba coś krzyczała. Celował nisko, z idealnym wyczuciem przechodząc pod jej gardą. Nie zdążyła zareagować, gdy khanjar wbił się głęboko w jej podbrzusze. Spojrzała na niego z zaskoczeniem, szeroko otwartymi oczyma o barwie wiosennych liści. Wąski nóż wysunął się z jej omdlałej dłoni. Morderca pociągnął w górę ostrze, rozpruwając ją od krocza po mostek. Wciąż się uśmiechał. Słodkawy zapach krwi przybrał na sile i kolejne ciało osunęło się na ziemię, znikając w chciwych objęciach mgły.

Odwrócił się do następnego przeciwnika, czując kilka szybkich, prawie jednoczesnych uderzeń na plecach, ramionach i żebrach. Reszta sfory ocknęła się z zaskoczenia i przeszła do czynów. Jej członkowie okładali go tym, co mieli pod ręką - ciężkimi łopatami. Mimo swojej wagi narzędzia te nie były jednak zaprojektowane do walki i dwie z nich złamały się na jego ciele. Ich właściciele nie przejęli się tym zbytnio, odkrywając, iż dzierżą w dłoniach improwizowane kołki, będące pozostałością styliska. Uśmiechnęli się, odzyskując nieco pewności siebie. Morderca odpowiedział im tym samym, szczerząc zęby w sposób właściwy rekinom i seryjnym zabójcom. Jego świadomość zanotowała obecność bólu. Nie zwrócił jednak na niego większej uwagi. Był zbyt skupiony na działaniu. Zapach krwi i rozkosz, którą czerpał zadając śmierć, skutecznie tłumiła pozostałe doznania. Odruchowo oblizał wargi spoglądając w oczy kolejnej ofiary...



* Myśliwy - slangowe określenie Gangrela Antitribu (proszę nie mylić z Łowca)

: 27 kwietnia 2015, 22:54
autor: lightstorm
Charleston WV Cmentarz Spring Hill 09.08.1993 Po północy

Ze swojego schronienia za nagrobkiem Terry widział bardzo wyraźnie cała sytuację. Zagadkowa mgła, która okazała się być Gangrelem wprawiła go w osłupienie. Wiedział jednak, iż groźby bestii z pazurami, która zdecydowała się zamordować jego towarzyszy były zaproszeniem dla Mrocznego Jedi. Cień w mgnieniu oka zmaterializował się i po chwili wszystko zaczęło dziać się bardzo szybko. Po kilkunastu sekundach na ziemi leżały już trzy ofiary niebezpiecznego zabójcy.

Horacy rozpoznał przywódcę sfory i poczuł się niepewnie. Wiedząc z kim mieli do czynienia postanowił zastosować taktykę, która zawsze działała. Użył mocy Niewidoczności, by zniknąć z oczu wroga, dodatkowo rozszerzając jej zasięg na Gavina i Victorię. Nosferatu próbował krzyknąć coś do Namtara, ale zorientował się, że z jego ust nie dobywa się żaden dźwięk. Istotnie, zauważył teraz iż walka odbywa się w całkowitej ciszy. Przypominała mu ona film przewijany w telewizorze: szybki i pozbawiony fonii.

Gavin nie potrafił do końca opanować drżenia rąk, słowa i postawa Gangrela działały mu na nerwy. Mimo to odpalił Moc Akceleracji, błyskawicznie wyciągając rewolwer SW M640. Strzelił dwa razy w jednego z Sabatników z połamaną łopatą. Pierwsza kula trafiła celnie w nogę nieumarłego. Drugi strzał chybił celu. Zaklął czując, że w tych warunkach nie może w pełni polegać na swych zdolnościach strzeleckich. Miał problemy z utrzymaniem broni nieruchomo.

Lasombra poniosła obie ręce w geście mistycznego przyzywania mocy Ciemności. Na ziemię spłynęła smolista czerń, która objęła walczących. Ponad czterometrowa kula ciemności była nieprzenikniona. Zdawała się pochłaniać skąpe światło księżyca i zniczy, skutecznie uniemożliwiając obserwację tego, co działo się w środku. Członkowie Koterii spojrzeli na siebie w absolutnej ciszy. Z kuli mroku nie dobywał się bowiem żaden krzyk, dźwięk uderzenia czy łamanych kości. Jedynie gdzieś daleko odezwał się świerszcz. Jego spokojny głos wydał im się absolutnie nierealny -jak sygnał z innego świata. Łagodny wietrzyk dotknął ich twarzy, niosąc ciężką woń krwi, którą spryskane były pobliskie nagrobki i trawa pod stopami walczących.
Spoiler!
[center]Cd pierwszej rundy walki:[/center]
Terry rezygnuje z działania i chowa się za nagrobkiem.

Horacy używa Niewidoczności 5 ST: 6 = 3 sukcesy. Obejmuje niewidzialnością Gavina i Victorię. Próbuje krzyknąć, ale Śmiertelna Cisza uniemożliwia mu to.

Gavin odpala Akcelerację i pali 1PK.
Akcja 1: Wyciąga rewolwer.
Akcja 2: Strzela ST:7 = 2 sukcesy na trafienie. Sabatnik otrzymuje 3 obrażenia (po teście wyparowania).
Akcja 3: Strzela ST:7 = 0 sukcesów. Chybienie.
Koniec działań Gavina.

Victoria używa mocy Sfera Mroku 2 ST:7 = 3 sukcesy. Efekt udany.
Wybiera, ale ogarnąć ciemnością tylko grupę walczących wręcz.

[center]Koniec pierwszej rundy walki.[/center]

[center]Druga runda walki[/center]
Całun Nocy uniemożliwia atakowanie osób wewnątrz, tym którzy są na zewnątrz. W starciu pozostają: Namtar i sabatnicy.

Kolejność działań w rundzie:
1. Namtar;
2. Sabatnik z kołkiem;
3. Sabatnik z łopatą;
4. Sabatnik z kołkiem;

Namtar używa Ech Nirvany: 2 (3 sukcesy), jest to akcja darmowa. Wydaje 1 PK. Może zanegować minusy wynikające z obrażeń na 3 rundy.
Następnie używa Akceleracji (wydaje 1 PK) i atakuje Sabatników.
Akcja 1: Używa mocy Asbu Ilat 4 ST:8 = 3 sukcesy. Efekt udany.
Akcja 2: Trafienie sztyletem ST: 5 = 6 sukcesów
Sabatnik otrzymuje 9 Obrażeń Prawdziwych (po teście wyparowania) i umiera.
Akcja 3: Namtar zmienia broń. Przekłada sztylet do lewej ręki, prawą wyciąga kołek.
Akcja 4: Assamita atakuje Sabatnika kołkiem. Trafienie ST: 8 = 2 sukcesy
Sabatnik nie unika, bo nie widzi napastnika. Otrzymuje 5 obrażeń (po teście wyparowania) i jest zakołkowany.
Namtar wykonuje test Szybkiego Dobycia ST:5 = 4 sukcesy. Udany. Może wyjąc kolejny kołek bez poświęcania akcji.
Akcja 5: Namtar atakuje Sabatnika kołkiem. Trafienie ST: 8 = 2 sukcesy
Sabatnik nie unika, bowiem nie widzi napastnika. Otrzymuje 3 obrażenia (po teście wyparowania) i jest zakołkowany.

Koniec akcji Assamity i koniec walki.

: 27 kwietnia 2015, 23:00
autor: Sigil
Instynktownie poczuł obecność mocy Ciemności, na ułamek sekundy wcześniej, nim mistyczny mrok spowił okolicę, pochłaniając wszelkie światło. Ostrze w jego ręku śpiewało pieśń śmierci, a krew w żyłach wibrowała zgodnie z tętnem Zir: Kishpu Salamu ina! Aeshm elu! Eli Baltuti Ima''Idu Mituti!* Rytm oddalał ból, przyzywał obecność cieni Ahrymana, które czyniły jego ciosy szybkimi i bezwzględnymi. Teraz, gdy Mrok spowijał go swymi skrzydłami miał mnóstwo czasu. Niewierni nie mieli z nim szans. Oślepieni rozglądali się wkoło, nie wiedząc skąd przyjdzie śmierć. Podczas gdy on widział ich doskonale.

Gdyby miał więcej czasu i lepsze warunki, zapewne pobawiłby się z nimi. Dał im nieco nadziei, na ucieczkę, lub obronę. Jednak aktualnie miał obowiązki do wykonania i musiał myśleć o bezpieczeństwie tych, którzy byli z nim. Skupił się więc na celach, przyjemności zostawiając na później...

Dosięgnął pierwszego z nich sztyletem, przecinając mu gardło i prawie odcinając głowę od ciała. Poczuł lekki opór, gdy ostrze przebiło się przez kręgosłup. Przerzucił broń do lewej ręki i wyciągnął kołek. Nie musiał się już spieszyć... Kolejny sag** Sabatu otrzymał cios prosto w serce i padł na ziemię. Ostatni Bękart Khayyina cofał się, z lękiem w oczach, ściskając w obu rękach ocalałą łopatę. Dopadł go szybko, unieszkodliwiając podobnie jak poprzedniego.

Schował broń i przez chwilę stał w bezruchu, radując się się zapachem krwi i świadomością śmierci. Podniósł dwa zakołkowane ciała i położył je na nagrobku. Ukląkł obok i wbił zęby w kark ofiary. Pił szybko, wiedząc, że musi się spieszyć. Napastników mogło być więcej, a on musiał wyleczyć swoje rany...
Diabolizuję jednego Sabatnika. Leczę rany (te obuchowe 3 obrażenia za 2 punkty krwi - Efekt Asbu Ilat 4 pozwala mi się szybciej leczyć w absolutnej ciemności).
Po chwili także dezaktywuję Śmiertelną Ciszę.


* akad. Mroczne Czarosto wewnątrz, Aeshm powstań! Niechaj martwi będą liczniejsi od żywych!
** paszt. pies

: 27 kwietnia 2015, 23:59
autor: lightstorm
Charleston WV Cmentarz Spring Hill 09.08.1993 Po północy
Wszyscy jesteście przerażeni tym co się stało. Nikt z was nigdy czegoś takiego nie widział, pomimo że jesteście jednymi z starszych. Teraz wiecie, że to co mówią o klanie Łowców jest prawdą i żadnemu z was nie przyjdzie do głowy, aby obrazić jego honor. Wicie, że ten pojeb jest nie do zatrzymania. Pokonał w pojedynkę sześciu wrogów w czasie krótszym niż pół minuty. Macie świadomość, że gdyby nie wasz ochroniarz byłoby po was. Gangrel przeorałby każdego pazurami bez większego problemu i do tego posiadał Akcelerację (widzieliście że także szybko się poruszał). Niewidoczność nie pomogłaby tutaj za bardzo, bo mgła zdradziłaby wasze położenie, gdy zaczęlibyście się ruszać. Zawdzięczacie mu życie, a właściwie Redowi ponieważ go wynajął.

Po chwili efekt Śmiertelnej Ciszy znika. Kula smolistej ciemności utrzymuje się dalej. Lasombra może w każdej chwili ją rozproszyć. Horacy zakrył was Niewidocznością, ale tylko przed wzrokiem wrogów, tak więc widzicie siebie nawzajem cały czas. Terry może bez problemu dołączyć do pozostałych członków koterii.

Dla Namtara: Diabolizacja Sabatnika: Słaba krew XII Generacja, Parias, uzyskujesz 6 PK.

: 28 kwietnia 2015, 10:25
autor: Suriel
Horacy uświadomił sobie że nikt nie słyszy jego okrzyku. Wielka czarna kula ciemności skryła ostatnich walczących sabatników. Czy oni teraz też krzyczeli? Ze strachu, przerażenia, niewypowiedzianego bólu? Horacy nie tego nie wiedział. Wiedział natomiast że Namtar budził w nim coraz większe przerażenie. W uszach dzwoniło mu to co powiedziała Victoria na spotkaniu w sanktuarium, że są to urodzeni mordercy i psychopaci. Jeśli Horacy miałby w tej chwili powiedzieć jak wyobraża sobie Gehennę powiedziałby że właśnie tak. W niesamowitej ciszy, ciemność konsumująca z oszałamiającą prędkością kolejne nieśmiertelne życia. Czy tak też było ze Spiro? Stary infernalista, sługa piekieł został pochłonięty przez głód z ciemności.

A podobno diabli swego nie biorą.

[center]***[/center]
Obraz zniszczeń, jaki się ukazał gdy w końcu opadła ciemność i nienaturalna cisza, pogrążył Horacego jeszcze bardziej.

Wszędzie części ciała i krew. I tylko jedna łopata. A przecież do jasnej cholery ktoś to wszystko będzie musiał teraz posprzątać.

- Ciałami zaraz się zajmę. Znajdę im przytulne miejsce w jakimś starym zarośniętym grobie. Przecież nie można ich tak zostawić. Problemem jest tylko ta krew na pomnikach.

Horacy podszedł bliżej przyglądając się uważnie sabatnikom oraz workom które nieśli.

- Cholera przecież to był sam Gorgon. Ale co tutaj robił ten Gangrel? Przecież ten twardy skurwiel z sabatu nigdy nie zapuszczał się na teren miasta Charleston. Do tej pory zawsze wolał pilnować miast które już udało im się przejąć. Bywał tylko przy większych rajdach sabatu dlatego spotkałem go tylko ze trzy razy. Ale zawsze szybko się rozstawaliśmy to nie moja kategoria wagowa i żeby wchodzić z nim do ringu musiałby mieć niespełna w głowie. On i jego sfora sporo krwi napsuli. Był naprawdę twardy stąd jego ksywa. Gorgon miał też duży udział w walkach o trzy miasta na południu Stanu Wirginia Zachodnia. Kto go spotykał miał dużego pecha. Aż do dzisiaj...

Horacy podszedł do tego co zostało z Gangrela i ruszył go swoim butem. Chciał się upewnić że ta bestia naprawdę nie żyje. Stojąc nad nim przez chwile przyglądał się ciału. Bezwiednie pozwolił by kwaśny uśmiech radości wykwitł na jego twarzy. Jeden z koszmarów Camarilli kończył się właśnie tutaj.

Nigdy nie potrafiłem zrozumieć tych debili, którzy z taką lekkością szafowali swoją nieśmiertelnością. Setki lat, tysiące litrów wypitej krwi, mnóstwo czasu poświęcone na rozwiniecie dyscyplin. A potem trzydzieści sekund i po zawodniku. Głupek. Nie wiem czego oczekują tacy jak on ryzykując tak co chwila swoją nieśmiertelnością. Przecież ten ocean jest wielki i wcześniej czy później zawsze trafia się na rybę większą od siebie.

Spojrzał na Namtara potem na resztę koterii a następnie ruszył w kierunku worków by jeden z nich otworzyć.

- Możemy wykorzystać to zdarzenie żeby spróbować zlikwidować zakaz wejścia do elizjum.

: 28 kwietnia 2015, 12:40
autor: Sigil
Oderwał się od karku trupa, z którego właśnie wyssał krew i duszę, i spojrzał na Horacego:

- Nie ma potrzeby kopać - odezwał się cicho. - Wrzuć co zostało do worków. Schowamy to w którejś krypcie. Gavin może otworzyć i zamknąć kłódkę. Nikt tego nie będzie szukał - uśmiechnął się lekko, prawie przyjaźnie, co jednak, w zaistniałych okolicznościach, sprawiało dość makabryczne wrażenie. - Krew z grobów można zmyć zimną wodą. Jeśli spadnie deszcz, problem się sam rozwiąże...

Horacy spojrzał na niego odruchowo i pożałował, że to zrobił. Dół twarzy Mordercy był ciemny od krwi ofiar, która spływała mu po szyi lepkimi smugami. Wysunięte kły błyszczały w mroku. Assamita wyprostował się. Wyrwał kołek z piersi nieboszczyka, którego trzymał i puścił ciało, pozwalając mu zsunąć się z nagrobka, prosto w zimne macki mgły. Oblizał drewniany szpic. Odblask zniczy przelotnie odbił się w szkłach ciemnych okularów, sprawiając przez moment wrażenie, jakby spoza nich, na Nosferatu patrzyła czerwonooka bestia.

- Ten jeszcze żyje - Namtar wskazał drugie ciało, leżące w poprzek mogiły. - Możecie z nim porozmawiać, jeśli chcecie. Ale jego krew należy do mnie. Potrzebuję jej... - oblizał kły. - Decydujcie się szybko, czy chcecie go przesłuchać. Nie powinniśmy zostawać tu długo.

W głosie Łowcy było coś, co sprawiało, że obecni nie mieli ochoty wchodzić z nim w dłuższą dyskusję. Spojrzeli we wskazaną przez niego stronę. Na grobie leżał młody mężczyzna w skórzanej kurtce. Z jego piersi wystawał drewniany kołek.
Namtar jest spokojny, jak zawsze diabolizacja poprawia mu nastrój. Poza tym walka zwykle go wycisza. Mimo to, jest świadom, że znajduje się na nieznanym terenie i zachowuje czujność. Dodatkowo jest nieco spięty, bo nie wie, czy członkowie koterii nie spróbują znów odebrać mu ofiary. Ta możliwość odrobinę psuje mu nastrój i sprawia, że pozostaje skupiony na działaniach reszty.

Poza tym, nie posiadając empatii, jak zwykle zupełnie nie jest świadom wrażenia, jakie wywołał. Tego typu sytuacje jak ta, są dla niego dość normalne, więc sam z siebie żadną miarą nie wpadnie na to, że można się tym przejąć.
Mówiąc: "Ale jego krew należy do mnie. Potrzebuję jej..." używam Zastraszania. Na tyle, by koteria odczytała niewypowiedzianą groźbę nie miała ochoty zabierać mi tego, co moje.

: 28 kwietnia 2015, 17:35
autor: Rooster
Zabójcza precyzja i nienaturalna szybkość, z jaką Morderca zabijał psy Sabatu przeraziły Victorię. Był jak maszyna do zabijania, stworzona tylko w jednym celu i idealnie wypełniająca swoje zadanie. Przerażenie i ból umierających w kompletnej ciszy dawały mu satysfakcję i rozkosz, co jeszcze bardziej spotęgowało jej własny strach. Odruchowo wezwała Ciemność, zakrywając walczących Całunem Nocy... Przynajmniej w ostatniej chwili, tylko ona i Namtar widzieli, jak dokonuje rzezi. Ów masakryczny widok wyrył się w jej umyśle krwawymi szponami przerażenia i Lasobra wiedziała, że długo nie pozbędzie się tych obrazów ze swego wnętrza...

Porozrzucane kawałki ciał i krew wokół niosły mdły i słodkawy zapach. Gdyby była jeszcze człowiekiem, pewnie zwymiotowałaby na sam widok. Z szoku wyrwała ją rozmowa Mordercy z Horacym. Wspomnienie o Gangrelu i śmierci, jaką poniósł dało jej satysfakcję. Przeklęty Sabat... Nienawiść rozbudziła jej Bestię, zastępując strach zimną kalkulacją.

- Horacy - zwróciła się do Nosferatu - Zdaje się, że wiesz z kim mamy do czynienia. Przesłuchaj to ścierwo. Musimy wiedzieć, czego tu szukali. - Rzuciła krótko i zaczęła krążyć niespokojnie, patrząc w zachmurzone niebo. Z chęcią sama by to zrobiła, jednak czas naglił. Zwróciła się do Ravnosa.

- Gavinie, zanim pozbędziemy się ciał... przeszukaj ich. Może trafisz na coś przydatnego... Dokumenty, telefony... jakieś błyskotki? - spojrzała na Ravnosa, który w dalszym ciągu chyba był w szoku.

Słowa Zabójcy na temat jego ofiary i krew skapująca z jego twarzy nie pozostawiały żadnych wątpliwości.

- Kiedy Horacy skończy, jest Twój - zwróciła się bezpośrednio do Namtara, wytrzymując siłą woli makabryczny widok, jaki przedstawiał sobą ten drapieżca. Nie chciała więcej oglądać takich scen, a jego wzmianka o deszczu zmusiła ją do działania.

- Ja zajmę się deszczem... zaraz będzie lało, więc się pospieszcie. I niech ktoś znajdzie Terrego.

Wypowiadając ostatnie słowa, oddaliła się od członków koterii. Szukała miejsca nadającego się do rytuału. Gęstniejąca mgła rozwiewała się przy każdym jej kroku, a krople wilgoci zbierały się dużymi gronami na skórzanym płaszczu. Gdy znalazła odpowiednie miejsce, stanęła z twarzą zwróconą w nocne, zachmurzone niebo. Wzniosła ręce nad głową i rozpoczęła cichą inkantację... Magia jej zaśpiewu i pieśni początkowo nie przynosiły efektu, jednak po chwili chmury zaczęły gęstnieć, a w powietrzu uniósł się zapach zbliżającej się ulewy...
Victoria jest przerażona masakrą, ale dość szybko udaje jej się pokonać strach. Głownie dzięki nienawiści, jaką żywi do Sabatu. Ta daje jej siłę i determinację do działania.
Spoiler!
Używam Taumaturgii: Kontrola pogody z 2 poziomu, żeby wezwać deszcz. Jest pochmurno, więc nie powinno być problemu.

: 28 kwietnia 2015, 17:49
autor: Sigil
Namtar podniósł Sabatnika i posadził go na nagrobku, opierając plecami o rzeźbiony, granitowy krzyż. Wykręcił mu do tyłu ręce i spiął kajdankami za kamiennym słupem, stanowiącym postawę krucyfiksu. Uklęknął obok ofiary:

- Wyciągnę ci kołek. Sugeruję, abyś nie próbował się wyrywać. To beznadziejne. Kajdanki są wzmacniane tytanem. - poradził mu tonem towarzyskiej wskazówki. - Ta rozmowa może cię boleć, albo boleć bardzo. Wybór należy do ciebie. Jeśli będę zadowolony, zabiję cię szybko.

- A i jeszcze jedno... - dodał po chwili obojętnie. - Jeśli nie będziesz patrzył w oczy osób, które zadają ci pytania, odetnę ci powieki.

Mówiąc to wyciągnął kołek z piersi jeńca i oblizał go.

- Pytajcie - zwrócił się do członków koterii. - Jakby nie chciał mówić, pomogę mu.

: 28 kwietnia 2015, 22:00
autor: Rellon
Ciemność prawdziwa roztoczyła swój blask. Gdy jej urok uległ rozproszeniu, widok pobojowiska sprawił że Gavin osłupiał na bardzo długą chwilę. Niewypowiedziany horror sceny, ludzkie ciała porżnięte jak świnie na stole rzeźnickim, wszechobecna krew. Niemal dało się wyczuć ostatnie, rozpaczliwe próby walki o życie...

Powoli, niczym nieśmiałe dzieci, zaczęły przybywać bodźce zewnętrzne.
- Schowamy to w którejś krypcie. Gavin może otworzyć i zamknąć kłódkę. (...)

Mogę otworzyć i zamknąć kłódkę...

- Gavinie, zanim pozbędziemy się ciał... przeszukaj ich (...)

I to były słowa które wybiły go z otępiającej aury strachu. Kierowany pradawnym zewem Ravnosów, Gavin zaczął przeszukiwać ciała, sprawnie pozbawiając denatów niepotrzebnych dóbr doczesnych. Wszystko co niemagiczne, znajdowało nowy dom w kieszeniach Ravnosa. Paciorki, krzyżyki, wisiorki, guziki... klan zawsze chętnie przyjmuje dotacje.
Dokumenty, komórki i portfele (sprawnie pozbawione gotówki) ułożone zostały w mały stosik.
- Nie mam ochoty uczestniczyć w waszej rzezi, zajmę się więc tymi którym niewiele może już zaszkodzić - Zwrócił się do zebranych, po czym ruszył w poszukiwaniu najbliższej krypty.
Ravnos nie chce uczestniczyć w przesłuchaniu, podejrzewa że będzie on bardzo okrutne i bolesne dla przesłuchiwanego. Pozbywa się więc ciał zgodnie z przedstawionym pomysłem. Ta scena przerosła Ravnosa.

: 28 kwietnia 2015, 22:47
autor: Frater_Terry
Decydując się na pozostanie w ukryciu, Terry skulił się nieco za jednym z nagrobków, oddzielającym go od reszty Koterii. Po wcześniejszych wydarzeniach tej nocy nie miał wątpliwości co do wyniku starcia. Zwątpienie dopadło go jednak kiedy pomyślał o tym co stanie się po walce. Zdecydowanie nie miał ochoty być świadkiem perwersyjnych praktyk Łowcy. Postanowił więc zostać na miejscu i poświęcić się modlitwie.

Zastanawiało go trochę, jak inni zareagują kiedy na ich oczach Darth Namtar wchłonie kolejne istnienia. Jego osobiście przerażała ta świadomość. Jednak, nie wiedzieć czemu, kiedy Assamita wcześniej chełpił się pożarciem Aurina Spiro, na nikim prócz niego nie wydawało się to wywrzeć wrażenia. Czy tak będzie i tym razem?

Z jednej strony nie miał pojęcia jak to zrobić. Z drugiej wiedział, że jeśli nie zareaguje na takie działania, tylko patrzeć jak cała jego Koteria z uśmiechem na twarzy i Mrocznym Jedi na czele zamieni się w bandę kanibali. Diabolizacja od zawsze była dla niego tematem tabu, a teraz był zmuszony jeśli nie bezpośrednio się temu przyglądać, to na pewno akceptować. I myśl ta wywoływała w nim głęboki dyskomfort.

Właściwie nie rozumiał, dlaczego Mroczna Pani nic nie robi w tej sprawie. Została wytyczona na przywódczynię Koterii, co znaczy, że odpowiada za czyny każdego jej członka. Owszem, Darth Namtar był oficjalnie tylko najemnikiem, jednak Democritus nad wyraz jasno dał im do zrozumienia, że traktuje go jak jednego z nich. Przynajmniej w kwestii odpowiedzialności za jego czyny i działania. A z tego co wiedział, Amarant nie jest jednym z tych tolerowanych przewinień. Przynajmniej w kręgach Camarilli. Zatem akceptując ów chore zachowania Łowcy, nie dość, że naraża całą Koterię na gniew Księcia i jego świty, to jeszcze pozwalała mu tkwić w przekonaniu, że to co robi jest jak najbardziej na miejscu.

Rozmyślania zakłóciły mu odgłosy walki. A właściwie całkowity ich brak. Spojrzał szybko w stronę gdzie powinna być reszta. Zamiast jednak krwawej jatki, zobaczył jedynie czarniejszą niż noc sferę, otulającą wszystko w swym wnętrzu lepką ciemnością. Odwrócił szybko wzrok. Gdyby jego serce biło, teraz waliło by jak szalone. Zamknął oczy i bezgłośnie zaczął się modlić.

Boże, który nie chcesz śmierci grzesznika, lecz pragniesz, aby się przez pokutę nawrócił, który nie odrzuciłeś Mojżeszowej, chociaż z naleganiem, modlitwy za ludzi grzesznych i który utyskujesz nawet, gdy Cię nikt nie zatrzymuje w gniewie przeciw grzeszącym; otóż stąd powziąwszy ufność, odważam się przystąpić do Tronu łaskawości Twojej z pokorną prośbą o miłosierdzie dla wszystkich wrogów naszych zostających w grzechu.

Odpuśćże im więc, Ojcze Niebieski, bo nie wiedzą, co czynią i nie wiedzą jak sczezną. Odsłoń ich oczy, a daj im poznać, jak zła i gorzka jest rzecz, że Cię, Pana boga swojego, grzesząc obrazili, i jak ciężkie im biada gdyż Aniołowie upadli wprost w objęcia Mrocznego Jedi ich poprowadzili! Otwórz im uszy, a daj im usłyszeć, jak łaskawie ich wzywasz do siebie, a jak im surowo grozisz sądem i piekłem jeżeli się do Ciebie nie nawrócą.

Zmiękcz zatwardziałe ich serca i daj im się tem brzydzić, w czem się kochali, a w tem się kochać co nienawidzili. Wspomagaj ich, o Boże! oto bowiem ich istnienia w nicość i pył się rozpadną. A Ty miłosierny i dobrotliwy Boże! odpuść im wszystkie nieprawości, również i nam grzechy nasze. Amen.


Modlitwa, jak zawsze, pozwoliła mu się uspokoić. Nie patrzył jednak już więcej w kierunku wiadomym, nie chcąc mieć nic wspólnego z przerażającymi aktami które miały się dokonać.

: 28 kwietnia 2015, 23:02
autor: Suriel
Horacy przykucnął na przeciwko przesłuchiwanego i gładkim ruchem ręki obszukał go w poszukiwaniu telefonu. Pozostał przykucnięty kiedy skinął do Namtara dając znać że jest gotowy na wyjęcie kołka. Poza tym wolał taką pozycję sabatnik czy nie, nie było potrzeby się znęcać ani sensu podkreślać wyższość komuś kto wiedział że przegrał.

- Kiedyś zastanawiałem się co bym zrobił gdybym był w takiej sytuacji jak ty. Doszedłem do wniosku że lepiej byłoby dla mnie gdybym trafił na wroga który dotrzymuje słowa. Ty to szczęście w nieszczęściu masz, co z tym zrobisz twoja rzecz. Na końcówce każdy chce się pożegnać, zamienić kilka słów z bliskimi, powiedzieć szefowi żeby spierdalał... a może masz jakieś inne życzenie? - mówiąc bawił się w ręku komórką - Nie obchodzi mnie jak się zwiesz i z jakiego klanu jesteś.

-Parias 13 generacja - wtrącił się Namtar.

- Dobrze wiesz co mnie może zainteresować a co nie. Pamiętaj też, że nawet jak się Sabat dowie, że coś sypnąłeś to i tak już gówno ci zrobią, więc proszę nie krępuj się. Ja słucham. To jak, masz kogoś z przyjaciół w komórce? Może rodzinę? - Horacy zaczął klikać po spisie teflonów po kolei czytając numery lub zapisane osoby, po każdym przeczytanym spoglądał na reakcję sabatnika.

- Sabat rządzi, kurwa! - krzyknął jeniec w obłędnym błyskiem w oku. Zabiliście moich przyjaciół ścierwa, nic wam nie powiem.

- Po co tu przyszliście i na chuj wam te worki?

- Chuj ci do tego złamasie. Się kurwa do świtu możesz zastanawiać i nie zgadniesz. Możecie mnie zabić, ale i tak wam nic nie powiem! - wyrzucił z siebie Parias.

- Co tu robił Gorgon, po co go tutaj przysłali. On nie pojawiał się bez dobrego powodu.

- Przyszedł najebać takim popierdółkom jak ty, nędzna Camarillska szumowino! Jest nas tutaj cała jebana horda i niebawem spierdolicie z tego miasta jak psy z podkulonym ogonem! Niech żyje Sabat!

- No to Gorgon najebał, nie ma co... Lecz cóż, trudno przyznać się jest przed sobą, że się trzyma z przegranymi. - odparł kpiąco. Podczas wypowiedzi coś w Horacym przez cały czas tężało i właśnie w tym momencie pękło. Wstał i jakiś dziwny chłód wkradł się w jego ruchy a tembr głosu przypominał ten, którym obiecał coś Victorii w samochodzie. Mówił wolno i patrząc cały czas w oczy mężczyzny - Powiem ci co zaraz zrobię. Zabiorę twój telefon i oddam Furii. Ona swoimi kanałami sprawdzi każde połączenie i namierzy każdą komórkę na którą dzwoniłeś. A potem, będziemy ich odwiedzać po kolei, szepcząc im na koniec wizyty vivat Sabat... - obrócił się od Sabatnika.

- Ni klanu, ni honoru - prychnął odchodząc - sami znajdziemy tego którego chcieliście tutaj wykopać.