PBF - Bournemouth after Midnight

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 25 lipca 2015, 13:51

Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 03:30

Podczas gdy Solomon kontynuował, wydawało się nieskończoną tyradę pytań do Koroviewa, Price wymienił z Moreau porozumiewawcze spojrzenia. Langer jakby nie dostrzegał oczywistego dramatu z jaki był właśnie udziałem Marcusa. Skrzypek nie słyszał co do niego mówiono. W głowie miał tylko kakofonię wypowiadanych milionami głosów słów:

Krew, krew, krew!!!

Próbując się opanować wywracał oczyma, dłonie trzęsły mu się. Bestia trzymana na wodzy resztkami samokontroli podsuwała mu na usta cudowny smak krwi. Vitae, której tak bardzo mu teraz brakowało. Malkavian niebezpiecznie balansował na krawędzi szału spowodowanego głodem.

Krew, krew, krew!!!

Moreau mógłby udzielić wyczerpującej, quasi-medycznej odpowiedzi, dlaczego ślepiec jest w takim stanie, ale przedkładał działanie nade teoretyczne rozważania. Toreador sięgnął do lodówki i wyciągnął z jej mocno przetrzebionego już wnętrza plastikowy woreczek ze szkarłatnym płynem. Przez sekundę nawet on sam poczuł instynkt aby samemu opróżnić jego zawartość, ale było to tylko małe ukłucie głodu, nic czemu musiałby się przeciwstawiać. Marcus rzucił się na Moreau w sposób jaki Achile skojarzył się z atakiem wilkołaka jakiego doświadczył na własnej skórze kilka nocy temu.
Wyrwawszy torebkę kainita osuszył ją w szaleńczym tempie. Widmo szału zaczęło się po chwili oddalać, a do Malkavainina zaczęły wreszcie docierać słowa spokrewnionych.
PAnowie, jaki jest dalszy plan? Dzwonicie do Elzy? Chciecie zdemaskować sobowtóra Vallo?
Ostatnio zmieniony 25 lipca 2015, 15:05 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 27 lipca 2015, 11:40

- Marcusie, chciałbym żebyś mnie posłuchał. Najpierw moje słowa będą wydawały się niedorzeczne lub wręcz fałszywe jednak im dłużej będę mówił tym więcej sensu będzie w tym, co chcę ci przekazać... - Achille obserwował jak poziom szkarłatnego płynu w plastikowej, medycznej torebce obniża się krótkimi, urywanymi szarpnięciami. Wiedział ze Koroview jeszcze go nie słyszy jednak nie mówił mu nic ważnego. Chciał tylko przyzwyczaić go do swojego głosu. Pozwalał wiec słowom płynąć, rozbiegać się po pomieszczeniu i wracać, łączyć się w miękkie zdania.

- ... Jesteś w schronieniu pod Rhino, jest dziś środa, 26 listopada... - Krwi ubywało nieco wolniej. Koroview nieznacznie przechylił głowę. Zaczął słuchać. Moreau przyglądał się gasnącej bestii z zaciekawieniem i bez strachu. Jego lęk przed potworem tkwiącym w Spokrewnionych był bardzo osobisty, wręcz intymny i dotyczył tylko jego. Potwornie drażniły go łzawe metafory o przekleństwie wampirzego nieżycia. Prawie natychmiast przyjmowały formę masowej, dramatycznej masturbacji, takiej samej w kuluarach wielkiej sztuki, w pustych pomieszczeniach rad nadzorczych, pseudointelektualnych squatach, ciasnych, skąpanych w czerwieni pokoikach agencji towarzyskich. Och, jakie straszne konsekwencje, jakie to tragiczne... Jakby każdy z tych żałosnych pozerów myślał, że jądro ciemności to jego drugie imię. Jakby padła na nich jakaś zaćma, nie pozwalając dostrzec, że prawdziwy świat był bardziej drapieżny niż ktokolwiek z nich. I dalece bardziej efektywny.

- ... Postaramy się odpowiedzieć na twoje pytania tak ściśle, jak nasza wiedza o aktualnych wydarzeniach pozwoli. - Moreau nie potrafił powiedzieć co działo się teraz w głowie Marcusa ale przynajmniej był pewny, że wysłuchał go do samego końca. Achille potrafił sprawić by go słuchano. Bestia znikła.

Potworność pozostała. The horror! The horror!
Jak dostane priv to będę pisał dalej odnośnie planów.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 27 lipca 2015, 22:59

Wyniszczająca, przesłaniająca wszystko inne potrzeba zaspokojenia głodu stopniowo ustępowała miejsca realności. Odnalazł słodką nutę ukojenia w vitae. Bluźniercze uczucie wynaturzonego obcowania z samym stwórcą. Powoli rejestrował słowa. Ton.

- ... Jesteś w schronieniu pod Rhino, jest dziś środa, 26 listopada...

Wyczuwał w pobliżu członków koterii, lecz.. coś bardzo się nie zgadzało. Zbyt często ostatnio. W słowach pachnącego dziwnie znajomo kainity wyczuwał nutę groźby. Słodki zapach cygar i whisky sugerował obecność Price'a. Achille wciąż gładko płynął w potoku nic nie znaczących słów. Był z nimi ktoś jeszcze.

Czy wspominał o Lindsey?

Szantaż i groźba. Sprawdzają go. Kryjówka Ventrue przestała być bezpieczna. Mgliste wspomnienia, w których Xavier coś mówił o śmierci Steinbacha, pytania o kobietę.. kim była?

Nie po raz pierwszy zdarzyło mu się stracić kilka dni. Obawiał się wtedy najgorszego. Drżał na myśl o uwolnionej bestii i krzywdy, jaką mógłby wyrządzić bliskim. Był słaby jeszcze za życia, gdy przeznaczenie postanowiło zadrwić z niego przeklinając niekończącą się agonią. Umierał powoli, nieudolnie każdego ranka. Dość.

Nie po to tu się znalazł. Istniał jakiś powód. Istniał prowodyr zajścia. Vallo. Zatem on jest inspiratorem, bądź odpowiada na cios. Cios wymierzony w niego. Wiele ciosów. Długotrwała potyczka siegająca czasów przed narodzeniem Korovieva.

- Jesteśmy przynętą. Kto rozsądny posyłałby do boju ślepego szaleńca? Vallo, Francis, Anton... oni uczynili coś okropnego razem, a teraz boją się zemsty. Zemsty tych, których chcieli się pozbyć. Potęgi, którą obalili. To walka o dominację. Naszą rolą jest odwrócić uwagę i ...

i zginąć... -dokończył w myślach. Niezliczona fala bodźców napierała ze wszystkich stron. Rozsądek walczył o utrzymanie tronu w synaptycznym rozbłysku.

Jeśli chcemy przetrwać winniśmy się wycofać, ale tak, by Vallo nie miał nam tego za złe. Czyją córką jest Shelley? Kto wypowiedział Ventrom władzę? Skąd przyjaźń Vallo i Rundstedta? Dlaczego Shelley, Elza i Robert płyną jedną wanną naprzeciwko Vallo i Rundstedta, a Francis ..


-.. i z tej roli wywiążemy się doskonale- wypowiedział na głos. W bladym świetle polerowanego bunkra upiorny uśmiech wstąpił na twarz kainity. Wiedział już, co należy uczynić.
Dzwonimy do Elzy. Szukamy prawdziwego Vallo, a w wolnej chwili trzepiemy światomrokową wikipedię, żeby dowiedzieć się czyim rodzicem/ potomkiem była Shelley oraz skąd się znają Bock i Rundstedt i dlaczego doszło do wojny między Aszanti a Brytyjczykami. Słowem plączemy fabułę tak, że sam Vallo tego nie ogarnie.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 31 lipca 2015, 17:27

Ok, to kto dzwoni do Czarnej Matki? Jakiś kolektywna rozmowa na głośnomówiącym?

Sorry za straszne lagi, ale mam totalny spadek weny do Wampira. Chyba za dużo słońca latem i mroczny klimat szalg trafił:(

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 02 sierpnia 2015, 23:10

- Musi być straszliwą kobietą. - westchnął Achille. - Wyrachowaną, przebiegłą, śmiertelnie niebezpieczną. Gotową bez krzty żalu uśmiercić własnego potomka. - Moreau wstał i na stoliku, obok numeru Elizy i SIMu Thomasa ułożył swój smartfon, czarnym wyświetlaczem ku górze.

- I ten plan... Aby dosięgnąć tego biednego Tremera w samej jaskini lwa, tam gdzie pan domeny ma w szafie milion litrów krwi w rezerwie a w pokoju obok jest chirurg zdolny sprawnie wyjąć kulę gołymi rękoma. Podła baba. - Moreau oparł ramiona o oparcie fotela na którym siedział Solomon, splótł dłonie i położył na nich podbródek. - Może to okropne ale cieszę się że tego poczciwego, uczynnego Thomasa, którego znaliśmy i kochaliśmy, już nie ma na tym świecie. Pomyślcie co poczułby, kiedy jego matka wyjaśniłaby mu to wszystko, pytając z krwawymi łzami w oczach: czy nie mógł dla niej choć tyle wycierpieć? Trochę bólu? - Achille przekrzywił głowę opierając policzek o rękę. - Pewnie byłby do tego zdolny, prawda? Cóż, z taką kobietą może faktycznie powinien rozmawiać ktoś z twoimi politycznymi talentami Xavierze. Lecz cóż jej powiemy? Może tutaj warto uprzednio się czemuś przyjrzeć...

Moreau odsunął się od Solomona, stanął rozkładając dłonie i przebiegł wzrokiem sklepienie schronienia Ventrue.

- Spearmint Rhino. Sześć miesięcy temu ktoś uważnie przygotował atak aby dostać się do środka. Trudno powiedzieć mi z pewnością czy zrealizował swój cel, raczej nie. Nie mam jednak wątpliwości, że ty Xavierze nie jesteś tu jedyną linią obrony. Wiele wskazuje, że nawet... - Achille stając za fotelem Princea połozył dłonie na oparciu, tak, że jego palce niemal dotknęły ramion i szyi Ventrue. - ... Nie jesteś tu władcą. Kiedy twój ojciec został zniszczony Vallo nadal chciał mieć bezpośrednią kontrolę nad Rhino a ty byłeś naturalnym, znającym miejsce... - Zawahał się chwile szukając odpowiedniego słowa - Opiekunem. Masz wiele talentów Xavierze ale sadzę, ze Vallo był w tej sytuacji jak kot - przywiązał się do miejsca, nie właściciela.

- Czy wiecie, że ten budynek wzniesiono w połowie XIX wieku? Tuż obok krypty Shelley, mniej więcej w tym samym czasie. Oczywiście, przekonaliśmy się z Solomonem, krypty zwykły rozczarowywać i sądzę, że ta w St Peters Church byłaby podobna. Z drugiej jednak strony - Achille stojąc na środku pomieszczenia obrócił się dookoła, wyciągając dłonie ku ścianom. - Gdzie lepiej szukać ciał niż pod ziemią?

[center]Obrazek[/center]

Muśnięty przez smukły palec ekran smartfona ożył, ukazując serię XIX wiecznych map Bournemouth. - Węzły kanalizacyjne, sieć gazowa, elektryczna. Bardzo mało informacji o jakichkolwiek pracach, prowadzonych w RH i jego pobliżu. - Torreador jeszcze raz omiótł pomieszczenie wzrokiem, uśmiechając się lekko. - Nawet tego imponującego schronienia nie odnotowują dokumenty. Twój stwórca Xavierze miał czas i środki aby dokładnie zatrzeć ślady. Zanim jednak sięgniemy po młoty i by obrócić ściany w pył, powinniśmy porozmawiać z tymi, którzy byli tu najpierw.

- Nina i Owen, Xavierze. Pracowali w RH dłużej niż ty. Nie powiedzieli Ci nic, oczywiście. Nie mogli. Ale być może to kwestia odnalezienia tej wiedzy tam, gdzie mogła zostać ukryta. - Achille przyłożył wskazujący palec do skroni.

- Bo pozostałych chyba nie mamy co pytać...
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 06 sierpnia 2015, 16:22

Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 03:30

Xavier zastanawiał się co powiedzieć. Sugestia, że jego ghoule mogły coś, choćby nieświadomie ukrywać przed swoim panem była równie odważna, co i bezczelna. Jego sługi były jednymi z niewielu istot, którym ufał, a Moreau próbował to zaufanie podkopać.

Skąd tyle wie?

Achile zaczynał się wydawać graczem o wiele lepiej orientującym się o sytuacji w mieście niż przypadkowy przybłęda. Price znowu powrócił do postawionego sobie w myślach pytania

Skąd tyle wie?

Zżerała go chora ciekawość. Nie tylko odnośnie cichej wody jaką był Toreador, ale też odnośnie zaufania jakie miał do Owena i Niny. Ale czy porozmawiać z nimi na osobności, czy ryzykować bolesny dla ego Ventrue policzek, jeśli okaże się, że Moreau miał choć odrobinę racji?

Nim Xavier zdążył się odezwać, zadzwonił jego telefon.

- O wilku mowa... - pomyślał Xavier, widząc na wyświetlaczu numer Niny.
Spoiler!
- Xavierze, dzwonił przed chwilą Anton. Twierdził, że to ważne. Kazał Ci przekazać, żebyś uważał na siebie. Przed chwilą ktoś próbował podpalić Russell Coates Museum. Kainici z domeny gromadzą się przed Elizjum.
Pałeczka w rękach Lightstorma. Sugestia Oggiego interesująca z różnych względów. Ciekaw jestem jak rozegra to Xavier., tym bardzziej w świetle informacji od Niny

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 08 sierpnia 2015, 17:52

Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 03:30

Xavier odebrał rozmowę i na chwilę zamilkł. Spojrzał na towarzyszy, rozłączył się, po czym odpowiedział:

- Jeżeli jest tak jak mówisz, to znaczy że Nina i Clark po ponad pięciu latach picia mojej krwi, dalej są pod czyjąś kontrolą. To czysty absurd, ponieważ więzi krwi są nawet w stanie powstrzymać moce Dyscyplin. Jakie masz dowody na to, że to prawda? Przejąłem Ghuli od Roberta, ale zanim się zorientowałem, że Dominacją niewiele zdziałam - upłynęło trochę nocy. Uświadomiłem sobie, że muszę wpierw zniszczyć ich więzy z moim Ojcem. Karmiłem ich pięć lat i cały czas obserwowałem, czy nie piją od kogoś innego. Gdy stara krew zastąpiona została moją, wtedy mogłem użyć mocy Dominacji. Dobrze wiecie, że więzy działają tylko wtedy, gdy pije się bezpośrednio z źródła. Nie ma mowy o piciu krwi odłożonej na później. Sprawdziłem to wiele razy. Nina i Clark nie byli pod mocą Uwarunkowania, bo zachowali wiele z swoich pasji. To nie są puste kukły, a także nie zauważyłem w nich charakteru Roberta. Z tego co wiem, to mój stwórca traktował ich z pogardą, oczekiwał skrajnej dyscypliny i podporządkowania. Zgodzili się pić ode mnie, bo dałem im więcej swobody.

Ventrue spojrzał na ściany schronienia:

- Jeżeli tutaj coś jest, to bardzo wątpię w to, czy Robert o tym wiedział. Podobnie Nina i Clark. Mam plany tego miejsca. Robert trzymał je w swoim sejfie i to głównie dzięki nim udało mi się odkryć i unowocześnić je. Robert nie rozumiał potencjału jaki tkwił w nowoczesnej technologii...

Price nagle przerwał w połowie zdania:

- Zaraz... A może chodzi o te mapy? - zadał pytanie zdumiony, że wcześniej tego nie dostrzegał. - Nina i Clark nie wiedzą gdzie je trzymam. To bardzo stare mapy, chyba są faktycznie z XIX wieku. Nikt tych map nie widział oprócz mnie i Roberta. Rok temu firma, która instalowała zabezpieczenia, była moją własną działalnością. Po skończonej pracy ogłosiłem upadłość, a instalatorzy, którzy pracowali tylko w nocy i pod moim nadzorem do dziś nic nie pamiętają. Zresztą na czas prac przeniosłem z tego pomieszczenia wszystko, by nie wzbudzać podejrzeń.

Xavier wstał z fotela i podszedł do kominka.

- Nosferatu siedzą pod ziemią, a skoro są w Rhino, to znaczy że jest tutaj więcej ukrytych korytarzy. Zbadamy to, ale wpierw musimy zmierzyć się z innym wyzwaniem. Ktoś próbował podpalić Elizjum. Spokrewnieni z miasta zbierają się na miejscu. Będę musiał powiedzieć ochronie, by byli bardziej ostrożni.
Ostatnio zmieniony 08 sierpnia 2015, 20:52 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 08 sierpnia 2015, 23:16

Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 03:30

- Podpalić Elizjum? - wyszeptał zbulwersowany Moreau. Taki akt wydawał się Toreadorowi wyrazem skrajnego barbarzyństwa, godnego literackich, tendencyjnych opisów hord Hunów i Wandali... Potrafił wyobrazić to sobie jedynie jako dzieło kompletnego zbiegu okoliczności, albo zaplanowanemu świadomie aktowi terroru. I im bardziej chciał żeby był to tylko przypadek, tym bardziej analityczny umysł spokrewnionego skreślał taką opcję. Ktokolwiek zaplanował podpalenie zgromadzonych dzieł sztuki w Muzeum, dobrze wiedział co robi i obliczał takie działanie na określony efekt. Ale jaki?

Jednej z możliwych odpowiedzi udzielił mu nagle Malkavianin.

- A więc wojna! - niemal krzyknął Marcus, widząc oczyma wyobraźni siebie jako generała, który w sztabie rozkazuje tysiącom, ruchem ręki decyduje o życiu lub śmierci. Posyła w bój oddziały, planuje, realizuje skomplikowane wojenne koncepty. Rundstedt - pruski lew i Scypion północy! -przypomniał sobie nagle czytane orzez Achile na głos fragmenty biografii Gerharda. To on mógł stać za atakiem, ale równie dobrze mógł uratować domenę swoim wojennym geniuszem! On albo Vallo! Ventrue potrafił przewidzieć wszystko. Pewnie przewidział i to! Teraz przesuwa piony przy szachownicy w partii z wrogiem, który zaatakował Elizjum. Podał do zbicia hetmana, aby samemu zadać mata!
Kto idzie do Elizjum? Przypominam, że niektórzy są oficjalnie "ostatecznie martwi" dla wampirów z domeny. Xavier od biedy może uchodzić z kogoś innego w bluzie z kapturem i skórze, Thomas vel Solomon jest tu pod inną postacią, Koroview jest oficjalnie żywy. ale co z z Achile?
Spoiler!
Na swoich prywatnych mapach masz zaznaczone tylko tajne wyjście ze schronienia. W trakcie remontu nie odkryto żadnych tajemnych korytarzy. Ale kto wie, jakie tajemnice może kryć Rhino... To był tylko gruntowny remont...

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 09 sierpnia 2015, 00:56

- Zdaje sie, że nie rozumiesz mnie Xavierze. Nie mam dowodów na to, że twoje sługi są pod bezpośrednim, obcym wpływem. Sugeruję tylko, że mogli brać udział w wydarzeniach, które następnie usunięto z ich pamieci, lub uwarunkowano. Masz pewność, że odkryłbyś coś takiego? Wiedziałeś o co pytać? Co do wad twojego stwórcy... - Achille przeczesał włosy odwracając wzrok od Princea. - Bądźmy ostrożni z tym argumentem.

- Kontrolę nad RH w takiej formie, jaką posiadasz teraz - to znaczy niekompletną - uzyskałeś wprost od niego. Sądzę wieć że i on współdziałał z pozostałymi, czyli Nosferatu i Vallo.

Moreau wstał siegając jednocześnie do wewnętrznej kieszeni marynarki po równo złożoną chusteczkę. Rozłożył ją pełnym maestrii ruchem idąc ku pozostawionej kilka nocy temu w kącie dużej, ciemnej torbie.

- Mostar - mruknął. - To nieformalna stolica Hercegowiny. Jej nazwa pochodzi od Mostari, czyli strażników mostu. Stary Most... Gdybyście go widzieli! Jest przepiekny! Prawie pięćset lat ludzkich dziejów zamkniętych w białym kamieniu. - Szybkim ruchem rozpiął zamiek błyskawiczny i poprzez skrawek materiału, tak aby smar nie pobrudził mu palców, wyjął L85.

- W 93 Chorwackie czołgi kompletnie go rozpieprzyły. Bezsensowne, brutalne niszczenie. W jedną chwilę monument uporu i geniuszu naszych przodków, coś co sięgało ku nam poprzez te wszystkie wieki rozpadło się w biały gruz. - Ruchy Torreadora były urywane, agresywne, metaliczny trzask przygotowywanej broni towarzyszył każdemu jak echo. - Patrzyłem na jego ruiny i na policzkach miałem smugi krwi...

Achille obrócił się ku towarzyszom trzymając w opuszczonych dłoniach załadowany, gotowy do walki karabin.

- Rozumiecie to? Widziałem jak w tym kraju ginęli ludzie, w potworny, odhumanizowany sposób. Ich życie setki razy przeciekało mi przez palce. Mimo tego stałem tam, i czułem że tu też ktoś popełnił zbrodnie. Nie rozumiałem wtedy swoich myśli. Nadal ich nie rozumiem, co mógł mnie obchodzić kolejny budynek. - Achille odwrócił się ku ścianie i oparł o nią karabin, po czym wytarł dłonie.

- Nie rozumiem, ale wiem, że Francis i jego świta będą czuć coś podobnego. Nie ma już Roberta. Vallo nie jest w mieście a może nie ma go już w ogóle. A teraz Książe wezwie szeryfa.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 09 sierpnia 2015, 12:08

Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 03:30

- Masz rację Achille, sprawdzimy moich Ghuli. Mają bardzo silne więzy ze mną, a to ogromna przewaga w kombinacji z mocą Dominacji. Wprowadzę ich w stan hipnozy i wypytam o rzeczy z przeszłości. Myślę, że Marcus i Solomon mogą iść pod muzeum zebrać informacje. Ja zostanę na miejscu z Achille i zajmiemy się przygotowaniem mojej domeny do ewentualnego ataku. Doktor nie może pojawić się przed Elizjum. Zajmiemy się jeszcze moimi Ghulami, przepytamy każdego osobno.
1. Informuję ochronę, że w najbliższych dniach ktoś może chcieć zaatakować Rhino. Przez następny tydzień nikt nie bierze wolnego i dostaną dodatkową kasę za te dni. Informuję ich, że mogą to być ataki wandalizmu, podpalenia etc.
2. Informuję Ghuli, aby nie opuszczali Rhino. Wyłączam nagrywanie, kamery i inną elektronikę w swoim biurze. Wpierw wzywam Ninę i wprowadzam ją w stan hipnozy i schodzimy razem do schronienia. Tam daję jej krew do picia i używam Dominacji 3 w celu odblokowania wspomnień. Po przesłuchaniu prowadzę ją na górę i wyprowadzam z hipnozy. Potem wzywam Clarka i robię to samo.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 09 sierpnia 2015, 15:11

Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 03:30

Ochroniarze ze spokojem przyjęli wiadomość o nieplanowanych nadgodzinach. Takie sytuacje nie były niczym nowym w ich fachu. Przyzwyczaili się do tego po tym, jak sześć miesięcy temu, doszło do tragicznego zdarzenia z prostytutkami. Teraz szef wolał trzymać rękę na pulsie. Mężczyźni o twardych rysach twarzy kiwnęli tylko głowami beznamiętnie, licząc w myślach ile ekstra funtów wpadnie do wypłaty w tym miesiącu.

Xavier zadzwonił do Ms Richards:

- Nino, muszę z Tobą natychmiast zobaczyć w moim biurze. - obwieścił zaskoczony szorstkością we własnym głosie, gdy oznajmił swą wolę kobiecie: - A potem z Owenem...

- Owena nie ma chwilowo. - odparła spokojnie Nina. Zdziwiony Price nie odezwał się, oczekując wyjaśnień. Ghoul zrozumiała w lot ciszę w słuchawce telefonu i pośpieszyła ze szczegółami:

- Jakieś dwadzieścia minut temu pojechał odwieźć Pana Jonesa. Klient opił się przy BlackJacku, bełkotał jakieś bzdury o swej żonie, ciąży którą kazał usunąć, a potem wszczął dziką awanturę z krupierem. Jako że ma brylantową kartę w klubie, to Clark wsadził go w auto i odstawił do hotelu. Niedługo powienien być z powrotem.

- Hmmm... Rozumiem. W takim razie zapraszam Cię do biura.

***

Kręcąca się w palcach Ventrue moneta wprowadziła Ninę Richards w stan hipnozy. Price zszedł z nią do prawdziwego schronienia. Kobieta tępo patrzyła na pomieszczenie w którym nigdy nie była. Xavier wskazał jej fotel. Nina usiadła posłusznie. Podoawszy jej vitae Pan zaczął przesłuchanie. Wiedział, że moce jego klanu pozwolą odblowkować pamięć, lub przywołać pozornie nieważne wspomnienia:

- Niewiele wiem na temat tajnych przejść. Byłam sługą Roberta od wielu lat i niczego nigdy nie widziałam na własne oczy, ale Clark wspominał kiedyś, że budynek ma swe tajemnice, o których nawet on sam niewiele wie.

Nie wyglądało aby słowa Niny były kiedyś wymazane Dominacją. Tak sądził Price, uważając, że Nina po prostu odpowiedziała na pytanie, którego nigdy wczesniej nie zadał. Nie pozostawało ni innego jak pomówić z Clarkiem Owenem, który podczas seansu z Niną powinien był już wrócić do Spearmint Rhino.

Ale nie wrócił, a jego telefon milczał zaklęty jak grób...
Pan Jones jest stałym bywalcem klubu. Niski, kulturalny starszy pan, właściciel firmy ubezpieczeniowej z Andover. Często w interesach w Bournemouth. Nie ma nic dziwnego w zachowaniu Owena. Takie rzeczy czasem robi dla klientów. Już bardziej można się zdziwić zachowaniem Jonesa. Nieobecność Clarka jednak przedłuża się niepokojąco, a telefon wydaje się być albo wyłączony, albo poza zasięgiem.

Rozumiem, że w tym czasie Korowiev w asyście Langera dreptają do Russell Coates Museum.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 09 sierpnia 2015, 16:55

Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 03:30
Sprawdzam gdzie jest samochód Clarka. Moje auta mają wbudowany GPS, podobnie jego komórka. Jeżeli odwoził tak ważnego klienta Rhino, to na pewno wybrał coś prestiżowego.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 09 sierpnia 2015, 19:36

Jak najbardziej do Muzeum. Czuję straszny głód... sztuki.B).
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 09 sierpnia 2015, 22:28

Achille i Xavier pochylili się nad telefonem Ventrue. Obaj czuli nieprzyjemne mrowienie w kręgosłupach oczekując aż aplikacja odnajdzie sygnał pozostawiany przez samochód Owena. Jednak hipnotyczny, toczących się w koło znak wczytywania zdawał się nie przejmować ich zdenerwowaniem.

- Czy Robert przed Tobą był formalnym właścicielem domeny? Był jakoś związany z terytorium Rhino?

- Tak. To była jego domena. Praktycznie wszystko, co posiadam należało wcześniej do niego. Jeszcze jako człowiek wygrałem w kasynie Rhino taką sumę, że byłem w stanie kupić to wszystko. Razem z Montym Cooperem najpierw odłożyliśmy sporo pieniędzy, by zagrać na ostro. To miała być noc mojego życia - Price zmrużył oczy, sięgając pamięcią w przeszłość. 

- Udało się. Oskubałem z kasy wiele osób wpychając ich na skraj bankructwa. Gdy miałem odebrać wygraną, właściciel chciał mi osobiście pogratulować. Dałem żetony Montemu i kazałem zaszyć się na bardzo długo, czując, że nadciągają kłopoty. Wtedy pierwszy raz poznałem Roberta, następnie była już tylko Dominacja. Zakazał mi odebrać wygraną i był tak pewny siebie, że nie przyszło mu do głowy, że mógłbym zrobić coś przeciwko niemu - Ventrue zamknął na chwilę oczy.

- Podczas procesu padło dużo oskarżeń pod moim adresem, nawet posiadając potwierdzenie mojej wygranej niektórych nie przekonało. Uważali, że byłem z nim w zmowie i działaliśmy razem. Zaraz po przemianie Robert trzymał mnie w Rhino i nie pozwalał wychodzić na miasto. Miałem zajmować się interesem i nie przyciągać uwagi innych Spokrewnionych. Wiele wampirów uważało mnie wtedy za Ghula. Gdy Robert zniknął z miasta, postanowiłem przedstawić się Księciu. Wyrecytowałem prawa i przedstawiłem się jako stary znajomy Roberta z klanu Ventrue. Powiedziałem Francisowi, że będę pomagał budować reputację domeny mojego przyjaciela i że są to wewnętrzne sprawy klanu Ventrue. Książę zgodził się na mój pobyt w Bournemouth. Niestety na procesie wyszło na jaw, że to było kłamstwo. Powiedziałem im, że byłem wtedy świeżo po przemianie i nie zdawałem sobie sprawy z powagi sytuacji. Gdyby pojawiły się dowody, że byłem przez niego kontrolowany w pełni, zapewne nawet interwencja Michaela Vallo, by tutaj nie pomogła. 

- Gdy Robert wyjechał, skontaktowałem się z Montym, który trzymał przez lata dla mnie całą wygraną wiedząc, że tylko w Rhino może ją zdeponować. Razem wypłaciliśmy sumę i wykupiłem pod nieobecność Roberta wszystko, co teraz mam. Będąc ważną personą w kasynie nie stanowiło to problemu. Dominacja pomogła przejąc pracowników i jego Ghuli. Tak Nina i Clark żyją dłużej niż wam się wydaje. To doświadczeni Ghule. Oczywiście, gdy się o tym dowiedział był bardzo wściekły. Od tego czasu bardzo rzadko pojawiał się w tym miejscu. Ścigany przez Camarillę nie był w stanie odzyskać nieruchomości. Wiesz, gdy nie pijesz krwi od swojego Pana, moc więzów słabnie. Wykorzystałem brutalnie okazję, lecz wygrałem wszystko uczciwie. 

- Rozumiem. - Achille skinął głową. - Zastanawiałeś się dlaczego Rhino nie zostało wykupione przez Nosferatu skoro realizują tutaj swoje interesy? - Moreau zesztywniał nagle, zdając sobie sprawę ze ich wymiana zdań trwała dość długo, aby satelity ustaliły pozycję ghula Princea. Tymczasem sygnał wczytywania nadal zakreslał monotonne koła na ciemnym wyświetlaczu.

- Nie powinniśmy byli wysyłać ich pod elisium...
Spoiler!
Stosuje Prezencje 4 i wzywam Owena.
Łączony post wrzucając nasza poprzednia wymianę pytań na priv.
Ostatnio zmieniony 09 sierpnia 2015, 22:45 przez Oggy, łącznie zmieniany 1 raz.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 09 sierpnia 2015, 23:09

Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 03:30

Langer prowadził powoli ślepca i to z pozoru proste zadanie coraz bardziej bardziej go przerastało. Nie mógł nadziwić się z jaką łatwością przychodziło to Achile. Toreador jakby robił to od zawsze, spokojnie mówił o drodze i subtelnie kierował kroki swoje i Marcusa tak, że postronni mogliby nawet nie zauważyć, że jeden z nich jest niewidomy. Tremere nie był w tym taki dobry, a Marcus nie ułatwiał zadania ciągłym gadaniem i niezdecydowaniem.

Tremere już widział gmach budynku muzeum. Z przylegającej doń ulicy odjeżdżało kilka wozów strażackich, a nad kilkoma oknami muzeum wykwitły czarne wstęgi sadzy, świadczące o niespodziewanym ataku na Elzijum.

Langer zaklął pod nosem, bo Koroview po raz kolejny przydeptał go ubłoconym butem. Solomon schylił się aby wytrzeć eleganckiego półbuta i dostrzegł zarysy kilku postaci w pobliskich krzakach. Palili papierosy lub marihuane. Nie mógł zauważyć kim byli, ale wyręczył go niespodziewanie Korowiev:

- Słyszę Jaza, jego kumpli z klanu Brujah i Adriana z klanu Gangrel.

Pamiętał Jaza, jeszcze gdy był Thomasem. Wampir z Polski, fanatyk militarów dziś nawet nie kryjący, że ma pod kurtką obrzyna i kilku innych Brujah: Bill, Pako i jeszcze trzeci, którego ksywki nie pamiętał. Podeszli do Spokrewnionych licząc, że czegoś się dowiedzą. Langer przedstawił się, bowiem w swej nowej postaci nie miał jeszcze mozliwości porozmawiania z całą Rodziną w mieście. Krzykacze i Dzikus kiwnęli dłońmi.

- Co się stało? Słyszałem, że ktoś próbował podpalić Elizjum? Gdzie są wszyscy?

- Jakieś szczyle obrzucały okna koktajlami Mołotowa...

- Nie szczyle tylko Sabat... Mogę się założyć. Drapniemy jednego to wszystkiego się dowiemy. - stwierdził pewnie Adrian.

- Pewno szykuje się jakaś rozpierducha grubsza. Będzie można trochę rozpierdolić system. -ucieszył się stary punkowiec Bill.

- Co ty pierdolisz gościu? - Jaz z niesmakiem spojrzał na Billa: - Nie rób siary przy koledze Langerze.

Ostatecznie odpowiedzi udzielił Gangrel, parający się na co dzień prywatnymi dochodzeniami:

- Większość Spokrewnionych jest jż w Elizjum. My tu stoimy na czatach póki co.

***
Achile odłożył telefon. Limuzyna Mercedesa jaką wziął Clark aby odwieźć awanturującego się klienta stała od dłuższego czasu na głównej ulicy Upper Parkstone. Wampir prześledził jej trasę. Pojechałą do hotelu Harbour Heights w Poole, a potem w drodze powrotnej zatrzymała się i tak już zostało. Współrzędne telfonu komórkowego Ghula wskazywały dokłądnie to samo miejsce. Owen albo siedział w aucie i uporczywie nie odbierał połączeń, albo... I tu pojawiało się wiele hipotez, których Xavier jeszcze nie zweryfikował. Jego ghul równie dobrze mógł być martwy, lub opuścić auto pozostawiając w środku swoją komórkę...

ODPOWIEDZ