PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 11 czerwca 2015, 16:07

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 10.08.1993 Po przebudzeniu
Po wymianie zdań i ustaleniu celu podróży jedziecie do Piont Pleasant, aby spotkać się z Magami. Assamita jedzie swoim motorem, pozostali wynajętym samochodem. Za kierownicą siedzi Gavin. Wyjechaliście z miasta i kierujecie się drogą bezpośrednio do Point Pleasant.

W domu Red'a zostały Ghule Victorii. Lucjan po namowie Gavina, pojechał szukać bębenka. Macie z sobą sprzęt przyniesiony przez Namtara, ale dalej nie wiem, czy ktoś go używa. Jak będą pytania do MG to proszę PW.
Ostatnio zmieniony 11 czerwca 2015, 16:22 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 11 czerwca 2015, 16:15

Jedź do Point Pleasant manipulują, nie jedź do Point Peasant ale rób jak chcesz też manipulują. Wszyscy manipulują a nie widzisz u kogo tak naprawdę na postronku pomykasz.

Horacy nie skomentował, krótko wyjaśnił okolicę Namtarowi a potem zebrał swoje zabawki ruszył do samochodu. W myślach przeklinał założoną kamizelkę. Przeszkadzała mu cholernie.

[center]***[/center]

Horacy wpatrywał się w okno gdy auto mknęło przez ciemne przestrzenie wydarte lasom zmierzając nieuchronnie w kierunku Point Pleasant.

- Pytałeś Gavinie o człowieka ćmę. Nie jest to jakaś bardzo stara sprawa bo z ale nie byłem wtedy w Point Pleasant więc informacje mam z drugiej ręki. Co ciekawe całe story zaczyna się od cmentarza, co moim zdaniem może sugerować pewien związek z Rodziną. W październiku sześćdziesiątego szóstego przyleciał do mnie mały Tommy i mówi podskakując z podniecenia, że ma historyjkę dla Rustyego. Trochę go przycisnąłem i mi opowiedział, jak rozmawiał w knajpie z pijanym grabarzem z Point Pleasant zaraz następnej nocy po zdarzeniu. Co prawda pół dzielnicy już o tym mówiło ale trzeba przyznać Tommy dotarł do źródła. Garbarz jeśli dobrze pamiętam nazywał się Kenneth Duncan czy jakoś tak... On i jego czterech kolegów kopali nocą poprzedniego dnia groby dla jakichś gówniarzy co zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach. Grabarz powiedział Tommemu, że podczas grzebania w ziemi zobaczyli coś niezwykłego. Na pobliskim drzewie przyglądał się im dziwny stwór o skórzastych skrzydłach, czerwonych oczach przypominjący nieco człowieka. Potwór nagle zerwał się i przeleciał nad głowami grabarzy w nieznanym kierunku. A oni spieprzali aż się za nimi kurzyło. - Horacy zarechotał

Podkład muz. https://www.youtube.com/watch?v=Lm9BRo6U_ZI

- Inne dziwne wydarzenie miało miejsce w miesiąc później. Najpierw jakiś chłopaczek stwierdził, że widział anioła o czarnych jak noc skrzydłach. Potem pewien facet z Salem miał gorszy przypadek. Właśnie oglądał telewizję, gdy nagle telewizor zgasł, po czym zaczął wyświetlać wzór przypominający rybie ości i wydawać buczący dźwięk jakby z generatora, czy czegoś. Miał takiego wielkiego owczarka niemieckiego który w tym samym momencie zaczął ujadać jak cholera. Gościu wziął więc strzelbę, latarkę i wyszedł sprawdzić, co tak bardzo niepokoi zwierzaka. Kiedy skierował światło latarki w stronę stodoły, gdzie najwyraźniej kierował się pies, i dostrzegł parę czerwonych oczu, przypominających reflektory rowerowe... Chciał podejść z psem do stodoły, ale sparaliżował go "hipnotyczny, paranormalny strach". Spuścił więc z łańcucha to swoje wielkie bydle ale ten pobiegł z ujadaniem w kierunku zagadkowego zjawiska i już nie wrócił. Resztę nocy mężczyzna spędził w łóżku ze strzelbą w dłoni, a rano znalazł tylko ślady łap psa w okolicy stodoły. Tak jakby tamten się kręcił wkoło czegoś. - zrobił pauzę obserwując z szelmowskim uśmiechem reakcję słuchaczy. Widział, że się im spodobało.

- Tego samego wieczora w innym rejonie miało miejsce jeszcze jedno zdarzenie. Otóż dwa młode małżeństwa podróżowały samochodem późnym wieczorem, kiedy zauważyli nagle osobliwą sylwetkę w pobliżu opuszczonej fabryki trotylu. Mam na myśli tą która znajduje się około 7 mil na północ od Point Pleasant. Tamten rejon to teren rozciągający się na przestrzeni kilkuset akrów, wypełniony lasami i wielkimi betonowymi kopułami, gdzie podczas Wielkiej Wojny produkowano i przechowywano materiały wybuchowe. Te budynki łączy podobno gęsta betonowa sieć podziemnych tuneli. Jeśli mnie pamięć nie myli cały ten teren należał kiedyś do przebudzonych z tego rozumowego odłamu. Dodatkowo w skład kompleksu wchodził rezerwat dzikiej przyrody McClintic, na terenie którego pełno jest sztucznych stawów, wzgórz i stromych grzbietów. Do wielu miejsc w rezerwacie nie sposób było się dostać by nie skręcić karku. więc okolicę odwiedzali tylko nieliczni myśliwi i wędkarze. Oprócz tego czasem zapuszczała się gównażeria szukająca mocnych wrażeń i ustronnych miejsc na romantyczne schadzki. Krótko mówiąc jeśli byś chciał gdzieś zabrać pannę Gavinie, to tej okolicy nie polecałbym. - zarechotał ale szybko się uspokoił - No, mniejsza z tym. Krótko mówiąc, jeśli jakieś dziwaczne stworzenie chciało się ukryć, nie mogło znaleźć lepszego miejsca w okolicy.

- W każdym bądź razie, jadąc tamtejszą drogą podobno zobaczyli dwa czerwone światła przypominające ślepia. Świeciły one w ciemnościach, jakie panowały wokół starego generatora znajdującego się niedaleko bramy fabryki. Były tak magnetycznie osobliwe że zatrzymali samochód i ze zdziwieniem przekonali się, że obserwują dużego dziwnego stwora o błoniastych trzymetrowych skrzydłach, wysokiego na około dwa metry. Wiali stamtąd, aż się kurzyło przez co o mało nie wpadli na zezwłok psa, którego coś porzuciło na środku drogi... Wszystko to opowiedzieli szeryfowi a ten wsiadł w radiowóz i tam pojechał. Nie wierzył im ale jak się zatrzymał przy cielsku wielkiego owczarka stwierdził, że na pewno coś go rozszarpało. Już kiedy się zbliżył do fabryki by dokonać oględzin usłyszał w policyjnym radiu dziwny dźwięk podobny albo do płyty obracanej w przyspieszonym tempie albo do trzasków jakiegoś generatora. Dostrzegł też coś, co później opisał jako nienaturalne "cienie krążące" po zakładach. Nie wszedł spieprzał jak pozostali. Kilka dni później, oba małżeństwa uzbrojone w szeryfa, powróciły w to miejsce ale już za dnia. Podobno ujrzeli wówczas coś latającego we wnętrzu bojlera, znajdującego się na terenie fabryki. Byli jednak zbyt przerażeni, aby sprawdzić, co to dokładnie było.- Nagle Horacy napiął się w fotelu spoglądając w gęstwinę którą mieli mijać.

[center]Obrazek[/center]

- Jedź wolniej! Chyba coś widziałem, tam patrzcie! - wskazał palcem w miejsce na poboczu drogi.

Po czym wybuchnął głośnym śmiechem. Kiedy się uspokoił kontynuował opowieść.

- W ciągu kilku następnych miesięcy nastąpiło wiele innych spotkań z dziwnym stworem. Łącznie chyba z kilkadziesiąt osób go spotkało. Cześć widziała go przy jakichś drogach, część w okolicach fabryki trotylu a kilka zupełnie gdzie indziej. Na przykład jakaś kobita mieszkająca w Cheshire została obudzona przez ujadającego psa i miała ujrzeć wielokolorowy obiekt unoszący się nad czubkami drzew, stojących na łące znajdującej się niedaleko jej domu. Tego samego dnia pewien nastolatek prowadzący samochód, zresztą nieopodal mieszkania tejże baby, zobaczył w powietrzu coś w kształcie podobnego do ogromnego ptaka. W pewnym momencie szybujący w przestworzach stwór zanurkował i zaczął gonić jego samochód.
[center]
Obrazek[/center]

- Ale pojawianie się Człowieka Ćmy były tylko jednym z wielu dziwnych zjawisk, jakie miały miejsce w Point Pleasant w tamtych latach. Jeśli chodzi o Rodzinę to Tremere w roku 1966r mieli naprawdę sporo roboty i wszyscy zachowywali się tamtego roku wielce dziwacznie. Nic dziwnego, jak się do 1966r doda datę szóstego czerwca to szóstek się robi aż za wiele… Podobno mieli też duży problem z lojalnością wśród swoich gargoyli. Tommy wiedział o tych sprawach znacznie więcej, bardzo lubił sekrety magów o tych ich czarostwie. - Horacy westchnął - Szkoda tylko, że zaginął akurat tamtego roku podczas rajdu Sabatu, który prowadził taki dziwaczny ale bardzo potężny Tzismisce. Wraz z tymi swoimi pokracznymi sługami. Nie wszystkie te jego dziwne stwory udało się wtedy zatłuc. Nigdy czegoś takiego jak podczas tamtego ataku, ani wcześniej, ani później nie widziałem... - Horacy pokręcił głową patrząc odlegle jakby w przeszłość.

- Wracając do tematów z perspektywy świata śmiertelnych. Pewien dziennikarz napisał nawet książkę o zagadkowych okaleczeniach zwierząt domowych, aktywności duchów a nawet relacjach z dostrzeżenia UFO. Gdyby nie osobliwe wizyty ludzi w czerni, którzy próbowali zatuszować sprawę Człowieka Ćmy można by uznać, że to kolejna bujda. Do pisarza zgłosili się nawet ludzie, którzy stwierdzili, że są w kontakcie z kosmitami przekazującymi im przepowiednie dotyczące przyszłych wydarzeń. Pośród nich były wiadomości o katastrofie mostu Silver Bridge w Point Pleasant. Ale co do mostu prawda jest chyba inna. To jest raczej sprawa przekleństwa z 1777r. Tylko nie wspominajcie o tym przy Wild Heartcie - uśmiechnął się tajemniczo - no ale to już zupełnie inna historia...
Ostatnio zmieniony 14 czerwca 2015, 15:54 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 11 czerwca 2015, 22:37

Charleston Droga do Point Pleasant 10.08.1993 Niecała godzina do celu.

Horacy wyciągnął z kieszeni swojego nowego płaszcza ceglany telefon. Długie palce Nosferatu wystukały numer do Jaspera, po czym Spokrewniony przyłożył słuchawkę do ucha czekając na połączenie. Po trzech sygnałach odezwał się głos:

- Witaj, Horacy.

- Za godzinę będę w Piont Pleasant. Gdzie możemy się spotkać?

- Będę w Tu-Endie-Wei. Się kurwa porobiło. Przed chwilą dowiedziałem się, że grób Cornstalk'a zapadł się pod ziemię ukazując podziemny korytarz. Ktoś zabrał kości wodza, a do tego te trupy w lesie. W mieście rośnie panika, ludzie pochowali się w domach. Grace zajrzała w przeszłość i mówiła, że wyglądało to na robotę na kilka nocy do tyłu. Będę na miejscu to się zobaczymy. Omijaj wkurwionych Indian i policję. Sytuacja zrobiła się naprawdę paskudna.

- Czekaj na mnie. To ważne Jasper - powiedział poważnym głosem Nosferatu.

- Pewnie, że będę czekał! Ok, kończę. Znajdziesz mnie i resztę w parku.

Jasper rozłączył się. Horacy spojrzał na członków koterii, a przez jego głowę przelatywała masa myśli...
Podczas drogi Namtar idzie zapolować. Zatrzymujecie się na niecałe 10 minut, po czym ruszacie dalej. Namtar zdobywa 5 PK.
Ostatnio zmieniony 12 czerwca 2015, 12:17 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 12 czerwca 2015, 08:46

- No i kurwa wykrakałem. Jedziemy do Tu-Endie-Wei. Poprowadze cię, znam mniej więcej drogę. Wygląda na to że duch starego indiańskiego wodza nadal się odzywa i prosi o krew białych. Jedziemy do muzeum bitwy z 1774r. Skręć tutaj w lewo będzie szybciej.

[center]Obrazek[/center]

- Kiedyś żyło tu plemię Indian. Nazywali się Shawnee a prowadził ich "Keigh-tugh-gua" lecz biali nazywali go Cornstalk. Kiedyś przyszedł od obozu Amerykanów i powiedział, że jako jedyne z plemion nie wezmą udziału w walkach po stronie Anglików ale nie zabroni tego definitywnie młodym ze swego plemienia. Wówczas wzięto go jako zakładnika i nawet dobrze traktowano dopóty szala nie zaczęła się przechylać na ich niekorzyść i Indianie nie zaczęli zabijać żołnierzy z fortu gdzie był wódz. Wtedy zabito wszystkich zakładników, najpierw syna wodza Elinipsico, który kiedyś przyszedł do ojca nie uzbrojony. A potem i samego wodza w którego wpakowano podobno aż osiem kul. Tu skręć w prawo i dalej prosto.

[center]Obrazek[/center]

- Kiedy wódz umierał wykrwawiając się rzucił klątwę na tą ziemię: "...For this, may the curse of the Great Spirit rest upon this land and its inhabitants. May it be blighted by nature, and may it be blighted in its hopes. May the strength of its people be paralyzed by the stain of our blood." Na następnych krzyżówkach w prawo.

- Co prawda obecnie tylko potomkowie Indian wieżą w klątwę i niektórzy starzy członkowie Rodziny jak ja. Mówię wam klątwa nadal działał a biali zawsze mieli ciężkie życie w tej okolicy. Powodzie, nieurodzaj, choroby przez lata po klątwie dotkliwie uderzały w białych ludzi, całkowicie omijając dziwnym zbiegiem okoliczności rdzennych mieszkańców. Zawalenie mostu było prawie równo po 200 latach od śmierci wodza. Dla was przyjezdnych może to śmieszne ale tutaj wiele osób w to wierzy, bo zdarzyło się zbyt dużo dziwnych zdarzeń by to zignorować. Dziwne pożary, nieurodzaje, susze, katastrofy jak ta w Silver Bridge. Cały czas prosto już dojeżdżamy widać nawet stąd.

- Oczywiście po latach postawiono pomnik wodzowi, chyba liczyli że go to udobrucha i klątwa ustąpi. I dla tego tu jesteśmy, przebudzeni są zaniepokojeni bo grób wodza zapadł się pokazując korytarz.
[center]Obrazek[/center]
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 12 czerwca 2015, 10:20

Spoglądał na świat przesuwający się za oknami samochodu. Starał się słuchać opowieści Horacego, chociaż na wpół pogrążony był w ulotnym wspomnieniu snu minionego dnia. Czuł się nieswojo, wydarzenia tamtej nocy, nocy przemiany, były bardzo wyraźne jednak odmienne od obrazów sennych, które niezmiennie wywoływały w nim swoisty niepokój.

Podobnie jak wspomnienie tarczy Zegara. Cztery minuty. Sześć dni, według informacji Gavina. Terry nie obawiał się śmierci jako takiej. Jednak nie był na nią gotowy. Miał wiele rzeczy do zrobienia i wiele wiedzy do zdobycia. Wiedział, że aby dostąpić Łaski Zbawienia musiał wyrwać się z Klątwy Kaina. Wiedział też, że może to zrobić jedynie badając ją i odkrywając jej wszystkie tajemnice. Tylko potrzebował na to więcej czasu. Nie bał się więc śmierci jako takiej, obawiał się jednak, że nastąpi zbyt wcześnie.

A wtedy żadne moje poświęcenie nie będzie miało znaczenia. Nie w odniesieniu do mojej osoby. Owszem, wszystkie istnienia które ocaliłem czy którym pomogłem, nic z tego nie będzie zmarnowane. Ale nic z tego mi nie pomoże przed obliczem Pańskim, oto bowiem naznaczony jestem Przekleństwem Bratobójcy. Więc gdy...

Wewnętrzny monolog Terry'ego został brutalnie przerwany przez głośny śmiech Nosferatu. Dotarło do niego, że przestał słuchać. Potrząsnął głową by pozbyć się rozpraszających go myśli. Skupił się, wsłuchując w historię, rodem z Weekly World News.

Kiedy Horacy skończył już mówić, a droga niemalże dobiegła końca, oprócz kilku pytań które krążyły Terry'emu po głowie, jedno szczególnie uparcie przeciskało się w kierunku jego gardła. I chociaż inne były ważniejsze, nie zdołały wyprzedzić rywala.

- Mamy nie wspominać o czym dokładnie w obecności Wild Hearta? Moście, Klątwie czy Człowieku Ćmie?
Ostatnio zmieniony 12 czerwca 2015, 13:04 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 12 czerwca 2015, 20:19

Uwielbiał jeździć na motorze. Samotność, wiatr na twarzy i ciemność, którą przecinał niczym nóż - wszystko to dawało mu poczucie wolności. Czuł wibrację maszyny i jej energię, skondensowaną w stalowym drapieżnym kształcie. Niski dźwięk silnika przywodził na myśl mruczenie wielkiej bestii. Wciąż miał wrażenie, że nie wie jeszcze, do czego zdolne jest to cudeńko i kilka razy musiał opanowywać się, by tego nie sprawdzić. Honda 600, prototyp, którego na próżno byłoby szukać na rynku. Nigdy nawet nie marzył, że będzie dosiadał podobnej maszyny i musiał przyznać, że Czarny Anioł miał gest. Nie wykorzystanie jej możliwości graniczyło z bluźnierstwem. A jednak pamiętał także, że jest w pracy. Był więc czujmy i trzymał emocje na wodzy, pilnując samochodu Koterii Klienta. Obserwował jego kształt przed sobą, to znów za plecami, w lusterku. Ulica lśniła wilgocią w świetle reflektorów i żałował, że nie może ich zgasić. Ale nie mógł sobie pozwolić na to tutaj, na uczęszczanej drodze. Światła samochodów z przeciwka przeszywały ciemność i chwilami miał wrażenie, że słyszy jej bezgłośny krzyk.

Wcześniej często wybierał się na samotne wypady tego typu. Na tyle oczywiście na ile pozwalał mu czas pomiędzy kolejnymi Kontraktami. W czasie służby we Wschodniej Europie i później, w Anglii potrafił urywać się na całe noce, by z wyłączonymi światłami przemykać bocznymi drogami, z dala od głównych arterii ruchu ulicznego. Czasami włączał wtedy także Ciszę, sunąc niczym duch przez ciemność. Wcielenie śmierci, którym przecież w istocie był... Zaśmiał się cicho i przyśpieszył przed kolejnym zakrętem, pochylając się płynnie na wirażu.

Tu nie było Niewiernych, trudnych rozmów, tęsknoty ani głodu. Tylko ciemność, gorzki smak wiatru i prędkość. Wyzwolenie, które osiągał, gdy przerywana linia na jezdni zmieniała się w jedną, malowaną szybkością, nieprzerwaną wstęgę...

[center]Obrazek[/center]
Jak dojedziemy parkuję gdzieś jak zwykle z boku i zmieniał się w cień. Palę 2 PK.
Ostatnio zmieniony 24 września 2015, 11:41 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 12 czerwca 2015, 21:53

Charleston WV Point Pleasant Tu-Endie-Wei State Park 10.08.1993

Gavin zaparkował na jednym z wolnych miejsc parkingowych. Niedaleko zauważył motor Namtara, choć jego samego nie było nigdzie widać. A jednak miał dziwne wrażenie, że Łowca jest blisko. Powietrze było przesycone wilgocią. Chmury, ciężkie i obrzmiałe przesuwały się powoli nad konarami drzew. Ich kształty, podświetlone przez łunę pobliskiego miasta wydawały się dziwnie niepokojące, niczym ślepe i głodne ryby, czające się pod powierzchnią mętnego stawu. Właśnie zaczynało delikatnie padać i powietrze wypełniło się tysiącem drobnych, zimnych kropel. Wciskały się one pod ubranie i osiadały na twarzach nieumarłych, gdy członkowie koterii zaczynali pojedynczo wysiadać z samochodu. Horacy spojrzał w stronę parku, po czym odezwał się:

- To tam, chodźmy.

Spokrewnieni bez słowa podążyli prostą ulicą prowadzącą na miejsce spotkania. Minęli dwa radiowozy policyjne, których wnętrza były ciemne i puste, oraz całą gamę innych samochodów stojących na parkingu należącego do Tu-Endie-Wei State Park. Gdy weszli na teren parku, spostrzegli, iż w centralnym trawniku znajduje się szeroka dziura w ziemi. Była czarna i przypominała rozwarte, bezzębne usta. Dookoła niej rozstawione były stojaki spięte żółtą taśmą policyjną. Niedaleko zebrał się niewielki tłumek gapiów, którzy najwyraźniej nie zniechęciła panująca aura. Dwóch młodszych policjantów stało tuż obok, prosząc zebranych ludzi, by trzymali się bezpiecznej odległości. Park sprawiał zadziwiająco dobre wrażenie, nawet w tak ponurą, deszczową noc. Doskonale przystrzyżona trawa oraz krzewy świadczyły o dbałości z jaką otaczano to miejsce. Na prawo wznosiła się ciemna bryła muzeum, oświetlona jedynie za pomocą lamp przy wejściu. Okolica była oświetlona przez latarnie oraz trzy reflektory policyjne ustawione tak, by widać było każdego kto zbliża się do miejsca, gdzie wcześniej stał pomnik. Gapie zdawali się nie sprawiać kłopotów. Stali tylko zbici w gromadkę, wyciągając szyję ku dziurze i wymieniając półgłosem opinie na jej temat. Spokrewnieni zauważyli wśród nich starszą kobietę z pudlem i otyłego mężczyznę w kreszowym dresie. Pozostali także wyglądali, jak przypadkowi przechodnie. Horacy niemal natychmiast rozpoznał Jaspera, który z pewnością nie pasował do zebranych w parku osób. Młody Mag stał nad rzeką, spoglądając się na jej przeciwległy brzeg, jakby czegoś wypatrywał. Rzadkie krople padały z nieba na ubrania Nieumarłych, rozglądających się po okolicy.

- To Jasper. Jeden z Magów, który zgodził się na spotkanie - powiedział spokojnym głosem Nosferatu, po czym ruszył w stronę Przebudzonego. Przez chwilę miał wrażenie, że cienie w pobliżu poruszyły się lekko.

[center]Obrazek[/center]
Wybrańcy Red'a podeszli bliżej. Mokra trawa szeleściła lekko pod ich stopami. Jasper odwrócił się w ich stronę mówiąc:

- Horacy i przyjaciele. Nareszcie jesteście... - Jasper odwrócił się do nadchodzących, po czym poprawił swoją skórzaną kurtkę, chowając szyję za sztywnym kołnierzem.

- Który z was to Horacy? Nie spodziewałem się takiej liczby nieumarłych na spotkaniu...
Jesteście tam wszyscy, a Namtar jest gdzieś w cieniach, trzymając się blisko koterii.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 12 czerwca 2015, 23:31

- No cóż, chyba wiesz jak to jest z wampirami. Nie mogą wejść tam gdzie ich nie zaproszono, nawet od czyjegoś domu. Więc skoro zaprosiłeś do Point Pleasant to oczywiste, że każdy chciał skorzystać ale samochód nie pomieścił wszystkich chętnych. Jam jest Horacy. Aha, w bagażniku był jeszcze jeden i powinien się tu gdzieś kręcić więc bez nerwów.

Horacy wyciągnął otwartą dłoń na przywitanie.

- Moi towarzysze sami się przedstawią. - Bo ni chuja nie wiem jak chcą to rozegrać... - Ja tylko szybko powiem w międzyczasie, że dzięki naszej skromnej interwencji Flynn jest jak nowo narodzony. Że się tak wyrażę. - uspokoił szybko ręką maga - Spokojnie, nikt go nie przemienił. Dostał jedynie parę kropel czegoś, co nawet umarłego postawiłoby na nogi. - uśmiechnął się szelmowsko.

- Jest kilka gardłowych spraw, które poruszą za chwilę moi znajomi. Lecz zanim przejdziemy do interesów, powiedz może proszę parę słów co tu zaszło. Straszniem ciekaw. Widzisz nie znałem wodza osobiście ale wiele o nim słyszałem od pewnego znajomego, który to wielce go sobie cenił. Muszę mu zatem koniecznie i ze szczegółami opowiedzieć o tym zdarzeniu.
Ostatnio zmieniony 13 czerwca 2015, 01:25 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 13 czerwca 2015, 15:00

Charleston WV Point Pleasant Tu-Endie-Wei State Park 10.08.1993

Jasper podszedł do Horacego i także podał mu rękę w geście przywitania.

- Hej staruszku! Nie obrazisz się chyba? Ale pewnie wszyscy jesteście starsi ode mnie, nie? - roześmiał się - Mówcie mi Jasper - dodał spoglądając na pozostałych.

Ravnos wcześniej nigdy nie spotkał Maga, prawdopodobnie dlatego że Przebudzeni mają magiczne przedmioty, które chronią ich od spotkań z jego typem istot.

- Witam, nazywam się Gavin Bellanger, przedstawiciel klanu Ravnos. Wędrowiec, kuglarz i miłośnik pięknych rzeczy, do usług.

To mówiąc podali sobie rękę. Gavin przyglądał się uważnie swojemu rozmówcy. Pozostali członkowie koterii także przedstawili się:

- Nazywam się Victoria Evangeline - powiedziała pięknym i hipnotyzującym głosem Victoria. Za nią dołączył Terry:

- Ojciec Terry z Krwi Malkava. Bardzo miło pana poznać - to powiedziawszy także przywitał się uściskiem dłoni z Jasperem.

Mag obserwował uważnie każdego z nich, po czym odpowiedział Horacemu:

- No jasne, kumam, że Flynn żyje. Dryndnął już do mnie i zapodał, że jesteście w porządeczku. Jako, że to mój ziomuś dziękuje za wasze starania i pomoc. Totalny odlot z tą krwią, ludzie... Tego, zanim zaczniemy rozmowę, to muszę coś wcześniej powiedzieć. Po prostu nie dam rady, musze to z siebie wyrzucić... - uśmiechnął się szeroko. - Widziałem wielu z waszego rodzaju, ale takiej ekipy jeszcze nie spotkałem. Totalny odlot po prostu. I mroczna piękność o cudownym głosie - tutaj spojrzał prosto w oczy Lasombry. Ich spojrzenie trwało kilka sekund jakby Mag chciał zajrzeć w głąb ducha Nieumarłej. - Moglibyśmy razem pozgłębiać sekrety nocy...

Przerwał i odwrócił się do Terrego:

- Malkavian! Who haaa! Odlot, człowieku - wymawiał ostatnie słowo w sposób typowo slangowy, przeciągając głoski co sprawiało, iż brzmiało ono: "czowieeeku" - Trzymaj się z dala od kościołów, wielebny. Twoja dusza nie jest na to gotowa - zaśmiał się lekko, przechodząc do Ravnosa.

- Hej Gavin! Ziomuś, jak na ciebie patrze, to przypomina mi się dzieciństwo, ale to może innym razem... Odlotowo, że mogę was poznać, ludziska! Wasz rodzaj zawsze mnie fascynował, a teraz nasze ścieżki spotkały się w tym przeklętym miejscu. Kultowo, nie? No kurwa jak tu w przeznaczenie nie wierzyć. Sorka, za mój język - mrugnął w stronę Victorii. - No więc, jakieś pięć godzin temu dowiedziałem się, że pomnik Cornstalk'a zapadł się pod ziemię. I myślę sobie, odlotowo, nie? No i okazało się, że ktoś wyjebał pierdolony tunel pod ziemią. Znowu sorka. Ostatnio w cholerę dużo pada, nawet w dzień. Tak se myślę, że to musiało zmiękczyć ziemię, no i grób się zapadł. Odlot! Grace, moja przyjaciółka z Kabały sprawdziła kiedy to było kopane i wyszło, że jakieś trzy dni temu. Znajdowały się tam kości wodza, kminicie? Ale teraz ich nie ma. Ktoś je pewnie zapierdolił, tak myślę. A tunel jest na tyle duży, że można na luzie nim przejść. Śpiący jak zawsze nie wiedzą, co z tym zrobić - zachichotał. - tym bardziej, że nie wygląda to na robotę maszyny, a raczej jakiegoś gigantycznego, pierdolonego kreta. Odlot, nie? No i znaleźli tych powieszonych ludzi w lesie po drugiej stronie rzeki, więc się potyrali. No i to tyle ludziska co wam powiem. Acha Grace tu jeszcze wpadnie, więc bądźcie na luzie, ok? No i ciekaw jestem cholernie co o tym sądzicie. Może coś więcej wiecie? Zawsze fajosko się wymienić gadką, nie?

Spoiler!
Test możliwy dzięki wysoko rozwiniętej Dyscyplinie Nadwrażliwości. Test obserwacji: ST:9 = 4 sukcesy!
Masz nieodparte wrażenie, że jesteście wszyscy obserwowani. Na początku wydawało ci się, że jest to jedna osoba, lecz po chwili zdajesz sobie sprawę, że to bardzo dużo istot. Odruchowo spoglądasz na drugi brzeg rzeki. Masz wrażenie, że są tam dziesiątki istot, które na was patrzą. Czujesz to bardzo wyraźnie. Nie widzisz ich.
Test Wiedzy Okultyzm ST:8 = 2 sukcesy. Jesteś prawie pewien, że są tam istoty duchowe, niematerialne np. Duchy natury, Upiory lub coś podobnego.
Test Intuicji: ST:8 Pech! Trzy jedynki! To coś po drugiej stronie rzeki szykuje się do ataku na was!
Obserwacja Aury Maga ST:8 = 3 sukcesy. Aura silna jak u człowieka. Na pewno nie jest to Nieumarły. Kolor fioletowy (podniecenie) przeplatane miliardami iskier w Aurze. To na pewno jest Mag i ma jakiejś aktywne zaklęcia na sobie.
Spoiler!
Test możliwy dzięki wysoko rozwiniętej Dyscyplinie Nadwrażliwości. Test obserwacji: ST:9 = 2 sukcesy. Masz nieodparte wrażenie, że jesteście wszyscy obserwowani. Odruchowo spoglądasz na drugi brzeg rzeki i jesteś pewien, że tam coś jest i bardzo trudno to wykryć, jednak udało ci się.
Obserwacja Aury Maga ST:8 = 1 sukces. Aura silna jak u człowieka. Na pewno nie jest to Nieumarły.
W tych rejonach grasuje jeden z Nosferatów, któremu odjebało trochę. Mówicie na niego Kret, ponieważ bardzo często używał Animalizmu, by opętywać zwierzęta i w ten sposób szpiegował. Uwielbiał przenosić umysł do kreta, miał całe hordy tych zwierząt rozsianych po całej Wirginii Zachodniej. Tylko, że jak to przy tej mocy bywa, czasem zostają ci odruchy zwierzaka, którego opętałeś (Animalizm 4). Obecnie Kret ma umysł zwierzęcia i z tego co wiesz, jego człowieczeństwo poszło na dno. Po dziesiątkach lat Kret przystosował się do nowych warunków. Ma wielkie muskularne łapy z pazurami do kopania w ziemi i Dyscyplinę Potencji prawdopodobnie na maxa. Przy sile 10 może kopać w ziemi tunele i przemieszczać się w ten sposób. Wielkie kopce ziemi można spotkać tylko w lasach, gdzie jest mało ludzi. Wiesz, że podróżuje z nim kilka krecich Ghuli, którzy służą za zwiad oraz pozbywanie się zbędnej ziemi z tuneli. Znałeś go zanim mu odjebało oraz spotkałeś kilka razy później. Ciężko się z nim rozmawia, bo możliwe jest to tylko dzięki Animalizmowi na 1. Terytorialny skurwiel z niego, więc spotkania tylko na neutralnym gruncie. Wiesz, że sam nigdy nie zrobiłby czegoś podobnego z tym pomnikiem. Ktoś go musi kontrolować... Do tej pory myślałeś, że jest on całkowicie wolny od wpływów zewnętrznych.
Spoiler!
Test obserwacji ST:6 = 3 sukcesy. Widzisz przy podawaniu ręki, iż Jasper ma na dłoni tatuaż. Symbol jednej z Rodzin, a konkretnie Phuri Dae. Od razu spoglądasz na jego wygląd: kolor skóry, ton głosu, oczy itd. Jesteś prawie pewien, że płynie w nim Romska krew.
Obserwacja Aury Maga ST:8 = 4 sukcesy. Aura silna jak u człowieka. Na pewno nie jest to Nieumarły. Kolor fioletowy (podniecenie) przeplatane miliardami iskier w Aurze. To na pewno jest Mag i ma jakiejś aktywne zaklęcia na sobie. Widzisz, że jego tatuaże są magiczne, albowiem świecą się na czerwono.
Spoiler!
Test Okultyzmu ST:9 = 4 sukcesy. Czujesz, że ktoś wpływa magicznie na pogodę. Za często tutaj pada. Źródło twojej wiedzy pochodzi głównie z ścieżki Taumaturgii, która pozwala kontrolować pogodę. Nie wiesz jaki jest cel tego wpływu, ale teraz czujesz to wyraźniej. Nie zwróciłaś wcześniej uwagi na to, bo nie wiedziałaś jaki klimat panuje w Zachodniej Wirginii.
Spoiler!
Wszystko wydaje się być w najlepszym porządku. Nie wyczuwasz niebezpieczeństwa.
Ostatnio zmieniony 13 czerwca 2015, 17:06 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 13 czerwca 2015, 15:41

Horacy rozejrzał się dyskretnie po okolicy. Po czym jego sylwetka nieco stężała.

- Nie mam pojęcia co takiego się stało tutaj ale jeśli potrzebujecie pomocy to może się dogadamy. Cóż, chyba zatem poczekamy na Grace, którą szczerze mówiąc chętnie poznam. Potem pójdziemy w jakiś spokojniejsze miejsce. Za dużo tu świateł. Powiedz mi tylko czemu tak bardzo was interesuje grób wodza ludu Shawnee. Chyba macie jakiś głębszy powód, oprócz oczywistego zamieszania w świecie śmiertelnych?
Spoiler!
Jęśli nie jesteśmy na widoku otulam wszystkich niewidzialnością (znikniecie)
Po czym ledwie słyszalnym szeptem Nosferatu dodał.

- Ale nie mówmy tutaj, to złe miejsce, w ciszy chodźmy do auta...
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 14 czerwca 2015, 11:06

Początkowo uśmiechnięty Terry nagle spoważniał, spoglądając w kierunku rzeki. Wyraźnie zrobił się spięty, chociaż sprawiał wrażenie jakby chciał to ukryć. Zdradzały go jednak mocno ściśnięte usta i rozbiegane oczy, jak gdyby chciał obserwować wszystkie kierunki świata na raz. Jego ramiona były sztywno opuszczone wzdłuż tułowia a dłonie zaciśnięte w pięści. Kiedy Horacy zaproponował by iść do samochodu, Terry odezwał się natychmiast, niemal wchodząc Nosferatu w słowo. W jego głosie dało wychwycić się strach i zdenerwowanie.

- W istocie, to złe miejsce. Nie jesteśmy tu tak odosobnieni jakby się wydawało. Prosiliście bym mówił od razu jeśli coś zauważę. Po drugiej stronie rzeki czai się cała rzesza duchowych bytów. I z jakiegoś powodu mam nieodparte wrażenie, że za chwilę ogłoszą sobie na nas Krwawe Łowy.

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 14 czerwca 2015, 14:43

Spoiler!
[center]Obrazek[/center]
Gavin słuchał opowieści Nosferatu z uwaga, porównując jego wiedze ze swoja. Kilka nocy temu Horacy byl w jego oczach burakiem, którego bez chwili zastanowienia umieściłby wśród zloto-dupcych Ventrue.

Zabawne jak drobne szczegóły potrafią zmienić nastawienie


Podczas tej podróży Kanalarz snuł swoja opowieść, wplatając tu czy tam kawałki czarnego humoru lub niszowe żarty. Dość zaskakującym dla Ravnosa okazał się fakt, ze towarzystwo Nosfera, w takiej formie, jest mile i rozluźniające. Nawet dowcip w którym "coś" dostrzegł nie zrobił negatywnego wrażenia. Gavin został zwyczajnie oszukany przez wybieg Horacego.

[center]***[/center]
Przebudzony zrobił na Gavinie bardzo pozytywne wrażenie. Nawet on sam został nim zaskoczony. Skoncentrował się wiec na uczuciu ciekawości, by jego aura zabarwiona została na odpowiedni kolor.

Wieczór zapowiadał się doprawdy interesująco.

Słowa Ojczulka rozproszyły jednak tą scenę. Ravnos rzucił okiem w kierunku potencjalnego zagrożenia. Nie dostrzegł tam nic, jednak nabyte doświadczenie nie pozwoliło mu zignorować nieprzyjemnego dreszczu, który kojarzył ze strachem.

Jeżeli Malkav ma racje to będziemy świadkami bardzo nieprzyjemnej rzezi. Ciekawe czy czekają aż zbierze się ich dość, czy chodzi tu o barierę bieżącej wody

Nie martwił się o członków swojej koterii, żyli dość długo i byli dość sprytni by dać sobie radę. Myślał bardziej o znajdujących się tam ludziach, nieświadomych nadchodzącego zagrożenia. Zwrócił się więc do Victorii

- Czy mogłabyś zrobić tą sztuczkę z deszczem? Myślę że porządna ulewa pozwoliłaby oczyścić scenerie gdyby "przyjaciele z drugiej strony" postanowili przejść.

- Jasper, Ty także ich widzisz prawda? Jak oceniasz sytuacje?
Spoiler!
Przezornie sprawdzam czy nic nie straciłem lub czy czegoś nie dostałem "ekstra". Staram się być dyskretny w tym.
Dodatkowo używając nadwrażliwości sprawdzam czy jakieś elementy stroju maga się na nim świecą

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 14 czerwca 2015, 16:42

Charleston WV Point Pleasant Tu-Endie-Wei State Park 10.08.1993

- Dobrze, zaraz zajmę się deszczem - odparła Victoria po czym, odsunęła się na bok w wiadomym celu. W tym czasie Jasper kontynuował:

- Nie wiem o czym mówicie, ale kumam, że przebywanie tutaj może wam się udzielać. Tu jest główny nerw, nie? No i dużo krwi tutaj przelano - odpowiedział w swoim stylu Mag, po czym spojrzał na drugi brzeg.

- Ja tam nic nie widzę, ale to dlatego że duchy mnie nigdy nie kręciły - wzruszył ramionami. - Niby coś jest, ale jak chcesz pomacać, to nie ma za co - tutaj spojrzał na piersi Victorii. Dopiero po dłuższej chwili oderwał się od atrakcyjnego widoku i zwrócił do Horacego:

- Pytasz co mnie interesuje? Ano mnie wszystko interesuje, człowieku. To daje kopa, nie? Wszechświat jest w końcu tripem mojej percepcji, więc wszystko co się w nim dzieje, jest moją sprawą, nie? A co? Spodziewałeś się Merlina w czapce? Żeby być sobą nie potrzebuję mieć powodu chłopie. Chcesz znać powód to pytaj Hermetytów, albo Chórzystów - Jasper znów spojrzał na Victorię i zamilkł gwałtownie. Przez chwilę obserwował jej działania, skupiajac uwagę na mistycznych gestach i zaśpiewie.

- O kurwa Tremere! Ale odlot, ludzie! - wykrzyknął w końcu. - W końcu widzę jednego z nich w akcji! Ale jazda, te ruchy, ten styl. Totalny odlot! Tylko nie mówicie Grace o tym - puścił oko do zebranych.

- Widzicie grób jest jedną z tych rzeczy, tak samo jak spotkanie z wami, które mnie kręcą. Poza tym no wiecie, grób, mrok i w ogóle, kult! Poza tym świat idzie na dno, więc po co się oszukiwać, że jest coś więcej? Ale spoko, i tak pewnie tego nie skumacie... O idzie Grace! Chodźmy do auta. Prowadźcie!

Gdy koteria ruszyła w stronę samochodu, deszcz zaczął przybierać na sile, przekształcając się z mżawki w ulewę. Przy wyjściu z parku stała piękna Grace, otulona w czarny płaszczyk przeciwdeszczowy. Tym razem Jasper przedstawił wszystkich. Kobieta także wymieniła się uprzejmościami z członkami koterii. Zgodnie z planem wszyscy dotarli do samochodu, a każdy zajął wygodną do rozmowy pozycję. Grace odezwała się nie wytrzymując z podniecenia:

- Jasper, teraz to mnie zaskoczyłeś! Normalnie jesteś super! - cmoknęła go w policzek. - Ach, czuję iż mroczne przeznaczenie sprawiło, iż musieliśmy się spotkać! Oto znak! - zrobiła teatralną pauzę, aby podkreslić dramatyzm chwili. Po czym rozejrzała się po zebranych - Więc, co was do nas sprowadza, o żyjący w cieniach nocy? - zapytała.

[center]Obrazek[/center]
Dla Victorii: Bez problemu kontrolujesz pogodę. Udaje ci się wzmocnić deszcz, ponieważ padły 3 sukcesy.
Dla Namtara: Spoglądasz na przeciwny brzeg, ale nic tam nie widzisz.
Spoiler!
Wszystko wydaje się być na swoim miejscu. Niczego dziwnego nie zauważyłeś. Magicznie świecą tylko tatuaże.
Spoiler!
Za dużo ludzi tutaj, by użyć Niewidoczności. Jakby Ci nie wyszło, mogłoby to naruszyć Maskaradę. Tym bardziej, że ludzie tutaj są poddenerwowani i uczuleni na nadnaturalne rzeczy.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 14 czerwca 2015, 22:30

Merde*, przecież nie jestem jakimś cholernym nowicjuszem co nawet nie ma pięćdziesięciu lat. Sprawy Rodziny rozstrzyga się i omawia tylko w kręgu Rodziny.

Horacy bił się z myślami, czy powiedzieć im czy nie. Jednak ta krótka chwila rozkojarzenia wystarczyła, by ktoś zrobił, w jego mniemaniu, kolejne głupstwo.

A czemu ta Czarna znowu tak pląsa i wyje jak wtedy na cmentarzu? O, cholera nie!
- Nagle zaczął padać coraz większy rzęsisty deszcz.

Zrezygnowany ruszył do samochodu.

Deszcz rozmywa ślady i powoduje zalania i zapadnięcia ziemnych korytarzy, Nawet dziecko wie o tym. No pięknie to teraz ciekawe kto wejdzie w te pieprzone korytarze, ja nie. A przecież potrzebujemy odnaleźć te cholerne kości by uspokoić kudłatych Indian co być może nie mogą usnąć przy pełni księżyca...

Gdy dotarli z impetem oddającym niezadowolenie zatrzasnął drzwi samochodu. Nie chcąc zepsuć pertraktacji z magami, wziął głęboki oddech i postarał się by jego głos zabrzmiał jak najprzyjaźniej. Dużo go to jednak kosztowało.

Ostatecznie to przecież nie ich wina.


- Problemy moja droga, problemy. Otóż od kilku nocy dzieją się dziwne niepokojące rzeczy, które jeśli nie zostaną szybko wyjaśnione doprowadzą do solidnego mordobicia z wielką ilością trupów. Od jakiegoś czasu, ktoś usilnie pracuje by zmusić do wojny wszystkich ze wszystkimi. Ta kradzież kości to tylko jedna część z wielkiej układanki, którą ktoś buduje. Niedawno mieliśmy wielką kradzież krwi, która odbyła się za pomocą magi. Nie tylko Flynn oberwał, najwięcej ucierpiała Rodzina oraz niestety wilkołaki. Te futrzaki nie mają zbyt wielkich mózgów ale mięśnie i agresja jest w nich wyjątkowo dobrze rozwinięta. Będą się więc zastanawiali tylko przez chwilę kogo pozabijać i zapewne dojdą do błyskotliwego wniosku, że za magię odpowiedzialni są magowie. Odkrywcze prawda? A jako, że była to magia kradnąca krew to należy jeszcze przy okazji pozabijać trochę wampirów, tak na wszelki wypadek. Rodzina jest stara i potężna i mimo iż wielu młodych zginie w końcu przejdzie do kontry. Nie zapominając też o magach, więc...
Pomóżmy sobie nawzajem i spróbujmy zatrzymać te machiny zanim nabiorą tempa. Naszym zdaniem kluczem mogą być jakieś przedmioty, które pomogły przy kradzieży krwi. Powiem, krótko magia nie jest nasza mocną stroną i potrzebujemy kogoś kto wyśledzi dokąd ta cała krew poszła. Mamy ten cholerny pierścień jaki widziałeś Jasper i mamy mocną motywację, nie mamy za to zbyt wiele czasu.
Jasper, nie wiem czy wierzysz w takie rzeczy jak przeznaczenie czy los ale moim zdaniem rozjebanie tej zagadki jest wpisane w twój życiorys od samego urodzenia. Żyję już setki lat i niezmiernie rzadko widywałem takie przypadki. To nie przypadek, że się tam wtedy znalazłeś. Pytanie tylko czy potraficie to jakoś ogarnąć i zostać pieprzonymi bohaterami, czy może wolicie czekać aż ten świat naprawę się rozjebie.**
Spoiler!
**Jak widać troszkę nimi manipuluję, bo po co płacić przysługami jak można mieć coś za frajer, wzbudzając heroizm u gówniarzy. Poproszę o test przebiegłości. Jak widać nie kłamię tylko akcentuję pewne oczywiste prawdy. A może i jest to prawda, kto to wie... ;)
* franc. w znaczeniu "god damn it"
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 15 czerwca 2015, 00:50

Kiedy Horacy zaczął wyjaśniać powody owego spotkania, deszcz miarowo bębnił w dach samochodu, spływając grubymi strugami po szybach i karoserii. Monotonny dźwięk odcinał mokrą kurtyną wnętrze terenowego auta od świata na zewnątrz. Dziwna mieszanina zapachów, perfum i skóry drażniła w przyjemny sposób zmysły. Niewielka przestrzeń, którą dziwna grupa nadnaturalnych istot zajmowała, przywoływała klaustrofobiczne odczucia. Dodatkowo sprawę pogarszały słowa Terrego. Jego nerwowość udzieliła się Victorii, a samo miejsce spotkania nie wróżyło nic dobrego. Victoria nie była przyzwyczajona to tak bliskiego kontaktu, na tak ciasnej powierzchni.
Wilgoć parująca z mokrych ubrań i oddechy dwóch żywych spośród zebranych po chwili zaczęły osiadać na szybach... Przez chwilę wampirzyca chciała dotknąć ich, rysując palcem bliżej nieokreślone kształty, jednak powstrzymała ruch ręki.

Chyba kiedyś widziałam to w jednym z filmów... wiadomości, które można zostawiać w ten sposób... dziecięce zabawy, jakże użyteczne, gdy można jeszcze oddychać...

Odwróciła wzrok i spojrzała z zaciekawieniem na dwójkę magów. Choć nie mogła zobaczyć ich aury, tryskające z nich życie i młodzieńczy entuzjazm wydawał się taki rzeczywisty. W trakcie, gdy Nosferatu mówił, obserwowała z zaciekawieniem ich reakcje. Nie potrafiła jeszcze w tej chwili rozgryźć relacji pomiędzy Horacym i Jasperem, postanowiła zatem wstrzymać się od wypowiedzi, czekając na dalszy rozwój dyskusji. Spotkanie z przedstawicielami Przebudzonych było dla niej nowym, w pewien sposób fascynującym doświadczeniem. Jednak okoliczności i niebezpieczeństwo, czające się i nieuchronnie zmierzające wielkimi krokami, zmyły wszelkie przejawy entuzjazmu z owego spotkania. Być może w innych warunkach, wymiana czy choćby rozmowa byłaby wielce pouczająca, jednak teraz... Teraz mieli problem. Wszyscy.

- To nie przypadek, że się tam wtedy znalazłeś. Pytanie tylko czy potraficie to jakoś ogarnąć i zostać pieprzonymi bohaterami, czy może wolicie czekać aż ten świat naprawę się rozjebie... - ostatnie zdanie Horacego zawisło w powietrzu, a Lasombra z powagą obserwowała reakcje magów. Jej twarz nie zdradzała niczego szczególnego. Jednak w duchu uśmiechnęła się, gratulując Szczurowi finezji...

Pięknie Horacy. Zobaczymy czy łykną haczyk. Nawet świadomość, że nim jest nie powinna ich zniechęcić...
Spoiler!
Obserwuję dwójkę magów z empatią. Chciałabym wiezieć, jak reagują na tak bliski kontakt z nami. Przestrzeni jest mało, więc mogą być nerwowi.

ODPOWIEDZ