Terry stał pod ścianą, opierając się o nią plecami. Prawą stopą wystukiwał o podłogę, sobie tylko znany rytm. Lub po prostu jego brak, ciężko było stwierdzić. Wyglądał na mocno zniecierpliwionego, a jednocześnie mocno skupionego na toczonej w pokoju rozmowie. Jego szczęki nie przestawały się ruszać, chociaż usta miał zamknięte. Kiedy Assamita skończył mówić, Malkavian niemalże wszedł mu w słowo.
- Jeśli będzie zagrożeniem. Jeśli zaś nim nie będzie, to wtedy nie. Chyba nie będzie, co? Jak myślicie? W sumie Horacy zauważył, że Kret w pojedynkę nie zrobiłby czegoś takiego. To znaczy, że miał pomoc, jeśli dobrze rozumiem tę insynuację. Chyba, że miałeś na myśli po prostu jego pobudki moralne, czy raczej zasady, które by mu na to nie pozwoliły. To wtedy co innego. Ale chyba ktoś o umyśle zwierzęcia nie ma takich granic. Jeśli zaś faktycznie nie był sam i ma wspólników w zbrodni, to stawiał bym na coś silnego. Jak wilkołaki właśnie. Też są zwierzętami, eee, poniekąd. I nie musiały być to te "dobre", z mojej wiedzy wynika, że u nich także jest coś takiego jak Sabat u nas. Oni się jakoś nazywali, tylko nie mogę w tej chwili tego złapać, gdzieś mi uciekło. Ale nieważne! Ważne, że skoro współdziała z tymi złymi to może być zagrożeniem jak Darth Namtar powiedział! Z drugiej zaś strony, może być zupełnie odwrotnie. Może po prostu on jest ten dobry i ma dobrego wspólnika i... - przerwał na chwilę, jakby coś sobie przypomniał - A co jeśli on jest ten zły, ale ma ochroniarza jak my. Jeśli dobrze mi się wydaje, klan Łowców ma gdzieś politykę. Czyli mógł na przykład wynająć sobie ochronę. Mógł być też dobry i wynająć sobie ochronę. Wtedy moje następne pytanie można uznać za niebyłe, ale może ono też być istotne, więc pozwolę sobie je po prostu zadać. Co wtedy, Duchu z Otchłani? Co w sytuacji kiedy Kret stanowiłby dla nas zagrożenie, chciałbyś go... usunąć, a okazało by się, że ma ochronę twego klanu? Co wtedy jest ważniejsze, Klan, czy Kontrakt? Czy może macie jakiś tryb postępowania w takich chwilach? I czy zakłada on naszą śmierć w takim przypadku, czy może kontrolowany dialog między stronami?
Właściwie całość wypowiedzi Terry'ego została zeń wypluta, niczym seria z karabinu maszynowego. Jego mina zaś pokazywała większą niż zazwyczaj pewność siebie. Sprawiał wrażenie dumnego, jakby właśnie zadał najważniejsze pytanie w historii, na które to właśnie jemu udało się wpaść.
Spoiler!
Właśnie to przeczytałem i złapałem się za głowę. Więc spieszę poinformować, że staram się jedynie odegrać osobę porobioną Amfetaminą, Tylko dlatego powstała ta dziwna wypowiedź. Ja naprawdę nie jestem taki głupi jak ten śmiecio-monolog powyżej
: 28 czerwca 2015, 15:01
autor: Sigil
Morderca słuchał potoczystego monologu Świra, pozostając praktycznie bez ruchu. Jedynie jego oczy, skryte za ciemnymi okularami podążały uważnie za każdym gestem Malkawianina. Obserwując i oceniając. Neik, ten Maabol* znów się czymś zaćpał. Haqimi Yekhrib beitak!** Oby to nie było halucynogeny, bo na wszystkie Demony Pustyni, jeśli zobaczę Jezusa to się tu poleje krew! Spojrzał uważnie na pozostałych, jednak ich stan nie wydał mu się niepokojący. Chociaż, jeśli chodzi o Niewiernych nigdy nie można było mieć pewności... Żałował, że nie może im w tym momencie powiedzieć, co o tym myśli. Ich beztroska zaczynała naprawdę działać mu na nerwy. Zacisnął szczęki i poczekał, aż minie mu pierwsza fala wściekłości. A kiedy się odezwał jego głos jak zwykle był cichy i spokojny. A także bardzo, bardzo zimny:
- Nie jestem od tego, by oceniać, co ze sobą robisz. Nie obchodzi mnie to. Jednak jak mówiłem wcześniej, wolałbym, byś brał narkotyki w Sanktuarium. I powstrzymał się od nich, gdy zajmujemy się zadaniem, ponieważ twój stan wpływa na efektywność i utrudnia pracę innym.
- Ale ja wcale nie uważam, żeby... - spróbował mu przerwać Malkawianin, gestykulując gwałtownie.
- Us kut!*** - warknął Morderca tonem, który sprawił, że Terry zamilkł nagle. Nie mógł bowiem nie zauważyć nagłego spadku temperatury w pomieszczeniu, ani ręki Assamity, która nagle znalazła się niebezpiecznie blisko sztyletu.
- Co do twoich pytań, mówiłem już raz i waa faqri, nienawidzę się powtarzać. Eliminuję osoby, które są zagrożeniem. Nie zabijam członków Camarilli bez powodu. To są proste zasady, Hmar kelb tfou**** i nie wiem, czemu nie możesz ich zapamiętać, ibn himar!*****
- Nie musisz się też martwić o potencjalną ochronę Kreta. Mój Klan nie zajmuje się ochroną zagrożonych gatunków zwierząt - uśmiechnął się paskudnie. - Jeśli chodzi o resztę, to mówiłem, że nie będę rozmawiał o sprawach Klanu i naleganie na to jest złamaniem Kontraktu. Więc sugeruję, byś zajął się myśleniem o czymś innym, zanim ci wyrwę krtań lub uszkodzę inną część ciała. I lepiej wytrzeźwiej, jeśli chcesz rozmawiać ze mną. Zanim twe głupie słowa przyjmą cenę w twej krwi. Khadżaf!******
Przez chwilę wyglądał, jakby chciał coś jeszcze dodać, lecz patrząc na Terrego szybko zmienił zdanie. Tak, miał kilka istotnych pytań - a właściwie jedno. Niemniej wolał poczekać aż jego rozmówca wytrzeźwieje, wiedząc, że dyskusja z zaćpanym Świrem nie ma najmniejszego sensu. W zasadzie przerwanie tej rozmowy w tym momencie, było najlepszym sposobem, by ochronić tego Maabol, przed skutkami jego własnej głupoty.
"...Wiedział, że Horacemu najprawdopodobniej nie spodoba się to, co właśnie usłyszał*..."
Horacy przysłuchiwał się szybkiej wymawianie zdań pomiędzy Terrym a Namtarem. Nie spodobało mu się ani to co właśnie usłyszał ani to co Namatar powiedział wcześniej o zabijaniu Kreta. Im dłużej przebywali w jednej grupie tym bardziej Nosferatu zdawał sobie sprawę, iż coraz większą niezależność i wpływ na grupę przejmuje Namtar. Zauważył, iż działo się to wyłącznie przez epatowanie siłą i zastraszanie. Plan Terrego, polegający na emocjonalnym zbliżeniu się do tego szaleńca, spalił na panewce. Opierał się bowiem na błędnym założeniu, że ten rzeźnik ma jeszcze jakieś ludzkie odczucia, do których można by było przemówić tworząc wątły pomost wzajemnego zrozumienia i relacji. Okazało się, że wspólnych mostów po prostu nie było. Szaleniec rozumiał za to siłę pięści, strach i swoją smycz... smycz!
[center][/center]
Horacemu zabłysnęła w głowie pewna myśl. Dosyć niebezpieczna, zwłaszcza w tej jakże napiętej chwili jednak warta zaryzykowania. Każda kolejna noc oddawała mu kawałek władzy nad grupą. A teraz już decydował o życiu i śmierci klanowiczów z jego miasta. Horacy poczuł jak bezwiednie zaciska pięści. Nie była to jego rola, ściągnąć lejce temu mordercy ale nie miał wyjścia, ktoś to w końcu musiał zacząć robić. Miał tylko nadzieję, na wsparcie kogoś jeszcze oprócz ojczulka...
Horacy ziewnął, udając znudzenie sytuacją. Po czym monotonnym tonem zaczął.**
- Nie jestem co prawda prawnikiem, ale jestem pewien że nasz koteria ma dwa statusy. Po pierwsze jest przedmiotem twojego kontraktu na mocy którego nas ochraniasz. A po drugie na mocy słów samego Red Wisdoma spisanymi w testamencie jest także jego spadkobiercami. Tak byliśmy honorowani do tej pory zarówno przez księcia Democritusa jak i przez Imphu-mela. W mojej opinii możemy zatem dopytywać o szczegóły kontraktu, które mogą mieć zajebisty wpływ na nasze dalsze poczynania. Terry nie zrobił nic złego, ani nie pytał o klan, ani cię niczym nie obraził. Chciał jedynie wyjaśnić konkretną sytuację w ramach umowy. Nie rozumiem zatem dlaczego mu grozisz, choć kontrakt każe ci go strzec.
Horacy obserwował reakcję, Namtara po czym powoli dodał.***
- Prosiłem, cię żebyś nie jechał jeśli nie jesteś w stanie zapanować nad swoimi emocjami tej nocy. - Nosferatu westchnął jakby znudzony wyjaśnieniami - Zrozum, że nikt z nas ani ci nie grozi, ani jako pierwszy nie wyciągnie po ciebie łapy. Lecz mylisz się jeśli sądzisz, że będziemy stali bezczynnie patrząc jak wyrywasz krtań komuś, kogo oczekiwaliśmy że będziesz strzegł z narażeniem swego własnego istnienia. My, nie jesteśmy jakąś wynędzniałą sforą Sabatu, tylko kilkusetletnimi wampirami - dodał chłodno - Mamy władzę zarówno nad mrokiem - zerknął w kierunku Victorii - jak i nad światłem... - spojrzał dyskretnie na Gavina - ...Chrystusa, przed którym żadne gogle nie ochronią. A także spadkobiercami Red Wisdoma i właścicielami kontraktu, który możemy rozwiązać jeśli będzie nam utrudniał wykonanie zadania. Cieszę się, że sobie to mogliśmy spokojnie wyjaśnić, bez głupich rękoczynów.
*Post #540
Spoiler!
** Horacy jest bardzo spięty ale próbuje tego w ogóle nie okazywać. Proszę MG o rzut na przebiegłość.
*** Nosferatu obserwuje korzystając z każdych dostępnych zmysłów, jeśli Namtarowi nie wypadnie zawleczka do tego momentu to kontynuuje powoli i spokojnie dalszą wypowiedź. W tym momencie zdaje się mową ciała i pauzą najbardziej liczyć na słowne wsparcie kogoś jeszcze z koterii.
Ps. jak go teraz razem lekko nie dociśniemy to będzie nam robił co chciał, ten mały wariat z wielkiej piaskownicy a moim zdaniem jego miesjce jest tutaj:
[center][/center]
: 28 czerwca 2015, 20:56
autor: Sigil
- TafaDDal* - uśmiech Mordercy mógłby ostrzyć żyletki. - a jednak masz jaja, Naqal**. Zaczyna się robić interesująco. Niemniej mylisz się, Kafir. I to bardzo.
Wstał płynnie z podłogi, pozostawiając po sobie całkiem rozległą plamę deszczówki. Rozmowa faktycznie przyjęła ciekawy obrót i nie miał zamiaru kontynuować jej, patrząc na Kuffrów z dołu. Zdecydowanie wolał, by byli na równym poziomie. I aby zrozumieli, co to znaczy.
- Kontrakt zawarty był między Klientem i moim Klanem. I opiera się na warunkach wynegocjowanych z Klientem. Nie dziedziczycie go, lecz działa po jego śmierci, na mocy jego woli. Wasz status, majątek i relacje z Atra-hasisem nie mają na to wpływu. Nie możecie ani go rozwiązać, ani zmienić w nim jednej litery. Kontrakt wyraźnie o tym mówi. To tyle na ten temat.
Wyrecytował powyższe zdania z wyraźną przyjemnością i przez chwilę pozwolił sobie obserwować reakcję Munafiqun. Nie przeciągał jej jednak nad miarę. Tak samo jak oni wolał rozwiązać kwestię wzajemnych relacji, co w jego przypadku oznaczało zakreślenie wyraźnej linii: "możesz dojść dotąd i ani kroku dalej". Dotychczas udawało mu się zwiększać swój zakres możliwości praktycznie bezkarnie, uzyskując całkiem niezły poziom niezależności. Zwykle byli zbyt zaaferowani sobą, by zwrócić na to większą uwagę. Wolał, by tak pozostało. Jednak miał także świadomość, że jest to gra na czas.
- Wymieniłem wam wszystkie założenia Kontraktu w noc naszego pierwszego spotkania. Wszystkie, które powinniście znać. Nie musze odpowiadać na pytania dotyczące polityki Klanu, związane z sytuacją, która ma miejsce tylko w waszej głowie. Niemniej, jeśli nalegacie, powiem, że nie musicie się tym w ogóle martwić. Nic takiego się nie zdarzy. A jeśli już, postaram się to załatwić, tak, by było dobrze. Nie oczekujcie jednak ode mnie, że będę walczył z braćmi z Klanu. My nie walczymy między sobą.
W ostatnim zdaniu Assamity zabrzmiała nuta, której jeszcze nie słyszeli. Owo "my", które nagle przekształcało samotnego Łowcę w członka większej, solidarnej grupy. To właśnie ono, oraz duma z którą zostało wypowiedziane, kazało im nagle zobaczyć stojącego przed nimi zabójcę, nie jako odosobnioną jednostkę, lecz kogoś, kto jest częścią zwartej i hermetycznej społeczności.
- Kontrakt - kontynuował Morderca z lekkim uśmiechem. - pozwala mi zabić każdego z was, jeśli w rażący sposób złamiecie go, lub zdradzicie sprawę. Laa***, nie zamierzam tego wykorzystywać ani nadinterpretować. To nie byłoby honorowe. Hal taqbalu hadha?**** Jednak chciałbym, byście o tym pamiętali.
- Dlatego nie groź mi, Kafir - zwrócił się do Horacego, przekrzywiając lekko głowę. - I nie próbuj straszyć mnie światłem. Bo to może kosztować cię zbyt wiele. Zabijałem lepszych od was. W żaden sposób nie uda wam się zmusić mnie do tego, bym wypełniał waszą wolę. Wypełniam wolę Atra-hasisa. Mektub. I na tej podstawie jedynie możliwa jest nasza współpraca.
Mówił spokojnie, a jednak w jego postawie i głosie znać było pewne napięcie. To samo, z jakim dziki kot obserwuje rywala na swym terytorium... lub ofiarę... Nie było w nim jednak strachu, jedynie czujność. Jakby tego rodzaju sytuacja nie dziwiła, ani nie drażniła go tak naprawdę. I jakby w jego świecie była normalna. W zasadzie mieli nawet wrażenie, że teraz, gdy sprawy zaszły tak daleko, Łowca zrobił się złowieszczo spokojny.
Przez chwilę zdawało się, że skończył mówić. Jednak coś jakby wciąż wisiało w powietrzu niedopowiedziane. Obracał przez chwilę w głowie słowa i zastanawiał się, czy zrobić z nich użytek. A jednak, gdy spojrzał na Terrego wiedział, że powinien to zrobić. Czuł, że jest mu coś winny, nawet pomimo stanu w jakim znajdował się właśnie Świr.
- I tak, mnie też to wiele kosztuje - dodał i tym razem, wiedzieli, że udało im się na chwilę zajrzeć za mur, którym Assamita odgradzał się od nich na co dzień. - Nie podoba mi się, że bierzecie narkotyki w czasie misji, okłamujecie mnie i próbujecie mną wciąż manipulować. Ale jakoś umiem to przełknąć. Aadhi.***** Zresztą, nikt nie pyta, co sądzę. Skupiam się na pracy.
Wzruszył ramionami i spojrzał na zebranych, opierając dłoń na rękojeści sztyletu:
- Więc jak, chcecie walczyć, czy dojdziemy jednak do porozumienia?
[center][/center]
* arab. No proszę
** arab. sukinsynu
*** arab. Nie
**** arab. Zgadzasz się?
**** arab. To normalne (w sensie: nie spodziewałem się, że będzie inaczej)
: 28 czerwca 2015, 22:07
autor: Rooster
Victoria obserwowała członków koterri, a początkowe chwile spokoju i częściowe zaspokojenie głodu, w szybkim tempie zastąpione zostały przez zdenerwowanie i kolejne zgrzyty wewnątrz grupy. Spojrzała ponownie na Terrego. Potok słów, który wyrzucił z siebie i jego nadpobudliwe zachowanie wyraźnie wskazywały na to o czym mówił Morderca. Spojrzała z niesmakiem i irytacją, powstrzymując się jednak ok komentarzy. W tej chwili zupełnie inna sprawa zaprzątała jej umysł, a sytuacja zdecydowanie zaszła za daleko, by można było ją w tej chwili pozostawić nie rozwiązaną. Mięli jeszcze trochę czasu, zanim zjawi się Lucas. Lasombra podeszła do okna, zasłoniętego żaluzjami i chwilę stała w milczeniu.
- Więc jak, chcecie walczyć, czy dojdziemy jednak do porozumienia? - Krępująca cisza, która zapadła po wypowiedzi Namtara, nie wróżyła niczego dobrego. Odwróciła się i stojąc spokojnie zaczęła mówić.
- Nikt z nas nie ma zamiaru z tobą walczyć i wydaje się to zrozumiałe dla każdego z nas wszystkich, prócz ciebie. Udowodniłeś już, jak dobry jesteś w tym co robisz, jednak nawet nie o to chodzi. Każdy z nas tutaj jest po to, by wypełnić wolę Mędrca i spłacić swój dlug. Każdy z nas go ma, więc nie odmawiaj tego innym. A wydaje się, jakbyś o tym celowo zapominał. Przypomnę jeszcze raz, że naszym zadaniem jest rozwiązanie zagadki jego śmierci. Jak sam powiedziałeś, ten kto jest za nią odpowiedzialny należy do ciebie. Nie rozumiem zatem, dlaczego swoim zachowaniem wprowadzasz zamęt i nieporozumienia wywołując napięcia, które być może w innych okolicznościach pozwoliłyby dojść do ciekawych konkluzji i wniosków. Jednak w zaistniałej sytuacji nie mamy na nie czasu. - podeszła odrobinę bliżej stolika, a jej postawa i ton głosu nie zdradzały już w tej chwili zdenerwowania. Była spokojna, nie chcąc pogarszać sprawy jeszcze bardziej, a świadomość, że w tej chwili każdy jej ruch jest obserwowany przez tego drapieżnika, wciąż była obecna.
- Powołujesz się na Kontrakt, zawarty przez Atrahasisa z twoim Klanem. Być może nie do końca pojmuję jego treść, jednak większość sytuacji, które prowokujesz całkiem świadomie, nie wynikają bynajmniej z jego zapisów. Kierujesz się wolą starca, co podkreślasz za każdym razem. My również. Jednak żadne z nas ani nie prowokuje cie do niczego, ani nie stawia w sytuacjach, których nie możesz zaakceptować. Ty owszem, zatem kwestie, czy w istocie to właśnie jest jego wolą są dyskusyjne. Rozumiem różnice kulturowe, które oddzielają cię od społeczeństwa zachodniego. Jednak zważ na fakt, iż świadomie żadne z nas nigdy nie postawiło cię w sytuacji, w której jako istota nie akceptujesz. Zastanawiałeś się nad tym, czemu tak jest?
- Możesz uważać Camarillę za słabą i zepsutą. W istocie, wiele jest rzeczy, które można jej zarzucić. Jest podzielona i niestabilna, jednak jej prawa pozwoliły niektórym z nas przetrwać. Każdy kieruje się swoimi zasadami, nawet ty. Nie do mnie należy ocena tego, co jest słuszne, a co nie. Jednak przemyśl raz jeszcze jedną kwestię. Od żadnego z nas ne doswiadczyłeś i mało prawdopodobne byś kiedykolwiek doświadczył braku szacunku czy poszanowania dla twojego kodeksu. W bardzo wielu różnią się od naszych, jednak jeśli wymagasz i oczekujesz respektowania ich w stosunku do siebie, takie samo prawo mają inni. Co więcej, Terry podejmuje próby zrozumienia i poznania ich, wyraźnie go to fascynuje a nam pozwoli nie popełniać błędów. Więc proponuję skupić się na współpracyi przemyśleć, jak można dojść do porozumienia. Tym bardziej... - spojrzała na wyprostowaną sylwetkę Łowcy - że informacje i wiedza, którą zdobywasz na tej misji sa bezcenne dla twoich braci. I mamy tego świadomość. Poznajesz wiele tajmnic i niuansów dotyczących tej części Rodziny i jak dotąd to się nie zmieniło. Jednakże może. Starzec wyraźnie zaznaczył, że nie możemy nikomu ufać. Nikomu spoza koterii. A teraz okazuje się, że osoba odpowiedzialna za naszebezpieczeństwo równie dobrze może być naszym katem. Zatem zapytam cię teraz, jak sobie wyobrażasz dalszą naszą współpracę? - Na chwilę pytanie zawisło w powietrzu, jednak Victoria mówiła dalej. Tym razem już zmęczonym nieco głosem, jakby biła się z własnymi myślami.
- W kwestii narkotyków masz rację i to nie podlega dyskusji. Sami możecie obserwować co się dzieje, kiedy głód bierze górę nad zdrowym rozsądkiem. - Wslazała ruchem głowy na Terrego. - Jednak ta kwestia wymaga wyjaśnienia. Zdaje się, że każde zachowanie, którego nie pojmujesz wrzucasz do worka z napisem używki, co jest dużym uproszczeniem i błędem. Nie braliśmy narkotyków, jak to zgrabnie ująłeś. Jeśli nie potrafisz odróżnić działania dyscyplin wpływających na umysł czy iluzji, nie jest naszą winą. Cała szopka ze ślubem i katedrą w bibliotece w domu za sprawą Lucjana była rzeczywistym doświadczeniem. Na cmentarzu stwierdziłeś, że pogryźliśmy się wzajemnie. Jednak widziałeś, co stało się z Horacym? Czy jakikolwiek narkotyk byłby w stanie wyleczyć jego ciało? Nie, przynajmniej ja nigdy o takim nie słyszałam. Zatem rozważ fakt, iż dzieją się w tym mieście rzeczy, których zwyczajnie nie rozumiesz, bądź nie doświadczasz na własnej skórze. Może tym lepiej...
- I jeszcze jedna kwestia. Nikt cie nie okłamuje ani tobą nie manipuluje. Każdemu z nas zależy na współpracy. To, że większość naszych działań odbierasz w okreśąlony sposób wynika z prostego faktu, iż niektóre z nich dzieją się tylko w twojej głowie.
- Zatem zapytam raz jeszcze, jak sobie wyobrażasz dalszą współpracę?
: 29 czerwca 2015, 11:18
autor: Sigil
- Kłamiesz - powiedział zimno Łowca - I większość twych słów jest kłamstwem. Mówisz, że mną nie manipulujecie i nie stawiacie mnie w sytuacji, w której nie mogę zaakceptować? Przecież robicie to każdej nocy. Gavin okłamał mnie, że nie umie posługiwać się bronią, po czym wyciągnął gnata na widok sfory Sabatu. I okazało się, że nieźle strzela. Poza tym posiada Akcelerację. Ty obiecałaś mi krew sfory i oszukałaś mnie... Neik. Horacy obiecał nie wchodzić w moje kompetencje, a jednak zrobił to dzisiaj. Tak jakby uważał, że ma prawo decydować o losie moich ofiar. A nie ma, hal tafhamiin?* Kontrakt określa to wyraźnie. Więc jeśli te sytuacje nic dla ciebie nie znaczą, to zaiste, nie mamy o czym rozmawiać...
Spojrzał na pozostałych, dając im chwilę na przemyślenie tej kwestii. Cisza, która zapadła w pomieszczeniu wydawała się trudniejsza, niż zazwyczaj. I każde słowo Mordercy nabierało w niej nowej wagi, padając ciężko i bezlitośnie - niczym krople krwi spływające z ostrza sztyletu...
- Mata sowfa tataalami min akhtaeki?** Z was wszystkich jedynie Terry traktuje mnie z szacunkiem. Przynajmniej, gdy jest trzeźwy. I tylko on trzyma się tego, co powiedział. Reszta, a zwłaszcza ty, kłamie przy każdej okazji. Tak jak teraz, gdy próbujesz się wybielić za pomocą tych łgarstw. Jakby słowa mogły ukryć twoje czyny, kobieto. Brzydzę się tym. Po prostu.
- I nie wyobrażam sobie naszej współpracy, bo nie lubię tracić czasu na fantazjowanie. Mówię o tym co się dzieje, co noc. A ty myślisz, że kolejne kłamstwa rozwiążą problem. Yelan ta'aris ardak!*** Może więc po prostu nie rozmawiajmy o niczym, co nie dotyczy mojej pracy. Ja będę robił swoje, a wy swoje. Przynajmniej moja obecność nie będzie cię rozpraszać, malika**** - ostatnie zdanie było wyraźną drwiną, ale nie starał się tego ukryć. Miał ochotę stąd wyjść. Najlepiej zaraz.
- Idę na zewnątrz - oznajmił chłodno. - Będę w okolicy. Blisko, gdybyście jednak mnie potrzebowali.
* arab. Rozumiesz?
** arab. Kiedy zaczniecie uczyć się na własnych błędach?
*** arab. Przeklinam twój honor (w znaczeniu: nie masz honoru)
**** arab. księżniczko
: 29 czerwca 2015, 11:20
autor: Frater_Terry
Terry widząc, że Mroczny Jedi za chwilę opuści pokój, krzyknął, wyciągając ramię w jego kierunku, jakby go chciał zatrzymać.
- Nie! Poczekaj proszę jeszcze chwilę! Mam coś do powiedzenia, zostań i poświęć mi uwagi odrobinę!
Morderca zawahał się stojąc przed drzwiami. Właściwie, miał ochotę opuścić to całe zgromadzenie. Z drugiej strony miał świadomość, że nie będzie to najlepszym rozwiązaniem. Kontrakt zobowiązywał do wykonania zadania. I choć przyznawał to z najwyższą niechęcią, aby to zrobić, potrzebował Niewiernych.
- Jai'yed* - powiedział, odwracając się. - Ale żeby to było warte mojego czasu.
Stanął przed drzwiami, opierając się o nie plecami. W sumie nie miał daleko do wyjścia...
- Już druga osoba wspomina o narkotykach. Rzeczywiście jest tak, że moi przed chwilą żywiciele spożywali narkotyki. Nie chciałem jednak wybrzydzać, nie jesteśmy u siebie, wziąłem, co Pan mi podsunął. Dziwi mnie jednak, że to zauważyliście, jestem raczej pełen energii, nie odurzony. Nie sądziłem więc, że mogę sprawiać problem. Przepraszam jednak, bo widzę, że właśnie ja jestem przyczyną całej tej napiętej sytuacji. Pozwólcie więc, że spróbuję coś na to zaradzić.
W pierwszej kolejności zwrócił się do Nosferatu. Mocno gestykulując rękoma i mówiąc z wyraźnym podnieceniem zaczął tłumaczyć.
- Horacy, ale kontrakt nie przechodzi na nas. On nas dotyczy, ale nie był zawarty z nami. Przeto nie podlega negocjacji. Nie przez nas. Ani nie przez niego. Ani nikogo innego. Bo Czerwony Mędrzec nie żyje. I nie przechodzi. Ale i tak jest wyjątkowy, bo z tego co mi wiadomo, w tamtych czasach nie zdarzało się raczej by ktoś brał kontrakt na przyszłość. Ani przeszłość. I w ogóle to rzadka sytuacja była. I chyba, wydaje mi się, a właściwie to tak chyba jest, że w takiej sytuacji klan Łowców traktuje poważnie takie sprawy, a to znaczy, że przysłali do nas elitę, nie szeregowca. Bo inaczej by to znaczyło, że mają w poważaniu swoich klientów, a tak nie jest. Szczególnie jeśli klientem jest ktoś, dla kogo robią wyjątek i zawierają kontrakt na set lat w przód. Bo to buduje prestiż. I renomę. I skoro wysłali do nas kogoś z elity, to znaczy, że wykonanie zadania jest dla niego priorytetem. Chwilami mam wrażenie, że większym niż dla niektórych z was.
Odwrócił się do Victorii.
- Mroczna Pani, wydaje mi się, że nie ma sensu się handlować kto kogo szanuje a kto kim manipuluje. Lub nie, bo chodziło ci chyba że nie. To co rodzi nasze kłótnie i nieporozumienia, to różnica kulturowa. Darth Namtar pochodzi z innego świata niż my. Pewne rzeczy dla nas normalne są dla niego nie do zaakceptowania, skandalicznym brakiem wychowania i dobrego smaku. Rzeczy zaś, które są dla niego normalne, dla nas są gorszące, nie do zaakceptowania i bestialskie. Bestialskie! - uniósł palec wskazujący wysoko, jak gdyby prawił kazanie. - I tak, w rzeczy samej, może spróbujmy się dogadać, zamiast wyzywać, czy walczyć... Czy okłamywać...
Wraz z ostatnim słowem spojrzał na Assamitę. Następne słowa miał skierować właśnie do niego. Zaczął powoli i spokojnie, jednak im dłużej trwała jego wypowiedź, tym szybciej i energiczniej mówił, i tym mocniej przeżywał własne słowa.
- Co do ciebie Duchu z Otchłani, nie pytałem cię o sekrety klanu, pytałem, czy przeżyjemy w takiej sytuacji. Nie interesują mnie wasze protokoły postępowania, interesują mnie moje szanse na przetrwanie. Tymczasem z moich słów wychwyciłeś wszystko, oprócz właśnie tego jednego pytania, które było właśnie tym pytaniem, pytaniem na które odpowiedź miała mnie uspokoić. Zamiast tego zastraszyłeś mnie i wszystkich innych. Wiem o tym, że pochodzimy z różnych... różnych... no, światów różnych. Z różnych światów pochodzimy. Ale jesteśmy skazani na siebie, do końca tej sprawy. Więc pomyślałem, że może nauczmy się komunikacji. Wiesz, nam to pomoże, tobie to pomoże, wszystkim to pomoże. Potrzebujemy ciebie. Więc nie będziemy cię denerwować niepotrzebnie. Ale nie reaguj też na pytania które wydają ci się obraźliwe, jak wampir na święconą wodę... hehehe... przepraszam. Już wracam do tematu, ale przyznacie, że mi to wyszło, co? - rozejrzał się po zebranych z uśmiechem na twarzy. Wąskim uśmiechem. Nikt nie zareagował. - No dobra, może nie. W każdym razie, chciałem zaproponować, żebyś zapytał ten jeden jedyny raz, zanim się zdenerwujesz. Znaczy, wiesz, w takiej chwili, kiedy uznasz, że wciskam nos w nieswoje sprawy. Zwróć mi uwagę. Powiedz, "nie jest to wiedza dla ciebie", a ja powiem wtedy "ale ja tylko pytam czy przeżyję", a ty powiesz, "tak niewierny, przeżyjesz, przecież jesteś pod moją ochroną"! I wtedy nie będziesz miał powodu do złości. I nie będzie nieporozumień. Jesteśmy z innych światów. Więc proszę, spróbujmy jakoś z tym żyć. Bo wcale nie chcę rozmawiać tylko na tematy pracy, jest mnóstwo rzeczy, które tylko od ciebie będę mógł usłyszeć, a które nie tyczą się twego klanu. Jak na przykład rozmowa wczoraj nad ranem. Przeto proszę, nie zamykaj się przed nami. Przede mną.
* arab. Dobrze
: 29 czerwca 2015, 13:36
autor: Sigil
Morderca patrzył na Terrego przez około pół minuty, nie mówiąc ani słowa. W tym czasie Świr przestępował z nogi na nogę, zerkając na niego z niepewnym uśmiechem. Te pół minuty dłużyło mu się niesłychanie. Chwilami zdawało mu się, że utknęli już na wieczność w tym pokoiku motelowym, spoglądając na siebie w milczeniu. W końcu Assamita odezwał się.
- Przyjąłem i zrozumiałem - uśmiechnął się lekko. - Przeżyjesz, bo jesteś pod moją ochroną. Hal tafham?* Wkurzyłem się o narkotyki. Głównie. I dlatego odebrałem tak twoje pytania. Mam nadzieję, że teraz się dogadaliśmy. Bez kłamstw i bez bólu. Jak widać można. Kullu Tamam.**
Rozluźnił się nieco i zdjął rękę ze sztyletu. Mimo to, nie zamierzał na razie odejść od drzwi. W końcu noc się jeszcze nie skończyła, a będąc wśród Niewiernych dobrze było mieć blisko do wyjścia...
* arab. rozumiesz?
** arab. Jest ok.
: 29 czerwca 2015, 18:56
autor: Suriel
- Rozumiem, prawa kontraktu na nas nie przeszły wraz ze spadkiem. - westchnął Horacy*. Po czym kontynuował mówiąc spokojnie i z flegmą. Podczas wypowiedzi cała jego uwaga zdawała się skupiać na dokładnym oglądaniu obrzydliwych paznokci u ręki - Nie rozumiem jednak dlaczego zarzucasz mi, że ja wchodzę w twoje kompetencje. W żadnym razie. Pozwolę sobie przypomnieć, iż to ja mówiłem dzisiaj wieczorem, że moim zdaniem powinieneś sam wybrać gdzie chcesz być. Ba, nawet miejscówkę tej prywatki Sabatu podałem ci na tacy. Sam wybrałeś gdzie będziesz dzisiejszej nocy, do kogo masz więc żal?....
Nie skończył wszedł mu w słowo Terry.
Spoiler!
*No to chyba jest prawda skoro skoro drugi raz o tym mówię i drugi raz te same padają wypowiedzi. Swoją drogą... - pomyślał Horacy - ...słaba ich pamięć do takich drobnych faktów daje wiele ciekawych możliwości.
: 29 czerwca 2015, 20:31
autor: Rellon
Gavin po raz kolejny obserwował zmagania koterii z Assamitą. Wszelakie gesty, ruchy, argumenty stanowiły zbieraninę wibracji podobną do przedstawienia. Tego przedstawienia które już odegrał kilkakrotnie, a które odgrywał gdy tylko zaczynał odczuwać że zostaje zepchnięty na drugi tor.
Zaskakujące że jeszcze nie odkryli podobieństwa w zachowaniu Namtara i przeciętnego przedstawiciela klanu Gangrel. Jestem wielki, jestem zły i warczę jak nie głaskają i nie karmią, a jak jeszcze nie rzucą kości od czasu do czasu to już w ogóle tragedia. Wcześniej tego nie widziałem bo warczał na mnie, teraz jednak doskonale widzę ten wzór zachowań.
Zabawne ze spośród przedstawicieli Camarilli to Malkav pierwszy załapał że należy Namtara utrzymywać w świadomości że jest niezbędny, potrzebny i stanowi filar na którym opiera się całe przedsięwzięcie. Doskonale wypatrzył połączenie między narkotycznym głodem krwii i tą osobistą potrzebą Łowcy. Nieugaszoną potrzeba podwyższonej stymulacji. Każdy aktor lubi by ktoś oklaskiwał jego występy.
- Myślę że wystarczy Horacy, Twoja uprzejmość została już dość wyraźnie zaznaczona. Swoją drogą spodziewałem się po Tobie większego polotu Staruszku.
Tu Gavin uśmiechną się życzliwie, było w tym jednak coś z kąśliwości dwójki czterolatków, którzy kopią się pod stołem gdy rodzice nie patrzą. Nie chciał urazić Horacego, próbował jedynie zaznaczyć że jego przekaz został odebrany. Uśmiech na twarzy znikną, wraz z kontynuacją wypowiedzi.
- Podzielam Twoje kontrowersje co do sposobu działania Assamity, niemniej jak dotąd okazał się skuteczny, wszakże żyjemy. I za to należą mu się podziękowania za dobrze wykonaną pracę.
Rozpoczął wstęp tak dyplomatycznie jak tylko potrafił. Celem jego wybiegu było zrównoważenie sił i w miarę dyplomatyczne zażegnanie, chwilowego w jego mniemaniu, konfliktu.
- Po drugie ustalmy jedną rzecz. Jesteś nam potrzebny, bo jak widać wiele osób chce nas zlikwidować. Nikt tutaj nie neguje tego. Z drugiej strony nie wykonasz kontraktu w tak krótkim czasie bez naszej pomocy, o czym najwyraźniej zapominasz. Te "ślady" w Twojej aurze stanowiłyby najmniejszy problem. Nie ukrywajmy, jedyną Twoją rozmówczynią byłaby Furia i jej delikatna prośba o opuszczenie domeny księcia. Potem, tak czy siak, byłoby po sprawie.
Mało wiem o honorze, niemniej życie Assamity który spierdolił tak ważny kontrakt wśród innych "honorowych" Assamitów musi być piekłem. Całe wieki wypominania i naznaczenia "to ten który nie dał rady, mogliśmy wysłać kogoś lepszego".
Gavin starał się wykazać warunki delikatnej symbiozy w jakiej znajdowali się nieumarli. Nie potrafi wskazać dokładnego kompromisu ani załagodzić sprawy. Dodatkowym problemem był fakt że sam czuł się, po raz kolejny, urażony wypowiedziami Namtara.
1.Ravnos obserwuje reakcje w aurze Namtara z użyciem nadwrażliwości stopnia II
2. Zakładam ze teraz czeka mnie tyrada pod tytułem : nic nie wiesz o honorze i nie mów mi jak mam żyć.
Spoiler!
1. Po całej tej wypowiedzi o manipulacjach, zabójca powinien być nad wyraz ostrożny i potraktować to jako wstęp do kolejnej gry.
2.Jeżeli wybuchnie gniewem lub spróbuje zastraszać to znaczy że nadal potrzebuje pokarmu dla swojego poczucia ważności.
3. Jeżeli się opanuje, znaczy że przypuszczenia Namtar boi się utraty twarzy wewnątrz swojego klanu i znalazłem jego czuły punkt.
: 30 czerwca 2015, 06:28
autor: Rooster
Victoria pomimo napiętej wcześniej atmosfery, stała wciąż spokojnie, obserwując i analizując słowa zebranych. Ciężko było im dojść do porozumienia, tym bardziej była wdzięczna Terremu za umiejętność rozmowy z Mordercą. Im więcej wyrzucał z siebie słów w arabskim języku i reagował impulsywnie, wyrzucając emocje, tym bardziej stawało się jasne, że dla niego to po prostu sposób, w jaki reagował na otoczenie. Bardziej zdecydowanie należało obawiać się chwili, kiedy przestałby mówić cokolwiek. Popatrzyła na niego dłuższą chwilę, zastanawiając się, o co może chodzić. Zarzucał jej kłamstwo i dotyczyło to umowy o tę przeklętą sforę. Czy chodziło o .... ? Powiodła ponownie wzrokiem po członkach koterii i odezwała się spokojnie.
- Namtarze, chciałabym coś wyjaśnić. Umowa, którą zawarliśmy wciąż obowiązuje i nie odbieram ci w żadnym wypadku prawa do nich. Popełniłam błąd zakładając, iż jej realizację możesz odłożyć w czasie, na bardziej dogodny moment. - Na chwilę zawahała się, jakby szukając odpowiednich słów. - Nie sądziłam po prostu, że będziesz chciał załatwić to od razu. Niedopatrzenie to nie wynika z chęci manipulacji tobą, a niezrozumienia. Zatem przyjmij proszę moje przeprosiny.
Po wypowiedzeniu ostatniego zdania czekała na reakcję Mordercy. Nie chciała mówić w tej chwili więcej, chociaż pytania i kwestie, które chciała poruszyć ze wszystkimi cisnęły się na usta. Jednak wciąż spokojnie czekała.
: 30 czerwca 2015, 09:20
autor: Frater_Terry
- ...Sam wybrałeś gdzie będziesz dzisiejszej nocy, do kogo masz więc żal?....
Nie skończył wszedł mu w słowo Terry.
- Horacy, druhu, proszę, nie. Przecież już koniec. Już wiadomo o co chodzi i chodziło. I jest spokój, i już nie trzeba dalej. To tylko narkotyki, a narkotyki jakie by nie były, nie pomagają, więc naprawdę, sam nie mam pretensji i nawet Darth Namtar powiedział, że się dogadaliśmy. I że Kullu Tamam, cokolwiek to znaczy. Jest dobrze, zostawmy to, ok? Możemy kontynuować w Sanktuarium, kiedy noc się kończyć będzie. Jeśli będzie taka potrzeba oczywiście, albo i nie będzie, kto wie? Ale ślicznie proszę, zostawmy to teraz, ok?
Horacy nie kontynuował, przez chwilę spoglądał na Terry'ego, nie przytaknął, nie zaprzeczył. Gavin zabrał głos i natychmiast pochłonął całą uwagę Malkaviana, który równie natychmiast odwrócił się w jego stronę.
Kiedy Gavin powiedział swoje, Terry opuścił ręce. Poczuł się, jakby cała energia uszła z niego w ułamku sekundy. Zrezygnowany opadł na krzesło, i patrząc się smętnie w podłogę, z niezmiennie zaciśniętymi szczękami smutnym głosem powtarzał
- Dlaczego? Przecież Kullu Tamam... Kullu Tamam... Miało być Kullu Tamam, dlaczego nikt nie chce Kullu Tamam?
I wtedy odezwała się Victoria.
Z przyczyn technicznych nie jestem w stanie rozłożyć akcji w odpowiednie miejsca, mam nadzieję jednak, że wszystko jest chronologicznie do ogarnięcia w tym wpisie.
: 30 czerwca 2015, 11:04
autor: Sigil
- Dlaczego? - zaśmiał się cicho Morderca, choć dźwięk ten przypominał raczej powarkiwanie, nie mając w sobie nic ludzkiego. - Bo oni nie chcą, żeby było dobrze, Terry. Zaghnaboot!* Jedynie ty wiesz i rozumiesz z kim rozmawiasz. A ich arogancja zaślepia ich do tego stopnia, że zapominają o tym i próbują traktować mnie jak swojego psa. Yelan abo taareesak!**
Ostatnie zdanie wymówił z pogardą, spoglądając na Nosferatu i Ravnosa. Poza tym wydawał się jednak spokojny, przerażająco spokojny, a chłód który emanował z jego postaci, zdawał się rozlewać powoli, po całym pomieszczeniu. I wiedzieli, że nie wróży im to dobrze. I że czas słów powoli się kończy, a Łowca jest na skraju przejścia do czynów.
- Jesteś głupcem - wycedził cicho do Horacego, kładąc ponownie dłoń na rękojeści khanjar. - I twoje słowa przynoszą ci jedynie hańbę. Atra-hasis nigdy nie powiedziałby czegoś takiego. On szanował mój Klan, a ty kalasz jego pamięć. Yelan ta'aris ardak!*** Jak śmiesz sugerować, że porzuciłbym mój święty obowiązek, którym jest wykonanie tego Kontraktu? Ja, którzy przelewałem za was krew i nigdy nie cofnąłem się przed wypełnianiem tej misji? Anta kalbee!**** Do końca tego zadania nie chcę rozmawiać z tobą o niczym, poza tym, co dotyczy misji. I lepiej to zapamiętaj, bo nie będę się powtarzał.
Zignorował całkowicie Gavina i spojrzał na Lasombrę. Powoli zdjął dłoń ze sztyletu.
- Ty wiesz, że tamta sfora miała być elementem naszej umowy - zwrócił się do Victorii. - I wreszcie to powiedziałaś. Obiecałaś mi, że to będzie priorytet. Ale jesteś kobietą i twoje słowa są jak piasek na wietrze. Dlatego mogę zrozumieć, że sam byłem głupcem uznając, iż będziesz honorowała tą umowę. I mogę ci wybaczyć, bo to był mój błąd. Myślałem, że wasi przywódcy trzymają się zasad. Teraz widzę, że jest inaczej. Laa afham.***** Jednak nie okłamuj mnie, że macie do mnie szacunek, bo sama chyba widzisz, co się dzieje. A wracając do umowy, areed areef,****** jak to wygląda teraz? Co chcesz zrobić w tej sprawie, kallemni!*******
* arab. Trucizna dla nich!
** arab. Przeklęte dziwki!
*** arab. Przeklinam twój honor ( w sensie: Nie masz honoru)
**** arab. Jesteś psem
***** arab. Rozumiem
****** arab. Chcę wiedzieć
******* arab. mów do mnie ( w sensie: powiedz mi)
: 30 czerwca 2015, 16:03
autor: lightstorm
Charleston WV Point Pleasant, Motel Flowers Cottage, W Głowie Malkaviana 10.08.1993
Terry siedział załamany słysząc kolejne słowa wypowiadane w pokoju. W chwili załamania jak zwykle przychodził z pomocą mu jego Mentror:
- Terry, Synu Boży! Powstań i ogarnij ten burdel, powiadam ci! Victoria nie potrafi przewodzić i niebawem poleje się krew. Wasza krew. Nie pozwól na to Terry, bo nie wykonasz zadania jakie zlecił ci Red. Szczerze mówiąc, to zastanawiam się jak to się dzieje, że Gavin i Horacy nie zdają sobie sprawy, że zaraz ich martwe ciała zakosztują Assamickiej stali. Od razu widać, że fizycznie są słabi i on wykończy ich w kilka sekund. Zapomnieli, co mówił im Duch Otchłani przy pierwszym spotkaniu! Zapomnieli, że obraza klanu Łowców jest złamaniem Kontraktu i zniszczy ich! Nie rozumiem, gdzie podział się ich instynkt przetrwania... Zaiste porwali go diabli. Ta cała Wirginia Zachodnia jest bardzo dziwnym miejscem i zaczyna im się chyba udzielać...
Malkavian podniósł głowę, by spojrzeć na swoich kompanów. Mentor kontynuował:
- Czy zastanawiałeś się, co może być tego przyczyną, Synu Światłości? Rzeknę ci, że jest to ich własna ślepota, ignorancja i ego nadmuchane i kipiące jak wrzące kotły piekieł! Co jest przyczyną, że nie potrafią przeprosić lub zamilknąć? To pycha im się uszami wylewa i która Aniołów nawet doprowadziła do upadku! Zaiste, ziemia ta jest przeklęta a im brakuje oparcia w Chrystusie! Spójrz na tego poganina, Gavina. Ten Ravnos jest niezadowolony z każdej sytuacji społecznej w której ktoś traktuje go jak kogoś gorszej kategorii. Brak mu pokory, bliskiej sercu Pana. Może on nie jest Ravnosem, lecz ukrytym Toreadorem o przewrażliwionej naturze? Ciekawe, że wypowiedział się na temat aury Zabójcy mówiąc, że to może być kłopot w wejściach do Elizjów, gdzie sam załatwił wam ban na Elizja. Ha! Przecież Assmita uzna, że to było bezczelne i celowe obrażanie go! A może starsza pani z pająkiem przestawiła mu klepki? To bardzo interesujące Terry, jaki tworzą teraz wzór... Nosferatu chyba lubi ryzyko i prowokacje, które muszą być dlań ważniejsze niż wola Red'a i swoje nieżycie. A wszakże samobójstwo jest grzechem. To zmierza w bardzo złą stronę Terry! Jeżeli oni nie widzą Śmierci stojącej obok to są jak dzieci we mgle! To oznacza, że nic nie widzą! Mam nowe informacje dla Ciebie, ale teraz trzeba działać i to natychmiast! Jeszcze kilka zdań wypowiedzianych przez głupców i będziesz gorzko płakał patrząc na martwych wybrańców Red'a.
- Objawię ci teraz sekrety straszliwe. Więc słuchaj mnie! A tym głupcom powiedz, że dolewają oliwy do ognia i nie rozumieją powagi sytuacji! Przeraża mnie fakt, że stare wampiry nie widzą co przynoszą ich własne słowa. Democritus, wiekowy Ventrue to wie i nie wyciągnął poważnych konsekwencji z diabolizacji zaraz przy murach Elizjum! Do doskonały polityk, już teraz zrobił tak, że za wybryki Assamity odpowiada wasz lider. W ten sposób nie musi bezpośrednio pilnować Łowcy, wiedząc że odpowiedzialność leży na Victorii. Stary Ventre wie, że jak pojawią się pokrzywdzeni przez Namtara członkowie Camarilli w mieście, którzy przyjdą do Księcia, ten od razu wskaże waszego lidera jako osobę odpowiedzialną za ten stan rzeczy. Jeżeli dojdzie do tego z podszeptu Szatana, wasza misja stanie w obliczu poważnego problemu. Módl się, by ktoś nie wpadł na pomysł, by podesłać do Księcia kogoś niezadowolonego i przerażonego wyczynami trefnego Łowcy. Ktoś spreparuje dowody i zaaranżuje sytuację z użyciem Maski Tysiąca Twarzy udając Namtara! To dużo poważniejsze, niż fanatyczny najemnik, który oczekuje szczerości i traktowania z szacunkiem. A to miasto jest przesiąknięte polityką, niczym Sodoma grzechem!
Wszyscy zdajecie sobie sprawę, że Namtar jest na skraju opanowania, i że jeśli ktoś w tej sytuacji powie coś głupiego, to się poleje krew. Assamita zrobił się nieprzyjemnie spokojny. Widzieliście jak załatwił Gorgona i resztę sfory na cmentarzu. Nie jesteście głupcami i wiecie, że nie macie z nim szans. Jest dla was za szybki.
: 30 czerwca 2015, 16:48
autor: Rooster
Atmosfera w małym motelowym pokoju wyraźnie krystalizowała się, stawiając sprawę na ostrzu noża. Kiedy Lassobra spojrzała na Assamitę jasnym było, iż każde następne zdanie wypowiedziane przez tamtą dwójkę, będzie oznaczało dla nich śmierć. Jej spokój ulotnił się w mgnieniu oka, gdy szybkim krokiem podeszła do nocnego stolika. Wątłe i żółte światło, słabo sączące się z nocnej lampki, jeszcze przez sekundę oświetlało pomieszczenie. Wyszarpnęła kruchy przedmiot z kontaktu i rzuciła nim o najbliższą ścianę.
Trzask!!!
W jednej chwili wszyscy poczuli zapach topiącej się izolacji, a krótkim wyładowaniom elektrycznym towarzyszył dźwięk rozbijającej się żarówki i ceramicznej podstawy. Potem zapadła cisza i ciemność. Jedynie blask lamp na parkingu przed motelem wdzierał się pomiędzy żaluzjami... Victoria odwróciła się, spoglądając z wściekłością na Horacego i Gavina.
- Dosyć tego! - jej słowa niczym uderzenie bicza rozerwały zaległą ciszę. - Jesteście obaj aż takimi idiotami?!
Cienie kryjące się w zakamarkach odpowiedziały na jej gniew. Z wolna zaczęły poruszać się po ścianach, przybierając nienaturalne i postrzępione kształty. Pazurzaste macki na podłodze i suficie, z pozoru chaotycznie i nieskładnie zaczęły krążyć wokół Lassombry. Stała w tej chwili na środku pokoju, a Ciemność tańczyła wokół niej, tworząc wir. Makabryczne kształty wirowały coraz szybciej w obu kierunkach, a ona stała wewnątrz cyklonu rozpętanego jej gniewem.
[center][/center]
- Ja tutaj dowodzę! I macie mnie słuchać, bo lider może być tylko jeden! A wy - wskazała ręką na Ravnosa i Noseratu - Milczeć! Dosyć już mam słuchania waszych idiotyzmów i obelg. Jesteście aż tak ślepi, że nie dostrzegacie tego, co się dzieje? Tak wam szybko na spotkanie śmierci!? Czy wasza ignorancja i rozbuchane ego odebrało wam rozum i zdrowy rozsądek? Widocznie tak! Ale pozostaje jeszcze instynkt, którego widocznie też się pozbyliście!Nie wiem, który z was w tej sytuacji jest bardziej głupi, jednak jeśli sądzicie, że przy kolejnej takiej spierdolonej akcji zarobię cokolwiek, by ratować wasze dupy, to rozczaruję was panowie... Nie kiwnę palcem, gdy któryś z was po raz kolejny obrazi Assamitę. Chociaż osobiste obelgi jest w stanie przełknąć, obraza Klanu Łowców sprowadzi na was Śmierć Ostateczną. Zdaje się, że szybko zapominacie, co się stało ze Spiro... - na chwilę przerwała, patrząc lodowatym wzrokiem na zaskoczonych nieumarłych.
- Uważasz Gavin, że aura Assamity stanowi taki problem dla Księcia? Gdyby tak było, czy ktoś, kto od wieków sprawuje władzę w tym mieście pozwoliłby na rozprawienie się z Balii pod drzwiami Elizjum? Sądzisz, że byłby tak głupi, by okazywać brak szacunku dla wyboru Atrahasisa? Nie sądzę! To ty swoją bezczelną gadką i zachowaniem przed Radą załatwiłeś nam brak wstępu. A do tego zachowujesz się jak rozkapryszony bachor, obrażony na cały świat. Więc radzę Ci dobrze, zastanów się nad tym co robisz i po co tu jesteś. Bo jak dotąd, niewiele jest z ciebie pożytku, a każde zdanie, które wypowiadasz, nic nie wnosi do rozwiązania naszej sprawy. I wygląda to tak, jakbyś miał w głębokim poważaniu nas wszystkich, co jeszcze można przełknąć. Ale to każe się zastanowić, na ile jesteś oddany sprawie Red Wisdoma i czy przysięgi, które składałeś mają jakiekolwiek pokrycie w twoich słowach. Bo w tej chwili nie mają żadnego!
- A Ty Horacy... bawi cię dolewanie oliwy do ognia? - zwróciła się do niego podchodząc bliżej i zaglądając mu w oczy. - Salonowe gierki widocznie weszły ci w krew, ale kompletnie odebrały rozum. - wycedziła przez zęby. - Mogę zrozumieć, że zależy ci na tym mieście i jego mieszkańcach. Jest twoim domem i obiecałam ci, że zrobię wszystko by tak pozostało. Wszak Łowca powiedział przecież, że nie zabija członków Camarilli bez powodu. Jedynie w sytuacji, w której są dla nas zagrożeniem, co jest zrozumiałe. Zatem Kreta też nie ruszy, jeśli nie będzie powodu. A jednak ty wciąż traktujesz go jak psa, bądź chłopca na posyłki, którym możesz sterować! Otóż nie możesz i nikt tego nie zrobi. I sugerowanie, że mógłby wybierać pomiędzy Kontraktem a moją i jego umową, dotyczącą tych psów z Sabatu jest niedopuszczalne. To był mój błąd i przyznałam się do tego. Zapomniałeś już, kto uratował nas na cmentarzu? Doprawdy, ktoś komu zawdzięczasz swoje nieżycie nie zasługuje na więcej szacunku i zwyczajnej wdzięczności? Ciekawa jestem, czy ktokolwiek z tego miasta byłby w stanie poświęcić się dla twojej ochrony. Bo jak dla mnie, raczej kogoś takiego musiałbyś długo szukać. Pomyślałeś choć przez chwilę o tym? Nie sądzę...
Skierowała się z powrotem na środek pokoju, a wirująca ciemność wciąż krążyła potęgując uczucie ruchu.
- Z was wszystkich jedynie Terry zdaje się mieć świadomość mądrości, którą kierował się Atrahasis. I przypominam, że Assamita jest tutaj z Jego Woli, a to oznacza, że wiedział co robi zawierając umowę z Klanem Łowców tak dawno temu. A kim wy jesteście pytam, żeby podważać jego decyzje? Ten Kontrakt jest niezwykle prestiżowy, biorąc pod uwagę czas i szacunek, jakim każdy spokrewniony darzył starca. A wam się wydaje, że przysłaliby do jego wypełnienia byle kogo? Macie w ogóle świadomość konsekwencji, jakie to za sobą poniesie, jeśli uda nam się przetrwać? To co robimy razem, pójdzie w świat, więc radze zastanowić się poważnie nad tym, jak traktujecie siebie nawzajem. Namtar już nieraz udowodnił swoją lojalność dla sprawy i poświęcenie. A jego umiejętności nie podlegają żadnej dyskusji i doskonale wypełnia powierzone mu zadanie. A czy to samo możecie powiedzieć o sobie?
- Ja również popełniam wiele błędów, dlatego uważam, że rozmowy są niezwykle ważne i cenne dla nas wszystkich. Znamy się dopiero trzecią noc a ciąży na nas ogromna odpowiedzialność, więc zacznijmy działać wspólnie, zamiast szerzyć zamęt wewnątrz naszej grupy. To naprawdę niczemu nie służy. Nie jestem zwolennikiem rozwiązań siłowych i zabijania, uważam je za ostateczność. I po to jest tu Namtar. Kiedy inne metody zawiodą, on ma działać. W każdym innym wypadku sądzę, iż rozmowa i dojście do porozumienia daje o wiele lepsze efekty. Tak było, kiedy pojechaliśmy na spotkanie z Flynem. I tak samo w przypadku Wild Hearta. I uważam, że my także jesteśmy w stanie dojść do porozumienia.
Po wypowiedzeniu ostatniego zdania, w pokoju uspokoiło się nieco, a cienie na ścianach zniknęły szybko, tak jak się pojawiły. Zapadła cisza...
Używam autoryteti i Sfery Mroku z pierwszego poziomu.
Victoria początkowo jest wściekła, czemu daje upust w formie tańczących cieni. Ich ruch odzwierciedla jej emocje, których nie ukrywa, stopniowo uspokajając się.