Poturlane z niebywałą zręcznością jabłko pokonało drogę pomiędzy dwoma dzbanami napitku i byłoby spadło na kolana Sivariaela, gdyby milczący jak zaklęty altmer nie podniósł jednej z ukrytych pod stołem dłoni łapiąc owoc w ostatniej chwili i oplatając go długimi smukłymi palcami.
Słowa wypowiedziane przez Dumasa Neviersa dotarły do uszu szlachetnego elfa, podchwycone wyostrzonym słuchem badacza starożytnych tajemnic, Sivariael nie odrzekł jednak ani słowa, nie dając się sprowokować szukającemu otwarcie zwady Bretonowi. Na jego dumnej twarzy nie pojawił się najmniejszy ślad emocji, a spojrzenie złotawych oczu starannie omijało twarz ciemnowłosego przybysza z Wysokiej Skały dając Neviersowi tym samym do zrozumienia, że nie zyska pożądanej przez siebie okazji do wymiany złośliwości.
Jeśli zachowanie Bretona - zwłaszcza zaś sugestia, jakoby to altmer nasłał na niego rozbójników Havara - rozdrażniło Sivariaela, wyprostowany jak świeca elf w najmniejszym stopniu tego nie okazał, przyglądając się ostentacyjnie innym biesiadnikom.
Gra się toczy, a Procjon milczy, chociaż się loguje. Co to może wieścić Sivariaelowi? To naturalnie tajemnica...