Strona 4 z 44

: 15 stycznia 2013, 17:29
autor: Araven
Druhowie, są tu jeszcze tropy trzech ludzi, jacy poszli za orkami, nie wiemy kto to, ale może to nasi potencjalni sprzymierzeńcy, taką mam nadzieję, oby Valarowie i ich łaska, byli po naszej stronie.
Co do jawności, to wg mnie adresaci PW zdecydują czy ujawnić co się dowiedzieli, ja np. w tej sytuacji ujawniłem. Decyzja MG czy wysyąłc PW, czy dawać jawnie pewne info.

: 15 stycznia 2013, 17:35
autor: Dobro
Pewnie i tak sobie przekażecie tą informacje, mi raczej chodziło o formę jej przekazania :) btw ktoś zabrał ekwipunek Ulfhedina czy dalej leży przykryty kamieniami niedaleko chaty?:)

: 15 stycznia 2013, 19:56
autor: mordimer00
Hastamir zatrzymał się gdy tylko dostrzegł w oddali niewielkie iskierki ognia, zatrzymał towarzyszy i nakazał im absolutną ciszę, i bezruch dopóki nie wróci, minęło kilka chwil po czym elf wślizgnął się niepostrzeżenie między nich oznajmiając:

-Przy północnym wylocie z lasu pali się ognisko, osłonięte jest przez skały ale są tam jakieś istoty i to nie jest sztuczny ogień, dodatkowo widzę 3 postaci siedzące wokół ognia, więc radzę zachować ostrożność i ciszę!

: 15 stycznia 2013, 20:23
autor: Procjon
Dalej trzymam w Magazynie Zaklęć czar Osłona? Jeżeli tak, to niech Hastamir podejdzie do nich po cichu i podsłucha o czym mówią, a reszta na wszelki wypadek przygotuje broń, a w razie walki użyję Ochrony na Hastamirze.

: 15 stycznia 2013, 21:27
autor: koszal
Manele Ulfhedina Dwalin zwykł brać ze sobą w takich sytuacjach, gdyż niezbyt istotnie zmieniały one wagę jego tobołka (pomimo rozmiarów Beorninga). Tak jak krasnolud uwielbiał jaskinne zakamarki, często wspomnieniami wracając do najciekawszych przebytych pod ziemią szlaków, tak Ulfhedinowi zdarzało się znikać na całe noce i dnie, co najczęściej Dwalin kwitował powitalny: "A gdzieżeś znowu latał po nocy?".

Tym razem trzymał się nieco z tyłu, zdajac sobie sprawę, że bardziej wyczulone ucho może odnotować hałas jaki czynił swoim nielichym tobołkiem. Mówiąc szczerze usłyszałoby go nawet dość wątłe ucho starca..

Właściciel doskonale zaplecionej w warkoczyki spięte miedzianymi i żelaznymi klamrami, nienagannej brody w obecnej sytuacji nie przejmował się jednak nadto czynionym hałasem, gdyż liczył, że być może sprowadzi ku podróżnikom tę bandę śmierdzących nikczemników, której tropem ruszyli.

: 16 stycznia 2013, 09:26
autor: mordimer00
Jeżeli jest taka możliwość to staram się podkraść do nich i podsłuchać o czym gadają, wykorzystuje do tego ukształtowanie terenu jak i moje zdolności. Łuk w pogotowiu.

: 16 stycznia 2013, 10:06
autor: Araven
Osłaniam elfa z mojego łuku, rzucam mu na odchodne, uważaj to mogą nie być wrogowie. Nie atakuj bez potrzeby.

: 16 stycznia 2013, 12:43
autor: Trihikilius
Uff, w końcu miałem chwilkę aby odczytać fabularkę i niezbyt długą deklarację podrzucić. Jutro wieczorem będę słomianym wdowcem, więc sami wiecie :) będzie czas dla siebie.

W obecnej sytuacji Ulfhedin nie może zdradzić tego co widzi, bo byłoby to nierealne (ale jest ciekawie :)). Mistrzu, wybadam jeszcze trochę sytuację i jeżeli uznasz, że chcesz mi więcej zdradzić to pisz na PW, ja po powrocie do ludzkiej postaci opiszę fabularkę drużynie zgodnie z tym co mi podałeś.

Koszal, dzięki wielkie na zabranie tobołów, teraz już wiem dlaczego nasze postaci mają przyjazny układ, mimo kontrastu wzrostu, Hihi.

: 16 stycznia 2013, 13:06
autor: Dobro
W lesie panował mrok; ciężkie, ołowiane chmury skutecznie przesłaniały światło księżyca i gwiazd, a dodatkowo widoczność utrudniał lekki, wiosenny deszcz, od którego trzęsła się broda Dwalina, z taką starannością pielęgnowana. Jedynie krasnolud widział coś więcej od elfów, o czym zresztą nie omieszkał im powtarzać przy każdej nadającej się okazji.
Zatrzymaliście się mniej więcej w połowie niewielkiego, sosnowego lasu. Wokół otacza was cisza, przerywana pohukiwaniem sowy i uderzania kropel deszczu o drzewa, krzaki i metalowe części pancerza. W oddali widać słaby, jasny punkcik, wyróżniający się w mrocznym tle.

Hastamir i Galdor ruszyli w tamtym kierunku, by wybadać sprawę. Po kilku minutach podchodzenia, doszliście w zasięg słuchu trzech postaci, siedzących wokół ogniska, płonącego jasnym, pomarańczowym ogniem na środku małej polanki, osłoniętej z jednej strony olbrzymimi głazami - jak się dobrze im przyjrzeć - były to pozostałości po kamiennej wieży, która musiała zostać zniszczona i zapomniana wieki temu.

Tymczasem do waszych uszu doszły rozmowy prowadzone w języku Westron.

- Moje przeczucie mówi mi, że za niedługo przestanie padać. Czuje to w kościach!

- Ostatnim, co czułeś w kościach, była goblińska strzała! - zażartował drugi, basowym głosem.

Wszyscy trzej zaśmiali się cicho, dorzucając chrustu do przygaszającego powoli ogniska.

Zdołaliście podkraść się na tyle, by stwierdzić, że przy ognisku siedzi elf i dwoje ludzi. Wyglądają na zwykłych podróżników.
Wtem ten, co wygląda na elfa, wyciągnął zza pleców instrument przypominający mandole.

Gdy już dotrzemy do Mglistych Gór,
Nie zlękamy się byle chmur!
Orki, wargowie czy gobliny!
Strzeżcie się! Gdyż pomścimy nasze rodziny,
Coście ich napadli nie raz
Dostanie wam się teraz!


Mandolina wydawała radosne dźwięki, a dwaj pozostali mężczyźni włączyli się w śpiew.

My jesteśmy strażnicy leśni,
Wy zaś- potwornie obleśni,
Nie lękamy się was!
Bo o wiele więcej jest nas!


Powtórzyli jeszcze raz refren, a gdy w lesie już ucichło, nabili na rożen dwa upolowane zające.

- Możecie już wyjść z tych krzaków, podzielimy się z wami - zawołał wesoło chyba-elf, machając do przyczajonych w krzakach zwiadowców.

*

Tymczasem, na środku leśnego traktu, siedział krasnolud i szary elf, cicho nasłuchując i wypatrując reszty. Przez chwilę zdawał się wam, że słyszycie śpiew i granie, ale po chwili ucichło.

Krople deszczu przestały dzwonić po zderzeniu z metalowymi klamrami na brodzie krasnoluda. Nagła cisza, która powstała, zaczęła kłuć w uszy, tak jak mrok kuł w oczy.
Gdzieś w oddali, w kierunku zachodnim, słychać było ciche szelesty krzaków i pękających gałązek, na pewno nie spowodowanych przez leśne zwierzęta.
Praciean: tak, masz jeszcze zaklęcie ochronne w magazynie.

: 16 stycznia 2013, 13:47
autor: Araven
Jak słyszałem to wezwanie to wychodzę, jestem Galdor Dunedain strażnik, jest nas tu kilku, ścigamy gobliny, a Wy?
A raczej słyszałem bo osłaniałem Elfa i nie byłem tak znowu daleko. :)

: 16 stycznia 2013, 14:24
autor: koszal
Zejdźmy z drogi. Nadto cicho się zrobiło.

- półszeptem orzekł skrzypiący od nabranej wody krasnolud. Pospiesznie zebrawszy rzeczy, ukrył się między zarośla, co i rusz spoglądając w górę. Wiedział, ze Ulfhedin gdzieś się tam błąka, a zarazem że długo już nie pohula. Nadto dziwnie wyglądałby samotny ptak nie szukający schronienia przed deszczem. Nie wspominając o ganianiu nocą z gołym tyłkiem po puszczy.

: 16 stycznia 2013, 16:14
autor: Dobro
- Zaiste, ciężko w tym lesie spotkać kogokolwiek, poza orkami. A twój kompan dołączy? - spytał elf, wstając z miejsca. W miarę przybliżania się, Galdor dostrzegł rysy dla typowego, leśnego elfa. Dwaj milczący mężczyźni również wstali.

Ich rysy aż nadto przypominały gondorczyków; śniade cery, wysocy na około metr siedzemdziesiąt, w średnim wieku, o kasztanowych włosach i zielonych oczach. Ubrani byli w bawełniane, brązowe tuniki do kolan, z ćwiekowanym pasem, w myśliwskich butach, a na to zarzucony ciemnooliwkowy płaszcz z klamrą w kształcie kwiatu lilii wodnej.

Zza drzew wyleciała niewielka, szarawa sowa, która usiadła elfowi na ramieniu, i zahukała donośnym głosem, patrząc oczami na ucho swojego przyjaciela.

- Wygląda na to, że grzeczności musimy odłożyć na później. Zdaje się, że wasi towarzysze będą mieli zaraz problemy.

W oddali grzmotnął grom, zapowiadając burzę.

- Musisz poprawić czucie w kościach, Galadirze.

*
Tutaj do czytania proponuje włączyć sobie http://www.youtube.com/watch?v=pHt5ODPjy9s, doda nieco klimatu.
Krasnolud powstrzymał przekleństwo cisnące się na usta, gdy potknął się o wystający korzeń. Chwilę potem podziękował sobie, gdyż niedaleko od jego i Sindara kryjówki coś wyraźnie zaszeleściło. Wkrótce dało się słyszeć liczne, stłumione kroki. W oddali pohukiwała sowa, a w głębi lasu dało się słyszeć szum poruszanych wiatrem drzew. Gdy Dwalin miał się poprawić - gdyż niewygodnie mu się kucało za drzewem, podpierając Praciaena - coś zaszeleściło głośno na głównym trakcie. Zaraz potem słychać było głośne sapanie i odgłos wciągania powietrza. Lekki, zachodni wiatr przyniósł do nozdrzy ukrytych znany im zapach.

Pot wargów i orków.

Wokoło rozlegały się hałasy węszących i nerwowo dreptających wierzchowców. Po chwili padł krótki, acz stanowczy rozkaz w orczym języku.

Nastała idealna cisza, którą przerwało uderzenie gromu w oddali. Powietrze nagle stało się wilgotne, a wiatr przestał zdradzać czyjąkolwiek obecność.

: 16 stycznia 2013, 16:48
autor: Araven
Pozwolicie, że zawołam pozostałych towarzyszy???
Wołam resztę naszych. Poza Elfem bo ten był tu ze mną, a nawet wcześniej.

: 16 stycznia 2013, 16:57
autor: Trihikilius
GM, czy udało się w końcu Ulfhedinowi dotrzeć do ruin wieży przed zwiadem Orków?

Mam nadzieję, że się wyrobiłem z czasem aby wspomóc towarzyszy w walce swoim toporem.

Ale klimat muza :)
"Zwiad zabrał Ulfhedinowi więcej czasu niż się spodziewał, więc wleciał do lasu równo z jeźdźcami. Zaintrygowany czemu nagle zwolnili, przysiadł na drzewie. W oddali zauważył gasnące szybko ognisko. Przelatując na kolejne drzewo usiadł na gałęzi nad skrytymi w dole dwiema postaciami, które go nie zauważyły.
Na trakcie głównym w środku lasu Ulfhedin śledził dziewięciu Orkowych jeźdźców, którzy również musieli zauważyć owo światełko, ponieważ ruszyli powoli w tamtą stronę."
Mistrzu, czy pod krukiem są Ci o których myślę? Jeżeli tak, to przemieniam się w Ulfhedina tuż za plecami starego druha Dwalina, jak już się dowiedzą o mojej obecności to nakreślam im szybko szeptem sytuację w jakiej znaleźli się towarzysze w ruinach wieży. Proponuję podejść cicho i nieoczekiwanie podczas walki, która się może wywiązać, zaatakować wrogów z zaskoczenia od tyłu. Dwalin aby nie zdradzić naszej obecności, proponuję aby delikatnie zrzucił wszystkie graty pod drzewo ale dopiero gdy wywiąże się już awantura.

Co sądzicie koledzy? Pewnie już powiedzieliście Ulfhedinowi, że podchodziliście trzech nieznajomych ale nie wiemy jak oni są nastawieni do nas. W najlepszym razie będzie ich na spotkanie Orków pięciu, a my z cichą odsieczą, wykorzystując zaskoczenie we trzech. Ich dziewięciu i wargi, może się udać.

: 16 stycznia 2013, 17:31
autor: koszal
Dwalin z wydawać by się mogło niezrgabnego, monstrualnych rozmiarów jeża w jednej chwili nabrał sylwetki gotowego na śmierć bohatera przedstawianego na starych, rodzinnych posągach z brązu, jakie ledwie 50 lat temu pokazywał mu ojciec. Bezszelestnie opuścił olbrzymi tobołek raz jeszcze wprawiając tym w osłupienie swego towarzysza. Obnażone miecze zagościły w jego wielkich jak szynki dłoniach, a broda lekko poruszyła się. Towarzysz Dwalina wiedział już, że pod nią zagościł uśmiech.

To piękny dzień aby umrzeć. - pomyślał Dwalin, gdy niespodziewanie wiatr zmienił kierunek.