Post
autor: Keth » 30 grudnia 2011, 20:05
Okolice Bramwell, 5 maja 2055, wieczór
Ebenezer zwolnił kroku sprawdzając bezpiecznik Beretty, dał się wyprzedzić ludziom Witherspoona. Truchtający zwinnie bojówkarze w mgnieniu oka otoczyli dziwnie znajomą polankę, zaczęli posuwać się do przodu mniejszymi grupkami z bronią przyciśniętą do ramion, ubezpieczając się wzajemnie i tylko czekając na okazję do pociągnięcia za spust. Radeford wywnioskował z podsłuchanych w trakcie poszukiwań rozmów, że większość mężczyzn szczerze zazdrościła drużynie Casha udziału w bitwie pod Red Oak River i z chęcią ujrzałaby chociaż kilku gotowych na rzeź odmieńców.
Lecz w ciemniejącym lesie panowała cisza zakłócana jedynie poskrzypywaniem konarów drzew. Przywołany przez Roba kaznodzieja wyszedł na leśną polankę widząc wychylających się z okolicznych chaszczy Anawaltczyków. Teraz zyskał już całkowitą pewność, że trafił we właściwe miejsce, toteż z radością zmówił na głos dziękczynne Ojcze nasz. Wszędzie wokół widać było ślady po popasie większej grupy przejezdnych: resztki jedzenia, wystygły popiół ognisk, połamane krzewy.
- Są dwa trupy! - zawołał jeden z bojówkarzy, pochylając się nad czymś, co leżało w wysokiej zwiędłej trawie. Ebenezer podszedł bliżej wsadzając jednocześnie pistolet za pas, spojrzał na ziemię uśmiechając się mściwie. Jego spojrzenie natrafiło na znajome kształty dwóch zabitych przez siebie mutantów, zatłuczonych podczas udanej ucieczki. Ktoś wywlókł zwłoki na zewnątrz chatki już po zniknięciu więźnia i w napadzie dzikiej furii dosłownie poćwiartował je ciężkim ostrzem, być może rzeźnickim tasakiem.
I świadomość tego, że ktoś był w leśnym obozowisku mutantów po ucieczce Radeforda poraziła kaznodzieję znienacka chłodnym dreszczem.
- Porąbano ich po tym jak stąd zniknąłem - oznajmił wielebny spoglądając znacząco na Witherspoona - A to znaczy, że pewnie wróciły tu niedobitki spod Red Oak Ridge!
- Szukajcie motorów i amunicji! - sarknął dowódca patrolu pojmując od razu, co Ebenezer chciał mu powiedzieć. Anawaltczycy rozproszyli się momentalnie wokół zrujnowanej chatki, świecąc po chaszczach latarkami.
Wątek techniczny
Istnieje spore ryzyko, że łup Holtza zniknął niczym sen złoty, wywieziony hen daleko przez kilku ocalałych z rzezi szczęśliwców. Wokół chatki nie widać śladu po torbach z amunicją i kanistrach z benzyną i chociaż jest pewna szansa na to, że znajdziecie owe skarby wewnątrz chatki, to przecież motorów też nie widać, a do chatki raczej nikt ich nie zapchał. Zresztą z motorami to i tak niepewna sprawa, bo Ebenezer szukał ich już przecież po ucieczce z więzienia, chociaż dość pośpiesznie i faktycznie mógł je gdzieś przeoczyć.