Strona 26 z 88

: 12 maja 2015, 21:44
autor: Suriel
Horacy schwycił się za głowę obiema rekami, choć jego umysł tego nawet nie zarejestrował. Umysł nadal plątał się i płatał figle nie chcąc słuchać. Czuł i słyszał wszystko, peany na cześć i chwałę Pana, bezbrzeżne uczycie religijnej ekstazy Terrego ale najbardziej przerażało go to "kleku kleku, głodny ja!". W głowie pojawiła się jakaś straszna myśl że kiedy on był zamknięty w ich wspólnej jaźni umyśle to kleku, kleku zbliżało się do nich w świecie realnym. I w dodatku było głodne. A on nie mógł nic zrobić. Czuł bezbrzeżną bezsilność... Ostatni raz spróbował zwizualizować sobie tamtą uliczkę i deszcz, i wszystkie inne szczegóły w nadziei, że jego wizja połączy się z rzeczywistością, co ułatwi powrót i odzyskanie kontroli.
Próbuję się zerwać z łańcucha obcych myśli. Strach bezwolnie odpala mi też niewidoczność jeśli to możliwe na wszystkich.

: 12 maja 2015, 23:19
autor: lightstorm
Galilea, okolice Kafarnaum rok 33 n.e., południe

Członkowie koterii doznali szoku widząc otaczającą ich rzeczywistość. Ten nowy, wspaniały świat wydawał się całkowicie realny, aczkolwiek mocno dziwaczny... Tylko Terry czuł się jak ryba w wodach chaosu, a wszechobecny zamęt nie robił na nim wrażenia. Sam Chrystus wysłuchał jego modlitwy wypełniając go swoim światłem.

Nosferatu stał bez ruchu, przerażony tajemniczym klekotem, który niechybnie był wydawany przez coś, z czym nie chciał stanąć oko w oko. Przez chwilę Horacy zdał sobie sprawę z faktu, że ten cały pająk to tylko forma, którą stworzyła jego percepcja. Pod tą formą kryło się coś nieludzkiego, tajemniczego i bardzo odległego, jakby nie z tego świata. Czuł, iż to klekotanie zwiastuje coś nad wyraz paskudnego, czego nie chciał poznać bliżej.

Gavin nigdy czegoś takiego nie przeżył. Bardzo rzadko decydował się na użycie tak potężnej mocy Iluzji. Teraz sam doświadczył tego, co spotykało ofiary ten mocy. Kurwa mać, jak to możliwe że zamknąłem się tutaj z nimi? Terry, ten Malkavian... Ten skurwiel jest potężniejszy niż wszystkim się wydaje! - pomyślał.

Victoria stała osłupiała, nie mogąc skupić myśli. Odruchowo próbowała skoncentrować się, jednak zalew chaosu był zbyt wielki. Czuła się, jakby dryfowała w przestrzeni. Obrazy wkoło zdawały się przesycone światłem, piękne, mistyczne... A jednocześnie tak niezrozumiałe, iż chciało się jej płakać. Po chwili spojrzała na Chrystusa i poczuła, iż jej nogi stają się jak z waty. Padła na piaszczystą glebę, Jezus zaś rzekł do niej:

- Wstań, pośpiej się, miluczka moja, i pojdzi! - I zmowił Syn Boży słowa wielmi znamienita, jimiż każdą duszę zbożną pobudza, ponęca i powabia. - Wstań, otbądź stadła grzesznego, pośpiej się w lepsze z dobrego, veni* do królewstwa niebieskiego!

- Yyy...? - odparła na to Victoria. Leżąc widziała z bliska tenisówki Jezusa. Były piękne, pokryte wielobarwnymi guzikami. Wiedziała, że ten obraz już na zawsze wryje się jej w pamięć.

I usłyszał Jezus tajemnicze klekotanie dobywające się z ust Aniołów, które zstąpiły z nieba:

- Kleku kleku głodny ja!

I rzekł im Syn Boży:

- Zaprawdę, godzi się głodnych nakarmić. A chleba i ryb u nas pod dostatkiem, albowiem rozmnożyłem je właśnie. Wystarczy przeto dla wszystkich.

To powiedziawszy wskazał gestem kosz z pieczywem i rybami. Starsza kobieta rzuciła się na kolana. Jej ruchy były dziwnie urwane, automatyczne, niczym na starym filmie o brakujących klatkach. Przewróciła się na plecy, po czym podeszła na czworaka, brzuchem do góry, do wskazanych wiktuałów. Przechyliła kosz i na ziemię posypały się dorsze, śledzie i makrele. Ich srebrne ciała odbijały światło słońca, chłodnymi błyskami, podobnymi do refleksów tańczących na wodzie, lub ostrzu.... Staruszka rzuciła się na nie, rozszarpując ich martwe ciała. Przymknąwszy oczy przeżuwała łuski i ości z wyraźnym ukontentowaniem...

Pająk, trzymający swojego przewodnika na łańcuchu, odezwał się do Jezusa:

- Dziękuję, że nakarmiłeś Spidusia. Nareszcie wiem, gdzie jestem! Stąd trafimy bez problemów. Spiduś, chodź! Musimy wracać do domu!

Pociągnął za smycz, odrywając staruszkę od jej makabrycznych praktyk z rybami. Kobieta zamrugała, rozejrzała się i ruszyła pewnie przed siebie, prowadząc stawonoga za sobą. W dziwnie nierealnym i przyśpieszonym tempie dotarli do linii horyzontu i zniknęli...

W tym momencie wizja zaczęła się rozpadać. Chrystus rozejrzał się w roztargnieniu i rzekł:

- Gdzie się wszyscy podziali?

I to było wszystko. Horacy ocknął się na zalanym wodą asfalcie. Reszta powoli dochodziła do siebie w samochodzie. Budzili się powoli, długą i krętą drogą powracając do znanej rzeczywistości. Po chwili do ich świadomości przedarł się szum deszczu, poczucie realności i silny zapach krwi...
Wracacie do rzeczywistości. Wszyscy mają efekt jak po psychodelicznym odlocie. Po dziwnym przybyszu nie ma ani śladu.

Dla Victorii: Test Medytacji ST:8 = Pech. Kompletnie poddałaś się wzorcowi chaosu. Czujesz się jak po ciężkim tripie na kwasie. Do końca nocy będziesz mieć urojenia religijne. Straciłaś 3 Punkty Krwi i masz 1 Prawdziwe Obrażenie od ugryzienia w szuję. Masz tam wyrwany kawałek ciała, rana sięga aż do krtani (nie uszkodziła jej jednak i możesz mówić). Boli jak jasna cholera.
Dla Horacego: Do końca nocy będzie ci się wydawać, że słyszysz klekotanie i będziesz wtedy doznawał niewyjaśnionego napadu lęku. Straciłeś 3 Punkty Krwi i masz 1 Prawdziwe Obrażenie od ugryzienia w ramię. Masz tam wyrwany kawałek mięsa, w ranie widać kość. Boli jak jasna cholera.
Dla Gavina: Jesteś przerażony w jaki sposób Twój plan się nie powiódł. Do końca nocy twoja percepcja jest zmniejszona o 1 z uwagi na zamęt panujący w twoim umyśle.
Dla Terrego: Kurwa ale to był POWER! Czujesz, że guzik Jezusa musi zostać odnaleziony. Sam Chrystus zlecił Ci tą misję! Guzik jest relikwią potężniejszą niż ząbek Dzieciątka Jezus. I jest ci całkowicie nieodzowny do uzyskania zbawienia.
Dla Namtara: Zrobiłeś co zamierzałeś. Wracasz do koterii.

* łac. wejdź.

: 12 maja 2015, 23:30
autor: Sigil
Zamknął ostatni z samochodów i zdjął rękawiczki. Ulewa powoli traciła swój główny impet, przechodząc w rój ciężkich, namolnych kropel. Lubił taką pogodę. Szybkim krokiem ruszył ku wyjściu z parkingu, a gdy dotarł do alejki, zaczął biec. Minął bramę cmentarza i przeciął wzgórze, kierując się najkrótszą drogą ku miejscu, gdzie pozostawił członków koterii. Jego mięśnie pracowały miarowo, w rytmie charakterystycznym dla doświadczonego sprintera. Wysoka trawa chłostała go przez materiał spodni. Czuł, że ubranie na nim uległo wreszcie panującym warunkom. Materiał był całkowicie przemoczony.

Myślał o tym, co stało się na parkingu. Właściwie całe to zdarzenie poruszyło go bardziej, niż mógł przypuszczać. Nie chodziło tutaj o darowanie życia, lecz o coś innego... Właściwie nie pamiętał już, kiedy ostatni raz prowadził tak długą rozmowę z kimś spoza Klanu. Z kimś, kto nie był wrogiem... To było nowe doznanie. Jednakże to nie jego nietypowość zbudziła refleksję. A raczej fakt, iż ta sytuacja pozwoliła mu po raz pierwszy dostrzec przepaść oddzielającą do od śmiertelników... Na co dzień nie był świadom jej istnienia. To znaczy oczywiście rozumiał, że tam jest, lecz właściwie nie czuł tego tak naprawdę. Egzystując poza krawędzią świata żywych, nie myślał o tego rodzaju sprawach... Teraz mógł przez chwilę spojrzeć w głąb tej czeluści. A gdy to zrobił, ujrzał, iż nie ma ona dna... Nie, nie czuł się z tym źle. Właściwie, nie miało to smaku. Uczucie było odległe od smutku czy radości - bliższe raczej wewnętrznemu zrozumieniu. Nie miał w sobie potrzeby poszukiwania mostu, ani drogi wyjścia. Tak naprawdę nigdy nie czuł, że należy do ich świata... Niemniej ta rozmowa dała mu nową perspektywę, uświadamiając własną odmienność. Uświadamiając, iż istnieją różnice ważniejsze, niż strona, po której walczy się na barykadzie. Ta nowa mądrość miała w sobie smak soli, ale pozwalała także zerknąć na tych, którzy żyli po drugiej stronie przepaści. I biegnąc tej nocy przez zalany deszczem cmentarz pojął, że nigdy nie uda mu się spojrzeć na świat inaczej. Tak, jak oni skazani byli na życie, tak on skazany był na śmierć. Świadomość tego faktu zawsze widział będzie w oczach śmiertelników, tak, jak widział go w oczach Kennetha Cole. Nie było to nowe, ni zaskakujące - lecz pozwalało mu się wreszcie przejrzeć w lustrze, które stanowiło życie. I ujrzeć ciemność...

Tylko Ciemność...

Wskoczył na mur i rozejrzał się. Drzewa na skarpie strząsały krople z wielkich liści. A jednak, coś się zmieniło. Wyczuwał poruszenie w sercu nocy, choć nie mógł rozpoznać tego wzoru. Zbiegł ze skarpy i stanął w cieniu drzew, obserwując parking. Byli tam, a jednak znów nie mógł oprzeć się przeczuciu, że coś jest nie do końca w porządku. Chociaż jego instynkt milczał. Horacy podnosił się opierając o karoserię samochodu. Reszta znajdowała się w środku auta.
Wyszedł na asfalt i podszedł do nich:

- Załatwione. Kierowca nie żyje - odezwał się cichym głosem. - Przyjechali dwoma samochodami. Tu macie rzeczy, które w nich znalazłem.

Odpowiedziały mu trzy nieobecne, półprzytomne spojrzenia. Tylko Frater Terry wyglądał normalnie. A właściwie - nienormalnie, czyli w jego przypadku całkowicie w porządku.

- Coś się stało o czym powinienem wiedzieć? - zapytał Łowca, wyjmując z torby przy pasie przyniesione przedmioty. Lekkie napięcie mięśni zdradzało, że zrobił się nagle czujny.
Rzucę wam na siedzenie przedmioty zabrane z dwóch samochodów. Każdy z nich jest w foliowej torebce (takiej, jak od zbierania dowodów rzeczowych). Są to: pusty skórzany portfel, dwie pary kluczyków do samochodu, kostka do gitary, breloczek w kształcie pieska, tanie, ciemne okulary, mapa samochodowa Wirginii Zachodniej, paczka chusteczek higienicznych.

: 13 maja 2015, 08:36
autor: Frater_Terry
Przy samochodzie, właściwie znikąd, zmaterializował się Łowca. Oznajmił, że zadanie swe wykonał. Swój krótki raport zakończył badawczym spojrzeniem, którym omiótł resztę Koterii. Ich miny musiały wiele mówić, oto bowiem, wyciągając swe łupy i rzucając na tylne siedzenie auta, nie mógł się powstrzymać, by nie zapytać:

- Coś się stało o czym powinienem wiedzieć?

Terry podniósł swój Rozpromieniony Wzrok na Mrocznego Jedi. Uśmiechał się szeroko i szczerze. Patrząc na Assamitę, z lekka żałował, że ten nie mógł z nimi dzielić tej chwili objawienia, wiedział jednak, że tak miało być.

- Odwiedził nas Jezus Chrystus, Syn Boży, w Trójcy Jedyny. Wysłuchał modlitw naszych i napełnił serca nasze nadzieją. A Światłość jego wielką była, a Miłość jego padła na nas jego błogosławieństwem.

- Niezmiernie szkoda, że nie mogłeś być z nami by ujrzeć Chwałę Jego, Duchu z Otchłani, jednak rozumiem, że nie przypadkiem akurat w tejże chwili musiałeś się oddalić. Wierzę, że i tobie dane będzie kiedyś zaznać Jasności Majestatu Jego. Nie trać nadziei.

Następnie odwrócił się w stronę Ravnosa i z nieprzemijającym uśmiechem powiedział:

- Dziękuję ci Gavinie, za to że jesteś tu z nami. Wierzę bowiem, że twa obecność silnie pomogła nam, byśmy mogli doświadczyć tych pięknych, świętych chwil. - wyglądał jakby chciał coś jeszcze dodać, tylko ugryzł się w język. Oszust wyraźnie widział, że Malkavian chce coś dodać, jednak z jakichś sobie tylko znanych powodów powstrzymał się.

Przyjął na powrót swą pierwotną pozycję, w której zdziwiony Darth Namtar mógł podziwiać Święte Opętanie w jego oczach. Po chwili pełnego Miłości spojrzenia, którym obdarowywał Łowcę, dodał w jego kierunku.

- Był tu też ogromny pająk, który prowadzał ze sobą na smyczy starszą panią, ale nie wiem, czy to warte odnotowania.

: 13 maja 2015, 10:57
autor: Suriel
Nosferatu był wściekły, rana paliła jak cholera a Namtar pytaniem tylko podał oliwy do ognia.

- Czy coś się stało? Coś nas bezczelnie pogryzlo ot co i widzieliśmy Jezusa. To wszystko , ale zacznijmy od początku. Kiedy siedzieliśmy w aucie podeszła do nas pająkowata istota z ślepą kobietą na smyczy. Wysiadlem żeby dac ewentualnie czas reszcie na ewakuację ale uderzyła w nas wizja która połączyła i pomieszała nasze myśli. Komu ja zawdzieczamy moge sie jedynie domyślić po podziekowaniach Terrego. Dziękujemy Gavinie! - pochylil sie w przód do siedzących i powiedział ostatnie zdanie przedrzeźniajac głos Terrego.
- Co do ciebie ojczulku powiem tak. Myślałem że prowadzi nas mędrzec a okazalo się że jednak głupiec. Czyżbyś nie potrafil odróżnić prawdziwej wizji od tej farsy? Moim zdaniem odrzniles i dla tego dziękujesz. Wybrałeś zatem świadomie oglądanie sztucznych świętych obrazków miast bezpieczeństwa koteri. - powiedział po czym zamilkł na chwilę zastanawiając się czy by jeszcze czegoś nie dodać co miał już na końcu języka ale zrezygnował.

-Specjalnie nie zregenerowalem jeszcze ranyby Namtar mógł latwiej poznać kogo ma scigac i ukarać. Rzuć zatem Namtarze okiem czy to ci wygląda reaczej na ugryzienie pająka czy raczej wyglodnialego anieskiego chóru. - zaczął ściągać ubranie ukazujące ugryzienie aż do kości. A potem z bezkresnym zdzjwueniem zaczął przyglądać się ciału w okolicy rany.

O cholera jasna...

: 13 maja 2015, 13:32
autor: Rellon
Nigdy, Nigdy nie słyszałem o iluzji tak potężnej by wymknęła się spod kontroli twórcy. Co to właściwie było? Dlaczego nie zadziałało jak powinno? - myślał gorączkowo Ravnos. Nieznany efekt zafascynował złodzieja, zwłaszcza że uważał siebie za kogoś, kto kontrolował TĘ moc.

Czyżby to była tylko kolejna iluzja? Iluzja zdolności i władzy? Czy moje myśli, obrazy, wrażenia mogą na jakimś poziomie żyć własnym życiem, dopóki nie skarze ich na śmierć? Na zniknięcie w otchłani niebytu? Małe galaktyki snów...

- Dziękuję ci Gavinie, za to że jesteś tu z nami. Wierzę bowiem, że twa obecność silnie pomogła nam, byśmy mogli doświadczyć tych pięknych, świętych chwil. - Ojczulek wyglądał jakby chciał coś dodać jednak ugryzł się w język. GaVin zaryzykował spojrzenie w jego oczy. Odnalazł tam chaos, który przemieszany był z głębią doznania tak silnego, że mogłoby graniczyć z obłędem. Gdyby nie było obłędem.

TY wiesz, Ty widzisz, sqrwysynie. Ile jeszcze tajemnic przede mną chowasz, ukrywając się pod maską dobrego Ojczulka? Co odkryli Twoi bracia zakonni że ich wszystkich zamordowałeś? Wiesz że to była moja sprawka, teraz tylko czego będziesz chciał za milczenie?

- Jedno z nich było magiem. Wyjątkowo perwersyjnym magiem. Osobiście stawiałbym na psa-pająka. W końcu ile pająków udaje psa i chodzi po okolicy mówiąc "kleku kleku głodny ja"? - Tu Ravnos spojrzał na Namtara, którego nieporuszone oblicze wyrażało mniej więcej "O czym Ty do mnie pierdolisz czarnuchu?". A może to była tylko gra percepcji Cygana.

- Być może skupmy się na magazynie. W obecnej chwili potrzebuje konkretnych, namacalnych zadań. Tak, ekhem...
Wspomnienie Iluzji, która wymknęła się spod kontroli, pozostanie w pamięci Gavina do końca życia. Niewygodne przekonanie że szaleństwo może ogarnąć nawet obiekty pseudo-nie-ożywione skłoniło go do stosowania mniej rozbudowanych konstruktów w okolicy Malkavów i kogokolwiek podejrzanego o bycie Malkavem.

: 13 maja 2015, 19:03
autor: Frater_Terry
Na słowa Horacego uśmiech Terry'ego zelżał, lecz nie zniknął zupełnie. Odwrócił się w kierunku wzburzonego towarzysza i ze spokojem i niemalejącym opętaniem w oczach zaczął mówić.

- Przepraszam cię, jeśli w czymś ci uchybiłem. Pomnij jednak, że wcale nie sugerowałem winy Gavina. Mogę się domyślać dlaczego tak to odebrałeś, lecz przypuszczenia takie dalekie są od prawdy. Gdybym uważał, że to jego robota, powiedział bym to na głos. - mówił spokojnie, lecz podkreślał kluczowe słowa.

- Co do wizji samej w sobie. Byłeś w niej z nami. Mimo iż w istocie była ona sztucznie wywołana, to przez postać Wszechmogącego, która się w niej pojawiła daleki jestem od nazwania jej farsą. Radość moja wynika po prostu z możliwości dzielenia jej z wami. Również i z tobą. I jeszcze... Co takiego mogłem zrobić dla bezpieczeństwa Koterii, co przekroczyło twoje kompetencje? Albo Gavina, albo Mrocznej Pani? Jesteś na mnie zły bo uważasz, że was zawiodłem, czy dlatego, że postanowiłem egzaltować się całą sytuacją?

Po tych słowach spoważniał i dodał już głośniej, lecz wciąż spokojnie.

- Jestem Frater Terry. Z krwi Malkava. Przekleństwo to czyni ze mnie Siewcę Szaleństwa. A nie psychiatrę. Nie miej mi za złe rzeczy poza moją kontrolą.

Kiedy skończył, opętańczy uśmiech z wolna zaczął powracać na jego twarz. Odwracając się od Nosferatu, przez sekundę zawiesił spojrzenie na Ravnosie, jakby się nad czymś zastanawiał. Nie powiedział nic jednak i powrócił do swych rozmyślań.
Spoiler!
W trakcie swojej przemowy do Horacego, chcę stłumić jego wkurwienie korzystając z Demencji 1 - Pasja

: 13 maja 2015, 20:23
autor: Sigil
Waa faqri*, Nie wierzę... Oni się po prostu czymś zaćpali. Mada tafaalu alaan?* - świadomość tego faktu dotarła do Łowcy dość szybko, gdy słuchał chaotycznych i niezbornych wyjaśnień munafiqun. Owszem, zdawał sobie sprawę z tego, że Kuffrowie są szaleni, jednak to, co obserwował tutaj przekraczało jego pojmowanie.

Dlaczego tutaj? Na jakimś cholernym parkingu? I to w miejscu gdzie pętają się sfory Sabatu... Nie byli świadomi zagrożenia? Pytania tłukły się w jego głowie, pozbawione nadziei na jakąś sensowną odpowiedź. Mimo to żaden mięsień nie drgnął na jego twarzy. Niewierni mogli zachowywać się jak dzieci, lub wariaci. Nie znali Prawdy i nie mieli honoru, więc nie miało to tak naprawdę znaczenia. Jednak on był na Ścieżce. I wiedział, iż w tej sytuacji najważniejsze są obowiązki, które nakładał na niego Kontrakt. Poza tym ktoś musiał wydobyć pozostałych z tej otchłani niefrasobliwości i szaleństwa, w którą najwyraźniej wpadli z własnej woli, i w której wciąż zdawali się tkwić. Ktoś tutaj musiał ogarniać rzeczywistość.

Był ochroniarzem. I zdawał sobie sprawę, że ocena działań munafiqun nie należy do jego obowiązków. Dlatego powstrzymał się od cisnących mu się na usta przekleństw i kąśliwych uwag. I skupił na tym, czym powinien się zająć. Z kamienną twarzą wysłuchiwał niedorzecznych wyjaśnień, starając się wyłowić z nich choć odrobinę sensu.

Horacy zaczął podciągać rękaw i nozdrza Mordercy wypełnił zapach krwi. To go zainteresowało. Przez moment. Po chwili bowiem Nosferatu przestał zwracać uwagę na Łowcę i to, co wcześniej mówił, a zaczął z dziwną fascynacją badać swoje ciało... Namtar uznał to za kolejny objaw narkotykowego delirium. To nie jest haszysz. Raczej kwas, meskalina, albo psylocybina - analizował szybko. Halucynacje o religijnym charakterze, więc zapewne z dodatkiem Demencji. Neik, dobrze, że mnie to ominęło. Subhan Haqim!***

- Sugeruję, abyście w przyszłości brali narkotyki w bezpiecznym miejscu. Na przykład w Sanktuarium - odezwał się. Jego wypowiedź była całkowicie sterylna emocjonalnie, nie zawierała w sobie przygany ani oceny moralnej. Tylko proste stwierdzenie faktu.

- Obejrzę ranę - powiedział podchodząc do Horacego. Nosferatu nie podniósł nawet oczu, kiwnął tylko w roztargnieniu głową i nadal z oszołomieniem przypatrywał się sobie. Morderca uklęknął obok. Przez chwilę badał uraz.

- To nie jest ugryzienie pająka, tylko ludzkie. Bez kłów. - powiedział w końcu. Nic, czego nie moglibyście sobie zrobić sami... - dodał w myślach. Niespecjalnie uśmiechała mu się myśl ścigania stworów zrodzonych z majaków i rojeń. Niemniej wiedział, że cholernie trudno będzie to wytłumaczyć Niewiernym...
Namtar ma całkowicie kamienną twarz i wydaje się słuchać was z uwagą. Mimo, iż najwyraźniej uważa, że wzięliście jakieś dziwne narkotyki, nie wydaje się być tym zirytowany ani zdegustowany. Właściwie, nie wydaje się by w ogóle go to obchodziło na tyle, by odczuwał jakieś emocje. Po prostu wypełnia swoje obowiązki. Trudno powiedzieć, co naprawdę myśli.

* arab. Cholera
** arab. Co ja mam z tym teraz zrobić?
*** arab. Chwała Haqimowi

: 13 maja 2015, 21:46
autor: Suriel
O cholera jasna...

Powtórzył w myślach i jeszcze raz dokładnie obejrzał ciało wokół rany. Jego wyraz twarzy zmieniał się z gniewnej w coraz bardziej szczęśliwą, im dłużej przyglądał się odsłoniętej po ugryzieniu kości.
Nie mógł uwierzyć, musiał to sprawdzić. Zdjął szybko rękawicę i długo przyglądał się swej dłoni otwierając ją i zamykając na przemian. Słowa Terrego dochodziły do niego, ale jakby przestały być istotne a cała złość zaczęła się bardzo szybko ulatniać zastąpiona przez euforię podobnej do tej jak widniała u Malkawiana.

Oczywiście muszę to jeszcze sprawdzić ale cholera jasna, jeśli jest tak jak myślę to...

"- Jestem Frater Terry. Z krwi Malkava. Przekleństwo to czyni ze mnie Siewcę Szaleństwa. A nie psychiatrę. Nie miej mi za złe rzeczy poza moją kontrolą."

Horacy złapał z tyłu głowę Ojczulka i... pocałował go w głowę. Nie zwracając uwagi na to, że ktoś nerwowy z boku mógłby po takiej napiętej wymianie zdań odczytać ten ruch jako napaść.

- Cóż za wspaniała noc! Zostałem pogryziony przez starą kobietę, kto by pomyślał że spotka mnie dzisiaj takie wielkie szczęście! - niemal wykrzyczał uszczęśliwiony, po czym przepchnął się koło Namtara i wyskoczył na ulicę rozglądając się wszędzie.
- Szybko za mną musimy ich znaleźć! No na co czekacie! Jeszcze tu może gdzieś są. Ja chce być pogryziony jeszcze raz! - zawołał z dziwnym błyskiem w oku. Machał przy tym rękami nie zwracając uwagi na to, że z jednej z rąk wystawał mu odsłonięty fragment kości.
Ziarno zasiane Siewco i co ty na to :P

: 13 maja 2015, 22:11
autor: Sigil
Radosne wybryki Horacego zostały powstrzymane przez ciężką rękę Łowcy na jego ramieniu.

- Dobra, us kut!* - cierpliwość Assamity miała jednak swoje granice. - Nikt tu nie będzie biegał i darł mordy po nocy. Siadaj grzecznie w samochodzie. bo jak nie, to cię zakołkuję i poczekam aż wytrzeźwiejesz, hal tafham**?

- Reszty to też dotyczy. Nie obchodzi mnie co braliście, ale lepiej, byście wytrzeźwieli. Chcecie żebym sprawdził ślady, poszukal kobiet, Jezusa i pająków? OK, mogę to zrobić. Ale wy się stąd nie ruszacie. Jasne?
Jeśli koteria chce ze mną współpracować, to rozejrzę się za tymi śladami, by uspokoić tą bandę ćpunów. Jeśli nie, to kołkuję tych, którzy robią problemy.
Oczywiście, mówiąc do nich używam zastraszania, żeby dotarło, iż powinni potraktować poważnie to, co mówię.


* arab. zamknij się
** arab. Rozumiesz?

: 13 maja 2015, 22:27
autor: Suriel
- Zgoda, zgoda Namtarku tylko ich mi odszukaj kochanieńki. Pozwól mi tylko, że sam sprawdzę tylko tutaj... - rozradowany Horacy niemal odłożył się w kałuży i zaczął czujnie rozglądać się pod samochodem. Leżał tak przez dłuższą chwilę.

: 13 maja 2015, 23:35
autor: Rellon
Gavin kompletnie nie rozumiał dlaczego Horacy dostał nagle takiego ataku radości. Widać coś musiało ulec zmianie na tyle, że zwykle hermetyczny Nosferatu postanowił, w dość ekstatyczny sposób okazać swoją, o zgrozo, radość.

Nieumarły z niepokojem patrzył w lusterko, obserwując LaSombre, która nadal tkwiła w jakimś osobliwym stanie transu. Najwidoczniej chciała się upewnić, że wróciła do właściwego im miejsca i czasu, zanim podejmie jakieś działania. Gavin poczuł ukłucie smutku.

- Myślę że dobrym pomysłem jest poszukać śladów. Da nam to chwile na rzeczy które są konieczne.

Trzymał obie dłonie na kierownicy, zadowolony z jej materialnego oporu. Sprowadzony przez magie Viktorii deszcz dzwonił o szybę, wybijając tylko sobie znaną melodię. Mimo włączonego ogrzewania, wampira przeszedł dreszcz. Ten rodzaj dreszczu który powoduje nieprzyjemny stan otrzeźwienia.

Jesteśmy tutaj, w zimnym, mrocznym świecie Charleston. Zegar tyka i nawet nie wiemy ile zostało czasu.

: 14 maja 2015, 18:24
autor: Sigil
Zajął się przeszukiwaniem parkingu i okolicy, rozglądając się za wszelkimi, nietypowymi śladami. Czynił to głownie dlatego, by uspokoić Niewiernych, których ochraniał. Nie spodziewał się tak naprawdę niczego znaleźć. I nie pomylił się. Ani na wyasfaltowanym placu, ani nigdzie wkoło niego nie odnalazł niczego, co świadczyłoby o tym, że rewelacje Kuffrów są czymś więcej niż efektem narkotycznych wizji. Miał jednak nadzieję, że jego spokojne, systematyczne działania przyhamują nieco temperamenty Bękartów Khayyina, a czas jaki im dał, pozwoli im wrócić do rzeczywistości...

- Nie znalazłem żadnych śladów kobiety z Jezusem, psem czy pająkiem - zameldował, powróciwszy do zebranych w samochodzie. - W ogóle żadnych śladów. Nikogo tu nie było. Jeśli już się pozbieraliście, to sugeruję, abyśmy sprawdzili magazyn.

- OK - powiedział Gavin. - Ja się czuję w porządku. Reszta chyba też - spojrzał z powątpiewaniem w lusterko. Po chwili dodał:

- Możemy jechać.

Morderca skinął jedynie głową i ruszył w kierunku motoru. Ravnos poczekał aż Namtar wsiądzie na niego i zapalił silnik. W ostatnich kroplach padającego deszczu opuścili parking, który był milczącym świadkiem dziwnych zdarzeń tej nocy...

: 14 maja 2015, 20:45
autor: lightstorm
Charleston WV Terrace Rd. 09.08.1993 Przed świtem.

Samochód jechał spokojnie krętymi ulicami miasta. Zmierzali do końca ulicy Terrace. Deszcz właśnie przestawał padać, gdy Gavin zjechał samochodem z jezdni na pobocze. Przejechał jeszcze kilkanaście metrów, by wjechać do lasu.

- Tutaj ciężko będzie znaleźć auto - odezwał się Gavin.

- Do magazynu mamy kilka minut piechotą na północ - dodał nadal podekscytowany Horacy.

Przerwało im podwójne stuknięcie w szybę. Gavin otworzył okno:

- Mogę zrobić zwiad, zanim się ruszymy wszyscy - powiedział stojący przy samochodzie Zabójca. - Zajmie mi to maksymalnie dwadzieścia minut. Mam iść?

Obecni w samochodzie nieumarli niemal jednocześnie pokiwali głowami.

- To dobry pomysł - rzekł Terry.

- Przyjąłem - odparł Morderca. - Jeśli nie będzie mnie za dwadzieścia minut, zmywajcie się stąd.

Odszedł na bok i rozejrzał się. Znajdowali się na końcu wąskiej uliczki, będącej częścią osiedla domków jednorodzinnych. O tej porze większość z nich była ciemna i cicha. Zapach deszczu mieszał się z wonią trawy i kwiatów, porastających ogrody posesji. Od wybranej lokacji oddzielał ich fragment lasu, za którymi (jak zapamiętał z planu miasta) znajdowały się tory. Drzewa lśniły w świetle ulicznych latarni, otrząsając się powoli po niedawnym deszczu. Ich korony rysowały się wyraźnie na tle zachmurzonego nieba. Morderca instynktownie wybrał jeden z pobliskich budynków, którego pokaźne rozmiary pozwalały żywić nadzieję na to, iż zamieszkuje go liczna rodzina. Musiał zapolować. Pozwolił, by jego ciało utraciło fizyczną formę stając się strzępem ciemności, który pomknął w wybranym kierunku.
Dla Namtara: W środku domu są cztery osoby. Uzupełniasz 7 Punktów Krwi.
[center]***[/center]
[center]Obrazek[/center]
Magazyn otaczała druciana siatka, miejscami mocno już sfatygowana. Pod murem rosło kilka kępek wysokiej trawy. Nie był pilnowany z zewnątrz. Nigdzie nie było także widać strażnika, ani nawet psa. Nad wejściem dogorywała tylko jedna lampa, raczej nie rozświetlająca mroków nocy i Morderca dostał się do środka dość łatwo. Budynek okazał się być własnością jakiejś firmy lotniczej, albowiem wewnątrz stało kilka awionetek, oraz sporych rozmiarów warsztat naprawczy, dla mniejszych samolotów. Całkowity brak oświetlenia nie przeszkadzał Namtarowi zorientować się w topografii tego miejsca. Szybko pojął, że miejsce jest zabezpieczone alarmem. Czujki PIR oraz kamery umieszczone w najbardziej wrażliwych punktach magazynu wykryłyby każdy ruch istoty większej od szczura. Assamita prześledził wzrokiem kierunek, w jakim ułożone były kable, łącząc się w jeden większy sznur, który wchodził w wywierconą niedbale dziurę w ścianie. Zorientował się gdzie są dwa panele zarządzające zabezpieczeniami. Zastanowiło go jednak, to, że nie mógł nigdzie znaleźć głównej puszki z zasileniem awaryjnym oraz nadajnikiem GSM. W lewej części magazynu znajdowało się pokaźne biuro wraz z warsztatem. Na środku było najwięcej miejsca, brakowało bowiem kilku samolotów. Po prawej natomiast stały stalowe rusztowania, będące ogromnymi półkami na części do samolotów. Spoczywało tam uszkodzone skrzydło, śmigła, silniki oraz inne, nie znane mu elementy. Na końcu jednego z korytarzy utworzonego z regałów, znajdowały się stalowe drzwi przeciwpożarowe z napisem paliwo samolotowe.
Dla Namtara: Zorientowałeś się, co jest w magazynie. Wróciłeś do koterii, która czeka w samochodzie.
Dla Wszystkich: Co robicie dalej?

: 14 maja 2015, 20:52
autor: Sigil
Przyjął fizyczną formę przy samochodzie koterii i zapukał dwukrotnie w szybę. Gavin opuścił okno prawie natychmiast.

- Zwykła siatka, żadnych kamer ani strażników na zewnątrz - odezwał się cicho Assamita. - Za to kilka wewnątrz. Także czujniki ruchu. Sporo tego. Za dużo jak na zwykły magazyn. Zasilanie i centralka są ukryte. Poza halą główną są tam jeszcze jedne drzwi. Nie miałem ich jak sprawdzić nie włączając alarmu.

Z odrobiną satysfakcji zanotował, iż Ravnos wygląda nareszcie tak, jakby rozumiał, co się do niego mówi. Nie zmienił jednak tonu.

- W środku jest kilka awionetek i warsztat. Pewnie przykrywka. Mogę wejść sam, mogę wejść z wami - wzruszył ramionami. - Ale przydałby się ktoś do rozbrojenia alarmu. Decydujcie.