PBF - Aquilońskie Pogranicze

profes79
Reactions:
Posty: 32
Rejestracja: 11 listopada 2018, 20:28

Post autor: profes79 » 29 listopada 2018, 23:14

Daffyd zważył w ręku otrzymany tak niespodziewanie amulet. Słuchał szamana przyglądając się uważnie złotemu wisiorowi, dostrzegając dziwny poblask w odbijającym się w ślepiu wilka świetle ogniska. Mimo swojej niechęci rozumiał, że szaman ma rację i stara się nie tylko pogodzić go z Hrothem, ale także uchronić jego samego. Niechętnie wyciągnął ku niemu dłoń z naszyjnikiem.

- jeżeli ów medalion jest przeklęty i niesie na sobie brzemię zła, to lepiej, aby trzymał go ktoś, kto z tym złem sobie poradzi. Jedno Cię jednak nie myli Morethilu - noszący podobny amulet był złym człowiekiem i jeżeli sprowadził to zło na te ziemie, to los tutejszych Vanirów może być równie opłakany, co los mojej rodziny.

Zamilkł na chwilę.

- Noc kiepskim jest doradcą. Prześpijmy się aby rano podjąć decyzję, co czynimy dalej.

- Ależ nie - pokręcił głową szaman, wznosząc obie dłonie w geście odmowy - Nie śmiałbym odebrać ci trofeum, które ci się słusznie należy, Daffydzie. Poza tym, moje duchy opiekuńcze poczułyby się obrażone obecnością tak złowieszczego artefaktu w mej bliskości... Mam jednak pomysł. W przedsionku stoi stary garnek. Jeśli nie wiesz co zrobić z tym amuletem, możesz zawsze włożyć go do środka i zakopać w zaspie obok południowej ściany domu. Myślę, że to na razie najlepsze wyjście. Później się zastanowię, jak można uchronić cię przed tą złowrogą siłą...

Daffyd pokręcił głową ponownie zdumiony, ale zdecydował się pójść za radą szamana.
Edycja po konsultacji z Sigilem

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 30 listopada 2018, 14:52

[center]Wioska Byrth[/center]

Rankiem Daffyd i Hroth rozglądają się ciekawie po wiosce. Szaman napatrzył się wcześniej.

To dziura, jakich mało, właściwie nie wioska, tylko szlam wyrzucony na brzeg. Miejscowi są dziwni. Zawzięci, ponurzy, mściwi, małomówni i śmierdzący rybami...
Osada Byrth to właściwie rząd chałup przyklejonych do jeziora. Tak ją zbudowali. Każda rodzina okupuje kawałek brzegu o długości jakichś sześćdziesięciu stóp. A ponieważ żyje tam z pięćdziesiąt rodzin, więc osada ma jakieś pół mili długości. Wadzą się o każdy cal tego swojego gruntu i jeden drugiemu nic nie odpuści.

Poza tym są bardzo samodzielni. Sami naprawiają swoje łodzie, sami robią sieci, sami wędzą i suszą ryby. Na obcych patrzą wilkiem. Ryby wymieniają na mąkę, sól, wełnę, mięso i tak dalej. Wioskę zbudowali niemal naprzeciw miejsca, gdzie tamtejsza rzeka wpada do jeziora, więc wszystkie chałupy stoją na palach, ze względu na fale.

Z pobliskiego lodowca czasem odpadają wielkie bryły lodu, i to one powodują powstawanie wielkich fal, zalewających brzeg, stąd budowanie na palach jest konieczne. Dziwne, że nie zbudowano domów dalej od brzegu by uniknąć zalewania. W promieniu kilku dni drogi nie ma tam żadnych ludzkich siedzib.

Najbliżej jest osada Hrotha, aby opuścić tą wioskę trzeba przejść przez osadę w której mieszka Grimnir i Hroth. Generalnie to jałowa okolica, same skały i lód.

Czuć tu jakieś dziwne napięcie, niektórzy mieszkańcy mają złote lub srebrne ozdoby, naszyjniki, amulety prastarej roboty, niezbyt pasujące do ubogich Vanirów żyjących z połowu ryb i polowań.
To co zdołał zaobserwować Morethil i to co wie o wiosce Byrth Hroth, oraz to co na pierwszy rzut oka widzi Daffyd lub czego się domyśla.
Jakieś decyzje, zostajecie tu, odchodzicie?
Ostatnio zmieniony 30 listopada 2018, 15:20 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 01 grudnia 2018, 07:13

Daffyd rozmyślał, człowiek na przełęczy na pewno znał zabójcę jego ojca, jednakże jego zabił niedźwiedź, inne tropy zasypał śnieg. Mieszkańcy wioski nawet w dzień trzymali się blisko swoich domów, na dzieci uważając by się zbytnio nie oddalały. Wioska nie miała palisady, a mieszkańcy zachowywali się jakby wróg był w pobliżu. Pogranicznik liczył w skrytości ducha, że może i zabójca jego ojca tu dotarł. Miejscowi mieli bowiem wiele nader ciekawych wyrobów jubilerskich i innych, które nie wyszły spod ręki żadnych miejscowych rzemieślników. Takimi zaś rzeczami handlował zabójca jego ojca, oferując je także starszyźnie w wiosce Daffyda.

Hroth czuł się nieco lepiej, ale ból zaczął wracać, rany goiły się jednak dobrze. Zastanawiało go czemu ten niedźwiedź z którym walczyli nie zapadł w sen zimowy, może go coś obudziło? Jego leże mogły być gdzieś niedaleko skoro zaatakował na przełęczy. W wiosce zaś brakowało zwykłej dla osad Vanirów radości, zabaw dzieci na śniegu, zwyczajnego codziennego rozgardiaszu, tu wszystko było stłumione, jakieś nienaturalne.

Szaman zastanawiał się nad tym co widział wcześniej, starał się połączyć te fakty z tym co opowiedzieli mu Hroth i Daffyd.
Ostatnio zmieniony 01 grudnia 2018, 16:13 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 01 grudnia 2018, 11:35

[center]Chata Morethila, Osada Byrth nad Jeziorem Wdowich Łez[/center]
Nehaher śnił, sen piękny a szczególny: oto bowiem ponownie znajdował się w rozległych bibliotekach Luksoru. A były to ogromne biblioteki, nieskończone i niepojęte, skrywające w swych przepastnych trzewiach pradawną i zakazaną wiedzę, z czasów, których ludzkość nie miała prawa pamiętać. Przemierzał więc oto mroczne alejki, ciągnące się wzdłuż wysokich półek zastawionych zwojami miedzi i papirusu, tabliczkami glinianymi i bardziej egzotycznymi pergaminowymi księgami. Z każdej z tych półek spoglądały na niego wieki, ba, tysiąclecia! Nienazwane i dziwne eony! On zaś szedł dalej, świadom potęgi ukrytej w niepoliczonych rzędach przechowywanych tu znaków. Widział manuskrypty opisujące złożone klątwy, które władne były zetrzeć Menkarę i jego popleczników w popiół. I uśmiechał się wiedząc, że wystarczy sięgnąć po nie ręką... Widział potężne inkantacje wzywające prastare demony z czeluści Otchłani i czuł przeszywający go dreszcz występnej rozkoszy gdy gładził ich obicia z ludzkiej skóry. Księga za księgą, półka za półką, zagłębiał się coraz dalej w ten labirynt przedziwny... Wreszcie ujrzał przed sobą to, czego poszukiwał naprawdę: segment oznaczony hieroglifami jako zaklęcia władzy nad światem. W ekstatycznym uniesieniu wyciągnął rękę, by sięgnąć wreszcie po należne mu prawo i wtedy...

Obudził się.

Chwilę leżał wśród wyliniałych, podejrzanie woniejących skór, żałując, że nie może spalić myślą całej tej wioski, tych wszystkich Vanirów a najlepiej całej przeklętej Północy! Wisząca pod stropem czaszka renifera spoglądała na niego ze stoickim spokojem. Najwyraźniej zupełnie nie dbała o cierpienia stygijskiego czarnoksiężnika, z którym los obchodził się nad wyraz okrutnie... Nehaher pokazał jej więc język i zwlekł się w posłania. Należało zacząć nowy, piękny dzień w dziczy...


[center]***[/center]
- Nie wygląda to najlepiej, prawda? - stwierdził lakonicznie szaman, gdy Hroth i Daffyd powrócili z rekonesansu we wsi.

- Co? - zapytał barbarzyńca, dając dowód bystrości właściwej swej krwi i profesji.

- Wioska - wyjaśnił cierpliwie Morethil - Nie zrobiła na was pewnie najlepszego wrażenia... Na mnie też nie, choć słońce wstaje dziś szósty raz od czasu, gdy tu przybyłem... Wygląda na to, że bogowie przestali darzyć tą okolicę łaską. To wszak święte miejsce, a ludzie tutaj cięgiem się czegoś lękają. Zupełnie jakby nie z krwi Vanirów pochodzili... Unikają wychodzenia w nocy, stronią od obcych - a przecie bez pomocy kupców nie przeżyją tu ni jednej zimy. Nawet na mnie koso spoglądają, choć tą chatę co prawda mi darowali. Niemniej, czyście widzieli ile chałup pustych tu stoi? Dziwne to...

Pokiwał głową w zadumie, po czym spojrzał na Daffyda:

- Przypomniałem sobie coś o tym amulecie przeklętym - rzekł. - Wybaczcie, że wczoraj wypadło mi to z głowy, ale pora późna już była, a ja wszak nie najmłodszy jestem... No więc podobny ma starszy wioski. I mówił mi cosik, że ongiś miał dwa, ale jeden sprzedał poprzedniej zimy, kupcowi co przyjechał tu z daleka... Więc ten twój morderca pewnikiem przyjechał tu po takich więcej. I zginął przez niedźwiedzia pożarty... Ale pomyślałem ja sobie, może przy jego ciele więcej znajdziemy? Może są tam i inne złe duchy, w prastarych przedmiotach zaklęte, które mu kazały czynić, co uczynił? A jeśli nawet nie, to może miał muła, co uciekł i po okolicy się błąka? A nawet jeśli go pożarły wilki, to złoto i srebro ostało się. Więc ja bym ruszył na przełęcz, by sprawdzić to wszystko. Ale samemu wędrować nie uśmiecha mi się, przeto myślę, że dobrze by było jakbyśmy wszyscy się tam udali. I może też nieco mięsa z niedźwiedzia zabierzemy przy okazji. Bo na pomoc mieszkańców pewnikiem nie ma co liczyć...
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Fobetor
Reactions:
Posty: 106
Rejestracja: 24 marca 2016, 11:03

Post autor: Fobetor » 02 grudnia 2018, 00:17

[center]Chata Morethila, Osada Byrth nad Jeziorem Wdowich Łez[/center]

Wysłuchał szamana uważnie i jego propozycje. Starał się nie okazywać emocji wyglądając na skupionego, na szamanie.

- W istocie z tą wioską jest coś nie tak. Nie wiem czy moje modlitwy pomogą w przywróceniu chociaż jednego boga do łask tej krainy, ale spróbuje. Co do twej propozycji Morethil jestem bardziej niż rad, by się tam udać. Już pełniejszy sił jestem i udźwignę więcej pożywienia z niedźwiedzia. I złoto. Sprawdzimy poszlaki może znajdziemy coś ciekawego. Może kupiec się znajdzie. I jego kosztowności. - Spojrzał na Daffyd'a.

- Dobry to pomysł, co więcej nasz kolega będzie mógł, przyjrzeć się zwłokom, tego na którego polował.

Dobra nasza jedzenie, skóry i możliwe wzbogacenie się dzięki ci Ymir. Jednak mnie nie opuszczasz w tej zamieci.

Barbarzyńca zaczął cicho mamrotać modlitwy do swego boga. Uśmiechając się lekko spojrzał na szamana i zwiadowce.

profes79
Reactions:
Posty: 32
Rejestracja: 11 listopada 2018, 20:28

Post autor: profes79 » 02 grudnia 2018, 12:59

Daffyd pokiwał głową. Niezależnie od chęci dokładniejszego przeszukania ciała cały czas rozmyślał o przepięknej niedźwiedziej skórze, która tak bezużytecznie zamarzała w śniegu przełęczy. Pogoda się poprawiała, więc może udałoby się przepatrzeć nieco okolicę a chociaż on sam w śniegach północy dopiero uczył się poruszać, to towarzystwo potężnego barbarzyńcy i wiedza szamana Vanirów z pewnością mogą okazać się przydatne.

Uniósł głowę i spojrzał szamanowi w oczy.

-zgoda, ruszajmy więc. Wziąłbym jednak ze sobą nieco prowiantu; moje zapasy suszonego mięsa się kończą, po niedźwiedzich łapach zostało tylko wspomnienie a nawet jeżeli resztek niedźwiedzia nie rozszarpali jeszcze padlinożercy to będzie ono zamarznięte na kość.
Ostatnio zmieniony 02 grudnia 2018, 14:26 przez profes79, łącznie zmieniany 1 raz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 02 grudnia 2018, 14:56

[center]Wyprawa na przełęcz[/center]


Twardy bossoński pogranicznik, w lekkiej skórzni, był jak śnieżna pantera, cichy atakujący z ukrycia i zaskoczenia oraz śmiertelnie groźny. Niezgorzej robił także mieczem, ale po tym co pokazał mu Hroth w ich niedawnej walce z niedźwiedziem, Daffyd uznał, że w tym względzie daleko mu do dzikich barbarzyńców wśród których się znalazł.

Potężny barbarzyński wojownik, który zrzucił ciężki i uszkodzony pancerz zamieniając go na niedźwiedzie futro, chroniące tak od zimna jak i od ciosów. W owym futrze z dobrze wyprawionym łbem niedźwiedzia Hroth wyglądał jeszcze bardziej dziko niż poprzednio. Vanir przewiesił tarczę przez plecy, miecz i topór bojowy mając blisko siebie, wziął też mocny myśliwski łuk, którym strzelał całkiem dobrze jak na standardy Vanirów.

Szaman Morethil miał tu nieco zapasów jakie dostał od starszego wioski, mimo że ludzie byli tu bardzo mrukliwi, to jednak szanowali Grimnira i zaopatrzyli chatę jego wysłannika w żywność. Wojownik i barbarzyńca rozdzielili zapasy pomiędzy siebie, nie obciążając nimi dużo starszego i słabszego szamana.

Wyruszyliście, brnąc przez śniegi i obserwując okolicę, było dziwnie spokojnie.
Dotarliście do przełęczy. To co tam ujrzeliście nieco Was zaskoczyło, niedźwiedź był już oskórowany, zdjęta z niego skóra leżała obok gotowa do transportu. Łowców jacy zdjęli skórę z bestii tu jednak nie ma.

Mięso niedźwiedzia pożarły drapieżniki, z tropów widać, iż były to wilki. Zniknęli zarówno obcy myśliwi, jak i ciało martwego posiadacza amuletu.
Wszyscy badaliście ślady starając się odkryć co tu się dokładnie stało.
Mechanika Morethil tropienie na +3 dobry wynik, Hroth tropienie na + 7 heroiczny wynik, Daffyd tropienie na +8 wynik legendarny. Trudność była 3 dosyć duża. Podane wyniki zawierają już dorzuty losowe. Morethil wyczytał tyle co wyżej.

Pogranicznik i barbarzyńca z racji na dużo lepsze wyniki tropienia dodatkowy opis zdarzenia opis mają w spoilerze poniżej.
Spoiler!
Hroth i Daffyd dzięki doskonałym wynikom testów tropienia wiedzą, że najpierw dwóch nieznanych myśliwych oskórowało zwierzę, najpewniej po wcześniejszym ograbieniu ciała człeka jakiemu Hroth zabrał amulet. Potem ktoś lub coś zmusiło myśliwych do ucieczki albo ich zabrano razem z ciałem zamarzniętego posiadacza amuletu. Mniej więcej wiecie w którą ruszyli stronę, możecie próbować ich tropić. Wicher zawiewa jednak szybko ślady. Potem do truchła niedźwiedzia dobrały się wilki, a skóra jak leżała tak leży.
Ostatnio zmieniony 02 grudnia 2018, 17:44 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

profes79
Reactions:
Posty: 32
Rejestracja: 11 listopada 2018, 20:28

Post autor: profes79 » 02 grudnia 2018, 16:28

Daffyd odwrócił się w kierunku Hrotha żeby podzielić się z nim swoimi spostrzeżeniami ale dostrzegł od razu, że barbarzyńca pilnie przypatruje się tym samym śladom spoglądając także w kierunku w którym podążały i najwyraźniej doszedł do tych samych wniosków. Gdy ten podniósł głowę znad śladów, uniósł rękę wskazując kierunek i zwrócił się do szamana.

- dwóch ludzi. Udali się w tamtym kierunku. Prawdopodobnie w pośpiechu, gdyż nie wierzę, że w innym przypadku zostawiliby skórę. Jeżeli chcemy iść ich tropem musimy ruszać natychmiast; jak wiatr zawieje ich ślady, to nie wiem jak Hroth, ale ja ich nie będę w stanie odnaleźć. Są także prawdopodobnie odpowiedzialni za zniknięcie ciała zabitego przez niedźwiedzia człowieka.
Nie jestem w stanie stwierdzić, czy to Vanirowie, czy ktoś inny; za słabo jeszcze wyznaję się na strojach i obuwiu ludzi północy. Hroth, może Ty coś jeszcze wypatrzyłeś, co człowiekowi z południa umknęło?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 02 grudnia 2018, 17:33

Według Hrotha ślady zostawili raczej wojownicy z północy.

Daffyd i Hroth uznali ponadto, iż w porównaniu z śladami jakie zostawia barbarzyńca a nawet łucznik, te jakie znaleźliście, świadczą o tym, że ich posiadacze nie byli aż tak masywnej budowy jak Wy.

Po około 30 metrach, zobaczyliście, iż ciało ofiary niedźwiedzia ludojada (posiadacza amuletu) wciągnęli oni na niewielkie sanie, którymi transportowali je dalej. Trop prowadzi poza przełęcz ale nie w kierunku wioski Hrotha a w stronę pobliskich gór. Jakieś 2 godziny marszu macie by dotrzeć do gór.
Pytanie czy ruszacie za obcymi, czy też bierzecie skórę albo bez niej wracacie do Byrth lub wioski Hrotha albo gdziekolwiek indziej?
Ostatnio zmieniony 02 grudnia 2018, 18:16 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

profes79
Reactions:
Posty: 32
Rejestracja: 11 listopada 2018, 20:28

Post autor: profes79 » 02 grudnia 2018, 18:25

Daffyd spojrzał na szamana, którego zaczął szanować bardziej, niż zapalczywego barbarzyńcę.

- co teraz wypada zrobić? Sam mam ochotę pójść w pościg za nimi choćby po to, żeby zobaczyć z kim mamy do czynienia i co ich interesował zamarznięty trup. Tylko o ile Hroth dotrzyma mi kroku - skrzywił się lekko - czy też biorąc pod uwagę jak poruszam się po śniegu to raczej ja dam rady dotrzymać kroku jemu, to nie jest to chyba droga dla Ciebie, Morethilu...Z drugiej strony zawahałbym się przed zostawieniem Cię tu samego bo obaj z Hrothem jesteśmy świadkami, że nawet tak blisko wioski nie jest bezpiecznie...

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 02 grudnia 2018, 19:30

[center]Przełęcz, gdzieś w górach[/center]
Śnieg, był wszędzie i zdawał się wcale nie kończyć, doprowadzając chwilami czarownika do rozpaczy. Mimo to starał się iść dzielnie, nie zostając w tyle za zwinnym Bossończykiem i potężnym barbarzyńcą. na szczęście ten ostatni poruszając się zostawiał za sobą ślad na tyle szeroki, iż Nehaher nie musiał co chwila zapadać się w przeklęte zaspy. Trzymał się więc go, ciesząc się, iż zawczasu wybrał postać starca. Zapobiegało to głupim pytaniom o to, czemu będąc wytrzymałym z natury Vanirem tak oszczędza swoje siły...

Mimo wszystko jednak bogowie byli okrutni. I nie miał nic przeciwko temu, gdy swe okrucieństwo okazywali innym, jednakże musiał przyznać, że posmakowanie tego dania sprawiało, że tracił ochotę na dokładkę. Zaiste, Set powinien okazać mu choć odrobinę łaski... Czyż ongiś nie został prawie jego kapłanem? Set jednak najwyraźniej upodobnił się do ziemskich węzy pozostając głuchy na modły i zgrzytania zębami swego wyznawcy...

Wyrwany znienacka z rozmyślań przez rozmowę towarzyszy Nehaher zamrugał gwałtownie. Uwaga Daffyda o pozostawieniu go samego otrzeźwiła go jednak błyskawicznie. I napełniła niekłamanym lękiem. Ostatnie bowiem na co miał ochotę to zostać zeżartym przez wilki na tym przeklętym pustkowiu! Chrząknął więc, udając, że rozmyśla nad propozycją, po czym odezwał się w te słowa:

- Zaiste, pójście po śladach jest naszą jedyną nadzieją na uzyskanie jakiś odpowiedzi. Wszak zabrali ze sobą wszystko... Jeśli pójdę z wami nie będą władni ukryć się w żadnej szczelinie śnieżnej, bowiem duchy zdradzą mi ich obecność. Poza tym wolałbym nie rozdzielać naszych sił. Nie znamy bowiem potęgi zagrożenia, z którym przyjdzie się nam zmierzyć... Proponuję, być Daffydzie szedł przodem czyniąc zwiad, my zaś z Hrothem pójdziemy za tobą. Ach i nie przeraź się, jeśli nagle usłyszysz w swej głowie mój głos. Potrafię komunikować się na odległość za pomocą samej tylko myśli.

Uśmiechnął się łagodnie, mając nadzieję, iż ta informacja nie przerazi łucznika nadmiernie. Po czym obrzucił ostatnim spojrzeniem zabarwiony na czerwono śnieg i zdartą z drapieżnika skórę:

- Ruszajmy - rzekł. - Szkoda tracić czasu...
Oczywiście wewnętrzne przeżycia mej postaci pozostają jej prywatną sprawą. na zewnątrz nadal staram się wyglądać godnie i spokojnie. ;)
Gdy Daffyd zniknie nam z oczu włączam Myślomowę, by zachować z nim kontakt.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

profes79
Reactions:
Posty: 32
Rejestracja: 11 listopada 2018, 20:28

Post autor: profes79 » 02 grudnia 2018, 22:06

Daffyd skinął głową szamanowi, chociaż jego słowa napełniły go niepokojem...jak to, będzie słyszał jego głos w głowie? A może szaman pozna w ten sposób jego myśli.

Bossończyk poprawił rzemienie swojego ekwipunku, po czym lekkim krokiem skoczył naprzód, czujnie się rozglądając i gotowy w każdej chwili zerwać z ramienia swój wierny łuk.

Śnieg ledwo skrzypiał pod jego nogami, gdy podążał śladem, jaki pozostawiły za sobą obciążone sanie. Ach, cóżby dał za rakiety śnieżne, o których jedynie słyszał a i tu nie widział ich w praktycznym użytkowaniu, gdyż wielcy barbarzyńcy bez zbędnych ceregieli torowali sobie drogę w sięgającym pasa śniegu. Na szczęście on był lżejszy ale i tak zapadał się po kostki w białym puchu, gdy podążał przed siebie.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 03 grudnia 2018, 13:52

[center]Przełęcz, gdzieś w górach[/center]
Czarnoksiężnik patrzył przez chwilę za szybko oddalającym się Bossończykiem. A gdy tamten stał się już tylko małą figurką na śniegu zerknął na barbarzyńcę i westchnął ciężko, napotykając jego proste a bezpośrednie wejrzenie, głęboka filozofią nieskażone. Świadom więc, iż najwyraźniej nie ma co liczyć na ambitną intelektualną dysputę, ujął mocniej sękaty kij i klnąc bezgłośnie swój los, powlókł się w ślad za Hrothem.

Wszelako, gdy tylko Daffyd przekroczył załom kolejnego wzgórza, niknąc towarzyszom z oczu, w jego głowie odezwał się głos:

- Witaj Daffydzie, to ja, Morethil. Jako rzekłem utrzymam między nami kontakt myślowy. Jeno pamiętaj, iż jeśli chcesz, bym słyszał twe myśli, musisz tego pragnąć i się na tym skupić. W przeciwnym wypadku bowiem nie dotrą one do mnie. Możesz wszelako przesyłać mi zarówno słowa jak i obrazy. Jeśli więc napotkasz coś dziwnego lub istotnego, postaraj się to sobie wyobrazić, abym i ja mógł to ujrzeć. - mógł mieć tylko nadzieję, iż łucznik nie przerazi się tym nagłym pokazem mocy i zapamięta jego instrukcje...
Telepatię zapisuję od myślników (bo jest wypowiedzią) i kursywą (bo dzieje się w myślach), ok?
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

profes79
Reactions:
Posty: 32
Rejestracja: 11 listopada 2018, 20:28

Post autor: profes79 » 03 grudnia 2018, 18:18

Daffyd zeskakiwał właśnie z powalonego pnia drzewa, gdy w głowie rozbrzmiał mu głos szamana. Zdumionemu i przerażonemu mimo uprzedzenia Bossończykowi splątały się nogi i całkiem bez gracji runął twarzą w śnieg. Otrząsnął się po chwili, mamrocząc pod nosem słowa, co do których był prawie pewien, że nawet jeżeli szaman je usłyszy to nie powinien ich zrozumieć - może i lepiej.

Pozbierał się szybko, czujnie lustrując okolicę, czy jego niezgrabność nie sprowokowała czyjejkolwiek reakcji - ale widząc, że bielejący śniegiem las dalej trwa w bezruchu otrząsnął z siebie śniegi i ruszył dalej, starając się przepędzić sprzed oczu kuszący los jaki powinien spotykać czarowników nękających spokojnych ludzi...

Fobetor
Reactions:
Posty: 106
Rejestracja: 24 marca 2016, 11:03

Post autor: Fobetor » 03 grudnia 2018, 18:41

[center]Przełęcz, gdzieś w górach[/center]

Barbarzyńca szedł tuż przed szamanem. Po jakimś czasie Daffyd zniknął w górzystych śniegach. Jednak jego ślady jak i tych których ścigali były nad wyraz oczywiste dla Hrotha. Była jednak jedna zagwozdka która go zastanawiała i postanowił się nią podzielić z towarzyszem, skoro ma okazje.

- Morethil'u mam do ciebie pytanie. Jako ze uważam że jestem tym co jem. Pokonałem w swym życiu wiele zwierząt, które chciało mnie pochłonąć, ale to jaa zjadłem je, zbierając siłę wilków i niedźwiedzi. Jednak nigdy nie zjadłem człowieka. Podejrzewam ze przy olbrzymim głodzie nie mając wyjścia, cóż mięso to mięso... Napawa mnie to jednak niesmakiem. Moje pytanie brzmi jeśli zjesz zwierza ludojada to sam w pewien sposób też jesteś ludojadem?
Chronię szamana za wszelką cenę, zawsze będę starał się być pomiędzy nim a atakującym. Ponadto się rozglądam i nie drę ryja. Czujny zwarty i gotowy.

ODPOWIEDZ