Północ, obozowisko Náriëla, niedaleko Goblińskiej Bramy.
Elf skinął głową i uśmiechnął się nieznacznie.
- Odpocznijcie do świtu, a ja ustalę plan z moimi podwładnymi. Przy okazji Nezmir wprowadzi was w szczegóły geograficzne okolicy. Miłej nocy - elf skłonił się i odszedł, przywołując do siebie paru pobratyńców. Miał ciągle uśmiechnięte oblicze, pomimo paskudnej mżawki, która nagle spadła z nieba i skutecznie zniechęcała do samotnych wędrówek po okolicy.
Okazało się, że Nezmir to doskonały zwiadowca i kartograf. Na jednym z pni rozłożył swoją mapę, która w szczegółach pokazywała górę i jej wnętrze - miasto orków i goblinów.
- Wejście przez główną bramę jest od strony południowo-wschodniej, pilnowanej przez orki oraz wilcze patrole. Dostanie się tą stroną to czyste szaleństwo - głos elfa był śpiewny i wesoły, jakby ów nie zwracał uwagi na wszechobecne miniaturowe kropelki wody, osiadające na wszystkich i wszystkim. Na szczęście magiczna lampa, którą oświetlano mapę ani trochę nie straciła blasku.
- Do wnętrza prowadzą jeszcze trzy inne drogi. Można się tam dostać od wschodu, idąc skalnym nasypem. Słyszałem, że właśnie tamtędy wchodziliście za pierwszym razem. Jest to długa ale bezpieczna droga. Innym sposobem jest dostanie się nieopodal naszego obozowiska, trochę na północny zachód. Oznacza to, że większość czasu spędzicie pod ziemią, przechodząc przez stare, zapomniane tunele wykopane przez krasnoludy jeszcze w czasie świetności Morii. Droga jest prosta i w miarę bezpieczna, a przynajmniej była taka trzy lata temu. Ostatnia, czwarta znana nam droga, to wyjście przez dolny poziom miasta orków, słabo pilnowany z uwagi na rzekomą bestię, która porywa zielonoskórych. Nie wiemy, co to za bestia, ale skutecznie ogranicza patrole w tamtej okolicy. Zostawię wam mapę, byście mogli się jej dobrze przyjrzeć, lecz nie mogę wam jej podarować.
I on z uśmiechem oddalił się, zostawiając awanturników pochylających się nad kawałkiem mapy.
Świt był chłodny, zaś wnosząca się z pól i lasu mgła ograniczała widoczność do 50 metrów. Drużyna zdrzemnęła się lub medytowała w spokoju, nie musząc dbać o bezpieczeństwo. Elfy z oddziału Náriëla doskonale pełniły wartę. Gdy woda przyjemnie bulgotała w kociołku na ognisku, a Dwalin miał dosypać parę suszonych liści herbaty, w oddali odezwał się drozd.
Ale ten odgłos drozda był inny niż zwykle. Powtarzający się dźwięk oznaczał tylko jedno. Alarm.
- Szybko, gaście ognisko! Patrol zwiadowców się zbliża, wargi wyczuły waszą woń i ruszyły w pościg! - rzekł Náriël, biegnąc w stronę ogniska, z łukiem w ręku. - Na nas nie zwracajcie uwagi, ruszajcie w drogę! Dziś będziemy kąsać wartowników przy bramie starając się ich wywabić, zmobilizuje to całe miasto i ruszą pościgi, odciągając uwagę od was!
Niedaleko zawył róg, dając sygnał do ataku.
Róg orków.
Jaki macie plan? Uznam, że przedyskutowaliście go wcześniej, teraz po prostu go wdrażacie.