PBF - Charleston by Night

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 18 lutego 2015, 17:24

Victoria stała w milczeniu, przysłuchując się wypowiedziom wampirów. Jej wzrok mimowolnie powędrował w kierunku pierścienia, który nosiła na lewej dłoni. Refleksy światła, odbijające się w szmaragdzie na przestrzeni tylu lat dawały ukojenie i względne poczucie bezpieczeństwa. Pierścień był kluczem do luster. Tym razem jednak, spoglądając w serce kamienia, czuła ukłucia strachu, przychodzące wraz z żywymi wspomnieniami poprzedniej nocy... Zastanawiała się, jak długo wizje strzaskanych odbić będą ją prześladować.

Przedłużająca się cisza wyrwała Lasombrę z ponurych myśli. Rozejrzała się po członkach koterii, spokojnym i chłodnym głosem kierując wypowiedź do wszystkich:

- Panowie... - odczekała chwilę, skupiając ich uwagę.

- Wdzięczna jestem za wyrażenie waszych opinii. W zaistniałej sytuacji są one ważne... jednakże pragnę zauważyć, iż są jedynie formalnością. Dlaczego? - pytanie zawisło w powietrzu na kilka sekund.

- Ponieważ decyzje te zostały podjęte już dawno. Każdy z nas ma świadomość, dlaczego i po co tu jesteśmy. I kto nas tu sprowadził. I jak każdy z was, mam zamiar wypełnić ostatnią wolę Atrahsisa. - wypowiadając te słowa spojrzała na Democritusa, ze spokojem wytrzymując spojrzenie jego zimnych oczu.

- Zatem proszę książe, zgodnie z życzeniem mędrca, o oficjalne ustanowienie mnie panią tej domeny.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 18 lutego 2015, 21:42

Wyłoniwszy się z ukrycia Horacy poczuł głęboką ulgę, gdy książę zalecił opuścić przybytek Atrahasisa całej tej zbieraninie nadętych kur, puszących się po nie swoim podwórku, łakomych ziarenek z racji pretensjonalnego głodu. Nie ufał nikomu z nich, większości unikał ograniczając kontakty do niezbędnego minimum utrzymania statusu i bezpieczeństwa swojej pozycji w mieście.
Stado krążących nad grobem mędrca sępów których ból szybko minie ustępując knowaniom nad wyłuskaniem z w zamieszaniu własnych korzyści.
Stado napuszonych kur..


Wiedział, że emocjami większości kierował nie tylko ból straty przyjaciela, co lęk dręczący wszystkich nieumarłych. Skoro spotkało to kogoś takiego jak legendarny brujah, egzystencja każdego kainity w Charleston była zagrożona.

A może i poza Charleston? Wybór spadkobierców- wykonawców woli był nader intrygujący. Uśmiechnął się na myśl, jak kołkiem w przełyku, a może i w sercu musiał być ów jego wybór dla torreadorki, przy jednoczesnym pominięciu jej klanu. Z pewnością nie miało to znaczenia dla Atrahasisa, lecz stanowiło krzepiącą myśl..
Zdecydowane słowa wyrwały go z zamyślenia.

- Zatem proszę książę, zgodnie z życzeniem mędrca, o oficjalne ustanowienie mnie panią tej domeny.

Milczał dłuższą chwilę. Przyglądał się zgromadzeniu zdając sobie sprawę, pod jak czujną obserwacją wkrótce się znajdą.. Tyle myśli kotłowało się teraz w jego umyśle, z pewnością powielając indywidualne wrażenia zgromadzonych. Każda decyzja i gest ze strony członków koterii będą poddawane analizie. Wyłonią się wrogowie i "serdeczni" sojusznicy. Pojawią się konsekwencje. Przed koterią stanęło zadanie niebywale trudne, nie miał co do tego wątpliwości. Jeśli go nie wykonają cały jego dorobek przepadnie, jeśli się uda- przybysze odejdą skąd przyszli, zostanie sam, chwilowi sojusznicy- interesanci być może szybko się wykruszą, wrogowie pozostaną, przybędzie ich.

ach... jakże długo unikał wychodzenia z cienia! Nie cierpiał całej tej błazenady towarzyskiej. Salonowych..

Błazenada!

Tak! Doskonały obiekt.


Nikt nie zakwestionuje Twoich wyborów. Nikt nie obarczy ich czymś więcej niźli szaleństwem. Doskonale zatuszujesz nasze działania....

Kąciki ust Nosferatu uniosły się nieco.

Pragnienie władzy u reprezentantki klanu Lasombra nie jest czymś zaskakującym. Któż inny spośród zgromadzonych mógłby zaproponować własną kandydaturę?

Zimny i władczy wzrok Victorii wpił się w Horacego. Nosferatu opuścił głowę niby skupiając się na resztkach wosku, które wdarły się za nad wyraz długie pazury. Nienaturalnie długie palce zatańczyły prostując się i wyginając naprzemiennie przywodząc na myśl zachłannego kupca wietrzącego własny interes.

-Ależ nie! Bynajmniej! -Nosferatu zorientował się, że przypadkiem stanął w wyścigu do nieruchomości.

-Nie miałem na myśli własnej kandydatury o Przeurocza.- rozejrzał się kolejno po zgromadzonych, aż wzrok jego padł na trzymającym się nieco na uboczu osobniku.

-Nie jestem przekonany, czy Atrahasis, którego nieobecność stanowi dla mnie stratę niepowetowaną faktycznie wskazał Ciebie Pani jako władcę domeny, którą w tej właśnie chwili, zatem już po śmierci brujaha ustanowił książę. Ufny w Twój szacunek i przyjaźń dla zmarłego proszę Cię zatem Pani o przytoczenie słów, jakie skierował do Ciebie.

Odczekawszy krótką pauzę dokończył wciąż wpatrując się w najmniej spodziewającą się jego wyboru osobę.

-Jeśli bowiem wola zmarłego co do sprawowania opieki nad właśnie określoną domeną nie stanowiła inaczej, sugeruję osobę malkavianina na porządaną na owym stanowisku.

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 19 lutego 2015, 00:42

Kiedy do Terry'ego dotarło, że ostatnia wypowiedź tyczyła się właśnie jego, zastygł w bezruchu wbijając spojrzenie w jej autora. Patrzył się na niego chwilę w milczeniu, po czym zaczerpnął głęboko powietrza w teatralnym geście i z wolna, spokojnie zaczął mówić.

-Czyżby klątwa mego klanu dopadła i Ciebie? Jakież szaleństwo toczy Twój umysł, że rodzi takie myśli? Twoja propozycja jest skrajnie nie poważna i tak naprawdę nie ma żadnego sensu. Pomijając, że całkowicie nie na miejscu, gdyż jak już wspomniałem umywam od tego ręce. Bo niby co by to miało na celu? Posiadam szeroką wiedzę na wiele tematów i chętnie posłużę radą, gdy tylko będzie potrzebna, jednakże lider ze mnie taki jak z Ciebie Torreador.

Tu składając ręce za plecami, zaczął przechadzać się z wolna w tę i z powrotem, starając się wyglądać najpoważniej jak mógł, co jakiś czas spoglądając na swego rozmówcę.

- Pragnę dodać także, iż jesteśmy tu wszyscy, bo zmarł nasz przyjaciel, i poprosił nas byśmy wypełnili jego ostatnią wolę. Twoja głupia propozycja tylko nam szkodzi, gdyż obecny tu Książę prośbą o podjęcie tej decyzji testuje, na ile jesteśmy w stanie współpracować, bez niepotrzebnych niesnasek. No chyba, że Twoją intencją jest go zdenerwować - rzucił szybkie spojrzenie w stronę Democritus'a, starając się ocenić czy aby nie wchodzi na grząski grunt, lecz nie widząc żadnej wyraźnej reakcji nie przerwał wypowiedzi.

- Ale nie rób tego proszę naszym kosztem, bo nikt z nas sobie nie życzy brać udziału w waszych miejskich rozgrywkach. A jeśli nie to kierowało Twoją nieprzemyślaną propozycją, to chyba w ten sposób testujesz, z kim masz do czynienia, co szkodzi nam tak samo, patrząc na zaistniałą sytuację, i zwyczajnie nas obraża. Albo może chcesz tą domenę dla siebie i jest to jakaś dziwna zagrywka manipulacyjna, która jest równie głupia co obelżywa. Jakiekolwiek jednak intencje by Tobą nie kierowały, robienie z siebie błazna zostaw proszę członkom mego klanu i wspomnij że jesteś tu z tego samego powodu, co my wszyscy.

Terry zatrzymał się i stanął przodem do Nosferatu, patrząc mu prosto w oczy, kładąc odpowiedni nacisk na każdą sylabę ostatniego zdania swego monologu.

- Mędrzec w Czerwieni zaufał Ci skoro nie musiałeś wyjść z resztą towarzystwa. Nie zawiedź tego zaufania.

[center]Obrazek[/center]
Ostatnio zmieniony 19 lutego 2015, 01:20 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 19 lutego 2015, 01:27

Zaskoczony nieco nad wyraz światłą wypowiedzią trzymającego się dotąd na uboczu świra Horacy postanowił postawić wszystko na jedną kartę. Uśmiechnął się obracając w dłoniach stary zegarek- busolę, który chwilę wcześniej zgrabnie wysunął z kieszeni.

-Nie proponowałem Ci w żaden sposób pozycji lidera kainito.

Tu zwrócił się do pozostałych.

-Opieka nad wyznaczoną domeną nie jest równoznaczna z przewodzeniem tej koterii. Jesteś podobnie jak reszta zgromadzonych tu z woli odeszłego przyjezdnym. Niewątpliwie tutejsza menażeria będzie dość intensywnie zainteresowana domeną jak i jej tajemnicami. Salonowa machina ruszy starając się wybadać motywacje pierwszego dziedzica, wciągnąć go w swoje gry, by zyskać większe wpływy. Dlatego też uważam, że członek klanu księżyca będzie najbardziej trudnym do rozszyfrowania graczem. Stawka wzrośnie. Będą bardziej się starać. Powiedzą nam więcej. Przesłonięty całunem obraz zyska większą przejrzystość.

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 19 lutego 2015, 01:30

Wampirzyca ze spokojem wysłuchała niedorzecznej propozycji Nosferatu. Jego sarkastyczny ton utwierdził ją tylko w przekonaniu, że Atrahasis miał rację. Będzie musiała się postarać, by uprzedzenia nie wpłynęły na efekty ich pracy. Sytuacje takie jak ta, wprowadzały jedynie niczemu nie służący zamęt, nie wnosząc nic poza chaosem. Mogła zrozumieć takie zachowania i zagrania w przypadku zwyczajowych partii, które rozgrywali wszyscy. Przeżyła wiele lat na francuskich dworach, by docenić subtelne zależności tego tańca. Jednak szczur w jej odczuciu budził niesmak swoim zachowaniem. Świadczyło o braku wiedzy, iż każde narzędzie służy określonym celom i do tego powinno być wykorzystywane, by spełnić swoją rolę.

Słowa Świra dobitnie wyrażały jej pogląd na całą sytuację. Ostatnie zdanie Terry'ego zawisło w powietrzu i Victoria pozwoliła sobie na krótką pauzę. Stojąc w tym samym miejscu, skierowała się bezpośrednio do zaskoczonego Nosferatu:

- Cóż... każdy ma prawo przedstawić swoje zdanie. Dziwi mnie fakt, iż nie wziąłeś pod uwagę decyzji innych, które jak mniemam, zostały wyrażone dość jasno... Co za tym idzie, twój brak szacunku i lekceważenie powagi sytuacji każe poddawać w wątpliwość, czy owa "niepowetowana strata", o której mówisz, jest rzeczywiście autentyczną. -Tu Victoria zrobiła krótką pauzę, spoglądając na Ravnosa i Malkavianina, po czym kontynuowała:

- Jesteśmy jak pajęczyna, którą stworzył Red, splatając nasze ścieżki właśnie tutaj. Pojedyncze nici tworzące szkielet pierścienia... Od nas zależy, w którą stronę spiralna nić wewnątrz ją wypełni. Zatem błędem byłoby już na wstępie zrywać tę delikatną strukturę, nie sądzisz? ... Czy może w swej mądrości i zadufaniu zakładasz, iż znasz lepiej zamysły starca i chciałbyś nam uchylić nieco zasłony, która skrywa twój geniusz?

- Nie?... Zatem mój drogi nie obrażaj swojej, ani naszej inteligencji tak prostackimi zachowaniami i skończmy tę błazenadę. Szkoda na nią i czasu i energii i nikt z obecnych raczej nie ma ochoty jej kontynuować. - ostatnie słowa Lasombra wypowiedziała władczym i nie znoszącym sprzeciwu głosem, ucinając wszelkie dalsze dyskusje. Spojrzała na księcia, odwracając się i ignorując całkowicie szczura.

- Jaka jest Twoja decyzja, książe?

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 19 lutego 2015, 02:04

- Widzę, że większość zdecydowała i wasza grupa jest bardziej jednomyślna niż można by było przypuszczać. Cieszy mnie to. Zgodnie z moją decyzją, od jutra wszyscy w Charleston dowiedzą się, iż nieruchomość w której się znajdujemy jest domeną Victorii Evangeline z klanu Lasombra. Chciałbym dodatkowo wam uświadomić, iż jako członkowie Camarilli jesteście odpowiedzialni za uszanowanie praw tego miasta. Wymierzenie sprawiedliwości zabójcom Athrahasisa pozostawiam wam, jednak bezpieczeństwo niewinnych obywateli naszej społeczności jest dla mnie istotne. Dlatego będziecie odpowiedzialni za wszelkie wykroczenia w tym także te, które popełni wasz ochroniarz.

Książę zmierzył chłodnym wzrokiem Assamitę. Po chwili jego uwaga powróciła do pozostałych członków koterii.

- Pragnę znać tożsamość zabójców, gdy ją odkryjecie. Tak szybko, jak to będzie możliwe. To wszystko, co mam wam do zakomunikowania. Gdybyście chcieli się ze mną spotkać, będę czekał w Kapitolu miasta. Życzę powodzenia i dobrej nocy.

Ventrue przyjrzał się jeszcze raz wszystkim zebranym z zagadkowym uśmiechem, po czym wstał i opuścił salon. Po chwili wszyscy usłyszeli trzask drzwi wejściowych, oznajmujący, iż zostali sami w domu Atrahasisa.
Ostatnio zmieniony 27 lutego 2015, 00:50 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 19 lutego 2015, 02:11

Ravnos był wstrząśnięty rozegranym tu przedstawieniem. Całość osiągnięć dzisiejszego tańca z diabłem została praktycznie przekreślona przez arogancje, jeżeli nie głupotę Nosferatu. Poczekał jednak, aż Książę opuści domenę, by wyrazić pełną dezaprobatę dla nieogarnięcia Szczura.

- Zdajesz sobie sprawę, że Red Wisdom nie wybrał partaczy do wykonania swojej ostatniej woli, drogi kuzynie? Szczęście w nieszczęściu, że tylko Książę był świadkiem tego twojego... - mielił chwile słowa - przedstawienia. Gdyby byli tu primogeni i harpie, bylibyśmy skreśleni politycznie i społecznie w tym mieście. Nikt nie traktowałby naszego zaangażowania poważnie. A co sprawia, że rozwiązanie sprawy morderstwa byłoby praktycznie niemożliwe.

Na chwilę skoncentrował się na mimice członka klanu Ukrytych rozważając, czy dociera do niego, jak bardzo jego działanie zaszkodziło koterii, którą powinien wspierać. Gavin miał nadzieję, że Książę postanowi zachować ten niuans dla siebie, zamiast dzielić się nim z pozostałą częścią Rodziny. Nowa znajomość z Harpią szybko dostarczy odpowiedzi na ten dylemat.

- Powiedziano mi, iż Nosferatu w tym mieście nie cieszą się dobrą opinią. Teraz zaczynam rozumieć dlaczego. Jeżeli w imię swojej perwersyjnej przyjemności będziesz nam rzucał kłody pod nogi, bardzo szybko "coś" ukróci Twoją przyjemność. I nikt z nas nie kiwnie palcem by Ci dopomóc. Nigdy więcej nie występuj przeciw Koterii.
Ravnos jest zły, zniesmaczony i uprzedzony do dziecinnego zachowania Nosferatu. Jego lojalność względem sprawy jest wątpliwa, co oznacza, że jest on słabym punktem koterii. Zwodziciel podejrzewa, że Nosfer w momencie kryzysowym sprzeda współtowarzyszy, by się wykupić, lub co gorsza, dla własnych korzyści.
Ostatnio zmieniony 19 lutego 2015, 04:03 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 19 lutego 2015, 10:24

Kiedy Książę wyszedł a Ravnos nafukał na Nosferatu, Terry ponownie zwrócił się do tego ostatniego, nie dając mu szansy odpowiedzieć swemu przedmówcy.

-Wysłuchawszy Twoich powodów, wciąż nie widzę większego sensu w podjęciu takiej decyzji i znajduję ją bardziej obelżywą niż wcześniej. Oto bowiem mówisz mi że nie Duszpasterza waszego pozory mi nadać chciałeś a Cielca Złotego. Nie jestem pieskiem salonowym i kategorycznie odrzucam każdą propozycję która miała by mnie takim czymś uczynić. Nie moja to funkcja w tej koterii, jak już wspomniałem wcześniej. I postarajmy też na przyszłość nie dyskutować o taktyce naszej gdy osoby postronne nam się przyglądają.

To powiedziawszy stanął w taki sposób, by widzieć wszystkich w miarę możliwości. Nie czekając na odpowiedź Nosferatu, dodał:

-Ale przerwijmy te waśni, towarzysze. Nic nam po tym. Podajmy sobie ręce w zgodzie, albowiem powiedział Pan: "Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo."
Generalnie ponieważ zrobiło się niezdrowo przez chwilę, zastanawiam się czy moje wcześniejsze przeczucia nadchodzącego rozkurwu nie dotyczą czasem części nocy gdy już zostaniemy sami. Z tego powodu będę się starał załagodzić sytuację, wierząc że jeśli pierwszy wskażę ścieżkę Pokoju, inni też na nią wejdą. Wciąż mam w głowie wystąpienie Sidonii.
Ostatnio zmieniony 19 lutego 2015, 10:35 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 19 lutego 2015, 13:27

Victoria z wolna zaczęła przechadzać się po sali, wysłuchując opinii członków koterii na temat całego zajścia. Było to niezwykle istotne dla jej dalszych posunięć. Już wcześniej wyczuwała dezaprobatę i pogardę ze strony Łowcy. W istocie, dalsze dyskusje nie miały w chwili obecnej większego sensu. Podeszła do urny z prochami starca, delikatnie wodząc po niej palcami. Zatopiła się we własnych myślach, spoglądając na portret starca... Gdy po słowach świra zapadła cisza, nie odrywając spojrzenia z twarzy starego Brujaha, powiedziała:

- Również uważam, że zostało powiedziane dosyć... - ze znużeniem przyznając rację wielebnemu. - Zostawmy zatem ten temat i skupmy się na dalszych, istotnych sprawach... - ton jej głosu sugerował dezaprobatę i rozdrażnienie przeciągającą się atmosferą. Nie pozwalała jej odpowiednio skupić się na zadaniu. Skierowała spojrzenie na Assamitę, stojącego poza grupą. Jego ciemna sylwetka i zachowanie jasno określały miejsce, które sam dla siebie wyznaczył. Niech i tak będzie. - pomyślała Victoria.

- Zanim jednak zaczniemy, chcę by każdy z was przedstawił się pozostałym. Tak... zdecydowanie będzie to dobry początek! Moją osobę już znacie. Zatem teraz chcę poznać wasze imiona.

Po dłuższej chwili kontynuowała, siadając wygodnie na jednej z kanap i obserwując z uwagą wszystkich. Jej słowa, skierowane do Zabójcy poniosły się czystym i melodyjnym głosem wśród kainitów.

- Namtarze Sharur, na mocy umowy zawartej pomiędzy Atrahsisem a Twoim Klanem, zwracam się w imieniu koterii o przedstawienie szczegółów owego Kontraktu...

Victoria jest rozdrażniona zachowaniem Nosferatu i kłopotami, jakie to stwarza. Jak najszybciej będzie chciała ruszyć i pchnąć sprawy na nieco inne tory. Z drugiej strony cała sytuacja, pomijając społeczne i polityczne niuanse, pozwala jej jasno określić zależności i motywacje członków koterii. Jest zadowolona z lojalności i solidarności ekipy. Niekompetencja niektórych oszczędziła jej wiele wysiłków i ułatwiła pewne sprawy.
Ostatnio zmieniony 19 lutego 2015, 13:42 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 19 lutego 2015, 13:56

Po wyrzuceniu z siebie negatywnych emocji, Ravnos na chwile ochłonął, a było po czym.
- Nazywam się Gavin Bellanger. Jak każdy przedstawiciel mojego klanu, uwalniam ludzi od niepotrzebnych przywiązań do materii. Dzięki odkryciu mojego powołania, byłem w stanie rozwinąć pewne pasje Jak na przykład zdolność poruszania się niezauważonym czy znajomość na wynalazkach ludzkości, które w zamierzeniu mają umacniać ich złe i naganne przywiązania do materii.

To powiedziawszy, czekał na równie szczere wyznania od pozostałych członków i członkiń koterii.
Ostatnio zmieniony 19 lutego 2015, 14:28 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 19 lutego 2015, 14:05

Słowa Księcia o współodpowiedzialności, były jak zgrzyt żelaza po szkle. Z niechęcią musiał jednak przyznać, że ten sag był przebiegły. Zachował jednak spokój, z ulgą witając wyjście Amira.

Przez jakiś czas przysłuchiwał się rozmowie zebranych. Ich mowa zdumiała go, lecz powoli zaczynał rozumieć, jak bardzo świat Niewiernych różnił się od tego, co sam znał i akceptował. Niewątpliwie, byli słabi, a w ich umysłach panował zamęt i niezrozumiałe pragnienia. Gdzieś pod skórą zaczynał czuć, że wiele spraw, które uważał za proste, wcale się takimi nie okaże. I że będzie musiał mówić do nich dłużej, niż zamierzał. A jednak nie mógł nie dostrzec szansy, jaką dawał mu Haqim (niech imię jego będzie błogosławione). Poprzez zbliżenie się do Kuffrów i poznanie ich niedoskonałości, zdobywał nową wiedzę. Wiedzę, która mogła okazać się bezcenna...

[center]Obrazek[/center]
Gdy kobieta przemówiła do niego, zwrócił się lekko w jej stronę okazując, iż słucha, co ma mu do przekazania. Nareszcie - pomyślał z ulgą. Nie lubił nadmiaru słów, miał wrażenie, że tępią mu się od nich noże w kieszeni. Co prawda musiał teraz wygłosić dłuższą przemowę, miał jednak nadzieję, iż będzie ona pierwszą i ostatnią, jaką będzie zmuszony przedstawić tym Bękartom Khayyina w swojej karierze. Wolał mieć to już za sobą.

Szczęśliwie Silsila Akramah przekazał mu dzisiejszej nocy dalsze szczegóły dotyczące umowy. Namtarl poznał je dzięki kontaktowi telepatycznemu w czasie dojazdu na miejsce spotkania. Skoncentrował się teraz na nich, nie chcąc zrobić żadnego błędu, ani powtórzyć dwa razy tych samych informacji.

- Kontakt między moim Klanem a Atra-hasisem synem Gitmalu, z Krwi Brujah, został zawarty w roku 1634 i wchodzi w życie po jego śmierci - głos Mordercy był spokojny i zimny. Jego twarz nie zdradzała żadnych emocji, gdy zagłębiał się w szczegóły umowy.

- Kontakt dotyczy dwóch kwestii. Pierwszą jest odnalezienie i usunięcie osób odpowiedzialnych za śmierć Klienta. Drugą ochrona grupy, którą wskazał, to jest was, zebranych w tym pokoju, a które mają także zając się tą sprawą. Jeśli chodzi o określenie pierwszeństwa, cel pierwszy posiada wyższy priorytet. Co oznacza, iż jeśli mógłby być zablokowany przez obowiązki, wynikając z ochrony, będę zmuszony z nich zrezygnować.

Przerwał na chwilę, aby jego słowa dotarły do wszystkich członków koterii. Chciał, by dobrze zapamiętali ten fragment wypowiedzi.

- Jeśli chodzi o pierwszy priorytet: Kontrakt zakłada waszą pomoc z znalezieniu i wyśledzeniu zabójców mojego Klienta. Jednak ich śmierć i krew będzie należeć do mnie. Jakiekolwiek ingerowanie w ten fragment umowy, uznam, za próbę pogwałcenia Kontraktu. Wyjątkiem jest samoobrona, lub sytuacja w której spotka mnie wcześniej Śmierć Ostateczna.

Głos Assamity stał się w tym momencie tak bardzo wyprany z emocji, iż wydawał się bardziej automatyczną recytacją, wykonywaną przez maszynę, niż słowami istoty obdarzonej choćby namiastką duszy.

- Moje obowiązki dotyczące priorytetu drugiego związane są z ochroną osobistą członków waszej koterii. Ponieważ jednak mojego Klienta spotkała Śmierć Ostateczna, nie jestem zobowiązany do słuchania niczyich poleceń, lecz mam prawo interpretować sytuację zgodnie ze swoimi decyzjami i działać zgodnie z tym, co uznam za najbardziej efektywne. Jeśli o was chodzi, macie prawo do własnych decyzji i działań. Nie wnikam w to i nie jest to moją rolą. Jednakże, jeśli zignorujecie moje zalecenia dotyczące bezpieczeństwa, czynicie to na własną odpowiedzialność. Kontrakt wyraźnie to zaznacza. W takim wypadku nie będę więc winny waszej ewentualnej szkodzie fizycznej lub destrukcji.

- Ponadto Kontrakt zapewnia mi, iż wszystkie objęte nim osoby będą traktować z szacunkiem zarówno mój Klan jak i mnie. A także powstrzymają się od prób użycia na mnie wszelkich dyscyplin i oddziaływań magicznych, niezgodnych z moją wolą. Jeśli ktokolwiek z was złamie te zalecenia, odbiorę to jako atak i zniszczę go. Mój Klient bowiem określił wyraźnie, że w takim wypadku osoba taka działać będzie na szkodę jego interesów, a więc Kontakt nie ulega wtedy zerwaniu, lecz winnego spotka Śmierć Ostateczna.

W ostatnich słowach Mordercy dało się wyczuć ślad zadowolenia. Uśmiechnął się zimno. Lubił ten fragment.

- Wszelkie inne zasady określające naszą współpracę są takie, jak w przypadku innych umów z moim Klanem. Oznacza to, iż mam prawo odmówić wykonania każdego zadania, które uznam, za niezgodne z honorem Klanu. Ponadto nie macie prawa prosić mnie o naukę dyscyplin, ani rozmawiać ze mną na tematy dotyczące mojego Klanu i Ścieżki. Jestem zobowiązany do wykonania Kontraktu i wykonam go. Jeśli będzie to konieczne, oddam życie, aby to zrobić. Dopóki działacie zgodnie z wolą mojego Klienta jestem także odpowiedzialny za wasze bezpieczeństwo i możecie w każdej sytuacji zagrożenia liczyć na moją pomoc. Jeśli będzie trzeba, umrę za was - nie oznacza to jednak, iż łączy nas coś więcej niż umowa. Nie jesteśmy przyjaciółmi i nie jesteście mi nic winni. Chciałbym, byście o tym pamiętali.

Zakończył i z ulgą skonstatował, iż wymienił właściwie wszystko co powinien. Była to chyba najdłuższa wypowiedź w jego dotychczasowej egzystencji, jaką wygłosił do kogokolwiek spoza własnego Klanu. Miał tylko nadzieję, że nie będą mieli zbyt wielu pytań... Najlepiej, by nie mieli żadnych...

- To wszystko. Jeśli macie jakieś pytania, zadajcie je teraz.

[center]Obrazek[/center]
Ostatnio zmieniony 24 września 2015, 11:35 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 19 lutego 2015, 17:48

Lasombra z pełnym skupieniem i powagą wysłuchała Zabójcy, skrupulatnie notując w pamięci wszelkie szczegóły dotyczące jego zadania. Zdawała sobie sprawę, jak wiele zależało od właściwego zrozumienia samej natury kontraktu. Bez chwili wahania zadała pierwsze ze swoich pytań:

- Co Kontrakt przewiduje w chwili, gdy poniesiesz Ostateczną Śmierć, wypełniając go? Czy Twój Klan uważa go za zamknięty, czy umowa dalej obowiązuje i na twoje miejsce zostanie wysłany kolejny Assamita?

Pytanie zawisło w powietrzu, mrożąc na chwilę krew w żyłach Victorii. Ryzykowała wiele, jednak praktyczna część jej umysłu nakazywała poznać jak najwięcej szczegółów. To był dobry moment na jasne określenie zasad ich współpracy. W końcu zależało od tego ich nieżycie...

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 19 lutego 2015, 19:32

- Jeśli zginę wykonując Kontrakt, oznacza to koniec umowy z moim Klanem - powiedział obojętnie Morderca. - Cena zapłacona we krwi dotyczy tylko mojej osoby. Jeśli polegnę w trakcie misji, nie będziecie mieli drugiej szansy, na zdobycie pomocy Łowców.

- Jednak - dodał po chwili - doradzam wtedy przekazać Klanowi to, co zostanie z mojej krwi, a także broń, szczególnie ten sztylet - tu wskazał na przytoczony do pasa khanjar. - Będzie to dla mych braci dowodem szacunku i oszczędzi wam wielu kłopotów.

Słuchając jego głosu, zebrani nie mogli oprzeć się myśli, iż Assamitę bardziej obchodzi los sztyletu, niż własne życie.

[center]Obrazek[/center]
Ostatnio zmieniony 24 września 2015, 11:31 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 20 lutego 2015, 12:14

Terry spokojnie obserwował jak mechaniczne i obojętne słowa zabójcy spływają na ziemię, niczym dym z kadzidła w gorącym, zadusznym pomieszczeniu. Przyglądał się im wszystkim, starając się wychwycić te które nie do końca są dla niego jasne. Po niedługiej chwili i wymianie zdań pomiędzy Mrocznym Jedi i Mroczną panią, podszedł i podniósł kilka z nich. Trzymając je w ramionach zwrócił się do Namtara.

-Moje pytania dotyczą następujących kwestii. Mówisz że krew zabójców Czerwonego Mędrca należeć będzie do Ciebie, chyba że będziemy się bronić. Co w sytuacji kiedy np. jedynie zabijając jednego z nich będziemy w stanie zapobiec temu żeby np nie ostrzegł reszty, a Ciebie nie będzie obok?

-Mówisz że masz prawo interpretować sytuację jak chcesz. Jakie są tego granice? Co jeśli np przed chwilą stwierdziłbyś, że Nosferatu swą dziwną propozycją chce nam utrudnić pracę? Ginie? Czy będziesz na tyle szlachetny że ostrzeżesz w tej chwili? Zresztą to samo pytanie odnośnie honoru Twego i Twego klanu. Nie wolno nam się pytać Ciebie o Klan Łowców, a jednocześnie chcesz byśmy szanowali jego zasady.

-Podobnie jak szacunek którego od nas oczekujesz. Szanuję Cię już w tej chwili, lecz jeśli Ty nie będziesz szanował nas, nie możesz oczekiwać że my będziemy ślepo szanować Ciebie. Czy możemy zatem liczyć na Twój szacunek?

-Kolejna kwestia to dyscypliny. Bardzo często, wręcz na porządku dziennym korzystam z mocy nadwrażliwości. Podczas dzisiejszego spotkania obserwowałem wszystkich poprzez pryzmat ich aur. Widziałem jak zapłonąłeś szkarłatem na widok Biskupa. Czy to jest złamanie zasady? Jeśli jesteś w pomieszczeniu które oglądam w ten sposób, naturalnym jest że będę widział emocje które Tobą targają. A jest i będzie mi to potrzebne do oceny sytuacji, bardzo bardzo często. Nigdy nie ośmielę się czytać Twych myśli, lecz co w przytoczonym przypadku?

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 20 lutego 2015, 12:53

W milczeniu spojrzał na Świra, mając przez chwilę nadzieję, że ten zniknie lub zapadnie się pod ziemię. A jednak wiedział, że tak się niestety nie stanie i będzie musiał odpowiedzieć. Ta rozmowa powoli stawała się coraz mniej wygodna i wcale nie zanosiło się na jej koniec. Cisza w pomieszczeniu przeciągała się, kładąc się na wszystkich zebranych ciężkim całunem. Aż w końcu zorientował się, że powinien jednak coś powiedzieć. Zaklął w myślach i rzekł:

- Jeśli chodzi o pierwsze pytanie, myślę, że każdy taki przypadek należało będzie rozważyć osobno - rzekł ostrożnie. Nie lubił takich rozważań. Przebiegły Munafiqun myślał już zapewne jak wejść w posiadanie należnej Łowcy krwi. - Nie umiem ci na to odpowiedzieć. Wiele zależy od tego jak naprawdę będzie wyglądała sytuacja. Niemniej wykonanie zadania jest najwyższym priorytetem. Jeśli wystąpi taka konieczność... Mektub - wzruszył ramionami. - Lecz jeśli spróbujesz mnie oszukać - syknął po chwili, ukazując kły - to przysięgam na wszystko, co dla mnie święte, zapłacisz własną krwią.

Przerwał na chwilę, aby opanować ton głosu. Ciemność wewnątrz wirowała, czuł wściekłość bestii, skrytej w mroku... Dotknął ostrza spoczywającego w kieszeni, czując chłodną krzywiznę haka - to pozwalało się uspokoić. Gdy powrócił do sprawy, z jego słów ponownie nie dało odczytać się żadnych emocji.

- Interpretując sytuację mam na celu efektywne wykonanie zadania i wasze bezpieczeństwo. Decyzje polityczne i społeczne nie interesują mnie i ich ocena nie należy do moich obowiązków. Jestem w stanie zabić osobę, która w jawny sposób zdradzi mojego klienta. Oczywiście, ostrzegę ją wcześniej - tak jak i teraz ostrzegam.

Ponownie przerwał. Nie wiedział, jak ma wyjaśnić temu Kafrowi Prawa Khabar... Jak ma wyjaśnić Niewiernemu coś, co dla niego samego było jasne jak gwiazdy na niebie, a czego Świr nie mógł pojąc z uwagi na swą przeklętą naturę...

- Prawa mojego Klanu... - zaczął i przerwał, szukając najlepszych słów. Nie znalazł. - Nie wiem, jak ci to wyjaśnić. Są proste. Nie jesteśmy tacy jak wy. Nie posługujemy się kłamstwem. Nie zajmujemy się polityką. Mamy honor. Nasze słowo jest zawsze tym, czym jest. Nie wiem, co mam ci jeszcze powiedzieć...

- Jeśli o szacunek chodzi, to nie sądzę, bym ci uchybił. Rozmawiamy. Nadal żyjesz. Pracuję dla ciebie. Umrę, jeśli będzie trzeba. Czego chcesz więcej?

Znów zapadła niezręczna cisza. Zorientował się, że wszyscy zebrani wpatrują się w niego z uwagą. Przeklął ich i ich krew. Nie miał pojęcia, że praca w ochronie może być taka trudna.

- Mówiąc o dyscyplinach - odezwał się w końcu, na powrót spokojnym tonem. - miałem na myśli moce mentalne i fizyczne. Rzeczy, które mogą na mnie wpłynąć: Dominacja, Demencja, Prezencja i inne tego typu... Nie mam na myśli innych rzeczy. Aczkolwiek nie radzę grzebać mi w głowie... To zabolałoby cię bardziej, niż mnie.

Ostatnie słowa zabrzmiały jak groźba, ale nie mógł nic na to poradzić. Był zdenerwowany. Znów miał wrażenie, że gra w grę, której zasad nie zna, a która bawi wszystkich poza nim samym...
Każda obserwator z wysoką Empatią patrząc na Namtara pojmie, że ma on zupełnie inny zestaw emocji, niż normalna osoba. Niektórymi pytaniami wydaje się naprawdę zaskoczony i w pewien sposób zmieszany, chociaż umie dobrze to ukryć. Emocji Zabójcy nie da się w sumie odczytać ani z mimiki, ani z języka ciała (ma zupełnie inne odruchy niż człowiek) ale widać je dość jasno w aurze.
Ostatnio zmieniony 24 lutego 2015, 11:43 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

ODPOWIEDZ