- Prrlllfff... mhmmm! - wrzeszczał skrępowany mężczyzna, leżący na ziemi. Prześcieradło okazało się dosyć mocne i niemożliwe do przegryzienia. Na szybko opatrzona rana jest niegroźna - jak to ocenił beorning. Gdy obaj intruzi byli związani i przywiązani do ramy łóżka, a Galdor i Hastamir ruszyli w pogoń, Ulfhedin ostrożnie podszedł do szafy z toporem w ręku.
Uchylił prawe drzwi z lekkim skrzypieniem dawno nie smarowanych zawiasów. Brwi zmiennokształtnego uniosły się na widok zawartości szafy.
Pojękującej zawartości.
*
Drzwi otwarły się i z wnętrza pokoju wypadł Dwalin i niewidzialny Praciaen. Krasnolud krzycząc wpadł wprost na arystokratę z Rohanu, który tej nocy wszczynał bójkę. Oboje przewrócili się i turlali chwilę, aż zatrzymali się na krawędzi schodów. Mężczyzna leżał na dole, duszony przez wściekłego krasnoluda. Sindar stał obok i wyczekiwał ukryty. Dosłownie parę sekund później na I piętro wpadł Galdor, a zaraz za nim Hastamir.
Wchodząca po schodach kobieta zwróciła uwagę wszystkich. Lady Byrde wspinała się zgrabnie do góry, zaś z jej oczu płonął ogień złości i zemsty. Odruchowo wszyscy cofnęli się o krok, jakby przeczuwając niebezpieczeństwo.
Gdy podeszła bliżej, spojrzała na dół, w twarz powalonego arystokraty.
- Jak mogłeś? Jak mogłeś mi to zrobić? Bawiliśmy się razem w dzieciństwie...
Po schodach i z pokoi zaczęli wychodzić przebudzeni awanturą goście, jak i zbrojna asysta Lady Byrde. Wszyscy czekali na wyjaśnienia...
*
W szafie siedziała skulona, młoda dziewczyna, pochlipując i jęcząc co chwilę. Na ustach miała zawiązaną chustę, zaś ręcę i nogi krępowały mocne liny. Dziewczyna spojrzała błagająco na Ulfhedina.
*
- Nic wam nie powiem. Puszczajcie mnie, to wam puszcze to płazem - charknął mężczyzna, wciąż lekko przyduszany przez Dwalina. - Lepiej, żeby się o tym nie dowiedział król Fengel*, bo naprawdę będziecie mieli kłopoty!
- Zabrać go z mych oczu. A co z jego bandziorami?
- Pani! Pani! - wysapał jeden ze strażników, wbiegający po schodach. - Eadness uciekł!
- Jak to: uciekł? - zapytała wściekła dama.
- Musiał wyślizgnąć się przez okno w dalszej części piwniczki, zaraz za drugimi drzwiami... nie mógł uciec konno, wszystkie wierzchowce są pilnowane!
- Ale dlaczego uciekł? Znajdźcie go! - rozkazała Lady Byrde.
Chcecie pomóc w poszukiwaniach, czy zostajecie w karczmie?