Strona 35 z 88

: 22 czerwca 2015, 12:10
autor: lightstorm
Charleston WV Point Pleasant 10.08.1993

Rafael prowadził spokojnie auto, jakby dokładnie wiedział gdzie jechać.

- Zawiozę was do najbliższego motelu i wynajmę pokój - oznajmił spokojnie.

Przerwał na chwilę, jakby zastanawiając się nad słowami Horacego, po czym rzekł:

- Przykro mi, ale nie mogę dzielić się informacjami na temat mojej pracy z innymi członkami Rodziny. Przykaz Democritusa... A skoro mówimy o autobusie i waszym udziale w tym wypadku, to chciałbym wiedzieć, co koteria Red'a robi w Point Pleasant? Muszę zadać te pytania, to mój obowiązek. Ten autobus kompletnie nie pasuje do sprawy, więc stawiam, że atak był skierowany na was. Macie jakichś wrogów?

: 22 czerwca 2015, 12:25
autor: Frater_Terry
Przysłuchując się toczonej rozmowie, Terry zastanawiał się nad najlepszym rozwiązaniem zaistniałej niefortunnej sytuacji. Z pomocą przyszedł mu Rafael. Kiedy wspomniał o motelu, Malkavian nachylił się lekko w stronę Victorii i równie ściszonym głosem co wcześniej ona powiedział.

- Myślę, że motel jest dobrym pomysłem. Musimy doprowadzić się do ładu. Ty możesz wezwać swoją świtę, niech przywiozą ubrania. To da nam chwilę na przegrupowanie. I decyzję co dalej. - zrobił krótką pauzę, zastanawiając się nad czymś, po czym dodał - Zaś co do twoich obaw, Jeep jest mało istotny w tej chwili. Plus Rafael się nim zajmie. Horacy go zna i wiemy już do kogo należy.

Poza tym, "pozbyć" się terenówki nie mamy jak. Nie możemy tam wrócić. Żadne z nas. Chyba, że Darth Namtar, ale wtedy zginie wiele niewinnych osób. Pewnie Łowca by się ucieszył, jednak to zbyt wysoka cena za jego dobry humor. Zresztą cała ta sprawa nie daje mi spokoju. On jest komunikatywny tylko kiedy ma dobre samopoczucie. To zaś osiąga jedynie poprzez zabijanie i pożeranie. Nie mogę na to przystawać, to jest jawne łamanie piątego przykazania. Jednak kiedy ma podły humor, pozostaje poza jakąkolwiek kontrolą, a wtedy jest tylko gorzej. Nie wiem co mam robić. Nie mogę pozwalać mu na takie zachowanie, jednak jest to jedyny widoczny dla mnie sposób by zapobiec totalnej rzezi. Mogę sobie tłumaczyć, że wybieram mniejsze zło, lecz niezmiennie wybieram zło. Nie wiem co mam robić.

- Co do wrogów, z pewnością znajdzie się kilku. Jednak nie widzę sposobu by wiedzieli, że będziemy w tamtym miejscu w tamtej chwili. zdecydowaliśmy o trasie naszego przejazdu raczej spontanicznie i w ostatniej chwili. W dodatku zatrzymaliśmy się tylko przez tego łysego gościa z MiB... - odpowiedział na ostatnie pytanie ghula.

Albo może i nie przypadek. Może Jasper i Grace wcale nie są tak głupi, na jakich starali się wyglądać...

: 22 czerwca 2015, 14:41
autor: lightstorm
Charleston WV Point Pleasant 10.08.1993

- Łysego gościa z MiB? O czym ty mówisz? Zatrzymał was tam? Gdzie dokładnie? - wyraźnie zaciekawiony Rafael wyrzucił z siebie garść pytań.

- Wyszedł przed maskę naszego samochodu - odparł Terry. - Był tam na miejscu zdarzenia. To on był powodem, dla którego w ogóle się tam zatrzymaliśmy. Zaszedł nam drogę.

- To gdzie on teraz jest? Dlaczego nie powiedzieliście od razu? Kurwa mać! - wykrzyknął Rafael.

- Sekundy przed wypadkiem z jakiegoś powodu wpadł na maskę naszego samochodu - wyjaśnił Terry. - Siła uderzenia wyrzuciła go w powietrze. Wpadł do budynku przez okno.

Twarz Ghula przybrała nagle stanowczy wyraz i agent gwałtownie skręcił w lewo, zawracając na jezdni. Wszyscy w samochodzie zaskoczeni obrotem wydarzeń, złapali się uchwytów na dłonie, by utrzymać się w fotelach. Nagły zwrot pojazdu nieprzyjemnie skojarzył im się z niedawnym wypadkiem, wywołując niepokój i złe wspomnienia. Rafael pospiesznie zatrzymał nagle samochód i polecił:

- Wysiądźcie tutaj! Muszę tam natychmiast wrócić! - powiedział zdecydowanie.

- Powiedz nam tylko, gdzie w miarę blisko znajdziemy jakiś motel - zawołał Malkavianin. - Nie możemy w tym stanie chodzić po ulicach!

- Historic Lowe Hotel 401 Main Street. Powiedziałem wysiadać! Szybko! - odparł, po czym nacisnął pedał gazu, nie spuszczając sprzęgła. Silnik zaryczał, przynaglając Spokrewnionych do opuszczenia auta.
Co robicie?

: 22 czerwca 2015, 18:01
autor: Suriel
Wysiadam. Mam zamiar otoczyć siebie innych niewidzialnoscia (trzecia kropka). Opis wkrótce. Możecie zacząć się niepokoić :P

: 22 czerwca 2015, 18:20
autor: Frater_Terry
Po informacji odnośnie motelu, bezzwłocznie wysiadam. Właściwie widzę to w ten sposób, że odpowiedź pada kiedy jestem już na zewnątrz, schylony przez otwarte drzwi.

: 22 czerwca 2015, 18:36
autor: Sigil
Morderca zatrzymał motor tuż przy granatowym Fordzie agenta. Deszcz lał się z nieba nieustannie i pierwsze krople wody zaczynały już przesączać się przez materiał kurtki. Ulewa zmyła zapach jej włosów z dłoni Mordercy. Smak strachu i barwa krwi były już tylko wspomnieniem. Przyjął to jednak ze spokojem. Wszystko wszakże przemijało... W swoim czasie... Wciąż zresztą pamiętał o zdjęciu spoczywającym bezpiecznie w jego kieszeni. Uśmiechnął się lekko. Laa*, lepiej nie myśleć o tym przy nich... Spojrzał na wysiadających w pośpiechu Niewiernych i zapytał:

- Maadha taf'al?* Co jest grane? - poprawił się, widząc że niekoniecznie go rozumieją - Wolałbym znać wytyczne i cele działania. Więc?

Jego głos był jak zwykle obojętny i mechaniczny, pozbawiony najlżejszego odcienia emocji. Wspomnienia mogły poczekać na chwilę, w której będzie sam. Teraz należało skupić się na pracy.


* arab. Nie
** arab. Co robicie?

: 22 czerwca 2015, 21:45
autor: Suriel
Horacy przytrzymał drzwi do samochodu by kolejna osoba mogła łatwiej wysiąść. Przy czym równie kurtuazyjnie dodał
- No dobra, wypierdalać z auta. Słyszeliście co powiedział. Bez ociągania. Dalej będziemy cisnąć z buta. Ty też kochanie. - rzucił nie bardzo wiadomo do kogo, po czym szybko pochylił się do okna kierowcy - Rafael może jednak chcesz pomocy z tym facetem w czerni? Tak myślałem.

Rozejrzał się po okolicy w której wysiadali. Czuł jak wiatr smaga go niczym biczem. Moczy niemal do suchej nitki, przenika przez podarte ubranie, przedziera się przez białą maskę, dotyka zmartwiałej skóry.

- Mamy tutaj koniec jazdy Namtarze. Ostatni przystanek. Dalej za darmo pojechać się już nie da. - zarechotał cicho ale szybko umilkł - No dobra spadamy stąd, bo przez te dziury w portkach strasznie wieje mi po jajach. Poza tym, nie wiem jak wy ale ja strasznie zgłodniałem po tym wypadku - mlasnął parę razy jakby chciał podkreślić ten fakt - No, bez wątpienia opierdoliłbym coś chętnie...

- Nie przejmujcie się ubraniami, jakby co powiem, że jesteście z mojego klanu - ponownie zachichotał. Na razie otulę was niewidzialnością, wtedy poczujecie jak to jest być potworem na co dzień. Tylko na razie trzymajcie się blisko mnie i unikamy kamer, ok? Spokojnie bez nerwancji, pierwszy lepszy sklep z ubraniami i zaraz znajdziemy wam coś stosownego i staniecie się na powrót pierdolenie piękni i eleganccy. - dodał z lekką nutą goryczy

- Tylko z fajną kiecką może być trudno. Do ciebie to Frater było.

Horacy zdawał się mimo wszystko być w nader dobrym humorze. I tak faktycznie było. Każda ucieczka przed śmiercią wprawiała go w taki nastrój.

- A potem pójdziemy do jakieś cichej knajpki i pogadamy o krecikach, ptaszkach i martwych Indianach.

Wyciągnął z kieszeni komórkę. Dziwnym trafem przetrzymała i tylko klapka byłą pęknięta. Włączył ją i napisał do Jaspera: Żyjecie?

- No to jak chcecie wyglądać? - zapytał z podejrzanie złośliwym uśmiechem, którego nie mogło przykryć udawane zaoferowanie pisanym smsem.

: 22 czerwca 2015, 22:11
autor: Sigil
- Jakim facetem w czerni? - zapytał znienacka Assamita, nie kryjąc zainteresowania. - Tamtego trafiłem, powinien być trupem. Szybki był... - dodał na koniec, jakby bez związku. - Za szybki na człowieka...

Ożywił się ponownie, gdy Nosferatu wspomniał o głodzie:

- Na'am* - uśmiechnął się, błyskająć zębami w mroku. - dobrze będzie przelać nieco krwi. Noc jeszcze młoda. Później możemy pogadać. Mam dla was ciekawą informację. Ayyna Sa-Nadham? Wybierzcie, gdzie się udamy?
Generalnie Namtar wydaje się dziwnie spokojny i rozluźniony. W jego postawie i głosie brak napięcia, które często jest tam obecne. Myślę, że zdążyliście się już nauczyć, co to oznacza.
* arab. Tak

: 22 czerwca 2015, 23:28
autor: Rellon
- Mniej kabaretu, więcej konkretnych działań Horacy - rzucił Ravnos po wygramoleniu się z samochodu. Chwile później, już wyposażony w dwie torby i plecak, oczywiście w nieśmiertelnym kolorze czerni, oczekiwał dalszych działań.

- Gdzie jesteśmy i gdzie tu jest jakiś sklep w takim razie? Od biedy można włamać się do jakiegoś domu, zabrać co trzeba, zostawić kilkaset dolców na stole i zniknąć nim ktokolwiek zdoła narobić rabanu. Potem hotel i szybka ewakuacja. - Myślał głośno Ravnos, świadomy tego że jest w zasięgu słuchu agenta FBI.

Cóż za szkoda że Victoria nie będzie w stanie wysłać za nim swojego małego szpiega. ciekawe co za tajemnice skrywa tamten przeklęty dom.

Chwile później spostrzegł że Assamita jest podejrzanie uprzejmy i chętny do konwersacji. Obserwował przez chwile jego aurę, postawę ciała, manierę w jakiej się poruszał i wykonywał swoją prace. Widział go już poruszonego, tej nocy gdy świat opuścił Spiro. Wrażenie było podobne, jednak w jakiś subtelny sposób bardziej niepokojące.

Nie chodzi o krew, nie chodzi o walkę i nie chodzi o nas. W normalnych warunkach byłbyś wściekły za takie "utrudnienie" Twojej roboty. Znowu coś cie rozluźniło.

W tej chwili wróciło do Ravnosa to o czym mówił wcześniej Ojczulek. Nadarzyła się jedna z niewielu okazji by nawiązać z mordercą nić porozumienia. Sam jednak nie odważył się podjąć działania w tym kierunku. Osoba Namtara bardzo źle znosiła Towarzystwo Ravnosa, z wzajemnością zresztą. Miał jednak nadzieje że ktoś jeszcze to zauważy i rozegra w odpowiedni sposób.
1. Kiedy koteria się zbierze, wykonuje polecenia Horacego/Namtara. Nie chce narażać koterii na niebezpieczeństwo
2. Rzut na znajomość terenu? Czy Gavin wie cokolwiek na temat okolicy w której się znajdujemy, co byłoby przydatne w obecnej sytuacji?

: 23 czerwca 2015, 06:27
autor: Rooster
Victoria rozejrzała się po ulicy, a deszcz lejący się z nieba ograniczał widoczność do kilkunastu metrów zaledwie. Nie było sensu w tej chwili przejmować się deszczem. Przesiąknięte na wskroś zniszczone ubrania zwisały w poszarpanych strzępach z postaci nieumarłych. Jedynie Łowca zdawał się w nienaruszonym stanie. A jego nad wyraz spokojna i rozluźniona postawa nie wróżyła niczego dobrego. Kiedy ford z piskiem opon zawrócił, oddalając się od niewidocznych już teraz członków koterii, Victoria rozejrzała się po oświetlonych skąpymi latarniami ulicach, lustrując otoczenie. Zwróciła się do reszty.

- Ten motel, o którym mówił Rafael. W którą stronę Horacy? - Lasombra w oczekiwaniu na odpowiedź, szukała w kieszeniach swojej marynarki telefonu. Szybkim ruchem sprawdziła jego stan, choć nie sądziła, by jeszcze się do czegoś nadawał. Miała rację, zniszczony i potłuczony aparat był bezużyteczny. Wrzuciła potrzaskane części z powrotem do kieszeni. - Cholera... Twój telefon działa? Muszę zadzwonić po transport. - zapytała.

Czekała na reakcję Horacego, a kiedy wskazał kierunek, zwróciła się do Namtara.

- Wyglądasz najlepiej z nas wszystkich, więc kiedy dotrzemy na miejsce, wynajmij tam jakiś pokój i zaczekaj na nas. - wyjęła z kieszeni portfel i podała Assamicie kilka studolarowych banknotów.

- Gavinie, zajmij się ubraniami. Chyba że wolicie poczekać na swoje rzeczy? Mój ghul je przywiezie, ale zajmie to około godziny. - Rozejrzała się, przyciskając wciąż bolące ramię do boku. - Nie ma sensu tu tkwić, więc ruszajmy stąd.

- Horacy? Mogę zadzwonić? - zapytała, kierując się we wskazanym wcześniej kierunku. Kiedy Nosferatu bez słowa podał jej swój aparat, spojrzała w jego oczy dłuższą chwilę, jakby chciała powiedzieć coś więcej. Coś istotnego, jednak zawachała się. To nie był dobry moment...

- Dziękuję. - Powiedziała cicho, po czym zaczęła wystukiwać numer.
Dzwonię bezpośrednio do Claire. Informuję ją o wypadku i skasowanym jeepie. Niech zajmie się papierkami. Lucas ma przyjechać jak najszybciej do Point Pleasant, razem z ubraniami dla ekipy. Ja zjawię się wkrótce w domu.

: 23 czerwca 2015, 11:51
autor: Frater_Terry
Wysłuchawszy uwag i planów koterii, skupił się na Mrocznym Jedi. Który miał dla nich ciekawą informację. I solenną wręcz obietnicę rychłego uśmiechu na twarzy. W dodatku wcale nie tego z rodzaju budzących dyskomfort. Mówił spokojnie i był rozluźniony, i Terry doskonale już wiedział jakie warunki zostały spełnione.

Kierowca autobusu, prawda? Zniknąłeś tam na parę ładnych minut. Mam tylko szczerą nadzieję, że przez większość tego czasu rozmawialiście. Chociaż nie wiem, czy dla tego biedaka to lepiej. Widziałem kilka razy w jaki sposób lubisz rozmawiać z osobami które przepytujesz. Niech chociaż się okaże, że szybko to zakończyłeś.

Wzdrygnął się na wyobrażenie tego co Darth Namtar robił w rozbitym pojeździe. Szczerze wolał się nad tym nie rozwodzić. Przynajmniej nie w tej chwili. Obiecując sobie modlitwę w intencji kolejnej ofiary Łowcy, spojrzał z wysoko uniesionymi brwiami na resztę załogi. Jakby sam chciał się zapytać "co dalej".

Przez chwilę zdjęło go przerażenie, kiedy uzmysłowił sobie co powiedziała Victoria. Jeśli jej ghul miał przywieźć ich rzeczy, mogło to oznaczać, że w poszukiwaniu jego zastępczego odzienia odkryje zawartość jego worka. Zrodziło by to zbyt wiele pytań, i wprowadziło niepotrzebne zamieszanie. Lecz przede wszystkim, zdradziło by to, czego nie chciał przed nikim ujawniać. Po chwili uspokoił się jednak, przypominając sobie, że bagaż zostawił w części domu, do którego nikt poza Koterią nie miał wstępu.

: 23 czerwca 2015, 14:00
autor: Sigil
Morderca rozejrzał się po okolicy. Parterowe domki, białe i czerwone, rozsiane na równo przyciętych trawnikach i tych kilka pojedynczych klonów trudno było uznać za odpowiednią osłonę. Okolica była zbyt otwarta jak na jego gust i wiedział, że jeśli koteria stanowiła cel potencjalnego zamachowca, nie będzie musiał długo czekać na ruch przeciwnika. Co właściwie nie byłoby takim złym rozwiązaniem, oszczędziwszy mu czasu. Wyłączając oczywiście atak snajpera. W tym przypadku mieliby naprawdę przerypane. Lustrując okolicę odezwał się:

- Sugerowałbym znaleźć jakiś tani motel. Coś, gdzie za dodatkową stówkę wszyscy o was zapomną. I nie będą ich obchodziły ślady krwi ani podarte ciuchy... Ale to wy decydujecie.

Przyjął pieniądze od Victorii i skinął głową na znak, że rozumie. Następnie wziął plecak od Gavina i założył go. Wolał mieć swój sprzęt pod ręką. Poprawił paski i sprawdził położenie giwery i noża. W sumie dodatkowe obciążenie nie przeszkadzało mu tak bardzo. Był zresztą do niego przyzwyczajony. Przeciągnął się lekko.

- Potrzebujecie dużo krwi a czasu mamy mało - rzucił i uśmiechnął się, błyskając zębami. - Ja zresztą też potrzebuję... Sugerowałbym więc zapolować na coś lepszego niż Śmiertelnicy. Pariasi czy Anarchiści nie powinni stanowić problemu. W razie czego mogę położyć paru sabatników. Co wy na to? - w głosie Mordercy pod pozorną obojętnością pojawiła się nuta wyczekiwania. I pożądania. - Ryzyko nie będzie duże, jeśli dobrze to rozegramy. Zakładam Horacy, że wiesz gdzie można by spotkać odpowiednie ofiary, prawda? Więc ayna hum?*

Przekrzywił lekko głowę czekając na odpowiedź Szczura. Miał nadzieję, że tym razem się zgodzą. Przecież musieli czuć głód - a z doświadczenia wiedział, że przed nim nie ma ucieczki. Poza tym, czyż nie byłoby czystą rozkoszą patrzeć jak Pomiot Khayyina morduje własnych braci i siostry?


* arab. Gdzie oni są?

: 23 czerwca 2015, 14:22
autor: lightstorm
Charleston WV Point Pleasant 10.08.1993
Jak tylko wysiedliście z samochodu Rafael natychmiast odjechał. Idziecie Viand Street na południe, co oznacza że kierujecie się w stronę Parku Tu-Endie-Wei. Zajmie wam to maksymalnie 20 minut. Gdzie idziecie? Do hotelu, który podał wam Rafael, czy szukacie jakiegoś taniego motelu?

: 24 czerwca 2015, 12:23
autor: Frater_Terry
Nie wierzył własnym uszom. Propozycja Łowcy wydawała mu się nie tyle niedorzeczna, co właściwie obraźliwa. I mocno go zmartwiła. Bo wyglądało to trochę, jakby Morderca powoli acz konsekwentnie przepychał swoje idee w ich serca. Wpierw udało mu się wyegzekwować ich akceptację dla jego aktów Amarantu. Nie do końca, bowiem wyraźnie zaznaczyli, że nie życzą sobie tego oglądać. Ale teraz zaproponował im wspólny, kanibalistyczny posiłek. Wystarczy, że jeden chociaż raz któreś z nich na to pójdzie, a Assamita zyska argument nie do obalenia, którym będzie w stanie położyć wszelkie moralne rozterki reszty Koterii.

Rozejrzał się po pozostałych, lecz nikt się nie odezwał. I wcale im się nie dziwił. Zdążył już dostrzec radość Mrocznego Jedi, kiedy do nich dołączył parę chwil temu. Wiedział co to oznacza. I wiedział, że reszta też to rozumie. Wcześniejszej nocy sam zwrócił im na to uwagę, wysuwając propozycję, by wykorzystać te chwile do nawiązania relacji z Łowcą. Sugerując, że pozwoli to im nad nim zapanować. A teraz patrzył jak Darth Namtar, biorąc inicjatywę w swoje ręce sam wykorzystuje tę chwilę, do zyskania większej kontroli nad grupą.

Miał szczerą nadzieję, że ktoś się odezwie. I zaoponuje. Lecz nic takiego się nie działo. A kiedy kolejne sekundy milczenia mijały, w jego sercu zrodził się strach.

Co jeśli oni milczą, bo rozważają jego propozycję? Co jeśli za chwilę po kolei zaczną przytakiwać, a Horacy wskaże im drogę w odpowiednie miejsca?

Najgorsze było to, że w tym samym stopniu co przerażenie, zżerała go w tej chwili ciekawość. Żądza poznania ich odpowiedzi. Nie bał się o siebie, wiedział, że nigdy by na coś takiego nie przystał. Ale tak strasznie chciał wiedzieć co w tej chwili chodzi po głowach całej reszcie. Postanowił jednak nie wchodzić w ich głowy, mimo wszystko wierzył w pewnego rodzaju etykietę, która nie pozwalała mu na takie zachowanie.

Milczenie stawało się powoli nie do zniesienia w tej sytuacji, mimo, że minęło nie więcej niż paręnaście sekund. Wcale nie chciał być tym, który pierwszy przemówi. Przede wszystkim nie miał pojęcia jakich słów użyć, by Darth Namtar znów nie zamknął się w sobie. Nie chciał tego. Lecz bardziej nie chciał, by ktoś zaakceptował tę propozycję. Lub po prostu wybuchnął świętym oburzeniem. Wiedział dokąd by to prowadziło. Więc choć niechętnie, w końcu zabrał głos.

- Pariasi i Anarchiści, powiadasz? Cóż, wierzę ci na słowo, że taka krew jest "lepsza", uważam jednak, że to zły pomysł. Pomijam już takie sprawy jak pewne zasady, którymi się kieruję. Chociaż to też jest istotne. Picie spokrewnionych jest bowiem wbrew memu kodeksowi postępowania. Jednak to co tobie może wydać się istotne, to fakt, że jeśli zaczniemy ganiać za innymi i ich wypijać, bardzo szybko narobi nam wrogów. A sądząc po natłoku dziwnych sytuacji które nas spotykają i tak ich nam nie brakuje. Pamiętać należy, że jesteśmy nie na swoim terenie. A także, że wieści potrafią się bardzo szybko rozchodzić. Czyniąc tak jak zaproponowałeś sprawimy, że wkrótce żaden z naszych nie będzie chciał z nami rozmawiać. Nadmienię również, że Rafael, ten ghoul który nas tu przywiózł, należy do Księcia. I wie, że jesteśmy w Point Pleseant, i wie gdzie nas wysadził. No i jest jeszcze Horacy. On tutaj mieszka, czyniąc tak, zniszczymy wszystko co sobie przez lata zdążył wypracować w tutejszej społeczności. A co może być dla nas naprawdę przydatne i pomocne w naszym dochodzeniu. Zatem oprócz, jak to pięknie ująłeś "czegoś lepszego", widzę w tej myśli same minusy. I tak naprawdę strzelimy sobie w kolano tak czyniąc. Zaś co się tyczy twojej propozycji z Motelem, uważam z kolei ją za bardzo dobrą. Miejsce gdzie obsługa będzie patrzeć w inną stronę w istocie jest czymś, czego obecnie nam potrzeba. W dodatku w takich miejscach spodziewam się wielu osób z ludzkiego społeczeństwa, które również nie będą myślały by zwracać na nas uwagę, czy wspomnieć chociażby komukolwiek o bandzie bladych, zakrwawionych indywiduów. A które również mogą nam zapewnić pożywienie. W ten sposób rozwiążemy dwa problemy na raz.

: 24 czerwca 2015, 14:53
autor: Sigil
- Afham.* Spokojnie, Terry - uśmiech Assamity stał się jeszcze szerszy. - Nikt się o tym nie dowie. Nie zamierzam zostawiać świadków.

Roześmiał się cicho, chociaż Terry nie miał pojęcia co w tej myśli tak rozbawiło Mordercę. Zresztą, mówiąc prawdę, niekoniecznie chciał wiedzieć.

- Poza tym krew śmiertelnych jest jak woda... Piję ją, gdy nie mam innego wyjścia - kontynuował po chwili Łowca. - Rozumiem, że nie chcesz polować na członków własnej sekty i nie proponuję ci tego. Pamiętam słowa Amira. Mam na myśli usunięcie paru śmieci, po których nikt nie będzie płakał... Nie sądzę, by ktokolwiek prowadził u was ich ewidencję. Więc nie musisz się martwić. Wszystko pozostanie między nami, a ja umiem trzymać gębę na kłódkę.

Uśmiechnął się do Malkawianina w sposób, który jemu samemu zapewne wydałby się przyjazny, niemniej Terremu błysk zębów Assamity wcale nie poprawiał humoru. A także fakt, iż zaraz po tym Morderca oblizał się, niczym kot rozmyślający o wymordowaniu rodziny tłustych myszy.



* arab. Rozumiem