: 24 czerwca 2015, 16:12
Terry miał nadzieję, że jego słowa dotrą do rozsądku Łowcy. A także zakończą temat. Nie były to wielkie nadzieje, ale zawsze jakieś. Prysnęły jednak jak bańka mydlana po słowach Mrocznego Jedi. W dodatku pojął, jak bardzo wcześniej rozminął się w interpretacji słów Mordercy z ich rzeczywistym znaczeniem. I jak bardzo niewinną propozycją było to w mniemaniu Assamity. Zebrał myśli, które w szalonym tempie rozbijały mu się wewnątrz czaszki. Przyjrzał im się z uwagą, po czym wybierając kilka z nich, odpowiedział.
- Ja bym za nimi płakał. Szczególnie kiedy wyjaśniłeś, że twoja propozycja tyczy się nie samego posiłku, a morderstwa które ów posiłku było by następstwem. Zwyczajnie nie mogę się na to zgodzić, a tym bardziej brać w tym udziału. Bo nie chodzi o przynależność do sekty, a poszanowanie życia i prawa do zbawienia, które posiada każdy, nawet ty, Duchu z Otchłani.
- Odwołałem się też specjalnie do Kodeksu postępowania, bo wiem, że jako osoba pełna honoru rozumiesz istotę takich zasad. Dlaczego nie zwróciłeś uwagi na tę część mojej wypowiedzi? Czy to znaczy, że w twojej opinii nie posiadam takowych?
- Nie wiem co masz na myśli, mówiąc, że krew śmiertelnych jest jak woda. Nie wiem, bo jak już wcześniej wspomniałem, nie piję ze spokrewnionych. W mych oczach było by to zwyczajnie kanibalizmem. Wierzę jednak w twe słowa. Wierzę w to, że krew kainitów jest silniejsza. Jednak, ludzie w zupełności zaspokajają moje potrzeby i nigdy nie rzucę się na żadnego z nieśmiertelnych, jak długo będę posiadał nad sobą kontrolę.
- Dlatego serdecznie dziękuję ci za tę propozycję. Odbieram ją jako gest swego rodzaju pojednania i szczerze doceniam. Ale jestem Sługą Pana na Wysokościach i nie ulegam pokusom ni żądzom które pojawiają się na mej ścieżce. Ni w czasach minionych, ni teraz, ni nigdy.
Kończąc, uśmiechnął się do Darth'a Namtara. Możliwie najprzyjaźniejszym ze swych uśmiechów. Nie chciał, by ten znów się zablokował na próby komunikacji, ale bardziej nie chciał być przezeń postrzegany jako osoba odpowiednia do tego typu propozycji.
- Ja bym za nimi płakał. Szczególnie kiedy wyjaśniłeś, że twoja propozycja tyczy się nie samego posiłku, a morderstwa które ów posiłku było by następstwem. Zwyczajnie nie mogę się na to zgodzić, a tym bardziej brać w tym udziału. Bo nie chodzi o przynależność do sekty, a poszanowanie życia i prawa do zbawienia, które posiada każdy, nawet ty, Duchu z Otchłani.
- Odwołałem się też specjalnie do Kodeksu postępowania, bo wiem, że jako osoba pełna honoru rozumiesz istotę takich zasad. Dlaczego nie zwróciłeś uwagi na tę część mojej wypowiedzi? Czy to znaczy, że w twojej opinii nie posiadam takowych?
- Nie wiem co masz na myśli, mówiąc, że krew śmiertelnych jest jak woda. Nie wiem, bo jak już wcześniej wspomniałem, nie piję ze spokrewnionych. W mych oczach było by to zwyczajnie kanibalizmem. Wierzę jednak w twe słowa. Wierzę w to, że krew kainitów jest silniejsza. Jednak, ludzie w zupełności zaspokajają moje potrzeby i nigdy nie rzucę się na żadnego z nieśmiertelnych, jak długo będę posiadał nad sobą kontrolę.
- Dlatego serdecznie dziękuję ci za tę propozycję. Odbieram ją jako gest swego rodzaju pojednania i szczerze doceniam. Ale jestem Sługą Pana na Wysokościach i nie ulegam pokusom ni żądzom które pojawiają się na mej ścieżce. Ni w czasach minionych, ni teraz, ni nigdy.
Kończąc, uśmiechnął się do Darth'a Namtara. Możliwie najprzyjaźniejszym ze swych uśmiechów. Nie chciał, by ten znów się zablokował na próby komunikacji, ale bardziej nie chciał być przezeń postrzegany jako osoba odpowiednia do tego typu propozycji.
[/center]
[/center]
[/center]