PBF - Podstępna rubież

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 czerwca 2012, 11:20

Droga nr 64 w Pea Ridge, 7 maja 2055

Vasquez rozglądał się w trakcie mówienia wokół siebie, kiedy jednak Wilson odpowiedział, spojrzenie twardych nieprzyjaznych oczu hegemona skoncentrowało się wyłącznie na jego osobie.

- Właściciel zginął w Hurricane? - zapytał mężczyzna - Dron go zabił na waszych oczach? Nikt nie wspominał o żadnym ludzkim ciele, były tylko jakieś zaszlachtowane zwierzęta.

Jeden z ludzi Chudego rozkasłał się paskudnie, dosłownie charcząc i dowodząc tym samym jakiejś daleko posuniętej choroby krtani lub płuc. Vasquez oderwał na chwilę spojrzenie od Wilsona, otaksował motocyklistę wzrokiem wręcz kipiącym odrazą.

- Znaleźliście ciało?


Wątek techniczny

Może jednak nikt Wam psiaka nie zabierze? ;)

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 04 czerwca 2012, 11:28

Właściciel psa nie zginął na naszych oczach ale był ewidentnie martwy. Mieliśmy meldować o zagrożeniach, a martwy właściciel psa nie był zagrożeniem w przeciwieństwie do DRONA. Na drodze też widzieliśmy dwa truposze we wraku i o nich też nie meldowaliśmy bo i po co? Ale jeśli pan rozkaże meldowac także o nieboszczykach jakich zobaczymy to będziemy tak robić.

Techniczny:
Patrzę Vasquezowi w oczy i się nie uśmiecham, to co mówię, wypowiadam poważnym tonem by nie uznał iż sobie z niego żartuję. Zależy mi by sie odwalił od szarika i od nas
Ostatnio zmieniony 04 czerwca 2012, 12:58 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 czerwca 2012, 11:37

Droga nr 64 w Pea Ridge, 7 maja 2055

Przez ułamek chwili Vasquez ściągnął nieładnie twarz dając wyraz swej staranniej dotąd skrywanej złości i nawet ten króciutki moment wystarczył, by Paul uświadomił sobie znienacka, na jak cienkiej przyszło mu tańczyć linie. Hegemon był nominalnie jedynie jednym z dwóch dowódców zorganizowanych bojówek służących baronowi, ale bez wątpienia miał w sztabie ekspedycji wpływy dużo wyższe od któregoś z zauszników naczelnego kapelana.

Takich ludzi nie należało drażnić... przynajmniej tak długo, dopóki człowiek nie był gotów bezpiecznie z nimi zadrzeć.

- Więc zwłoki ciągle są w Hurricane? - zapytał hegemon odzyskując opanowany wyraz twarzy - Gdzie dokładnie?


Wątek techniczny

Vasquez najwyraźniej puścił koło uszu wcześniejsze uszczypliwości Paula, ale nie dajcie się zwieść pozorom - to niebezpieczny i nie lubiący drażnienia człowiek.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 04 czerwca 2012, 11:58

Radeford podjechał bliżej do rozmawiających. Skinął do Vasqueza głową.

- Jestem Ebenezer Radeford, z łaski Pańskiej Sługa Boży,a z łaski barona jego przyboczny kapelan - powiedział spokojnie i poważnie kaznodzieja.

- W Hurricane, to prawdopodobnie poprzedniemu właścicielowi tego psa, zawdzięczamy, małe straty w szeregach Aniołów Śmierci. Twardy musiał być z niego skurczybyk, ukrył się w starej rozgłośni radiowej i nadał, ostrzegawczy komunikat, przed "żelaznym pająkiem". Nie sprzedał skóry łatwo, gdy dron rozwalił ścianę i wdarł się do rozgłośni. Sporo tam walało się łusek. Taki był dumny, że nie dał się zabić maszynie, rezygnując ze swej nieśmiertelnej duszy sam odebrał sobie życie. Mimo to uszanowaliśmy go i oddaliśmy ostatnią posługę. Jego ciało spoczywa w małym kurchanie, koło rozgłośni WoKu w Hurricane. Gdy go znaleźliśmy był martwy od dłuższego czasu. Znałeś go? - patrząc na twarz Vasqeza powiedział wielebny.


Wątek techniczny:
Czy mu aby nie wzięliśmy rzeczy, które miały trafić do wspólnej puli? Czy ta zasada działa dopiero od Lexingtone?

Goldwin
Reactions:
Posty: 645
Rejestracja: 08 kwietnia 2009, 19:36

Post autor: Goldwin » 04 czerwca 2012, 12:02

Salt, przechylając głowę na bok, bez skrępowania taksował wzrokiem Vasqueza. Rozumiał, że komuś może uderzyć woda sodowa do głowy z racji sprawowanego stanowiska, nie lubił jednakże obnoszenia się z nią i zadzierania nosa. Chyba, że wydarzyło się coś w Hurricane o czym mieli się dopiero dowiedzieć.

- Kaznodzieja prawdę mówi, ciało leży pochowane niedaleko stacji Woku, w pobliżu wzgórz gdzie odkryliśmy drona - rzucił sucho opierając się o dach samochodu - Być może dzięki nieszczęśnikowi jeszcze żyjemy...

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 04 czerwca 2012, 12:05

- O co moze chodzic z kundlem? - spytal Ash cicho. - Przeciez to tylko pies.

Istotnie malo widywalo sie psow ktore towarzyszyly ludziom, ale kim musial byc wlasciciel, ze sam hegemon ruszyl szacowne dupsko aby wypytac o wlasciciela nieboszczyka? Szarik reagowal na angielskie komendy ale wszystko wskazywalo, ze gosc znaleziony w radiostacji byl latynosem, a sadzac po ostrzezeniu jakie nagral angielski nie byl jego jezykiem ojczystym.

- O co chodzi z tym psem panie Vasquez, jesli mozna wiedziec? - spytal w koncu glosno.


Watek techniczny

Ash wola Szarika i dokladnie sprawdza psa pod katem chipow, jakiejkolwiek mechaniki w ciele zwierzecia. Oby pies nie byl jakas podpucha molocha
Ostatnio zmieniony 04 czerwca 2012, 13:33 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 czerwca 2012, 12:18

Droga nr 64 w Pea Ridge, 7 maja 2055

Hegemon zerknął raz jeszcze na przyglądające mu się ciekawie z szoferki zwierzę, po czym wzruszył ramionami i machnął dłonią swemu tkwiącemu wciąż w szoferce kierowcy. Wyłączony wcześniej silnik Range Rovera ożył natychmiast, zagrał rytmicznie.

- Pies jak pies - odparł Vasquez obrzucając mało życzliwym spojrzeniem opartego o samochód Asha - Rzadko teraz można spotkać oswojonego zwierzaka, więc dobrze go sobie pilnujcie. Właściciela nie znałem, ale dla bezpieczeństwa wyprawy trzeba sprawdzać każdego, kto się kręci na trasie przejazdu. Może był sam, a może z bandą kumpli. Wieziemy sporo cennego ładunku, a w drodze powrotnej będzie tego jeszcze więcej, nie zapominajcie o tym.

Hegemon poprawił uciskający go pas i zawrócił do terenówki pociągając za klamkę drzwiczek.

- Baron w drodze, nie traćcie czasu - dodał, a jego spojrzenie ponownie zatrzymało się na chwilę na widocznym przez tylne okienko szoferki pikapa łbie Szarika - Sutherland nie pobłaża spóźnialskim.

Zamknięte drzwi trzasnęły metalicznie. Kierowca Range Rovera zawrócił w miejscu i odjechał pośród chmury czarnych spalin z powrotem w stronę, z której miały nadjechać ciężkie wozy ekspedycji.

- Następny nadęty dupek - warknął bez cienia sympatii Salt.


Wątek techniczny

Vasquez odjechał. Obmacywany Szarik nic z tej obdukcji nie rozumie, o czym świadczy jego spłoszony wzrok. Brak podejrzanych obiektów, co najwyżej pchły.

Kontynuujecie patrol z uwzględnieniem wcześniejszego planu?

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 04 czerwca 2012, 12:25

Ash dal przestraszonemu psu kilka chrupek aby poprawic nastroj zwierzaka i poglaskal przyjacielsko po lbie.

- Nic tu po nas Panowie. Zbierajmy dupy w troki i w droge.


Watek techniczny

Czy juz wyczyscilem bron?



[KETH] Wyczyściłeś, naboje też!
Ostatnio zmieniony 04 czerwca 2012, 12:33 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 czerwca 2012, 12:32

Zjazd na drogę nr 60, 7 maja 2055

Wilson zatrzymał na chwilę pikapa odprowadzając wzrokiem zjeżdżający z autostrady motocyklowy gang. Harley Ebenezera jechał przodem, reszta motocyklistów sunęła tuż za nim manewrując ostrożnie na mocno nadgryzionej zębem czasu obwodnicy. Wzrok mężczyzny omiótł ruiny dostrzegalnych w pobliżu ruin przydrożnych restauracji i niewielkich zakładów, podążył ku widocznej w oddali rzece i widocznym na jej przeciwnym brzegu kwartałom zdewastowanych, rozsypujących się osiedli mieszkaniowych.

Jeszcze dalej na zachodzie spojrzenie Paula natrafiło na szare bryły miejskich wieżowców i bloków wyrastających nad brzegiem rzeki Ohio i składających się na centrum przedwojennego Huntington.

- Nigdzie żywej duszy - oznajmił wyglądający przez boczne okno Ash - Ale to spore miasto, ktoś może się ukrywać w głębi.

- Ja na widok takiej bandy na pewno bym się ukrył - rzucił z tylnego siedzenia Szary, podkreślając swe słowa suchym trzaskiem przestawianego bezpiecznika broni - Tylko głupi nie sra w gacie na widok motocyklowego gangu.


Obrazek


Wątek techniczny

Autostrada w tym miejscu nie wygląda najlepiej, ale nadal jest przejezdna. Uszkodzone są przede wszystkim wiadukty umożliwiające zjazd do miasta, ale Sutherland raczej nie będzie się chciał tam pchać z ciężkim taborem, a sami motocykliści Eba poradzili sobie z przeszkodami bez trudu przejeżdżając przez rozbite barierki na poboczu autostrady i opuszczając ją w dół niezbyt stromego nasypu.

Od tej chwili patrol podzielił się na dwa zespoły, które dokonają konsolidacji dopiero za Huntington.

chemdog
Reactions:
Posty: 73
Rejestracja: 20 kwietnia 2012, 07:57

Post autor: chemdog » 04 czerwca 2012, 12:45

-Kury sobie macajcie a nie porządnego psa straszycie-warknął Szary-Do Ciebie nic nie mam,Ash...ty go nawet futrujesz.Nie rozumiem czemu wszyscy w nim widzą sznycel na czterech łapach.

Techniczny:

Od tej pory ogladam uważnie psaniby pcheł szukam czy inne takie.Może ma jakies blizny.Poświęcam jakieś mięsko żeby pieseczka ugłaskać.Aż dziwne że się tak do nas przykleił od razu
Ostatnio zmieniony 04 czerwca 2012, 13:33 przez chemdog, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 czerwca 2012, 12:56

Midland Trail, 7 maja 2055

Kiedy opony harleya znalazły się w końcu na nawierzchni Midland Trail, Radeford przyśpieszył nieznacznie wymijając łagodnymi łukami rdzewiejące na poboczach sześćdziesiątki wraki samochodów. Po swej lewej stronie widział rzędy częściowo zniszczonych, częściowo trzymających się jeszcze jako tako jednorodzinnych domów położonych na niewielkim wzniesieniu, które swym grzbietem szybko zasłoniło widok na autostradę i oddalający się nią patrol.

Po prawej stronie ciągnęła się mętna bura toń rzeki Guyandotte, obmywająca poczerniałe kikuty sterczących na brzegach obumarłych drzew. Mijane co rusz przydrożne bary i sklepy musiały kusić potencjalnymi łupami towarzyszących wielebnemu gangerów, ale żaden z nich nie odważył się zatrzymać na poboczu, przynajmniej nie od razu.

Ledwie milę od zjazdu z autostrady Chudy zatrąbił klaksonem swej maszyny, po czym zjechał na lewe pobocze podskakując na wyrwach znaczących gęsto niewielki parking przed budynkiem obwieszonym znakami firmowymi Yamahy i Hondy.


Wątek techniczny

Niecałą milę od zjazdu na Midland Trail przy drodze znajduje się sklep Cycle Center, na przeciwko jadłodajni Waffle House. Ludzie Chudego nie czekając na pozwolenie Eba zjechali na parking nie mogąc się oprzeć pokusie poszukania zapasowych części do swoich motorów. Radeford może ich zbesztać albo pozwolić na chwilę słodkiego zapomnienia. Oprócz jadłodajni w pobliżu jest też kościół (River Cities Community Church).

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 04 czerwca 2012, 13:06

Techniczny:
Czyli my pikupem jesteśmy z gangerami Chudego? Co do Vasqueza to może on jednak znał tego Kolesia co sygnał z wieży nadawał co zginąła a po którym mam kamizelkę.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 czerwca 2012, 13:10

Wątek techniczny

Do miasta zjechał Ebenezer z siódemką motocyklistów Chudego. Obwodnicą jadą samochody, prowadzone przez pikapa Wilsona i dwóch gangerów należących do wsparcia załatwionego przez Sutherlanda.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 czerwca 2012, 13:32

Droga nr 64 pod Huntington, 7 maja 2055

Ash zerkał co chwila w prawo na oddalającą się w innym kierunku grupę motocyklistów, ale usiane podniszczonymi budynkami wzgórze szybko zasłoniło mu pole widzenia na drogę nr 60 i ekipę Radeforda. Obserwując skaliste wzniesienia po obu stronach autostrady paramedyk próbował przypomnieć sobie naprędce wszystko, co wyczytał kiedyś w naddartym przewodniku turystycznym o tej właśnie części stanu.

Położone w hrabstwach Cabell i Wayne Huntington składało się zasadniczo z dwóch rozdzielonych rzeką Ohio części, tworząc blisko trzystutysięczną metropolię na pograniczu Zachodniej Wirginii, Ohio i Kentucky. Wyglądając przez brudną szybę Canyona Tisdale próbował sobie wyobrazić los, jaki spotkał wszystkich tych ludzi. Od próby ogarnięcia myślami liczby trzystu tysięcy mieszkańców niemal rozbolała go głowa, sprowadzając na mężczyznę uczucie głębokiego przygnębienia. Śmierć musiała tu zbierać ogromne żniwo w pierwszych latach po uderzeniu Molocha, najpierw wskutek bezpośredniego działania broni chemicznej i biologicznej, później zaś pod wpływem opadu radioaktywnego i postępującej w przerażającym tempie anarchii, gdzie przetrwać mogli jedynie najsilniejsi.

Brak opieki medycznej, zatrute jedzenie i skażona woda, bezlitosne gangi i coraz groźniejsze zmutowane zwierzęta - wszystko to unicestwiło w przeciągu trzech dekad tętniącą życiem nadrzeczną metropolię, pozostawiając po sobie jedynie morze przeraźliwie cichych ruin, wśród których myszkowały czasami wielkie szczury i gdzie wiatr podrzucał w powietrze spłowiałe papierowe śmieci.

- Nekropolia - powiedział półgłosem Ashley, nie potrafiąc oderwać wzroku od szczytów biurowców sterczących ponad grzbietami mijanych wzgórz - Miasto umarłych.

- Nie pierwsze i nie ostatnie - odpowiedział z tylnego siedzenia Szary - Nie takie ruiny widziałem, stary. Ale nie bądź taki pewien, że tam są tylko szkielety. Ludzie to uparte sukinsyny, prawie tak samo jak karaluchy. Ciężko nas wytępić, chociaż blaszak bardzo się stara.

- Jeśli tu ktoś żyje, prędzej wpadnie na wielebnego niż nas - wtrącił Wilson - Nie wiem, czy to dobrze, że zjechał do tego miasta. Nie ufam tym gangerom. Niby Sutherland ich ułaskawił, ale to bandziory czystej krwi. Jak im coś do łbów strzeli, kropną Eba i zaszyją się w ruinach tak głęboko, że nigdy ich już nie znajdziemy.

Przymocowana do kokpitu krótkofalówka zatrzeszczała na umówionej częstotliwości, przykuwając natychmiast uwagę rozmówców.

- A ci gdzie, psiakrew? - z głośnika popłynął zdziwiony głos Ebenezera - Do sklepu motoryzacyjnego?


Wątek techniczny

Patrol samochodowy kontynuuje swą podróż, a pasażerowie zabawiają się z braku innych zajęć w luźną konwersację. Do miejsca spotkania z Radefordem macie 5,5 mili, ale pewne jest, że dotrzecie tam dużo szybciej od motocyklistów, więc będzie trzeba na zwiad poczekać na wysokości skrzyżowania z drogą nr 527.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 czerwca 2012, 13:41

Sklep motoryzacyjny przy Midland Trail, 7 maja 2055

Zanim Radeford zdążył zaoponować, gangerzy postawili swe maszyny na podpórkach i zaatakowali otwarty szeroko sklep, wchodząc do środka przez wyłamane z futryny drzwi oraz roztrzaskaną, usianą mnóstwem szklanych okruchów wystawę. Na zewnątrz pozostał tylko Chudy, który odpiął przezornie kaburę i rozglądając się uważnie wokół podszedł do siedzącego w siodełku Ebenezera.

- Sorki, padre - oznajmił otyły przywódca grupy - Zaraz pojedziemy dalej, obiecuję. Części do motorów szybko się zużywają, to wina tego pierdolonego pyłu w powietrzu i dupiatej konserwacji. Coraz trudniej o dobre smary silnikowe, wszystko się przegrzewa, gówniane paliwo zatyka filtry. Chłopcy poszukają tylko trochę złomu i zaraz pojedziemy dalej, słowo daję.

Starając się uśmiechać w sposób mogący uchodzić za przyjacielski, Chudy wyciągnął z przerzuconej przez siodło swego motora podróżnej sakwy butelkę z grubego szkła wypełnioną do połowy bursztynowym płynem, zdjął z niej nakrętkę podając trunek kaznodziei.

- Pierwszorzędny koniak, z dobrego źródła - powiedział gestem zachęty - Wielebny sobie strzeli dla kurażu.


Wątek techniczny

Sześciu motocyklistów przetrząsa sklep, na ulicy zostali Ebe i Chudy. Jakieś deklaracje?

ODPOWIEDZ