Strona 25 z 88

: 07 maja 2015, 22:07
autor: lightstorm
Charleston WV główny parking przy Cmentarzu Spring Hill 09.08.1993 Po północy

Assamita po słowach Lasombry wyszczerzył zęby i skinął głową. Nie tracił czasu na zbędne słowa. Szybkim krokiem oddalił się w stronę granicy parkingu. Członkowie koterii znów mieli okazję zobaczyć jak ciało ochroniarza zmienia się w żywą ciemność, po czym całkowicie znika z pola widzenia.

Cień połączył się z mrokiem nocy, przemykając pod osłoną drzew. Poruszanie się w tej formie było proste. Nie przeszkadzał mu w tym deszcz, głębokie kałuże oraz strugi płynącej wody. Bez problemów odnalazł miejsce przy murze cmentarza, przez który przeszli sabatnicy. Rzut oka na otoczenie upewnił go, że nikt poza nim nie znajduje się w okolicy. Ślady sfory zostały zatarte przez deszcz, a jedyny rozsądny kierunek z którego mogli przyjść wskazywał na parking niecałe trzysta metrów dalej. Ruszył wąskim chodnikiem sunąc jako cień pomiędzy ociekającymi deszczem drzewami. Zatrzymał się na skraju wyjścia z krótkiej alejki, widząc rozżarzone światła ośmiu lamp oświetlających wyasfaltowaną przestrzeń. Na sporej powierzchni stały tylko trzy samochody. W ciemnozielonym mercedesie zauważył ruch. Auto znajdowało się trzydzieści metrów dalej.

Wpełzł jako plama ciemności na pobliskie drzewo, po czym rozejrzał się po okolicy, upewniając się, że nie ma tam nikogo innego. Teraz widział wyraźnie, że ktoś siedzi w samochodzie. Z tego miejsca dostrzegał zarys sylwetki. Jedna osoba... Światło lamp i padający deszcz utrudniały jednak jakąkolwiek dokładniejszą ocenę sytuacji.

[center]Obrazek[/center]
Dla Namtara: Asbu Ilat:4 = 2 sukcesy, test udany.
Parking oświetla osiem lamp ulicznych. W formie cienia możesz się zbliżyć maksymalnie na 20 metrów.

: 07 maja 2015, 22:57
autor: Sigil
Łaska Tiamat otaczała go swą czarną obecnością. Deszcz był niczym płynna ciemność. Krew w żyłach nocy, przepływająca przez niego, łącząca go z mrokiem... Kuffrowie i ich problemy zostały gdzieś za nim. Ulewa zmyła większość myśli i pamięć o nich. Teraz był strzępem mroku. Bez twarzy i bez imienia. Czekał. I obserwował kolejną ofiarę. Jaśniejsza plama, która pojawiła się przez chwilę w oknie mercedesa mogła być tylko widmem bladej dłoni. Wrażenie ruchu, ulotne, oniryczne, prawie nierealne... Być może odwrócenie głowy? Wiedział, że nie zauważyłby tego, gdyby nie jedność z nocą, która pozwalała mu przebić wzrokiem jej zasłonę...

Spełzł z drzewa i zbliżył się do krawędzi parkingu. Cień ostatniego wiązu osłaniał go, dalej, była już tylko zimna, nieprzystępna przestrzeń światła i asfaltu. Przeszkoda, której nie mógł sforsować w tej formie. Parking był prawie pusty. Nie zapewniał żadnej osłony ani dla cienia, ani dla samotnego wędrowca. Spojrzał w stronę lamp i przeklął je w imię Nar Mattaru, a dwie z nich zamigotały i zgasły... Tylko dwie. Światła wciąż było zbyt wiele, by mógł przejść.

Korzystając z osłony, którą zapewniało rozłożyste drzewo, przyjął fizyczną formę. Deszcz prawie natychmiast odnalazł drogę pod ubranie, spływając chłodną strugą po klatce piersiowej Mordercy.

- Tiamatumma, sajjiban naafi'an* - szepnął. Modlitwa zatonęła w wszechobecnej melodii kropel.

Miał nadzieję, iż ulewa skutecznie zatrze szczegóły jego wyglądu i kierowca nie zorientuje się z kim ma do czynienia, nim nie będzie za późno. Poprawił ułożenie broni, po czym spokojnym krokiem wyszedł na parking. Szedł przecinając go na ukos, jakby kierował się do jednego z dwóch pozostałych samochodów. Wtulił głowę w ramiona i podniósł kołnierz, udając mocno spóźnionego przechodnia. Nie sądził, aby tamten dał się długo nabrać na ten numer, ale miał nadzieję, iż zapewni mu to chociaż chwilę...
Kolejne strugi wody spływały po jego ciele. Nie przeszkadzało mu to w żaden sposób. Brak wspomnień dotyczących życia pozbawił go negatywnych skojarzeń związanych z deszczem. Mimo wszystko sytuacja nie podobała mu się do końca. Samochód był za mały, by pomieścić sforę. Jedyny miniwan w okolicy stał spory odcinek dalej. Był jednak pusty... Instynkt podpowiadał mu, iż niedługo pozna rozwiązanie tej zagadki. Świadom ciężaru spoczywającej pod kurtką broni, kątem oka uważnie obserwował mercedesa.

Używam nadwrażliwości, podkręcam sobie słuch. Jeśli gość w samochodzie zacznie otwierać okno lub drzwi (by np. strzelić do mnie) wyłączę ten efekt i będę unikał. Pistolet mam przygotowany. Jeśli zacznie się akcja włączę Śmiertelną Ciszę i Akcelerację, a także skorzystam z Ech Nirwany:1, by przyśpieszyć swój Refleks.

* arab. Tiamat, niech ta deszczowa chmura przyniesie nam korzyść.

: 08 maja 2015, 14:20
autor: lightstorm
Charleston WV główny parking przy Cmentarzu Spring Hill 09.08.1993 Po północy

Namtar pewnym siebie krokiem zbliżał się do Mercedesa. Gdy podszedł na kilka metrów spostrzegł, że w samochodzie znajduje się jeszcze jedna osoba. Nagle jego instynkt ocknął się, wyczuwając nadchodzące kłopoty. Wytężył wzrok, by lepiej się przyjrzeć pasażerom. Ciemność w jego wnętrzu wzburzyła się, ostrzegając. Szósty zmysł Assamity zadziałał bezbłędnie. Niebezpieczeństwo, padnij! Myśl ta bezgłośnie eksplodowała w jego umyśle. Niemal w tym samym momencie rzucił się na ziemię, odwracając głowę. Kątem oka zauważył jak wnętrze pojazdu wypełniło niezwykle jasne światło, o wiele silniejsze od flesza lampy fotograficznej. Nie było słychać huku. Rozbłyskowi nie towarzyszył żaden dźwięk zakłócający szum padającego deszczu. Zaklął w myślach, jednocześnie ciesząc się, że zdołał uniknąć oślepienia. Skoczył jednym susem w stronę pojazdu, tak, by znaleźć się przy tylnym kole, przy lewej części auta. Nagle drzwi samochodu od strony pasażera otworzyły się ukazując wysokiego mężczyznę w płaszczu, trzymającego stary karabin. Broń musiała pamiętać jeszcze czasy Wielkiej Wojny. Namtar był pewien, że tamten go nie widzi. Znajdował się po przeciwnej stronie mercedesa, który chwilowo zapewniał Łowcy osłonę.
[center]Obrazek[/center]
Wyczucie Niebezpieczeństwa ST:8 = 5 sukcesów. Niebezpieczeństwo, samochód, światło, jeden z pasażerów to wróg, niszcząca magia.
Spoiler!
Runda 1:
Namtar włącza Śmierć 1 i Akcelerację , wydaje 2 PK.
Namtar się schyla i strzela pod samochodem celując w nogę ST:7 = 4 sukcesy, 10 obrażeń (3 obrażenia).
Namtar otwiera drzwi od strony kierowcy i widzi dymiący szkielet za kierownicą.
Namtar zamyka drzwi, przechodzi za przednie koło chowając się za maską samochodu.

Runda 2:
Namtar włącza Akcelerację, 1 PK.
Namtar wskakuje na maskę i widzi leżącego faceta trzymającego się lewą ręką za nogę. Prawą rękę ma na broni, która leży na asfalcie.
Namtar przycelowuje w głowę i wyłącza Śmiertelną Ciszę.

: 08 maja 2015, 15:02
autor: Sigil
Moc w jego krwi otoczyła samochód całunem Śmiertelnej Ciszy. Schylił się i strzelił pod podwoziem, celując w nogę przeciwnika. Tamten upadł. Nie tracąc czasu Łowca szarpnął drzwi od strony kierowcy, gotów wsadzić mu kulę w łeb. Jednak za kierownicą ujrzał tylko nadpalony szkielet. Wnętrze samochodu wypełniał żółtobrązowy dym, wirujący gwałtownie w podmuchu wdzierającej się do środka ulewy. Zapach palonego mięsa był przytłaczający. Na siedzeniu zebrała się tłustawa warstewka sadzy. Zaklął bezgłośnie. Sytuacja podobała mu się coraz mniej. Zwłaszcza, że ktoś właśnie usmażył jego zapasy krwi.

Cofnął się zamykając drzwi. Uważał, by stać za przednim kołem. Nie chciał, by przeciwnik odpłacił mu pięknym za nadobne. Po drugiej stronie Mercedesa nie dostrzegł żadnego ruchu. Trzymając broń w prawej ręce, wskoczył na maskę. Mężczyzna z karabinem leżał na asfalcie, ściskając jedną ręką czerwoną od krwi nogawkę. Zaciskał zęby z bólu, spoglądając na Mordercę zielonymi, błyszczącymi oczyma. Drugą dłoń opierał na antycznym karabinie. Morderca zawahał się. Nie lubił nie wiedzieć, do kogo strzela.

Wycelował nieznajomemu w głowę.
I rozproszył Ciszę.

- Żadnych numerów - ostrzegł. - Będę szybszy. Kim ty jesteś do cholery?

- Podpułkownik Kenneth Cole, Assamito.

Twarz Mordercy nie zmieniła wyrazu, mimo, iż ranny najwyraźniej wiedział więcej, niż powinien. Teraz widział jego aurę. Nie była blada.

- Jesteś Łowcą? - zapytał spokojnie.

- Głupie pytanie... A czy Ty jesteś Łowcą?

- Neik* - Morderca skrzywił się i opuścił broń. - Nie chcę cię zabijać. Nie strzelałbym, gdybym wiedział. Usmażyłeś mój zapas krwi, ale jakoś to przeboleję. Radzę ci stąd znikać. Plącze się tu ostatnio sporo nieumarłych. Sam wyciąłem sześciu.

- Dobra, już idę - powiedział tamten, po czym podniósł się podpierając karabinem. - Nie lubię was, ale jakoś to przeboleję. Następnym razem ja uderzę pierwszy i będziemy kwita - rzekł poprawiając płaszcz, po czym ruszył kuśtykając w stronę miasta.

Namtar przez chwilę przyglądał mu się w milczeniu, zastanawiając się...

- Poczekaj! - zawołał wreszcie. - Chcesz krwi? Pozbierasz się szybciej. W tym stanie wytropi cię nawet ślepy Brujah.

Kenneth zatrzymał się i odwrócił powoli.

- Nie jestem arabem... - uśmiechnął się blado. - Dziękuję za prezent, ale najgorsze co mogę zrobić teraz to przyjąć od ciebie pomoc.

- Nie rozumiesz - Assamita pokręcił głową. - Spłacisz dług zabijając pijawki. Nic więcej od ciebie nie chcę.

- Lojalny i uparty... Wierny sprawie, co? - Mężczyzna spojrzał na niego spokojnie. - Pójdę już. Żegnaj.

- Neik. - mruknął Morderca patrząc w ślad za odchodzącym. Po chwili uśmiechnął się. Uparty skurwiel.

- Salla Haqim alajhi wa salam** - szepnął.

Zeskoczył z maski Mercedesa i schował broń. Właśnie darował komuś życie... Właściwie nie wiedział, jak się z tym czuje. To było nowe i dość dziwne doświadczenie. Deszcz wciąż padał, zasnuwając okolicę kurtyną szarości. Wyciągnął lateksowe rękawiczki i zajął się przeszukaniem samochodu. Wiedział, że nie ma za wiele czasu.
Przeszukuję ten samochód. Jeśli coś znajdę ciekawego, chowam to do plastikowego worka (takiego, jak te na dowody rzeczowe). Następnie otwieram i przeszukuję miniwana, na końcu trzeci samochód. Robię to z nadwrażliwością (poprawiam wzrok).

* arab. Kurwa
** arab. Pokój i błogosławieństwo Haqima niech będą z nim.

: 08 maja 2015, 19:31
autor: Rooster
Charleston WV leśny parking przy Cmentarzu Spring Hill, samochód koterii, 09.08.1993 Po północy

Czy to możliwe, by wszystko tak nagle, w przeciągu zaledwie kilku dni się zmieniło? Co się ze mną stało? Victoria siedząc na tylnym siedzeniu samochodu, spoglądała na krople deszczu spływające po szybie. Aura pogody nad wyraz dobrze odzwierciedlała jej nastrój. Coś wewnątrz niej pękło i umarło tej nocy, choć przez przez większą część swojego nieżycia potrafiła zachować tę resztkę niewinności. Zabiła tylko raz, całe wieki temu, a krzyki i wspomnienia jej ofiary czasami jeszcze prześladowały ją w snach. Tym razem było inaczej... Sabat zasługiwał na śmierć. Co do tego nie ma wątpliwości... Ale ja? Czy wyrachowanie i bezwzględność będą już ze mną zawsze?

Z ponurych rozważań do rzeczywistości przywróciły ją słowa Terrego. Początkowo nie mogła skupić uwagi na przekazie, jaki ze sobą niosły, jednak potem prawda, którą Świr ukazywał im wszystkim, uderzyła ją z całą siłą. Spojrzała w oczy ojca, a wyraz zdumienia i konsternacji znaczył jej twarz, znajdując odzwierciedlenie w tonie głosu, którym odezwała się do członków koterii.

- Współpracujemy ze sobą dopiero drugą noc Terry... a w tak krótkim czasie nie da się wszystkiego dostrzec i przewidzieć. Nie byłam świadoma faktów, które przed nami odkryłeś. Przyznaję się do błędu i przepraszam za to was wszystkich. Postaram się, by to niedopatrzenie nigdy więcej się nie powtórzyło i jestem wdzięczna za Twoją opinię. Zgadzam się w zupełności, że nie mamy w tej chwili żadnej kontroli nad jego poczynaniami i to należy bezwzględnie zmienić. Fakt jest taki, że swoją robotę wykonuje nad wyraz dobrze, co może jeszcze bardziej martwić. Obecność diabolisty w mieście z pewnością wywołuje... poruszenie wśród Spokrewnionych... - powiedziała z zamyśleniem - A co mnie martwi bardziej, informacje, które Namtar zyskuje dzięki współpracy z nami, odkrywają wiele z tajemnic i praw rządzących społecznością i Camarillą. I z pewnością zostaną w przyszłości wykorzystane przez Klan Zabójców. Dlatego powinniśmy się zastanowić wspólnie, jak rozwiązać tę kwestię.

- Mówisz Terry, że możemy nawiązać z nim jakąkolwiek relację i popieram to w zupełności. Pytanie tylko, jak do tego się zabrać? Powinniśmy się wspólnie nad tym zastanowić i to przedyskutować. Poza tym, zostałam liderem naszej koterii, jednak to tylko oficjalny tytuł i wszyscy macie chyba świadomość, że sukces bądź porażka naszej sprawy zależy od wypracowania kompromisów i wkładu każdego w sprawę. - Na chwilę spojrzała ponownie w okno samochodu, szukając w pamięci czegoś istotnego.

- Kiedy wrócimy do domeny, chciałabym cię prosić Terry, byś udał się ze mną do mojej biblioteki. Poza antykami i dziełami sztuki, zajmowałam się wiele lat archeologią. Sądzę, że warto by było poszukać w niej informacji o kulturze arabskiej i sumeryjskiej. To by ułatwiło kontakty z Namtarem i być może te informacje dadzą cenne wskazówki, jak z nim postępować? To jedynie luźna koncepcja, ale uważam, że warto ją sprawdzić. Co o tym sądzicie?

- Poza tym, chcę zebrać więcej informacji i tym Kulcie Gehenny i samym Atrahasisie. Nie powinno zając to wiele czasu, a może okazać się przydatne.

: 08 maja 2015, 20:55
autor: lightstorm
Charleston WV leśny parking przy Cmentarzu Spring Hill 09.08.1993 Po północy

Wybrańcy Red'a czekali w samochodzie na powrót Namtara, poruszając w rozmowach aktualne problemy. Deszcz padał dalej, a jego krople uderzając o karoserię samochodu, tworzyły harmoniczne dudnienie niesłyszalne dla zwykłych uszu. Rytm, był jak powracająca fala morza, sekretna pieśń stworzona przez wiatr i wodę. Te dwa żywioły uderzając o ścianę umysłów nieumarłych próbowały przedostać się sinusoidalnym wzorcem rzeczywistości. Tylko Terry od razu zorientował się, że wszechświat coś chce mu przekazać. Spojrzał po kolei na twarz każdego w samochodzie upewniając się, że nie mają pojęcia o tym co się dzieje. Tkwili w swych iluzjach percepcji, pozostając ślepi i głusi, gdy ostateczna rzeczywistość pukała ich właśnie w ramię. Malkavian zaczął rozglądać się po parkingu szukając znaków zesłanych mu przez Pana. Horacy zauważył zaniepokojenie Malkavianina i podążył za jego wzrokiem.
Spoiler!
Nagle zauważacie, że na teren parkingu wchodzi starsza kobieta trzymająca parasol, który chroni ją przed ulewą. Kobieta trzyma na smyczy nienaturalnie dużego pająka i kieruje się w waszą stronę.
[center]Obrazek[/center]
Spoiler!
Nagle zauważacie, że na teren parkingu wchodzi starsza kobieta trzymająca parasol, który chroni ją przed ulewą. Kobieta trzyma na smyczy owczarka niemieckiego i kieruje się w waszą stronę.
[center]Obrazek[/center]
Dla Namtara: W wanie, który stał po drugiej stronie parkingu znalazłeś narzędzia ogrodnicze. Brakuje kilku łopat. Trzeci samochód to pusty trop. Jedyne co wydawało się ważne to pusty portfel leżący obok dymiącego szkieletu. Jest to jedyny element otoczenia, który nie jest osmolony, podobnie jak przedmioty w schowku. Jesteś prawie pewien, że Łowca, którego postrzeliłeś musiał przeszukać samochód i zabrać ewentualną zawartość portfela. Znajdujesz także kluczyki od wana przy pedale hamulca oraz te od Mercedesa znajdujące się w stacyjce pojazdu.

: 09 maja 2015, 07:52
autor: Frater_Terry
Terry po raz kolejny w swoim nieżyciu rozpoznał Głos Pana. Delikatnym szeptem deszczu, znaczonym z rzadka westchnięciami wiatru, Wszechmogący starał się przekazać mu w swej Łasce słowa Iluminacji. Jednak pomimo panującej ciszy, nie licząc odgłosów otoczenia chłostanego ulewą, nie mógł uchwycić ulotnej myśli, która starała się dotrzeć do jego umysłu.

Upewniwszy się, że nikt prócz niego nie jest wyczulony na Święty Przekaz, postanowił rozejrzeć się po pustym parkingu. Jego spojrzenie zatrzymało się na starszej kobiecie, która wraz ze swym dziwnym towarzyszem drobnymi krokami zbliżała się do ich samochodu. Wciąż była w sporej odległości, jednak nie ulegało wątpliwości, że to Koteria jest obiektem jej zainteresowania.

Na pierwszy rzut oka można by ją pomylić z kimś z klanu Malkavian, jednak kolory ją otaczające były zbyt nasycone jak na kainitę. Dookoła zarówno kobiety, jak i gigantycznewgo pająka, który jej towarzyszył, tańczyły setki jaskrawych iskier. Mimo wszystko spod całej tej kaskady światła przebijał się pomarańczowy strach.

- Wygląda na to, że mamy towarzystwo. I nie jest to Łowca. - Odezwał się na głos, chcąc zwrócić uwagę towarzyszy na dziwną postać - Powiedział bym, że jest z mojego klanu, ale nie jest obłożona klątwą Kaina. Wyraźnie się czegoś obawia, pewnie nas lub naszej reakcji, więc proszę, zachowajmy spokój.

: 09 maja 2015, 11:09
autor: Suriel
Krople deszczu bębniły w karoserię auta. Horacy był zatopiony w swoich myślach, które nieustannie krążyły wokół jednego wielkiego kawałka skały jaki zbliżał się w kierunku Virginii. Trudno mu to było nadal ogarnąć więc całą dyskusje o Namtarze traktował drugorzędnie i słuchał bardzo pobieżnie.
Kiedy jednak przemówił Terry o dziwnej osobie od razu ogarnął go niepokój ale również i wielka ciekawość. Szybko przekalkulował, że gdyby okazało się, że ta dziwna osoba ma wrogie zamiary, samochód stałby się pułapką z której trudno byłoby się szybko im wydobyć. Postanowił wyjść, mając nadzieję, że jednej osoby staruszka będzie się bała znacznie mniej niż całej grupy.

Tylko jak rozmawiać z kimś kto ma nie równo pod sufitem. Chyba zatem trzeba wejść w ten ich pokręcony świat, skoro na Namtara to działało...

Horacy powoli otworzył drzwi i wyszedł na zewnątrz w rzęsisty deszcz. Starał się nie robić przy tym gwałtownych ruchów i rozłożył ręce pokazując że nie ma w nich żadnych niespodzianek.

Mów jak do wariata, jak do wariata...

- Witaj, i nie obawiaj się nas. Nic się nie stanie jeśli nie masz złych zamiarów wobec nas. Właściwie spodziewaliśmy się tu Ciebie... Wiemy że masz nam coś do przekazania. Jeśli się boisz możesz rozmawiać stamtąd gdzie jesteś - powiedział powoli i wyraźnie.

Spokojnie Horacy, w najgorszym wypadku rzucisz w nią samochodem. O kurwa, skąd ja ten tekst wziąłem? Czy ja już naprawdę tymi wariatami tak przesiąkłem czy tylko za mocno wszedłem w rolę?

Horacy uważał na każdy gest dziwnej osoby czekając na reakcję.

: 10 maja 2015, 12:18
autor: Rooster
Pojawienie się kobiety z parasolem i owczarkiem niemieckim, sunącej z wolna w kie4runku ich samochodu zaskoczyły Lasombrę.

Czy to nie dość niespodzianek, jak na jedną noc? Kim jest ta kobieta... ? Kiedy Horacy wysiadł w strugi deszczu z samochodu i odezwał się do nieznajomej, oczekiwanie na rozwój wypadków i napięcie skumulowane w ciele Victorii dały o sobie znać. Zbyt dużo "przypadków" i niewyjaśnionych kwestii pojawiało się w ostatnim czasie, komplikując coraz bardziej sytuację. Jakby do wielkiej plątaniny nici i gry, w którą grali Starsi, co chwilę dołączały się nowe wątki, cały czas wirując i zmieniając się. Cała sprawa jawiła się Victorii jak labirynt, który bez przerwy się zmienia. Jest żywy i nieokiełznany, a brak informacji o tym, co się dzieje jedynie wzmagał jej paskudne przypuszczenia. Nie lubiła działać po omacku i działało jej to na nerwy. A fakt, iż jak dotąd odkryli zaledwie ułamek całej plątaniny, denerwował ją jeszcze bardziej.

- Kim ona jest? I co to za pies? Terry, jeśli ona nie jest jednym z nas... czy możliwe że jest Magiem? - pytanie wypowiedziane cichym głosem zawisło w powietrzu.

: 10 maja 2015, 14:50
autor: lightstorm
Charleston WV leśny parking przy Cmentarzu Spring Hill 09.08.1993 Po północy

- Witaj, i nie obawiaj się nas. Nic się nie stanie jeśli nie masz złych zamiarów wobec nas. Właściwie spodziewaliśmy się tu Ciebie... Wiemy że masz nam coś do przekazania. Jeśli się boisz możesz rozmawiać stamtąd gdzie jesteś - powiedział Horacy do dziwnego przybysza.

- Oh, jednak masz dobrego nosa do pijawek pomimo tej strasznej ulewy, mój mały Spidusiu. Znikąd pomocy, gdy jej potrzeba... Gdzie się wszyscy podziali...? - odezwał się ludzkim głosem pająk ruszając żuwaczkami. Zdawało się przy tym, iż całkowicie zignorował to, co powiedział przed chwilą Nosferatu.

Horacy poczuł się jakby tracił rozum. Jego Nadwrażliwości zaczęła wariować, dostrzegł jednak iż aura tej istoty zaczyna emanować dziwną mocą, wpływając na rzeczywistość. Widział niepokojące, tęczowe wiry, emanujące z niej i zlewające się z otoczeniem. Zmieniające samą osnowę bytu w... No właśnie... W co? Nie wiedział czy chce znać odpowiedź na to pytanie...

Istota odezwała się ponownie sprawiając, że Nosferatu stał nieruchomo jakby sparaliżowany, kompletnie nie wiedząc co ma dalej zrobić. Pamiętam Człowieka Ćmę, ale to zdecydowanie mnie przekracza. Co do kurwy nędzy się dzieje? - zadał w myślach pytanie. Jego krew zaczęła delikatnie pulsować, jakby wyczuwała... coś. Nienazwanego a jednak niepokojąco bliskiego. Moc Nadwrażliwości obudziła się w Horacym z nową, niespotykaną siłą. Wiedział, że świat już nigdy nie będzie wyglądał tak samo...

- Uroczy wampirku, nazywam się Nancy Poolstore- przedstawił się pająk. - Jestem niewidoma. Ja i Spiduś zgubiliśmy się, a w tej ulewie mój przewodnik nie potrafi zaprowadzić mnie do domu... - ośmionogi stwór wskazał jednym z odnóży na starszą kobietę, która cały czas miała zamknięte oczy. Zdawało się, iż chwilami wydaje z siebie dziwny, monotonny klekot.

- Proszę, czy mógłby nam pan powiedzieć gdzie jesteśmy? - kontynuował błagalnym, kobiecym głosem dziwaczny pajęczak. - Jestem taka zmęczona, boję się, że mogę poważnie zachorować. Błąkamy się tak już kilka godzin, a mój pies przewodnik od rana nic nie jadł. Jest bardzo głodny, a przy tym taki dzielny, kochane biedactwo...

Horacy nagle ujrzał obraz przyciemnionego pokoju, w którym siedziało trzech mężczyzn grających w karty. Nie wiedział jak to możliwe, lecz jednocześnie wyraźnie widział przecież parking, pająka i kobietę. Miał przy tym nieodparte wrażenie, iż scena, która objawiła mu się właśnie nie jest majakiem, lecz ma miejsce gdzieś... Teraz... Stół oświetlała pojedyncza lampa. W pokoju było siwo od dymu papierosowego. Jednen z mężczyzn wstał nagle, błyskawicznie sięgnął po broń za paskiem i skierował ją w stronę zamkniętych drzwi wejściowych. Pozostali także sięgnęli po swoje uzbrojenie, znajdujące się w charakterystycznej torbie podróżnej. Ten pierwszy, który zareagował najszybciej, podbiegł do ściany i nacisnął ukryty przycisk znajdujący się w oku wypchanej sowy. I to było wszystko, obraz zniknął równie nagle jak się pojawił. A jednak Horacy wiedział, że rozpozna tych mężczyzn, jeśli kiedykolwiek ich spotka...

Victoria siedząc w samochodzie przerwała swe rozmyślania, orientując się nagle, iż pomimo szumu ulewy bez problemu słyszy całą rozmowę Horacego z dziwną starszą panią. Zasłona deszczu nie przeszkadzała jej dokładnie przyjrzeć się psu oraz jego właścicielce. Co się ze mną dzieje? - pomyślała, już drugi raz tego wieczoru.

Gavin nerwowo bawił się guzikiem koszuli patrząc na zewnątrz. Gdy wtem zorientował się, że jego umysł zalewają informacje: Koszula należy do jakiegoś faceta o długich czarnych włosach. Hmm... To cygan o imieniu Gavin. Ej kurwa, co jest? Przecież to ja...!

Terry dalej słuchał harmonicznej melodii fal chaosu uderzającej w ściany umysłów nieumarłych. Nagle jego krew rozgrzała się i poczuł Miłość Pana, która wypełnia jego martwe serce. Wiedział, że znów żyje i Jezus go wspiera na ścieżce. Teraz, Chrystus pragnął, aby jego wierny sługa pozwolił odczuć Boską miłość także pozostałym członkom koterii. Malkavian dostroił się więc do wzorca chaosu i pozwolił, by umysły zebranych poddały naporowi wichru i wody. Po chwili, coś pękło zacierając granice jaką wytycza rozum i świadomość Śpiących. Terry jako jedyny wiedział, co się właśnie dzieje i słuchał uważnie...

W umysły nieumarłych wdarł się tajfun obrazów, wrażeń i strzępów myśli:

To takie dziwne, słyszę ją i widzę wyraźnie... Może Terry będzie to mógł wyjaśnić? Co to za goście? Odjebało mi do reszty? Za dużo spędzam z wariatami... Cygan Gavin, koszula cygana Gavina, rozmiar L... Dobra, wiem, to ja! Rany, odwala mi! Kleku kleku, głodny ja? Ukochani w Duchu! Dostąpcie Łaski Pana! Doktor mówił, żebym nie wychodziła na taką pogodę. Na pewno się przeziębię... Czy ona jest magiem? Co się tutaj dzieje? Grali w brydża czy w pokera? Zresztą co za różnica... Ten guzik jest przeklęty, nie dotykam go więcej! Spokojnie Spidusiu, ten uroczy gentleman na pewno nam pomoże. Dzięki ci Jezu za twój dar miłości...
Wasza Nadwrażliwość jest efektywnie podniesiona o 1, ale nie panujecie nad jej efektami. Od tego momentu słyszycie nawzajem wszystkie swoje myśli, więc proszę o uwzględnienie ich w postach.

: 10 maja 2015, 15:20
autor: Suriel
Horacy dotknął swojej głowy ręką chcą się upewnić, że jeszcze jest na swoim miejscu i nie eksplodowała, ponieważ w pierwszej chwili pomyślał że właśnie zdjął go jakiś ukryty snajper jednym celnym strzałem w makówkę. Głowa jednak tam była i nie wymacał dziury wlotowej po kuli, więc to wszystko się działo z innego powodu. Próbował zapanować nad tym mętlikiem jaki miał w głowie.

To jakaś przeklęta magia. Co to za dzikie tłumy w mojej głowie? Wypierdalać z niej, wszyscy, i to już! I pamiętać moja głowa to nie dworzec centralny. O rany, o czym to ja myślałem... o guziku Jezusa. Nie! Nie o żadnym guziku, już wiem...

- Jesteś przy parking przy Cmentarzu Spring Hill - po czym oddał nieco ciszej bojąc się wywołać gniewu dziwnej istoty - w Charleston s stanie Virginia w USA...

: 11 maja 2015, 12:48
autor: Frater_Terry
To jakaś przeklęta magia.

To wspaniałe, którędy prowadzają nas ścieżki Pana. To wspaniałe, że wszyscy mają szansę poczuć jego Miłość i Obecność. To prawdziwy zaszczyt, że przeze mnie mogą dotknąć Światłości Boskiej! Módlmy się, bracia i siostry!

Co to za dzikie tłumy w mojej głowie? Wypierdalać z niej, wszyscy, i to już!

[center]Niech nas miłość ogarnie,
byśmy w zapale i zachwycie przeszli
samych siebie.[/center]

I pamiętać moja głowa to nie dworzec centralny.

[center]Chryste, powiększ w nas miłość,
byśmy się nauczyli w głębi serca smakować,
jak słodka to rzecz kochać,
w miłości się rozpływać i zanurzać.[/center]

O rany, o czym to ja myślałem... o guziku Jezusa. Nie! Nie o żadnym guziku, już wiem...

[center]Niech nas miłość ogarnie,
byśmy w zapale i zachwycie przeszli
samych siebie.

Obyśmy śpiewali pieśń miłości i wznosili
się w górę za Tobą, naszym Ukochanym.
Niech dusze nasze ustają, wielbiąc
Cię i weseląc się z miłości.

Niech nas miłość ogarnie,
byśmy w zapale i zachwycie przeszli
samych siebie.

Obyśmy kochali więcej Ciebie,
niż siebie, a siebie tylko dla
Ciebie i wszystkich ludzi abyśmy
kochali w Tobie, jak to nakazuje
prawo miłości, które jak światło
promieniuje z Ciebie.

Niech nas miłość ogarnie,
byśmy w zapale i zachwycie przeszli
samych siebie.
[/center]

Terry skupił się całkowicie na modlitwie, starając się by każde jej słowo było wyraźne i pełne emocji. Nie mógł przegapić takiej okazji, by móc podzielić się głębią i prawdziwością swej wiary, z nowymi towarzyszami. Chciał by jak najwięcej z jego odczuć dotarło do innych, może stając się ich własnymi. Skoncentrował się na najczystszym pierwiastku Bożej Miłości jaki w sobie nosił, by wplatając go w słowa, obdarować nim innych.

[center]...Niech nas miłość ogarnie,
byśmy w zapale i zachwycie przeszli
samych siebie...
[/center]

: 11 maja 2015, 13:14
autor: Rellon
[center][youtube]https://www.youtube.com/watch?v=3lnJ0uvbSK8[/youtube]
Krótki filmik pokazujący co teraz może sie dziać między koterią.[/center]

Gavin wziął głęboki oddech. Nie dlatego że musiał, jako nieumarły nie był uzależniony od życiodajnego tlenu, po prostu potrzebował powrotu do podstaw kontroli umysłu. Kontrola oddechu była pierwszym krokiem, jako że ciało jest pierwszym światem który zamieszkujesz.

Nie jesteś ciałem które ma dusze, jesteś duszą która ma ciało. - Mawiał głosem, przemieszanym z wonią kadzideł, Tabah Mufazzal. Eony minęły od czasu pierwszych lekcji, jednak odruch pozostawał. Zawsze gdy ktoś uderzał w umysł Gavina, odruch oddechu aktywował całą lawinę doznań, która sprowadzała Ravnosa do podstaw.

Wyciszcie umysł, myśli są zbędne w tym momencie. Bądźcie tu i teraz. Gdy pustka was wypełni, z łatwością będziecie działać, nieskrępowani chaosem doznań, którymi nie jesteś. Wyciszcie umysł, niech informacje płyną nieskrępowane, nie przywiązujcie się do nich.
Każdy kto ma przynajmniej jedną kropkę w okultyźmie powinien wiedzieć że Gavin odnosi się do podstawowych technik medytacyjnych, pozwalających utrzymać higienę ducha.
Ponieważ iluzja to zakrzywianie rzeczywistości siłą umysłu, Ravnos zdaje sobie sprawę w jak wrażliwej domenie dla wampirów teraz się znajduje. Daje wskazówki jak przetrwać taki stan bez krzywdy dla siebie i innych.
Spoiler!
Gdyby komuś przyszło do głowy być niekulturalnym, używam iluzji aby zamknąć go w jego własnej domenie umysłu. Gavin uważałby to jako zamknięcie niechcianej opowieści. Każdy ma dupę, jednak nie jest okazem dobrego smaku pokazywanie jej innym.
Używam wtedy Iluzji z 5 poziomu. Kosztuje mnie to 2 punkty siły woli.
Spoiler!
Dostępujesz wizji, stoisz na biblijnym płaskowyżu gdzie Jezus Chrystus pomnożył chleb i ryby. Słońce świeci wysoko, jednak nie pali ono Twej skóry, obdarzając Cię uczuciem ciepła i miłości Pana.

Zbliża się on do Ciebie Chrystus, razem ze swymi uczniami, w tle widzisz tysiące ludzi którzy podążają za nim, większość ma przy sobie zapaloną świecę. Różne są ich wielkości, stany dopalenia. Różne są kolory i kształty płomieni.
Niektóre z nich dzierżą świece gdzie nie pali się żaden płomień, przypominają one rzeźby z marmuru. Szare, zimne, odległe, naznaczone krwawymi łzami, jako że opuściła ich łaska Pana.

Zbawiciel odezwie się do Ciebie tymi słowami:

- Zaprawdę nie zbawienie, lecz potępienie zsyłasz i działania Twe są kierowane podszeptami szatana nie miłością pańską. Plując na miłość Jezusa Chrystusa, Twego Pana i Wybawiciela, zbaczasz z słusznej drogi oddając swą miłość lubieżnym podszeptom szatana. Zupełnie jak Twój Ojciec, który niosąc ogień Pana zapomniał, porażony mocą, iż ochraniać nie palić ma swych braci i siostry.

Następnie zwróci się on w stronę nieba, unosząc ramiona, przemawiając do Ojca Swego na Nieboskłonie:
- Wybacz Mu Ojcze, jako że zgrzeszył krocząc Twą ścieżką, mylnie odczytując Twe wskazania. Serce jego jednak pełne jest oddania i miłości do Ciebie. I mimo że kroczy ciemną doliną, zła się nie lęka jako że Ty jesteś przy nim.

- Miej ufność w mym Ojcu, jako że on stworzył świat, dzień i noc. I za jego wolą jedno nie może istnieć bez drugiego. Idź więc i nie czyń więcej złego, w imię Pana Twego. Amen.

: 11 maja 2015, 13:58
autor: lightstorm
Galilea, okolice Kafarnaum rok 33 n.e., południe

[center]Obrazek[/center]

Stoicie na biblijnym płaskowyżu, gdzie Jezus Chrystus pomnożył chleb i ryby. Słońce świeci wysoko, jednak nie pali ono waszej skóry, obdarzając uczuciem ciepła i miłości Pana. W oddali wnosi się czerwony bilbord z napisem: "To NIE dworzec centralny".

Zbliża się on do was Chrystus, razem ze swymi uczniami. W tle widzicie tysiące ludzi, którzy podążają za nim, większość ma przy sobie zapaloną świecę. Różne są ich wielkości, stany dopalenia. Różne są kolory i kształty płomieni.
Niektórzy z nich dzierżą świece, na których nie pali się żaden płomień. Ich postacie przypominają rzeźby z marmuru: szare, zimne, odległe, naznaczone krwawymi łzami, jako że opuściła ich łaska Pana. Wszyscy zebrani śpiewają pieśń o guzikach Jezusa.
Nieco z boku stała starsza kobieta z pająkiem na smyczy. Stawonóg ciekawie rozgląda się po okolicy, ale nie wygląda jednak na to, by robiła na nim większe wrażenie.

Zbawiciel odzywa się do was tymi słowami:

- Zaprawdę nie zbawienie, lecz potępienie zsyłacie i działania wasze są kierowane podszeptami Szatana, a nie miłością pańską. Plując na miłość Jezusa Chrystusa, Pana i Wybawiciela, zbaczacie z słusznej drogi oddając swą miłość lubieżnym podszeptom Szatana. Zupełnie jak Ojciec Terrego, który niosąc ogień Pana zapomniał, porażony mocą, iż ochraniać ma, nie palić, swych braci i siostry.

Następnie zwraca się on w stronę nieba, unosząc ramiona, przemawiając do Ojca Swego na Nieboskłonie:

- Wybacz im Ojcze, jako że zgrzeszyli krocząc Twą ścieżką, mylnie odczytując Twe wskazania. Serce ich jednak pełne jest oddania i miłości do Ciebie. I pomimo, że kroczą ciemną doliną, zła się nie lękają jako, że Ty jesteś przy nich.

- Miejcie ufność w mym Ojcu, jako że on stworzył świat, dzień i noc. I za jego wolą jedno nie może istnieć bez drugiego. Idźcie więc i nie czyńcie więcej złego, w imię Pana Waszego. Amen.

- Kleku kleku, głodny ja! - ozwał się z niebios chór anielskich głosów.
Dla Gavina: Test Medytacji ST:9 = 0 sukcesów. Kompletnie nie potrafisz się skupić i oddzielić od myśli pozostałych członków koterii. Tkwisz z nimi w tej samej pralce.
Dla Wszystkich: Rzeczywistość Charleston zniknęła. Jesteście świadkami przyjścia Jezusa.
Dla Gavina i Victorii: Pies starszej kobiety zmienił się w wielkiego pająka na smyczy.
Spoiler!
Efektywnie Iluzja działa teraz także o 1 stopień mocniej. Nie wyszedł ci test medytacji, co oznacza że Iluzja 5 poziomu zaczyna żyć po swojemu. Chciałeś wrzucić Terrego w inny świat, a wyszło tak, że teraz siedzą tam wszyscy włącznie z tobą. Teraz nie do końca kontrolujesz rzeczywistość i zaczynasz się zastanawiać kto nią kieruje?

: 11 maja 2015, 14:59
autor: Frater_Terry
Promienny uśmiech zachwytu zagościł na twarzy Terry'ego. Oto bowiem sam Zbawiciel przyszedł do nich, niewątpliwie wezwany jego gorącą modlitwą, rozbrzmiewającą echem w głowach całej Koterii. Ukłonił się głęboko w jego stronę, oddając cześć Synowi Bożemu, który przyszedł mu z pomocą. Teraz już nikt mu nie powie, że jego modlitwy nie mają sensu. Uradowany, obrócił się przodem do swych zdezorientowanych towarzyszy.

- Bracia i Siostry, radujmy się! Oto bowiem Pan przyszedł, by pouczyć was i przestrzec przed pokusami Szatana. Oto stojąc w Blasku Jego Chwały możecie śpiewać imię Jego i dotykać guzików Jego! Złóżcie w nim ufność swoją, a żadne zło nie stanie wam już na drodze! Pójdźcie w ślady Jego! Do dziś byliście zagubieni, bez światła, jako i ja kiedyś przed wami! Lecz na czas waszej niedoli kres nastał! Śpiewajmy zatem imię Pana i pieśń o guzikach Jego! Chwała! Chwała! Chwała!!!

- Kleku kleku, głodny ja! - zawtórował mu z Niebios Chór Anielskich Głosów.
Terry jest "wniebowzięty". Całą sytuację bierze za skutek swej (i chcąc nie chcąc wszystkich) modlitwy. Nigdy nie był tak blisko swego Zbawiciela, więc jest to dla niego bardzo osobiste przeżycie. Niemniej jednak, jeszcze większą radość przynosi mu dzielenie go z innymi.