Strona 24 z 26
: 02 września 2015, 22:08
autor: Keth
Późny poranek, Tortuga, burdel "Boskie muszle"
Cóż za nieznośny ordynus, pomyślał z ogromnym niesmakiem Garro, który kątem oka haczył co chwila o wydatny i praktycznie niczym nie zasłonięty biust Caralli, jednej z najbardziej urodziwych ladacznic w zamtuzie. Rozczarowująca porażka w walce o życie amazonki wprawiła uzdrowiciela w zrozumiałe przygnębienie i wszystko wskazywało na to, że czarny nastrój Zingarczyka mogły odpędzić jedynie wyszukane pieszczoty Caralli.
A tymczasem Galvat naprzykrzał się żądaniem, które wcale nie miało uzdrowicielowi sprawić przyjemności: przygotowaniem do oczywistych tortur pojmanego w nocy nieboraka.
- Moja droga, zechciej z łaski swojej przynieść wino dla tego zacnego człowieka - poprosił ladacznicę wskazując dłonią na Ortisa - Zabaw go rozmową, tylko pamiętaj, że od teraz już się nie puszczasz na prawo i lewo. Muszę pomóc Galvatowi, niebawem wrócę.
Idę ocucić Morela, potem wrócę do Ortisa, by zaproponować mu przejęcie biznesu na zasadach partnerstwa (przygotuję później odpowiednią wstawkę fabularną).
: 06 września 2015, 12:10
autor: Dobro
Cucony Morel otworzył najpierw jedno oko. Zobaczył nad soba nieznaną twarz i pozwolił sobie na otwarcie drugiego oka. Garro stał nad nim, dając mu do powąchania jakieś dziwne zioła, budzące korsarza ze zmęczenia.
- Ktoś tu kurwa miał nas zaprowadzić do skrytki - wyrwało się Galvatowi, a Morel zsikał się ze strachu.
**
Ortis ochoczo zgodził się na prowadzenie biznesu. Nie wiedział dokadnie na czym ma polegać owe partnerstwo, ale wizja własnego burdelu bardzo mu się spodobała, czego nie można powiedzieć o jego żonie i dorosłej już córce. Choć i te po dłuższej chwili namysłu stwierdziły, że to dobry biznes i ochoczo zaaprobowały nowy styl życia: żona będzie burdelmamą, córka zaś będzie obsługiwać szynkwas.
**
Adoth z Sigurdem odzyskali ostatnie już pieniądze. W sumie 1300 ZL. Wprawdzie ostatni z wierzycieli sprawiał nieco problemów, ale pobici do nieprzytomności ochroniarze i parę wybitych zębów dały mu znać, że żarty się skończyły i czas spłacać długi.
**
Skrzynka była dobrze ukryta. Skład wypełniony był pod sam dach workami z mąką pszeniczną i ziemniaczaną. W powietrzu wirowały białe pyłki. Pod odsunięciu przez Galvata paru worków i sprytnie ukrytej szczeliny między deskami, ukazała się niewielka skrzyneczka. Galvat niemal rzucił się, by ją wziąć i otworzyć. Przekręcił kluczyk i otworzył skrzynkę. Nehaher i Garro zaglądali mu przez ramię, a Morel leżał nieprzytomny na workach z mąką (wcześniej obezwładniony ciosem w potylicę).
: 06 września 2015, 15:22
autor: Araven
Sigurd
Adothu, podoba mi się ta robota ze ściąganiem długów, pytanie tylko czy kasą jaką odzyskaliśmy z takim trudem ryzykując życie podzielimy się z resztą, no w sumie nie ma na co wydawać bo kobiety mam za darmo... Co myślisz? Ale jak odpłyniemy złoto się przyda.
: 06 września 2015, 16:32
autor: adamwl
Adoth
Jakoś nie widzi mi się oddawanie tych pieniędzy, ostatnio traktują Nas tylko jak tępych osiłków, a nie wspólników, więc jakieś wynagrodzenie Nam się należy, a jak będą się dopytywać to Im się stalą w oczy zaświeci hehe
: 08 września 2015, 11:08
autor: Sigil
Południe, Tortuga, składzik na uboczu
Kurz i drobiny mąki unoszące się w powietrzu, sprawiły, że stygijczyk dostał kilka razy ataku kaszlu, zanim Galvat dostał się do skrytki. W końcu jednak znalezisko ukazało się oczom zebranych.
- Chętnie przyjrzę się temu pierścieniowi, jeśli pozwolicie - odezwał się Nehaher, biorąc cacko przez szmatkę - Może być wszakże czymś więcej, niż się wydaje...
Trzymając ostrożnie pierścień podszedł z nim do najbliższego okna, aby przyjrzeć mu się w świetle dziennym.
Nie dotykam bezpośrednio pierścienia. Biorę go przez materiał jedwabny (jedwab jest naturalnym izolatorem). Chcę zbadać czy pierścień nie jest magiczny.
: 09 września 2015, 20:23
autor: Dobro
Pierścień nie wydaje się magiczny. Jest to zwykła biżuteria.
Adoth i Sigurd: odzyskaliście należności. Jakie są wasze dalsze działania?
Galvat, Keth, Nehaher: wy również zdobyliście, co chcieliście. Co czynicie dalej? PS ta pierwsza rzecz ze skrytki to nie mój głupawy żart...
: 10 września 2015, 08:32
autor: Keth
Południe, Tortuga, składzik na uboczu
Zaintrygowany Garro pochylił się nad sztuczną waginą obracając ją w dłoniach i studiując bacznie wzrokiem.
- Cóż za doskonała forma - oznajmił nie ukrywając swego zdumienia - Cóż za dbałość o anatomiczne detale. Zabieram to dla siebie, w celach czysto akademickich.
To ewidentnie "produkt medyczny", w związku z czym należy się uzdrowicielowi!
: 10 września 2015, 12:47
autor: Sigil
Południe, Tortuga, składzik na uboczu
- W istocie - zgodził się szybko Nehaher, odkładając pierścień z niejakim rozczarowaniem. - masz zupełną rację, tak interesujący eksponat powinien zostać zabezpieczony przez specjalistę... ehm... mam na myśli oczywiście nauki medyczne...
- Pierścień niestety nie jest magiczny,- westchnął po chwili. - możliwe jednak, że posiada dla Servio jakaś wartość sentymentalną... Lub jest ważny z innego powodu. Zachowajmy go na razie. Sprzedać zdążymy go przecież zawsze.
: 11 września 2015, 17:42
autor: adamwl
Adoth
To co Sigurd wracamy do burdelu i wpierw przeprowadzamy poważną dyskusję ze wspólnikami czy po prostu zatrzymujemy złoto dla Nas i udajemy, że nic nie dało się odzyskać?
: 13 września 2015, 14:56
autor: Araven
Zatrzymamy kasę i powiemy, że nic nie oddali.
: 13 września 2015, 15:14
autor: Dobro
Boskie Muszle tętniły życiem. Ortis nie kazał długo czekać na rozkręcenie biznesu: wolne panienki wysłał w miasto, by zachęcały klientów, zaś jego córka wraz z żoną uwijały się w kuchni i na szynku, by wyrabiać z zamówieniami. Stojący w pokoju Garro z przedmiotem wściekle przypominającym kobiecą waginę stał przed biurkiem i słuchał raportu Ortisa. Pierwsze parę godzin przyniosło zyski w wysokości 50 ZL, co było wynikiem wręcz wspaniałym. Choć Nehaher podejrzewał, że tak wysoka kwota zapewne została nieco zawyżona przez dumnego zingarczyka, to jednak ni słowem się nie odezwał. Po dłuższym czasie do pomieszczenia weszli Sigurd i Adoth z kwaśnymi minami.
- Jak z odzyskaniem długów? - zapytał Garro z błyskiem w oku. Nowy biznes byłby całkiem zacny, gdyby nie to, że ta wyspa była uśpionym wulkanem gotowym wybuchnąć w każdej chwili. Aczkolwiek pierwsze doświadczenia już są.
- Nic nie oddali - odpowiedział Aesir a Galvat zmarszczył brwi.
- Do wypłynięcia mamy jeszcze trochę czasu - stwierdził kwaśno Nehaher, który również podświadomie liczył na odrobinę złota z odzysku. - Jest ledwo wczesne popołudnie, zaś Conan przykazał, że mamy się stawić wieczorem, w porze przypływu.
Czas na ostatnie działania przed ucieczką na łajbę Kapitana Magmusa (z pierwszym oficerem Conanem, rzecz jasna!).
: 14 września 2015, 17:45
autor: Sigil
Południe, Tortuga, burdel "Boskie muszle"
Przerwał na chwilę i zamyślił się. Tak naprawdę, nie wydawało mu się możliwym, aby obaj barbarzyńcy nie zdobyli nawet złamanej luny... Uwierzyłby, gdyby zdobyli część długów, ale całkowita porażka była równie prawdopodobna jak przypuszczenie, że statki zaczną kiedyś latać. Nie było wątpliwości co do tego, że zdobyli pieniądze i albo wydali je, albo zamierzają to zrobić... Obrzucił ich bacznym spojrzeniem - jednak obaj byli całkowicie trzeźwi i nie mieli ze sobą żadnego nowego wyposażenia... Cóż, w takim razie jeszcze nie przepili tej sumy pomyślał i było to pocieszające, przynajmniej byli przytomni. Zresztą, nie miał w tej chwili do tego głowy. Pieniądze nigdy tak naprawdę go nie zajmowały... Dzięki swym możliwościom potrafił je zdobyć zawsze, gdy tego pragnął. W tych warunkach lepiej więc było skupić się na sprawach istotnych, mniej ważne pozostawiając na potem... Zwłaszcza, że wydanie dużej ilość pieniędzy, w grupie tak zżytej jak ich drużyna, na pewno będzie się rzucało w oczy. Oczywiście podejście obu barbarzyńców nieco martwiło, wynikało bowiem z niego, iż brak im lojalności i honoru. A to oznaczało że nie można na nich polegać... Cóż, nie każdy niestety umie inwestować w swoją przyszłość, szkoda...pomyślał filozoficznie. Jednak, tak naprawdę nie był to przecież jego problem. Oderwał się więc od tych niewesołych myśli i powrócił do przerwanego tematu.
- Tak więc możemy jeszcze zając się sprawą z Larcją - dodał, kończąc wywód. - W końcu obiecaliśmy Conanowi pomoc, a z Servio nie mieliśmy zbyt wiele szczęścia. Więc, kto idzie ze mną?
: 15 września 2015, 12:06
autor: Keth
Garro nie będzie się angażował w żadne dalsze rozróby, zamierza odpocząć przed kolejną stresującą wycieczką. Od wspólnika w zamtuzowym biznesie zażąda 30 lun i kilku butelek dobrego wina jako dywidendy. Co do kompletowania ekwipunku, przed wyruszeniem w morze uzdrowiciel upewni się jeszcze, że jego sakwa z przyborami jest pełna i że ma przy sobie miecz.
: 15 września 2015, 15:53
autor: adamwl
Adoth
Zignorował zupełnie podejrzliwe spojrzenia czarownika, teraz gdy ma trochę złota przy duszy pora opuścić tą przeklętą wyspę
: 18 września 2015, 21:38
autor: Dobro
Nehaher prychnął zirytowany. Tylko Galvat potwierdził skinieniem głowy, że pójdzie z czarownikiem. Garro postanowił odpocząć, a Sigurd i Adoth - wyszaleć się, póki znowu nie wyruszą w morską przygodę. Oczywiście oznaczało to ruchanie wolnych kurtyzan, picie, jedzenie oraz zapasy i siłowanie się na rękę. Minęła dłuższa chwila, zanim stygijczyk i zamorańczyk wyszli do Larcji. Garro dobił w tym czasie sztamy z Ortisem i zgarnął pierwszą część swojej doli, którą to wszak musiał podzielić się z resztą.
***
Był spory ruch na ulicach Tortugi. Żeglarze i zwykli kurwiarze kończyli ostatnie sprawy lub zaczynali nowe. Dziś wieczór miał być przypływ, a więc większość statków z pewnością popłynie na wody Morza Wschodniego. Galvat i Nehaher minęli kolejny sklep z wyposażeniem bojowym dla piratów. Szwendali się po mieście przez dobrych parę godzin i wciąż nie umieli znaleźć Larcji. Jakby zapadła się pod ziemię. Nikt o niej nie słyszał, nikt też jej nie widział - jednym słowem: kobieta-widmo. Galvat kątem oka zauważył, że ktoś za nimi łazi od pewnego czasu.
***
Adoth właśnie kończył jedzenie, gdy do burdelu wszedł kolejny klient. Mężczyzna ten różnił się od innych klientów; poszukiwał dobrze zbudowanego aesira... Sigurd już podchodził do niego z zamiarem otłuczenia mu mordy, gdy ten spokojnym tonem przemówił.
- Zwą mnie Szczawik - mężczyzna skinął lekko głową. Jego przydomek zapewne ma jakiś związek z chuderlawą budową ciała. - Kapitan Conan wzywa Sigurda i Adotha do tawerny "Szpony i Pazury". Conan potrzebuje pomocy silnych wojaków, a nie cherlawych złodziejaszków i uczonych. Nie zdradził o co chodzi, ale jak z wami nie wrócę, to wypruję mi flaki i w ogóle będzie w nie najlepszym humorze - skwitował kwaśno. - Mamy razem się stawić wieczorem, jeszcze jakiś czas przed przypływem. Reszta ma być punktualnie w porcie na czas przypływu.