Strona 28 z 88

: 18 maja 2015, 14:52
autor: Frater_Terry
Terry rozejrzał się uważnie po przesiąkniętym zapachem dymu papierosowego pokoju. Czuł się dwojako, z jednej strony widział i czuł jak jego jasna aura oczyszcza pomieszczenie, z drugiej jednak miał wrażenie, że miejsce to nie godne jest obecności tak świętego męża.

W międzyczasie w pokoju zjawił się Łowca. Był wyraźnie spięty. Z początku zdziwiony, Malkavian szybko zrozumiał przyczynę jego zdenerwowania. Darth Namtar był istotą Ciemności, nic więc dziwnego, że nie czuł się swobodnie w towarzystwie duchownego, w dodatku naznaczonego Błogosławieństwem Pana. Terry uśmiechnął się delikatnie pod nosem, po czym zajął się badaniem zawartości pomieszczenia.
Przeszukuję pokój. Interesują mnie:
- Ślady pozostawione przez urzędujące tu osoby, badam pozostawione niedopałki, karty do gry... może któreś z mebli zechce ze mną porozmawiać...
- wszelkie dokumenty jakie mogę tu znaleźć, w szczególności wspominające o osobach stąd, The Imperial Order of the Master Edenic Groundskeepers, i o innych kultach Gehenny.
- Oglądam również wspomniane podziurawione sufit i ścianę jak i podłogę bezpośrednio przy tych miejscach. Może krew jaka albo co tam się ostało. Pociski, łuski i inne pietruszki.
Spoiler!
W swych poszukiwaniach podpieram się Nadwrażliwością 1 i 3, i mocno polegam na swojej Intuicji. 1 żeby niczego nie przeoczyć, 3 bo chcę wiedzieć kto tu urzęduje, intuicja żeby nie błądzić

: 18 maja 2015, 17:24
autor: lightstorm
Charleston WV Ferry St. Magazyn firmy "Z Polotem" 09.08.1993 Przed świtem

Nieumarli rozglądali się wkoło, starając się znaleźć jakąkolwiek wskazówkę dotyczącą śledztwa, które prowadzili. Frater Terry zaczął przeszukiwać pomieszczenie, zaglądając w każdy zakamarek. Przez chwilę szeleścił papierami wyjętymi z biurka, nie wydały mu się jednak one zbyt interesujące. Horacy przez dłuższy moment przypatrywał się uważnie dziurom na suficie. Namtar za wskazaniem Nosferatu użył sowy. Po wciśnięciu oka wypchanego ptaka, wszyscy usłyszeli metalowy zgrzyt dobiegający zza jednej z stalowych szaf.
Spoiler!
Test Śledztwa ST:6 = 3 sukcesy.
Niczego tutaj nie znajdujesz związanego z waszą sprawą. Tona dokumentów związanych z firmą. Nic nadzwyczajnego się nie dzieje. Wnioskujesz, że ktoś strzelał najpierw w stronę drzwi, a potem w sufit. Nie ma łusek, tylko dziury po kulach. Żadnych śladów krwi.
Spoiler!
Test Śledztwa ST:6 = 7 sukcesów.
Niczego tutaj nie znajdujesz związanego z waszą sprawą. Tona dokumentów związanych z firmą. Nic nadzwyczajnego się nie dzieje. Wnioskujesz, że ktoś strzelał najpierw w stronę drzwi, a potem w sufit. Nie ma łusek, tylko dziury po kulach. Żadnych śladów krwi. Na suficie oprócz dziur po kulach zauważysz delikatne rysy na betonie. Przypominają ślady szponów, czegoś dużego.

: 18 maja 2015, 18:57
autor: Rooster
W chwili, gdy palce Namtara nacisnęły przycisk w figurce przedstawiającej sowę, ponownie rzeczywistość w umyśle Victorii zafalowała. Percepcja i postrzeganie kolejny raz podążyły ścieżkami Świrów, powołując do życia nowe urojenia w jej głowie...

Śnieżnobiałe pióra delikatnej i wdzięcznej gołębicy odbijają światło padające z góry... Mądre, czarne paciorkowate oczy spoglądają na mnie, a trzepot skrzydeł i zaciekawione gruchanie zwiastują jej gotowość do lotu... Spokojnymi ruchami dzioba układa lotki, przestępując z jednej, czerwonej nóżki na drugą... Słyszę, jak jej maleńkie pazurki drapią drewniany blat, kiedy zbliża się nad krawędź, by wzbić się w przestworza... Symbol Ducha Świętego, wysyłany po nową nadzieję... Może jednak Terry ma rację? Może jest dla nas jakaś... Nie... Niemożliwe. To nie może być prawda. Nagle, nad czystym i niewinnym ciałem gołębicy pojawia się cień. Czerwone krople krwi spływają z jej zranionych oczu. Po białych piórach, niczym paciorki krwawego różańca, wiją się czerwone strużki utraconych oczekiwań... Oślepiona nadzieja umiera...

Victoria zdezorientowana wciąż powracającym bałaganem w głowie, spojrzała na Łowcę. W chwili, gdy jego ręka cofnęła się od przycisku w sowim oku, usłyszała zgrzyt...

To tylko sowa. Zwykła figurka, przedmiot Victorio... Spokojnie. Ale gołębica? Czy Terry też ją widział? Przecież musiał coś wyczuć... I czemu nie zareagował? Skoro to symbol Ducha Świętego i jego wiary, czemu pozwolił jej umrzeć? Nie... Nie mógł tego widzieć. Nie pozwoliłby na to... - natłok myśli i wizje, które pojawiły się w umyśle Lasombry wywołały zmieszanie i dezorientację. Tym bardziej, że rozglądając się po pozostałych członkach koterii, nie zauważyła w ich zachowaniu niczego wskazującego na podobne doświadczenia. Victoria postanowiła skoncentrować się na tym, co działo się tu i teraz, zmuszając siłą woli umysł do pracy na znanych sobie wzorcach percepcji.

Mam jedynie nadzieję, że dzielenie wspólnych myśli z Malkavem nie wpłynęło permanentnie na sposób działania zdrowego rozumu...

: 18 maja 2015, 21:27
autor: Rellon
Całe to miejsce jest jakąś kpiną. Gangsterska melina, otoczona łatwopalnymi materiałami. Aż dziwne że nie ma mechanizmu detonacji na odległość, a może ma i my tylko o nim nie wiemy?

Gavin lustrował miejsce, gdy do pomieszczenia wszedł Assamita. Powietrze gęstniało od samej jego obecności, a może była to tylko gra iluzji w jego umyśle. Tego Ravnos nie wiedział, widział natomiast jak Morderca podchodzi do sowy i aktywuje mechanizm. Spowodowany tą akcją dźwięk bardzo nie przypadł złodziejowi do gustu. Położył dłoń na kolbie broni, niezbyt pewien co nastąpi za chwilę.

: 18 maja 2015, 21:28
autor: Suriel
Horacy z przeraźliwym zgrzytem, który wydawał się kruszyć wszystkie zęby w szczękach, przeciągnął powoli duży stół służący do gry w karty pod dziury w suficie. Potem na niego wskoczył jednym sprawnym ruchem aż zajęczało drewno. Szybko się wyprostował i zaczął obmacywać sufit w kilku miejscach. Po chwili zeskoczył i zaczął klaskać w dłonie otrzepując je w ten sposób z betonowego kurzu. Nadal patrzył się na sufit.

- Był duży i pazurzasty, ale za mały na wilka, mniej więcej postury Wild Heart'a i na pewno był to jakiś nasz krewniak... Przepraszam na chwilę.

Horacy cicho podszedł do więzienia. Spojrzał z litością na tego wielkiego człowieka, teraz nieporadnego jak zupełnie jak małe dziecko.

- Słuchaj Ozzy, bo tak masz na imię prawda? Pytałem czy umiesz naprawiać inne rzeczy i gdzie mieszkasz ponieważ być może będę miał dla ciebie lepszą ofertę pracy.Co ty na to?
- Tak, Ozzy to ja. Umiem naprawić mnóstwo rzeczy. Jak pan da mi pracę, ja będę pracował. Tak, żeby wszystko dobrze działało. Można na mnie polegać.

-Tak się składa, że i ja i moja przyjaciółka, która jest z nami ma sporo wpływowych znajomych. Nie wiem tylko co lubisz najbardziej naprawiać. Chciałbym jednak żebyś mi odpowiedział na kilka pytań.
- Silniki spalinowe, to moja specjalność. Wszystkie: silniki spalinowe tłokowe, turbinowe i odrzutowe - wyrecytował jednym tchem, podnosząc głowę i spoglądając na Horacego. - Wszystkie. - uśmiechnął się dumnie.

- Czy widziałeś tutaj takiego faceta w dżinsach, tego wzrostu, skórzana kurtka, bujna czupryna, mógł mieć szponiaste dłonie...
- Nie. Pan ma dużo silników do naprawy?

- Zaraz wrócimy do silników powiedz mi jeszcze czy słyszałeś lub widziałeś tutaj coś dziwnego dzisiejszej nocy?
- Pan Gavin był baaardzo zdenerwowany i chciał, abym szybko dał mu najlepszy samolot. No to dałem. On na pewno dobrze działał. Nie powinien się zepsuć. Poza tym ten tam pociął mnie nożem... A później zlizał krew...

- Bo pomylił krew z dżemem a nie lubi jak ma brudny nóż. Czy pan Gavin był sam i czy miał przy sobie coś?
- Nie wolno oblizywać noży, można się zaciąć. A pan Gavin był sam. Miał z sobą dużą torbę podróżną. Taką czarną...

- Jaki numer samolotu miał pan Gavin?
- F-BUBN.

- Czy wiesz dokąd leciał?
- Nie. - murzyn wzruszył ramionami. Najwyraźniej Pan Gavin interesował go znacznie mniej niż silniki.

- Na jakie lotnisko go odwiozłeś?
- Lotnisko Yeager Airport.

Czyli nie prywatne. Która jest godzina? Leciał sam czy z pilotem to ważne. Jeśli sam to daleko nie poleciał. Tak czy siak na lotnisku są rejestrowane wszystkie loty.

- Serdeczne dzięki, zaraz zapytam koleżanki na jaki adres masz wysłać swoje CV. Jak dasz numer telefonu będzie szybciej.
- Nie mam telefonu, ale może mi pan powiedzieć adres. Zapamiętam. Mam bardzo dobrą pamięć do takich rzeczy, naprawdę. - mechanik spojrzał ufnie na Horacego.
Zaznaczam możliwość późniejszego edytowania tego posta, skoro dwie osoby jeszcze coś skrobią i może to mieć wpływ na Horacego.

: 18 maja 2015, 21:44
autor: lightstorm
Charleston WV Ferry St. Magazyn firmy "Z Polotem" 09.08.1993 Przed świtem

Namtar zbliżył się do szafy z dłonią na spuście karabinu. Otworzył drzwiczki i ujrzał, iż jej tylna ściana zmieniła się w wąski korytarz. Na jego końcu widoczne były stalowe schody, prowadzące w dół.

- Tam jest zejście. Jeśli tu skończyliście, to sugeruję to sprawdzić - odezwał się beznamiętnie.

- Sprawdźmy to, ale nie wszyscy. Idź z Gavinem - odpowiedziała Victoria.

Morderca skinął głową. Miał zamiar wejść do środka, gdy zauważył, że na schodach pojawił się jakiś cień. Natychmiast nakazał gestem, aby obecni w pokoju zamilkli. Wszyscy znieruchomieli, czekając na ruch Assamity. Po chwili Namtar ujrzał jako pierwszy wielką postać Primogena Gangreli. Wild Heart miał lekko schyloną głowę, albowiem był za wysoki, by swobodnie poruszać się w niskim korytarzu. Spojrzał na Łowcę bez zaskoczenia. Do wszystkich dotarł tubalny głos Gangrela, przypominający powarkiwanie dzikiej bestii:

- Spóźniliście się. Złodziej uciekł.

Wild Heart wylazł z szafy i mógł wreszcie wyprostować się na cał wysokość. Jego sylwetka, widziana z bliska robiła imponujące wrażenie i zebrani poczuli jak ich Bestia zaczyna wycofywać się. Osoba Gangrela budziła w nich pierwotny, atawistyczny lęk, który zdawał się paraliżować wolę i ducha. Ostre szpony i czerwone ślepia, których Primogen nie starał się ukrywać, od razu przypomniały im spotkanie z Gorgonem na cmentarzu. Jednak czuli także, iż Wild Heart był inny. Było w nim coś magnetycznego, co zarazem fascynowało i budziło lęk. Coś, co przywodziło na myśl wilka z baśni o Czerwonym Kapturku, lub Olbrzyma, który pokonał Śmierć... To coś sprawiało, iż w jego obecności czuli się jak dzieci: przerażeni a jednocześnie zaintrygowani. Czerwone oczy potwora wbiły się w Ravnosa i Wild Heart zawarczał:

- Wiem, że to nie ty. Jesteś za słaby, a twoja Bestia kuli się gdy patrzę na nią. Tamten miał więcej ikry. I był groźniejszy od ciebie.

Zaśmiał się chrapliwie, po czym skierował swe kroki do wyjścia. Nikt nie zamierzał mu wejść w drogę. Właściwie wszyscy zebrani w pokoju oczekiwali, aż w końcu sobie pójdzie. Wild Heart wyjrzał na korytarz i ujrzał skulonego w kącie Ozzy'ego. Natychmiast cofnął się i zamknął za sobą drzwi, by człowiek ich nie widział. Odwrócił się do członków koterii i rzekł:

- Jesteście tutaj nowi - zebrani zauważyli, że Primogen nie przejmuje się takimi elementami etykiety jak schowanie kłów. - Tak więc, zanim odejdę, chciałbym zadać wam pytanie. Powiedzcie mi, każdy z was, osobno... Czym dla was jest okrucieństwo? Myśleliście kiedyś o tym... Ludzie potrafią rozkoszować się nim. Dokonują wiwisekcji aby sprawdzić działanie nowych kosmetyków. Zdzierają skórę z noworodków, by uszyć sobie ubrania. Potrafią gotować mięso dziecka w mleku jego matki... Sądzicie, że zwierzęta zasługują na takie traktowanie? Myśleliście kiedyś na ten temat dłużej niż mgnienie?
Dla Wszystkich:
Czujecie jak wasza Bestia chce oddalić się od Gangrela, co sprawia, że macie duży respekt przed Primogenem.

: 18 maja 2015, 22:29
autor: Suriel
Horacy zbyt długo znał Primogena Gangreli żeby nie wiedzieć jak rzadkie bywały u niego takie filozoficzne zapędy oraz jak niebezpiecznie było wówczas je po prostu olać. Spokojnie przemówił zatem pierwszy żeby zachęcić innych. Nie bał się, jego osobowość była poukładana i wierzył w swoje wartości, niemniej jednak jakaś nutka w jego duszy brzęczała ostrzegając przed drapieżnikiem.

- Dla mnie okrucieństwem jest kiedy ktoś brutalizuje słabszego. Wszystko co jest temu równe lub ponad to, wpierdalam do jednego worka. Robienie dzieciakom takich rzeczy jak mówisz jest u mnie głęboko na spodzie tego wora. Kiedyś jeszcze przed Wielkimi Wojnami goniliśmy pewnego sabatnika. Był szybki, szybszy od nas i nas odstawił bo jechał na akceleracji, a po dachach gonić też nie było łatwo. Wtedy była tu rzadsza zabudowa, przecież pamiętasz i ty... mniejsza z tym. Tam był taki sierociniec prowadzony przez siostry zakonne no i zgadliśmy, że musiał tam się zaszyć bo była to jedyna większa posiadłość na jego trasie przelotu. Jak wpadliśmy do środka... - Horacy miał wzrok jakby patrzył gdzieś w dal, w przeszłość - Nigdy nie widziałem takiej rzezi wśród dzieciaczków, a ten jebaniutki uśmiechał się i oblizywał. Wyglądał jakby bawił się w najlepsze. Wtedy sobie obiecałem, że dojadę każdą kurwę z Sabatu jaka się pojawi w tym mieście.

Pokiwał w zamyśleniu głową.
- Tak to już było skrajne bestialstwo. Nikt nie przeżył w środku, potem musieliśmy cały ten sierociniec spalić żeby zatuszować brak krwi. Pewnie o tym słyszałeś... więc jeśli duże dziecko Ozzy cię zainspirował do... rożnych myśli i do zadania tego pytania, poniechaj go proszę. Mamy możliwość wymazać mu pamięć.

: 18 maja 2015, 22:37
autor: lightstorm
- Horacy, znam cię. Dobry facet jesteś, ale to nie Ozzy mnie zainspirował. A przynajmniej, nie tylko... - odrzekł Gangrel, po czym wymownie spojrzał na stojące w kącie wypchane zwierzęta.

- Po prostu jestem ciekaw, co sądzicie na ten temat. Wiesz, takie przemyślenia dużo mówią o tym z kim ma się do czynienia - uśmiechnął się błyskając kłami. - A ja jestem ciekaw tego, kim naprawdę jesteście, tam w środku.

Wyciągnął szponiasty palec i stuknął lekko Horacego w pierś.

: 19 maja 2015, 00:55
autor: Rellon
Instynkt nie zawiódł Ravnosa. Oto zza metalowych drzwi wyszedł czołowy przedstawiciel klanu Gangrel. Wielki, cuchnący i co gorsza gadający.

- Wiem, że to nie ty. Jesteś za słaby, a twoja Bestia kuli się gdy patrzę na nią. Tamten miał więcej ikry. I był groźniejszy od ciebie. - Te słowa zbiły Gavina całkowicie z tropu.

Gangrel rzucił te słowa z typowym dla swego klanu czarem, a raczej jego brakiem. Ku uciesze Ravnosa, Primorgen skierował swe kroki do wyjścia i byłoby po wszystkim. Byłoby...

- (...) Czym dla was jest okrucieństwo? Myśleliście kiedyś na ten temat dłużej niż mgnienie? - zapytała bestia w skórze człowieka.

Ravnos wysłuchał wypowiedzi Nosferatu, jednocześnie produkując jakąś sensowną odpowiedź. Było jasne, że niewygodny kompan, pójdzie sobie zaraz po tym jak otrzyma od wszystkich członków koterii swoja odpowiedź. Ze względu na głęboki respekt i wieloletnią tradycje współpracy między-klanowej, Ravnos nie miał zamiaru zatrzymywać tu tak szlachetnego gościa. Na pewno musiał zająć się czymś ważnym, zakopać jakąś kość czy coś...

- Okrucieństwo to zamknąć lwa w klatce w zoo w imię próżności zwiedzających. Okrucieństwo to łudzić kogoś nadzieją, a potem skruszyć ją na jego oczach. Okrucieństwo pożreć czyjąś duszę i skazać na powolną torturę konania w świecie iluzji. - Po skończeniu wstępu w pełni odpowiadającego na pytanie "czy myślał o okrucieństwie" przeszedł do meritum.

- Prawdziwe okrucieństwo... to utrata wolności. Koniec końców zawsze mamy wolność wyboru, niezależnie co mówią mądrzejsi i bardziej doświadczeni. Zawsze sami dokonujemy wyboru. W momencie w którym tracisz świadomość tego, możesz równie dobrze dać pożreć się bestii.
Skanuje go z nadwrażliwością, czy przypadkiem nasz Tzimisce nie odwalił nam nowej sceny pt: dziś jestem Gangrelem. Używam Nadwrażliwości by odczytać co on ma w tej aurze.

: 19 maja 2015, 11:34
autor: Sigil
Primogen wszedł do pomieszczenia i Morderca poczuł emanującą z niego atawistyczną siłę. Jego instynkt zareagował na nią automatycznie, doradzając wycofanie się. Lecz tym razem, wyjątkowo, nie zamierzał go słuchać. Spoglądając na postać potężnego Gangrela oczyma ducha widział wielką, pierwotną bestię zaczajoną w jego kościach i mięsie. Bestię, która warknięciem zastraszyła pozostałych kuffrów, zapewniając sobie dominację, a później odwróciła się w jego stronę. I spojrzała na niego czerwonymi ślepiami. I ujrzała ciemność, która odwzajemniła spojrzenie.

Nie ignorował sztuczek Niewiernych. Lecz ich magia nie mogła równać się z magią Dzieci Haqima, z Dur-An-Ki. Sięgnął więc w mrok, ku potędze Tiamat, odnajdując w niej oparcie i siłę. Siłę, która nie byłą jego własną, lecz stanowiła pierwotną potęgę, istniejącą przed światłem, czasem i przestrzenią. Siłę, która zrodziła bestie i z której zawdzięczały swoje istnienie. I czerwone ślepia Gangrela napotkały zęby wyszczerzone w mroku. Albowiem ciemność w nim uśmiechała się, szalonym, triumfującym uśmiechem. Wiedział, że bestia we wnętrzu tamtego rozpoznała ten uśmiech i cofnęła się. Rozluźnił się. Bliskość Matki uspokajała, spychając na bok nawet ciągłą świadomość zagrożenia... Doszedł do wniosku, że być może niepotrzebnie się przejmował wcześniej. Nie było przecież sensu martwić się ścieżkami przeznaczenia. Mektub.

[center]***[/center]
Nie odebrał pytania Wild Heart'a do siebie, uznając je za jakiś element społecznych intryg pomiędzy munafiqun. A on nie należał do ich grona, był tu tylko z uwagi na pracę. Zachował więc milczenie. Niewiele obchodziły go ich rozważania, choć temat, który poruszyli tym razem był nawet interesujący. Po chwili złapał się jednak na tym, że słucha tego, co mają do powiedzenia: projekcji, ocen i wyobrażeń, będących tak daleko od meritum sprawy jak tylko mogły być. We wszystkich tych opiniach krył się strach, niczym pająk w sieci. Ten strach tkał szlaki ich myśli i emocji, a oni nawet nie byli go świadomi. Uśmiechnął się. Melodia z "All Along The Watchtower" jakoś nie chciała go opuścić i mimo wszystko miał ochotę zagwizdać:

[center]"No reason to get excited"
The thief - he kindly spoke
"There are many here among us
Who feel that life is but a joke.
But you and I, we've been through that
And this is not our fate
So let us stop talkin' falsely now
The hour's getting late, hey!."
[/center]
Stoję tak, by mieć Gangrela z flanki, gdyby trzeba było działać.
Obecni w pokoju zauważą, że jakkolwiek nie jest to paradoksalne, obecność Wild Harta sprawiła, że Namtar rozluźnił się. Aktualnie wydaje wam się wręcz nienaturalnie spokojny (zwłaszcza biorąc pod uwagę okoliczności). Myślę, że osoby empatyczne nie będą mogły oprzeć się myśli, iż emocjonalne reakcje Assamity są czasami zupełnie niewspółmierne do sytuacji.
Spoiler!
Wydaję 1 punkt S.W. na aktywację Ech Nirwany:2, żeby uspokoić swoją bestię.

: 19 maja 2015, 14:32
autor: lightstorm
Charleston WV Ferry St. Magazyn firmy "Z Polotem" 09.08.1993 Przed świtem

Głos Gavina drżał, gdy wypowiadał swoją kwestię i Cygan nie umiał nic na to poradzić. Horacy drgnął pod dotknięciem pazura bestii i odruchowo odsunął się dwa kroki. Wszyscy czuli siłę emanującą z Primogena, która przemawiała do ich mrocznych instynktów. Mimo pozorów opanowania, które próbowali sobie z całą stanowczością narzucić nie byli w stanie kontrolować swych naturalnych odruchów. Ich Bestia opierała się władzy ich woli, reagując we właściwy dla siebie, prymitywny sposób.
Dla Waszytkich:
Gdy Wild Heart dotyka pazurem piersi Horacego wasza Bestia zaczyna robić się coraz bardziej niespokojna. Czujecie jak zaczyna ogarniać was strach, który czuje drapieżnik, gdy spotyka większego łowcę. Dla dobrej wizualizacji sytuacji, ta scena przypomina spotkanie harta z tygrysem syberyjskim. Tylko Namtar w tej chwili kontroluje w pełni swoją Bestię, dzięki użytej mocy Dur-An-Ki.
Dla Horacego i Gavina:
Czujecie przemożny wpływ mocy Animalizmu na waszą Bestię. Jako jedyni macie tą Dyscyplinę, więc jesteście w stanie rozpoznać jej działanie.
Spoiler!
Nadwrażliwość 2: ST:8 = 1 sukces. Wampir, aura jest blada.

: 19 maja 2015, 19:19
autor: Frater_Terry
Bestia wewnątrz Terry'ego ciągnęła go w kierunku drzwi. A ponieważ blokowane były one przez źródło jej lęku, teraz ów bestia podsuwała mu pomysł by zrobić inne, nowe wyjście z pomieszczenia. Najlepiej w ścianie po przeciwnej stronie. Sam Terry zaś, przekonywał się z cicha, że nie ma powodu by się lękać, bo Pan jest z nim. Jego kij i Jego laska są jego oparciem.

Pocieszył się w myślach, że nic mu nie grozi, jest przecież sługą Pana, odzianym w jego Światło. Tylko kolana wciąż mu dziwnie miękły, a kiedy się odezwał by udzielić odpowiedzi, jego głos dziwnie drżał.

- Okrucieństwem podług mnie jest odebrać komuś nadzieję na Zbawienie. Zbawienie bowiem rodzi się z Wiary, lub jak mawiają niektórzy, z Nadziei samej w sobie. Jest jak okruch światła w najciemniejszą z nocy, który chroni nas przed demonami kryjącymi się w mroku. Nie ma bogactw na ziemi ni w niebiosach poza nim. Bo nawet my, zrodzeni z krwi Trzeciego Śmiertelnego, nie jesteśmy ze Zbawienia obdarci. Oto bowiem rany się zasklepią, tortury ustaną, kraty przerdzewieją a koszmary prysną. I chociaż umiem pomyśleć o wielu rzeczach, których również nie zawahałbym się nazwać okrucieństwem, to nie znajdę ni jednej bardziej bezdusznej niż pozbawić kogoś czegoś tak fundamentalnego i świętego jak Nadzieja na Zbawienie właśnie. Bez niej bowiem jesteśmy jedynie zwierzętami.

: 20 maja 2015, 01:01
autor: Rooster
Pierwszy, gwałtowny i instynktowny odruch nakazywał Victorii odsunąć się jak najdalej od Gangrela. Postąpiła kilka kroków, cofając się i czujnie obserwując Wild Hearta. Ów drapieżnik, w niewyjaśniony dla niej sposób wystraszył jej Bestię, która teraz warczała, kuląc się. Ciemność wewnątrz niej zafalowała, pragnąc uwolnienia. Siłą woli Lasombra zmusiła się, by pozostać na miejscu i nie zmienić się w strzęp żywego mroku. Spojrzała na pozostałych i widać było, że każdy odczuwa respekt i atawistyczny lęk przed jego siłą i dzikością. Jedynie Namtar wydawał się spokojny i rozluźniony.

Jego pytanie, zadane w tak dziwnych okolicznościach wydawało się zupełnie nie na miejscu. Chociaż z drugiej strony, rozumiała dlaczego padło. Skierowała wzrok na wypchane trofea zwierząt, stojące w końcu śmierdzącego papierosami pomieszczenia, unikając spojrzenia w czerwone i lśniące brutalną mocą oczy. Słuchając z uwagą wypowiedzi towarzyszy, starała się skoncentrować na emocjach, wsłuchując się w ich drżące głosy. Wiele mówiły o ich motywacjach i sposobie, w jaki odbierali świat.

- ... nie znajdę ni jednej bardziej bezdusznej niż pozbawić kogoś czegoś tak fundamentalnego i świętego jak Nadzieja na Zbawienie właśnie. Bez niej bowiem jesteśmy jedynie zwierzętami. - ostatnie słowo Terrego ponownie naprowadziło jej uwagę na niegdyś żywe stworzenia, stanowiące część wystroju pomieszczenia. Matowa i miejscami wypłowiała grzywa lwa, teraz pozbawiona złocistej aury życia, jak i puste, martwe oczy pozostałych stworzeń, wywołały szczery smutek w Victorii.

- Mówisz Terry, że bez zbawienia bylibyśmy jak zwierzęta? Mam nieco inny pogląd na tę kwestię. Zauważ, że im intensywniejsza była religijność danego okresu historii, im głębsza wiara w dogmat, tym większe było okrucieństwo i tym gorszy ogólny stan rzeczy. Nie neguję niczyjej wiary, każdy ma wolną wolę i każdy sam wybiera. Okrucieństwo jest jednak efektem, nie przyczyną. Przyczyną jest strach. Tylko ktoś słaby jest zdolny do tego typu działań. I z pewnością każdy z nas ma swoje przemyślenia w tej materii. Ja sądzę, że nie ma przypadków, ofiara i kat są sobie potrzebni. Bez jednego, nie ma drugiego, więc skoro na świecie istnieje coś takiego jak bestialstwo, widocznie jest ku temu powód. Być może te doświadczenia i nauka z nich płynąca są potrzebne istotom, które ich doznają do nauki. Jednak co do zwierząt... - jej głos drżał, kiedy wyprostowała się, patrząc na pozostałych i mówiła dalej....

- Zwierzęta kierują się naturalnym instynktem. Silniejsze jednostki zabijają słabsze. Tak działa natura i takie jest jej prawo. Stare jak sam świat. Jednak zwierzętom nie możesz zarzucić bestialstwa w imię wyższych celów. Nie ma w nich ani fałszu, ani kłamstwa, które trawi istoty rozumne, obdarzone wolną wolą. Ludzie są o wiele gorsi od zwierząt, Terry. One przynajmniej są szczere w tym czym są. Niczego nie ukrywają za fasadą wartości moralnych. Nie kieruje nimi ego ani pycha... Nie są spaczone przez wizje tego, jak powinien wyglądać świat. Po prostu są jego naturalną częścią. I w pewien sposób są czyste, nawet w swym okrucieństwie...

- Co do ludzi i innych istot... Rozejrzyj się tutaj. - Martwe pomniki pychy i iluzji własnej siły, skrywającej gnijące wnętrza trawione strachem... Czy dalej twierdzisz, że bycie zwierzęciem byłoby takie złe? Czy one byłyby zdolne do czegoś takiego?
Strzał na ślepo, ale może gadka o zwierzętach jakoś poruszy Gangrela.

: 20 maja 2015, 12:36
autor: Sigil
- A ty co? Nie słyszałeś o co pytałem, czy nie rozumiesz co mówiłem? - Gangrel zwrócił się do milczącego jak dotąd Assamity.

Namtar zaklął brzydko w myślach. Miał nadzieję, że to go ominie.

- Wiem kim jestem - odpowiedział krótko. - I nie mam z tym problemu.

Czerwone oczy Gangrela wpatrywały się w niego jednak nadal i Morderca pojął szybko, że tym razem nie wykpi się tak łatwo od odpowiedzi. Ponadto wiedział, że w tej sytuacji nie może się wycofać. Nawet w sprawie tak błahej, jak rozmowa... Byłoby to jednak okazanie słabości. Pozostali także spoglądali na niego, oczekując, że coś powie. Zdjął chustę z twarzy i uśmiechnął się lekko:

- W porządku, jeśli naprawdę tak ci zależy, by wiedzieć co myślę, to ci powiem. Chociaż niekoniecznie to ci się spodoba.

- Słuchałem was. Mówiąc o okrucieństwie każdy mówi o swoich lękach. O tym, czego nie akceptuje i czego się boi: utraty wolności lub łaski, tego, że nie obroni słabszych, utraty wiary w sens istnienia...Widzicie okrucieństwo jako zło, które wam zagraża i poprzez ten pryzmat oceniacie je. A to wszystko nie jest tak...

- Pytasz, czy zwierzęta zasługują na cierpienie. Dziwne pytanie... Czy ktoś w ogóle zasługuje na cierpienie? Potrafisz to określić? Zwierzęta, dzieci, pacjenci z amnezją... Kto z nich jest bardziej niewinny? Może wszyscy. Na pewno wszyscy. I co z tego? Wszyscy cierpią. Niewinność nie chroni przed okrucieństwem. Na tym świecie nikt nie zasługuje na cierpienie, a jednak spotyka ono każdego. Bo nie jest ono czymś, na co musisz zasługiwać lub nie. Ono po prostu jest: jak deszcz czy wiatr. Żyjemy w piekle, w którym potwory zadają sobie nawzajem ból i upajają się nim. I każdy z nas jest bestią, choć wy próbujecie uciec od tej świadomości. - zaśmiał się cicho, choć dźwięk ten pozbawiony był wesołości. - Nazwijcie to jak chcecie, ale ja nazwę to hipokryzją.

- Ja zrozumiałem to szybko - uśmiech Mordercy stał się jeszcze mniej ludzki. - Wy próbujecie oswoić okrucieństwo poprzez moralne oceny i wyjaśnienia. Gdy tak naprawdę nie ma co wyjaśniać... Dla mnie od początku było ono jedynym nauczycielem i jedyną perspektywą w czasie, gdy nie miałem innych. Znałem je wcześniej, niż poznałem swoje imię. To, że może istnieć gdzieś świat bez bólu podejrzewałem jedynie dlatego, że chwilami przestawałem go czuć... Powiesz mi, że zasłużyłem na to? A co to ma za znaczenie? Pojąłem wtedy, iż okrucieństwo po prostu jest częścią rzeczywistości. Nie uciekniesz przed nim. Więc po co w ogóle próbować? Czy nie lepiej zaakceptować je i wykorzystać... Zabawić się trochę, tak, jak inni bawią się nami? Wszyscy jesteśmy potworami, różnimy się tylko tym, że ja o tym wiem i nie jest mi z tym źle. Wy zaś próbujecie zanegować mrok, który jest w was...

- A jeśli posłużymy się tu metaforą Victorii, odnoszącą się do niewinność i natury: to czyż nie jestem przy tym jak najbardziej niewinny? - zaśmiał się i wyszczerzył zęby. - Nie uciekam przed swoimi potrzebami, ani przed swoim przeznaczeniem... I nie okłamuję nikogo. Spójrz na przyrodę, Wild Heart, na zwierzęta, które tak lubisz, a ujrzysz, że one także są okrutne. Bez powodu i bez sensu, który mógłby ci pomóc zrozumieć... Kot bawiący się myszą z przetrąconym grzbietem, giez składający jaja pod skórą krowy, psy zagryzające sarny dla rozrywki... Cierpienie jest wszędzie i wszechświat nie ma z tym problemu. Bo wszechświat jest okrutny. Przerażająco okrutny. A my żyjemy w tym piekle, z którego nie ma wyjścia. Możesz jedynie wybierać czy chcesz zamknąć oczy, czy wolisz uświadomić sobie ten fakt i przyłączyć się do zabawy. Współczucie? Litość? Nie istnieją. Nigdy ich nie spotkałem i nie wiem nawet co znaczą te słowa. Choć podejrzewam, że są kolejnymi kłamstwami, którymi oszukują się podobne wam potwory, wierzące w swą moralność i człowieczeństwo... I to mniej więcej tyle, co sądzę na ten temat. Mam nadzieję, że zaspokoiłem twoja ciekawość.

Spojrzał w oczy Gangrela i uśmiechnął się. Przez chwilę, po jego wypowiedzi w pokoju zapanowała dziwna cisza.

: 20 maja 2015, 23:22
autor: lightstorm
Charleston WV Ferry St. Magazyn firmy "Z Polotem" 09.08.1993 Przed świtem

- No proszę, jednak coś tam wiecie, ale odniosłem wrażenie, że nie pojmujecie dostatecznie tego co? Albo teoria u was nie prowadzi do praktyki. - warknął Primogen. - Wytłumaczcie mi proszę w takim wypadku, dlaczego Ozzy siedzi przykuty kajdankami, na zimnej posadzce z widoczną raną na szyi? Ty Horacy - wskazał pazurem na Nosferatu - mówisz o dzieciaczkach rozprutych w sierocińcu, a nie potrafisz zauważyć cierpienia nieco większego dziecka, co? Tak się składa, że Ozzy ma Zespół Aspergera i jest Krewniakiem poważanego Garou. Bawi was cierpienie słabszego?

- Ty, trzęsący się śmieciu - spojrzał na Gavina - powiadasz, że cierpienie to brak wyboru i wolności. Więc powiedz mi cwaniaczku, jaki wybór dałeś Ozzyemu? Pewnie czuje się cholernie wolny, nie? Coś tak zbladł? A taki kurwa zabawny byłeś - wyszczerzył ostre kły.

Primogen odwrócił się, po chwili w stronę Terrego i rzucił:

- Rozumiem, że kajdanki i poniżenie są elementem zbawienia, jakie niesiesz w swoim przesłaniu chrześcijańskiej miłości... Widzę, że nauki Kościoła nie są ci obce i średniowieczne podejście jest idealną pożywką dla twojego szaleństwa. Nie widzę usprawiedliwienia, dla twojego okrucieństwa...

To powiedziawszy skierował swe czerwone ślepia na Lasombrę:

- Zwierzęta nie mają świadomości, nie mają wyboru. Po prostu są jakie są, a wy pierdolicie mi te same głupoty, co cała Camarilla z Democritusem na czele. Niby w teorii, coś wiecie, ale jak przychodzi do sprawdzenia, to jesteście gorsi od zwierząt. Się kurwa poczuliście jak Assamita, wyżej w łańcuchu pokarmowym? Imponuje wam, to co on ma w głowie? Ludzie dla was są worami z sokiem? Kurwa dowiem, się jak ktoś wychlał jego krew... Ty - skierował znów pazur w stronę Victorii - dlaczego pozwoliłaś, by znęcano się nad Ozzym jak zwierzęciem w klatce? Czego to ma go niby nauczyć, co? On ma Aspergera i nawet nie rozumie, czemu go to spotkało. Wasza hipokryzja jeszcze raz udowodniła mi, że Camarilla to ścierwo, które udaje, że coś czuje. Miałem nadzieję, że nowi mają inaczej, ale widać nie daleko wam do waszego ochroniarza. Co kurwa Red'a podkusiło to nie wiem...

Zwrócił się do Namtara:

- Spotkałem na swej drodze wielu Assamitów, ale żaden z nich nie był tak obsesyjnie zajarany cierpieniem innych, że zapomniał użyć w swojej wypowiedzi słowa honor. Czuję młodą bestię w tobie, zniekształconą. Zabijanie zwierząt nie przynosi honoru Assamito, ale widać cieszysz się niesamowicie w tym towarzystwie. Możesz ulżyć sobie pławiąc się w zadawaniu bólu innym. Myślisz, że jeżeli jedyne co znasz to ból i to cię usprawiedliwia? Łatwo zwalić winę na innych i powtarzać, że świat jest piekłem, nie zauważając, że sam go piekłem czynisz.

Wild Heart spojrzał na zebranych i wszyscy w pomieszczeniu poczuli emanującą od niego siłę:

- Gdy tutaj przyszedłem Ozzyego nie było, więc to wy tak go urządziliście! Kto z was jest bezpośrednio odpowiedzialny za jego stan?

- Ja - odparł krótko Morderca.

- Zrobiłeś to, bo miałeś taką melodię, czy ktoś ci kazał?

Twarz Assamity nie drgnęła:

- Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie - odparł spokojnie. - Aczkolwiek pociąłem go z własnej woli.

- A, czyli co do reszty, ktoś ci kazał. Ciekawe, kurwa kto...? - rozejrzał się po zebranych. Gavin nagle poczuł, że w pokoju robi się bardzo duszno.

- Wiecie co, życzę wam by po wykonaniu roboty dla Red'a wasz ochroniarz zagłębił swoje kły w waszych sercach i spił waszą zdegenerowaną duszę. W końcu swój do swego ciągnie...
Wild Heart zabiera się do wyjścia. Coś robicie?
Nadal czujecie wpływ Dyscypliny Animalizmu. Czujecie strach i respekt. Wasza Bestia kuli się w was.