PBF - Okna Duszy

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 21 października 2017, 17:32

Burat-ar, 26 orakt-ran

Im bardziej wóz zagłębiał się w osadę, tym mocniej Eco utrwalał się w przeświadczeniu, że dotarł na prawdziwy koniec świata. Chłopskie Krocze nie bez powodu uchodziło za dzielnicę nędzy i grzechu, ale nawet tam biedacy żyli dostatniej od mieszkańców nadmorskiej wioski, przynajmniej w mniemaniu wstrząśniętego realiami Burat-aru strażnika.

Wzniesione z kamieni i mułu lepianki pokryte były mocno nadgniłym sitowiem, z glinianych kominów snuł się smrodliwy dym, błotnista ziemia pod kołami wozu mlaskała donośnie. Brudne dzieci wyglądały zza progów ubogich domostw, strzeżone przez posępnych mężczyzn i robiące wojownicze wrażenie kobiety. Od razu dało się zauważyć, że wioska ma się na baczności, a znający już opowieść o goblińskich grasantach Eco wiedział, o co chodziło.

Furman w baranicy zatrzymał woły na niewielkim placyku przed szczególnie okazałą lepianką, wymienił serdeczne pozdrowienia z jakimś niebywale pomarszczonym starcem wspierającym się na fantazyjnie poskręcanym kosturze. Obok starego mężczyzny, już z wyglądu dającego się poznać jako zgorzkniałego i złośliwego, stał dużo młodszy człowiek w naciągniętym na nos kapturze.

- Oficer z Ostrogaru, wielce znacząca osoba, oraz jego służący - Trzęsikęsek zaanonsował gości dość głośno, by usłyszała go połowa wioski - Natrafiliśmy na nich na drodze, bo szczęśliwie nie wpadli w łapy goblinów.

Ton Trzęsikęska zmienił się nieznacznie przy ostatnich słowach, pojawiła się w nim nuta przekąsu, chociaż Eco postanowił od razu przyjąć, że mu się ten przekąs przywidział, nikt bowiem nie ważył się mówić w taki sposób o Fleituhu w jego towarzystwie.

- Męczywór jestem, opiekun tej osady, starszy nad starszymi i żarliwy czciciel Kielicha - oznajmił wyniosłym tonem starzec z kosturem - W czym możemy pomóc oficerowi z Ostrogaru?

Fleituh zeskoczył w milczeniu z wozu i prychnął gniewnie, bo od razu zapadł się po kostki w błoto. Wycierając brudne buty o szprychy wozu wbił srogie spojrzenie w sędziwego naczelnika, niczym dziki kot wpatrujący się w osaczoną mysz.

- Przybywam w sprawie ważkiego śledztwa - oznajmił dziesiętnik - W Ostrogarze grasuje zbrodzień, który niewinnych mieszkańców morduje w okrutny sposób. Wiele już dusz wysłał na łona ich bóstw, tedy straszna i przykładna musi go spotkać kara. A śledztwo jawnie do was mnie przywiodło, bo ów zbrodzień swe ofiary zielskiem truje, które tylko tutaj rośnie, tylko u was się je zbiera. Tedy może być tak, żeście z tym zbrodzieniem w zmowie i kara na całą wioskę spadnie! Surowa i zasłużona kara! Chyba, że przyłożycie się z pomocą i uczynicie wszystko, byśmy właściwego mordercę pochwycili.

Na placyk zbiegło się w międzyczasie sporo wieśniaków, toteż groźne słowa Fleituha wywołały natychmiast falę jęków, pomruków i szeptów. Obserwujący tłumek Eco odnotował niespokojnie w myśli, że jęków przestrachu było znacznie mniej niźli strażnik by sobie życzył, a szeptom towarzyszyły spojrzenia niekoniecznie kojarzące się z poddańczą uległością.

- Wielce martwiące to słowa, panie oficerze - odpowiedział Męczywór - Burat-ar uczyni wszystko, by oczyścić się z podejrzeń o tak straszne czyny. Pozwólcie do mej chaty, tam spoczniemy i omówimy wszystko w towarzystwie syna mego przybranego, Zagera.

Smagłoskóry młodzieniec w kapturze kiwnął leciutko głową słysząc propozycję starca, ujął go pod ramię pomagając obrócić się w miejscu. Fleituh ruszył w ślad za gospodarzem ku największej z miejscowych budowli, wyróżniającej się na tle pozostałych jedynie rozmiarami, nie zaś większym splendorem.
Naczelnik Burat-aru zaprasza w swe progi na rozmowę o szczegółach wizyty Fleituha.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 21 października 2017, 21:31

- Klatkę ostawmy na oścież rozwartą, tedy może psubrat się na martwych połakomi, niźli za nami gonić. - szepnął jeszcze przed wyjściem Milcarr: - A jakby gonił to na drzewa i modlić się co by nas kto odnalazł...

Nic lepszego do głowy Ślepakowi nie przychodziło. To nie był dobrze znany bruk ostrogarskich ulic, tylko kompletna dzicz, gdzie dzikim bestiom różnicy nie czyniło, czy zwierzęta czy ludzinę żrą. Rzecz nie do pomyślenia, aby w mieście warg się tak mógł wypasać. A tu nawet nie było do jakiej chałupy, czy karczmy wleźć i schronienia szukać.

- Ruszajmy nim się nażre.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 21 października 2017, 22:14

Przebudzenie było jak wychodzenie z głębokiej studni, ciągnąłem swoje ciało w górę, ku okrągłemu światłu. Z każdym ruchem, kiedy światło rosło, czułem większy ból. Wyszedłem, otworzyłem oczy, to nie ból zmęczonych mięśni, to liczne obtłuczenia, one bolały.

Cztery osoby ruszały się, ja piąty. Uścisnąłem dłoń Milcara, Otlaf tryumfalnie pokazał klucze. Rozglądnąłem się za butem , za kuszą, za skarbami. Trupy w koło. Napotkałem wzrok inkwizytora, rozrywał zębami padlinę. Brał co jego, ja natomiast poczułem wielki głód i pragnąłem biesiadować z nim. Jakby część mnie jeszcze śniła. Kochałem go przez mgnienie, szepty prostaczków, zerwały więź. Mówił Mistrz: Uciekaj!

-Ppsssstt. Cisza absolutna- szeptam łagodnie, cichutko.
-Bierzemy co możemy. Otlaf zamek. Wyprowadzamy we dwóch Milcara. Kurhuan i Rokko na nami, nie bójcie się, potrzebujemy was, ale wy nas bardziej.

Co zostało ze skarbów? kusza, bełt, coś jeszcze, but?
W takiej kolejności ostrożnie wychodzimy, zabierając wszystko, co możemy, gacie, koce, łańcuszki, igły, paski. Kierujemy się w kierunku drogi, ale nie dokładnie po śladach. na pewno jeszcze cos słychać.
Zdolność "Nasłuchiwanie" i infrawizja półelfa na pewno pomogą znaleźć i usłyszeć coś ciekawego.

Bez instrumentu czuję się trochę wykastrowany, dobrze zapamiętałem twarz najemnika, który mi go zabrał, tego drugiego też, Rogun się chyba zwał.

A na trasie przejazdu wozy nie widać krasnoluda? Liczę że bucik mam.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 23 października 2017, 10:01

Jeśli warg ruszy za nami, bo będzie wolał żywych niż gotowy obiad w klatce, to ślepak bez mrugnięcia okiem złamie nogę w kolanie Kurhuanowi lub Rokko i zostawi go na pożarcie.

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 23 października 2017, 19:45

Burat-ar lepianka opiekuna wioski

Zaciekawienie i obrzydzenie nie znikało z twarzy młodego strażnika. Ludzie w Chłopskim Kroczu byli bogaczami w porównaniu do tych chłopów mieszkających w lepiankach. Jednak życie mijało powoli, dym snuł się nisko i w dymie było coś obrzydliwego, sadza śmierdziała łajnem. Przed wejściem do chaty Eco spenetrował okiem zgromadzonych, nie byli zbytnio zadowoleni z słów Fleituha. Przełknął ślinę i równym krokiem podążył za dziesiętnikiem.

Niska chata wypełniona była siwym dymem, który mieszał się z niezbyt ciekawymi zapachami dochodzącymi z kuchni i obory. Patron osady nie pływał w luksusach, można byłoby powiedzieć, że sam miał bajoro wewnątrz chaty dlatego Eco zrezygnował z otrzepania butów z błota.

- Z deszczu pod rynnę khurwa. Wymamrotał pod nosem oglądając niewielką izbę, która była połączona z oborą. Zapach świeżego łajna, pomyj, wilgotnej słomy i dymu przeszył nozdrza strażnika, zjedzona kiełbasa podeszła do gardła, ale Eco zdążył powstrzymać się przed startą jedzenia. Poczekał aż Starszy nad starszymi oraz Flejtuh usadowi cztery litery przy niewielkim stole. Co też się stało, tuż po tym jak młodzieniec żwawo pozbierał brudne gliniane naczynia i drewniane łyżki z drewnianego blatu.
Eco oszczędza słowa. Ciągle myśli o swoich towarzyszach, czy sam będzie musiał załatwić Fleituha i zgarnąć 1000sz?
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 24 października 2017, 20:51

Dzika knieja, 26 orakt-ran

Poruszając się w sposób oszczędny i w miarę cichy, ocaleli z wypadku więźniowie zaopatrzyli się w odzież zrabowaną z ciepłych jeszcze ciał towarzyszy niedoli. Niektórzy ze zmarłych mieli całkiem niezłe buty, inni mocne parciane paski czy pozbawione niemal zupełnie dziur koszule. Te ostatnie Otlaf obejrzał szczególnie starannie, nie chcąc zakładać na siebie niczego przesiąkniętego krwią, jej woń mogła bowiem zachęcić burego potwora do łowów.

Kiedy wszyscy wyszeptali już potwierdzenie tego, iż gotowi są do ucieczki, mieszaniec podkradł się do zamka klatki i wsadził porwany krasnoludzkiemu woźnicy klucz w odpowiedni otwór kręcąc nim ostrożnie. Metal zaszczękał niepokojąco głośno i bury wilk odwrócił masywny łeb obrzucając skulonych w klatce niewolników bursztynowymi ślepiami.

A potem jakby znudzony ich widokiem, powrócił do wgryzania się w parujące wnętrzności martwego konia.

Podtrzymane kilkoma rękami, drzwi klatki opadły na pogniecioną trawę. Próbując wcale nie oddychać, pięciu ocalałych jeden po drugim opuściło wnętrze pojazdu, czym prędzej odgradzając się od drapieżnika prętami przewróconej klatki. Kucając w trawie wszyscy raz jeszcze przyjrzeli się zadowi bestii.

- Powolutku w tył, coby się nie rozochocił i nie chciał się z nami zabawić - wyszeptał Eszar biorąc pod ramię ślepego Milcarra i odciągając go w zarośla - Idźcie za mną, a starajcie się nie czynić żadnego hałasu.

Jeden po drugim, zgięci wpół mężczyźni wślizgnęli się pomiędzy porośnięte zielonym mchem drzewa, zmierzając ostrożnie w kierunku niezbyt odległego traktu.
Dobra, nie zapominajcie o żarliwej modlitwie do Sureliona, bo mam wrażenie, że coś ostatnio podupadliście w wierze! Zgodnie z deklaracją Nanatara zmierzacie mniej więcej w stronę drogi, bardzo cicho i bardzo ostrożnie...

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 24 października 2017, 21:29

Prowadź nas, Blasku Wiedzy Tajemnej,
Przez trudne ścieżki w mroku,
Pułapki niewiedzy i strachu,
Pozwól dostrzegać, poprzez Twe lśnienie,
Ukryj bezpiecznie w cieniu.

Chwilę ku drodze, ale później oddalamy się od miejsca napaści i zwierza. Słuchamy co się tam dzieje. Chyba że jest jakiś inny plan.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 24 października 2017, 23:02

Burat-ar, 26 orakt-ran

- Pomurnik źdźbłokrętki - oznajmił usadowiony przy niskim stole Fleituh, opierający się z wyraźną odrazą o ubrudzony schnącą kaszą blat - Trucicielskie zielsko, które warzycie w tej paskudnej osadzie ku zgubie prawych obywateli Imperium. Wiemy ponad wszelką wątpliwość, że ścigany przez nas zbrodzień kupił to świństwo tutaj i to całkiem niedawno. Wielce biegli w swych arkanach alchemicy nam to zdradzili, zbadawszy broń skrytobójcy.

Ork obrzucił wyniosłym spojrzeniem stojącego za Męczyworem smagłoskórego młodzieńca, przeniósł wzrok na wiercącego się niespokojnie starca.

- Zaprzeczanie nic wam zatem nie da, a jedynie bardziej mnie rozgniewa - przestrzegł starszego dziesiętnik - Komu sprzedaliście tę truciznę, kiedy i ile?

- Zagerze, jesteś winien szlachetnemu panu wyjaśnienia, w interesie Burat-aru i nas wszystkich - powiedział naprędce Męczywór, obracając się nieporadnie na zydlu i spoglądając w stronę swego przybranego syna. Przysłuchujący się konwersacji Eco drgnął widząc w oknie kilka zaglądających do środka chaty głów, wśród nich również Trzęsikęska i Łamignata.

- To Ostrogarczyk - odparł po irytująco długiej chwili milczenia młodzieniec w kapturze - Zawitał do nas pierwszy raz w minionym roku, pod koniec sezonu zbiorów pomurnika. Kupił niewiele i zniknął, wrócił na wyspę. Zjawił się ponownie miesiąc temu, po większe zamówienie. Był w wiosce trzy razy, ostatnio cztery dni temu. Płacił srebrem, nigdy nie narzekał na cenę. Mało gadał, nie nocował u nas, zawsze odpływał za dnia.
A więc sprawca morderstw faktycznie tu był (chyba, że zbiegiem okoliczności mowa o innym kliencie). Dretch, chcesz coś wtrącić do rozmowy?

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 24 października 2017, 23:11

Nie ma na co czekać. Fleituch z Eco wezmą Zagera na słusznie zadane męki, żeby wyspiewał wszystko! Żeby było szybciej to powinni od zająć prawem katańskim lepiankę Męczywora i urządzić tam prowizoryczny pokój przesłuchań. Pomieszczenie zajęte prawem katańskim stanowi enklawę, więc lepiej żeby noga żadnego Buratarczyka tam nie stanęła bez zezwolenia, bo można się narazić na karę pozbawienia wolności na tygodni sześć, lub grzywnę pieniężną wysokości osiemnastu katanek. Jestem pewien że żaden mieszkaniec Burat-ar - osady, słynącej z legendarnej praworządności, nie będzie aż takim wariatem aby przeciwstawić się srogim katańskim prawom!

No my modląc się gorliwie, acz w ciszy spierdykamy od warga. Coś czuje w kościach, że zaraz sami wejdziemy do osady!;)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 24 października 2017, 23:17

Dzika knieja, 26 orakt-ran

Położywszy się na brzuchach w wysokiej trawie, Otlaf i Eszar popełzli ostrożnie ku widocznej między pniami drzew drodze. Milcarr, Karhuan i Rokko pozostali w tym czasie ukryci w kępach zarośli, ściskając w rękach sękate konary mogące posłużyć od biedy za nagryzione klątwą próchna pałki.

- Nie wystawiaj głowy zbyt wysoko, bo nas kto zoczy - szepnął nerwowo bard, poszturchując pełznącego przodem mieszańca czubkiem dzierżonego w ręce kija - Daj pozór.

- A ty bądź cicho, poćpiego - zirytował się złodziej - Nie ucz mnie jak się skradać, znam się na tym wybornie.

Zatrzymując się na samym skraju leśnej drogi, Otlaf podążył wzrokiem za wielkim czarnym krukiem, który sfrunął z pobliskiego drzewa i wylądowawszy na czymś jął to coś zapalczywie dziobać.

Podnosząc się na kolana Otlaf pojął, że ptak wbija dziób w nieruchome ciało, jedno z kilku leżących na trakcie. Nieco dalej pośrodku drogi tkwił niewolniczy wóz, z parą martwych koni wciąż przywiązanych do dyszla. Klatka była otwarta na oścież i wyglądała na opustoszałą.

- Karawana zniknęła - szepnął surelianin przywołując do siebie barda - Porzucili jeden wóz, bo stracili konie, ale chyba zabrali niewolników. Albo ci uciekli podobnie jak my. A te trupy to chyba eskorta albo ci, co na nas napadli. Na nich napadli.
Jak powyżej - po karawanie pozostał jeden porzucony wóz i tuzin trupów rozrzuconych w różnych miejscach drogi. Obserwujecie wszystko spod osłony traw i paproci, sami skrzętnie się ukrywając. Co dalej?

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 24 października 2017, 23:38

Jeśli nie ma niebezpieczeństwa to należy bezwględnie przeszukać trupy, a nuż znajdziemy jakieś bogactwa i broń z prawdziwego zdarzenia.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 25 października 2017, 00:20

O
Pokusa, jest spora by to zrobić, ale od razu na drogę nie wyjdę. Mogą być gdzieś jeszcze rabusie, bo najemnicy raczej uciekli.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 25 października 2017, 16:56

Dzika knieja, 26 orakt-ran

Rozpłaszczeni w trawie surelianie zaczęli się coraz mocniej wiercić, niecierpliwie czekając na najbardziej dogodny moment do oględzin zwłok. Rozciągający się wokół groźny i tajemniczy las ożył ponownie, kiedy spłoszone bitewnym zgiełkiem ptaki i drobne zwierzęta powróciły do swych dziupli i norek. Na trakcie pojawiło się więcej padlinożernych ptaków, zwołujących się wzajemnie ochrypłym krakaniem.

- Nie wytrzymam dłużej, mrówki mi w rzyć włażą! - sarknął w końcu Otlaf podnosząc się z brzucha i machając dłonią ku skrytym w gęstwie kompanom - Jak dotąd nikt nie nadjechał, to już pewnikiem nie nadjedzie. Żwawo, zanim tamten wilk nas zwęszy.

Stojący z otwartą klatką wóz okazał się skrywać w środku trzy martwe ciała, naznaczone krwawymi dziurami po grotach włóczni. Zabójca niewolników, barczysty drab o zarośniętej gębie ściskający wciąż w dłoni poplamiony posoką oręż, leżał tuż obok z rozpłataną paskudnie czaszką.

- Jak konie padły, zaczęli wyciągać więźniów ze środka, żeby ich popędzić dalej albo przesadzić migiem do innego wozu - oznajmił posępnym tonem Rokko - A najwolniejszych albo skamieniałych z przerażenia zadźgali, coby resztę pogonić. Wszelako ten, co ich zabił sam też poniósł zasłużoną karę. To cięcie od topora jazdy, tak sądzę. Parszywiec dostał w łeb z wysokości siodła i z wielką siłą.

Siwowłosy starzec kopnął trupa żołdaka, splunął na niego nienawistnie, a potem wyciągnął włócznię z martwych rąk prześladowcy i obrócił nią całkiem wprawnie w powietrzu.

- Kto nas napadł? - spytał Karhuan, który w międzyczasie podniósł leżący opodal innych zwłok długi miecz spoglądając na broń tak jakby ta miała go znienacka ugryźć - Inni handlarze niewolnikami?

- Nie sposób tego orzec - wzruszył ramionami Rokko. Spojrzenie jego wyblakłych jasnych oczu pobiegło wzdłuż leśnej drogi, na każdym krańcu napotykając zamknięty ścianą zieleni odległy zakręt - Może inni handlarze, a może zwyczajni grasanci. Albo świta tego gorlamickiego paladyna, co tak się pieklił i ciskał w Atakar-kirze na niewolniczy targ? Pewne jest jednak, że mieli ze sobą maga. Ten wybuch ognia, który nas tak przypalił i konie przeraził magiczny był w swej naturze, możecie mi wierzyć.

Eszar i Otlaf wymienili między sobą znaczące spojrzenia, chociaż nie wypowiedzieli na głos ani słowa. Obaj pomyśleli na chwilę o tym samym, pełni odradzającej się ufności w moc sprawczą Sureliona. Czy to Bóg Bogów zesłał tę nieoczekiwaną odsiecz ratując swych wiernych wyznawców z opresji? Czy Ketras mógł mieć coś wspólnego z owymi czarodziejskimi popisami, na wspomnienie których wszystkich wciąż oblewał zimny pot?

- W którą stronę pójdziemy? - spytał kucający na skraju drogi Milcarr, wodzący palcami po ciele jakiegoś przeszytego strzałą najemnika w poplamionej krwią skórzni - Z powrotem do Atakar-kiru czy w stronę Spiżowej Areny?

Rokko obejrzał się w stronę ślepca, ale nic nie odpowiedział, znieruchomiał na widok wielkiego burego łba sterczącego z chaszczy za plecami niewidomego zabójcy.

- Najpierw obedrzemy zwłoki z wszystkiego, co może nam się przydać - zdecydował plądrujący następnego trupa Otlaf. Zdjąwszy z zabitego obciążony pochwą z nożem pas, złodziej opiął nim biodra, po czym schylił się po upuszczony w trawę jednoręczny topór ofiary - Aż dziw, że ci drudzy tyle dobra zostawili na pastwę padlinożerców. Ketras i Saar Sansar dostaliby konwulsji na widok takich łupów... patrz tam, Eszar, twoja fujarka!
Jeśli jesteście zainteresowani, możecie zdjąć z ciał dowolnego rodzaju zbroje kurtkowe, w zależności od upodobania. Zabici z eskorty mają też małe drewniane tarcze, topory lub miecze noże bądź sztylety (co kto woli). Jeden miał włócznię, którą zawłaszczył sobie Rokko. Noszą całkiem niezłej jakości podróżne ubrania. Każdy ma przy sobie mniej lub bardziej pokaźną sakiewkę, a przy nadpalonym trupie konia znajdziecie sakwy z prowiantem i wodą. Szczegółowe informacje dostaniecie jak już zadeklarujecie, ile czasu chcecie poświęcić na plądrowanie pozostałości po konwoju, bo czas ucieka i może faktycznie lepiej byłoby ulotnić się z traktu jak najszybciej.

Awatar użytkownika
czegoj
Site Admin
Reactions:
Posty: 3844
Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
Has thanked: 5 times
Been thanked: 11 times
Kontakt:

Post autor: czegoj » 25 października 2017, 18:04

Bierzemy tyle ile trzeba, nic za dużo bez zbędnego obciążania. Broń, jakiś pancerz, całe dobre jedzenie i picie. Podążamy w stronę cywilizacji. Według mnie lepiej w stronę spiżowej areny, chyba że ktoś wie jak dostać się do wiochy rybaków, wszak chcemy dogonić Eco. Tak czy inaczej spędzimy tu tyle czasu ile trzeba, żeby wszystkie niezbędne fanty zebrać. Jeśli przyjdzie walczyć z wilkiem stajemy w grupie. Nie damy się rozdzielić. Oczywiście szukam kliku dobrych sztyletów dla ślepca i ewentualnie jakieś dobrej kapoty jego rozmiaru.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 25 października 2017, 21:54

Dźwięki puszczy, symfonia natury, odgłosy układały się w muzykę, czułem się spokojniejszy. Ale dalej jak w dziwnym śnie. Las szumiał, inaczej jednak niż morze.
Puk, puk, puk, puk, zabiło jeszcze serce i odważyłem się wyjść za Otlafem. Czy byliśmy inni od dzikich bestii, tak jak one obdzieraliśmy trupy po śmierci, one z ciała, my z odzieży i broni, równie niepotrzebnych martwym.

Martwe oczy należą teraz do pana śmierci, a może niektórzy gorliwi wyznawcy innych bóstw, biesiadowali teraz u nóg ich stołów. Mogliśmy uważać się za szczęśliwców, zachowaliśmy nasze życie, za sprawą i na chwałę Mistrza Odkrytej Tajemnicy. Uśmiechałem się do naszego szczęścia, pakując jedzenie, zabierając ubranie i wreszcie...Otlaf znalazł kolegę Roguna i moją fujarkę.
-Błogosławiony jesteś Otlafie, Kielich sprzyja Twemu szczęściu.
W pierwszej kolejności flet, następnie jedzenie i jakiś bukłak, buty, jak starczy czasu miecz krótki, lub mieczyk (jeżeli będzie chętnie miecz ciężki), gwoździe jako haczyki, lekką kurtkę, może jest nóż, lub łuk, strzały jakieś, jak nie toporek, tarcze małą drewnianą.

Jaki łeb szary za ślepakiem?
-Rokko, jakaś osada w pobliżu jest? Ruszajmy stąd. Woooooolno.

ODPOWIEDZ