Słowa Księcia o współodpowiedzialności, były jak zgrzyt żelaza po szkle. Z niechęcią musiał jednak przyznać, że ten sag był przebiegły. Zachował jednak spokój, z ulgą witając wyjście Amira.
Przez jakiś czas przysłuchiwał się rozmowie zebranych. Ich mowa zdumiała go, lecz powoli zaczynał rozumieć, jak bardzo świat Niewiernych różnił się od tego, co sam znał i akceptował. Niewątpliwie, byli słabi, a w ich umysłach panował zamęt i niezrozumiałe pragnienia. Gdzieś pod skórą zaczynał czuć, że wiele spraw, które uważał za proste, wcale się takimi nie okaże. I że będzie musiał mówić do nich dłużej, niż zamierzał. A jednak nie mógł nie dostrzec szansy, jaką dawał mu Haqim (niech imię jego będzie błogosławione). Poprzez zbliżenie się do Kuffrów i poznanie ich niedoskonałości, zdobywał nową wiedzę. Wiedzę, która mogła okazać się bezcenna...
[center]

[/center]
Gdy kobieta przemówiła do niego, zwrócił się lekko w jej stronę okazując, iż słucha, co ma mu do przekazania.
Nareszcie - pomyślał z ulgą. Nie lubił nadmiaru słów, miał wrażenie, że tępią mu się od nich noże w kieszeni. Co prawda musiał teraz wygłosić dłuższą przemowę, miał jednak nadzieję, iż będzie ona pierwszą i ostatnią, jaką będzie zmuszony przedstawić tym Bękartom Khayyina w swojej karierze. Wolał mieć to już za sobą.
Szczęśliwie Silsila Akramah przekazał mu dzisiejszej nocy dalsze szczegóły dotyczące umowy. Namtarl poznał je dzięki kontaktowi telepatycznemu w czasie dojazdu na miejsce spotkania. Skoncentrował się teraz na nich, nie chcąc zrobić żadnego błędu, ani powtórzyć dwa razy tych samych informacji.
- Kontakt między moim Klanem a Atra-hasisem synem Gitmalu, z Krwi Brujah, został zawarty w roku 1634 i wchodzi w życie po jego śmierci - głos Mordercy był spokojny i zimny. Jego twarz nie zdradzała żadnych emocji, gdy zagłębiał się w szczegóły umowy.
- Kontakt dotyczy dwóch kwestii. Pierwszą jest odnalezienie i usunięcie osób odpowiedzialnych za śmierć Klienta. Drugą ochrona grupy, którą wskazał, to jest was, zebranych w tym pokoju, a które mają także zając się tą sprawą. Jeśli chodzi o określenie pierwszeństwa, cel pierwszy posiada wyższy priorytet. Co oznacza, iż jeśli mógłby być zablokowany przez obowiązki, wynikając z ochrony, będę zmuszony z nich zrezygnować.
Przerwał na chwilę, aby jego słowa dotarły do wszystkich członków koterii. Chciał, by dobrze zapamiętali ten fragment wypowiedzi.
- Jeśli chodzi o pierwszy priorytet: Kontrakt zakłada waszą pomoc z znalezieniu i wyśledzeniu zabójców mojego Klienta. Jednak ich śmierć i krew będzie należeć do mnie. Jakiekolwiek ingerowanie w ten fragment umowy, uznam, za próbę pogwałcenia Kontraktu. Wyjątkiem jest samoobrona, lub sytuacja w której spotka mnie wcześniej Śmierć Ostateczna.
Głos Assamity stał się w tym momencie tak bardzo wyprany z emocji, iż wydawał się bardziej automatyczną recytacją, wykonywaną przez maszynę, niż słowami istoty obdarzonej choćby namiastką duszy.
- Moje obowiązki dotyczące priorytetu drugiego związane są z ochroną osobistą członków waszej koterii. Ponieważ jednak mojego Klienta spotkała Śmierć Ostateczna, nie jestem zobowiązany do słuchania niczyich poleceń, lecz mam prawo interpretować sytuację zgodnie ze swoimi decyzjami i działać zgodnie z tym, co uznam za najbardziej efektywne. Jeśli o was chodzi, macie prawo do własnych decyzji i działań. Nie wnikam w to i nie jest to moją rolą. Jednakże, jeśli zignorujecie moje zalecenia dotyczące bezpieczeństwa, czynicie to na własną odpowiedzialność. Kontrakt wyraźnie to zaznacza. W takim wypadku nie będę więc winny waszej ewentualnej szkodzie fizycznej lub destrukcji.
- Ponadto Kontrakt zapewnia mi, iż wszystkie objęte nim osoby będą traktować z szacunkiem zarówno mój Klan jak i mnie. A także powstrzymają się od prób użycia na mnie wszelkich dyscyplin i oddziaływań magicznych, niezgodnych z moją wolą. Jeśli ktokolwiek z was złamie te zalecenia, odbiorę to jako atak i zniszczę go. Mój Klient bowiem określił wyraźnie, że w takim wypadku osoba taka działać będzie na szkodę jego interesów, a więc Kontakt nie ulega wtedy zerwaniu, lecz winnego spotka Śmierć Ostateczna.
W ostatnich słowach Mordercy dało się wyczuć ślad zadowolenia. Uśmiechnął się zimno. Lubił ten fragment.
- Wszelkie inne zasady określające naszą współpracę są takie, jak w przypadku innych umów z moim Klanem. Oznacza to, iż mam prawo odmówić wykonania każdego zadania, które uznam, za niezgodne z honorem Klanu. Ponadto nie macie prawa prosić mnie o naukę dyscyplin, ani rozmawiać ze mną na tematy dotyczące mojego Klanu i Ścieżki. Jestem zobowiązany do wykonania Kontraktu i wykonam go. Jeśli będzie to konieczne, oddam życie, aby to zrobić. Dopóki działacie zgodnie z wolą mojego Klienta jestem także odpowiedzialny za wasze bezpieczeństwo i możecie w każdej sytuacji zagrożenia liczyć na moją pomoc. Jeśli będzie trzeba, umrę za was - nie oznacza to jednak, iż łączy nas coś więcej niż umowa. Nie jesteśmy przyjaciółmi i nie jesteście mi nic winni. Chciałbym, byście o tym pamiętali.
Zakończył i z ulgą skonstatował, iż wymienił właściwie wszystko co powinien. Była to chyba najdłuższa wypowiedź w jego dotychczasowej egzystencji, jaką wygłosił do kogokolwiek spoza własnego Klanu. Miał tylko nadzieję, że nie będą mieli zbyt wielu pytań... Najlepiej, by nie mieli żadnych...
- To wszystko. Jeśli macie jakieś pytania, zadajcie je teraz.
[center]

[/center]