PBF - Bournemouth after Midnight

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 15 czerwca 2015, 16:39

Okolice Southampton; 25/11/2014; Przed połnoca

Achille wpatrywał się z noc, nadal obracając na końcach palców ilustrowany przewodnik.

- Czy znasz to powiedzenie: zobaczyć Rzym i umrzeć? - Poprawił się w fotelu pasażera i melacholijnie przekrzywil głowę patrząc w ciemność za boczną szybą. Nie oczekiwał odpowiedzi, pytał retorycznie. - Umrzeć drugi, trzeci raz... Na razie te wszystkie wydarzenia bardziej przypominają grę, niby były niebezpieczeństwa, tracimy małe ludziki w rogu ekranu ale nadal idziemy do przodu. Prawdziwe zabijanie dopiero przed nami. Rzym trochę mi to uświadomił. Śmierć tamtejszego Setyty... Właściwie było mnóstwo powodów, chociaż pewnie chodziło o terytorium. To aż absurdalnie przerysowane - gdzie można znaleźć Egipcjania? A niedaleko Cimitero Acattolico jest piramida, wzniesiona jako grób urzędnika rzymskiego, około roku zerowego. Piramida Cestiusa... Piramida Shahida, chociaż teraz bardziej piramida Anghapiego, jego pozbawionego pana sługi. Nieszczęsny aż nadto chętnie realizuje teraz nasze polecenia w Rzymie. - Zamyślił się i jakby bez jakiegokolwiek związku zmienił temat, otwierając trzymany przewodnik na stronie pokrytej jego odręcznymi notatkami. Czytał tekst miekko I powoli.

Who, then, was Cestius,
And what is he to me? -
Amid thick thoughts and memories multitudinous
One thought alone brings he.

I can recall no word
Of anything he did;
For me he is a man who died and was interred
To leave a pyramid

Whose purpose was exprest
Not with its first design,
Nor till, far down in Time, beside it found their rest
Two countrymen of mine.

Cestius in life, maybe,
Slew, breathed out threatening;
I know not. This I know: in death all silently
He does a kindlier thing,

In beckoning pilgrim feet
With marble finger high
To where, by shadowy wall and history-haunted street,
Those matchless singers lie . . .

--Say, then, he lived and died
That stones which bear his name
Should mark, through Time, where two immortal Shades abide;
It is an ample fame.

Ostatnie zwrotki Achille wypowiadał z pamięci, zamknąwszy przewodnik. - Thomas Hardy.

Who, then, was Anghapi, and what is he to me? - Dopowiedział bezwiednie.

Włożył niewielka książeczkę w kieszeń drzwi i lekko zazenowany obrócił się ku Ninie.
- Łatwiej mi się w ten sposób myśli. - Powiedział z uśmiechem jakby usprawiedliwiajac swoje słowa.

W jego głowie zimny, analityczny ciąg skojarzeń porządkowal fakty i próbował sięgnąć w głąb jej myśli. Achille domyślal się tego, co tam zachodzilo. Powinienem podziękować Thomasowi za jego rozhisteryzowana paranoję. Jak rozrzucanie zanęty. Chłodno kalkulujac czeka na moje potknięcie, na jakieś nadmiarowe słowo...

A teraz uwaga, zmieniamy zasady gry!


- To tutaj. - Moreau wskazał na zjazd. - Ye Old King's Head Inn. Nie, nie podjeżdżaj pod główne wejście, wjedź na parking.

Toreador rozpial pas I spojrzał na profil Niny z lekkim uśmiechem.

- Zapraszam Cię na kolacje.

Nina zatrzymała samochód, po czym spojrzała na Achille:

- Podejrzewałam pana o bardziej bezpośrednią propozycję - odpowiedziała miękkim kobiecym głosem uśmiechając lekko. Spojrzała na zegarek dając Toreadorowi do zrozumienia, że jej czas jest ograniczony.

- Przyjmuję zaproszenie, ale pod jednym warunkiem. Pomoże mi pan z moim francuskim - dodała patrząc prosto w oczy Nieumarłego.

- Consentement?
Nie znalazlem nigdzie tlumaczenia tego wiersza Hardego.
Ostatnio zmieniony 15 czerwca 2015, 16:56 przez Oggy, łącznie zmieniany 1 raz.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 15 czerwca 2015, 16:54

Achille potarł brew krzywiąc sie lekko.

- Naprawdę?

Widział dziesiątki razy jak pyskate ćmy barowe spławiają w ten sposób lajzowatych klientów.

- Nino, wiele rzeczy nie ma wcale drugiego dna. Jesteś piękna kobieta z która mam ochotę wyjsc do pubu i porozmawiać. Jeżeli chcesz mnie wypieprzyć z samochodu prosto w zimna noc po prostu zrób to. Moje ego jakoś sobie z tym poradzi. Poddzwigne sie po tym ciosie, choć będzie ciężko. - Lekko drwiąca nuta zniknęła z jego głosu - Ale podejmij decyzje kierując sie tylko i wyłącznie swoja sympatia lub antypatia do mojej osoby. To... - wskazał palcem przez boczna szybę na rozświetlone okna Inn. - Nie ma nic wspólnego ze polityka Spokrewnionych, lokalnymi układami i zenujaca przepychanka na drabinie ze sztandarem Jihadu na szczycie... Chodzi tylko o mnie i o ciebie. A nawet to nie jest tak powazne jak brzmi.

Nina uśmiechnęła się po słowach Achille:

- Jest pan interesującą osobą doktorze i jestem pewna, że miła kolacja nikomu krzywdy nie uczyni - dodała uspokajając Achille. - Lubię ciekawych mężczyzn... Musi pan jednak wiedzieć, że w moim życiu prywatnym mam wspaniałego partnera i nie zamierzam tego zmieniać. Proszę prowadzić doktorze - uśmiechnęła się do Moreau dając do zrozumienia, że nie przeszkadza jej zaproszenie od Toreadora.

Achille otworzył jej drzwi samochodu, przełożył jej dłoń przez zgięcie swojego łokcia i ruszył ku wejściu.

- Zaraz zamykają kuchnię ale odnoszę wrażenie ze zrobią dla nas wyjątek i zostaną dłużej. Zrobisz mi ta przyjemność i zaczniesz mi mówić po imieniu?

Nina poczuła jak ramie Moreau nagrzewa sie gwałtownie i wyrównuje z temperaturą jej dłoni. Wkraczając z ciemności parkingu w prostokąt jasnego światła, rzucanego na schody przez frontowe drzwi, dostrzegła też że skóra Torreadora miała juz naturalny, ciepły odcień.
Ostatnio zmieniony 15 czerwca 2015, 17:34 przez Oggy, łącznie zmieniany 1 raz.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 16 czerwca 2015, 22:00

Bournemouth, Westover Gallery, Westover Rd; 26/11/2014 około 02:00

Salomon wszedł do elizjum pewnie i ze spokojem ale wewnątrz wszystko w nim drżało.

Oto nadchodzi próba życia i śmierci.

Wydawało mu się, że w całej sali słyszy jednie odgłos swoich kroków. Wydawały mu się cholernie głośne. O wiele za głośne niż by tego chciał. Najchętniej zaszyłby się w kąt i nie pojawiał tu nigdy. Stawka była cholernie wysoka ale musiał zagrać va banque jeśli nie chciał stracić głowy przy najbliższych krwawych łowach. Zaraz po wejściu do Elizjum w solidnie zawiązanym koszyczku zostawił tego wynaturka - Pink Floyda.

- Więc przybyłeś do miasta zaniepokojony informacjami o śmierci Vallo? - zapytał cicho, po chwili dodając głośniej: - Skąd wiesz, że spotkała go śmierć ostateczna? Może masz z tym coś wspólnego?

- Nie, nie mam nic wspólnego ze śmiercią tak szanownej osoby mości książę. Jestem tu tylko dlatego, że mam pewne zobowiązanie wobec osoby Mr. Vallo i jestem na tyle honorowy, iż uważam że nie wygasły one nawet po jego śmierci. Dowiedziałem się o tym kilka nocy temu z rozmowy z Marcusem. Przybyłem tak szybko jak tylko mogłem. Pomimo, iż jestem jedynie wędrownym pariasem, czyli w oczach tu obecnych nic nie wartym śmieciem to zaręczam książę iż posiadam honor, który uczyni me nieżycie nieznośnym jeśli nie spłacę długu względem Pan Vallo. Dlatego jeśli choć trochę ceniłeś książę starszego Vallo to serdecznie proszę o łaskę pozostania w twej domenie do czasu rozwikłania sprawy jego domniemanej śmierci.

- Nie proszę... - Solomon przyklękł na kolano przed księciem spuszczając głowę - lecz błagam. Zawdzięczam mu całkowitą zmianę w moim istnieniu, bez niego być może już bym nie żył. Pozwól mi Książę spłacić dług.

Francis gestem nakazał powstać Langerowi i przybysz miał wrażenie, że Toreador jakby czuł się nieswojo widząc kainitę błgającego o prawo pobytu.

- Pozwolę Ci pozostać w mej domenie dopóty nie spłacisz długu wobec Michaela, który... - książę zawahał się na chwilę: - Był nam bliski... Powiadasz więc, że rozmawiałeś z Malkavianinem. Co dokładnie raczył powiedzieć Marcus?

- Dzięki ci książę. - powoli Tomas poniósł się z klęczek - Rozmawialiśmy z Marcusem parę nocy temu. Był mocno zaniepokojony stwierdził, że Pan Vallo zaginął i że nigdzie nie sposób go znaleźć. Był w Elizjum gdzie dowiedział się o ostrzeżeniu o Sabacie. Podejrzewał najgorsze. Obiecałem pomóc i przyjechać jak najszybciej.

- Czy zatem Vallo zaginął czy zginął wedle Marcusa? - Książę zaczął niebezpiecznie drążyć temat i Langer poczuł jakby Francis opadł go jak drapieżnik wyczuwający krew.
Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy przebiegu romantycznego te-a-te w pubie na krańcu świata.
Ostatnio zmieniony 16 czerwca 2015, 22:07 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 16 czerwca 2015, 22:42

Zaniepokoił mnie to popuszczanie paska przez Achille połączona z sugestią pożywiania się w stosunku do młodej damy. :D
Podobnie niepokoi mnie brak PD mimo iż minęło już kolejnie trzy miesiące gry. Nie, cztery nawet prawie...
edit 8art: Znowu się zaczyna... Czemu ja nie zabiłem tego tremere reloma Rundstedta? Jeszcze dodatkowo 1 pedeczka bede musial dac za znalezienie sie w galerii slawy... Ale, skoro Suriel ma nowa postac Langera, to mniej pd mu soe nalezydwd;
Ostatnio zmieniony 16 czerwca 2015, 23:14 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 18 czerwca 2015, 22:27

właśnie powinien dostać podwójnie za Thomasa Steinbacha i Solomona Langera:P.
8art jak nie będzie pd to za co cię gracze mają wielbić, się pytam?
A propos. Skoro już z ciebie taki Setyta co ma węża w kieszeni to możesz nie rozdzielać po nas punktów Cwetan i Marcusa. Trudno Panowie, coś musimy mu ustąpić w końcu to nasz MG.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 20 czerwca 2015, 15:03

Bournemouth, Westover Gallery, Westover Rd; 26/11/2014 około 02:00

- Myślę że samemu Marcusowi to się wszystko zlewało i myliło. Założyłem, że przepadł ale żyje, dlatego tu jestem. Gdyby się jednak okazało, że nie żyje wątpię bym mógł cokolwiek zrobić w tej sprawie. Taka osoba lub grupa osób, która potrafiłaby dokonać czegoś takiego z kimś tak wiekowym jak starszy Vallo byłaby stanowczo poza moimi umiejętnościami śledczymi.

Francis spojrzał na obraz udając kontmplację. Langer wiedział dobrze, że Toreador obserwuje go bacznie w odbalsku metalicznej farby, toteż spokojnie stał, nawet nie prubując drgnąć żadnym z mięśni twarzy.

- Dobrze więc... - Książę odwrócił się w końcu, dodając po chwili, dając rónocześnie znak, że gość jest woln i może opuścić Galerię: - Bądź tak łaskaw i informuj mnie o postępach w swoim śledztwie.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 20 czerwca 2015, 15:12

Kurde szybko otworzylem maila bo myślałem, że to PD a tu... no cóż poczekamy, trudno...
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 20 czerwca 2015, 15:28

Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 03:00

Xavier wszedł do biura i zobaczył przed wejściem nieznajomego, próbującego bezskutecznie otworzyć drzwi do schronienia. W pierwszym momencie nie poznał nowej twarzy Thomasa Steinbacha, który przeklinając cicho przykłądał kartę do czujnika mającego wpuścić go schronu. Wystraszony odwrócił się nagle, jakby szóstym zmysłem wyczuł obrecność jeszcze kogoś w pomieszczeniu:

- Xavier... Moje linie papilarne... Zmienił nawet to. - zaczął się tłumaczyć. Ventrue bez słowa otworzyl przejście i dwójka Spokrewnionych zeszła wąskimi schodami. W fotelu czekał zadowolony z siebie Achile, jakby udało mu się dokonać czegoś niesłychanego:

- Witam panów...

Price wiedział już co było powodem tak dobrego samopoczucia doktora Moreau. Nina zdążyła mu streścić krótko przebieg rozmowy jaką odbyli przy bardzo późnej kolacji w pubie.

- Brakuje jeszcze Marcusa, ale chyba zaczniemy bez niego. Czego dowiedzieliście się w Rzymie?

- Marcus szybko do nas nie dołaczy - Thomas pośpieszył z wyjaśnieniem: - Trochę się zagalopował w próbie samobójczej i trochę potrwa zanim dojdzie do siebie.
Zakładam, że wasze postaci wymieniają się informacjami, powszechnie dostępnymi w topiku pbf. A teraz co dalej?
A poniżej lista PD za Wasze dokonania w tej cześci scenariusza:

Lightstorm 6PD + 1 ekstra kropka w Znajomości Półświatka

Suriel 7 + 1PD jako nagroda specjalna za zdobycie statusu najfajniejszej postaci PBF (no i masz jeszcze kropki w Wyglądzie, dzięki pradziadkowi)

Oggy 6PD + 1 ekstra kropka w umiejce Medycyna i specjalność Wampiry

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 22 czerwca 2015, 20:25

- Czerwonookie potwory... - Toreador mruczał te dwa słowa powoli i cicho, jak rozleniwiony upałem kot.

- Chciałbym dowiedzieć się jakie były okoliczności śmierci twojego Stworzyciela Xavierze.

Mam nadzieje ze nie dotknęła cie moja obcesowość, ale biorąc pod uwagę nasza aktualną sytuację musimy odrzec cie z tej odrobiny prywatności... Jeżeli pozwolisz, oczywiście.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 22 czerwca 2015, 21:20

Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 03:00

Ventrue siedział wygodnie w swoim ulubionym fotelu, tuż obok palącego się ognia na kominku, słuchając relacji swoich kompanów. To, co usłyszał wcale nie poprawiło mu humoru. Wszystko zaczynało się bardziej komplikować, podczas gdy ilość nowych informacji i tropów zdawała się ustawicznie kurczyć. Postanowił więc podzielić się tym, czego sam się dowiedział. Złożył dłonie razem pozwalając palcom spleść się w uścisku, tak by obydwa palce wskazujące skierowane były w pozostałych członków koterii. Gdy już miał zacząć swój wywód, Achille przerwał mu pytaniem o Roberta:

- Chciałbym dowiedzieć się jakie były okoliczności śmierci twojego Stworzyciela Xavierze. Mam nadzieje ze nie dotknęła cię moja obcesowość, ale biorąc pod uwagę nasza aktualną sytuację musimy odrzec cię z tej odrobiny prywatności... Jeżeli pozwolisz, oczywiście.

Pytanie nie zaskoczyło Ventrue. Spodziewał się go. Zastanawiał się tylko, kto zada je pierwszy, nie stawiając na żadnego z nich. Wiedział, że ten, który o to zapyta zyska w jego oczach.

- Robert został publicznie zniszczony kilkanaście nocy temu, po zakończeniu procesu prowadzonego przez Francisa - odparł spokojnie. - Byli tam obecni prawie wszyscy najważniejsi członkowie Camarilli z Bournemouth oraz Archonci, którzy tropili mojego stwórcę. Każdy w mieście wie o tym, że Robert był diabolistą, a także przemienił mnie bez zgody Księcia. Szukali go ponad sześć lat, po tym jak uciekł z Bournemouth. Gdyby nie wstawiennictwo Michaela Vallo za moją osobą, nie rozmawialibyśmy tutaj teraz. Nie miałem nic wspólnego z interesami mojego Ojca i nie czuję się niczemu winny. Był trudną osobą pochłoniętą przez własne dążenia i obsesje... Niemniej, wszystko to sprawiło, iż trudno mi odmówić pomocy Primogenowi...

Xavier zrobił chwilową pauzę, by zmienić temat rozmowy. Odczekał chwilę spoglądając na zebranych i kontynuował:

- Panowie nie jesteśmy w dobrym położeniu. Z smutkiem muszę powiedzieć, iż koteria straciła dwóch członków, co sprawia, że mamy dużo mniejsze możliwości działania. Cwetan wywiązał się z dżentelmeńskiej umowy, jaką zawarliśmy kilka nocy temu. Postanowił opuścić miasto. Rozkazałem Clarkowi udać się po ciało Marcusa, aby dostarczył je do nas. Będzie spać z nami, póki się nie obudzi. Na pewno będzie potrzebował dużo krwi, gdy minie czas letargu. Dalej jest członkiem koterii i nie chcę, by to się stało w miejscu gdzie mieszka. Jeżeli jego pies żyje, to zajmie się nim obsługa hotelu.

Price zachowywał się inaczej. Thomas i Achille zauważyli, że Ventrue jest o wiele spokojniejszy i bardziej skupiony wewnętrznie. W głosie Xaviera nie wyczuwali nuty porywczości, którą prezentował kilka nocy wcześniej. Jego ruchy stały się bardziej płynne i naznaczone ledwo zauważalną delikatnością. Tuż przed nim na okrągłym hebanowym stoliku, stała szachownica z niedokończoną partią.

- Miałeś rację drogi Achille - Ventrue zrobił delikatny ukłon w stronę Toreadora. - Powinniśmy lepiej ocenić nasze położenie zanim podjęliśmy działania. Z drugiej strony odkryliśmy kilka istotnych faktów, czyż nie? Bardzo niepokoją mnie możliwości pana Rundstedt'a - Ventrue wskazał złożonymi palcami na Thomasa.

- W tak krótkim czasie zdołał zmienić twoje ciało Tremerze, co oznacza że mając ciało Vallo - Ventrue spojrzał na Achille - mógł nas wszystkich oszukać. Znam Michaela, to Ventrue z prawdziwej krwi. Bardzo zaniepokoiła mnie jego pierwsza historia, z której się później wycofał. To do niego po prostu nie pasuje. Zaryzykowałem otwartą krytykę mocno ryzykując, gdzie w normalnych okolicznościach byłoby to jawnym złamaniem zasad, jakimi kierujemy się wewnątrz klanu. Nikt z młodszych nie ma prawa publicznie podważać słów starszego. Jest to oczywiście kwestia etykiety. Nie wiem z kim tam rozmawialiśmy, ale w mojej ocenie to nie był Michael Vallo. Kontrolując moce pozwalające na przemianę ciała, stworzenie idealnej kopi Primogena nie stanowiłoby problemu dla Rundstedt'a. Vallo nie powiedział nic, co by świadczyło, że to naprawdę on. Do tego powiedzieliście, że Primogen nie zdawał sobie sprawy, że serce Shelleya nie znajdowało się w Bournemouth. Pamiętam bardzo dokładnie bzdury o Frankensteinie, a także słowach mówiących o tym, iż nie ma żadnego kontaktu z nikim w mieście, oprócz Antona. Zastanawiam się jak to jest, że Szeryf jest bardziej lojalny wobec Primogena, skoro powinien przecież odpowiadać przed Księciem...?

Xavier zmienił cel, przekierowując palce na Tremera:

- Nie odbierz tego personalnie - Ventrue powiedział spokojnie z pewną nutą ciekawości - Thomasie, ale muszę o to zapytać. Co takiego zrobiłeś, że zostałeś obdarowany taką przemianą? Czym omamił cię nasz cudowny gospodarz, czyniąc z ciebie swojego żołnierza w walce z klanem Tremere? Jeżeli naszym prawdziwym wrogiem jest Rundstedt, to właśnie sprawił, że pracujemy dla niego.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 24 czerwca 2015, 21:49

"...Każdy w mieście wie o tym, że Robert był diabolistą..."

- Wie, że był diabolistą... - Powtórzył Thomas - Każdy w to wieży ale czy to jest prawda? Czy tylko kozioł ofiarny prawdziwego diabolisty, tego o długich włosach i czerwonych oczach. A może było ich dwóch? Jakie relacje wiązały Roberta i Vallo? Powoli. Poukładajmy wszystkie drobne detale które nam się przewijają. Dlaczego o miejscu pobytu Vallo wie jedynie Anton posiadający cudne świecące czerwienią oczy? Czy to nie dziwne że Herr Vallo nie zaufał naszemu długowłosemu księciu w tej sprawie? Czy twój ojciec Robert miał długie włosy? Dlaczego książę tak dociekał czy Vallo nie żyje czy tylko zniknął? I w końcu skąd ta pewność, że to faktycznie Robert został zniszczony kilkanaście nocy temu a nie coś na wzór jego uformowanego? Wszak wygląd można zmieniać wedle woli.

- Nigdy nie podzielałem fascynacji szachami, ponieważ mają reguły i zakładają że obaj gracze je przestrzegają. Tymczasem jest wola, która łamie zasady, zakrzywia rzeczywistość, zmienia byt, czas i przestrzeń.

Thomas podszedł do szachownicy i zdjął czarnego hetmana.
- Ginie Robert, diabolista i Sabatnik... - zdjął białego hetmana - ...znika Vallo primogen Ventrue. Po czym, po całym tym osobliwym Wirrwarr* Vallo wychodzi z "ukrycia"... - postawił z powrotem na miejsce białego hetmana - Ale kiedy się bliżej mu przyjrzeć... - postawił czarnego hetmana w miejscu białego. Białego odrzucił zaś do zbitych.

Obrazek

- Dziwna huśtawka nastroju Vallo. Wilkołak tu, wilkołaki tam. Próba mojego morderstwa rzekomo przez matkę. Wspomnienia dominacji Czarnej Matki, które przecież mógł mnie i tobie drogi Achille zaimplementować Tzimisce kiedy byłem nieprzytomny. Wszak byliście tylko wy dwaj, nawet byś tego nie pamiętał. Myślę, że Xawier powinien dokładnie nam przegrzebać pamięć z pobytu w tamtym miejscu. Musimy sprawdzić czy aby nic nam nie zaszczepiono, nie zmieniono. Wszak sam Rundstedt mówił, że by potrafił... - spojrzał w oczy Ventrue - Musisz to porządnie sprawdzić Xawier.

Tremere usiadł z wystudiowaną elegancją i założył nogę na nogę. Analizował to co mówi Ventrue. Podczas wypowiedzi Xawiera jego wzrok zaczął bezładnie przebiegać po przedmiotach w pomieszczeniu, nie zatrzymując się jednak na żadnym z nich na dłużej.

"- Panowie nie jesteśmy w dobrym położeniu. Z smutkiem muszę powiedzieć, iż koteria straciła dwóch członków, co sprawia, że mamy dużo mniejsze możliwości działania...."

Thomas znudzony machnął ręką mówiąc:
- Nie ma za bardzo się czym przejmować. Najsłabsze ogniwa zawsze pękają pierwsze. Lepiej że zrobiły to teraz niż w krytycznym momencie.

" Miałeś rację drogi Achille - Ventrue zrobił delikatny ukłon w stronę Toreadora. - Powinniśmy lepiej ocenić nasze położenie zanim podjęliśmy działania..."

- Ekhem... Tak się składa, że tylko ja byłem wylewny i szczery podczas pierwszych nocy. Faktycznie nie pytałem cię Xawierze o twego ojca ponieważ po tym jak zareagowałeś na wypowiedź Marcusa uznałem, że to nader drażliwy temat. Poza tym - westchnął - szczerze mówiąc myślałem, że śmierć Roberta nastąpiła dawno temu a nie zaledwie kilkanaście nocy wstecz. Powtórzę to co mówiłem niedawno. Vallo nie brał osób z przypadku. Każdy jest tu z jakiegoś powodu. Ja dlatego, że jestem synem Elzy, która z kolei jest córka tego, który być może pieczętował grobowiec Mary. Xawier, czy raczej jego ojciec również stanowiąc istotną część w tej historii. Pan Achille, ma więc również sekret. Pytałem go o to kiedy się spotkaliśmy z kudłatym przyjacielem, lecz zbył mnie, więc teraz zapytam ponownie. Co to takiego? - odczekał chwilę po czym westchnął uznając, że jednak nie doczeka się odpowiedzi - Dobrze, w takim razie zgaduję, że jest pan krewnym Mary lub Percego, w prostej linii. Mam rację? - powiedział patrząc prosto w oczy Toreadora.

Potem słuchał wypowiedzi o stanie Marcusa. Na jej koniec Tremere sięgnął do kieszeni ale nie wyją z nich zegarka lecz pęk kluczy, które z wolna zaczął obracać w dłoni, po czym schował je na powrót do kieszeni.

- Są do domostwa Marcusa. Pojadę tam jednak z twoim sługą i pomogę go zabrać ponieważ, że tak się wyrażę, Marcus jest w kawałkach. Sąsiedzi już wiedzą, że Marcus przebywa w sanatorium a miejsca dogląda jego przyjaciel, czyli Ja. Inne kręcące się tam samowolnie osoby tylko narobiły by problemów. Co zaś się tyczy tego małego potworka Pink Floyda, to miałem go w zawiązanym sznurem koszyku kiedy byłem u księcia. Jeśli do tej pory nikt go nie zabrał to zostawiłem kosz przy wejściu do twego domostwa, obok parasolek. - zawahał się - Może być nieco poturbowany. Obaj nieco ucierpieliśmy kiedy go próbowałem schwytać. - zakończył z błyskiem w oku. - Ah, jeszcze jedno. Czy dobrze cię zrozumiałem Xawier? Chcesz położyć w kryjówce Kainitę w letargu, który obudzi się bardzo głodny i nie wiadomo kiedy, z nami? Mam nadzieję, że w takim wypadku codziennie będziesz go karmił. - jego palce zabębniły nerwowo w blat stołu nieopodal którego siedział.

"...Czym omamił cię nasz cudowny gospodarz, czyniąc z ciebie swojego żołnierza w walce z klanem Tremere?..."

- A kto mówi, że zostałem przeciwnikiem Tremere? - zapytał zamyślony - Na pewno, nie. Jeśli prawda okażą się te dowody jakie przedstawił... - zawahał się - to znaczy, że mam poważny spór z Matką a nie z klanem. I nim obróci przeciw mnie innych Tremere będę musiał rozwiązać ten problem. Definitywnie. - westchnął z ciężkim sercem. - Niestety ani Elza ani Rundsted nie dali mi możliwości przekonać się co tak naprawdę płynie w mojej krwi, więc obie opcje są nadal otwarte. Z tym, że chwilowo dowody przemawiają na niekorzyść Czarnej Matki. Chyba, że to mi wmówiono dyscypliną dominacji.

Tremere wstał gotując się do wyjścia po Marcusa.
- Panowie, jutro mam zamiar otworzyć kryptę Marry. Tam, może być klucz do zagadki. Kto idzie ze mną?

Spoiler!
Oczywiści jest jeszcze jedna opcja. Mianowicie, że długowłosy diabolista to ojciec Elzy ale nie szargajmy renomy klanu bez powodu. A jeśli to prawda... To zsunie się to pod dywan po cichu... dla dobra klanu.
Thomas grzecznie nie przerywa czyjejś wypowiedzi, mówi w pauzach i po nich. Cytowane fragmenty są tylko po to by było łatwiej zrozumieć czytelnikowi do czego pije.

* niem. zamieszanie (też: gwar, mętlik, bałagan)

Ps. Gdybym mógł sam bym sobie dał nagrodę za tego posta :)
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 24 czerwca 2015, 22:50

Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 03:00

Ventrue sprostował kilka spraw, które poruszył Tremere:

- Ciało Marcusa będzie leżeć z nami. Achille jest świetnym lekarzem i chciałbym, by osobiście dbał o odpowiedni poziom krwi w ciele Malkaviana - Xavier spojrzał porozumiewawczo w kierunku Toreadora. - Krew dostarczą nam pracownicy Rhino.

- Będę z wami szczery. Nie mam nic do ukrycia, a moje zachowanie przez kilka ostatnich nocy mogłoby być dla was zagadką. Sprawa Roberta to dla mnie trudny temat, albowiem dużo wycierpiałem przez jego działania. Nie potrafiłem oprzeć się jego Dominacji i przez lata zmieniał mnie na swój wzór i podobieństwo. Gdy uciekł z Bournemouth miałem z nim mniejszy kontakt, co pozwoliło mi dzięki sile gniewu i pamięci o Viven uodpornić się na wpływ jego Woli. Postanowiłem być silniejszy od niego. Miałem solidny cel, podstawy i jego oczywiście brak kontaktu z nim. To pomagało. Zaglądał do Bournemouth czasami, ale na tyle rzadko, że przez lata rosłem w siłę. Siedzimy obecnie w jego kryjówce, którą zmieniłem, by bardziej pasowała do mojego charakteru. Teraz otrząsam się z tego i przypominam sobie kim byłem kiedyś. Tłumione przez lata emocje wypływają na powierzchnię, gniew i chęć zemsty targają mną do tej chwili. Chociaż dzięki przebywaniu z wami jest mi łatwiej...

Przerwał na chwilę, wracając myślą do przeszłości:

- Gdy go złapali, wyszło na jaw, że jestem jego potomkiem i także zostałem wezwany na proces. Musiałem złożyć wyjaśniania i jestem pewien, że umarł Śmiercią Ostateczną. Widziałem jego egzekucję i nie mogło być pomyłki, albowiem jego krew została sprawdzona przez Archontów. Nie wierzę, by spisek sięgałby tak wysoko, zresztą dzięki Taumaturgii dowiedzieli się ile razy diabolizował, a także potwierdzili jego tożsamość. Gdy umarł wiedziałem, że to już koniec. Rozumiecie teraz dlaczego w tym mieście nikt nie traktuje mnie poważnie. Sprawa Roberta jest za świeża i ciąży na mojej reputacji.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 24 czerwca 2015, 22:55

Jedna teoria upadła, a co myślicie o reszcie?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 25 czerwca 2015, 21:50

Co to takiego? - Steinbach odczekał chwilę, po czym westchnął uznając, że jednak nie doczeka się odpowiedzi. Achille czuł się jakby miał na ręku karete z układem do fulla na stole. Nie powinienem ich tak traktować. Wygląda na to ze Xaviera juz nie będzie trzeba. Ech, Thomas... - Dobrze, w takim razie zgaduję, że jest pan krewnym Mary lub Percego, w prostej linii. Mam rację? - powiedział patrząc prosto w oczy Toreadora.

- Nic mi o ty nie wiadomo. - Tym razem odpowiedź Moreau była natychmiastowa. - Oczywiście Rundstead mógł mnie znać, byłem stypendysta jego fundacji i na Sri Lance byłem między innymi za jego pieniądze. Tyle ze wtedy nie bylem przeistoczony. Sądzę że mógłbym być wygodnym, ale jednak przypadkowym wyborem - bardzo dokładnie sprawdziłem moje powody przybycia do Bournemouth. Nikt w nie nie ingerowal.

Moreau wzruszył ramionami. - Po prostu tutaj nie ma żadnego tropu.

- Jest jeden wątek którego nie rozumiem ani nie mogę nawet go jakoś uporządkować. Dlaczego ktoś zaplanował atak na RH? Co chciał zyskać?

Achille przygryzl warge - Xavierze, pewnie mówiłeś ale jakoś data napaści umknęła mi z pamięci... No I jeszcze to co zdarzyło się w Rzymie... Tez nie wiem jak to dopasować.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 25 czerwca 2015, 22:35

Tremer miał już wychodzić lecz słowa obu Panów zatrzymały go w pół drogi. Obrócił się i podniósł palec wskazujący.

- Załóżmy zatem na chwilę inną wersję. Że diabolistów było dwóch i mimo, iż Robert wziął na siebie całą karę to jest jeszcze jeden. To co się działo z grobami pod przykrywką dziwnego wandalizmu Sabatników może być chęcią zatarcia dowodów jakie tam mógł ktoś ukryć. Dowodów niezwykle jednoznacznych. To samo z napaścią na Rhino, być może ktoś dokonał tego aktu by odwrócić uwagę na czas kradzieży dowodu łączącego Roberta z, jak chwilowo zakładam, jego mistrzem w tym procederze. Ewentualnie było to podłożenie dowodów na jego winę gdy tymczasem Robert nie był winny diabolizmów. A przynajmniej nie wszystkich... Jeśli jednak dowód jaki miał Robert nie został znaleziony, oczywistym faktem wydaje się mieć oko na to miejsce, kto tu przychodzi i czego szuka. Więc najlepsze byłby kopie z nagrań.

Thomas się zamyślił chwilę postukując palcem w policzek.

- Skoro to Robert zginął to Rundstedt może być niestety prawdomówny. Wysłał swojego syna w takiej jego formie, że go rozpoznaliśmy na filmie w którym kołkują Vallo. Ten stary diabeł chciał być widoczny i robił wszystko by udowodnić szczerość. Co nie znaczy, że nie mógł nam czegoś namieszać w głowie. Tutaj podtrzymuję moje zdanie. A propos szczerości to pozostaje jeszcze kwestia braku zaufania Vallo do księcia. Może tak naprawdę ta gra toczy się o fotel księcia.

- Ciekawe czy Kemes mógłby rozpoznać naszego zabójcę, jeśli to ten sam którego szukamy.

- Krypta Marry musi zostać otwarta to jedyny ruch jakiego nie zrobiliśmy. Przybliży nas do naszego przeznaczenia jakie by ono nie było.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

ODPOWIEDZ