PBF - Los Najemnika
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Wyciałęm tę sugestie z topica, bo zanim skończyłem pisać posta to Deliad jednak zaczarował gryzonie.
- Hmmmm, rzeczywiście coś mi świta w głowie. Masz pamięć do szczegółów, trzeba przyznać... Jaka ironia losu. Kiedyś byśmy go ścigali jak zwierze, a teraz będziemy razem pracować. Zaiste niezbadane są wyroki Katana.
- Hmmmm, rzeczywiście coś mi świta w głowie. Masz pamięć do szczegółów, trzeba przyznać... Jaka ironia losu. Kiedyś byśmy go ścigali jak zwierze, a teraz będziemy razem pracować. Zaiste niezbadane są wyroki Katana.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Deliad patrzyła jak małe przerażone stworzonka umykają jak najszybciej we skazanym kierunku.
- Czy mam władzę nad zwierzętami? Nie tropicielko. Ja im tylko wskazałem drogę ucieczki. Były przerażone, coś wzbudziło w nich panikę. Myślę, że gdybyś ich nie mordowała już dawno by uciekły - przemówił ironicznie półork - chodźmy stąd, na górze czeka na nas wino.
- Czy mam władzę nad zwierzętami? Nie tropicielko. Ja im tylko wskazałem drogę ucieczki. Były przerażone, coś wzbudziło w nich panikę. Myślę, że gdybyś ich nie mordowała już dawno by uciekły - przemówił ironicznie półork - chodźmy stąd, na górze czeka na nas wino.
Krasnolud ściskając ponadgryzaną tarczę odskoczył ze zwinnością nie pasująca do jego postury uwalniając rwący strumień gryzoni. Stanął w cieniu, gdzie słaby poblask lampy ledwo sięgał ku jego twarzy.
- Grodarth mnie wołają... - zgrzytnął zębami akcentując wyraźnie spółgłoski - Mus coś się wam język ślizga albo co ze słuchem...
Ściągnięte brwi i błyszczące dziwnie oczy w połączeniu z nagła zaciśniętymi wargami stanowiły zagwostkę dla oczu obserwatorów.
Odcharknął z obrzydzeniem wpatrując się w uciekające ogony i splunął pod nogi sążniście.
- Khem, a przed czym one tak bieżą? Pali się kajś czy jak...
8art, wyjąłeś mi z ust pytanie
- Grodarth mnie wołają... - zgrzytnął zębami akcentując wyraźnie spółgłoski - Mus coś się wam język ślizga albo co ze słuchem...
Ściągnięte brwi i błyszczące dziwnie oczy w połączeniu z nagła zaciśniętymi wargami stanowiły zagwostkę dla oczu obserwatorów.
Odcharknął z obrzydzeniem wpatrując się w uciekające ogony i splunął pod nogi sążniście.
- Khem, a przed czym one tak bieżą? Pali się kajś czy jak...
8art, wyjąłeś mi z ust pytanie
Ostatnio zmieniony 10 lipca 2012, 20:54 przez Goldwin, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Nie wiem jak panowie, ale ja wracam na górę rzekła Barena, my też lepiej wracajmy rzekł tan Galadrion, mamy doręczyć pewien list do rąk własnych syna kupca Jacoba Galstaffa, panienka go ponoć zna? A owszem rzekła Barena, ruszyli w kilku do Aragronu, osady drwali, 8 godzin jazdy konno od stolicy ku podnóżu Gór Grozy, by zbadać nowoodkryte ruiny Sha Karanów, Trabian Galstaff jest przywódcą awanturników nazywających sie Jeźdźcami w szkarłacie, chce zbadac ruiny nim inni go ubiegną. Jeśli wyruszycie teraz dotrzecie tam wieczorem.
Techniczny:
Macie konie i 2 kuce dla Bilba i krasnoluda z Gasty... Ruszacie ku Aragronowi?
Techniczny:
Macie konie i 2 kuce dla Bilba i krasnoluda z Gasty... Ruszacie ku Aragronowi?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Uruk dwornie wysunął ramię, aby niewiasta mogła spocząć podczas romantycznego spaceru kanałami miejskimi. Tan Vader zabawiał waćpannę miłą konwersacją.
- Zamówiłem nam kąpiel ale chyba będzie nam trzeba wszystkim to przełożyć na inne termina, bowiem Trabiana nam mus czym prędzej odnaleźć. Panna jednak jak najbardziej możesz skorzystać, bo szkoda, żeby się zmarnowało - Rzekł do Bareny, gdy już wychodzili z kanałów.
Potem odezwał się do karczmarza:
- Problem rozwiązany, dzięki uprzejmości twego dobroczyńcy El Szarego i wydatnej pomocy Panny Bareny i reszty towarzystwa. Pamiętaj do czegoś się zoobowiązał, sprawdzę w światyni czyś ofiary wypełnił. Aha i nie zapomnij o jakimś podarunku dla twych dobrodziejów. - Wskazał na półorka i resztę drużyny.
- Zamówiłem nam kąpiel ale chyba będzie nam trzeba wszystkim to przełożyć na inne termina, bowiem Trabiana nam mus czym prędzej odnaleźć. Panna jednak jak najbardziej możesz skorzystać, bo szkoda, żeby się zmarnowało - Rzekł do Bareny, gdy już wychodzili z kanałów.
Potem odezwał się do karczmarza:
- Problem rozwiązany, dzięki uprzejmości twego dobroczyńcy El Szarego i wydatnej pomocy Panny Bareny i reszty towarzystwa. Pamiętaj do czegoś się zoobowiązał, sprawdzę w światyni czyś ofiary wypełnił. Aha i nie zapomnij o jakimś podarunku dla twych dobrodziejów. - Wskazał na półorka i resztę drużyny.
Ostatnio zmieniony 10 lipca 2012, 23:25 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
24 dnia Bgmaa-ran w 9456 roku ery Orków wyspa Tarth-can, okolice Aragron w pobliżu Gór Grozy.
Karczmarz po wewnętrznej walce zaoferował wszystkim darmowe wejście do lokalu do końca roku. Wy zaś idziecie obejrzeć wynajęte wierzchowce by ruszyć dalej. Barena, tez nie skorzysta z kapieli ma jakowes sprawy pilne na mieście do załatwienia.
Do Aragronu macie około 8 godzin drogi, po obejrzeniu wierzchowców ruszyliście, dzień jest jasny i piękny. Słońce świeci mocno a świat wygląda jasno i jest pełen życia. Mniej więcej w połowie drogi dostrzegacie zbliżających się do Was jeźdźców. El Vanah jako miejscowy ich zna, wymieniacie wzajemnie pozdrowienia. To sławna drużyna miejscowych awanturników, nazywają ich Młoty na Golemy, sławę przyniosła im walka z golemami ożywionymi przez pewnego szalonego czarodzieja. Przywódca grupy, krasnolud Ragulon, posiada wiele magicznych skarbów zdobytych w czasie swych wypraw. Być może i wy, kiedyś będziecie tu równie znani… A oto widzicie i samego Ragulona, jaki was pozdrowił.
Do Aragronu docieracie w porze kolacji. Wioskę otacza drewniana palisada, jak to na niebezpiecznym pogórzu, bramy pilnuje sympatyczny jegomość Sarrel Fallon, ale widać, że to weteran wielu walk, mimo, że stracił lewą dłoń. Kilku innych strażników jest na palisadzie. Panowie do kogoś konkretnego, czy też sława naszej gospody o nazwie Wióry lecą, was tu ściągnęła?
Techniczny:
Bilbo i krasnolud Grodarth, są najmniej zadowoleni z tej ekspedycji, nie przepadają za jazdą wierzchem. Ale nic złego was nie spotkało. Co czynicie?
Karczmarz po wewnętrznej walce zaoferował wszystkim darmowe wejście do lokalu do końca roku. Wy zaś idziecie obejrzeć wynajęte wierzchowce by ruszyć dalej. Barena, tez nie skorzysta z kapieli ma jakowes sprawy pilne na mieście do załatwienia.
Do Aragronu macie około 8 godzin drogi, po obejrzeniu wierzchowców ruszyliście, dzień jest jasny i piękny. Słońce świeci mocno a świat wygląda jasno i jest pełen życia. Mniej więcej w połowie drogi dostrzegacie zbliżających się do Was jeźdźców. El Vanah jako miejscowy ich zna, wymieniacie wzajemnie pozdrowienia. To sławna drużyna miejscowych awanturników, nazywają ich Młoty na Golemy, sławę przyniosła im walka z golemami ożywionymi przez pewnego szalonego czarodzieja. Przywódca grupy, krasnolud Ragulon, posiada wiele magicznych skarbów zdobytych w czasie swych wypraw. Być może i wy, kiedyś będziecie tu równie znani… A oto widzicie i samego Ragulona, jaki was pozdrowił.
Do Aragronu docieracie w porze kolacji. Wioskę otacza drewniana palisada, jak to na niebezpiecznym pogórzu, bramy pilnuje sympatyczny jegomość Sarrel Fallon, ale widać, że to weteran wielu walk, mimo, że stracił lewą dłoń. Kilku innych strażników jest na palisadzie. Panowie do kogoś konkretnego, czy też sława naszej gospody o nazwie Wióry lecą, was tu ściągnęła?
Techniczny:
Bilbo i krasnolud Grodarth, są najmniej zadowoleni z tej ekspedycji, nie przepadają za jazdą wierzchem. Ale nic złego was nie spotkało. Co czynicie?
Ostatnio zmieniony 11 lipca 2012, 11:18 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
Wierny kuc Bilba,Bill(jesli dobrze zrozumiałem opis to mam 2,wiec drugi nazywa sie Fill)niósł wyraźnie uszczęśliwionego niziołka.Tzw.Królewska Przystań(w chwilach zlosliwości Bilbo zwał miasto Zapyziałą Przystanią)i jej zaszczurzone piwnice zostały daleko w tyle.Przed hobbitem rozciągała się zadziwiająco fascynujaca kraina,ktorej co prawda daleko było do Orkusa,ale sprawiała miłe wrażenie.Kiedy dotarli do bramy w palisadzie po pytaniu skierowanym do grupy Bilbo usmiechając sie miło do strażnika zapytał.
-Wióry lecą,powiadacie?Albo wasz zajazd ma przez sciane stolarza albo to porządna tancbuda.Byleby cycaste lub długonogie dziewki były lub pyszne ciasta.a najlepiej,mosci strózu...obie te rzeczy naraz.
-Wióry lecą,powiadacie?Albo wasz zajazd ma przez sciane stolarza albo to porządna tancbuda.Byleby cycaste lub długonogie dziewki były lub pyszne ciasta.a najlepiej,mosci strózu...obie te rzeczy naraz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Wióry Lecą zwie się nasza gospoda, bo Aragron to osada drwali, a tam gdzie drwale to często i wióry lecą, czasami też głowy, rzucił żartobliwie strażnik Fallon. Z dziewkami problem będzie zwłaszcza z długonogimi, ale piwo dobre, gorzałka i jadło się znajdzie, panowie zajada do gospody czy ruszają dalej?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Ani o tej wiosce ani, tym bardziej o tej "zacnej" karczmie nie slyszalem az do dzisiejszego ranka, ale wyrazam nadzieje, ze chociaz w piwniczce macie wino i chlodnie. Co nie jest takie oczywiste zwazywszy na to, ze ten glupiec Sulk z Krolewskiego Cienia miast okowity, tylko miejskie gowno i scieki w podziemiach trzyma.
Uruk odezwal sie do Polorka polzartem:
- Przypomnij mi zebysmy zaraportowali do ksiecia Saanephida, co by kazal zamknac te dziure, a tego glupca utopil w gnojowce, bo jak nic szkodliwe wapory moga na klientow przechodzic, a stad juz do epidemii maly krok.
Ostrogarski Ksiaze Saanephid znany byl z niezdrowego przywiazania do zbytniej higieny. Anegdota mowila, ze ksiaze kazal zatluc na smierc batogami karczmarza, ktoren przyniosl brudne sztucce do obiadu. Niby nic niemyte sztucce ale karczmarz dostal nauczke. Zamilowanie do czystosci nie skonczylo die dla ksiecia zbyt dobrze, potwierdzajac maksyme: czeste mycie skraca zycie. Saanephid utopil sie balii podczas kapieli.
Uruk wiec za naukami medrcow i ogolnymi praktykami nie korzystal z urokow kapieli czesciej niz raz w tygodniu, choc dzis po wyprawie do kanalow mial ochote na ciepla kapiel. Smierdzial bowiem gorzej nizli jego wierzchowiec.
Uruk odezwal sie do Polorka polzartem:
- Przypomnij mi zebysmy zaraportowali do ksiecia Saanephida, co by kazal zamknac te dziure, a tego glupca utopil w gnojowce, bo jak nic szkodliwe wapory moga na klientow przechodzic, a stad juz do epidemii maly krok.
Ostrogarski Ksiaze Saanephid znany byl z niezdrowego przywiazania do zbytniej higieny. Anegdota mowila, ze ksiaze kazal zatluc na smierc batogami karczmarza, ktoren przyniosl brudne sztucce do obiadu. Niby nic niemyte sztucce ale karczmarz dostal nauczke. Zamilowanie do czystosci nie skonczylo die dla ksiecia zbyt dobrze, potwierdzajac maksyme: czeste mycie skraca zycie. Saanephid utopil sie balii podczas kapieli.
Uruk wiec za naukami medrcow i ogolnymi praktykami nie korzystal z urokow kapieli czesciej niz raz w tygodniu, choc dzis po wyprawie do kanalow mial ochote na ciepla kapiel. Smierdzial bowiem gorzej nizli jego wierzchowiec.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Gdybyście panowie chcieli kąpieli zażyć to nieopodal mamy strumyk ku temu służący..., my się końmi i mułami zajmiemy jak należy. To jak zostajecie Panowie czy odjeżdżacie?
Techniczny:
Noc blisko, śmierdzicie straszniście to chyba kąpiel w strumyku nie zawadzi? Potem do gospody. To gospoda w niewielkiej osadzie, nic nader wykwintnego tu nie dostaniecie, raczej typowe dania i napitki.
Techniczny:
Noc blisko, śmierdzicie straszniście to chyba kąpiel w strumyku nie zawadzi? Potem do gospody. To gospoda w niewielkiej osadzie, nic nader wykwintnego tu nie dostaniecie, raczej typowe dania i napitki.
Ostatnio zmieniony 11 lipca 2012, 15:46 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Po wykąpaniu się w strumieniu czujecie się odświeżeni i coraz bardziej głodni. Wióry Lecą, to typowa gospoda: w dużej sali, stoi jakieś dziesięć solidnych ław, przy których tłoczą się podchmieleni drwale. Ściany zdobią brzeszczoty pił, efektowne plastry pni oraz wypchane ryby, najwyraźniej łowione w strumyku w jakim braliście kąpiel. Bywalcy lokalu cichną, jak stajecie w drzwiach, po chwili większość uśmiecha się, wznosi kufle w geście pozdrowienia i wraca do swoich spraw. Karczmarka to starsza uśmiechnięta kobieta, raczy was wspaniałym piwem. Można zamówić bigos, albo pieczyste z kozy, smażone ryby, dodatki w postaci warzyw.
Wypytując o Trabiana, dowiedzieliście się, ze zaginęło niedawno dwóch drwali, ale może się spili.
Informacji na temat Trabiana udzielił Wam krasnolud Keswraith, o tej porze jeszcze trzeźwy.
Mówi: Bohaterskie dzieciaki poszly tam raptem pare godzin temu, złapiecie ich w ruinach jak nic. Krasnolud pochyla się ku wam i szepcze: Idźcie w góre strumienia do Gryfiej Skały, a potem na wschód, do gór, jak wiedzie ścieżka wydeptana przez kozy. Tylko miejcie oczy otwarte, bo tam mogą być barbarzyńskie orki, albo cosik gorszego. Jak wejdziecie na szczyt, zobaczycie dużą jaskinię. Oraz taki widok, że proszę siadać, widać caluśką Waluzję, aż do Królewskiego Portu. Taka wycieczka to pewnie ze sześć godzin pieszo, koni brać nie radzę nogi mogą połamać. Tym bardziej teraz jak ruszycie po nocy, chyba, że zaczekacie do rana. To wasze zdrowie. Czas miło Wam mija, przy piwku i zamówionych daniach (bardzo smacznych). Za wszystko płaci Galadrion.
Techniczny:
Co robicie dalej? ruszacie po nocy, czy zostajecie do rana i zabieracie wierzchowce mimo ostrzeżeń Keswraitha?
Wypytując o Trabiana, dowiedzieliście się, ze zaginęło niedawno dwóch drwali, ale może się spili.
Informacji na temat Trabiana udzielił Wam krasnolud Keswraith, o tej porze jeszcze trzeźwy.
Mówi: Bohaterskie dzieciaki poszly tam raptem pare godzin temu, złapiecie ich w ruinach jak nic. Krasnolud pochyla się ku wam i szepcze: Idźcie w góre strumienia do Gryfiej Skały, a potem na wschód, do gór, jak wiedzie ścieżka wydeptana przez kozy. Tylko miejcie oczy otwarte, bo tam mogą być barbarzyńskie orki, albo cosik gorszego. Jak wejdziecie na szczyt, zobaczycie dużą jaskinię. Oraz taki widok, że proszę siadać, widać caluśką Waluzję, aż do Królewskiego Portu. Taka wycieczka to pewnie ze sześć godzin pieszo, koni brać nie radzę nogi mogą połamać. Tym bardziej teraz jak ruszycie po nocy, chyba, że zaczekacie do rana. To wasze zdrowie. Czas miło Wam mija, przy piwku i zamówionych daniach (bardzo smacznych). Za wszystko płaci Galadrion.
Techniczny:
Co robicie dalej? ruszacie po nocy, czy zostajecie do rana i zabieracie wierzchowce mimo ostrzeżeń Keswraitha?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Deliadowi nie przeszkadzał mrok jaki ogarnął twarz krasnoluda, wszakże był półorkiem. Jego wzrok zdążył już przywyknąć do ciemności i widział zawziętość jaka wyrysował się na jego fizjonomii. Postanowił na razie nie drążyć tematu przeszłości krasnoluda. Przez resztę czasu był milczący i jakby zamyślony.
Przybycie do karczmy drwali przywitał z ulgą. Anegdotę Bartha skwitował szerokim uśmiechem.
Przybycie do karczmy drwali przywitał z ulgą. Anegdotę Bartha skwitował szerokim uśmiechem.