Atmosfera w małym motelowym pokoju wyraźnie krystalizowała się, stawiając sprawę na ostrzu noża. Kiedy Lassobra spojrzała na Assamitę jasnym było, iż każde następne zdanie wypowiedziane przez tamtą dwójkę, będzie oznaczało dla nich śmierć. Jej spokój ulotnił się w mgnieniu oka, gdy szybkim krokiem podeszła do nocnego stolika. Wątłe i żółte światło, słabo sączące się z nocnej lampki, jeszcze przez sekundę oświetlało pomieszczenie. Wyszarpnęła kruchy przedmiot z kontaktu i rzuciła nim o najbliższą ścianę.
Trzask!!!
W jednej chwili wszyscy poczuli zapach topiącej się izolacji, a krótkim wyładowaniom elektrycznym towarzyszył dźwięk rozbijającej się żarówki i ceramicznej podstawy. Potem zapadła cisza i ciemność. Jedynie blask lamp na parkingu przed motelem wdzierał się pomiędzy żaluzjami... Victoria odwróciła się, spoglądając z wściekłością na Horacego i Gavina.
- Dosyć tego! - jej słowa niczym uderzenie bicza rozerwały zaległą ciszę. - Jesteście obaj aż takimi idiotami?!
Cienie kryjące się w zakamarkach odpowiedziały na jej gniew. Z wolna zaczęły poruszać się po ścianach, przybierając nienaturalne i postrzępione kształty. Pazurzaste macki na podłodze i suficie, z pozoru chaotycznie i nieskładnie zaczęły krążyć wokół Lassombry. Stała w tej chwili na środku pokoju, a Ciemność tańczyła wokół niej, tworząc wir. Makabryczne kształty wirowały coraz szybciej w obu kierunkach, a ona stała wewnątrz cyklonu rozpętanego jej gniewem.
[center]

[/center]
- Ja tutaj dowodzę! I macie mnie słuchać, bo lider może być tylko jeden! A wy - wskazała ręką na Ravnosa i Noseratu -
Milczeć! Dosyć już mam słuchania waszych idiotyzmów i obelg. Jesteście aż tak ślepi, że nie dostrzegacie tego, co się dzieje? Tak wam szybko na spotkanie śmierci!? Czy wasza ignorancja i rozbuchane ego odebrało wam rozum i zdrowy rozsądek? Widocznie tak! Ale pozostaje jeszcze instynkt, którego widocznie też się pozbyliście!Nie wiem, który z was w tej sytuacji jest bardziej głupi, jednak jeśli sądzicie, że przy kolejnej takiej spierdolonej akcji zarobię cokolwiek, by ratować wasze dupy, to rozczaruję was panowie... Nie kiwnę palcem, gdy któryś z was po raz kolejny obrazi Assamitę. Chociaż osobiste obelgi jest w stanie przełknąć, obraza Klanu Łowców sprowadzi na was Śmierć Ostateczną. Zdaje się, że szybko zapominacie, co się stało ze Spiro... - na chwilę przerwała, patrząc lodowatym wzrokiem na zaskoczonych nieumarłych.
- Uważasz Gavin, że aura Assamity stanowi taki problem dla Księcia? Gdyby tak było, czy ktoś, kto od wieków sprawuje władzę w tym mieście pozwoliłby na rozprawienie się z Balii pod drzwiami Elizjum? Sądzisz, że byłby tak głupi, by okazywać brak szacunku dla wyboru Atrahasisa? Nie sądzę! To ty swoją bezczelną gadką i zachowaniem przed Radą załatwiłeś nam brak wstępu. A do tego zachowujesz się jak rozkapryszony bachor, obrażony na cały świat. Więc radzę Ci dobrze, zastanów się nad tym co robisz i po co tu jesteś. Bo jak dotąd, niewiele jest z ciebie pożytku, a każde zdanie, które wypowiadasz, nic nie wnosi do rozwiązania naszej sprawy. I wygląda to tak, jakbyś miał w głębokim poważaniu nas wszystkich, co jeszcze można przełknąć. Ale to każe się zastanowić, na ile jesteś oddany sprawie Red Wisdoma i czy przysięgi, które składałeś mają jakiekolwiek pokrycie w twoich słowach. Bo w tej chwili nie mają żadnego!
- A Ty Horacy... bawi cię dolewanie oliwy do ognia? - zwróciła się do niego podchodząc bliżej i zaglądając mu w oczy. - Salonowe gierki widocznie weszły ci w krew, ale kompletnie odebrały rozum. - wycedziła przez zęby. - Mogę zrozumieć, że zależy ci na tym mieście i jego mieszkańcach. Jest twoim domem i obiecałam ci, że zrobię wszystko by tak pozostało. Wszak Łowca powiedział przecież, że nie zabija członków Camarilli bez powodu. Jedynie w sytuacji, w której są dla nas zagrożeniem, co jest zrozumiałe. Zatem Kreta też nie ruszy, jeśli nie będzie powodu. A jednak ty wciąż traktujesz go jak psa, bądź chłopca na posyłki, którym możesz sterować! Otóż nie możesz i nikt tego nie zrobi. I sugerowanie, że mógłby wybierać pomiędzy Kontraktem a moją i jego umową, dotyczącą tych psów z Sabatu jest niedopuszczalne. To był mój błąd i przyznałam się do tego. Zapomniałeś już, kto uratował nas na cmentarzu? Doprawdy, ktoś komu zawdzięczasz swoje nieżycie nie zasługuje na więcej szacunku i zwyczajnej wdzięczności? Ciekawa jestem, czy ktokolwiek z tego miasta byłby w stanie poświęcić się dla twojej ochrony. Bo jak dla mnie, raczej kogoś takiego musiałbyś długo szukać. Pomyślałeś choć przez chwilę o tym? Nie sądzę...
Skierowała się z powrotem na środek pokoju, a wirująca ciemność wciąż krążyła potęgując uczucie ruchu.
- Z was wszystkich jedynie Terry zdaje się mieć świadomość mądrości, którą kierował się Atrahasis. I przypominam, że Assamita jest tutaj z Jego Woli, a to oznacza, że wiedział co robi zawierając umowę z Klanem Łowców tak dawno temu. A kim wy jesteście pytam, żeby podważać jego decyzje? Ten Kontrakt jest niezwykle prestiżowy, biorąc pod uwagę czas i szacunek, jakim każdy spokrewniony darzył starca. A wam się wydaje, że przysłaliby do jego wypełnienia byle kogo? Macie w ogóle świadomość konsekwencji, jakie to za sobą poniesie, jeśli uda nam się przetrwać? To co robimy razem, pójdzie w świat, więc radze zastanowić się poważnie nad tym, jak traktujecie siebie nawzajem. Namtar już nieraz udowodnił swoją lojalność dla sprawy i poświęcenie. A jego umiejętności nie podlegają żadnej dyskusji i doskonale wypełnia powierzone mu zadanie. A czy to samo możecie powiedzieć o sobie?
- Ja również popełniam wiele błędów, dlatego uważam, że rozmowy są niezwykle ważne i cenne dla nas wszystkich. Znamy się dopiero trzecią noc a ciąży na nas ogromna odpowiedzialność, więc zacznijmy działać wspólnie, zamiast szerzyć zamęt wewnątrz naszej grupy. To naprawdę niczemu nie służy. Nie jestem zwolennikiem rozwiązań siłowych i zabijania, uważam je za ostateczność. I po to jest tu Namtar. Kiedy inne metody zawiodą, on ma działać. W każdym innym wypadku sądzę, iż rozmowa i dojście do porozumienia daje o wiele lepsze efekty. Tak było, kiedy pojechaliśmy na spotkanie z Flynem. I tak samo w przypadku Wild Hearta. I uważam, że my także jesteśmy w stanie dojść do porozumienia.
Po wypowiedzeniu ostatniego zdania, w pokoju uspokoiło się nieco, a cienie na ścianach zniknęły szybko, tak jak się pojawiły. Zapadła cisza...
Używam autoryteti i Sfery Mroku z pierwszego poziomu.
Victoria początkowo jest wściekła, czemu daje upust w formie tańczących cieni. Ich ruch odzwierciedla jej emocje, których nie ukrywa, stopniowo uspokajając się.