Jedź do Point Pleasant manipulują, nie jedź do Point Peasant ale rób jak chcesz też manipulują. Wszyscy manipulują a nie widzisz u kogo tak naprawdę na postronku pomykasz.
Horacy nie skomentował, krótko wyjaśnił okolicę Namtarowi a potem zebrał swoje zabawki ruszył do samochodu. W myślach przeklinał założoną kamizelkę. Przeszkadzała mu cholernie.
[center]***[/center]
Horacy wpatrywał się w okno gdy auto mknęło przez ciemne przestrzenie wydarte lasom zmierzając nieuchronnie w kierunku Point Pleasant.
- Pytałeś Gavinie o człowieka ćmę. Nie jest to jakaś bardzo stara sprawa bo z ale nie byłem wtedy w Point Pleasant więc informacje mam z drugiej ręki. Co ciekawe całe story zaczyna się od cmentarza, co moim zdaniem może sugerować pewien związek z Rodziną. W październiku sześćdziesiątego szóstego przyleciał do mnie mały Tommy i mówi podskakując z podniecenia, że ma historyjkę dla Rustyego. Trochę go przycisnąłem i mi opowiedział, jak rozmawiał w knajpie z pijanym grabarzem z Point Pleasant zaraz następnej nocy po zdarzeniu. Co prawda pół dzielnicy już o tym mówiło ale trzeba przyznać Tommy dotarł do źródła. Garbarz jeśli dobrze pamiętam nazywał się Kenneth Duncan czy jakoś tak... On i jego czterech kolegów kopali nocą poprzedniego dnia groby dla jakichś gówniarzy co zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach. Grabarz powiedział Tommemu, że podczas grzebania w ziemi zobaczyli coś niezwykłego. Na pobliskim drzewie przyglądał się im dziwny stwór o skórzastych skrzydłach, czerwonych oczach przypominjący nieco człowieka. Potwór nagle zerwał się i przeleciał nad głowami grabarzy w nieznanym kierunku. A oni spieprzali aż się za nimi kurzyło. - Horacy zarechotał
Podkład muz.
https://www.youtube.com/watch?v=Lm9BRo6U_ZI
- Inne dziwne wydarzenie miało miejsce w miesiąc później. Najpierw jakiś chłopaczek stwierdził, że widział anioła o czarnych jak noc skrzydłach. Potem pewien facet z Salem miał gorszy przypadek. Właśnie oglądał telewizję, gdy nagle telewizor zgasł, po czym zaczął wyświetlać wzór przypominający rybie ości i wydawać buczący dźwięk jakby z generatora, czy czegoś. Miał takiego wielkiego owczarka niemieckiego który w tym samym momencie zaczął ujadać jak cholera. Gościu wziął więc strzelbę, latarkę i wyszedł sprawdzić, co tak bardzo niepokoi zwierzaka. Kiedy skierował światło latarki w stronę stodoły, gdzie najwyraźniej kierował się pies, i dostrzegł parę czerwonych oczu, przypominających reflektory rowerowe... Chciał podejść z psem do stodoły, ale sparaliżował go "hipnotyczny, paranormalny strach". Spuścił więc z łańcucha to swoje wielkie bydle ale ten pobiegł z ujadaniem w kierunku zagadkowego zjawiska i już nie wrócił. Resztę nocy mężczyzna spędził w łóżku ze strzelbą w dłoni, a rano znalazł tylko ślady łap psa w okolicy stodoły. Tak jakby tamten się kręcił wkoło czegoś. - zrobił pauzę obserwując z szelmowskim uśmiechem reakcję słuchaczy. Widział, że się im spodobało.
- Tego samego wieczora w innym rejonie miało miejsce jeszcze jedno zdarzenie. Otóż dwa młode małżeństwa podróżowały samochodem późnym wieczorem, kiedy zauważyli nagle osobliwą sylwetkę w pobliżu opuszczonej fabryki trotylu. Mam na myśli tą która znajduje się około 7 mil na północ od Point Pleasant. Tamten rejon to teren rozciągający się na przestrzeni kilkuset akrów, wypełniony lasami i wielkimi betonowymi kopułami, gdzie podczas Wielkiej Wojny produkowano i przechowywano materiały wybuchowe. Te budynki łączy podobno gęsta betonowa sieć podziemnych tuneli. Jeśli mnie pamięć nie myli cały ten teren należał kiedyś do przebudzonych z tego rozumowego odłamu. Dodatkowo w skład kompleksu wchodził rezerwat dzikiej przyrody McClintic, na terenie którego pełno jest sztucznych stawów, wzgórz i stromych grzbietów. Do wielu miejsc w rezerwacie nie sposób było się dostać by nie skręcić karku. więc okolicę odwiedzali tylko nieliczni myśliwi i wędkarze. Oprócz tego czasem zapuszczała się gównażeria szukająca mocnych wrażeń i ustronnych miejsc na romantyczne schadzki. Krótko mówiąc jeśli byś chciał gdzieś zabrać pannę Gavinie, to tej okolicy nie polecałbym. - zarechotał ale szybko się uspokoił - No, mniejsza z tym. Krótko mówiąc, jeśli jakieś dziwaczne stworzenie chciało się ukryć, nie mogło znaleźć lepszego miejsca w okolicy.
- W każdym bądź razie, jadąc tamtejszą drogą podobno zobaczyli dwa czerwone światła przypominające ślepia. Świeciły one w ciemnościach, jakie panowały wokół starego generatora znajdującego się niedaleko bramy fabryki. Były tak magnetycznie osobliwe że zatrzymali samochód i ze zdziwieniem przekonali się, że obserwują dużego dziwnego stwora o błoniastych trzymetrowych skrzydłach, wysokiego na około dwa metry. Wiali stamtąd, aż się kurzyło przez co o mało nie wpadli na zezwłok psa, którego coś porzuciło na środku drogi... Wszystko to opowiedzieli szeryfowi a ten wsiadł w radiowóz i tam pojechał. Nie wierzył im ale jak się zatrzymał przy cielsku wielkiego owczarka stwierdził, że na pewno coś go rozszarpało. Już kiedy się zbliżył do fabryki by dokonać oględzin usłyszał w policyjnym radiu dziwny dźwięk podobny albo do płyty obracanej w przyspieszonym tempie albo do trzasków jakiegoś generatora. Dostrzegł też coś, co później opisał jako nienaturalne "cienie krążące" po zakładach. Nie wszedł spieprzał jak pozostali. Kilka dni później, oba małżeństwa uzbrojone w szeryfa, powróciły w to miejsce ale już za dnia. Podobno ujrzeli wówczas coś latającego we wnętrzu bojlera, znajdującego się na terenie fabryki. Byli jednak zbyt przerażeni, aby sprawdzić, co to dokładnie było.- Nagle Horacy napiął się w fotelu spoglądając w gęstwinę którą mieli mijać.
[center]

[/center]
- Jedź wolniej! Chyba coś widziałem, tam patrzcie! - wskazał palcem w miejsce na poboczu drogi.
Po czym wybuchnął głośnym śmiechem. Kiedy się uspokoił kontynuował opowieść.
- W ciągu kilku następnych miesięcy nastąpiło wiele innych spotkań z dziwnym stworem. Łącznie chyba z kilkadziesiąt osób go spotkało. Cześć widziała go przy jakichś drogach, część w okolicach fabryki trotylu a kilka zupełnie gdzie indziej. Na przykład jakaś kobita mieszkająca w Cheshire została obudzona przez ujadającego psa i miała ujrzeć wielokolorowy obiekt unoszący się nad czubkami drzew, stojących na łące znajdującej się niedaleko jej domu. Tego samego dnia pewien nastolatek prowadzący samochód, zresztą nieopodal mieszkania tejże baby, zobaczył w powietrzu coś w kształcie podobnego do ogromnego ptaka. W pewnym momencie szybujący w przestworzach stwór zanurkował i zaczął gonić jego samochód.
[center]

[/center]
- Ale pojawianie się Człowieka Ćmy były tylko jednym z wielu dziwnych zjawisk, jakie miały miejsce w Point Pleasant w tamtych latach. Jeśli chodzi o Rodzinę to Tremere w roku 1966r mieli naprawdę sporo roboty i wszyscy zachowywali się tamtego roku wielce dziwacznie. Nic dziwnego, jak się do 1966r doda datę szóstego czerwca to szóstek się robi aż za wiele… Podobno mieli też duży problem z lojalnością wśród swoich gargoyli. Tommy wiedział o tych sprawach znacznie więcej, bardzo lubił sekrety magów o tych ich czarostwie. - Horacy westchnął - Szkoda tylko, że zaginął akurat tamtego roku podczas rajdu Sabatu, który prowadził taki dziwaczny ale bardzo potężny Tzismisce. Wraz z tymi swoimi pokracznymi sługami. Nie wszystkie te jego dziwne stwory udało się wtedy zatłuc. Nigdy czegoś takiego jak podczas tamtego ataku, ani wcześniej, ani później nie widziałem... - Horacy pokręcił głową patrząc odlegle jakby w przeszłość.
- Wracając do tematów z perspektywy świata śmiertelnych. Pewien dziennikarz napisał nawet książkę o zagadkowych okaleczeniach zwierząt domowych, aktywności duchów a nawet relacjach z dostrzeżenia UFO. Gdyby nie osobliwe wizyty ludzi w czerni, którzy próbowali zatuszować sprawę Człowieka Ćmy można by uznać, że to kolejna bujda. Do pisarza zgłosili się nawet ludzie, którzy stwierdzili, że są w kontakcie z kosmitami przekazującymi im przepowiednie dotyczące przyszłych wydarzeń. Pośród nich były wiadomości o katastrofie mostu Silver Bridge w Point Pleasant. Ale co do mostu prawda jest chyba inna. To jest raczej sprawa przekleństwa z 1777r. Tylko nie wspominajcie o tym przy Wild Heartcie - uśmiechnął się tajemniczo - no ale to już zupełnie inna historia...