PBF - Goblińska Brama
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Ulfhedin szedł powoli stawiając stopy. Może i podziemia wykuły krasnoludy, ale od dawna już tu nie mieszkały. Jako najwyższy niósł jedną z pochodni i świecił nią wysoko ponad głowami pozostałych. Widząc nietoperze osłonił oczy.
- Podziemne paskudztwa. Latające szczury. Oby was.. - warknął - co tam naskrobali? Przeklęte? Pewnie zwykła zmyła. Prawda Dwalinie?
- Podziemne paskudztwa. Latające szczury. Oby was.. - warknął - co tam naskrobali? Przeklęte? Pewnie zwykła zmyła. Prawda Dwalinie?
Trzy dzbany dla Królowej, garniec wina dla syna. Nie pieprz przede czosnkiem, bierz babę przed wyrostkiem...
-brodacz kroczył pewnym krokiem i nie zważając na pytania towarzyszy mruczał pod nosem pozornie pozbawione sensu zdania. Dochodząc do do kolejnego rozwidlenia stanął w zamyśleniu na dłuższą chwilę uważnie wpatrując się w mrok.
Odsuńże pochodnię Ulfhedinie, bo nic przez nią nie widzę!
-parsknął niezbyt uprzejmie. A kiedy rosły przyjaciel cofnął się o kilka kroków przesłaniając na chwilę płomień Dwalin:
... a pierwsza siekierka się dorzuca... Tędy! - ponownie ruszył w mrok.
-brodacz kroczył pewnym krokiem i nie zważając na pytania towarzyszy mruczał pod nosem pozornie pozbawione sensu zdania. Dochodząc do do kolejnego rozwidlenia stanął w zamyśleniu na dłuższą chwilę uważnie wpatrując się w mrok.
Odsuńże pochodnię Ulfhedinie, bo nic przez nią nie widzę!
-parsknął niezbyt uprzejmie. A kiedy rosły przyjaciel cofnął się o kilka kroków przesłaniając na chwilę płomień Dwalin:
... a pierwsza siekierka się dorzuca... Tędy! - ponownie ruszył w mrok.
Spoiler!
Podkładzik: http://www.youtube.com/watch?v=QbFENhyCFcc
Mrok był jakby namacalny, dotykalny. Zaraz jednak ustąpił pod wpływem dziwnych światełek, świecących po prawej stronie korytarza. Podchodząc bliżej niebiesko-mdłe światełka okazały się niewielkimi grzybkami, świecącymi w ciemnościach. Zjawisko było fascynujące i praktycznie nie spotykane w innych jaskiniach i tunelach. Te widocznie krasnoludy zostawiły, gdyż drewniane stemple i wsporniki sprawnie omijały kępy narośli, zaś ściany w tych miejscach nie były idealnie przykute.Korytarz ciągnął się kolejne sto, może z dwieście metrów. Strażnik Galdor, idący z tyłu dosłyszał daleko za drużyną dziwne dźwięki. Kazał wszystkim się zatrzymać i przygasić pochodnie.
W opuszczonym składziku, w którym jakiś czas temu Dwalin recytował wierszyk, ktoś był. I to tak na ucho - ze dwadzieścia istot.
Sądząc po plugawym języku, były to orki. Po chwili dźwięk umilkł i w korytarzach zapanowała cisza.
Drużyna ostrożnie ruszyła do przodu i po kolejnych kilku minutach dotarła do kolejnej sali. Ogromnej sali przeładunkowej, gdzie dziesiątki zniszczonych wózków z urobkiem było szykowanych do dalszej podróży. Oprócz wózków i hałd urobku, a także wszelakiego, porozrzucanego sprzętu i szczątek krasnoludów i orków, coś dziwnego pokrywało ziemię.
Hastamir sięgnął do ziemi i zbierając trochę matriału powąchał. Cuchnęło jakby starą galaretką i kwasem solnym.
Po dalszej chwili, gdy Dwalin zastanawiał się nad jednym z pięciu kolejnych tuneli, do sali wpadła grupka orków, które musiały się skradać, gdyż nawet wyczulone ucho Galdora nic nie słyszało.
- No chłopaki, świeże mięso! - zawołał uradowany okr, widocznie dowódca bandy, gdyż był najwyższy i najbrzydszy z pozostałych.
Nagle wrzask i krzyki odbiły się echem po całej sali, a zza jednej z hałd wielki czerwiopodobny, ponad pięciometrowy robak rzucił się na stojących na dole orków, które rozpierzchły się po sali.
Co robicie?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Wszyscy przebiegli koło jednego z gruzowisk, za którym kilku orków stawiało czoła wielkiemu, złoto-pomarańczowemu robalowi z ponad metrową średnicą paszczy.
Krzyki zgniecionych bądź poturbowanych orków milkły w miarę sprintu drużyny przez korytarz. Fosforyzujące grzyby oświetlały ledwo co podłogę, ale nikt nie miał problemu z poruszaniem się bez potykania. Z jednego z bocznych korytarzy wybiegło dwóch orków, ale widząc rozpędzonych i uzbrojonych po zęby przybyszów, pędzących niczym taran przez ciasny tunel, natychmiast odwrócili się na pięcie i z ujadaniem zaczęli uciekać skąd wyszli.
Za kolejnym skrzyżowaniem i nieco dalej było wejście do wielkiej jaskini, częściowo obrobionej. Po prawej stronie stały rzędem domy, po jednym rzędzie na jednym piętrze, w sumie trzy piętra.
Wysokość od wejścia do sufitu Galdor ocenił na trzydzieści, może czterdzieści metrów. Nie było z tym większych problemów, gdyż dziwacznie świecące grzyby porastały całą prawą stronę, na wszelkich wolnych od przeróbki powierzchniach. Po lewej stronie zaś stało kilka innych budynków, częściowo wybitych w skale a częściowo postawionych na cegłach i drewnianych podporach.
- Sypialnie dla górników - mruknął Dwalin, podziwiając małą osadę we wnętrzu góry.
Na pierwszy rzut oka można było ocenić, że w sumie mogło tu zamieszkać stu krasnoludów. O nikim większym niemogło być mowy, gdyż wszelkie wejścia do domów i przejścia nad łukami były przystosowane do osobników niewielkiego wzrostu. Dwalin zadowolony podszedł do jednej z kolumn, stanowiących coś na wzór tablicy ogłoszeń.
- Bądź naszym przyjacielem i wypowiedz "światło" a stanie się jasno - przeczytał na głos.
Cała jaskinia została w jednym momencie oświetlona przez lampy i pochodnie, które posłusznie na rozkaz zapaliły się w tym samym czasie.
Przy tunelu wychodzącym z miasta spał troll, cicho pochrapując. Galdor i Hastamir myśleli, że to odgłosy walki albo bardziej szurania mieczem po posadzce. Z nosa Trolla na przemian pojawiała się i znikała wielka bańka. Ogień z pochodni płonął żywym ogniem pół metra od bestii. Zaraz za nią, na drewnianych palach stała tabliczka, oraz wbite czaszki.
Czaszki krasnoludów.
Krzyki zgniecionych bądź poturbowanych orków milkły w miarę sprintu drużyny przez korytarz. Fosforyzujące grzyby oświetlały ledwo co podłogę, ale nikt nie miał problemu z poruszaniem się bez potykania. Z jednego z bocznych korytarzy wybiegło dwóch orków, ale widząc rozpędzonych i uzbrojonych po zęby przybyszów, pędzących niczym taran przez ciasny tunel, natychmiast odwrócili się na pięcie i z ujadaniem zaczęli uciekać skąd wyszli.
Za kolejnym skrzyżowaniem i nieco dalej było wejście do wielkiej jaskini, częściowo obrobionej. Po prawej stronie stały rzędem domy, po jednym rzędzie na jednym piętrze, w sumie trzy piętra.
Wysokość od wejścia do sufitu Galdor ocenił na trzydzieści, może czterdzieści metrów. Nie było z tym większych problemów, gdyż dziwacznie świecące grzyby porastały całą prawą stronę, na wszelkich wolnych od przeróbki powierzchniach. Po lewej stronie zaś stało kilka innych budynków, częściowo wybitych w skale a częściowo postawionych na cegłach i drewnianych podporach.
- Sypialnie dla górników - mruknął Dwalin, podziwiając małą osadę we wnętrzu góry.
Na pierwszy rzut oka można było ocenić, że w sumie mogło tu zamieszkać stu krasnoludów. O nikim większym niemogło być mowy, gdyż wszelkie wejścia do domów i przejścia nad łukami były przystosowane do osobników niewielkiego wzrostu. Dwalin zadowolony podszedł do jednej z kolumn, stanowiących coś na wzór tablicy ogłoszeń.
- Bądź naszym przyjacielem i wypowiedz "światło" a stanie się jasno - przeczytał na głos.
Cała jaskinia została w jednym momencie oświetlona przez lampy i pochodnie, które posłusznie na rozkaz zapaliły się w tym samym czasie.
Przy tunelu wychodzącym z miasta spał troll, cicho pochrapując. Galdor i Hastamir myśleli, że to odgłosy walki albo bardziej szurania mieczem po posadzce. Z nosa Trolla na przemian pojawiała się i znikała wielka bańka. Ogień z pochodni płonął żywym ogniem pół metra od bestii. Zaraz za nią, na drewnianych palach stała tabliczka, oraz wbite czaszki.
Czaszki krasnoludów.