Strona 27 z 88

: 14 maja 2015, 22:27
autor: Rooster
Victoria siedziała wciąż bez ruchu na tylnym siedzeniu samochodu, stopniowo odzyskując kontakt z rzeczywistością. Wszelkie wcześniejsze rozmowy koterii docierały do niej jakby przez szybę i barierę w jej głowie. Barierę, którą stanowiły wciąż pojawiające się wizje Jezusa w trampkach, niosącego słowo boże wszystkim tym, którzy tego potrzebowali bądź nie. Nie miało to chyba większego znaczenia... Stan ów przypominał moment, w którym ciężko odróżnić sen od jawy, wciąż przebywając na granicy światów kreowanych przez zagubiony umysł.

Jeśli tak wygląda przekleństwo krwi Malkava, to nie ma co się dziwić ich szaleństwu... Jak oni z tym funkcjonują? - krótka myśl rozsądku, która na moment zawitała w jej wnętrzu, szybko opuściła Lasombrę, pochwycona przez anielskie skrzydła chórów klekoczących kształtów. Jej percepcja znów oderwała ją od rzeczywistości, ukazując tym razem wizję Jezusa przybitego do krzyża... Zanim zaczęła się rozwijać, jeden szczegół przykuł uwagę zdezorientowanej Victorii.

Ciekawe, czy twoja ofiara na krzyżu obejmuje także przeklęte istoty, którymi jesteśmy. Mówią, że każdy może zostać zbawiony, nawet grzesznicy tacy jak ten, wiszący obok ciebie. Ale ja w to nie wierzę. Na klątwę, którą nosimy w sobie nie ma ratunku. Nigdy nie będzie... - spoglądała na tłumy lamentujących kobiet pod Golgotą, gdy słońce zawieszone wysoko bluźnierczo spoglądało na historyczny i mistyczny moment w dziejach ludzkości.

Słońce!!! Jak to... Przecież powinno mnie spalić! Przerażenie i ból, który poczuła w tej chwili na samą myśl o jego promieniach, wywołał szok w jej umyśle. W tej samej chwili, zaczęła odczuwać fizycznie ciało, jego napięcie i ranę, krwawiącą na szyi. Ból prowadził jej zbłąkane myśli z powrotem na plan materialny i Victoria niczym tonący brzytwy, uchwyciła się tego odczucia. Ból znała. Potrafiła go wykorzystać i czerpać przyjemność ze stanów, które wywoływał. Zarówno w niej samej, jak i tych, którzy po niego przychodzili. Lubiła go z wielu względów, jednak nigdy nie przypuszczała, że będzie jej służył za drogę powrotną z tego szalonego koszmaru percepcji, z którego nie mogła się wyrwać. Zatem stopniowo i powoli, podążyła za nim. Pulsowanie i przeszywające rwanie w szyi było kotwicą, więc przyjęła je ze spokojem i ulgą, witając niczym czułego kochanka.

Kiedy ocknęła się z dziwnego transu, obmacała dłonią ranę. Krew na jej palcach i pieczenie były prawdziwe...

- W środku jest kilka awionetek i warsztat. Pewnie przykrywka. Mogę wejść sam, mogę wejść z wami - wzruszył ramionami. - Ale przydałby się ktoś do rozbrojenia alarmu. Decydujcie.

Słowa Namtara, wypowiedziane przy uchylonej szybie auta, szybko otrzeźwiły Lasombrę.

- Gdzie my jesteśmy? I co się dzieje do cholery? - szybko rozejrzała się przytomnym wzrokiem po zebranych. - I chcę wiedzieć, kto był na tyle głupi, żeby mnie ugryźć. Słucham.
Victoria jest zdezorientowana sytuacją i wizjami, które wspólnie dzielili. Jednak w tej chwili jest już ogarnięta i zaczyna być bardzo zła.

: 14 maja 2015, 22:50
autor: Suriel
- Moja droga był to chór wygłodniałych aniołów do którego aspiruje dołączyć kiedyś nasz Ojczulo. I tak na marginesie dodam, że obecna mocno kąśliwa wampirza egzystencja zdecydowanie predestynuje go do tej szczytnej funkcji. Nie patrz kochana tak na mnie. To fakt że zabrano ci kawałek ciała lecz sprawdź wpierw czy czegoś nie otrzymałaś w zamian... - Horacy uśmiechnął się podejrzanie. Nadal był w bardzo dobrym nastroju, który tylko nieco psuł mu fakt ,iż nie miał pojęcia ani o tym czym/kim był pająk ani o tym gdzie go można szukać.

- Wracając do rozmowy, moim zdaniem wpierw musi pójść ktoś kto wyłączy zabezpieczania i kamery. Zwłaszcza kamery. Słabo wychodzę na tych cholernych filmach. Już kiedy się pojawiły pierwsze fotografie wiedziałem, że nic dobrego z tego diabelskiego wynalazku wyniknąć nie może. Swoją drogą, ciekawe co by się stało gdyby się jednak włączył alarm, któż to b się tu pojawił...

: 14 maja 2015, 23:32
autor: Frater_Terry
Terry słuchał rozmowy toczącej się w samochodzie i tuż obok niego. Po słowach Horacego spojrzał na Gavina, wciąż szeroko się uśmiechając.

- To nie jest tak, że myślę stereotypami, ale czy Ravnos nie będzie do tego najlepszy?

A kiedy zadał już to pytanie, całkowicie przestał zwracać uwagę na swego rozmówcę. Jego obłąkany wzrok zaczął błądzić gdzieś daleko, co w połączeniu z niegasnącym grymasem szczęścia dawało niepokojące wrażenie.

[center]***[/center]
Podziwiał złoty blask okalający jego postać. Migocząca błękitno-biała poświata, tysiącem refleksów głaskała całe wnętrze samochodu, dając efekt podobny do tęczowej, kryształowej kuli.

Świat za oknami mienił się całym spektrum barw, a każda z nich miała znaczenie. Terry zrozumiał, że dzięki błogosławieństwu Najwyższego może dostrzegać prawdziwą esencję wszechświata. Delikatnie lśniąca rzeczywistość mówiła do niego a on ją słyszał i powoli zaczynał rozumieć.

Na chwilę skupił wzrok na Mrocznym Jedi, wyczekującym decyzji określającej jego działania. I ujrzał Potwora, Ducha z Otchłani. I wiedział, że on też ma swoją rolę w tym Bożym świecie. I rozumiał, że ingerencja w jego naturę zniszczyła by Boski ład i godziła w Boski Plan.

Dostrzegł doskonałość Bożego Stworzenia i całkowitą harmonię jaka nim kierowała. Powoli rozglądał się, chłonąc mnogość wypełniających go wrażeń.

[center]***[/center]
Przez chwilę zastanowił się, czy właśnie doznał Zbawienia, szybko jednak porzucił tę absurdalną myśl. Jasnym było dla niego, że oto sam Syn Boży napełnił jego martwe serce swą nieskończoną Łaską. Zamknął oczy i zaczął kontemplować ten stan, chcąc wynieść z niego jak najwięcej.

: 15 maja 2015, 14:19
autor: Sigil
- OK, to ruszmy się - powiedział Gavin i dając dobry przykład pierwszy wysiadł z samochodu.

Morderca skinął głową. Jego ciemnoszara kurtka, pod wpływem deszczu nabrała prawie całkowicie czarnej barwy. W efekcie sylwetka Assamity zdawała się chwilami zlewać z ciemnością przedświtu. W czasie gdy pozostali członkowie grupy zbierali się wokół auta, podszedł do tyłu otworzył bagażnik. Z cichym świstem rozpiął zamek błyskawiczny w czarnej sportowej torbie i odkrywając lśniąca powierzchnię ciemnego metalu. Do jego wyczulonych zmysłów doszedł lekki zapach oliwy do czyszczenia broni i prochu. Wyciągnął jednolicie czarny karabin HK G36 i przewiesił go przez ramię. Ta wersja była dostosowana do jego indywidualnych potrzeb, posiadała skróconą lufę, dzięki czemu rozmiar broni wynosił zaledwie 618 mm, a także celownik optyczny o trzykrotnym zbliżeniu. Brak w niej było jednak celownika kolimatorowego, który był bezużyteczny dla Shadowsleyera, z uwagi na jego nadwrażliwość na światło. Bębnowy magazynek zwiększał ładowność do 100 pocisków. Zwykle nie przepadał za bronią automatyczną i rzadko kiedy jej używał. W tym przypadku jednak szybkostrzelność wynosząca 750 pocisków, duża celność i mały rozmiar sprawiały, że uczynił wyjątek. Słaby zasięg nie był problemem na terenie zabudowanym, a pozostałe cechy karabinu, czyniły go niezwykle efektywnym narzędziem śmierci, w warunkach miejskich. Przelotnie pogłaskał ciemny kształt broni. Barwny rozbłysk w aurze Assamity wyraźnie podpowiedział Terremu, iż ten kawałek metalu budzi w Mordercy więcej pozytywnych uczuć niż cała koteria Red'a.

[center]Obrazek[/center]
- Zasady znacie - odezwał się spokojnie, do stojących przy samochodzie Niewierrnych - Sugeruję, by Horacy otoczył nas Niewidzialnością. Najpierw wchodzi Gawin, ja go osłaniam. Reszta czeka w okolicy. Niedaleko. Tak, by mieć kontakt wzrokowy. Jeśli mówię, że znikamy, to znikamy. Nie chcę słyszeć żadnego chrzanienia o bzdurach, jasne? - ostatnie pytanie skierowane było głownie do Ravnosa, który energicznie pokiwał głową w odpowiedzi.

- Nie wiem, co możemy znaleźć w środku, wiec będę oszczędzał krew. Dlatego starajcie się zachowywać cicho. - naciągnął na twarz czarną chustę. Zarówno ona jak i przewieszona przez ramię broń nad wyraz plastycznie upodabniały go do arabskiego terrorysty. - Jakieś pytania? Dobra, ruszmy się, zanim nastanie świt.

: 15 maja 2015, 21:14
autor: lightstorm
Charleston WV Ferry St. Magazyn firmy "Z Polotem" 09.08.1993 Przed świtem.

Wszyscy ruszyli w stronę magazynu. Tak jak powiedział Morderca, starali się iść nadzwyczaj cicho, by nie zwracać na siebie szczególnej uwagi. Po kilkuset metrach dotarli do torów kolejowych za którymi widać było cel wyprawy. Horacy objął Niewidocznością całą grupę, by przypadkowe oczy także ich nie wyśledziły. Po chwili koteria znalazła się przed jednym z trzech wejść do magazynu.
Testy Cichego poruszania się ST:6:

Gavin: 7 sukcesów
Namtar: 4 sukcesy
Victoria: 4 sukcesy
Terry: 3 sukcesy
Horacy: 7 sukcesów.

Wszyscy cichuteńko przedostajecie się pod magazyn. Gavina i Horacego nie słychać wcale. Nawet szmerów ubrań.
Spoiler!
Test Zabezpieczeń ST:7 = 8 sukcesów! To miejsce to Twoja trzecia kieszeń. Znasz je lepiej niż jego pracownicy. Bez problemu otworzysz zamek w każdych drzwiach i załatwisz alarm. Przy tylu sukcesach wyłączysz kamery swoim komputerem. Możesz zrobić co zechcesz z tą amatorką jaką tutaj zainstalowano. Robisz wszystko dwa razy szybciej niż zakładałeś, bo od razu rozgryzłeś o co tutaj chodzi. Wystarczy Ci 1 PK na użycie Akceleracji.

: 15 maja 2015, 22:00
autor: Rellon
Gavin wykorzystał moment w którym Namtar wyciągał, z nie małą czułością, narzędzia masowej zagłady, by wypytać go o lokalizacje kamer, czujników i okablowania. Głos Łowcy był beznamiętny i przywoływał skojarzenia z maszyną do pisania. Wyrażał się krótko, zwięźle i na temat, a po chwili przeszedł do przypominania o zasadach BHP. Zrobił to w typowym dla siebie stylu mówiącym "powiedziałem Ci co masz wiedzieć, więc nie marnuj mojego czasu".

Utylitaryzm pełną gębą...

Podczas gdy uwaga koterii skupiona była na pokazie Assamity, Cygan skromnie wyciągnął swoją torbę z bagażnika. Mały niezbędnik złodzieja, po czym ruszył grzecznie za zebranymi. Starał się chodzić cicho i nawet mu to wychodziło.

[center]***[/center]

Ravnos ruszył w kierunku drzwi.

Z relacji Łowcy wynikało, że alarm włączy się od 15 do 25 sekund, po przerwaniu obwodu, w tym wypadku po otwarciu drzwi. Gavin odruchowo poklepał przygotowane narzędzia: nożyk i laptop z okablowaniem.
Konsola powinna być 3 metry od wejścia po prawej stronie. Złodziej sięgnął w głąb siebie, przebudzając zdolności ukryte we krwi. Za pomocą Nadwrażliwości poprawił sobie wzrok, po czym przystąpił do dzieła. Członkowie koterii usłyszeli zgrzyt klamki, a krótką chwile potem Cygan wchodził już do środka.

Po wejściu do budynku Gavin odpalił Akcelerację i ruszył w tą stronę mechanizmu. Lub bardziej precyzyjnie w stronę, gdzie spodziewał się znaleźć mechanizm. Ciche bzyczenie dawało do zrozumienia, że "krzykacz" rozpoczął odliczanie. Dłonie Cygana nie próżnowały i sprawnie pozbawiły kable izolacji, w miejsce której zainstalowany został laptop. Pirackie wejście do systemu zostało przyjęte bez żadnego oporu. Rozpoczęta została sekwencja wpisywania komend. Pierwszej, drugiej i... o zgrozo... było po wszystkim. Pseudo-haker dezaktywował system antywłamaniowy, wpisując w kategorii powód: "konserwacja".

- Teraz należy udać się do głównej serwerowni i przeczyścić zapis kamer.

To powiedziawszy udał się w stronę wyjścia przeciwpożarowego. Powstrzymał się jednak od wejścia, oczekując na resztę koterii.
Koszt Akceleracji: 1 punkt krwi.

: 16 maja 2015, 11:00
autor: Sigil
Śmieć nareszcie zaczął okazywać swoją przydatność i nie uszło to uwagi Mordercy. Wydawało się, że zna się na swojej robocie i stanowiło to jakąś pociechę, jeśli chodziło o ocenę jego użyteczności w grupie. W milczeniu obserwował jego działania, jednocześnie mając na oku okolicę. Nic nie poruszyło się wśród cieni zalegających magazyn. Mimo to nadal był czujny. Miał nadzieję, iż tej nocy przydarzy się jeszcze nieco krwi...

- Drzwi, o których ci mówiłem są tam. - powiedział szeptem, gdy Ravnos skończył dezaktywować alarm. Oszust spojrzał a niego i kiwnął głową, zbierając swoje zabawki. Assamita cofnął się cicho do drzwi wejściowych i gestem dłoni dał znać pozostałym, iż mogą wejść.

: 16 maja 2015, 14:00
autor: lightstorm
Charleston WV Ferry St. Magazyn firmy "Z Polotem" 09.08.1993 Przed świtem.

Namtar dał znak pozostałym, by mogli wejść, gdy wtem Złodziej i Morderca usłyszeli jakiś ruch za drzwiami. Assamita natychmiast pokazał gestem, by jednak pozostali się wstrzymali, po czym przykleił się plecami do ściany. Nagle tabliczka z napisem paliwo samolotowe podniosła się ukazując maleńkie zakratowane okienko. Dzięki solidnemu oświetleniu po drugiej stronie, Gavin był w stanie dojrzeć w nim twarz jakiegoś murzyna po czterdziestce z delikatnym siwiejącym zarostem. Afroamerykanin odezwał się:

- Zapomniał pan czegoś, czy coś się stało z maszyną? Dałem gwarancję, że będzie działać panie Gavinie. Czy jest jakiś problem? - mężczyzna zadał pytanie lekko drżącym głosem, jakby czegoś się obawiał.
Dla Gavina: Test Empatii ST:7 = 4 sukcesy. Czarnuch się ciebie boi, pomimo faktu, że oddziela was gruba warstwa metalu. Jesteś pewien, że mówi prawdę i jest nieco zaskoczony Twoim widokiem.
Dla Namtara: Za drzwiami jest za jasno, byś mógł dostać się przez zakratowane okienko jako cień.
Dla pozostałych: Trzymacie się blisko Horacego, który okrył was Niewidocznością. Słyszycie całą rozmowę i widzicie całą scenę, ale jesteście za daleko by widzieć szczegóły.

: 16 maja 2015, 14:50
autor: Rellon
No tak, co powiedział Lucjan? Zrobiłeś się trochę bardziej zimny i zdystansowany, jakby lata odcisnęły na Tobie swoje piętno.

- Skoro dałeś gwarancje to należy się z niej wywiązać, nie prawdasz? Teraz otwórz te cholerne drzwi zanim zacznę się denerwować. - Mówił głosem wyrażającym niezadowolenie, kładąc nacisk niektóre słowa. Swoją postawą wyrażał jasno że może być tylko tak jak on chce, a każdy sprzeciw pogłębi poziom niezadowolenia.

Serve and obey, mortal!

Cygan miał nadzieje że połączenia strachu i stanowczej postawy skłoni strażnika do bezpośredniego wykonania poleceń. Jeżeli był to mechanik lub ghul to taka postawa znacznie łatwiej była akceptowana przez jego matryce zachowań.

: 16 maja 2015, 15:45
autor: lightstorm
Charleston WV Ferry St. Magazyn firmy "Z Polotem" 09.08.1993 Przed świtem

Po słowach Ravnosa, mężczyzna po drugiej stronie drzwi zamknął okienko. Jednak po chwili już wszyscy usłyszeli zgrzyt przesuwanej zasuwy, oraz dźwięk otwierających się ciężkich drzwi. Za nimi widać było oświetlony przez cztery świetlówki korytarz, zakończony przejściem do innego pomieszczenia. Ściany miały kolor brudno biały i wydawały się poważnie nadgryzione przez czas. Czarny facet ubrany był w wytarte dżinsowe ogrodniczki na szelkach, oraz ciemno zieloną koszulkę z napisem "I can fix it". Oczy Gavina i człowieka spotkały się na chwilę. Później Ravnos skinął na zaczajonego przy framudze Assamitę. Namtar zrobił jeden krok, stając w drzwiach, po czym złapał czarnucha za gardło i przytrzymał nad ziemią. Przez chwilę obserwował z przyjemnością jak jego ofiara wije się, próbując spazmatycznie złapać oddech. Oczy mechanika prawie wyszły z orbit.

- Żadnych wrzasków - szepnął. - A może uda ci się przeżyć.

Ravnos odwrócił się do Terrego i rzekł:

- Bóg z Toba dobry Ojcze. Zapytaj tego oto tu nieszczęśnika, ile jeszcze jest tu osób, gdzie jest serwerownia, o jaką maszynę mu chodzi, gwarancje i kiedy ostatnio mnie tu widział. Jestem głęboko przekonany że nie skłamie on tak świątobliwej osobie. Zwłaszcza po chwilowym kontakcie z naszym przemiłym ochroniarzem.

Namtar wepchnął murzyna do środka korytarza i przycisnął go do ściany. Tamten patrzył się na Assamitę z mieszaniną autentycznego zdziwienia i strachu. Wyglądało na to, iż jest zbyt przerażony, by próbować protestować. Mimo swych rozmiarów człowiek sprawiał teraz mocno bezbronne i żałosne wrażenie.

: 17 maja 2015, 01:39
autor: Frater_Terry
Terry spokojnie spojrzał na rosłego mężczyznę, przygwożdżonego do ściany bezwzględnym ramieniem Mordercy. Otaczała go silnie szafranowa poświata. Kolor przerażenia, o czym Malkavian zdążył przekonać się przez lata. Dopiero po chwili dotarło do niego, że Łowca trzyma go mocniej niż to potrzebne by go przytrzymać. Przyjrzał mu się więc uważniej, odnajdując w jego postawie zadowolenie, które udało mu się dostrzec już poprzedniej nocy, kiedy podobną nadgorliwością wykazał się przytrzymując Klausa. Nie trzeba było geniusza by dostrzec, że Assamita dobrze się bawi pastwiąc się nad swoją "zwierzyną", jak zapewne sam by ich określił. A będąc pod wpływem Błogosławieństwa samego Chrystusa, Terry widział to znacznie wyraźniej niż za pierwszym razem.

Równie wyraźnie widział też wzorzec Stworzenia, który ułożył się w tę a nie inną ścieżkę, ze wszystkich możliwych kainitów i murzynów na świecie, doprowadzając do wersji, w której to właśnie oni się spotykają. Nie z przypadku to właśnie Darth Namtar, spośród wszystkich Mrocznych Jedi, stał teraz w tym miejscu i tej pozie, ciesząc się z bólu, który zadawał.

Ból nas oczyszcza. A przez to zbliża nas do Boga. A ty masz podwójne szczęście, bo Pan mnie naznaczył tej nocy. I przychodzę by Światłem Jego, odsunąć od ciebie tego Ducha z Otchłani. Bo Światłość świeci w ciemnościach, i ciemność jej nie przemoże.

- Proszę puść go, jeśli mam z nim rozmawiać, potrzebuję żeby nie czuł się zaszczuty. A najlepiej stań za mną, jestem pewien, że i tak zdążysz go powstrzymać gdyby zechciał uciekać. - odezwał się spokojnym tonem, jednak na tyle stanowczym by Mroczny Jedi zrozumiał, że jest to dla niego ważne.

Łowca odstąpił natychmiast, przekładając profesjonalizm nad swoje osobiste żądze. Ustawił się tuż za księdzem, w sposób gwarantujący mu swobodę ruchów, gdyby jednak musiał zareagować. Czarnoskóry mężczyzna nerwowo odchrząknął, rozcierając bolące gardło. Był mocno przestraszony całą sytuacją i nie bardzo wiedział, co właściwie się dzieje.

- Jak ci na imię, dobry człowieku? - przyjaznym tonem zapytał Frater Terry.

- Ozzy, ojcze.

- Zatem nie lękaj się Ozzy, oto bowiem Pan zawitał do twego życia. Niech trwoga twoja zamieni się w zrozumienie, a wątpliwości w odpowiedzi. Jestem tu by ci pomóc w tej trudnej chwili. Lecz potrzebuję również twojej pomocy. - rzekł Terry, lewą dłoń trzymając na swojej piersi, prawą zaś dotykając delikatnie ramienia swego rozmówcy.

- Powiedz mi zatem proszę, jak kiedy to ostatni raz widziałeś pana Gavina i cóż za maszynę mu podarowałeś, gwarantując mu jednocześnie, że będzie działać. Powiedz mi również, czy jest tu ktoś poza tobą, a jeśli nie jesteś tu sam, to ile jeszcze osób znajdziemy w środku. Wskaż nam również drogę do serwerowni w tym ponurym miejscu - zakończył przywołując na usta najbardziej dodający otuchy uśmiech, jaki posiadał w swoim repertuarze.

- Pana Gavina widziałem jakieś dwie godziny temu. Dostarczyłem na jego polecenie jeden z samolotów z tego magazynu bezpośrednio na lotnisko. Awionetkę sprawdzałem kilka razy i było wszystko w porządku. Jestem sam, a serwerownia znajduje się na końcu korytarza i w prawo. - powiedział wciąż jeszcze przestraszony Ozzy, choć oddech trochę mu się uspokoił.

- Rozumiem. - kiwnął głową. - Mam też dla ciebie dobre słowo, w podzięce za twą pomoc. Tak jak cierpiałeś póki nie nadszedłem, tak cierpieć będziesz, póki nie pójdziesz ścieżką Pana. Wstąp zatem do domu Bożego, następnym razem kiedy będziesz go mijał i pomódl się szczerze. Bóg cię wysłucha i nawet jeśli nie przemówi do ciebie od razu, będzie przy tobie. A kiedy Pan będzie z tobą, nie będziesz już się musiał lękać. Nigdy. - uśmiechnął się promiennie. Następnie zwrócił się do Assamity i Ravnosa.

- Słyszeliście, do końca korytarza i w prawo. Chyba, że macie jeszcze jakieś pytania. - powiedział, po czym odezwał się do samego Łowcy. - Zrozumiem jeśli będziesz chciał go skrępować na czas naszej wizyty, jednak nie zadawaj mu przy tym bólu, pomógł nam, nie ma zatem takiej potrzeby. Kiedy skończymy, wymażę mu pamięć i zostawimy go w spokoju. W ten sposób nie pozostawimy po sobie śladu, prawda?
Tekst pogrubiony = Dominacja

: 17 maja 2015, 17:00
autor: lightstorm
Charleston WV Ferry St. Magazyn firmy "Z Polotem" 09.08.1993 Przed świtem

Gavin od razu ruszył do pokoju z nagraniami kamer. Namtar pogwizdując cicho, wyjął kajdanki i przypiął czarnego mężczyznę do kaloryfera, w głębi korytarza. Ozzy siedział teraz na nagiej posadzce plecami do ściany, nie mając możliwości ucieczki. Terry postanowił zobaczyć co znajduje się za drzwiami na końcu przejścia. Otworzył je delikatnie, po czym włączył światło. Teraz doskonale widział magazyn z wielkimi pojemnikami do przechowywania paliwa. Do jego nozdrzy dobiegł zapach benzyny oraz innych chemikaliów. Wszędzie znajdowały się znaki ostrzegawcze: uwaga materiały łatwopalne, nie palić, tylko dla personelu itd. Doskonale wiedział, że tak znaczna ilość tych materiałów bez problemu zniszczyłaby ich martwe ciała.

Victoria przyglądała się członkom koterii, czekając na rozwój sytuacji. Nadal trudno jej się było otrząsnąć po niedawnych wizjach. Chwilami w tle wydawało jej się, ze słyszy docierające z daleka anielskie śpiewy...

Horacy także postanowił trochę powęszyć. Skierował się na koniec korytarza i zatrzymał się przed drzwiami po lewej stronie. Wtem Ozzy odezwał się:

- Proszę tam nie wchodzić. Błagam... -powiedział łamiącym głosem.

Victoria otrząsnęła się z zamyślenia:

- Co tam jest? - zadała pytanie dominującym tonem.

- Oj, panienko... Tam szef załatwia swoje interesy. To jego prywatne biuro. Nie pytajcie o więcej. Jak ktoś tam wejdzie to stracę pracę. Na amen. Proszę, błagam...

- Jak nazywa się twój szef? - kolejne pytanie Victorii nie pozwoliło Ozzy'emu dokończyć litanii próśb.

- Frank Zocatio - rzekł murzyn, po czym opuścił głowę chowając ją miedzy kolanami. Jego wielkie ramiona zatrzęsły się spazmatycznie i zebrani usłyszeli stłumiony szloch.

Horacy złapał za delikatnie za klamkę. Przez chwilę pomyślał, że drzwi będą zamknięte, jednak otworzyły się. To co zobaczył Horacy było jak ze snu, albowiem znajdował się właśnie przed wejściem do pokoju, który widział swojej wizji.

- O cholera! - wyszeptał zaskoczony Nosferatu. To działo się tutaj, niecałe pół godziny temu. Ja to kurwa widziałem ale jak to możliwe? Wszystko się zgadzało, stolik i leżące na nim karty do gry w pokera. Wszystkie szczegóły wyryte w jego pamięci... Tak jak w wizji stolik oświetlała tylko jedna lampa. Bez problemu wyczuł wszechobecny zapach tytoniu. Wiedział, że jest to dokładnie to samo miejsce. Po prawej stronie stało stare i zniszczone dębowe biurko, po lewej jakiejś stalowe szafki z szufladami wznoszące się pod sam sufit. Przed nim na końcu biura stały wypchane zwierzęta. Widać było niedźwiedzia grizzly, lwa, krokodyla, łosia, a także różnego rodzaju ptaki. Od razu rozpoznał sowę z przyciskiem w oku. Postanowił wejść i rozejrzeć się. Spostrzegł, że przy futrynie są dziury po kulach. Po chwili zobaczył, że dziur jest więcej... Pamiętam, że skierowali broń w stronę drzwi, ale dlaczego strzelali w sufit? - pomyślał szukając kolejnych śladów.

W tym czasie Gavin podmienił nagranie i razem z Terrym dołączyli do Horacego.

: 17 maja 2015, 17:31
autor: Suriel
Horacy po raz kolejny rozejrzał się po pomieszczeniu.
- Ja tutaj byłem. Jak nas popierdoliło z całą tą szopką na parkingu. Widziałem trzech mężczyzn którzy grali tutaj w karty. A oto i dowód rzeczowy...

Zrobił kilka kroków i przyjrzał się oku sowy a potem począł krążyć przyglądając się głównie wypchanym zwierzakom.
- Tutaj jest przycisk i w pewnym momencie odwrócili się od gry i skierowali broń w kierunku wejścia a jeden z nich wcisnął oko ale za cholerę nie wiem co się stało potem. Jeśli dziury w suficie są świeże, a nie muszą takie być, to murzyn musiał słyszeć strzały bo działo się to chwilę temu. Myślę, że można zaryzykować wciśnięcie tego oka i niech się dzieje co chce…

Horacy przyłapał się, że kręcąc się po pokoju podświadomie coraz bliżej zmierza w kierunku więźnia.

Kurde jestem coraz bardziej głodny. Pająk mnie podgryzł, może i ja bym kogoś...

Spoiler!
Zamierzam podejść do naszego więźnia i przeszukać myśli, 1) co do tego co słyszał dwie godziny temu kiedy byli tam panowie 2) wszystko co wie o Gavinie i sprawach z nim związanych.
Robię to jeśli jest śmiertelnikiem, jeśli jednak wyczuwam opór daje sobie spokój, bo nie wiadomo z kim przyjemność.
Jeśli nikt nie zaprotestuje to chyba go nieco podgryzę na koniec. Mam ok 6pk jelsi dobrz liczę.

: 17 maja 2015, 23:14
autor: lightstorm
Charleston WV Ferry St. Magazyn firmy "Z Polotem" 09.08.1993 Przed świtem

Horacy zbliżył się do Ozzy'ego i spostrzegł, że Namtar już zdążył go naciąć nożem. Z niewielkiej rany na szyi sączyła się krew. Morderca oblizywał ostrze broni, obserwując skulonego na ziemi murzyna. Nie wyglądał, jakby przejął się obecnością Nosferatu. Odstąpił jednak na bok, robiąc mu miejsce.
Spoiler!
Nadwrażliwość 4 ST:5 = 5 sukcesów. Człowiek, ale o silniejszej woli niż zwykły szarak. Słyszysz myśli Ozzy'ego jak własne. Widzisz obrazy oraz fragmenty zdań:
On mnie wyjebie. Słyszysz krzyk i płacz jakiejś kobiety. Pojawia się rozsypujący dom, który zamieszkują szczury. Po chwili łzy padają niczym deszcz na ten dom. Nie naprawisz tego Ozzzzzzzzy Ozzzzzzzyyy. Nie zdążysz - mówi sam do siebie. Nie było mnie... Widzisz lotnisko i odlatujący samolot z twarzą Gavina za zalaną deszczem szybą. Szef krzyczy: To NIE DZIAŁA OZZY!!!. Broń jest w szufladzie. Ból jest tak wielki, nie potrafię naprawić. Widzisz jak silnik samolotu podwieszony na łańcuchach w warsztacie przestaje działać i wylewa się z niego olej...

Tak, masz 6 PK.

: 17 maja 2015, 23:32
autor: Sigil
- Pospieszcie się i znikajmy stąd. - odezwał się, chowając nóż. Krew miała smak życia, należała do śmiertelnika. - Nie podoba mi się tutaj.

Był spięty. Obecność substancji łatwopalnych wciąż tkwiła w jego świadomości, niczym cierń. Instynkt podpowiadał mu, że powinni się stąd wynieść, zanim to miejsce zmieni się w potężny stos pogrzebowy... Fakt, iż wyjście ewakuacyjne prowadziło przez magazyn paliw nie poprawiał mu samopoczucia. Czuł się tak, jakby stąpali po naprawdę cienkim lodzie. I nie zamierzał tego ignorować. Przez wszystkie lata swojego nieżycia instynkt nie zawiódł go nigdy. Nauczył się więc kierować jego wskazaniami równie naturalnie, jak pracą pozostałych zmysłów. Teraz wiedział, że nie powinni tutaj wchodzić wszyscy... Nie miał jednak możliwości ograniczyć działań Niewiernych, jeśli chodziło o to śledztwo. A jednak żałował, że nie załatwił tego sam. Najwyżej wściekliby się, ale nie musieliby się narażać... Prawie słyszał trzask lodu pod stopami. W głębi, pod jego powierzchnią czekało płonące piekło... Słowa Jimiego Henrixa pojawiły się nagle niejako samoczynnie, stanowiąc świetny komentarz do sytuacji:

[center]"There must be some kind of way outta here"
Said the joker to the thief
"There's too much confusion
I can't get no relief"
[/center]
Z dalszych rozmyślań wytrącił Łowcę głos Horacego:

- Namtarze widzę, że nie ma odważnego by nacisnąć przycisk w oku sowy, może zechcesz uczynić ten honor?

- Na'am* - skinął głową. Nie był w nastroju do dłuższych dyskusji.

Wszedł do pomieszczenia i obrzucił je szybkim, badawczym spojrzeniem. Sowa spoglądała na niego szklanymi oczyma... Lub raczej jednym okiem i przyciskiem. Podszedł do niej i wyciągnął rękę...
Jeśli mój Instynkt nie ostrzega mnie przed niebezpieczeństwem, to naciskam ten guzik. A jeśli ostrzega to chciałbym wiedzieć, co wyczuję?


* arab Tak.